Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu?

10.10.08, 08:48
Czy gdy zrobią coś co Waszym zdaniem jest złe, głupie itd idą w
zaparte twierdząc, ze wszystko jest ok, czy potrafią się przyznać:
ok, popełniłem błąd?
Ja mam w domu ten pierwszy przypadek niestety i nie potrafię sobie z
tym poradzić, a próbowałam i to nie razsad
Jesli u Was jest podobnie jak sobie z tym radzicie?
    • roksanaa22 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 09:22
      W poważnych sprawach tak ale w drobiazgach-neversmile
    • gooochab Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 09:30
      mój uczy się przyznawać... ciężko, ale zawsze jakiś postęp
    • gaskama Mój nigdy nie popełnia błędów! :-) 10.10.08, 09:43
      • kotbehemot6 Re: Mój nigdy nie popełnia błędów! :-) 10.10.08, 09:46
        hehe, przyznać się do błędu cieżka sprawa i szalenie bolesna- już nawet nie
        wymagam...cieszy mnie kiedy widzę,ze wyciąga wnioski i nie popełnia drugi raz
        tych samych-a bywało, bywało a konsekwencje ponisili wszyscy, ale oczywiście to
        wszyscy byli winni a nie małożonek brrrrrrr
    • lila1974 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 09:47
      Myslę, że do błedu przyzna się ten mąż, który kocha, szanuje i lubi
      swoją żonę - taki, któremu po prostu na niej zależy.

      O ile w pierwszym stadium kłótni naturalna jest obrona, o tyle po
      ostygnięciu emocji mozna się rzeczowo rozmówić.

      Obserwuję to u nas - czasami od razu jest "przeprasza" a czasami
      sprawa wymaga pewnego upływu czasu, sprzyjającej atmosfery do
      szczerej rozowy ... bywa, że rozmowy do bladego świtu.
      • mamabuly Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 10:02
        Mój się uczy... no już od około 12lat... ale jest postęp.

        W sumie to mi dynda.. skrucha i te sprawy... chciałabym, żeby czuł
        się za te błędy odpowiedzialny i jeżeli się zdarzy jakaś wpadka to
        sam z własnej inicjatywy to wyprostował jeżeli się da.

        Jest lepiej!

