nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugie...

17.09.08, 19:17
tak sobie dzis rozmyslalam o swojej znajomej. myslalam o niej bo
dlugo sie nie melduje. ostatni raz dzwonila kilka tygodni temu bo
akurat pozarla sie z mezem i zadzwonila by sie pouzalac. zrobila to
poraz pierwszy, przy tym sie poryczala i podejrzewam, ze dzis jest
jej glupio, ze az tak sie zwierzyla i dlatego sie nie odzywa. jest
to osoba dosyc kontrolujaca sie, opanowala i nigdy dotad sie nie
zwierzala. kobita dobiega 40, nie pracuje. maz ma firme, maja kupe
kasy a ona ciagle gdzies sie buja coraz to lepszymi samochodami.
jak sie okazalo, miedzy nia a mezem zle sie dzieje, juz jej kilka
razy wtluk, nawet przy dzieciach, przy dzieciach takze sie
wyzywaja, przy innych zreszta tez. facet ma juz swoja kartoteke na
policji za pobicie zony. okazuje sie, ze po takich akcjach ona
dostaje nowe mebelki, ciuszki lub nowe autko i na kilka tygodni
znow jest wszystko ladnie pieknie, az do kolejnej akcji. krotko po
rozmowie telefonicznej widzialysmy sie pare minut i udawala, ze nic
sie nie stalo. teraz jest miedzy nimi dobrze, podejrzewam, ze owa
kolezanka wstydzi sie tego, ze z wszystkiego sie mi zwierzyla lub
tez o cos sie obrazila. powiedzialam jej wtedy co o tym mysle, ze
na jej miejscu odeszlabym i zaczela zyc swoim zyciem. facet wie, ze
ma ja w garsci i wie jak sie z nia obchodzic. zastanawia mnie, jak
kobieta moze pozwolic sobie na takie traktowanie? dla mnie to juz
zakraja na "prostytucje w rodzinie" bo jakby nie bylo, kobita
sprzedaje sie i to wlasnemu mezowi. gdyby odeszla, musialaby sama
na siebie zarabiac i zyc skromniej. woli wiec dostawac w pysk i
cieszyc sie kasa...inaczej nie potrafie sobie tego wytlumaczyc. na
poczatku bylo mi jej zal, teraz czuje niesmak. nie wiem jak w
przyszlosci zachowywac sie w stosunku do niej/do nich? jak radzicie
sobie z takimi znajomymi`?
    • marzeka1 Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 19:34
      Mi już przede wszystkim nie jest już żal takich kobiet, jeśli za kasę,ciuchy dostęp do konta, godzą się co jakiś czas na regularny oklep- ich sprawa. Myślę,że to strach, by nie zostać z niczym,bo one mają -mimo super auta, domu i kasy, niską samoocenę- nie pracują, mąż nie szanuje i leje jak swoj dywan na święta, boją się samodzielności.Tylko dzieci żal, bo w dorosłe życie pójdą wyposażone w niedobre wzory z domu.
      • guderianka Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 19:39
        Nie znam takich chyba..
        • marzeka1 Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 19:45
          Tez nie znam albo się dobrze kamufluję.
        • beniusia79 Re:ja tez myslalm, ze nie znam 17.09.08, 19:47
          dopiero niedawno dowiedzialam sie jak to w rzeczywistosci u nich
          wyglada. wiedzialam, ze czesto sie sprzeczaja i kloca. wiedzialam
          tez, ze on jej wogole nie szanuje, ale tak czesto bywa. tym
          bardziej, ze ona nigdy nie pracowala. zawsze uwazalam, ze faceci z
          czasem przestaja szanowac niepracujace kobiety. dodam, ze jej
          dzieci sa juz duze, siedza po szkole w swietlicy choc mamusia
          niepracujaca...
    • dorotaifilip Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 19:50
      Gdyby nie mieli forsy, to pewnie też znalazło by się jakieś
      wytłumaczenie i przebaczenie. Do poczytania o syndromie ofiary i o
      przemocy domowej.
      pozdrawiam - dorota
      • beniusia79 Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 19:53
        a kiedys nieraz z mezem zazdroscilismy im kolejnych nowych aut...
    • beniusia79 Re: a kilka miesiecy temu 17.09.08, 20:00
      sama jeszcze prawila mi moraly i uswiadamiala mnie. wg niej jestem
      zbyt uzalezniona emocjonalnie od meza i zbytnio "wisze" na nim.
      zbyt duzo czasu razem spedzamy, nie umiemy zyc bez siebie.
      stwierdzila, ze jakby maz mial mnie kiedys opuscic, to sie nie
      pozbieram. pisalam o tym na wtedy forum, ktoras z forumowicze
      stwerdzila, ze gada tak bo pewnie czegos mi zazdrosci. juz wiem
      czego...
    • luxure Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 20:17
      To Ty mi wyjaśnij jak zrozumieć taką: pracuje ze mną, jest świetnym
      specjalistą.Babka koło 35 lat, mają dwójkę dzieci. Ona jest lekarzem, on ma
      własną działalność jakieś okna PCV, aluminiowe takie tam. Wiedzie im się nieźle,
      ale Pan lubi wypić, jak wpada w ciąg znika na kilka dni, nie wiadomo z kim, nie
      wiadomo gdzie, nie wiadomo czy żyje czy już go gdzieś zaciukali. Po kilku dniach
      wraca skacowany, zszargany jak pies ale bynajmniej nie z podkulonym ogonem.
      Awanturuje się, bije ją, bije dzieci. Ona do dziś ma siniaki po weekendowej
      awanturze. Facet trzeźwieje i jest do rany przyłóż. Wtedy ma u niego wszystko.
      Przyjeżdża po nią po dyżurze o każdej porze dnia i nocy, zajmuje się dziećmi jak
      supertata, pierze prasuje, zmywa gotuje. Na pierwszy rzut oka chłop do
      pozazdroszczenia, bo grzeczny strasznie, dość przystojny.... no ideał....
      Acha, kartoteki nie ma, i miał nie będzie, bo dobra żona "nie zdradzi" własnego
      męża.
      Mówię przedostatnim razem jakieś 2-3 miesiące temu: on Cie kiedyś zabije, zgłoś
      na policję, facet powinien się leczyć.
      Ona na to: no wieeeesz? Takie rzeczy załatwia się w domu, między sobą, bez
      obcych...co by sobie ktośpomyślał??!!, że sobie z mężem nie radzę?
      - A radzisz sobie?
      Obraziła się. Ja tematu więcej nie podejmę, bo kobieta jest dorosła i sama za
      siebie odpowiada, żal mi tylko dzieciaków które mają przechlapane. I żal mi też
      trochę jej bo nie wiem czy jest głupia, czy zakochana czy sama nie wiem co.
      Tak więc przypadek trochę inny ale niezupełnie. Ja sobie z takim nie poradziłam
      bo nie wiem jak, inni z tego co wiem też tematu z nią nie podejmują bo "sytuacja
      beznadziejna".
      • beniusia79 Re: luxure 17.09.08, 21:07
        to mnie zadziwilas. zawsze myslalam sobie, ze takie rzeczy spotyka
        sie w rodzinach gdzie zona zalezna jest finansowo od malzonka. ale
        widocznie twoja znajoma bardziej obawia sie opinii innych niz
        wlasnego meza...
    • triss_merigold6 Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 20:41
      Cóz, wygoda niekiedy kosztuje. Nie żal mi takich kobiet, bo miałam
      okazję poznać w realu. Moja bywsza znajoma była/jest ze świetnie
      zarabiającym panem, alkoholikiem i miłośnikiem agencji towarzyskich,
      no ale przecież gdyby go kopnęła to musiałaby iść do pracy i w ogóle
      byłaby sama (pani lat 38). Skończyłyby się pani wypady po zakupy do
      Mediolanu i na narty w Alpy a przecież na szukanie innego obiektu
      jako utrzymanka robi się powoli za stara.
    • triss_merigold6 Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 20:49
      A propos kontaktów - ja z taką znajomą wszelkie kontakty ucięłam.
      Jeśli dzwoni to nie odbieram telefonu. Nie interesuje mnie co może
      mieć do powiedzenia prostytutka.
      • beniusia79 Re: hmm 17.09.08, 21:10
        z ucinaniem kontaktow nie bedzie az tak latwo, raczej beda
        oziebione. nasi mezowie robia razem interesy wiec sila rzeczy
        bedziemy wpadac na siebie. swoja droga, po uslyszeniu od meza
        drugiej wersji, wersji jej meza, sama nie wiem co o jednym i drugim
        sadzic. z jego opowiesci wynika, ze ona tez swieta nie jest. sie po
        prostu dobrali...
        • triss_merigold6 Re: hmm 17.09.08, 21:12
          Nic nie myśl, olej. Co Cię to obchodzi, na kawę chodzić z nią nie
          musisz. Znałam parę takich pań w rzekomo nieszczęśliwych związkach,
          przemoc bywała ale jakby którejś zaproponować konpięcie pana i życie
          na własny rachunek to by oczy wydrapała.
    • deodyma Re: nigdy nie zrozumiem niektorych kobiet...dlugi 17.09.08, 23:09
      mam dwie takie kolezanki, ktore sa poniozane przez swoich partnerow
      zyciowych i kiedys im wspolczulam. dzis juz nie.
      kazdy z nas jest kowalem swojego losu. one od samego poczatku
      krecily sobie bicz na szyje. mimo wszystkich ponizen, obelg a nawet
      zdrad ze strony ich mezow, one i tak z nimi siedza bo ich kochaja.
      skoro im z nimi dobrze i nic do nich nie przemawia... zycie z nimi
      niczego ich jak do tej pory nie nauczylo i watpie, zeby kiedys stal
      sie cud i opadly im klapki z oczu.
      ich zycie, ich cyrk i ich malpy.
      • beniusia79 Re: tez racja 18.09.08, 08:01
        widocznie inaczej zyc nie umieja. ich zycie, ich sprawa. oby tylko
        nie doszlo do jakiejs tragedii...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja