Nie rozumiem, bo nie mam dzieci

02.11.08, 23:26
Inna analogia do wojny mi się też kojarzy. Dziewczynki w przedszkolu nie mogą
zrozumieć co ciekawego chłopcy widzą w zabawie w wojnę podobnie jak dla
chłopców zabawa w dom jest śmiertelnie nudna. Nie znam facetów których wkreca
dziecko. Po prostu dla ludzi którzy nie mają czym wypełnić swojego życia
dziecko to świetny wypełniacz.
    • trzydziecha Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 12:33
      ...z całą pewnością nie masz dzieci, podobnie jak autor artykułu.
      Dziecko to nie wypełniacz, ale nie chce mi się nawet próbować Ci
      tego udowadniać, ponieważ i tak nie zrozumiesz.
      Ci co mają dzieci znają sytuację widzianą z obydwu biegunów: tego
      bez dziecka i tego z dzieckiem; i nie znam nikogo "dzietnego" kto
      twierdziłby, że BEZ dziecka było bardziej wartościowo niż z
      dzieckiem. Było na pewno inaczej, ale nie "fajniej". Ktoś kto nie ma
      dziecka nie jest w stanie sobie wyobrazić jak to jest, kiedy się je
      ma, kiedy ono jest w Twoim życiu, Twojej codzienności, Twoich
      myślach i planach na przyszłość, nie jest w stanie doświadczyć
      pewnych emocji, może tylko myśleć że je sobie wyobraża. I nie mam tu
      na myśli żadnych wzniosłych, patetycznych uczuć. Ot taką codzienność
      wypełnioną ciepłem obecności małego brzedąca, jego pisklywym
      głosikiem, nierzadko rykiem (a i owszem!).
      I jeśli miałabym oceniać to - nikomu absolutnie nie dogryzając -
      tak, na ludzi świadomie i dobrowolnie bezdzietnych patrzę z góry.
      • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 12:40
        > tak, na ludzi świadomie i dobrowolnie bezdzietnych patrzę z góry.

        A z jakiego to powodu, rybeńko?
      • kotek.filemon Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 12:43
        > I jeśli miałabym oceniać to - nikomu absolutnie nie dogryzając -
        > tak, na ludzi świadomie i dobrowolnie bezdzietnych patrzę z góry.

        A ja np. - nikomu absolutnie nie dogryzając - na reproduktorów też patrzę z góry. I się bilans wyrównuje...
        • taleksander Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 13:11
          Jak byłam w ciąży koleżanka pytała o odczucia, wrażenia itd. Gdy Mały sie urodził, pytała czy fajnie mieć dziecko, ba - szukała na necie argumentów za i przeciw, mówiła że kipi ze mnie szczęście, choć przyznawała, że zupełnie nie rozumie dlaczego tak ogromne, bo przecież wiele osób ma dziecko, niby żadna rewelacja. A teraz jest w 23 tygodniu ciąży i mówi, że dopiero teraz TO rozumie i czuje, że wtedy nie miała pojęcia co ja przeżywałam. A na bezdzietnych nie patrzę z góry, szkoda mi ich, bo są ubodzy, puści duchowo i nawet nieszczęśnicy o tym nie wiedzą.
          • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 13:20
            dopiero teraz TO rozumie i czuje,
            > że wtedy nie miała pojęcia co ja przeżywałam.

            Mniej więcej w taki sam sposób zareagowała moja koleżanka, kiedy wzięła kota -
            stwierdziła, że dopiero teraz rozumie, co to znaczy mieć kota. W domu, oczywiście.

            szkoda mi ich, bo są ubodzy, puści duchowo i nawet nieszczęśnicy o tym nie
            > wiedzą.

            Podobne głupoty można przeczytać w każdym, ale to każdym wątku dotyczącym
            bezdzietności. Przy czym zwykle wygłaszają je osoby o tak ograniczonych
            horyzontach, że nie są w stanie sobie wyobrazić, że można wybrać inną drogę i
            być z niej zadowolonym.
            • taleksander Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 21:57
              kawka74 napisała:

              można wybrać inną drogę i
              > być z niej zadowolonym.

              Możesz powiedzieć, że jesteś zadowolona z wyboru jak przeżyjesz kilkadziesiąt lat, będziesz staruszką i opierając sie i laskę, powiesz, że dobrze zrobiłaś nie mając dziecka, a nie jak masz 30 kilka (jeśli 74 w nicku to rok urodzenia).
              • taleksander Re: dodatek 03.11.08, 22:06
                Wybór jest wtedy, gdy masz dwie rzeczy i decydujesz się na jedną z nich, a w tym wypadku, nie masz pojęcia co byś czuła mając dziecko (zakładam, że nie miałaś). Teraz możesz sobie mysleć, co by było gdyby...patrząc na obce dzieci, a to nie to samo co własne. Miej dziecko i oddaj je, mówiąc, że jednak bez niego będzie Ci lepiej. Wtedy możesz powiedzieć, że dokonałaś wyboru.
                • kawka74 Re: dodatek 03.11.08, 22:09
                  A gdzie ja twierdzę, że zdecydowałam się na bezdzietność?
                  Twierdzę po prostu, że cudze wybory, zwłaszcza w tak istotnej kwestii, nie
                  powinny nas obchodzić, a już na pewno nie powinny skłaniać do tak mało rozumnych
                  komentarzy, jak Twoje. Rozumiesz?
                  • sokolasty Re: dodatek 04.11.08, 21:03
                    Czyli dopóki nie zapalę pierwszego papierosa w życiu, to nie mogę twierdzić, że
                    wybrałem niepalenie?
                  • uwolnic_cyce Re: dodatek 05.11.08, 07:47
                    Znam stan "z" i "bez" dzieci.Stan "bez" nie da sie z niczym porównać
                    i całe nieszczescie polega na tym, że w zaden sposób nie da sie do
                    niego wrócic.
                    I tak przy okazji do wyborowych mlecznic, którym pieluchy rzuciły
                    sie na mózg moje dziecko nie jest ani biedne ani nieszcęśliwe -
                    nawet jesli wam sie to nie mieści w glowie.
                    • fomica Re: dodatek 05.11.08, 09:58
                      No wreszcie jeden szczery rodzic. Ilu znacie rodziców którzy
                      przyznaja że bez dzieci było im lepiej niż z dziećmi? Nikt czegos
                      takiego nie powie, bo będzie wyrodny, okrutny, bez serca, no bo jak
                      można taka myśl dopuścić?!? Przeciez dziecko to dobro najwyższe. A
                      skoro stanu nie da sie zmienić - bo dziecko juz jest, nie można go
                      oddać - rodzice pocieszaja siebie samych, ukrywaja głęboko myśl że
                      kiedyś byli wolni i szczęśliwi. Oczywiście nie wszyscy, ale wielu
                      jest takich. Ale zapytani o to zawsze głośno odpowiedzą: ależ skąd,
                      dziecko to najwyższe szczęście, może czasem męczące, ale jest tego
                      warte!
                      • kropkacom Re: dodatek 05.11.08, 10:04
                        > No wreszcie jeden szczery rodzic.

                        Kurcze, to mam wymyślać że źle mi z dziećmi żeby wypaść szczerze? To bardzo
                        dobra pożywka dla niechcących mieć dzieci taki "szczery" rodzic, co? Prawda jest
                        taka że doceniam moje życie i "przed" ale i "po". A zmęczenie materiału bywa jak
                        wszędzie. Źle podjęte decyzje również.
                        • fomica Re: dodatek 05.11.08, 10:12
                          Napisałam wyraźnie, że doskonale wiem, że nie wszyscy rodzice maja
                          ten problem, a zapewne ma go mniejszośc. Jeżeli jestes
                          przeszczęśliwa z dziećmi to nie widze powodu dlaczego miałabys
                          zaprzeczać. Tak samo nie ma powodu żeby ktos kto ma taki problem -
                          podjął po prostu złą decyzję - nie mógł jawnie o tym mówić. A nie
                          mówi, tylko zaciska zęby i udaje że jest świetnie. To tez jest
                          świetna pożywka dla dzieciatych - patrzcie na tamtego, ma cięzko a
                          jaki szczęsliwy. A może wcale nie zawsze taki szczęśliwy?
                          • kropkacom Re: dodatek 05.11.08, 10:19
                            Myślę że nic mi do tego czy ktoś szczęśliwy czy nie. Spotykam się często z takim
                            widzeniem sprawy że jak narzekasz że nie możesz się wyspać bo niemowlę płacze to
                            zaraz albo mówią że nie masz prawa do narzekania albo stwierdzają że zdałaś
                            sobie sprawę że macierzyństwo było błędem. Masło maślane. Rodzice to normalni
                            ludzie a nie cyborgi.

                            > Jeżeli jestes
                            > przeszczęśliwa z dziećmi

                            To sarkazm?
                            • fomica Re: dodatek 05.11.08, 10:36
                              Mam wrażenie że mnie nie rozumiesz. Ja nie mówie o sprawach
                              jednorazowych - nieprzespana noc, niemożność wyjazdu na wakacje,
                              choroba dziecka - zwłaszcza pierwsze lata sa krytyczne. Mam na myśli
                              postawę, podsumowanie, ocene po latach. Rodzice często głoszą: "nie
                              zamieniłbym tej sytuacji na nic innego, bez dzieci to nie było to,
                              teraz czuje że mi czegos brakowało". A moje pytanie jest takie: ilu
                              jest takich, którzy myśla odwrotnie: "najszczęśliwszy byłem bez
                              dzieci, wtedy mogłem więcej osiągnąć, chciałbym odzyskac tamten
                              stan". I twierdzę, że takie opinie prawie nigdy nie padają. Moim
                              zdaniem nie dlatego, że nikt tak nie myśli, ale dlatego, że to nie
                              wypada. Tak jak napisał mój przedmówca - całe nieszczęście w tym, że
                              nie da się do stanu bezdzietności powrócić, nawet jeśli dojdzie sie
                              do przekonania że decyzja była błędna. Bezdzietnych często pyta sie
                              czy nie żałują, że pozostali bezdzietni. A dzietnym tego pytania sie
                              nie zadaje, a może oni tez żałuja że maja dzieci?
                              Dlaczego "być przeszczęśliwym z dziećmi" odbierasz jako sarkazm? Czy
                              to aż tak nieprawdopodobne?
                              • kropkacom Re: dodatek 05.11.08, 10:41
                                > A moje pytanie jest takie: ilu
                                > jest takich, którzy myśla odwrotnie: "najszczęśliwszy byłem bez
                                > dzieci, wtedy mogłem więcej osiągnąć, chciałbym odzyskac tamten
                                > stan". I twierdzę, że takie opinie prawie nigdy nie padają.

                                Padają i to częściej niż myślisz.

                                > Dlaczego "być przeszczęśliwym z dziećmi" odbierasz jako sarkazm? Czy
                                > to aż tak nieprawdopodobne?

                                Prawdopodobne oczywiście. Samo słowo "przeszczęśliwy" jest takie trochę
                                infantylne ciut.
                              • joanna29 Re: dodatek 05.05.09, 19:53
                                "całe nieszczęście w tym, że nie da się do stanu bezdzietności
                                powrócić, nawet jeśli dojdzie sie do przekonania że decyzja była
                                błędna"

                                Ależ można. Ilu to rodziców porzuca swoje dzieci. Rodzić wychodzi po
                                papierosy i znika na x lat.

                          • taleksander Re: dodatek 05.11.08, 14:07
                            fomica napisał:
                            nie ma powodu żeby ktos kto ma taki problem -
                            > podjął po prostu złą decyzję - nie mógł jawnie o tym mówić.

