Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę...

29.09.08, 14:06
Sprawa delikatna wielce, bo w zasadzie rodziny zaprzyjaźnione, i głupio tak...
Ale już nie mam sił.
Sąsiadka, młodsza niemal o dychę, śliczna, miła, kulturalna, wykształcona, nie
pracuje. Stan posiadania - córeczka, 16 miesięcy, mąż, ciut od niej starszy
(od sąsiadki, nie córeczki tongue_out), pracujący ile wlezie, oraz dziecię mające się
narodzić na początku listopada. Ludzie uczynni i bardzo sympatyczni. Niestety,
małżonka ciągle w domu nie ma, a sąsiadce bardzo się nudzi. I wszystko byłoby
fajnie, bo ja towarzyska dusza jestem i czas na kawę u mnie zawsze się
znajdzie, ale dziewczę nudne jest niesamowicie, bezkrytyczne wobec córeczki i
krytyczne potwornie wobec męża. Ani jedno, ani drugie na zdrowie jej nie
wychodzi, niestety. Niereformowalna, nie da sobie powiedzieć, że krzywdzi
najbliższych. Nie mojej babci buraczki, nie wtrącam się i nie udzielam dobrych
rad, ale słuchać już tych bredni nie mogę, a ona zaszczyca mnie odwiedzinami
niemal codziennie. Na hasło, że jestem zajęta i pracuję, sprzątam, gotuję,
prasuję, piszę, czytam, dłubię w nosie* (*niepotrzebne skreślić) odpowiada, że
poczeka, albo chętnie mi pomoże (no, nie w dłubaniu...). Na spacery wymykam
się chyłkiem i jakby co, ZAWSZE mam coś do załatwienia.
Uważa, że męża trzeba trzymać krótko, wobec czego mąż wymyka się na fajkę do
śmietnika (już chyba nie mają co wyrzucać w tym domu, hihii) ze trzy razy
dziennie. Gdy razem z moim planują wyjście na mecz, albo na narty, najchętniej
jechałaby z nimi, i nie rozumie, że faceci po prostu muszą sobie po męsku
pogadać. Decyduje o kolorze jego koszuli. Dziwi się, że sama wysyłam małżonka
z kumplami i KOLEŻANKAMI z pracy na piwo, bo przecież nic dobrego z tego nie
wyniknie. Nie rozumie, że jak mu zabronię, to zrobi mi na złość, a że ma wolną
rękę w działaniu, to woli w domu siedzieć. Ale satysfakcję ma, że to on
decyduje smile
Gorzej sprawa ma się z córeczką. Mama, jak pisałam, bezkrytyczna wobec
dziecka, nie widzi, że mała zaczyna naginać wszystkich do siebie. W przypadku
odmowy, rzuca się na ziemię, krzyczy, rzuca czym popadnie i w każdego jak
leci. Przegięła, gdy będąc u mnie rzuciła swoją butelką w telewizor i omal go
nie rozbiła. Po czym zaczęła maczać paluchy w kawie i paćkać mój ukochany
obrus. Sąsiadka z radością w oczach, jakie to ma uzdolnione dziecko,
powiedziała - nie wolno, kochanie - po czym od razu zmieniła temat. Obrus po
wypraniu ma plamy, mi się chce ryczeć, "przepraszam" nie usłyszałam. Nie mam
zamiaru mieć demolowanej chałupy, nie chcę też wszystkiego chować, ściągać,
zabezpieczać. Mogłabym zdjąć obrus - w zamian zniszczy mi ławę... I co,
telewizor też mam chować??

Nie o to chodzi, że miałabym ją wychowywać, zasypywać radami i naukami, o nie!
Jej rodzina, jej mąż, jej dziecko. Skoro się z tym godzą, ich sprawa, może im
z tym dobrze. Ale nie muszę i nie chcę wysłuchiwać tego, że cudowne dziecko
pomalowało ścianę pisakiem i penie zostanie artystką, słuchać jak żyłuje
swojego męża, który coraz bardziej ucieka w pracę ("więc pewnie ma
kochankę")... Nie chcę kolejnych zniszczonych sprzętów, rozlanych kaw,
wysmarowanej chrupkami i bananami tapicerki sofy. Co robić?

