dirgone
06.11.08, 19:57
Natchnął mnie oczywiście wątek o dziecku i zupie pomidorowej w restauracji
meksykańskiej, a raczej to, że tyle osób zaczęło najeżdżać na autorkę za to,
że w ogóle z dzieckiem do takiej restauracji poszła.
Jestem osobą trudną do wyżywienia. Od dziecka mam nietolerancję pokarmową na
wiele rzeczy. Nie mam zamiaru jednak z tego powodu odmawiać sobie chodzenia do
restauracji, bo przecież mam język w ustach po to, żeby się pytać, a poza tym
zawsze mogę wziąć frytki (kiedy luby zajada się czymś dla niego przepysznym).
Zawsze, jak biorę jakieś danie, które może zawierać np. surową (nie cierpię)
lub gotowaną cebulę w większej ilości (rzygam po niej jak kot), to o to pytam.
I jeśli jest, np. w sałatce, to tez pytam, czy mogę dostać bez (bo np. sałatka
jest przygotowywana specjalnie dla mnie). W większości przypadków słyszę "nie
ma żadnego problemu", powiedziane z uśmiechem. I mniej więcej w połowie
przypadków dostaję danie z cebulą. Kiedy mówię, że miało być bez cebuli,
uśmiech z ust osoby obslugującej mnie nagle znika, bo staję się problemem,
który "wydziwia". I zdarza się, że słyszę "to se pani powybiera". No żesz! Nie
po to PYTAM PRZED, żeby sobie potem w jedzeniu grzebać i wybierać!
Tak samo było w przypadku autorki sąsiedniego wątku. Nie przyszła z żądaniem
łagodnej zupki w restauracji meksykańskiej. Zapytała, prawda? Usłyszała, że
nie ma problemu. Gdyby problem był, to by zamówiła frytki. Ja często zamawiam
frytki, jak niczego dla mnie nie ma i nie mam do nikogo pretensji o brak
interesującego dla mnie menu. Ale jak ktoś mi obiecuje, że coś dla mnie jest,
to tego właśnie oczekuję i późniejsze wznoszenie kelnerskich oczu do nieba
wpienia mnie przeokrutnie. Doszło do tego, że do pytania o cebulę dodaję tekst
o potwornej alergii na nią. Jest to poniżające, ale inaczej są niewielkie
szanse, że ktoś mnie wysłucha i potraktuje powaznie.
A na koniec tego wywodu historia znad morza:
Wybrałam się z lubym do knajpki przy plaży, w której nic dla mnie nie było. On
sobie wziął jakieś mięcho, ja znalazłam w karcie zapiekankę. Zapytałam, czy
zapiekanka jest bez cebuli. Kelnerka przez okienko zapytała o to kucharza, a
ten krzykną, że bez. No więc zamówiłam. Odebrałam zapiekankę, wzięłam
pierwszego gryza i smak cebuli niemal poraził moje podniebienie. Poszłam
zwrócić. Kelnerka poszła z zapiekanką do kucharza i przyszła z tekstem, że to
musiał być przypadek, bo w zapiekance na 100% nie ma cebuli i że pewnie
kawałek z innego dania wpadł. Widelcem rozgrzebałam zapiekankę, a tam cebula
na cebuli, między serem i pieczarkami. Pokazałam kelnerce, ta poszła znów do
kucharza i już sama go usłyszałam, jak krzyknął "W zapiekance nie ma cebuli!
Cebula jest w farszu! Zwróć jej (jej wybitnie pogardliwie) pieniądze!"