o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocieszcie!

07.10.03, 11:35
Proszę poradźcie mi coś bo jestem bliska popadnięcia w depresje....
Mam 5-miesięcznego synka, a problem polega na tym , że chcąc-nie chcac (
raczej to drugie)po urlopie macierzyńskim ( 4,5 m-ca) musiałam wrócić do
pracy. Musiałam, bo - rynek pracy wiadomo jaki, a pracę mam powiedzmy
dobrą,no i finanse - z jednej pensji nie dalibyśmy rady. Z wielkim bólem
więc wróciłam do pracy, a jedynym pocieszeniem była perspektywa sprawowania
opieki nad Szymkiem przez babcię-moja mamę.Sytuacja komfortowa, bo babcia w
małym zakochana, pełna ciepła i zapału, wiem, że sobie świetnie daje radę,
Maly też ja bez problemu zaakceptował.
Niby wszystko w porządku,a jednak.....
Problem polega na tym, że mam wrażenie, że synek mnie czasami nie poznaje,
czy może obrażony? Przychodzę z pracy, witam się z nim, uśmiecham a on mnie
kompletnie nie zauważa, rzadko kiedy się uśmiechnie, czy zareaguje na mój
głos. Czasami nawet mam wrażenie, że gdy go biorę na ręce to on zaczyna
płakac. Później w ciągu dnia jest nieco lepiej, ale to nie te relacje jakich
bym oczekiwała. Nadmienię, że pracuję do 15.30 poza miejscem zamieszkania i
jestem w domu ok. 16, Mały zasypia ok. 20.00, mamy więc dla siebie zaledwie 4
godz./dzien, podczas gdy babcia spędza z nim 8 godz. , czyli dwa razy tyle.
Sytuacja na weekendzie też nie wygląda ciekawie, bo Maly od rana jakby
rozdrażniony i mam wrażenie ,ze rozbieganym wzrokiem próbuje wypatrzeć
babcię.Poźnym popołudniem jest w miarę "normalnie".
Chcę Was zapewnić, że w ciągu tych zaledwie 4 godz. staram się poświęcić mu
maximum uwagi, nierzadko nawet po powrocie nie zjem obiadu tylko od razu
biegnę do niego. Dużo do niego mówię, zabawiam, śpiewam, to ja go usypiam,
gdy płacze uspokajam,wstaję do niego w nocy; wiem, że to nie jest obiektywne,
ale jestem chyba dobrą mamą, a każdego niemal dnia chce mi sie plakać. Co
jest nie tak??? Czy coś robię źle??? Dodam, że mąż spędza z Małym mniej czasu
ode mnie a jednak do niego też częściej się uśmiecha. Boze, może ja już
jestem przewrażliwiona??
I tu się pojawia moja prośba do mam, które tez wcześnie musiały oddać swoje
pociechy pod inną opiekę. Czy Maly kiedyś zrozumie, że mama jest przyslowiowo
najważniejsza, ważniejsza od babci, czy kiedyś to okaże. Tak się boję, że
kiedyś zobojętnieję na uroki macierzyństwa....
Każdego dnia klnę na rząd, za polityke"prorodzinną" jaka prowadzi.
Proszę poradźcie cos, pocieszcie, bo jest mi tak cholernie przykro i smutno
;-((((((((((((((((
Magda






    • umargos Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 07.10.03, 12:10
      Zdecydowanie jestes przewrażliwiona. Dziecko może jest trochę zdezorientowane i
      to nie dziwi, ale poczekaj jeszcze trochę aż będzie starsze i bardziej
      komunikatywne i wtedy przekonasz się, że jesteś dla niego najważniejsza. Mój
      małżonek pracuje w innym mieście i bywa w domu tylko przez kilka dni w
      tygodniu, przeciętnie 3...i jest mu przykro kiedy po kilku dniach Weronika z
      wyraźną rezerwa się do niego odnosi zaraz po jego przyjeździe. Zwykle mniej niż
      godzina wystarcza, żeby zaczęła zachowywać się całkiem normalnie. A Ty w końcu
      nie rozstajesz się z dzieckiem na aż tak długi okres. I to tylko wyobraźnia i
      żal, że nie możesz spędzać z małym więcej czasu powoduje, że dopatrujesz się
      tego czego nie ma. Będzie dobrze. Trzymaj się.
