dolores12
03.10.08, 09:51
Po raz pierwszy odważam się na publiczne wyżalenie,bo jestem od
wczoraj wyjątkowo przygnębiona.Jestem mamą dwójki dzieci - chłopca
czteroletniego i ośmiomiesięcznej dziewczynki.Mieszkamy z dala od
rodziców,oboje z mężem pracujemy - on w dzień, ja wieczorami, więc
codziennie w zasadzie się mijamy.Gdy wczoraj wróciłam do domu i
znowu spotkałam męża ze skrzywioną miną i pretensjami, że mały
niegrzeczny a córeczka ciągle płacze, załamałam się i zwątpiłam, czy
słuszna była decyzja o drugim dziecku.
Zawsze chcieliśmy mieć co najmniej dwójkę, ala czy to rozsądne w
sytuacji, gdy nie ma się pomocy ze strony dziadków? Rodzice męża
kochają dzieciaki, ale pracują na roli i nie mogą na dłużej
przyjechać.Moi rodzice z kolei są bardziej mobilni, ale mają własne
życie, a do wnuków zagladają na chwilę, zostawiają worek słodyczy i
już ich nie ma, nawet na wakacje niezbyt chętnie nas widzą u
siebie,bo dzieci=hałas+bałagan.Na codzień zatrudniamy do młodszej
nianię na kilka godzin,kiedy ja muszę popracować w domu;na więcej
niestety nas nie stać,co nie podoba się mojemu M(on marzy, by jak za
czasów jednego dziecka uciać sobie drzemkę po pracy, jak niania
zajmuje się dzieckiem)
A jak wy myślicie, czy to rozsądne, pakować sie w drugie dziecko w
takiej sytuacji? Może rację miała moja mama, która na wieść o mojej
upragnionej drugiej ciąży przestała ze mną rozmawiać, a już po
urodzeniu córeczki wygarnęła, że 'na pewno zepsujemy dziecko'(mowa o
synku)? Przecież to oczywiste, ze czas, który możemy mu poświecić w
chwili obecnej skurczył się bardzo(kiedy przychodzi z przedszkola
bawi się sam, mąż je obiad, potem przejmuje małą od niani, o 19
przychodzę ja, karmimy, kąpiemy, kładziemy spać, ew.czytam bajkę na
dobranoc).To sie pewnie zmieni, kiedy córeczka się nieco
usamodzielni, ale czy do tej pory naprawdę nie stracę kontaktu ze
starszym? Dodatkowo synek od urodzenia dzidzi jest bardzo
nieposłuszny, stara się ściagnąć naszą uwagę niegrzecznym
zachowaniem i dokuczaniem siostrze.
Może któraś z was wybrnęła szczęśliwie z podobnej sytuacji? Czy
naprawdę jesteśmy na straconej pozycji?