farabella
17.10.08, 20:32
Dzisiaj na ulicy. Staruszka. Facet pewnie po siedemdziesiątce, chudzina,
trzęsie sie niemal, ledwo stoi na ugietych nogach, a przy nim na cienkiej
smyczy, bez kagańca buldog! pies jak połowa własciciela, nie mówiąc o tym, że
gdyby się szarpnął, toby się dziadzio nawet nie obejrzał, jakby leżał. Szłam
akurat z Córcią na spacer i autentycznie bałam się przejść koło niego.
Zawołałam więc, by sie przesunął. Pan mi odrzekł, że piesio jeszcze nikogo nie
ugryzł i że mam nie przesadzać. To go opieprzyłam, że na straż miejską
zadzwonię, że pies niebezpieczny, kagańca brak, a właściciel sam ledwo stoi i
psa w razie czego nie utrzyma! Odszedł, mamrocząc coś pod nosem, ze niby mam
źle w głowie. Wkurzona jestem. Zwłaszcza że już nie pierwszy raz tego gościa
widzę.
Żeby było jasne, nie mam nic przeciw psom, nawet bardzo lubię, ale nie ufam do
końca i boję się o swoje dziecko. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby...