konwalka
16.09.08, 17:20
Rozmawiałam niedawno ze znajomą, matką dwojki dzieciaków, po
rozwodzie. B. mąż za granicą, ona tutaj z nowym facetem, w ciąży.
Jedno dziecko wysłała dp byłego na stałe (12 lat), drugie "pojedzie,
jak tylko skończy szkołę).
Ponieważ przy rozwodzie sąd tradycyjnie podzielił dzieci: matka -
pełnia praw, ojciec - ograniczona władza rodz., ta dziewczyna teraz
sama złożyła pozew o ograniczenie sobie praw rodzicielskich,
żeby "nie musiała z każdą pierdołą latac tam, do byłego męża i żeby
on mógł sam wszytsko pozałatwiac".
Niby kupy sie trzyma...
Ja nie skomentowałam jej opowieści, bo nie moja rzecz. Podobno pani
sędzia wybałuszyła oczy jak zobaczyła pozew.
No, po prostu sobie tego nie wyobrażam.
Piszę o tym, bo to chyba fajny przyczynek do dyskusji. Rozumiecie
taką decyzję matki?
Ja nie, ale ja po prostu nie wyobrażam sobie oddania 12-latki ojcu
na stałe 1000 km od siebie.