        pozdrawiamsmile
      • pade Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 10:11
        Napisałam o tym bo jestem już totalnie zdesperowana.
        A oto wydarzenie, które przepełniło szalę goryczysad
        Mój synek jest z tych zdolnych, ale leniwych roztrzepańców. Jest
        teraz w czwartej klasie i trafił na nauczycielkę matematyki, która
        chce chyba całą klasę na olimpiadę wysłaćsmile
        Moje dziecko nie jest głupie, nie wkładam mu wiedzy łyżką do głowy.
        Wystarczy, zę każę trzy razy przeczytać treść zadania i już wie o co
        chodzi. Tyle, ze tych zadań do odrobienia jest bardzo duzo, a że
        dziecko roztrzepane, to trzeba go przypilnowac by wszystko było
        zrobione. Ponieważ mój mąż ma umysł typowo ścisły, no i powienien
        tez udzielać się w wychowaniu dzieci, postanowiłam podzielić naukę
        syna w ten sposób: ja sie zajmuję polskim, przyrodą, historią i
        angielskim, a on matmą i plastyką ( uzdolniona bestia z niego jestsmile)
        No i wczoraj synuś przyniósł ze szkoły tróję z zadania domowego!!! a
        czwórkę ze sprawdzianu (obie oceny z matmy). Pamiętam dokładnie jak
        omawiali te zadania. Wypomniałam mężowi, ze móglby dokładniej
        sprawdzać lekcje dziecku, a on się wyparł!!! Twierdzi, że nie
        widział w ogole tych zadań co jest bzdurą, nawet mój syn przyznał,
        ze tata mu pomagał. Az mnie zatkało na taką bezczelność. Sytuację
        obrócił w ten sposób, ze on tego przecież na oczy nie widział a ja,
        jędza, się czepiam! Nie mogę się do tej pory z tego otrząsnąć,
        dziecko aż sie popłakało, kiedy usłyszało, ze na tatę krzyczę. A ja
        się nie mogłam powstrzymać bo takie kłamstwo w zywe oczy to dla mnie
        totalne przegięcie. Poza tym wczoraj synek był na badaniu u
        psycholozki i wygadał mi się,że powiedział Pani, ze woli jak mu tata
        lekcje sprawdza, bo tata tylko niektóre błędy każe mu poprawić a
        mama wszystkie. Zbierałam szczękę z podłogi po takim oświadczeniu.
        W ogóle zastanawiam sie czy do mojego męża niani nie wezwać bo już
        sił mi brak.
        Ile razy można komuś tłumaczyć, ze jak się jest niekonsekwentnym w
        stosunku do dzieci, co chwilę zmnienia zdanie i jest się zbyt
        pobłażliwym z lenistwa to można sobie wychowanie właściwie odpuśćić
        bo i tak nic z tego nie będzie?
        I jeszcze jedna sytuacja: córa ma baaardzo dużo gęstych i długich
        włosów i kołtunią jej się trochę. Kupiłam jej w końcu specjalną
        fryzjerską szczotkę za mase kasy by można było w miarę szybko i w
        miarę bezbolesnie te włoski rozczesać. Nic to nie daje bo mała
        wyczuwa, że tata cały się trzęsie kiedy mam szczotkę w ręcę, i
        histeryzuje na całą okolicę krzycząc: ratunku tatusiu mój kochany,
        ja chce do tatusia itd. Mam już tego dość bo to trwa już dwa lata!!!
        Od pół roku, kiedy to trzy dni w tygodniu wychodze do pracy przed
        nimi on jej w ogóle nie rozczesuje włosów! No a ja potem mam nie
        lada problem bo dwudniowe kołtuny rozczesać to naprawdę porażka. Mam
        wielką ochotę śćiąć jej te włosy, ale zdaję sobie sprawę z tego,że
        nawet krótkie trzeba czesać, więc cyrk w postaci rzucania się na
        podłoge, na mnie z rękami i zwierzęce wręcz wycie i tak nas nie
        ominie. A dobry tatuś dziecka czesac nie będzie bo przecież jej
        krzywdę zrobi. Syneczka też nie dopilnuje, tylko odpuści, taki jest
        cool i jeszcze powie: o co Ci chodzi?
        Mam już dość, mam ochotę wszystko odpuścić, ale wtedy pozostanie
        ścięcie małej na łyso i kiblowanie synka w czwartej klasie. Co
        robić? Pomocy!!!!!!!
        • lila1974 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 10:17
          Pade
          Jak dla mnie wszystko rozbija się o kondycję Waszego związku.
          Bo jesli na całej linii go nie lubisz i cię drazni, i masz mase
          petensji to bedzie na pawdę ciężko coś z tym fantem zrobic.
          Jesli zaś mąż jest generalnie fajnym facete, jest ci z nim dobrze i
          tylko pewne jego zachowania Ce denerwują, to myślę, że sprawa jest
          do załatwienia (choć nie koniecznie tak, jakbyś chciała).

          Więc jak chcesz pogadać, to napisz, jak odbierasz wasz związek.
          • pade Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 10:21
            Jest tak: nie lubię gosmile Dzsiaj go bardzo nie lubię bo jeszcze się
            nie uspokoiłam po wczorajszym cyrku z zdaniem domowym a już od rana
            była awantura z czesaniem.
            Ale go kocham i nie wyobrażam sobie zycia z kimś innym tylko wkurza
            mnie koszmarnie to co wyżej opisałam. I dłuuugie rozmowy, a
            własciwie moje monologi nie pomagają. Bo on mi przyznaje racje i
            jest mu głupio, to widać, a potem i tak robi swoje.
            A ja mam juz tego dość.
            Odezwę się jeszcze później bo musze juz jechac do ginasmile
            • kawka74 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 10:24
              > Ale go kocham i nie wyobrażam sobie zycia z kimś innym tylko wkurza
              > mnie koszmarnie to co wyżej opisałam. I dłuuugie rozmowy, a
              > własciwie moje monologi nie pomagają. Bo on mi przyznaje racje i
              > jest mu głupio, to widać, a potem i tak robi swoje.

              Mój mąż ma to samo, aczkolwiek w innej dziedzinie, niż Twój. Czasem bliska
              jestem walenia głową o ścianę, w ataku czystej bezsilności. Gadam, gadam,
              tłumaczę, a on, wydawałoby się, rozumie, a potem i tak sytuacja się powtarza.
              U Ciebie jest o tyle trudniej, że to uderza w wychowanie dzieci, i tu już nie
              wiem, co Ci poradzić.
            • lila1974 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 10:39
              Czyli nie jest tak źle, jak się obawiałam, że może być smile

              Wybacz, że Ci to zasugeruję, ale wyluzuj - ty masz inne priorytety,
              on ma inne - gderanie niczemu nie służy, jak już się przekonałaś.
              Skoro uważasz, że mąż się sam z siebie nie przepracowuje zanadto, to
              spróbuj zadziałać albo młotem albo w białych rękawiczkach.


              Metoda młota jest mi bliższą - po prostu oświadczyłabym mężowi i
              synowi, że od dziś matematyka mnie gó... obchodzi. Nie dotknę tego
              zeszytu nawet gdyby mi ktoś za to płacił. Informujesz ich, że odtąd
              syn ma z każdą matematyczno sprawą zgłaszać się do ojca i tylko oni
              będą odpowiedzialni za to, czy syn zda czy nie zda z tej matmy.
              A potem słowa dotrzymaj!!!

              Metoda białych rękawiczek:
              Nie jestem zwolenniczką pilnowania lekcji za dzieciaka, no ale skoro
              uważasz, ze musisz, to sprawdź zeszyt młodego, ustal co ma do
              zrobienia a potem zapytaj męża, o której będzie mógł z nim przysiąść
              do lekcji. Potem sprawdź dyskretnie zeszyt jeszcze raz i spróbuj
              wyłapać błędy. Jesli będą to powiedz mężowi, że niestety musi usiąść
              przy Młodym jeszcze raz - i tak do skutku - sama jednak nie waż się
              pomagać.

              To samo z czesaniem młodej - skoro tak kocha tatusia, to obowiązek
              doprowadzania jej fryzury do ładu zwal na niego. Nie tykaj szczotki
              choćby miała jeden wielki kołtun na głowie - a gdy ona sama wpadnie
              na pomysł czesania, odpraw do ojca. I tu również bądź konsekwentna.

              Albo kup jej spryskiwacz do rozczesywania (fryzjerski kosmetyk) i
              niech się czesze sama, a Ty tylko pilnuj czy już.


              Ja na swój użytek nazywam to "nie mogę, bo się spocę". Jak głupia
              latałam kiedyś załatwiałam wszystko, bo uważałam, że nikt nie zrobi
              tego lepiej niż ja. A gdy pewnego dnia poprosiłąm męża, by przywiózł
              Kornelkę do mnie do pracy, bym mogła ją nakarmić powiedział "nie
              mogę, bo się spocę" (nie mieliśmy wóczas auta a był jakiś gorący
              letni miesiąc). Tego już było za wiele, nawet jak dla mnie. Odtąd
              mąż na każdą sugestię, że mam coś zrobić słyszał dokładnie to samo -
              "nie mogę bo się spocę" - w trymiga nauczył się, że nie jestem
              robotem i on ma też swoje obowiązki

              A jeszcze ci powiem, że nie mam skrupułów i gdy dziewczynki
              bezustannie czegoś ode mnie chcą, a w domu jest ich tata, to im
              przypominam - nie jestem jedynym rodzicem w tym domu, - proszę mi
              nie zawracać gitary, jest tata szoruj do niego, - nie ma mnie w domu
              dla nikogo!
              • daga_j Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 12:24
                Podobają mi się Twoje rady.
                U nas też czasem muszę przypominać mężowi albo dziecku (temu starszemu) że nie
                jestem jedyna od czarnej roboty.
                Np. wczoraj byliśmy wieczorem w sklepie ale nie na zakupach, powiedzmy sprawę
                załatwić, no i córka mówiła, że chce jej się pić. To powiedziałam, że wstąpimy
                do sklepu (byliśmy wewnątrz supermarketu ale na "na hali"), co też zaraz wszyscy
                uczyniliśmy. Dziecko wzięło soczek ale patrzymy kolejki są dość długie, a do
                domu mamy blisko, więc mąż już podenerwowany "nie będziemy stać w tych
                kolejkach, rezygnujemy, chodźcie do domu", córcia jęczy, że chce pić a mąż już w
                odwrocie - i co - na mnie spada wytłumaczenie dziecku, że odstawiamy soczek, bo
                do domu blisko i tam się napije? Czemu ja mam być tą złą, więc do męża mówię,
                ok, chodźmy, ale to TY powiedz to dziecku.
              • stinefraexeter Do Pade 10.10.08, 13:08
                Wydaje mi sie, ze lila1974 ma naprawde duzo racji.

                Nie wiem czemu wiele mamus musi miec wszystko pod kontrola. Co tak naprawde sie
                stanie, jesli synek bedzie dostawal trojki za prace domowa? Co z tego, ze corka
                ma koltuny we wlosach?

                Zrob tak jak mowi lila. SYnek woli odrabiac lekcje z tata, prosze bardzo.
                Coreczka nie chce bys ja czesala, nie ma problemu. Zostaw te kwestie mezowi.
                Zobaczysz, co z tego wyniknie.

                Musisz zapamietac, ze twoje gderanie w niczym nie pomaga. Wyluzuj.
    • daga_j Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 12:05
      Ech, mój w pierwszej chwili się denerwuje, rzuca postanowieniami na prawo i lewo
      "ja już nigdy..!", "od dzisiaj..!", a po paru minutach łagodnieje, przeprasza i
      mówi "miałaś rację kochanie, za bardzo się zdenerwowałem, głupi jestem"...
      Także ja już wiem jak z nim postępować, po prostu przeczekać tę burzę, pokiwać
      głową, a potem i tak wychodzi na moje wink Dobrze prawie zawsze mieć rację.
      • konstancja16 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 13:27
        >> postanowiłam podzielić naukę
        syna w ten sposób: ja sie zajmuję polskim, przyrodą, historią i
        angielskim, a on matmą i plastyką ( uzdolniona bestia z niego jest)

        o rany, a to Wasz syn chodzi do szkoly czy Wy? naprawde dzieciak
        sam nie jest w stanie odrobic lekcji? porazka.
        • agatha61 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 14:13
          My oboje jakos tak w zarty obracamy przyznanie sie do bledu.Jak np
          ja mowie zrob A, a mąz zrobi B i wyjdzie po fakcie, ze trzeba bylo
          zrobic A to zawsze mowi: "a od poczatku mowilem zrobic A" i
          usmiechamy sie bo oboje wiemy o co chodzi. To naprawde odbry sposob,
          z przymruzeniem okasmile
          • olamad Re: robimy dokładnie to samo :) 10.10.08, 16:54
            A potem obydwoje leżymy ze śmiechu na podłodze smile.
        • pade Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 16:43
          Chyba czegoś nie doczytałś lub źle mnie zrozumiałaśsmile
          Ja nie odrabiam lekcji za syna, sam to robi, ja tylko sprawdzam czy
          wszystko zostało zrobione, poprawiam błędy i sprawdzam czy plecak
          dobrze spakowany oraz....popędzam, głównie popędzam, inaczej robiłby
          lekcje do rana
          do lili, pokażę Twój post mężowi i oczywiście zastosuję się do
          Twojej radysmile nie mogę bo się spocę, boskie!smile
          • coronella Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 18:27
            jesli chodzi o dzieci- za "błędy" męża w stosunku do nich odpowiada mąż. Błędy celowo napisałam w cudzysowiu, bo nie zawsze to, co mi się wydaje poprawne, takie jest.
            Czy Ty pade nie za dużo bierzesz na siebie? takie odniosłam wrażenie. Przejmujesz się dziecmi, to rozumiem, ale czy nie za bardzo? Może czasem mąż powinien odczuc odpowiedzialnośc na własnym karku, aby zrozumiec pewne rzeczy. Skoro ustaliliście, że ścisłymi zajmuje się on, niech się nimi zajmuje smile Ze wszystkimi konsekwencjami smile
            My generalnie przyznajemy się do błędów, ale tez nikt nie robi z niczego problemów. Wtedy jest łatwiej. Gdy wiem, że nie dostanę od męża po głowie, co najwyzej powie, że jestem sierotka. Ja na męża tez nie krzyczę, nie robię awantur. Gdy jestem zła na niego, próbuje pomyślec o rzeczach, które on robi perfekcyjnie. I wtedy złośc mi przechodzi smile