      Pozdrawiam
      Ula
    • ginger_77 Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 07.10.03, 12:34
      Madziq,
      wiem, ze jest Ci bardzo ciezko, ale uwierz mi mama to mama i nikt jej nie
      zastapi. Twoj synek jest malutki, moze jeszcze nie umie okazac Ci uczucia tak
      jak bys sobie zyczyla, a babcie widzi czesciej i "lepiej" na nia reaguje, co
      nie znaczy, ze Cie nie kocha. Ja wracajac do pracy tez bardzo sie martwilam jak
      to bedzie. Wracac musialam z takich samych powodow jak Ty, choc bardzo tego nie
      chcialam. Roznica byla taka, ze moja corcia Madziasmile miala roczek jak wracalam
      i zostaje z opiekunka (teraz ma 1,5 roku). Zazwyczaj reaguje na mnie
      pozytywnie, cieszy sie, od razu lapie cycusia, ale zdarza sie tez, ze ledwo
      mnie dostrzega bo jest tak zajeta zabawa, albo powie: o mama! i juz pyta o tate
      i wypatruje go na klatce.
      Twoj Szymek jest jeszcze malutki a sytuacja nowa, o ile dobrze zrozumialam
      pracujesz od 2 tygodni? Malutki musi przystosowac sie do zmiany, dla niego to
      przeciez takze duza nowosc. Wazne, zebys poswiecala mu czas jak wrocisz z
      pracy, nie brala sie za robote domowa, nie dla mu odczuc, ze "przeszkadza" w
      zmywaniu, czy praniu, ale, ze mimo tego, ze pracujesz masz dla niego czas. Z
      twojego postu wynika, ze tak wlasnie robisz i uwazam, ze to bardzo dobrze, Ja
      po przyjsciu do domu, tez zajmuje sie tylko Madzia, obiad jem czesto z nia na
      kolanachsmile Jesli musze juz cos zrobic zanim malutka pojdzie spac, robie to z
      nia, np. wstawiam pranie, wtedy Madzia pomaga mi wrzucac do pralkismile Byc moze w
      pojeciu niektorych rozpieszczam ja takim zachowaniem, utwierdzam w
      przekanianiu, ze caly moj czas nalezy do niej, ale nie potrafie inaczej,
      chce,zeby wiedziala, ze mam dla niej czas. Oczywiscie nie narzucam jej nic.
      proponuje zabawe, ale jak nie chce to nie nalegam, jak bawi sie sama, to nie
      przeszkadzam.
      Podsumowujac, daj malemu troche czasu na zaakceptowanie sytuacji, na
      przystosowanie sie do takiego rozkladu dnia. Nie zadreczaj sie poczuciem winy,
      zawsze bedziesz dla niego najwazniejsza, z czasem nauczy sie to okazywac. Zycze
      Ci cierpliwosci i spokoju. Mam nadzieje, ze choc troche Ci pomoglam.

      Pracujaca mama 1,5 Madziulki
    • e_madziq Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 07.10.03, 13:22
      Kochane Mamuśki, wstępnie serdecznie Wam dziękuję za słowa otuchy i nieśmiało
      proszę o jeszcze...............................
      • ullam Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 08.10.03, 12:15
        Hej Madziq!
        Miałam podobny problem. Wprawdzie mój Jędruś został z babcią jak miał już
        prawie 8msc., ale babcia była z nami także po moim powrocie z pracy sad. Czasem
        Mały cały czas chodził za babcią totalnie mnie ignorując. Nie muszę pisać jak
        było mi przykro... Weekend mógłby zacząć się w niedzielę wieczorem, bo dopiero
        wtedy przestawiał się na nasze towarzystwo. Dochodziło do tego, że po powrocie
        z pracy zabierałam małego poza dom (i ogród - paranoja), żeby spędzić z Nim
        czas i mieć na Niego wpływ. I wiesz, co powiedział mi wtedy mój mąż, który z
        resztą widuje Małego tylko w weekendy? To Ty jesteś MAMĄ i nic tego nie zmieni.
        Babcia musi się mocno natrudzić, żeby Mały był z Nią związany. Ciesz się, że
        Twoje dziecko akceptuje opiekunkę, że jest z Nią szczęśliwe i radosne. Nie
        byłoby Ci lżej, jakby z płaczem rzucał się w Twoje ramiona i uciekał przed Nią.