                            Tym powodem jest dziecko. Byloby mi przykro (nawet bardzo), gdyby moi rodzice powtarzali, jak to fajnie było, jak mnie nie było, że było im beze mnie lepiej, że żałuję, iż jestem na świecie.
                      • tesia68 Re: dodatek 05.11.08, 11:50
                        kiedyś byli wolni i szczęśliwi. Oczywiście nie wszyscy, ale wielu
                        > jest takich
                        Nikt nie ani wolny ani szczęśliwy jeśli chodzi o pełne znaczenie tych slow .Wolność kończy sie po przekroczeniu progu szkoły a to jest w wieku 6 -7lat a niekiedy wcześniej (przedszkole). Potem szkolą średnia, studia , praca bo z czegoś trzeba sie utrzymać.Ilu jest naprawdę wolnych w pełnym słowa tego znaczeniu- bardzo niewielu , którzy są odważni i dostali jakiś mająteczek aby niepracowań.
                        Ogranicza nas wiele rzeczy wśród nich kariera , etyka, konwenanse etc
                        Czy dziecko akurat mnie nie! ale to moje odczucia

                        Co to jest szczescie nikt tego nie zdefiniował , mozna tylko cieszysc sie chwila lub chwilowym szczescie , ale pelnia szczescia nie ma .
                        Gdyz kazdy dzien przynosi swoje trudnosci
                • gondra Re: dodatek 05.11.08, 08:49
                  taleksander napisała:

                  > Wybór jest wtedy, gdy masz dwie rzeczy i decydujesz się na jedną z
                  nich, a w ty
                  > m wypadku, nie masz pojęcia co byś czuła mając dziecko (zakładam,
                  że nie miałaś
                  > ). Teraz możesz sobie mysleć, co by było gdyby...patrząc na obce
                  dzieci, a to n
                  > ie to samo co własne.

                  Ty też nie masz pojecia jak to jest nie mieć dzieci dlatego, ze nie
                  chce sie ich mieć i byc bezdzietną - a nie jeszcze_nie_dzietną. Nie
                  tylko sam fakt, ale i nastawienie do niego również duzo zmienia.
                • bubster Re: dodatek 05.11.08, 18:09
                  tu się nie da mieć dwóch rzeczy i dopiero wybrać
                  bo jak - zrobić dziecko a potem je oddać, jak się jednak nie spodoba?
                  bez sensu
                  dziecko powinno być "chciane"
                • plisowanka Re: dodatek 13.11.08, 18:00
                  taleksander napisała:

                  > Wybór jest wtedy, gdy masz dwie rzeczy i decydujesz się na jedną z nich, a w ty
                  > m wypadku, nie masz pojęcia co byś czuła mając dziecko (zakładam, że nie miałaś
                  > ). Teraz możesz sobie mysleć, co by było gdyby...patrząc na obce dzieci, a to n
                  > ie to samo co własne. Miej dziecko i oddaj je, mówiąc, że jednak bez niego będz
                  > ie Ci lepiej. Wtedy możesz powiedzieć, że dokonałaś wyboru.

                  Idąc twoim tokiem rozumowania można powiedzieć, że to dzietni nie mają wyboru. Skoro urodzili dziecko, to teraz muszą je wychowywać przez ćwierćwieku. Bo przez grzeczność pominiemy rozwiązanie ekstremalne, czyli porzucenie dziecka.
                  Tak więc dzietnym nie pozostało nic innego jak polubić na siłę rolę rodzica, gdyż odwrotu już nie ma. To się nazywa dysonans podecyzyjny, zob. definicję w wikipedii.
                  pl.wikipedia.org/wiki/Dysonans_podecyzyjny
                  A bezdzietni mają wybór: mogą począć dziecko, co jest możliwe co najmniej do 40 r.ż. przy wykorzystaniu dobrodziejstw medycyny (w przypadku kobiet), a nawet znacznie dłużej (w przypadku mężczyzn). Co prawa nie są oni tym zainteresowani, ale nie zmienia to faktu, że w każdej chwili mogą zmienić zdanie, więc mają wybór.
              • gondra Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 08:51
                > Możesz powiedzieć, że jesteś zadowolona z wyboru jak przeżyjesz
                kilkadziesiąt l
                > at, będziesz staruszką i opierając sie i laskę, powiesz, że dobrze
                zrobiłaś nie
                > mając dziecka, a nie jak masz 30 kilka (jeśli 74 w nicku to rok
                urodzenia).

                Analogicznie dzieciaci będą mogli powiedzieć, że są zadowoleni z
                wyboru, gdy ich dziecko będzie miało 20 lat, będzie "odchowane" i
                wyprowadzi sie z domu. A nie naładowane hormonami kobiety w ciąży
                czy też naćpane euforią mamuśki niemowlaków lub kilkulatków pieją
                nad cudem macierzyństwa.
          • sir.vimes hehehe 04.11.08, 07:57
            A na bezdzietnych nie patrzę z gó
            > ry, szkoda mi ich, bo są ubodzy, puści duchowo i nawet nieszczęśnicy o tym nie
            > wiedzą.

            No tak, a ludziom takim jak autor wątku szkoda ciebie. I jesteście siebie warci.
          • bubster Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 18:10
            a mi szkoda ludzi którzy czuja sie dowartościowani jak dogryzą innym
      • bubster Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 18:07
        i czujesz się lepsza?

        fajnie co? wreszcie się można dowartościowac smile
      • insomnia0 zjedzą Cie;) 07.05.09, 13:12
        ja z gory nie patrze na nikogo.. nie mniej z jednym sie zgadzam.. nie jest sobie
        człowiek wyobraznić jak to jest miec dziecko.. to zwyczajnie nie mozliwe.. tak
        samo jak niemozliwe jest wiedziec co czuje człowiek w sytuacji zagrozenia
        zycia.. czy człowiek ktory umiera...
        Po prostu nie da się.. są sytuacje ktore trzeba przezyc..aby sie przekonać.
        mozemy sobie wyobrazać..uwazac ze jestesmy empatyczni.. probować zrozumiec.. ale
        tylko tyle..
    • zebra12 Bo tak jeste ze wszystkim 03.11.08, 13:21
      I z posiadaniem psa i samochodu i nawet żony czy męża. Jeśli się czegoś nie
      doświadczyło to można przypuszczać, podejrzewać, ale nie wiedzieć jak to jest!
      Ja mam dzieci, ale uważam, że dziecko to przede wszystkim obowiązek. Często
      jestem zmęczona matkowaniem i czasem zazdroszczę ludziom samotnym. Brakuje mi
      nieraz ciszy i spokoju. Brakuje swobody. Z drugiej strony cieszą mnie sukcesy
      moich dzieci, cieszy patrzenie jak rosną. Nie czuję matczynych uniesień. Ot,
      zwykła rzeczywistość, nic niesamowitego.
      • kropkacom Re: Bo tak jeste ze wszystkim 03.11.08, 13:43
        Fajny artykuł. Myślę że każda ze stron ma swoje za uszami.

        "Często zmiana stylu życia jest wymuszona przez okoliczności i nie oznacza
        całkowitej zmiany tego, jak przezywamy świat. Pojawienie się dziecka w czyimś
        życiu, jest po prostu dodatkową jakością. Osoba dzietna różni się pod pewnymi
        względami od bezdzietnej, tak samo jak czarnoskóra od białej czy całkiem zdrowa
        od nieposiadającej wskazującego palca lewej ręki. Jeśli takie osoby spróbują się
        wzajemnie zrozumieć, bez zakładania różnic z góry, mogą bardzo wzbogacić swoje
        życie."

        Odkąd nie zaczęłam "biegać" po forach w ogóle nie przyszło mi do głowy że jest
        jakiś podział. Ale widać jest...
        • ledzeppelin3 Re: Bo tak jeste ze wszystkim 03.11.08, 19:09
          Nie ma potrzeby dzielić ludzi na dzietnych i bezdzietnych i oceniać,
          którzy fajniejsi
          • tiuia Re: Bo tak jeste ze wszystkim 04.11.08, 10:12
            Ale oni sami się dzielą. Jest tu paru przedstawicielu tych skrajnych punktów widzenia. I co oni głoszą? Że patrzą z góry na tych drugich i że nimi gardzą.
            Podział nie powstałby gdyby nie chęci obu stron...
            • sokolasty Re: Bo tak jeste ze wszystkim 04.11.08, 21:11
              "I z posiadaniem psa i samochodu i nawet żony czy męża. Jeśli się czegoś nie
              doświadczyło to można przypuszczać, podejrzewać, ale nie wiedzieć jak to jest!
              Ja mam dzieci, ale uważam, że dziecko to przede wszystkim obowiązek. Często
              jestem zmęczona matkowaniem i czasem zazdroszczę ludziom samotnym. Brakuje mi
              nieraz ciszy i spokoju. Brakuje swobody. Z drugiej strony cieszą mnie sukcesy
              moich dzieci, cieszy patrzenie jak rosną. Nie czuję matczynych uniesień. Ot,
              zwykła rzeczywistość, nic niesamowitego. "


              Święte słowa. Mam podobnie, ale z jednym naroślem. I nie matkuję, ale ojcuję.
        • sir.vimes no właśnie, Kropka 04.11.08, 08:05
          dziwny to podział , zresztą, większość dzietnych kiedyś była bezdzietnawink) i coś
          tam z pewnością pamiętasmile

          Ale skąd się biorą takie Konrady uważające , ze dzieci to wypełniacz i takie
          taleksandry uważające bezdzietnych za ubogich duchem - artykuł nie wyjaśnia. A
          szkoda.
          • kali_pso Re: no właśnie, Kropka 04.11.08, 08:13
            Ale skąd się biorą takie Konrady..... i takie
            > taleksandry uważające bezdzietnych za ubogich duchem


            No wiesz,kazdy ma potrzebę bycia wyjatkowym pod jakimkolwiek
            względem- ci państwo widocznie uznali, że brak lub przeciwnie-
            posiadanie dzieci nadaje ich życiu taki wymiar, że mogą bez
            skrępowania pouczać innych, że ich wybory są złe, puste i "ubogie"..
            • sir.vimes Re: no właśnie, Kropka 04.11.08, 08:16
              taką wyjątkowość można sobie o kant pupci potłuc, nie sądzisz, Kalipso?

              > No wiesz,kazdy ma potrzebę bycia wyjatkowym pod jakimkolwiek
              > względem- ci państwo widocznie uznali, że brak lub przeciwnie-
              > posiadanie dzieci nadaje ich życiu taki wymiar, że mogą bez
              > skrępowania pouczać innych, że ich wybory są złe, puste i "ubogie"..
              • kali_pso Re: no właśnie, Kropka 04.11.08, 08:17
                No ja tak sadzę, tylko czy to ma jakiekolwiek znaczenie?smile
            • konrad_777 A ja mam dzieci i dalej nie rozumiem... 04.11.08, 17:55
              kali_pso napisała:

              > Ale skąd się biorą takie Konrady..... i takie
              >
              > No wiesz,kazdy ma potrzebę bycia wyjatkowym pod jakimkolwiek
              > względem-

              Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona niż by się wam wydawało. Jestem ojcem dwójki dzieci a nie żadnym bezdzietnym. Ale mam problem z zaistnieniem w całkiem innym świecie dzieciatych do którego z taką łatwością i zapałem weszła moja żona którą nie cieszą już na przykład podróże i włóczęgi, spotkania i nocne dyskusje o sztuce z dawnymi przyjaciółmi no i zupełnie zapomniany seks. Za to potrafi godzinami wisieć na telefonie i gadać o dzieciach, ich chorobach, co zrobiły a czego nie. Ja traktuję to po męsku jako obowiązek i rozumiem że nie mam tych hormonów żeby to poczuć, ale przemiana żony w zupełnie mnie przeraża, nie rozumiem go, widzę jak się oddalamy coraz bardziej. Dlatego podział na dzieciatych i niedzieciatych żyjących w innych światach jest naiwny i mocno uproszczony.
              • kropkacom Re: A ja mam dzieci i dalej nie rozumiem... 04.11.08, 18:07
                > Ja traktuję to po męsku jako obowiązek i rozumiem że nie mam
                > tych hormonów żeby to poczuć, ale przemiana żony w zupełnie mnie przeraża, nie
                > rozumiem go, widzę jak się oddalamy coraz bardziej.

                Po męsku czyli jako obowiązek? Wydaje mi się że odrobina zaangażowania w rodzinę
                nie jest zła. A tak Ty się nie angażujesz w ogóle a twoja żona angażuje się za
                dwoje. Cienko to widzę.
              • azile.oli Re: A ja mam dzieci i dalej nie rozumiem... 05.11.08, 09:40
                Jak się posiada dzieci i to świadomie,to niestety należy przyjąć do
                wiadomości,że te dzieci czasem chorują,mają problemy w szkole czy
                poza nią i niestety,ale któryś rodzic musi się tym zająć,a
                najlepiej,jakby zrobili to oboje.Kiedy dzieci chorują,to matka
                potrzebuje wsparcia,a jeśli nie znajduje go w ojcu dzieci do gada o
                tym godzinami przez telefon z kimś,kto jej słucha,może doradzi,a
                może zwyczajnie pocieszy.Nie uważam ,że Twoja żona robi coś
                złego.gdybyś ją wspierał,to nie oddalibyście się od siebie.dzieci
                nie można traktować tylko w kategorii obowiązku,jeśli się już na nie
                zdecydowało.Kobieta też chętnie zajęłaby się swoimi pasjami,ale
                zdarza się,że w pewnym momencie życia to dzieci stają się jej
                pasją.Nie rozumiesz żony i nie starasz się jej zrozumieć,uważasz,że
                buzują jej hormony.Ale sama będąc matka dwójki dzieci ,na punkcie
                których nie fiksuję,muszę Ci powiedzieć,że życie z dziećmi składa
                się z codziennych małych obowiązków,takich pozornie dupereli,które
                składają się na większą całość.No, niestety,ale matka wybierze
                raczej czuweanie przy łóżku chorego dziecka,niż rtadosny seks z
                mężem.Może też nie ma na niego ochoty ,bo została sama z codziennymi
                problemami,których mąż za problemy nie uważa.A jednak one istnieją.A
                ponieważ zostaje z nimi sama,więc nie dziw się,że nie ma ochoty na
                spotkania z przyjaciółmi ,czy rozmowy o sztuce.Ja wiem,że może
                niektórzy tego nie rozumiejąś,ale jeśli chcesz odbudować relacje z
                żoną to spróbuj:dla niej fascynacją jest patrzenie na dzieci i ich
                rozwój,ten etap trwa krótko i nigdy już się nie powtórzy.Spróbuj
                dostrzec we własnych dzieciach wspaniałe istoty,których rozwój byłby
                dla Ciebie wyzwaniem,a nie tylko jak obiekty,traktowane w kategorii
                obowiązku.Mam bezdzietnych znajomych, z nimi nie rozmawiam o
                dzieciach,chyba,że zapytają.To ich wybór lub przypadek,że nie mają
                dzieci.Wcale nie wymagam od nich,aby rozumieli moje problemy,ani nie
                uważam ,że ich życie jest jakościowo gorsze od mojego,jest po prostu
                inne.ale jak się już posiada te dzieci,to niestety,trzeba się nimi
                zająć kompleksowo.Dzieci,zwłaszcza małe, mają to do siebie,że są
                nieprzewidywalne,zazwyczaj chorują w najmniej odpowiednim
                momencie,np kiedy jest się umówionym z przyjaciółmi.I wtedy matka ma
                dylemat:zostać z nimi,czy zostawić z opiekunką,a jak już nawet
                zostawi,to założe się,że nie jest duszą towarzystwa,impreza nie
                sprawia jej przyjemności.Bo się martwi .I jest to
                naturalny,prawidłowy odruch.Należy ją wspierać ,a nie mówić,że
                zdziwaczała przy dzieciach.Dla mnie nie jest ona godna
                pożałowania,podobnie jak bezdzietny"'wieczny chłopiec'' koło
                czterdziestki.Ich wybór,ich prawo.
              • ren95 Re: A ja mam dzieci i dalej nie rozumiem... 05.11.08, 14:57
                Niekoniecznie trzeba robić podziały na dzieciatych i nie.
                Ja mam dwójkę dzieci i staram się byc dobrą mamą (taką może trochę
                kumpelską), ale to ja ciągnę rodzinę na wyjazdy i do znajomych, na
                imprezki... Nie wyobrazam sobie, że po urodzeniu dzieci życie
                miałoby ograniczyć się tylko do domu i "matkowania". To po prostu
                kwestia nastawienia do życia.
                Pozdrawiam
          • kropkacom Re: no właśnie, Kropka 04.11.08, 09:00
            > Ale skąd się biorą takie Konrady uważające , ze dzieci to wypełniacz i takie
            > taleksandry uważające bezdzietnych za ubogich duchem - artykuł nie wyjaśnia. A
            > szkoda.

            Ja wychodzę z założenia że jak nie chcesz dzieci to nie masz. Nie mój interes.
            Jednak jak podczytywałam fora dla bezdzietnych to mnie złość brała bo tam jest
            tylko nakręcanie spirali nienawiści. Owszem na emamie też bywa ale chyba nie w
            takim stopniu.
            • sir.vimes Re: no właśnie, Kropka 04.11.08, 09:08
              A mi się zdaje , ze w tym samym stopniu.

              Pamiętam np. laskę , która CHWALIŁA się , ze przejeżdża wózkiem po nogach
              ludziom w autobusie , którzy nie wykażą idealnego refleksu i nie utorują jej drogi.

              Dziwisz się, ze człowiek, którego ktoś staranował wózkiem potem narzeka ? Bo ja
              nie bardzo.

              Myslę, ze często ci sami ludzie , którzy jako bezdzietni nienawidzą dzieci i
              rodziców jak sami będą mieli własne małe będą bezdzietnym rozjeżdżać stopy w
              autobusie.

              To nie jest kwestia posiadania dziecka - tylko charakteru.

              • ichi51e Re: no właśnie, Kropka 04.11.08, 14:57
                Swiete slowa - wlasnie to moim zdaniem ten sam typ. smile Nie mam dzieci
                ale uwielbiam o nich rozmawiac smile Tak samo jak o kotach i grach
                komputerowych. Nie trzeba leciec na ksiezyc zeby uwazac ze fajnie jest
                byc kosmonauta smile
          • kucykpony Re: no właśnie, Kropka 28.04.09, 20:08
            sir.vimes napisała:

            > dziwny to podział , zresztą, większość dzietnych kiedyś była
            bezdzietna
            wink) i co
            > ś
            > tam z pewnością pamiętasmile
            >
            > Ale skąd się biorą takie Konrady uważające , ze dzieci to
            wypełniacz i takie
            > taleksandry uważające bezdzietnych za ubogich duchem - artykuł nie
            wyjaśnia. A
            > szkoda.
            Tak, a niektórzy się urodzili już w ciążybig_grin
    • cathy1976 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 19:46
      Doskonale rozumiem, że ludzie, nieposiadający dzieci uważają ich
      posiadanie za deprecjonujące dla człowieka. Sama całkiem niedawno
      tak myślałam. Uważałam, że dzieci człowieka ograniczają i w ogóle
      same złe rzeczy myślałam. Posiadanie dzieci kojarzyły mi się
      z 'dziecioróbstwem'. Z zamknięciem się na mnóstwo fajnych rzeczy.

      Zdecydowałam się na dzieci tak 'na wszelki wypadek'. Bo bałam się,
      że ominie mnie coś waznego.

      Mam dwójkę. I lubie mieć dzieci.
      Mimo, że staramy się, jak najwięcej robić razem z dziećmi- pewne
      ograniczenia są. I już. Za to zyskałam inne doświadczenia. Warto
      było, tym bardziej, że dzieci rosna i bedzie nam coraz łatwiej
      realizować, te wszytskie plany do których tęsknimy.
      • m.kukula Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 23:05
        a ja powiem wam jak czuję się ja - przyjaciółka młodej mamy. Czuję
        się niepotrzebna i mam wrażenie, że nasza przyjaźń stała się czymś
        zbędnym w życiu Dagmary, bo teraz jest tylko jej mała i na tym świat
        się kończy.. Czuję się zbędna, bo mówi mi - Ty tego nie rozumiesz,
        nie masz dziecka.. Wiem, że go nie mam, ale to nie znaczy, że nie
        mogę próbować wczuć się w jej sytuację.. Poza tym fakt, iż nie
        posiadam dziecka staje się powoli dyskredytujący mnie w jej oczach..
        no bo co ja jej mogę powiedzieć.. przecież się nie znam..
        Chcę dzielić jej radości związane z macierzyństwem, ale chcę też,
        jak dawniej, rozmawiać o ciuchach, o makijażu, o facetach..
        Nie chcę ciągle słyszć - kiedyś zobaczysz, jak to jest.. Może nie
        zobaczę, może nie będzie mi dane mieć dziecka, choć bardzo bym
        chciała.
        A tymczasem mijają dni, tygodnie, miesiące.. Przyjaźń powoli umiera..

        ----------------
        akuku - akuku.nextpress.pl/rf/pr?p=1741&pid=4661 Twoja
        cyfrowa kuktura smile
        • roksanaa22 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 03.11.08, 23:53
          Mam kuzynkę.Nie ma dzieci i nie będzie ich mieć(tak twierdzi).Jest
          fantastyczna.Mądra,oczytana,duuużo jeździ po świecie,zna 3 języki
          obce plus łacina,kończy trzecie studia,ma wiele hobby.
          Czasami się tylko zastanawiam co będzie jak zapragnie mieć dzieci a
          juz nie będzie jej dane???
          Szanuję jej wybór choć "w tych sprawach" jestem jej zupełną
          przeciwniczką.Czasem jej zazdroszczę tych podróży z plecakiem na
          ramieniu choć z drugiej strony wiem,że dla szczęśliwej matki KAŻDY
          dzień jest wyprawą w nieznane...
          smile
        • ledzeppelin3 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 11:41
          nasza przyjaźń stała się czymś
          > zbędnym w życiu Dagmary, bo teraz jest tylko jej mała i na tym
          świat
          > się kończy.. Czuję się zbędna, bo mówi mi - Ty tego nie rozumiesz,
          > nie masz dziecka..

          Twoja przyjaciółka jest po prostu głupia. Głupi ludzie wszędzie się
          trafiają.
    • krolowanocy Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 05:00
      problemem nie jest posiadanie czy nieposiadanie dzieci, tylko podejście znajomych
      wściekłabym się, gdyby mnie ktoś tak spuścił: "o, A. też ma dziecko, to pogadajcie sobie"
      mam znajomych zarówno z dziećmi, jak i bez dzieci. z większością rozmawiam o wszystkim (choć fakt, ze w rozmowie z bezdzietnymi rzadziej rozmawiam o dzieciach, staram się nie mówić za często - szczególnie jak to jest osoba, która chciałaby mieć dziecko, a z jakichś powodów nie może - ale to akurat nie ma dużo w spólnego z dziećmi jako takimi - po prostu omijanie jakiegoś tematu, żeby nie było przykro)
      natomiast uważanie kogoś za gorszego, uboższego, etc bo nie ma dzieci jest jakąś bzdurą dla mnie. dziecko zmienia, owszem. ale żeby uważać się za lepszego, bo przekazuje się swoje geny dalej? nie ma to sensu.
      • taleksander Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 08:27
        krolowanocy napisała:
        ale żeby uważać się za lepszego, bo
        > przekazuje się swoje geny dalej?

        skoro tylko to widzisz w dziecku tylko przekazane geny, to nic dziwnego, że nie jest ono dla Ciebie kimś wyjatkowym, darem od Boga, że nie czujesz się wspaniale mogąc mieć przy sobie ten skerb.
        • dgr Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 09:04
          Przepraszam bardzo, ale poza przekazaniem genów i przedłużeniem gatunku o nic
          więcej tak naprawdę nie chodzi w rodzeniu dzieci. Chyba nie uważasz, że dzieci
          rodzą się po to, aby na starość miał kto na Ciebie pracować, czy trzymać Cię za
          rękę ?
          • camparis Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 09:24
            A ja adoptowałam córcię. Nie przedłużyłam własnej linii genetycznej,
            nie przedłużyłam gatunku (biologicznie zrobił to ktoś inny), a
            jednocześnie jestem 100% mamą, martwiącą się o to, żeby przynieść do
            przedszkola ziemniak i zapałki, bo córeczka będzie robić jeżyka.

            Więc pewnie zaraz usłyszę, że szukam kogoś, aby na starość podał
            szklankę wody?

            Nic bardziej mylnego. Mam swoje pasje, na których też zarabiam.
            Odkładam sobie na starość. Moje dziecko jest też odrębnym
            człowiekiem, za którego wzięłam odpowiedzialność. Jest też moim
            przyjacielem i mam nadzieję, że tak już pozostanie.

            A rozmowy o dzieciach? Jakoś nie zauważyłam w życiu opisywanego
            problemu. Często osoby, które dzieci nie posiadają, opowiadają
            anegdoty o dzieciach osób z ich otoczenia. I nie uważają tego za
            uwłaczające. Po prostu to kolejny temat do rozmowy.
          • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 10:16
            poza przekazaniem genów i przedłużeniem gatunku o nic
            > więcej tak naprawdę nie chodzi w rodzeniu dzieci.

            Hm... W kontekście adopcji brzmi to bardzo ciekawie.
            • dgr Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 10:26
              Przepraszam, bardzo ale naprawdę uważacie że poza przedłużeniem gatunku i w
              przeważającej części przekazaniem swoich genów następnym pokoleniom ( to jest
              zwłaszcza widoczne w przypadku mężczyzn ), chodzi jeszcze o coś innego ?
              Skoro, tak ironicznie piszecie o przekazaniu genów, w kontekście adopcji,
              zapytajcie się mężczyzn, którzy są w związku małżeńskim i mają problemy z
              poczęciem dziecka ( czy to z winy jego, czy też jej ), czy chce adoptować
              dziecko, czy za wszelką cenę starać się żeby to było jednak ich dziecko. Do tej
              pory, każdy mężczyzna z którym rozmawiałem, nie wyobraża sobie adopcji jako
              wyjścia z sytuacji, a niestety w sowim otoczeniu mam kilka takich przypadków.
              • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 10:37
                Do tej
                > pory, każdy mężczyzna z którym rozmawiałem, nie wyobraża sobie adopcji jako
                > wyjścia z sytuacji, a niestety w sowim otoczeniu mam kilka takich przypadków.

                Mogę Ci dać maila do mojego męża, chcesz? Pogadacie sobie o tym, co jest dla
                kogo ważne.
                • dgr Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 11:09
                  A macie problemy z poczęciem dzieci ? Zauważ pewną różnicę, pomiędzy tym, że
                  ktoś nie może, a tym że ktoś nie chce mieć dzieci.
                  Ja też mogę dać Ci namiar do kilku facetów, w związkach których, nie mogą mieć
                  dzieci. I każdy odpowie Ci że chce mieć dziecko, ale nie chce adoptowanego.
                  Skoro twierdzisz, że nie ma to większego znaczenia ( geny ), to napisz proszę,
                  dlaczego tak dużo par, stara się w różnego rodzaju klinikach leczyć na
                  bezpłodność. Dlaczego tak stosunkowo mało jest adopcji. Dlaczego pary poświęcają
                  wszystkie środki, aby mieć 'własne' dziecko ?
                  • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 11:17
                    > A macie problemy z poczęciem dzieci ?

                    Pozwól, że nie będę Ci się spowiadała z moich problemów małżeńskich.

                    > Ja też mogę dać Ci namiar do kilku facetów, w związkach których, nie mogą mieć
                    > dzieci.

                    A po co? Ja wiem, że tacy istnieją, natomiast Ty miałeś problem z uwierzeniem w
                    istnienie takich, którzy nie muszą przekazywać swojego materiału genetycznego.

                    > dlaczego tak dużo par, stara się w różnego rodzaju klinikach leczyć na
                    > bezpłodność.

                    Bo im się wydaje, że dzieci adoptowane mają rogi i trzy ręce. Bo mogą zamordować
                    ich siekierą, w łóżkach, kiedy będą spali. Bo kobiety (tak, tak) chcą być w
                    ciąży. Mam wymieniać dalej?

                    > Dlaczego tak stosunkowo mało jest adopcji.
                    A skąd masz takie informacje? Wiesz, jakie są kolejki w ośrodkach adopcyjnych?
                    Wiesz, jak długo pary czekają na dziecko?

                    > wszystkie środki, aby mieć 'własne' dziecko ?

                    Bo - tu patrz wyżej.
                    • dgr Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 11:41
                      Wiesz... guzik mnie obchodzą Twoje problemy małżeńskie. Było to raczej pytanie
                      retoryczne. Ale już na następne nie odpowiedziałaś: nie chcecie, czy nie może
                      mieć dzieci. Chyba zdajesz sobie sprawę z różnicy ?

                      > A po co? Ja wiem, że tacy istnieją, natomiast Ty miałeś problem z uwierzeniem w
                      > istnienie takich, którzy nie muszą przekazywać swojego materiału genetycznego.
                      Jeszcze raz napiszę. Rozróżnij proszę kogoś kto nie chce mieć dziecka, od tego
                      kto nie może mieć dziecka. Jakie ma znaczenie jakie jest zdanie Twojego faceta w
                      tej kwestii, skoro on nie jest w ogóle tym zainteresowany. To tak jak byś
                      zapytała kogoś, czym woli jeździć na wakacje samochodem, czy samolotem, nie
                      biorąc pod uwagę że on nigdzie się nie wybiera, bo woli odpoczynek w domu.

                      > Bo im się wydaje, że dzieci adoptowane mają rogi i trzy ręce. Bo mogą zamordowa
                      > ć
                      > ich siekierą, w łóżkach, kiedy będą spali. Bo kobiety (tak, tak) chcą być w
                      > ciąży. Mam wymieniać dalej?
                      Tylko co to ma wspólnego z prawdziwą przyczyną ? Żeby była jasność, nie twierdzę
                      że to nie może mieć znaczenia, ale wg mnie największe znaczenia ma kwestia
                      dziedziczenia genów. Bo w końcu co innego ( na trwałe ) po nas pozostanie ?

                      > A skąd masz takie informacje? Wiesz, jakie są kolejki w ośrodkach adopcyjnych?
                      > Wiesz, jak długo pary czekają na dziecko?
                      >
                      > > wszystkie środki, aby mieć 'własne' dziecko ?
                      Wiesz... w przeciwieństwie do Ciebie, swojej opinii nie opieram na wypowiedzi
                      swojego współmałżonka. Staram się rozmawiać z innymi, a zwłaszcza z tymi, co
                      mają problemy.
                      • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 11:50
                        To może Ci jednak przybliżę swoją sytuację, bo pleciesz straszne głupoty.
                        Otóż - dręczy nas, mnie i mojego męża, choroba zwana niepłodnością. Oczywiście
                        moglibyśmy włożyć mnóstwo kasy w leczenie, ale nie mamy takiej potrzeby, w
                        związku z czym zdecydowaliśmy się na adopcję.
                        Alles klar?

                        Jakie ma znaczenie jakie jest zdanie Twojego faceta
                        > w
                        > tej kwestii, skoro on nie jest w ogóle tym zainteresowany

                        To może w świetle powyższej informacji chcesz jednak z moim mężem porozmawiać?

                        > Tylko co to ma wspólnego z prawdziwą przyczyną ? Żeby była jasność, nie twierdz
                        > ę
                        > że to nie może mieć znaczenia, ale wg mnie największe znaczenia ma kwestia
                        > dziedziczenia genów.

                        Według Ciebie.
                        A rozmawiałeś z rodzicami adopcyjnymi?
                        A te przyczyny, które wymieniłam, SĄ prawdziwe, bez względu na to, co Ci się wydaje.

                        > A skąd masz takie informacje? Wiesz, jakie są kolejki w ośrodkach adopcyj
                        > nych?
                        > > Wiesz, jak długo pary czekają na dziecko?
                        > >
                        > > > wszystkie środki, aby mieć 'własne' dziecko ?
                        > Wiesz... w przeciwieństwie do Ciebie, swojej opinii nie opieram na wypowiedzi
                        > swojego współmałżonka. Staram się rozmawiać z innymi, a zwłaszcza z tymi, co
                        > mają problemy.

                        Że co??????
                        Zaszkodziło Ci coś czy masz problem ze zrozumieniem czytanego tekstu?
                        • dgr Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 12:41
                          Nie rozumiem jednego. Dlaczego jak dyskutuje się z niektórymi ludźmi, to inne
                          poglądy powodują u nich natychmiast agresję i ubliżanie swoim dyskutantom. Czy
                          wykazanie szacunku dla innych jest dla Ciebie wielkim problemem ? Jeżeli masz
                          zamiar w ten sposób 'rozmawiać' to od razu dajmy sobie spokój.

                          • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 12:44
                            Babcia wylała kawę big_grin
                            [Stefania Grodzieńska]
                            Chcesz merytorycznej dyskusji? Proszsz, czekam na merytoryczną odpowiedź.
                            • dgr Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 14:13
                              Ujmę to w ten sposób. Moim zdaniem chęć posiadania dziecka, determinują dwie
                              sprawy: przedłużenie gatunku oraz chęć przekazania swoich genów. Rozumiem że
                              skoro nie oponowałaś przeciwko przedłużeniu gatunku zakładam że z tym się zgadzamy.
                              Geny: dla mnie jest to drugi bardzo ważny powód ( zwłaszcza dla mężczyzny ),
                              wynikający raczej z podświadomości i pierwotnych zachowań, a nie z realnej
                              potrzeby.
                              Jak już pisałem rozmawiałem z parami, które miały bądź też dalej mają problem z
                              poczęciem i wszystkie one dążyły do urodzenia 'własnego' dziecka. Nie były w
                              żadnym wypadku zainteresowane adopcją. Przy czym na pytanie dlaczego, nie
                              wyrażały takich obaw jakie Ty przedstawiłaś - bo nie wiadomo co z nich wyrośnie
                              ( jak gdyby wiadomo było co wyrośnie z własnych dzieci ), ale po prostu chcą
                              mieć własne.
                              Rozmawiałem też z parą, która adoptowała kilkoro dzieci i pozwól że pominę
                              powody dla których to zrobili. Ale zakładam że nie wszystkie mają takie
                              podejście do kwestii adopcji i działają z lepszych pobudek.
                              Wiem, a przynajmniej zdaję sobie sprawę, jakie są problemy z adopcją. Ale jeżeli
                              ktoś na samym początku podejmuje decyzję że nie jest zainteresowany adopcją, to
                              dla nich nie są istotne problemy z tym związane.
                              Zdaję sobie sprawę, że są ludzie którzy nie czują potrzeby aby mieć 'własne'
                              dziecko i wystarczy im adoptowane. Ale skoro Ty stoisz na stanowisku, że nie
                              każdy musi mieć dziecko ( przynajmniej tak wywnioskowałem z innych Twoich postów
                              ) i też może czuć się spełniony w życiu, tak dla innych może być najważniejsze,
                              aby dziecko było całkowicie ich. A wtedy, wg mojej oceny, wchodzą w grę bardziej
                              pierwotne instynkty - jak przekazanie swoich genów. A biorąc pod uwagę jaką
                              popularnością 'cieszą' kliniki leczące niepłodność, jest to wg mojej (
                              subiektywnej ) oceny, bardzo istotny czynnik.
                              • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 14:36
                                Moim zdaniem chęć posiadania dziecka, determinują dwie
                                > sprawy: przedłużenie gatunku oraz chęć przekazania swoich genów. Rozumiem że
                                > skoro nie oponowałaś przeciwko przedłużeniu gatunku zakładam że z tym się zgadz
                                > amy.

                                Część chce przedłużyć gatunek, część chce powielenia swoich genów (tak, jakby
                                ich geny były superwartościowe), część chce, żeby ktoś im podał szklankę wody na
                                starość, część chce, bo inni mają, kolejna część - bo wypada albo rodzina
                                naciska, część chce mieć kogoś na własność. Motywów jest bez liku.

                                > Jak już pisałem rozmawiałem z parami, które miały bądź też dalej mają problem z
                                > poczęciem i wszystkie one dążyły do urodzenia 'własnego' dziecka.

