takie tam.... o małżeństwie...

06.09.08, 10:32
czytam niektóre wątki i się zastanawiam. Dziewczyny piszą jak to im
się nie układa z mężami... Proszą o radę, czasem się wirtualnie
wypłaczą. To dobrze.
Jednak nie mogę pozbyć się jednej myśli... Jak nam się pęknie kran
to wołamy hydraulika, jak nam pęknie szyba to biegniemy do szklarza,
dlaczego więc, jak nam "pęka" małżeństwo nie idziemy po pomoc do
specjalisty?
Wiem, że nie wszystkie mieszkamy w wielkich miastach, gdzie są
poradnie małżeńskie, ale może warto byłoby tam pojechać??
Wstydzimy się?? Hmmmmm... nie wiem...
Ja podejrzewam, że gdybym miała problemy ze związkiem, to
przynajmniej przemyślałabym opcję udania się do takiej poradni. Sęk
w tym, że pewnie moja druga połowa nie dałaby się tam zaciągnąć
nawet wołami. I tu byłby zgrzyt... Ale może czasem warto poostarać
się o te woły?? Przecież zależy nam na ratowaniu małżeństwa...
Takie tam moje rozważania,żadna krytyka - nie zrozumcie mnie źle...
    • mathiola Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 10:37
      a coś ty, jak nam się ostatnio zepsuła spłuczka w kiblu to szukałam
      porady na forum ;D

      Poza tym to się zgadzam, z tymże odróżniłabym jeszcze posty kobit
      wyżalających się z błahych i przejściowych problemów
      typu: "pokłóciłam się z mężem, wyszedł a mi jest źle" od takich,
      gdzie istnieje przemoc domowa, miesiącami a nawet latami ciągnący
      się brak porozumienia, kompletny brak szacunku.... Ale nawet i w
      takich przypadkach może dopiero forumowy kopniak otwiera oczy,
      pokazuje drogę? Jeśli komuś ma to pomóc, niech sobie popisze, a
      jeśli co trzecie małżeństwo nawet na tym skorzysta....
      • mamaisi Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 10:48
        Forum to rzeczywiście źródło wszelich pożytecznych porad smile I za to
        WAM wielkie dzięki dziewczyny...

        Masz rację Mathiola. Przejściowe i małe kryzysy zdarzają się nam
        wszystkim i wtedy rzeczywiście pomóc może wypłakanie się w rękawy
        forumowiczek.
        Przy cięższych sprawach nie zawsze "wypisanie" się jest rozwiązaniem
        problemu. Jeśli w związku panuje pustka i wydaje się, że między
        dwojgiem ludzi nie ma nic prócz niechęci, i oczywiście w sytuacji,
        kiedy zależy nam jeszcze na ratowaniu tego co zostało, powinniśmy
        oddać się w ręcę specjalisty...
    • lineczkaa Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 10:48
      W polskich katolickich domach nie ma problemów małżeńskich, bo przecież to Bóg
      złączył. Tylko bezbożnicy do specjalisty chodzą ;PP

      Jak walnie Ci rura w kranie, to dzwonisz do hydraulika, bo przecież do
      przyjaciółki nie zadzwonisz prawda? "Boszszsz, skarbie, rurka mi pękła, leje się
      jak ze szlauchu, dzwonię pogadać o wzorach kałuży na podłodze".
      Jak jest problem w małżeństwie to też nie od razu idzie się do poradni. Taki
      problem musi narastać miesiącami lub latami.
      No i w większość forumowych problemów małżeńskich ma kaliber typu: znowu nie
      opuścił klapy w kiblu! co za flejtuch!.
    • mearulezz Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 10:57
      macie racje forum to pozyteczne miejsce. jest tylko jedno ALE.
      zabijaja mnie rady typu; pogon go, wywal na zbity łeb, wyrzuc.
      zrob to teraz jak najszybciej!!!!!!!!!! i taka osoba nie zastanawia sie ze co
      moze byc potem, co bedzie sie dzialo z ta kobieta- ze czesto ona jest
      uzalezniona finansowo, mieszkaniowo od meza.
      ALBO ze mieszka z tesciami nie z powodu wielkiej milosci tylko braku kasy-
      potwornie bolesnego braku kasy!!!
      CZASAMI jest tak ze nie mozna po prostu sie nie da rozwiazac jakiegos problemu
      "jednym cieciem"- bo to nie film tylko zwykłe szare czesto zasrane zycie i w/w
      rady nadadza sie autorkom jak szczerbatemu suchary.
      • mamaisi Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 11:30
        i właśnie dlatego potrzebny jest ktoś, komu można nakreślić całą
        sytuację, kto rozpatrzy za nas wszystkie za i przeciw, kto jasno
        spojrzy na wszystko, ktoś kto ma odpowiednie doświadczenie i
        wykształcenie i jest w pełni kompetentny by powiedzieć:
        > pogon go, wywal na zbity łeb, wyrzuc.
        > zrob to teraz jak najszybciej!!!!!!!!!!
      • babowa Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 11:58
        mearulezz!

        dobrze to ujęłaś,takie rady luzacko-ostateczne typu:pogoń go,nie
        wiele dają poza zdołowaniem potrzebującej wsparcia dziewczyny.

        Często pojawiają się tez oskarzenia ,bo tak sobie pozwoliłaś,bo ty
        zrobiłaś źle to czy tamto a ja.... i tu super mądre i idealne
        matki,żony i kochanki pieją nad swoim cudownym małżeństwem ,mężem i
        td.

        Niekiedy pojawiają się rady dawne szczerze, z serca bez kąśliwych
        uwag i one naprawde mogą pomóc,wzmocnić,pozwalają zaczerpnąć nowych
        sił i uwolnić oddech.

        Brak kasy jest podstawowym hamulcem w razie decyzji o odejściu od
        męża.Mało która zarabia tyle że ewentualny rozwód nie pogorszy
        sytuacji bytowej,dzieci są przy matce i po prostu wizja ciągłego
        szarpania się z dniem codziennym sprawia ze ze spuszczoną głową i
        scisnietym gardłem przeżywamy każdy kolejny dzień.

        Poradnie małżeńskie faktycznie nie są w każdym miescie i wizyta tam
        nie kazdemu przychodzi łatwo.Nie ma się też pewności że trafi się na
        faktycznie fachowca i pomoże on podjąć włąściwą decyzję.To też wiąże
        się z czasem ,pieniedzmi i wolą dwojga ludzi.
        • guderianka Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 12:05
          Bo do tanga trzeba dwojga a do zadzwonienia po hydraulika nie?
          Bo czasem któraś ze stron wie,że poradnia i tak nic nie da bo nie
          kocha swojej żony/męża i nigdy nie pokocha bo ma kogoś na boku?
          Bo rozwiązaniem pewnych problemów jest pozbycie się ich źródła a
          więc osoby przy której/przez którą sa one generowane?
      • lineczkaa Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 12:07
        mearulezz napisała:

        >
        > zabijaja mnie rady typu; pogon go, wywal na zbity łeb, wyrzuc.
        > zrob to teraz jak najszybciej!!!!!!!!!!

        mi się zdecydowanie bardziej podobają posty typu: JA to bym już dawno go
        pogoniła, gdyby MI mąż coś takiego powiedział, to by do mamusi z walizkami
        jechał itd.,itd.

        rech rech rech jasne ;PP
        • kali_pso Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 15:03
          A ktoś w ogóle takie rady bierze na poważnie?wink
          • lubiem_gazete Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 15:08
            Była żona mojego gorszego brata-bliźniaka pogoniła go z byle powodu. Biedaczek
            nie trafiał nigdy zwieraczem w dziurę w sedesie, tylko obok na deskę. Żona
            dostała właśnie taką radę od koleżanek i pogoniła biedaka. Teraz brat mści się
            na forach zaciskając pośladki smile
            • mearulezz hej facet 06.09.08, 15:36
              swoja watpliwa inteligencja, calkowicie nie porazajacym dowcipem i poczuciem
              humoru ktorym mozna podetrzec sobie doope- przypominasz mi jasia fasole z
              onetowskiego forum.
              biedak pocil sie i troił zeby cos fajnego wymyslic- ale ty tototalna zenada.
              sorka-
    • kali_pso Re: takie tam.... o małżeństwie... 06.09.08, 15:09
      Owszem, właśnie wstyd jest jednym z głównym powodów, że ludzie z
      poradni nie korzystają- wstyd przed samym sobą i przed obcym
      człowiekiem, któremu trzeba wyznać tajemnice czterech ścian. Inny
      powód to strach przed osądzaniem przez otoczenie.
      Kiedy pęknie rura- jak w tym jest nasza wina?
      Kiedy wali się związek, rzadko kiedy wina leży tylko po jednej
      stronie. Nie każdego stać na samokrytykę.
Pełna wersja