        Wiem jak jest Ci przykro, kiedy Mały nie reaguje tak, jakbyś chciała. Ale
        poświęcasz Mu mnóstwo czasu (pamiętaj, że część czasu babcinego przesypia smile)
        i uczysz, i nauczysz Go rzeczy, których babcia nie zna i nie rozumie. Kochając
        Go dajesz Mu siebie, On to czuje i wierz mi, odda z nawiązką. Pierwszym słowem
        mojego synka było "baba", ale szybko zamienił je na "mama", a teraz to,
        na "tata". Nie martw się, bo Mały czuje, że jesteś spięta i zdenerwowana. I nie
        staraj się wynagrodzić Mu na siłę godzin spędzonych bez Ciebie, ale te, które
        spędzacie niech będą radosne i pełne śmiechu, a nie obserwacji Jego reakcji.
        Życzę powodzenia i radości w byciu z Maluchem. Będzie coraz lepiej. Zobaczysz.
        U.
    • magolcia Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 08.10.03, 12:58
      Hej, nie martw się. Zobaczysz za kilka miesięcy reakcję swojego synka, jak
      będziesz po niego przychodzić smile)) Ja właśnie przez to przechodzę - jest
      bosko !!! Moją Olcię (teraz 15 miesięcy) musiałam oddać do babci (mojej mamy)
      jak miała 7 miesięcy, bo też wróciłam do pracy. I na początku nie było różowo -
      po powrocie z pracy miałam wrażenie, że Ola nie zwraca na mnie większej uwagi,
      czasami nawet nie zauważała w ferworze zabawy, że przyszłam. Też mi było łyso.
      Zwłaszcza, że moja mama jest pedagogiem, pracowała jako nauczycielka w
      przedszkolu i wogóle podejście do dzieci ma rewelacyjne. A ja taka trochę
      drewniana... Ale teraz - ja dzwonię do drzwi babci i słyszę gromki okrzyk
      MAMA !!! Otwieram - a tu leci kulka z jedzeniem na brodzie (bo w trakcie
      podwieczorku) i rzuca mi się na szyję - dosłownie. Jak już mnie wyściska, to na
      chwilę odsuwa główkę, spogląda mi uwarznie w twarz (może, żeby się przekonać,
      czy to na pewno ja smile)) i znowu się zaczyna ściskać. No mówię Ci - cała mięknę.
      Czekam na te chwile przez cały dzień w pracy. Moja mama zawsze twierdziła, że
      dla każdego dziecka nawet najgorsza matka jest ważniejsza, niż najlepsza
      babcia - może coś w tym jest...
      Nie przejmuj się na razie tym, że maluszek sprawia wrażenie "niecieszącego
      się" - jestem pewna, że za jakiś czas zacznie rozumieć całą sytuację - relacje
      mama, babcia i wtedy wynagrodzi Ci wszystko - jestem tego pewna i życzę Ci
      tego smile A teraz ciesz się tym że synek dobrze się czuje u babci i że nie cierpi
      przez rozstawanie się z Tobą.
      Aha, jak przyjeżdża po małą mąż, to też jest radość, ale nie aż taka smile))
      Jednak mama najważniejsza.
      Pozdrawiam
      Magda
    • justyna1212 Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 08.10.03, 14:49
      Byłam w podobnej sytuacji. Jeszcze nie pracując zdarzało się tak, że gdy
      wyszłam na jakiś czas z domu (2-3godziny) by coś załatwić (mała w tym czasie
      zostawała z tatą), po powrocie spotykałam się wręcz z agresją mojego
      ukochanego dziecka. Pewnego razu zaczęła płakać zobaczywszy mnie. Akurat się
      obudziła, w pokoju był półmrok, a ja w zimowym odzieniu. Więc tłumaczyłam
      sobie, że mała (miała wtedy około 8. miesięcy) mnie nie poznała. Czułam się
      strasznie stojąc tak i patrząc jak spłakane dziecko tuli się do taty. Innym
      razem gdy wróciłam do domu i przykucnęłam przy niej chcąc się przywitać
      zaczęła bić mnie po głowie. A przecież wyszłam tylko na godzinkę (jeszcze nie
      pracowałam, więc cały czas byłyśmy razem). Gdy juz była troszkę starsza
      zdarzało się, że po przyjściu z pracy nie zwracała na mnie uwagi, a wręcz
      traktowała jak intruza. Nie pozwalała się dotknąć, nie słuchała co do niej
      mówię, nie pozwalała bawić się z nią. Ja wtedy nie umiałam wytłumaczyć jej
      zachowania i ... cierpiałam BARDZO. Obwiniałam siebie, że nie dość dobrze się
      nią opiekuję, nie jestem dość dobrą mamą... itd. Mówiłam, że tak nie można, że
      tęskniłam i chciałam sie przywitać, że jest mi smutno, gdy mnie odpycha.
      Oczywiście gdy była mniejsza, nie rozumiała moich słów. Ale w miarę gdy była
      starsza i mądrzejsza, zaczęłyśmy się komunikować, zaczęła rozumieć o czym
      mówię i zaczęło wreszcie być dobrze. Teraz także(Emilka ma 3 i pół roku)
      zdarza się, że gdy przyjdę z pracy, nie da sie dotknąć i mówi "idź", bo jest
      przecież bardzo zajęta zabawą. Wtedy mówię jej, że jest mi przykro, gdy tak do
      mnie mówi a poza tym nie zamierzam jej sie słuchać. Nie ma tak, ze ona mi
      krzyknie, a ja już zrobię to, czego chce. Gdy zostajemy juz same, Emiś zaczyna
      tulić się, dawać mi całuski, mówi"kocham cię". A ja o wszystkim złym
      zapominam. Będzie dobrze, zobaczysz. Twoje dziecko bardzo Cię kocha i Ty je
      kochasz. Teraz jest jeszcze za małe na tłumaczenia, nie rób nic na siłę,
      myślę, że nie ma sensu wkradanie się w łaski, przymilanie, jeśli dziecko
      wyraźnie tego nie chce w danym momencie. Wszystko wymaga czasu. Gdy już jesteś
      sam na sam ze swoim dzieckiem daj mu dużo czułości. Przytulanki, całuski,
      wygłupy, na pewno zbliżą Was do siebie jeszcze bardziej. Ja nie miałam i nie
      mam pomysłu na to jak zachować się w sytuacji, gdy dziecko jest obojętne,
      drażliwe po zobaczeniu mamy. Co robić w tej chwili. To boli, ale pocieszające
      jest to, że naprawdę może być lepiej. Można się porozumieć. Może być cudownie.
      • e_madziq Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 09.10.03, 13:05
        Bardzo, bardzo Wam dziękuję za wsparcie i słowa otuchy. Tak dobrze wiedzieć, ze
        zawsze moge na Was liczyć.

        Wczoraj miałam jeden dzien urlopu z uwagi na szczepienie Szymka i spędziłam z
        nim samiutenka cały dzień aż do 18.30!!! Szymuś był cudowny, mimo porannych
        nieprzyjemności jakimi było szczepienie. To był wspaniały
        dzien.........Dlaczego macierzynski nie może trwać cały rok......?
    • judytak Re: o wyższości rodziców (mamy) nad babcią-pocies 09.10.03, 15:50
      Trzeba brać pod uwagę kilka rzeczy.
      Jedno, że dzieci bardzo się przywiązują do rutyny powtarzających się czynności,
      do rozkładu dnia. A dłuższy horyzont czasowy, niż jeden dzień, to dzieci
      zaczynają pojmować dopiero powyżej roku. Stąd problemy w weekendy (i w
      poniedziałki...)
      Drugie, że malutkie dzieci (tak do 10-go miesiąca) podobno rozpoznają osoby
      wraz ze znajomą sytuacją czy otoczeniem. Na przykład mamę, która odbiera je ze
      żłobka, mogą traktować z rezerwą, a dopiero w domu uznać, że to jednak
      zdecydowanie mama. W twojej sytuacji: dopiero jak się przebierzesz, pozbędziesz
      się pośpiechu i obcych zapachów...
      Trzecie, że dzieci (i małe i większe) wcale nie tego kochają najbardziej, z kim
      są najgrzeczniejsze. Nawet wręcz odwrotnie. A czy z dorosłymi jest inaczej?
      Pięknie się uśmiecham do klienta, a mężowi ze łzami w oczach wygarniam, co o
      nim myślę - i kogo kocham, jego czy klienta?
      Mówię to z doświadczenia (mam trójkę, pod opiekę babci/opiekunki były
      przekazywane w wieku 10-18 miesięcy).
      A co do rocznego macierzyńskiego: słuszny postulat. Ja sobie zawsze
      poprzedłużałam trochę (zaległy urlop plus 3-4 miesiące wychowawczego).
      Pozdrawiam
      Judyta
Pełna wersja