                                W moim ośrodku co roku kwalifikacje na rodziców adopcyjnych zdobywa około 90
                                par. Ośrodków jest kilkadziesiąt. Kolejki ustawiają się już nie po dziecko, ale
                                po to, żeby zdobyć kwalifikacje. Liczba chętnych rośnie, bo zaczynają rozumieć
                                różnicę pomiędzy 'przekazaniem genów' a 'posiadaniem dziecka'.

                                nie
                                > wyrażały takich obaw jakie Ty przedstawiłaś - bo nie wiadomo co z nich wyrośnie
                                > ( jak gdyby wiadomo było co wyrośnie z własnych dzieci ), ale po prostu chcą
                                > mieć własne.

                                Adoptowane też jest 'własne' (bo niby czyje?), ale to szczegół.
                                Gdybym sama nie chciała adoptować, pewnie też bym wierzyła, że wszyscy chcą mieć
                                'własne', a ci, którzy nie chcą, to znikomy odsetek.

                                Ujmę to w ten sposób - ludzie nie chcą adoptować nie tylko dlatego, że są
                                zdeterminowani biologicznie (w większości przypadków ta determinacja dotyczy nie
                                mężczyzn, którzy - tak, tak - nie histeryzują w obawie przed utratą męskości,
                                ale kobiet, które chcą być w ciąży), ale też dlatego, że się boją, że nie wiedzą
                                i nie rozumieją. Wiedza społeczeństwa na temat adopcji jest bliska zeru, ale to
                                się zmienia, a wraz z tym zaczynają się zmieniać proporcje między klientelą
                                klinik leczenia niepłodności a klientelą ośrodków adopcyjnych.
                                Żeby było jasne - nie uważam chęci posiadania dziecka biologicznego za coś
                                nagannego i godnego potępienia. Chodzi mi o to, że wbrew pozorom dużo ludzi
                                zdaje sobie sprawę, że nie trzeba spłodzić ani rodzić, żeby być rodzicem.
                                • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 16:51
                                  > Część chce przedłużyć gatunek, część chce powielenia swoich genów (tak, jakby
                                  > ich geny były superwartościowe), część chce, żeby ktoś im podał szklankę wody n
                                  > a
                                  > starość, część chce, bo inni mają, kolejna część - bo wypada albo rodzina
                                  > naciska, część chce mieć kogoś na własność. Motywów jest bez liku.

                                  A wiesz, jak na kogoś kto nie chce aby ludzie wciskali się w jego wybory to
                                  podałaś takie powody macierzyństwa że ręce opadają. Tak trudno zrozumieć że
                                  można inaczej?
                                  • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 17:03
                                    Nie dyskutuję z Tobą, wcinasz się między wódkę a zakąskę, nic nie rozumiesz, a
                                    pięć groszy musisz wetknąć. I po co?
                                    • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 17:05
                                      Zabolałoby Cię jakbyś po prostu odpowiedziała? Ale ok. Nie wicinam się w jałowe
                                      rozmowy.
                                      • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 17:10
                                        Ale na co mam odpowiadać? Zadałaś jakieś pytanie, które wymaga odpowiedzi?
                                        • ciociacesia ze tez ci sie chce 05.05.09, 21:13
                                          no podziwiam
        • krolowanocy Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 15:12
          taleksander napisała:

          > skoro tylko to widzisz w dziecku tylko przekazane geny, to nic
          >dziwnego, że nie jest ono dla Ciebie kimś wyjatkowym, darem od
          >Boga, że nie czujesz się wspaniale mogąc mieć przy sobie ten skerb.

          a gdzie ja napisałam cokolwiek o tym, jak się czuje z tym, że jestem
          matką? hm?
    • sir.vimes do jakiegos dziwnego przedszkola chodziłeś 04.11.08, 07:55
    • alabama8 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 08:40
      No to mój punkt widzenia w punktach:
      1. Posiadanie lub nie posiadanie dzieci to indywidualna sprawa
      każdego człowieka wynikająca z jego osobistych potrzeb i poglądów.
      Zadna z tych dwóch dróg nie jest ani lepsza ani gorsza. Są po prostu
      inne.
      2. Zabawni są ci którzy dzieci nie mają i z tego robią swój znak
      rozpoznawczy - "Dzień dobry - Anna Kowalska - nie mam dzieci z
      wyboru". smile A kogo to obchodzi. Ja z wyboru nie mam psa bo nie
      lubię i nie obwieszczam tego światu zakładając osobne forum na
      gazecie. Ale do rzeczy, po co ma się dzieci?
      3. Są ludzie którym sprawia przyjemność nie "posiadanie" dziecka,
      ale bycia z istotą która kocha bezinteresownie, która wierzy i ufa,
      którą można się opiekować, troszczyć, rozpieszczać, przytulać nie
      żądając niczego w zamian. Jedni mają bardziej rozwinięty
      instynkt "matkowania" a inni nie (świadomie mówię jedni-inni bo mam
      na myśli i mężczyzn i kobiety).
      4. Są też tacy ludzi którzy wolą realizować się poprzez swoje pasje,
      żyją dla siebie a nie dla innych. Są razem nie po to aby dawać ale
      po to żeby brać. Nie krytykuję tylko stwierdzam. Póki wszyscy są
      zadowoleni nie ma powodów do buntu.
      • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 09:38
        bardzo, ale to bardzo mi się nie podobają dwa ostatnie punkty
        wynika z nich, że bezdzietni nie są w stanie niczego oferować światu, a dzietni
        są cholernymi egoistami
        głupie to, ale mam nadzieję, że po prostu źle zrozumiałam
        • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 09:46
          > są cholernymi egoistami
          > głupie to, ale mam nadzieję, że po prostu źle zrozumiałam

          A gdzie to wyczytałaś?
          • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 09:49
            'bycie z istotą, która kocha bezinteresownie'
            to jak mam to rozumieć?
            • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 09:52
              Zacytuj szerzej.
              • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 09:59
                proszsz
                bycia z istotą która kocha bezinteresownie, która wierzy i ufa,
                którą można się opiekować, troszczyć, rozpieszczać, przytulać nie
                żądając niczego w zamian.

                niestety szersze cytowanie tylko pogłębiło mój niepokój
                • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:03
                  Kurcze, ja chyba ślepa jestem bo nie widzę tego w artykule. I gdzie w tym
                  cytacie stoi o egoizmie bezdzietnych?
                  • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:04
                    A, to dzietni są egoistami?
                    • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:07
                      no w sumie tak
                      bo mają dzieci, żeby ktoś ich kochał bezinteresownie
                      a bezdzietni z założenia nie są w stanie dostarczyć światu niczego
                      wartościowego, bo jedyną wartością są dzieci, a reszta to szajs
                      chyba, że - tak jak napisałam - źle zrozumiałam intencje Alabamy, co daj Boże
                      • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:11
                        Ja mam dzieci bo chciałam. Ne ma żadnej filozofii w tym. Ale faktem jest że
                        miłość dziecka zwłaszcza małego jest lub bywa bezinteresowna.

                        > a bezdzietni z założenia nie są w stanie dostarczyć światu niczego
                        > wartościowego, bo jedyną wartością są dzieci

                        Wartością jest sam człowiek.
                        • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 17:42
                          > Ja mam dzieci bo chciałam. Ne ma żadnej filozofii w tym.

                          No ba. A jaka miałaby być?

                          Ale faktem jest że
                          > miłość dziecka zwłaszcza małego jest lub bywa bezinteresowna.

                          Od hipotetycznych nawet tego nie oczekuję, ale to inna sytuacja niż z dzieckiem
                          biologicznym.

                          > Wartością jest sam człowiek.

                          Bez względu na to, czy spłodzi piątkę dzieci, czy żadnego - czyż nie tak?
                          • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 17:55
                            > Bez względu na to, czy spłodzi piątkę dzieci, czy żadnego - czyż nie tak?

                            Tak.
                          • zawsze.aliks Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 07.05.09, 20:56
                            Miłość dziecka, zwłaszcza małego, jest skrajnie interesowna -
                            oznacza być albo nie być.
                  • kawka74 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:05
                    a nienienie smile
                    ja nie mówię o artykule, tylko o poście Alabamy
                    artykuł jest zwyczajny, w miarę stonowany, nie ma w nim raczej nic kontrowersyjnego
                    • kropkacom Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:07
                      To mamy jasność smile
    • kotbehemot6 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 10:09
      Po prostu dla ludzi którzy nie mają czym wypełnić swojego życia
      > dziecko to świetny wypełniacz.

      dawno tak sie nie ubawiłamsmile)))))))))))))))

      Konradzie- ech....nawet mi się tłumaczyć nie chce, bo w zasadzie po co, ale
      radości dostarczyłeś mi co niemiara
    • wen_yinlu Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 11:46
      Nie wiem dlaczego niektórzy ludzie tak lubią tworzyć podziały i się wzajemnie
      opluwać z obu stron granicy.
      Zwłaszcza kiedy chodzi o posiadanie/nie posiadanie dzieci. Nie rozumiem obu
      stron, chociaż sama mam dziecko i kiedyś tego dziecka nie miałam.
      Jedna strona wydaje się dzieckiem upojona jak narkotykiem, taka dojrzała, taka
      odpowiedzialna ho ho, taka altruistyczna. A druga po szczeniacku wrzeszczy, że
      dzieci śmierdzą, rzygają, zabierają wolność, a ciąża psuje figurę.
      Na szczęście zawsze znajdują się posty ludzi jakby bardziej zrównoważonych,
      zdystansowanych i otwartych, więc jest nadzieja wink

      Nie straciłam przyjaciół przez to, że mam dziecko. Mam do córki bardzo ciepły i
      pogodny stosunek, ale nie włażę jej na głowę i nie latam za nią non stop
      ćwierkając. Z przyjaciółmi nie poruszam na starcie sama tematu dziecka, chyba,
      że sami zaczną (zawsze to robią, chociaż żadne dziecka nie ma). Przychodzili na
      jej urodziny jak była malutka i było naprawdę fajnie... Kumple brali małą na
      ręce i robili miny, koleżanki przytulały. Po ludzku, zwyczajnie... nikt się nie
      brzydził, że dziecięciu śliny galony lecą z buzi, nikt nie ślinił się do niej z
      maślanymi oczami.

      Sami sobie stwarzacie problemy, po prostu.
    • titta Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 15:37
      Problem chyba nie jest w posiadaniu czy nie posiadaniu dzieci, a
      wlasnej otwartosci na swiat i innych ludzi. Ja dzieci nie mam.
      Znajomych z dziecmi (w roznym wieku) jak najbardziej. Zupelnie mi
      fakt posiadzania przez nich dzieci nie przeszkadza ani - jesli
      chodzi o tematy rozmow - nie utrudnia kontaktow. Jak ktos potrzebuje
      moge rozmawiac i o porodach, spioszkach, kolkach, paniach w
      przedszkolu i odrabianiu lekcji. Nie widze problemu - zawsze mozna
      sie z czegos posmiac i czegos dowiedziac. Ot zycie...
      • osiem_szesnastych Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 16:27
        Ogólnie zgadzam się z tittą - jestem poza tym w podobnej sytuacji. Chcę jednak
        dodać coś od siebie.

        Nie mam dzieci, ale nie uważam też, że dzieci się "posiada". Dziecko, to żywa
        istota, a nie wyznacznik przynależności do grupy. Nie uważam też, że wyboru
        między "dzietnością" i bezdzietnością w pełni świadomie może dokonać tylko
        osoba, która ma już dziecko (tutaj zresztą powiem szczerze: argument powyższy
        uważam za czystą demagogię). Jeśli ktoś nie czuje potrzeby, nie chce bądź nie
        czuje się gotowy, by mieć dzieci, to nie mając ich - dokonuje właściwego wyboru.
        Kilka razy w życiu zdarzyło mi się widzieć jak opiekowali się swymi "pociechami"
        ludzie ewidentnie nie gotowi do tego, by być rodzicami. I cierpi na tym dziecko.

        Swoją drogą - czy jeśli (mając od - powiedzmy - dwóch lat dziecko) stwierdzę, że
        dokonałem niewłaściwego wyboru mam to dziecko oddać do sierocińca? Albo
        zwyczajnie wykopać z domu?

