vinike
22.09.08, 14:32
... no tak znów staruszkowi odbija, ale zaczne od początku.
4 mięsiące temu wprowadziliśmy się do nowego mieszkania , pod nami
mieszka para staruszków ( coś po 70 ).Już w dwa tygodnie po
przeprowadzce mieli pretensje ze robimy w niedziele o 16 cyt"chyba
jakąś libacje" , wytłumaczyłam spokojnie ze mąz z synem ucinają
sobie poobiednią drzemkę a córki bawią się - tańczyły do muzyki z cd,
(nawasem mówiąc muzyka była ściszona bo mężczyzni spali) Twierdził
ze mu się tynki sypią , ale nie wdawałam się w dyskusje.
Po około miesiącu przyszedł o 9 rano z awanturą ze mu dzieci
przeszkadzają - chyba z mebli skaczą i biegają po jego suficie,
myśmy pół godziny wcześniej wstali , bo to były wakacje , dzieci
faktycznie biegały z pokoju do pokoju z ubrankami ale nie robiły
tego w oficerkach tylko na bosaka. Jak zapytałam o co mu chodzi
rozjuszył się i mnie zaczął obrażać, ze sobie dzieci "narobiłam" i
teraz mu rujnują sufit i zdrowie , ze mam te "bękarty" z domu na
plac wygonić , aby mu nie przeszkadzały itp.Zadzwoniłam wtedy do
dzielnicowego oburzona całą sytuacją i faktem obrażania mnie i moich
dzieci, naświetliłam sprawe, przyznał mi racje ze dziadek ,ma jakieś
odchyły i poszedł go pouczyć-(w razie gdyby się powtórzyło lub gdyby
nasłał na mnie policje mam do niego dzwonić)
No i spokój trwał az do ostatniego piątku,O godz. 19.30 przyjechała
policja , powiadomiona o godz. 17 przez mojego sąsiada ze moje
dzieci jeżdzą po mieszkaniu na rowerkach,( oczywiście zadnych
rowerków w mieszkaniu nie mam , są w piwnicy) ,dzieci wtedy
siedziały wykąpane w łózkach i patrzyły na dobranocke, no to
stwierdzili ze może jezdziły autkiem i czy posiadam- jak można nie
mieć samochodzika , kiedy w domu mały męzczyzna? Mimo ze w domu nikt
się nie hałasował pouczyli mnie ze cyt" chyba było głosno ale tego
nie mogą stwierdzić bo nie mogli przyjechac w momecie zgłoszenia"
Zdaniem policji , on mnie może pozwać o zakłócanie porządku
<wszystko się dzieje w ciągu dnia> a ja jego o nękanie,i kto
pierwszy zadzwoni na policje ten lepszy- moim zdaniem paranoja,
niedługo jak mi spadnie szklanka i sie potłucze to jak w banku mam
gliniarzy na głowie!
Dzwoniłam w tym samym dniu na komende zeby porozmawiac z
dzielnicowym ale będzie dopiero w środe, musze czekać.
W sobote mój mąż natknął się przypadkiem na niego na klatce
schodowej i powiedział mu grzecznie ale stanowczo iż nie życzy sobie
bezpodstawnego nasyłania policji na naszą rodzine , ten wtedy się
dopiero "wkurzył" zaczął na całą klatke krzyczeć cyt" jak można dać
dziecku bawić się autkiem po podłodze-to niedopomyślenia i ze cała
klatka ma nas dość" a w dodatku zaczął obrzucać męża
epitetami.Przeszłam się w sobote po południu po sąsiadach w klatce
(może faktycznie moje dzieci są uciązliwe)i zapytałam czy moje
dzieci im w jakikolwiek sposób zakłócają porządek i cisze w klatce
czy są głośne itd, okazało się ze nie, nawet sąsiad bezpośrednio
nademną stwierdził iż nie słychać zadnych krzyków, hałasów itp.(
przyznał mi się ze staruszek próbował go nastawić przeciw nam)
Oczywiście w środe będe rozmawiać z dzielnicowym ale już teraz
chciałabym zacząć coś działać, chyba wystąpie do sądu o nękanie
mojej rodziny <bo chyba każdy ma prawo normalnie mieszkać a dzieci
mają prawo do zabawy- nie przywiąże ich do kaloryfera ani nie każe
fruwać żeby sąsiadowi nasze chodzenie nie przeszkadzało> może
znajdzie się tu jakaś emama która pomoże mi napisać odpowiednie
pisma ,może jakieś linki,lub podpowie co jeszcze z takim sąsiadem
można zrobić.
P.S w klatce mieszka sąsiadka , która wychowuje 6 dzieci swej córki
alkocholiczki i ta robi matce raz na jakiś czas karczenne awantury,
lecą epitety na cały głos, kopanie w dzwi,rzucanie przedmiotami po
klatce schodowej,przepychanki itp i w tym dniu o 14 była taka
właśnie akcja i to sąsiadowi nie przeszkada- policji nie wezwał.