trivoli
06.10.03, 23:06
Juz sama nie wiem, tyle sie watkow o tym pojawia i zadnego chyba
optymistycznego. Ja mam 9ciomiesieczna coreczke i zdecydowalam sie od
listopada wrocic do pracy na pol etatu (4 godziny). Praca jest blisko, wiec
z dojazdem to bedzie z 4 godz.40 min. W tym czasie Emilka zajmie sie bardzo
chetnie moja mama.
Nie musze wracac, ale chce. A wlasciwie chcialam, bo im blizej tym wieksze
ogarniaja mnie watpliwosci... Ze moze jestem wyrodna, bo ja zostawiam. Ze
moze bede tesknic i sie niepokoic. Ze sobie nie poradze...Ze moze cos strace
z jej rozwoju... Ze moze nie warto, bo praca glupia i za mala kase i bede
jej miala szybko dosyc...
A chcialam wrocic, bo mam jakies tam (nie do konca pewne) szanse na rozwoj,
troche juz meczy mnie monotonia, troche mam ochote wyjsc, pomalowac sie,
ubrac, pobyc z ludzmi i miec swoje sprawy.
Wracac czy nie wracac? Zostac czy nie zostawac? Do listopada pewnie bede o
tym myslec codziennie.
Moj maz mowi: to najwyzej wrocisz na wychowawczy. Ale czy facet zrozumie
kobiete? Dla niego wszystko jest takie proste...
Co myslicie, dziewczyny...?