        No i odwrotnie: jeśli ktoś nie marzy o niczym innym, tylko by kochać i
        wychowywać swoje dziecko, lub zwyczajnie czuje, że to właśnie jest mu w życiu
        potrzebne to decydując się na nie postępuje właściwie.

        Sam nie wiem, czy kiedyś będę miał dzieci. Latka lecą, a ja nie odczuwam pokusy
        zostania ojcem. Uznaję tym samym, że postępuję właściwie. Kiedy/jeśli uznam, że
        nadszedł czas (poczuję, że tego właśnie pragnę), dochowam się potomstwa. A jeśli
        nie - to nie.

        I dokonam właściwego wyboru.

        I tak na koniec: nie godzę się na patrzenie na mnie z góry, sam na innych staram
        się tak nie spoglądać. Z niechęcią patrzę tylko na tych, dla których każdy (od
        drobnego po znaczący) powód jest dobry, by udowadniać mi swą wyższość.
        • eliszka25 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 17:22
          wlasciwie moglabym podpisac sie pod przedmowca, tylko, ze ja mam dziecko i byc
          moze niedlugo bede miala drugie (starania w tokusmile.

          jezeli ktos nie czuje "powolania" i nie marzy o tym, zeby miec dziecko, to
          lepiej niech nie ma. jego sprawa, jego wybor. sama tez do pewnego momentu nawet
          nie myslalam o tym, zeby miec dzieci i dobrze mi z tym bylo. az wreszcie
          nadszedl ten moment, instynkt macierzynski mnie dopadl i mam dziecko. nie
          zaluje, ba nawet uwazam, ze z dzieckiem moje zycie jest jakby pelniejsze i
          dopiero teraz wiem, co to znaczy kochac kogos calym soba. jednak zanim to
          dziecko mialam przyjaznilam sie z dziewczyna, ktora miala juz rodzine i dwoje
          dzieci. nie przeszkadzalo nam to w kontaktach. potrafilysmy gadac we dwie cala
          noc o wszystkim, wlaczajac w to narzekania na mezow, wspomnienia szczeniecych
          lat, a nawet kupki, zupki itp. teraz mam dziecko i mam tez bezdzietnych
          znajomych i znow fakt "mania" badz "niemania" dzieci absolutnie nie przeszkadza
          w naszych kontaktach, choc od 2 lat jestem pelnoetatowa mama. jednak nie stalam
          sie przez to ani glucha, ani slepa, czytam wiadomosci, ogladam filmy, czytam
          ksiazki i nie musze rozmawiac TYLKO o dziecku.

          dla mnie mozliwosc towarzyszenia malemu czlowieczkowi w poznawaniu swiata jest
          ogromna wartoscia, ale jak ktos nie odczuwa takiej potrzeby, to jego sprawa.
          nawet nie przyszlo mi do glowy, zeby wartosciowac, ze niby ja jestem
          lepsza/gorsza od tych bezdzietnych.
          • konrad_777 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 18:47
            eliszka25 napisała:
            > nadszedl ten moment, instynkt macierzynski mnie dopadl i mam dziecko. nie
            > zaluje, ba nawet uwazam, ze z dzieckiem moje zycie jest jakby pelniejsze i
            > dopiero teraz wiem, co to znaczy kochac kogos calym soba. jednak zanim to
            > dziecko mialam przyjaznilam sie z dziewczyna, ktora miala juz rodzine i dwoje
            > dzieci. nie przeszkadzalo nam to w kontaktach. potrafilysmy gadac we dwie cala
            > noc o wszystkim, wlaczajac w to narzekania na mezow

            To miałem na myśli pisząc że dziecko staje sie dla wielu wypełniaczem jeśli
            brakuje w zyciu pozytywnych doznań. Najpierw kobitki na forum młode mężatki
            zachwycają się jak to znalazły partnera który jest ich idealną drugą połówką
            pomarańczy, są dla siebie najważniejsi na świecie, a parę lat później liczy sie
            tylko jako matka i jej uczucie do dziecka, a mąż to tylko podmiot do narzekania
            jak u autorki powyżej. Nowe uczucie nowy świat. Dla mnie to po prostu smutne i
            rozczarowujące.
            Może to tak dlatego że mam akurat synów a ojcowie podobno zakochują się dopiero
            jak urodzą się im córy i wtedy łatwiej dzielić im odczucia kobiet.
            • eliszka25 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 22:57
              a moze naucz sie czytac ze zrozumieniem? w tym fragmencie, ktory cytujesz
              wyraznie jest napisane ze ZANIM mialam dziecko byly te nocne rozmowy wraz z
              narzekaniem na mezow. poza tym, jestes facetem i nie wiesz, co to sa nocne
              babskie rozmowy, wiec prosze, nie wypowiadaj sie w tym temacie. w dalszej czesci
              swojej wypowiedzi pisze tez, ze dziecko wlasnie nie wypelnia mi calego zycia, bo
              mam tez swoje zainteresowania, bezdzietnych przyjaciol, z ktorymi rozmawiam o
              roznych rzeczach i wcale nie musze o dziecku. no, ale to juz do twojej koncepcji
              nie pasuje, wiec zacytowales tylko wybrany fragment, przeinaczajac tym samym
              moja wypowiedz.
    • rrosemary Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 18:17
      Te same doświadczenia zbliżają ludzi i mogą pomóc w utworzeniu się przyjaźni.
      Różne doświadczenia (w tym rodzicielstwo czy jakaś pasja, wyjazd do innego
      kraju) nie zawsze szkodzą prawdziwej przyjaźni.

      Dla mnie podział sztuczny - to, że nie mam dziecka nie znaczy, że mam o nie
      rozmawiać ze swoim przyjacielem o jego dziecku. Tak samo - jeśli ktoś był np w
      Indiach i jego pasją jest zwiedzanie tego kraju - dlaczego mam z nim się nie
      przyjaźnić i o tym nie rozmawiać. Z drugiej strony - przyjaciel zanudzający nas
      swoją pasją czy w ogóle skupiający się w rozmowach na sobie nie jest dobrym
      przyjacielem i tyle w temacie smile
    • nosorozecwlochaty Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 19:46
      Ciekawy artykuł i porusza realny, istniejący problem.
      Rzeczywiście czasem można odnieść wrażenie, że niektórzy ludzi z
      posiadania dziecka lub nie robią wyznacznik własnej wartości.

      Z jednej strony są przeciwnicy, którzy podkreślają swoją wolność,
      ambitne i intelektualne rozrywki, sukcesy zawodowe i przeciwstawiają
      temu rzekomą głupotę ćwierkających o kolorze kupki mamusiek.

      Z drugiej strony niektórzy dzieciaci również uważają się za
      lepszych, dojrzalszych, a przede wszystkim NORMALNYCH, a tych co nie
      mają dzieci traktują jak jakieś dziwolągi. Częste jest pytanie:
      Dlaczego nie macie dzieci? Jakoś natomiast nikt nie pyta: Dlaczego
      macie dzieci?

      Jeśli rozmowy się nie kleją i tematów wspólnych brakuje to może
      rzeczywiście najlepiej jest poluzować znajomość. Bez sensu natomiast
      jest budować w sobie jakąś wrogość i poczucie wyższośći.
    • zalobanarodowa Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 20:51
      Powinny być takie "domy juniora" - do których po urodzeniu można oddać dziecko
      na odchowanie - coś jak dom starców - za odpowiednią opłatą (powiedzmy 1 tys
      zł na miesiąc) przeszkolone "supernianie" wychowają bachora na człowieka - a
      po kilku latach odbierasz dziecko - grzeczne, wychowane, pachnące.
    • rufuska Ale bzdury!!!!!!!!! 04.11.08, 21:22
      na początku zdziwiło mnie umiejscowienie tego artykułu na "emamie" ale po
      przeczytaniu wszytsko jasne....
      Kochani posiadanie dziecka nie jest karalne, nie posiadanie także, ale jak
      napisano posiadanie dziecka wiąże się z pewnymi ograniczeniami (też super
      przeżyciami na osłodęsmile. dlatego sorry, ale nikt nie będzie umawiał się na
      spotkania z rodzicem wykończonym płaczem, czy szukającym recepty na kolkę,
      koszmarkami są wyjazdy z dzieciatymi na narty, plażę etc. Koszmarkami dla
      bezdzietnych. Dla dzietnych pewnie są świetną zabawą
      Każdy żyje tak jak chce. I akceptujmy się nawzajem, a nie pokazujmy paluchem,
      że dzietni są ograniczeni bo gadają o dziecku, a bezdzietni ograniczeni bo nie
      lubią ciągać ze sobą dzietnych.

      kazdy ma wybor kochanismile
      peace
      • kakapoo Re: Ale bzdury!!!!!!!!! 04.11.08, 22:59
        Pięknie powiedziane.
        Nie ma co uszczęśliwiać szczęśliwych na siłę. Nie ma powszechnie
        przyjętego moralnego obowiązku posiadania dziecka. Przynajmniej ja
        tak uważam. Szczerze przy tym jednak osoby dzietne podziwiam i
        wierzę, że posiadanie dziecka to coś pozytywnie niezwykłego. Albo
        całkowita swoboda i spokój, albo jego ograniczenie a przy tym miłość
        dziecka. Jesli wybieram to pierwsze, to moim zdaniem nie jest to
        wybór nacechowany czymś złym, choć kiedyś mógłybyć kulturowo
        nieakceptowalny. Dziś mamy jednak całe szczęście XXI wieksmile
    • blackgodiva Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 04.11.08, 23:59
      Mam 38 lat i za sobą 5-letnie małżeństwo zakończone rozwodem - bezdzietne. Kiedy chciałam mieć dziecko, paraliżował mnie strach, że będę musiała oprócz męża i domu utrzymywać również malucha (mąż w ciągu 5-letniego małżeństwa przepracował 3 miesiące). Że nie będę miała na jedzenie, pieluchy i lekarza... I tak, czekając na lepsze czasy, prędzej się rozwiodłam niż zaszłam w ciążę...

      Kiedy w pracy był wysyp maluchów i koleżanki rozmawiały o ząbkowaniu, ja mówiłam o szczeniaku - że pogubił wszystkie zęby mleczne smile

      Teraz paraliżuje mnie strach, że w wieku 40 lat nie urodzę zdrowego dziecka, i że samotne macierzyństwo to coś, czego bym dziecku nie chciała zaserwować.

      A dlaczego samotne? Bo jestem singlem i bardzo mocno odczuwam presję otoczenia, nawet dzisiaj w pracy usłyszałam "Zrób sobie dziecko, to wszystko będzie dobrze..."

      To właśnie otoczenie sprawia, że o dziecku myślę jako o "wypełniaczu pustki", z czym nie mogę się pogodzić. Dla mnie dziecko powinno być samo w sobie darem i powinno zasługiwać na wychowanie w pełnej rodzinie. Nie powinno być rozwiązaniem problemów osobistych.

      Jestem bezdzietna - i trudno powiedzieć, czy to świadomy wybór - po prostu tak wyszło...

      Najgorsze jest to, że pracuję z dziećmi i młodzieżą smilesmilesmile i często widzę, czego nie mam w życiu...

      A moje "dzietne" koleżanki mówią "Ale ty jesteś szczęśliwa, chciałabym być na twoim miejscu i mieć to, co ty masz."

