rossa79
15.09.08, 11:56
od mamy. Trzeci tydzień nie mieszkamy już tam. I co ? I wogule mnie
tam nie ciągnie, a nawet jak mamy tam po coś jechać, to ściska mnie
w dołku. Nie gniewam się na mamę, ani na brata, choć mam żal ale oni
i tak się do mnie ledwo co odzywają. Wyprowadziłam się i tak jest
źle. Nie mam pojęcia co oni sobie myślą. Pewnie nawet tych pieniędzy
nie odzyskam co włożyliśmy w ten dom, a oni i tak są na mnie źli. O
co chodzi?!
Najgorsze to to, że moja córcia jest ukochaną wnuczką mojej mamy.
Odkod się wyprowadziliśmy nawet raz nie zadzwoniła do małej, żeby
się zapytać jak się mieszka, jak tam pierwsze kroki w przedszkolu.
Nic. Gdybyśmy tam nie pojechali po resztę rzeczy, to nie mielibyśmy
ze sobą kontaktu. Dla mnie jet to wszystko chore i nienormalne.
Ustąpiłam, choć mogłam walczyć o swoje, ale dałam spokój i tak jest
źle!!!
Z drugiej też strony myślę czy mama ma co jeść, czy już kupili coś
żeby palić w piecu. Brat za pracę się nie wziął. Dopadają mnie
jakieś wyrzuty sumienia, że się nią nie zaopiekuje tak jak ja.
Kurczę dziwne to wszystko, czasem sama myślę, że przydałby mi się
psychoanalityk, żebym w końcu myślała o sobie i o swojej rodzinie, a
nie o mamie, która wpatrzona w syna nieroba, "pozbyła" się mnie z
domu.
Ale jest bardzo duży plus tej sytuacji. Bardzo zbliżyliśmy się z
mężem i z małą. Poświęcamy jej więcej czsu, nie ma już takiej
nerwówki. Mała jest bardzo pogodna i szczęliwa, dopiero teraz taka
jest! Nie budzi się z placzem w nocy, jest spokojniejsza. I co mnie
bardzo dziwi, nie ciągnie do mojej mamy, choć tam była od urodzenia
i mama ją praktycznie wychowała, bo mnie widziała dopiero po pracy 3-
4 godziny na dobę.
Pozdrawiam.