c0nstantine
02.09.08, 09:28
Jestem z Wami od dawna, tylko rzadko piszę, bo z tych leniwych
jestem

Poza tym, jakoś do tej pory nie miałam problemów, których
sama nie potrafiłabym rozwiązać. Wierzę w Was jednak, myślę, że
Wasze trzeźwe oczy i bystre umysły pomogą mi wyjść z impasu.
Otóż ja mam fajną rodzinę i bliską i daleką. Wszyscy sobie pomagamy,
wspieramy, po prostu się lubimy i kochamy.
Mój mąż z kolei - dokładnie odwrotnie. Z rodzicami kontaktów nie
utrzymywał, jak się poznaliśmy. Od dwóch lat, z rodzicami jakiś
kontakt utrzymuje, ale nikły. To samo z bratem. Kontakt miał częsty
jedynie z babcią i rodzeństwem matki - wizyty w w każdy weekend. Do
dziadka i rodzeństwa ojca, sam z własnej i nieprzymuszonej woli nie
chodził i nie dzwonił.
Mąż polubił moją rodzinę, wydawało mi się, że wstrzelił się w nasze
powiązania i kontakty.
Moi rodzice nie mają zbyt wiele pieniędzy, więc co miesiąc daję
mamie 500 zł. Z kolei, moja mama zawsze kiedy zachodzi potrzeba
opiekuje się dziećmi, kupuje im ubrania (ok. połowa ciuchów to
ubrania od babci), zabawki, książki. Często daje nam żywność -
rodzice mieszkają poza miastem, wiele produktów mają swoich, poza
tym mama często chodzi do rozmaitych sklepów i hurtowni i zawsze jak
jest coś warte kupienia, kupuje nam też. Pieniędzy za to nie bierze.
Od wiosny do jesieni wszystkie weekendy spędzamy u moich rodziców.
Tak wygląda tło sytuacji.
A teraz do rzeczy: musieliśmy z mężem podjąć ważną decyzję. Już
zdecydowaliśmy jak postąpić, w weekend odwiedziliśmy tę ciotkę i
babcię. I nagle słyszę, jak babcia przekonuje męża, że podjęliśmy
złą decyzję. Po cichu na boku powiedziałam mężowi, że nie życzę
sobie, by ktoś poza nami decydował za nas, że co innego rada a co
innego instrukcje postępowania. Mój mąż wydarł się do mnie, obraził
mnie i w końcu powiedział "Sp...". Więc odwróciłam się na pięcie i
wyszłam. Wydzwaniał, żebym wróciła, wróciłam więc. Wtedy jego ciotka
powiedziała, żebym więcej tam nie przyjeżdżała. Ok, nie to nie.
Dodam, że nie pierwszy raz ta kobieta tak wyskoczyła. Wcześniej
zdarzało się już, że robiła mi jakiś afront, ale starałam się być
ponad to.
W drodze do domu mąż zrobił mi karczemną awanturę, że obraziłam
wszystkich i on musi się zastanowić, czy chce po tym wszystkim być
ze mną i stwierdził, że musi moich rodziców też zdenerwować i
wywołać kłótnię. Jak powiedział, tak zrobił. Ja zostałam z dziećmi u
rodziców, on pojechał do domu. Na drugi dzień przyjechał, błagał o
to, bym do niego wróciła. Pojechaliśmy do domu. Ustaliliśmy, że on
dalej będzie odwiedzał rodzinę, a ja z dziećmi nie. To było prawie
dwa miesiące temu. Od tamtej pory, mąż usiłuje mnie skłócić z moją
rodziną, kłóci się o te pieniądze, które daję mamie. Ok. z mamą
ustaliłam, że od września nie będę dawała jej pieniędzy. I nie
powiedziałam już jej, że nie przyjmę żadnej innej pomocy, bo nie
chcę zrażać nikogo do męża. Z kolei on opowiada mi jak to w pracy
chwali się, że nie ma problemu z dziećmi, bo jak tylko potrzebujemy
to zajmuje się nimi babcia. Przedwczoraj, po kłótni, znów na temat
stosunków rodzinnych (mój mąż wymaga, bym przeprosiła jego ciotkę),
ja przestałam się do męża odzywać. Wczoraj córcia poszła pierwszy
raz do przedszkola (wcześniej chodziła do żłobka). Wieczorem dziecko
nie mogło poradzić sobie z emocjami i urządziła histerię. Mąż dał
jej klapsa i stwierdził, że jej zachowanie jest wynikiem 3 –
tygodniowych wakacji z moją mamą.
Nigdy wcześniej nie mieliśmy problemów z komunikacją, zawsze po
kłótniach i nieporozumieniach szybko dochodziliśmy do porozumienia.
Teraz jednak, ja nie chcę iść na kompromis. Nie będę przepraszać
jego ciotki za to, że wyrzuciła mnie ze swojego domu. Nie będę też
szkalować mojej rodziny, bo mężowi tak się podoba.
Poradźcie co robić, proszę
M.