      Stawianie sprawy na ostrzu noża, twierdzenie, że się patrzy na bezdzietnych z góry, czy też że życie takich osób jest puste, świadczy tylko o ograniczeniu piszących - bo każde uogólnienie jest ograniczeniem. Za każdym bezdzietnym stoi jego własna historia, nie zawsze wesoła, i dobrze by było wykazać trochę dobrej woli i spróbować to zrozumieć, albowiem "żyjemy nie tak, jak chcemy, lecz tak, jak potrafimy."
    • frusto Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 08:58
      Każdy dzietny kiedyś był bezdzietny. W drugą stronę to nie działa raczej. Stąd
      dzietny może zrozumieć bezdzietnego, ale w drugą stronę to jest naprawdę ciężko.
      Jak nie miałem własnych dzieci, to drażniły mnie cudze BACHORY. A teraz
      rozczulam się na widok cudzych ślicznych dzidziusiów.
      • kawka74 Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 10:20
        Stąd
        > dzietny może zrozumieć bezdzietnego,

        g... prawda
        w większości przypadków totalne niezrozumienie prezentują dzietni, a nie bezdzietni
        wystarczy sobie przejrzeć ten wątek, kto komu współczuje i dlaczego, kto kogo
        nie rozumie i kto kogo jakimi epitetami obdarza
        • kropkacom Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 10:31
          kawka74, a może poczytaj sobie emamę i forum BzW. Gdzie jest więcej zrozumienia
          dla drugiej strony jeśli już pijemy do postów na forum?
          • kawka74 Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 10:33
            nie zaczynaj, bo i tak w tym temacie się nie dogadamy
            Ty wiesz swoje, ja wiem swoje
            • kropkacom Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 10:35
              Ja nie mam co wiedzieć. Widać jak na dłoni.
              • kawka74 Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 10:38
                to może napiszę tak
                End
                Of
                Topic
                na temat BzW i okolic z Tobą dyskutować nie będę, bo i tak nie ma szans na
                porozumienie
                • kropkacom Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 10:42
                  > na temat BzW i okolic z Tobą dyskutować nie będę, bo i tak nie ma szans na
                  > porozumienie

                  Jak chcesz.
          • bubster Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 05.11.08, 18:19
            dla drugiej strony nie ma zrozumienia na obydwu forach
        • frusto Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 06.11.08, 09:59
          kawka74 napisała:

          > Stąd
          > > dzietny może zrozumieć bezdzietnego,
          >
          > g... prawda
          > w większości przypadków totalne niezrozumienie prezentują dzietni, a nie bezdzi
          > etni
          Heh. Sluchaj, ja potrafie sie postawic w sytuacji bezdzietnego, bo sam bylem
          bezdzietny. Natomiast bezdzietny nie umie sie postawic w mojej sytuacji.

          > wystarczy sobie przejrzeć ten wątek, kto komu współczuje i
          > dlaczego,
          A to jest zupelnie insza inszosc. Skoro dzietni uwazaja, ze bezdzietnym nalezy
          wspolczuc (ja tak nie uwazam, uwaga, ja tak nie uwazam!!!), a sami byli kiedys
          bezdzietni, to znaczy, ze maja skale porownawcza i wiec maja racje smile
          Przyznasz mi chyba racje, ze to logiczne.

          • kawka74 Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 06.11.08, 10:07
            > Heh. Sluchaj, ja potrafie sie postawic w sytuacji bezdzietnego, bo sam bylem
            > bezdzietny. Natomiast bezdzietny nie umie sie postawic w mojej sytuacji.

            Byłeś bezdzietnym z wyboru przez kilkanaście lat dorosłego życia? Jeśli tak, to
            faktycznie potrafisz.

            > Przyznasz mi chyba racje, ze to logiczne.

            Nie przyznam z uwagi na to, co wyżej napisałam i poniżej napiszę. Dzietni,
            którzy nie mieli dzieci, bo byli w podstawówce i jeszcze żenidło nie sprawowało
            sie jak należy, to zupełnie inna jakość, niż bezdzietni z wyboru, którzy w swoim
            dorosłym życiu utwierdzili się w przekonaniu, że nie chcą mieć dzieci i nie będą
            ich mieć.
            Chodzi o wybór, a nie bezdzietność z braku laku albo z powodu zbyt młodego
            wieku; o świadomy wybór, a nie konieczność dziejową.
            To chyba jest ciut bardziej logiczne.
            • frusto Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 07.11.08, 10:36
              kawka74 napisała:
              > Byłeś bezdzietnym z wyboru przez kilkanaście lat dorosłego życia?
              Tak. Zdecydowalem, ze chce miec dziecko, po skonczeniu studiow, a wczesniej
              uwazalem, ze wszystkie dzieci to wstretne bachory i myslalem, ze zostane
              bezdzietny do konca zycia.

              > bezdzietni z wyboru, którzy w swoim
              > dorosłym życiu utwierdzili się w przekonaniu, że nie chcą mieć dzieci i nie będą
              > ich mieć.
              No wlasnie ja jestem przykladem czlowieka, ktory mial surowe postanowienie bycia
              bezdzietnym. Moja zona tez nie chciala miec dzieci, ale w jej przypadku to bylo
              "bo jeszcze za wczesnie".
              • kawka74 Re: Kazdy dzietny byl kiedys bezdzietny. 07.11.08, 10:51
                > Tak. Zdecydowalem, ze chce miec dziecko, po skonczeniu studiow,

                Jak większość. To jeszcze nie jest bezdzietność z wyboru, to standard. Taki jest
                tok myślenia przeciętnego obywatela (pomijam licealne wpadki). No, chyba, że
                skończyłeś studia jako trzydziestoparolatek.
                Mało jest dwudziestolatków, którzy uważają, że rodzicielstwo jest ich
                powołaniem, a dzieci są cudowne, także nie jesteś wyjątkiem.
    • remo29 Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 08:58
      > [...] Nie znam facetów których wkreca dziecko.

      Bo albo dzieci nie mają, albo są niedzielnymi tatusiami, co to do kościółka, na
      obiad, potem spacer i lody...
      Mało się nie zesrałem z radości jak usłyszałem pierwsze słowo jakie wypowiedział
      mój srajtek: "ta-ta". Nie wiesz jaka to radocha, jak wchodzisz do domu a na twój
      widok pełznie w pośpiechu taka ucieszona od ucha do ucha bezzębna twoja
      miniaturka. Ludzie się cieszą, że ich psy aportują, papugi jedzą z ręki, a koty
      same otwierają drzwi... A ja nauczyłem syna mówić, wiązać buty, nie mlaskać przy
      jedzeniu, wyrzucać śmieci do kosza, otwierać drzwi starszym, prowadzić samochód,
      jak nie zrobić sobie siary przed dziewczyną, że czasem trza po męsku dostać po
      gębie itd. itd. Jeśli ktoś mi powie, że TO jest wypełniacz - to nie pogadamy.
    • purpurowa_komnata Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 10:19
      > Inna analogia do wojny mi się też kojarzy. Dziewczynki w
      przedszkolu nie mogą
      > zrozumieć co ciekawego chłopcy widzą w zabawie w wojnę podobnie
      jak dla
      > chłopców zabawa w dom jest śmiertelnie nudna]

      Nie generalizuj-proszę Cię.Dla mnie zabawa w dom była śmiertelnie
      nudna-nigdy nikt mnie do tego nie był w stanie namówić...Co innego
      zabawa w Indian np.
      Co do dziecka-nie sądzę aby był to wypełniacz. Dla mnie to człowiek,
      który jest dany do ukształtowania-do oszlifowania aby stał się jak
      cenny kamień.
      Nie wszyscy muszą mieć dzieci-niektórzy się do tego nie nadają.
      A dorabianie do tego ideologii..?
      Nie wiem czy konieczne.

      Płeć nie ma tu nic do rzeczy-raczej osobowość-mówię o sobie
      naturalnie.
    • total_immersion Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 10:27
      Ogolnie to nic nie mam do dzieci , moga byc.
      Tylko dlaczego one tak wolno sie rozwijaja ??!!
      Byloby duzo lepiej , jezeli poziom 20-latka osiagalyby w 2-3 lata ,
      tak jak to dzieje sie u wiekszosci ssakow .

      No i zeby nie chowaly pilota jak sobie przelacza na bajki .
    • modal matki staja sie monotematyczne 05.11.08, 12:55
      Po co klotnie miedzy dzieciatymi a bezdzietnymi o to kto ma lepiej
      albo jest gorszy. Ja dzieci jeszcze nie mam, ale mam nadzieje, ze
      kiedys maly czlowieczek pojawi sie w moim zyciu. Chce tylko zwrocic
      uwage, ze matki (czesciej niz ojcowie)staja sie monotematyczni. Moja
      kolezanka wlasnie urodzial dziecko, fajnie, ale czy jedynym
      tematem rozmow musi byc jej dziecko? Na pierwszym spotkaniu moge
      posluchac jakie to dziecko jest cudowne i jak fantastycznie robi gu
      gu, ale ile mozna tego sluchac. Wiem, ze dla rodzicow najwazniejsze
      sa dzieci , ale prosze was - szczegolnie matki, dajcie odpoczac
      innym od waszych dzieci. W pracy nie ma rozmowy o niczym innym tylko
      o dzieciach, jakie to sa blyskotliwe itp. bzdety. Czasami az mi sie
      tym odbija. Chociaz z drugiej strony jak spotyka sie osobe, z ktora
      nie wiemy o czym rozmawiac to zawsze mozna zapytac o dziecko i ma
      sie z glowy temat. matki potrafia godzinami o tym gadac, a ja wtedy
      od cazsu do czasu mowie :" naprawdee? ale maly madraala " i myskle o
      swoich sprawach. W efekcie, spotkanie bardzo udane, matka sie
      wygadala i jest szczesliwa, ze mogla sie pochwalic, a ja w tym
      czasie zaplanowalam sobie nastepny dzien.
      Apel do matek - niech tematem waszych rozmow nie tylko beda wasze
      dzieci
      • kropkacom Re: matki staja sie monotematyczne 05.11.08, 13:08
        > Apel do matek - niech tematem waszych rozmow nie tylko beda wasze
        > dzieci

        Popatrz na to forum i zobacz ile tematów o dzieciach smile)
    • mraaau Znaczy: dawajmy się ludziom zanudzać?... 05.11.08, 14:05
      Ten artykuł to ma być apel, abyśmy pozwalali nudziarzom zabierać nam
      czas?... A główny argument: Jak się dasz zanudzać często i mocno,
      otworzysz się na nową jakość, o jakiej nie śniłeś?...

      He, he, kto naiwny, niech w to wierzy i idzie tym tropem. Powodzenia
      i zanudzenia!
      Ja tam na tyle szanuję swój wolny czas, by nie pozwolić go zaśmiecać
      nudziarzom - wszelkiej maśći!

      -Nie będę chłonęła czule opisów grypy żołądkowej babci i relacji
      ciotki z operacji wyrostka robaczkowego - to są tematy emeryckie i
      niech gadają o tym z innym emerytem, który przyjmie to ze
      zrozumieniem czy wręcz z fascynacją. Nie zamierzam otwierać się na
      tę nową jakość, póki nie skończę jakichś 70 lat!

      -Nie będę wysłuchiwała rozwlekłych opowieści o sztuce tuningowania
      samochodów, chorobach kotów, oraz przepisów na torty wiedeńskie, bo
      to tematy dla: zmotoryzowanych, kociarzy, cukierników. Mnie to nie
      interesuje. Szkoda czasu.

      - Nie będę też wysłuchiwała o przebiegach porodów, kupach
      niemowlęcych i ząbkowaniu, bo to temat dla rodziców. Mnie to na
      razie nie interesuje. Gdy ewentualnie wstąpię do grona rodziców,
      zapewne będę tego słuchała z wypiekami na twarzy. Teraz nie mam
      sensu się tym katować, skoro natura woła: Wiać od opowieści
      nocnikowych!

      - Nie namówi mnie też nikt do wspólnego odmawiania litanii, godzinek
      itp, bo to też mnie nudzi i wcale nie chce mi się otwierać na tę
      jakość - niech się otwierają zainteresowani.

      Nie widzę powodu, dla którego człowiek ma zadawać gwałt samemu sobie
      i pozwalać się ludziom zanudzać.
      Mając np. na przyjęciu kilka osób oferujących różne tematy rozmów,
      wybiorę z pewnością coś, co mnie ciekawi, a nie dam się dręczyć tymi
      kupami, grypami czy sprawami motoryzacyjnymi. To normalne, asertywne
      i zdrowe.
      Ale jak ktoś lubi pozwalać innym aby zalewali go
      oceanem nudy i stawia cudze dobro wyżej niż swoje, niech posłucha
      porad autora i traci energię i czas na nieinteresujące go sprawy. W
      ogóle kto chce, niech wysłuchuje nud kosztem lepszych
      rozrywek - sam będzie potem znękany i wypompowany, ale za to
      rozmówca sobie ulży... Uwaga: Psycholog za podobne usługi kasuje 100
      zł. za godzinę!smile
      • taleksander Re: Znaczy: dawajmy się ludziom zanudzać?... 05.11.08, 14:09
        żałosny egoista, który nic nie rozumie...bo nie ma dzieci smile
        • ledzeppelin3 taleksander 05.11.08, 14:38
          Twoje poglądy sa hanbą dla dzietnych i wstydzę się za Ciebie
          • taleksander Re: taleksander 05.11.08, 14:40
            och, ale się przejęłam. A nie jesteś tolerancyjna? Trzeba szanować decyzje i zdanie innych smile
            • arnika77 Re: taleksander 05.11.08, 14:53
              A co z tymi , którzy nie mogą mieć dzieci - jak ja? Czy na mnie tez
              należy patrzeć z góry i ironicznie mówić - co ty wiesz, jak ty
              dzieci nie masz? To okrutne i pefidne podejście. Wystawia na próbę
              waszą tolerancję i kulturę, "mamuśki".
              • taleksander Re: taleksander 05.11.08, 16:56
                W dyskusji chodzi o bezdzietnych z wyboru, którzy na dzieci mówią "bachory".
      • izazpolski Re: Znaczy: dawajmy się ludziom zanudzać?... 28.11.08, 19:23
        dzieki! nareszcie sie ktos odniosl do tez artykulu.troche i mnie rozmieszyl
        pomysl,ze mam sie dac zasypac wiesciami o brudnych pieluchach,zeby sie otworzyc
        na nowa jakosc- jezu! uciekam skrupulatnie choc staram sie grzecznie, od
        wysluchiwania historii zielonych kupek, odbijan i klocuszkow ukladanych
        sprytniutko w kojcuszkusmile rodzice nie zauwazaja,ze dla sluchacza zaangazowanego
        emocjonalnie nieco slabiej od nich,tematy takie sa nie tylko nudne.czasem wrecz
        zbrzydzaja.
    • allerune Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 15:08
      Kiedyś poskarżyłem się znajomemu:
      "śpię 8 godzin na dobę a i tak jestem przemęczony, po powrocie z pracy nie mam
      na nic siły"

      odpowiedział z uśmiechem "jak będziesz miał dziecko to 6 godzin snu to będzie
      luksus, a siły będziesz musiał znaleźć"

      cudowna po prostu wiadomość uncertain

      1. Dziecko dużo kosztuje, musisz ograniczyć spełnianie swoich marzeń,
      2. Nie możesz ryzykować, czy to finansowo czy fizycznie, by nie narazić
      przyszłości dziecka,
      3. Tracisz prywatność, czas, nerwy
      4. Dziecko zrozumie i doceni Twój trud włożony w jego wychowanie dopiero w wieku
      25-30 lat
      5. Usłyszysz od dziecka wiele przykrości, wiele będzie Cię kosztowało jego złe
      zachowanie
      6. Chwile przyjemności, gdy dziecko coś osiąga itd. są moim zdaniem żałosne.
      Zbyt wielu rodziców przelewa swoje porażki i kompleksy na dzieci, aby udowodnić
      sobie przez nie, że daliby radę, gdyby nie ... (uzupełnij milionem powodów)
      • allerune Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 15:12
        myślę dodatkowo, że chęć posiadania dziecka jest pewnego rodzaju ucieczką, w
        sensie, że cały świat jest głupi, nikt mnie nie rozumie, moje porażki to wina
        innych. Będę miał za to coś, co będzie tylko moje. Dziecko, które wychowam po
        swojemu, na człowieka wielkiego sukcesu, będzie ono inne niż ci wszyscy źli
        ludzie, którzy kopali mnie w życiu...
        • kropkacom Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 16:49
          > myślę dodatkowo, że chęć posiadania dziecka jest pewnego rodzaju ucieczką,

          Niech zgadnę, domorosły psycholog?
          • allerune Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 17:33
            a Ty kim jesteś ?
          • aurita Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 17:35
            hmmmmm tego nie doczytalam... raczej osobnik w glebokiej depresji
            • allerune Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 21:51
              w depresji bym był gdybym musiał żyć tak jak parę osób, które znam

              Kredyt na karku, harówa, małe dziecko i żona, która zaczyna coraz bardziej
              zrzędzić, że nie realizuje swoich marzeń...
      • aurita Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 17:35

        > 1. Dziecko dużo kosztuje, musisz ograniczyć spełnianie swoich marzeń,

        tez tak myslalam, tylko ze teraz zobaczyc usmiech/zachwyt/zdziwienie/radosc na
        twarzy mojego dziecka to moje marzenie smile

        > 2. Nie możesz ryzykować, czy to finansowo czy fizycznie, by nie narazić
        przyszłości dziecka,


        Prawda: staram sie teraz zdrowo odzywiac, odchudzam sie, monituruje cisnienie i
        cukier bo mam tendencje. Zaczelam chodzic na basen (z dzieckiem )

        > 3. Tracisz prywatność, czas, nerwy

        Prywatnosc owszem, trudno zrobic kupe w samotnosci..
        Nerwy? tylko ci idealni je traca, ja jestem nie idealna i moje dziecko tez nie.
        Czasu na pewno nie trace, robie to co lubie, w tym takze lubie opiekowac sie
        moim dzieckiem (patrz punkt 1)

        > 4. Dziecko zrozumie i doceni Twój trud włożony w jego wychowanie dopiero w
        wiek u 25-30 lat

        hrhheheeheh moim zdaniem NIGDY nie doceni, ale nie robisz chyba wszystkiego aby
        byc docenionym? jakis maly spontan Ci sie zdarza?

        > 5. Usłyszysz od dziecka wiele przykrości, wiele będzie Cię kosztowało jego złe
        zachowanie

        Przykrosci slyszy sie takze od obcych osob, wlasnemu dziecku latwiej wybaczyc i
        zapomniec. A dziecko mozna wychowac.

        > 6. Chwile przyjemności, gdy dziecko coś osiąga itd. są moim zdaniem żałosne.

        trudno dyskutowac z Twoim zdaniem, kazdy ma swoje wartosci

        > Zbyt wielu rodziców przelewa swoje porażki i kompleksy na dzieci, aby
        udowodnić sobie przez nie, że daliby radę, gdyby nie ... (uzupełnij milionem
        powodów)

        ale to juz nie wina dzieci? tylko zfrustrowanych rodzicow?


        Moja rada: zainwestuj w dobra antykoncepcje
        • allerune Re: Nie mam i raczej nie chcę mieć... 05.11.08, 21:57
          > > 1. Dziecko dużo kosztuje, musisz ograniczyć spełnianie swoich marzeń,
          >
          > tez tak myslalam, tylko ze teraz zobaczyc usmiech/zachwyt/zdziwienie/radosc na
          > twarzy mojego dziecka to moje marzenie smile

          w czym to jest lepsze, że to jest akurat TWOJE dziecko? Ja uwielbiam uśmiech na
          twarzy chrześniaka, z którym jednak nie muszę się użerać gdy mu zaczyna odbijać
          szajba tongue_out

          > Zaczelam chodzic na basen (z dzieckiem )

          to sobie popływasz... ho ho tongue_out

          > Prywatnosc owszem, trudno zrobic kupe w samotnosci..

          bardziej mi chodziło o seks... no ale w sumie z kupą też prawda

          > Przykrosci slyszy sie takze od obcych osob, wlasnemu dziecku latwiej wybaczyc i
          > zapomniec. A dziecko mozna wychowac.

          przykrość usłyszana od własnego dziecka boli 100x bardziej, bo często dla niego
          poświęcamy rzeczy, dla nas bardzo istotne, nie mów więc że łatwo zapomnieć.

          > > Zbyt wielu rodziców przelewa swoje porażki i kompleksy na dzieci, aby
          > udowodnić sobie przez nie, że daliby radę, gdyby nie ... (uzupełnij milionem
          > powodów)
          >
          > ale to juz nie wina dzieci? tylko zfrustrowanych rodzicow?

          to nie wina dzieci, ale często PRZYCZYNA ich spłodzenia !!!

          > Moja rada: zainwestuj w dobra antykoncepcje

          rada zbędna, ale dzięki
    • bubster Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.11.08, 18:06
      ja znam takich facetów smile
      tak wkręceni że świata poza dzieckiem nie widzą
      • konrad_777 Dzietni, a 130 tys pozostawianych dzieci? 06.11.08, 10:38
        bubster napisała:
        > ja znam takich facetów smile
        > tak wkręceni że świata poza dzieckiem nie widzą

        Nie twierdzę ze takich nie ma, ja nie znam akurat, może takie środowisko ludzi którzy żyją sztuką i mają mnóstwo pasji. Oczywiście to uogólnienie , znam też za to matki które zostawiły małe dzieci babciom i pojechały realizować się do Irlandii. Podobno takich pozostawionych krewnym dzieci jest już 130 tysięcy, kuratorium i opieka społeczna tworzy jakiś program pomocy dla nich, wiec nie jest wcale tak że te mamusie których dzieci nie wkręcają i świata poza nimi nie widzą to jakieś znowu odosobnione wyjątki.
        • bubster Re: Dzietni, a 130 tys pozostawianych dzieci? 06.11.08, 11:56
          a ja nie rozumiem po co ktoś się decyduje na dziecko, jeżeli uważa
          że go ono ogranicza i po prostu go nie chce
        • taleksander Re: Dzietni, a 130 tys pozostawianych dzieci? 06.11.08, 12:43
          konrad_777 napisał:
          matki które zostawiły małe dzieci babciom i pojechały realizować się do Irlandii

          buahahaha, realizować się? na zmywaku w barze albo ze szmatą w ręku przy sprzątaniu. Faktycznie, kobiety z pasją smile
          • konrad_777 Re: Dzietni, a 130 tys pozostawianych dzieci? 06.11.08, 13:08
            taleksander napisała:
            > buahahaha, realizować się? na zmywaku w barze albo ze szmatą w ręku przy sprząt
            > aniu. Faktycznie, kobiety z pasją smile

            Nie znasz osób które wyjechały do UE i pracują w swoim zawodzie tyle że za inne
            pieniądze co w kraju? Bo ja akurat znam bardzo wiele. I nie wybrałem tej drogi
            tylko ze względu na odpowiedzialność wobec rodziny.
          • widokzwenus Re: Dzietni, a 130 tys pozostawianych dzieci? 07.05.09, 15:44
            Ty jesteś złośliwa czy po prostu głupia?
            Teraz dowiesz dlaczego niektórzy są bezdzietni - bo boją się że
            wyrośnie z ich dzieci coś równie zakompleksionego i bez krztyny
            szacunku dla innych - i na taką samą osobę wychowa to coś i swoje
            dzieci.
            .
    • znam-sie Re: Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 06.11.08, 22:44
      A MNIE CIEKAWI CO TO ZA IDIOCI (STUDENCI? NASTOLATKI? MŁODZIEŻ Z PODSTAWOWKI? BO
      CHYBA NIKT DOJRZALY) TAK GŁOSOWALI W ANKIECIE ... CO TO WOGOLE ZA PYTANIA, MAM
      DZIECI I SIE NIE WSTYDZE??? A CZEMU DO CHOLERY MAM SIE WSTYDZIC WLASNYCH DZIECI?
      KTO TO PISZE I KTO TAKIE COS ZAZNACZA? I PRAWDA PRAWDA, DOWODZI ANKIETA, NIE
      MASZ WLASNYCH DZIECI, NIE ZROZUMIESZ... DZIEKI BOGU JA JESTEM NORMALNY, DOM,
      SAMOCHOD, RODZINA (DZIECI!!) A TAKIEGO SPOLECZENSTWA TO JA SIE WSTYDZE CO TO
      WLASNYCH DZIECI MOZE SIE WSTYDZIC
    • maliniak_pl Nie rozumiem, bo nie mam dzieci 05.05.09, 19:24
      artykuł pisany ewidentnie przez osobę bezdzietną. tak bywa, kiedy ocenia się
      "stan", o którym nie wie się nic, poza teorią i wyobrażeniemuncertain
Inne wątki na temat:
Pełna wersja