kiraout
30.10.08, 10:52
Dziś miarka się przebrała. Moja siostra zadzwoniła do mnie, ze już nie daje
rady. Przyznaję, ignorowałam te jej opowieści, wydawało mi się, ze w każdej
pracy są, były i będą osoby, które po prostu "muszą"! plotkować i już. W
zasadzie każdy z nas doświadcza tego, że ktoś coś o nim gada, więc i każdy
musi jakoś z tym żyć i za bardzo się tym nie przejmować. O mojej siostrze
poszła plotka jakiś rok temu, ze sypia z szefem. Pracuje w państwowej
instytucji, dość nobliwej, jest ceniona, awansuje, bardzo się przykłada, wie
dużo na temat swojej pracy, aha i nie dostała tej pracy po znajomości, jak
niestety gro pracujących tam osób. Przyjęcia do pracy są tam "kontrolowane" i
widocznie jest potrzeba na jej miejsce - tak to sobie tłumaczy. Sama próbowała
"nie słyszeć" pewnych rzeczy, podśmiewać się w duchu, ale za dużo, za długo,
za obleśnie.
Moim zdaniem to już klasyczny mobbing. Siostra z szefem nie ma nic wspólnego
(rozmawiali dosłownie kilka razy), poza tym, mniej więcej prawie od roku jest
inny, a ona cały czas ma tę łatkę (nie wiem, jak to tłumaczą, bo przecież
awansuje i ma bezpośrednią przełożoną kobietę. Nie zna osoby, która to
rozpuszcza, ale na korytarzu słyszy "k...wa" (!!!!) Wyobrażam sobie jak to
musi ją dotykać, bo (że tak powiem) dziewczyna bardzo, bardzo zasadnicza,
wierząca, ale bardzo ładna, nie typ ofiary, chociaż teraz to tak (moim zdaniem
ma depresję, baaaardzo schudła). Boi się stracić pracę, chce wziąć kredyt na
mieszkanie.
Mieszkam w Londynie, nie wiem, jak jej pomóc?!