Idę pichcić obiadek, póki jej nie ma... wink
    • margotka28 Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 14:11
      robatchek napisała:

      Ale nie muszę i nie chcę wysłuchiwać tego, że cudowne dziecko
      > pomalowało ścianę pisakiem i penie zostanie artystką, słuchać jak
      żyłuje
      > swojego męża, który coraz bardziej ucieka w pracę ("więc pewnie ma
      > kochankę")... Nie chcę kolejnych zniszczonych sprzętów, rozlanych
      kaw,
      > wysmarowanej chrupkami i bananami tapicerki sofy. Co robić?


      Powiedzieć jej dokładnie to co napisałaś.
      • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 14:25
        Powiedziałam. Najpierw przez kwiatek, że chyba się zrzucimy na karchera, potem
        wprost mówiłam - nie pozwól jej rzucać rzeczami w moją córeczkę, bo jej zrobi
        krzywdę... No to nie pozwala - nu nu nu, nie wolno, kochanie! Zaświergota i
        dalej swoje. Zapytałam, czy ma może jakiś środek na te plamy, bo mi nie zeszły.
        "Nie mam, ale wiesz, ja się takimi pierdołami nie przejmuję, odwrócisz na drugą
        stronę i będzie dobrze!" A ja się przejmuję, wolno mi chyba dbać o swoje, czyż nie?

        I w tym właśnie problem. Chcę to powiedzieć, ale mimo wszystko delikatnie, bo
        jednak te sąsiedzkie stosunki... No i mężowie nam się przyjaźnią, nie chcę im
        naświnić, bo ona może jeszcze swojemu zabroni się z moim spotykać...
        Jak to zrobić, żeby mieć ciastko, i zjeść ciastko??

        Tylko mi nie mówcie, ze kupić dwa.... big_grin
    • sir.vimes Aha 29.09.08, 14:27
      "Nie rozumie, że jak mu zabronię, to zrobi mi na złość".

      No tak.
      • robatchek Re: Aha 29.09.08, 14:43
        Co "aha"? Czegoś nie rozumiesz?

        W naszym przypadku to oczywiste, żadne z nas nie cierpi narzucania reguł, każde
        ma własną wolę i robi to, co uważa za stosowne. Nacisk zazwyczaj prowokuje bunt,
        nawet gdyby to miało oznaczać, że "na złość mamie odmrozi sobie uszy"...

        Teraz jaśniej?
        • ruta.dl Re: Aha 29.09.08, 15:04
          jak Ci ten upiór znow cos zniszczy to kaz sobie albo odkupic, albo
          zwin obrus i wychodzacej sasiadce wręcz do przepierki.
          • robatchek Re: Aha 29.09.08, 15:07
            Bosssskie big_grin

            Już ja widzę jej minę... No, stosunki sąsiedzkie uległyby co prawda zachwianiu,
            ale może byłby to jakiś sposób...? smile
    • 18_lipcowa1 Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 14:50
      Zwyczajnie jej powiedz to co tu napisalas.
      Ze ci sie nie podoba to i owo i tyle. Jak Ci sie pcha do domu nie
      wpuszczaj, powiedz ze jestes zajeta, jak gdzies wychodzisz i tez
      chce isc - powiedz ze NIE,bo idziesz sama. Normalnie,zwyczajnie i
      konsekwentnie.
      • kropkacom Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 15:04
        Sąsiadka chyba sama do domu Ci nie wchodzi? Powiedz jej że nie masz czasu lub
        ochoty i zamknij drzwi. Ja od razu wiedziałabym o chodzi na miejscu sąsiadki.
        Czy się obrazi? Może ale rozumiem że za niż nie przepadasz.
        • truscaveczka [...] 29.09.08, 15:47
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • lucerka Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 16:13
      Mowisz, ze juz jej raz powiedzialas przez kwiatek. Ok. Ja daje
      (prawie) zawsze szanse 3 razy. Zapomnij o oduczeniu "gadania" na
      meza - po prostu zmien temat: moze fitness? kosmetyki? odchudzanko?
      gotowanie? smile

      Jesli chodzi o agresywne zachowanie sie jej corki w twoim domu to
      jej po prostu za drugim razem powiedz:

      "Halinko, jestes dla mnie super sasiadka, zawsze mam z kim pogadac
      ale jest jedna rzecz, ktora mi sie nie podoba, mianowicie to, ze
      twoja Hermenegildka troche zywo sie tu zachowuje. Bardzo mi zalezy
      na was obu ale milo by mi bylo gdybys mala przypilnowala, zeby nie
      rzucala rzeczami?"

      Jesli zbagatelizuje to odczekaj troche i normalnie wal prosto z
      mostu. Innego wyjscia nie widze.
      • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 22:24
        Masz rację Lucerka, z tym dawaniem szans. Tyle, że ja już mówiłam kilkakrotnie,
        i tak za każdym razem bardziej mi niezręcznie, bo dziewczyna inteligentna, i to
        ja w końcu wyjdę na idiotkę, co się powtarza. Szczerze mówiąc, my nie mamy
        wspólnych tematów, poza dziećmi i garami, a ileż przepisów na kotlety można
        sobie podawać? Moja praca jej nie fascynuje, ona sama nie pracuje, wystrój
        wnętrz odpada (nowe mieszkania mamy, wypieszczone na swój sposób i temat tabu,
        nie wiem czemu...), odchudzanko to chyba moje, bo ona chudsza ode mnie nawet w
        zaawansowanej ciąży, nie maluje się, nie uprawia sportu. Czyta książki, które
        mnie nie interesują (i wzajemnie), o chłopach z nią pogadać też się nie da,
        pozostaje dysputa o wyższości kaszki mleczno-ryżowej nad pszenną, proszku Persil
        nad Arielem, istotnie porywające.... No co poradzę, nie mamy o czym
        rozmawiać.... A przy tym to naprawdę miła dziewczyna, wzajemnie czasem pożyczamy
        sobie puszkę kukurydzy czy kartonik mleka, czasem jedna drugiej ekspresowo
        dziecka popilnowała, gdy trzeba było do sklepu wyskoczyć. Taki sąsiad to skarb,
        szkoda stracić w głupi sposób. No i dlatego takie to skomplikowane... Chyba
        rzeczywiście jednak będę musiała coś z tym zrobić, bo dopiero jak o tym piszę to
        mi się poukładało w całość. Taką niefajną całość....
    • tiuia Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 16:28
      Troche asertywnosci kobieto!
      Obrus ci mała zapaćkała, rzuciła butelką w tv, a Ty nic?
      Zwróc uwagę mamie, że w Twoim domu mała nie może robić takich rzeczy.
      No ... cierpliwa to Ty jesteś, ale cierpliwość nie zawsze popłaca.
      • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 22:26
        To najpiękniejszy komplement, jaki ostatnio słyszałam!! Normalnie uchodzę za
        choleryka, ale bardzo się staram panować nad sobą. O proszę, ktoś to docenił big_grin
        • tiuia Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 11:23
          Cała przyjemność po mojej stroniesmile
    • rotera Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 17:02
      odsiałabym wrażenia subiektywne od obiektywnych,
      16 mies, rzuca się, krzyczy itp - początki buntu dwulatka, a nie
      totatlnie źle wychowane dziecko

      co do sąsiadki to zostaw sprawe jak jest, jak urodzi czasu nie
      będzie miała wcale, samo sie utnie

      fakt, że przezywasz tak jej poglądy, małżeństwo, wychowanie
      dziecka...a po co? zajmuje Cię to za bardzo,
      angażujesz się, ona ma słuchacza...jakby sama nakręcasz spirale,
      obojętność uciełaby te spotkania już dawno
      • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 22:37
        Ależ ja nigdy nie powiedziałam, że mała jest źle wychowana! Przecież to maluszek
        jeszcze, sprawdza, co może, czego nie... Rola mamy, by dziecko umiało się
        zachować adekwatnie do wieku, mnóstwo pracy. Trzeba tylko chcieć, obawiam się,
        że do kąta prędzej powędrowałaby mama, niż kazała tam iść swojej córce (przykład
        z rękawa, nie jestem za praktykowaniem kątów).

        > co do sąsiadki to zostaw sprawe jak jest, jak urodzi czasu nie
        > będzie miała wcale, samo sie utnie
        Oj, obyś była dobrym prorokiem, bo ja obawiam się, że będzie na odwrót. będzie
        jej ciężko i na pewno będzie potrzebowała pomocy. No przecież nie odmówię, jak
        coś... Nie jestem świnia...

        > fakt, że przezywasz tak jej poglądy, małżeństwo, wychowanie
        > dziecka...a po co? zajmuje Cię to za bardzo,
        > angażujesz się, ona ma słuchacza...jakby sama nakręcasz spirale,
        > obojętność uciełaby te spotkania już dawno
        Nie poruszam sama tych tematów, ale niestety, temat czasem sam wypłynie, no i
        głupio nie skomentować. Wpadnie czasem, przykładowo, od progu wołając - a ty
        wiesz, co oni (nasi mężowie) wymyślili? Na narty chcą jechać, na cały dzień, a
        my tu mamy same zostać?! No i nie ma rady, trzeba się odnieść do tematu. Stąd
        temat mężów, ja jestem za, ona przeciw...
        Co do dzieci, próbowałaś być z dzieckiem w odwiedzinach u dzieci i nie rozmawiać
        o dzieciach z ich rodzicami?? Ja próbowałam - nie wyszło....
        • rotera Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 16:33
          > Co do dzieci, próbowałaś być z dzieckiem w odwiedzinach u dzieci i
          nie rozmawiać o dzieciach z ich rodzicami?? Ja próbowałam - nie
          wyszło.....>

          ej, sama mam dwójke 2 i 4latek
          koleżanki też mają po dwoje dzieci, NIE gadamy o dzieciach bo nam
          ten temat bokiem wychodzi, dzieci wypływają non stop, przy ryku z
          pokoju obok 'mamo a on mi zabiera', jak juz się zgramy to my kawka,
          a dzieci zabawki, bajki, słodycze....do upadłego tzn do czasu aż się
          nie pozabijają, albo aż nam się tematy nie skończą, ale raczej to
          pierwsze
          raz na jakiś czas im nie zaszkodzi


          <i na pewno będzie potrzebowała pomocy. No przecież nie odmówię, jak
          > coś... Nie jestem świnia...>
          wiesz, jeśli jest taka nieporadna i będzie potrzebowała pomocy to
          niestety jak Ty masz mieć spokój to musi beknąć Twój mąż, bo jak on
          wyciąga jej męża, to ten Twój mąż jest winny, a Ty skoro popierasz
          też według jej toku myślenia,
          więc niech sobie mąż kumpla zmieni...

          wiem, wiem mój mąż też miał fantastycznego kumpla a jego żona była
          denna i pusta bezgranicznie (jak byłam w 8 mies w 2 ciąży
          proponowała mi meridie na lewo, bo nie zaszkodzi, a ja schudne!)
          i wtedy w taxi wyłożyłam mężowi, że faceta lubie ale na idiotke
          czasu marnować nie będe, przy poklasku taxiarza (miał facet ubaw!)
          a że ona nie dawała mu wyjść osobno...no coż
          problem u nas rozwiązał się sam, rozwiedli się, jego druga żona jest
          fantastyczna!

          • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 21:58
            Oj, z tym wyciąganiem, to raczej jej mąż wyciąga mojego. My wolimy czynny
            wypoczynek - szklaneczka whisky, dobry film i bara-bara tongue_out To tamten kombinuje,
            jak się z chaty wyrwać, i ja go naprawdę rozumiem... A mój małżonek, nie dość,
            że litościwy, to w sumie cieszy się na kumpla, bo fajny z niego facet, naprawdę.
            Jedna nierozważna decyzja, i tak pod kapciem wylądował, heh wink No jak tak dalej
            pójdzie, to ja nie wiem, czy kiedyś sobie jakiejś normalnej baby na boku nie
            poszuka, bo rozwód, ze względu na dzieci i poglądy, nie wchodzi w rachubę. No i
            wielbi mnie prawie, bo nie dość, że cały czas kobiecie truję (on wierzy, że ją w
            końcu urobię, biedaczek, chyba nie zna własnej żony!) to jeszcze czasem auto
            pożyczam, jak jego w warsztacie stoi... To się mam wielbiciela wyrzekać?! Ależ
            nigdy w życiu!!
            A tak na poważnie - to ja nie wiem, co robić...

            Aaa... Wy gadacie NIE o dzieciach, bo macie tysiąc innych tematów. My nie mamy
            o czym gadać, więc dzieci to temat dyżurny...
    • cora73 Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 17:20
      To ty masz problem i to powaznysmile Naucz sie mowic NIE. Widocznie nie
      jest ci az tak bardzo zle skoro dzien e dzien sie z nia
      spotykasz........moze na poczatek zaproponuj ze teraz dla odmiany to
      ty ja zaczniesz odwiedzac, i twoje dziecko(nie wiem w jakim wieku)
      zacznie demolowac ich mieszkaniesmile powinno podzialac. Dziwi mnie ze
      boisz sie o popsucie relacji miedzy waszymi mezami?
      • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 29.09.08, 22:47
        Pewnie masz rację moja droga, NIE to ostatnie słowo, jakie bym wypowiedziała,
        nie umiem odmawiać...
        Moja córa ma dopiero cztery miesiące i nie demoluje jeszcze niczego, i mam
        nadzieję, że tak pozostanie. Aczkolwiek, w tym jednym przypadku nie miałabym nic
        przeciwko ;P
        Jak mam tam iść i siedzieć na nudnej kawce i nic nie robić, to mnie skręca.
        Jestem człowiekiem czynu, jednocześnie wykonuję z pięć czynności, siedzenie i
        piep...nie smutków uważam za marnotrawstwo czasu. Chyba, że umawiam się z babami
        na wieczór przy kartach i winie big_grin
        Boję się o facetów, bo mi szkoda ich relacji, już niejeden raz tak było, że się
        sąsiad zapowiedział na szklaneczkę whisky i nie przychodził, bo mu żona
        zabroniła. No kurczę, nie dziwię się, że czasem chce się wyrwać spod kapcia,
        truje mu kobieta za uszami, z racji kolejnej ciąży już nie do wytrzymania (sam
        tak twierdzi, to nie moja opinia), no i ten kwadrans na męskie ploty to dla
        niego relaks i odskocznia od trudów dnia codziennego. I bynajmniej, nie robi
        tego codziennie, tego to i ja bym nie zdzierżyła. Tak raz-dwa na tydzień. Jak mu
        kobieta zabroni, to więcej nie przyjdzie - szkoda mi chłopa. No i mojego mi
        szkoda, bo przyjaciela miałby stracić....? Głupio tak...
        • pade Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 09:28
          Masz dylemat...
          Moja rada jest taka: skoro sasiadeczka jest inteligentna, ale na
          zachowanie jej córci nie zwraca uwagi, TY zacznij. Jesli dziecko
          czymś rzuci , chwyć za raczkę i powaznym tonem powiedz NIE WOLNO.
          Jeśli cos poplami powiedz matce niby żartem: ja Ci chyba niedługo
          rachunek za te wszystkie straty wystawięsmile I tak do skutku. W końcu
          sąsiadka albo sie zorientuje, ze masz dość albo nie bedzie miała
          ochoty słuchać Twoich komentarzy i sama się odczepi. Bądź miła ale
          stanowcza, w końcu poskutkuje.
          Zacznij od dziśsmile Powodzeniasmile
          • kiraout Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 11:23
            Ośmieszyłabym i postraszyła mężem (własnym).