            pade, a jeszcze o coś spytam. O te lekcje. Dlaczego odrabiasz je z synem? Nie boisz się, że on sie do tego przyzwyczai, i będziesz musiała robić to cały czas? Czy nie powinien jednak spróbowac być bardziej samodzielny, nawet jeśli kilka razy tych lekcji nie odrobi?
            Nie pytam absolutnie z ządną krytyką.
            Nie znam jeszcze realiów szkolnych, za to równiez mam syna zdolnego, ale leniwego smile W każdym razie na takiego pewnie wyrosnie. I tez będzie problem z lekacjami, pewnie będę musiała go pilnować. I boję sie tego. Żeby samej nie popaść w jakieś błędne koło.
            • pade Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 18:47
              > Czy Ty pade nie za dużo bierzesz na siebie? takie odniosłam
              wrażenie. Przejmuje
              > sz się dziecmi, to rozumiem, ale czy nie za bardzo?
              Masz rację, za bardzo, za dużo, ale odpuszczam coraz więcejsmile
              Jeśli chodzi o lekcje, pisałam wyżej, ona sam odrabia, ja nadzoruję
              i popędzam. On jest w czwartej klasie, ma nowe przedmioty, nowych
              nauczycieli, a w kryteriach oceniania praca domowa zajmuje wysokie
              miejsce. Zalezy mi by nie miał od początku opinii tego leniwego, bez
              zadań, bez książek, a w drugim półroczu zacznę mu odpuszczać.
              Teraz i tak jest lepiej, jest coraz bardziej samodzielny, sam wraca
              do domu, podgrzewa sobie obiad, itd. Jak sobie przypomnę co było dwa
              lata temu słabo mi się robi...
              • coronella Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 19:04
                aha, pocieszyłas mnie troche smile Ja mam małe wyobrażenie o tak duzym dziecku, na razie jestem na poziomie 5,5 latka. I byc może to, co teraz wydaje mi sie dużym problemem, za kilka lat nim nie bedzie. Może zniosą prace domowe? :0)
                O corkę sie nie boję, to mądre dziecko, ale synuś... big_grin
    • kali_pso Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 10.10.08, 17:59
      Czy gdy zrobią coś co Waszym zdaniem jest złe, głupie


      he,he....do przyznania się do błędu z reguły nie wystarcza to, że JA
      jestem przekonana co do głupoty mężowskiego zachowania.
      Powiedziałabym, że wprost przeciwnie- im bardziej ja udowadniam, że
      uważam coś za głupie, tym bardziej on idzie w zaparte.
      Bo cały problem lezy w tym, aby siłą argumentacji przy jednoczesnym
      szacunkiem do niego, jako osoby, sprawić, aby zweryfikował swoje
      poglądy. A to łatwe nie jest, bo coś w nas takiego jest, że my nie
      rozmawiamy tylko opiniujemy zachowanie innychwink
    • siasiunia1 Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 11.10.08, 00:06
      mój ma zawsze rację. a jak nie ma to patrze punkt pierwszy.
      a nawet jak się okaże że jednak nie ma to i tak to on mówił to prawidłowe zdanie a to ja mówiłam to złe. nawet jak było odwrotnie wink
    • starapokrzywa Re: Czy Wasi mężowie umieją się przyznać do błędu 11.10.08, 07:51
      Ależ absolutnie nie!
      Tylko głupio się uśmieje,a ja się domyślam-jak mu w tej chwili głupio wink
Pełna wersja