            Czyli jakby tak wpadła i mówiła o tym, że faceci chcą na narty a ona nie pozwoli
            - wyśmiałabym przeokrutnie, że sobie kolejne dziecko chowa, że dla faceta lepiej
            jak ma oddech itd. ale w mocnych słowach i z ironią, żeby potraktowała nie jak
            obrazę, ale żart.

            Postraszyłabym mężem na okoliczność niszczenia lub groźby zniszczenia
            czegokolwiek. ...że niby dla ciebie to nie problem ten telewizor, ale mąż to się
            naprawdę wścieknie jak zobaczy choćby rysę. I tyle. Powinno zadziałać.
            Zastosowany u mnie - zadziałał bez pudła smile
            Pozdrawiam!
          • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 22:01
            Ano mam dylemat, mam... Ale fakt, przy najbliższej okazji wręczę jej ten obrus.
            Kurczę, taki fajny obrus!!

            Dziś nie musiałam. Zwiałam z chaty! big_grin
    • mysia-mysia Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 12:40
      sposób pierwszy: wyprowadzić się
      sposób drugi: bardzo ładnie piszesz, mogłabyś napisać książkę o tej sąsiadce,
      znaleźć wydawcę i wręczyć sąsiadce egzemplarz autorski - przy zastosowaniu
      sposobu drugiego nie musisz przed nią uciekać a wręcz przeciwnie, powinnaś dążyć
      do spędzania z nią jak najwięcej czasu, żeby później mieć o czym pisać, więc
      problem przestanie istnieć. A za honorarium kupisz sobie nowy obrus, telewizor i
      co tam jeszcze zdąży dziecię do tej pory rozwalić

      ps. dziecię 16 miesięcy nie ma chyba tyle siły żeby rzutem butelki rozwalić
      telewizor
      • robatchek Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 22:09
        > sposób pierwszy: wyprowadzić się

        Nie wchodzi w rachubę, właśnie się wprowadziliśmy (oni też). A emigracja mi na
        razie nie grozi...

        > sposób drugi: (...)napisać książkę o tej sąsiadce,
        > znaleźć wydawcę i wręczyć sąsiadce egzemplarz autorski

        Nie mam czasu pisać. Dziewczę mi siedzi na głowie wink
        Ale jak się sprężę, to nie ma siły, w końcu obsmaruję... Choćbym miała nie spać
        po nocach. Będzie sławna big_grin

        > ps. dziecię 16 miesięcy nie ma chyba tyle siły żeby rzutem butelki rozwalić
        > telewizor

        Zapewniam Cię, że jak butelka pełna, a telewizor delikatny (gdzie te czasy, gdy
        Elektrony produkowali? Tylko lot koszący z trzeciego piętra dawał im radę!), to
        maluch nawet grzechotką rozwali.... Wystarczy, że porysuje, TV piechotą nie
        chodzi, u licha...

    • net79 Re: Sposób na nudną, natrętną sąsiadkę... 30.09.08, 22:51
      Ciężka sprawa... osobiście każde dziecko znajomych, które u nas rozrabia
      prostuję ja, jeśli rodzice nie potrafią, a zapewniam, że u nas dzieci rozrabiać
      mogą, może im coś się wylać, ale jasno wyznaczam granice.... jak się rodzicom
      nie podoba nie muszą przychodzić, ale z reguły i tak przychodzą i dzieci czasem
      podrzucają.... Jest nawet dziewczynka, która będąc sam na sam z mamą zapytana,
      czy będzie słuchać się mamusi mówi: tak , będę się słuchać mamusi i cioci K.
      big_grinDDD a co do nudnych rozmów, cóż... są znajomości, które utrzymuję ze względu
      na dzieci,coby miały częsty kontakt z rówieśnikami... i przestało mi to już
      sprawiać jakąkolwiek trudność, naginam się i poziom tolerancji podskoczył i
      nawet udało się nawiązać jakąś sympatię... sama nie lubię codziennych wizyt, ale
      mam to szczęście, że osoby mnie odwiedzające mają podobnie, więc widujemy się
      np. co drugi dzieńbig_grinDDD i szczerze nie zazdroszczę i empatycznie współczuję, ale
      to ty ten orzech musisz rozgryźć...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja