"Wydziwianie" w restauracji

06.11.08, 19:57
Natchnął mnie oczywiście wątek o dziecku i zupie pomidorowej w restauracji
meksykańskiej, a raczej to, że tyle osób zaczęło najeżdżać na autorkę za to,
że w ogóle z dzieckiem do takiej restauracji poszła.

Jestem osobą trudną do wyżywienia. Od dziecka mam nietolerancję pokarmową na
wiele rzeczy. Nie mam zamiaru jednak z tego powodu odmawiać sobie chodzenia do
restauracji, bo przecież mam język w ustach po to, żeby się pytać, a poza tym
zawsze mogę wziąć frytki (kiedy luby zajada się czymś dla niego przepysznym).

Zawsze, jak biorę jakieś danie, które może zawierać np. surową (nie cierpię)
lub gotowaną cebulę w większej ilości (rzygam po niej jak kot), to o to pytam.
I jeśli jest, np. w sałatce, to tez pytam, czy mogę dostać bez (bo np. sałatka
jest przygotowywana specjalnie dla mnie). W większości przypadków słyszę "nie
ma żadnego problemu", powiedziane z uśmiechem. I mniej więcej w połowie
przypadków dostaję danie z cebulą. Kiedy mówię, że miało być bez cebuli,
uśmiech z ust osoby obslugującej mnie nagle znika, bo staję się problemem,
który "wydziwia". I zdarza się, że słyszę "to se pani powybiera". No żesz! Nie
po to PYTAM PRZED, żeby sobie potem w jedzeniu grzebać i wybierać!
Tak samo było w przypadku autorki sąsiedniego wątku. Nie przyszła z żądaniem
łagodnej zupki w restauracji meksykańskiej. Zapytała, prawda? Usłyszała, że
nie ma problemu. Gdyby problem był, to by zamówiła frytki. Ja często zamawiam
frytki, jak niczego dla mnie nie ma i nie mam do nikogo pretensji o brak
interesującego dla mnie menu. Ale jak ktoś mi obiecuje, że coś dla mnie jest,
to tego właśnie oczekuję i późniejsze wznoszenie kelnerskich oczu do nieba
wpienia mnie przeokrutnie. Doszło do tego, że do pytania o cebulę dodaję tekst
o potwornej alergii na nią. Jest to poniżające, ale inaczej są niewielkie
szanse, że ktoś mnie wysłucha i potraktuje powaznie.

A na koniec tego wywodu historia znad morza:
Wybrałam się z lubym do knajpki przy plaży, w której nic dla mnie nie było. On
sobie wziął jakieś mięcho, ja znalazłam w karcie zapiekankę. Zapytałam, czy
zapiekanka jest bez cebuli. Kelnerka przez okienko zapytała o to kucharza, a
ten krzykną, że bez. No więc zamówiłam. Odebrałam zapiekankę, wzięłam
pierwszego gryza i smak cebuli niemal poraził moje podniebienie. Poszłam
zwrócić. Kelnerka poszła z zapiekanką do kucharza i przyszła z tekstem, że to
musiał być przypadek, bo w zapiekance na 100% nie ma cebuli i że pewnie
kawałek z innego dania wpadł. Widelcem rozgrzebałam zapiekankę, a tam cebula
na cebuli, między serem i pieczarkami. Pokazałam kelnerce, ta poszła znów do
kucharza i już sama go usłyszałam, jak krzyknął "W zapiekance nie ma cebuli!
Cebula jest w farszu! Zwróć jej (jej wybitnie pogardliwie) pieniądze!"
    • agatar-m Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:23
      ja po obejrzeniu pewnego programu na tvp2 o kelnerach to powiem
      szczerze ,że boję sie widziwiania...i co z tego że można
      nawrzeszczeć, zbesztać, wydziwiać..dostane teoretycznie danie po
      poprawkach a i tak naapluja tam lub bardziej hardcorowo nasikaja czy
      bułką wytrą sobie pachy czy inne okolice....brrrrrrrr

      zamiast takiej adrenalinki, to ja wole przepisik, produkciki i
      gotowanie na własnych 4 palnikach wink
    • bweiher Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:28
      Ciebie to akurat rozumiem.Jesteś alergiczką masz "prawo" wydziwiać.I chyba
      bardzo ważne jest właśnie mówienie że jesteś uczulona.ALE autorki tamtego wątku
      to nie rozumiem.Iść do restauracji meksykańskiej i prosić o łagodną zupę.Tak
      samo jakbyś poszła do Mc Donalda i chciała hot doga.
      • twarz2 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:42
        bweiher napisała:

        > Ciebie to akurat rozumiem.Jesteś alergiczką masz "prawo" wydziwiać.I chyba
        > bardzo ważne jest właśnie mówienie że jesteś uczulona.ALE autorki tamtego wątku
        > to nie rozumiem.Iść do restauracji meksykańskiej i prosić o łagodną zupę.Tak
        > samo jakbyś poszła do Mc Donalda i chciała hot doga.

        To ja Ci to wytłumaczę, skoro nie rozumiesz.
        Idę do McDonalda i proszę o hot-doga. Otrzymuję odpowiedź - nie ma. Dziękuję i
        do widzenia.
        Idę do McDonalda i proszę o hot-doga. Otrzymuję odpowiedz - jest. Zamawiam i
        czekam. Przynoszą mi hamburgera. Ale ja nie zamawiałam hamburgera, więc zwracam
        na to uwagę podającemu. Nie podoba mu się?
        G mnie to interesuje, bo mi też się nie podoba to, że siedziałam, czekałam i
        traciłam czas, a dostałam zupełnie coś innego.

        Zapytać mogę o wszystko na co mam kaprys... jeżeli nie rozumiesz tego, że mogę
        być z innej planety i nie wiedzieć, że w McDonaldzie nie ma hamburgerów to coś z
        tym Twoim rozumieniem jest nie tak, a nie z moim pytaniem.
        • bweiher Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:56
          A tak przy okazji twarz2,w Mc Donaldzie właśnie SĄ hamburgery.Zresztą po to jest
          Menu aby się dowiedzieć co jest a czego nie ma.Zresztą kelnerka nie jest
          kucharzem,ma prawo nie wiedziec czy w kuchni wydano zupę ostrą czy łagodną.A
          może miała ją najpierw posmakować?Wtedy dopiero byłoby o czym pisać na forum.
          • twarz2 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 22:03
            Czyli jednak z twoim rozumieniem jest coś nie tak smile
            Moze jakaś dobra dusza Ci wytłumaczy - ja się poddaję.
          • siasiunia1 Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 21:11
            bweiher - litości ... jezeli w np. menu mam napisane "przepyszne bździagolągi z wiotkim sosem bzibziakowym" a kelnerka na moje pytanie co to jest nie umie mi odpowiedzieć to uważam ją za niedostatecznie przeszkoloną.
            jeżeli kelnerka nie ma pojecia jaka jest zupa to absolutnie jej obowiązkiem jest ruszyć sie do kuchni i zapytać się czy coś takiego jak łagodna zupa jest możliwe.
            a nie robić w trąbę klientkę i jeszcze sie obrażać że ma do niej o to pretensje. i przede wszystkim przeprosić za nieporozumienie i zaproponować coś innego.. normalnie mi PRL-em zajechało ..
            jak ja chodziłam do knajp meksykańskich i prosiłam o danie w wersji łagodnej to pani kelnerka mówiła mi dokładnie które dania można, które nie a które w wersji łagodnej juz tak dobrze nie smakują jak w ostrej. I to jest dobry pracownik.
      • lola211 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:46
        Kelnerka powinna po prostu powiedziec, ze łagodnej zupy nie
        ma.Koniec, kropka.A nie przyjac zamowienie i sie nie wywiazac.

        Ja ostatnio w ogole obrazam sie na knajpy,bo mnie nie
        satysfakcjonuje jedzenie, jakie podaja.
        Albo przesolone, albo porcja jak dla wrobla na ogromniastym
        talerzu.Jak zeberka, to prawie same kosci, ostatnio kluseczki
        slaskie- twarde i ledwo cieple.Wczorajsza pizza z kurczakiem-
        ciasto, ser, a kurczaka jak na lekarstwo.
        Doszlo do tego, ze po prostu przy placeniu rachunku domagam sie
        obnizki za pozostawione niezjadliwe danie(te kluski wlasnie).

        Latem w Chorwacji bedac odwiedzlam rozne knajpki- pyszne zarelko,
        gorace, swieze, ceny nizsze badz porownywalne z polskimi.Czyli tam
        mozna , a u nas ciagle rzadzi cwaniastwo i traktowanie goscia jak
        frajera?
      • dirgone Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:48
        Nie, nie jestem alergiczką. Mam nietolerancję i tyle. Alergia posługuje się od
        niedawna, bo inaczej jestem olewana.
        I autorka ma takie samo prawo do "wydziwiania", co ja. Bo nie wydziwia. Nie
        poszła do restauracji i nie zaczęła jęczeć, że nie dostanie takiej zupy.
        ZAPYTAŁA i uzyskała odpowiedź, że nie ma problemu. Gdyby usłyszała, że jest
        problem, to mogłaby wziąć dla dziecka frytki lub zmienić restaurację. Wierzę
        jej, bo mi wielokrotnie obiecywano w restauracjach to, czego wcale nie
        zamierzano mi podać. I zupełnie nie wiem, w jakim celu to robiono. Chyba właśnie
        dla awantury.

        A jeśli chodzi o McDonalda, to akurat tam nigdy nie miałam problemu z
        zamówieniem udziwnionym, sporządzonym ze składników, na które miałam ochotę, a
        które mieli na stanie.
        • 18_lipcowa1 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:56

          > A jeśli chodzi o McDonalda, to akurat tam nigdy nie miałam
          problemu z
          > zamówieniem udziwnionym, sporządzonym ze składników, na które
          miałam ochotę, a
          > które mieli na stanie.

          powaznie?
          a co tak udziwnionego mogli miec w McDonaldzie?
          • dirgone Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 21:22
            Jeśli w McDonaldzie mieliby hamburgera z mięchem, ogórkiem, pomidorem i cebulą,
            to wystarczyłaby prośba brak tej ostatniej.
      • kasia_kasia13 Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 13:21
        bweiher napisała:

        > Ciebie to akurat rozumiem.Jesteś alergiczką masz "prawo" wydziwiać.I chyba
        > bardzo ważne jest właśnie mówienie że jesteś uczulona.

        IMO wcale nie musi sie tlumaczyc kelnerom, ze jest uczulona.

      • agatha61 Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 13:32
        ale ona nie wydziwiala. TYLKO zapytala czy moze byc bez sera i
        przypraw, a skoro kelnerka z usmiechem powiedziala oczywiscie to tak
        powinno byc. A jezeli bylo to niemozliwe to od razu mogla
        powiedziec: zupa byla wczesniej przyprawiana i nie ma mozliwosci
        zrobienia osobnej. Koniec Kropka.
        nie o to chodzi zeby powiedziec cos klientowi zeby byl zadowolony a
        potem go rozczarowac, ale byc szczerym w stosunku do niego i nie
        obiecywac rzeczy ktorych nie mozemy spelnic.

        ja prowadze biuro podrozy i jesli klient mnie pyta czy dostawka w 3
        os pokoju to normalne lozko to mowie prawde, ze raczej nie, bo
        najczesciej tak jest. wole zeby byl przygotowany bo inaczej
        przyjdzie z reklamacja. i tyle, badzmy uczciwi.
    • twarz2 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:34
      Ja też wydziwiam w kwestii cebuli - nie znoszę i tyle (nie mam alergii, taki
      kaprys). Zawsze pytam czy jest, a jak jest to czy jest możliwość przygotowania
      bez i jak dotąd nie było problemu. Raz się zdarzyło, że pani zapomniała, ale
      wymieniła mi na bezcebulowe bez problemu.

      A odnośnie poprzedniego wątku - ememy widzą problem w miejscu, w którym go nie ma.
    • fajka7 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 20:54
      Ja tam naleze do pytajacych czy jak kto woli wydziwiajacych. Nie
      prezentuje postawy roszczeniowej, ale zdarza podjac mi sie rozmowe o
      tym co mam zamiar zamowic i jesli rozmowa sie klei jakies lekkie
      modyfikacje mozliwe ustalic- czasami. No faktycznie, w polowie
      przypadkow dostaje danie w wersji podstawowej, ale tak juz jest smile
      Wg mnie w kwestii pomidorowej kelnerka dala ciala i tyle w tamtym
      watku, natomiast reszte sytuacji wszyscy rozegrali zle.
    • czarna.manka Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 21:17
      Dziewczyna nie wydziwiala: przeczytalam jej wypowiedz ze zrozumieniem, jak mi
      sie wydaje. Co do tego jak sytuacja sie rozwinela, to juz subiektywne odczucia
      dziewczyny. W kazdym razie miala prwo zapytac i oczekiwac spelnienia obietnicy!
      • phantomka Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 21:37
        Kelnerka jest od tego, zeby rzetelnie informowac klientow o
        mozliwosciach wyboru menu. Wiec co to za gadanie "mogla nie
        wiedziec" To niech sie doksztalci.
        Ja jestem z tych wybrednych, lubie cos, ale np. bez jakiegos
        skladnika i nie mam problemow w restauracjach. Oczywiscie, ze ton
        moich prosb jest odpowiedni, nie robie fochow, nie stroje min, ale
        mam prawo w restauracji zjesc to, na co akurat mam ochote i tylko
        dobra oblsuga i porzadny lokal jest w stanie zrozumiec haslo "klient
        nasz pan"
        Pamietam, jak bylam pierwszy raz w pewnej chinskiej restauracji.
        Podano nam kawalki kurczaka w roznych sosach. Niestety to mieso bylo
        mocno skaczace po zebach, a ja nie jestem w stanie czegos takiego
        przelknac. Poprosilam o to, zeby mi to mieso podsmazyc. Zero
        problemu, a za fatyge, wyzszy napiwek. Prawo rynku, jestes chamem to
        i g dostaniesz, a jak umiesz zadbac o klienta, to on ci nagai 10
        kolejnych klientow.
    • sebaga Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 21:47
      nie mogę pojąc jak tym ludziom nie wstyd kłamać w żywe oczy. Zadajesz proste
      pytanie: czy mozna bez cebulu. Nie wyobrazam sobie powiedzieć tak i przynieść z
      cebulą. I jeszcze przewalać oczami. Koszmar. Ja w sumie nie wydziwiam, dwa razy
      spotkałam się z głupią sytuacją: za pierwszym mąż z kumplem zamówili grzane
      wino, dostali wino, a odpowiedz kelnerki: " no bo nie ma wina, a co piwo nie
      moze być" - odpowiedź oczywiście po podaniu tego piwa. Przewaliła oczami, ale
      przyniosła coś innego. Druga sytuacja: zapomnieli dodać kawy do mokki. Dostałam
      nową i kelnerka sama zaproponowała 50% zniżki i dla mnie i dla męża smile
      • to.ja.kas Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 22:26
        Często jadam w restauracjach. Lubiłam do tej pory wpadac na mule do
        Kompanii Piwnej na Podwalu. Z racji tego, że latem byli u mnie
        rodzice postanowiłam, ze zabiore tam tate miłośnika golonki. Golonki
        podają tam na desce drewnianej.
        I tu zaczyna się historia:
        Więc tata dostaje swoją golonkę a tam z wrąbka deski wybiegają setki
        malusienkich karaluchów i część zabiera się za konsumowanie golonki
        a część wybywa na wycieczkę po stole. Ja i reszta gości straciliśmy
        apetyt. Wołam kelnerkę, ta robi oczy i zabiera golonkę. Byłam taka
        zszokowana, ze siedziałam i zastanawiałam sie co zrobic. Moje danie
        rozgrzebane, bo zaczęłam ale zaczęło mi po tym widoku rosnąć w
        ustach, reszta gości z tym samym objawem. za chwile przychodzi
        kelnerka i przynosi "nową" golonkę ale na talerzu. I ANI SŁOWA o
        rekompensacie czy czymkolwiek. POstawiła i poszła. dzwonie do szefa
        restauracji (telefon na karcie) , odbiera jakas kobieta i pyta czy
        to napewno nie był majeranek bo oni duzo dodają do golonki. Ręce mi
        opadły i skomentowałam tylko, że muszą używać bardzo świeżego
        majeranku skoro jeszcze biega po talerzu.
        Poprosiłam o rachunek i dopiero wtedy uslyszałam, ze za obiad nic
        nie policzą. Zostawiliśmy wszystko na talerzach i tak zakonczyła sie
        miła niedziela na warszawskiej starówce...a tacy byliśmy głodni.

        I pies ganiał te robale, bo pewnie w każdej kuchni są....ale kurde
        jak juz klientowi podaje sie je przypadkowo na zastawie stołowej, to
        nie należy mu wmawiać, że ma omamy i bierze świeży majeranek za
        karaluchy uncertain
        • majenkir Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 00:21
          to.ja.kas napisała:
          > Więc tata dostaje swoją golonkę a tam z wrąbka deski wybiegają
          setki malusienkich karaluchów

          Karaluchy sa duze przeciez....
          • lineczkaa Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 13:26
            majenkir napisała:

            >
            > Karaluchy sa duze przeciez....

            w Polsce karaluchy są małe. Te brązowawe duże to prusaki.
    • marghe_72 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 23:11
      Bo Kompania Piwna idzie na ilośc, nie na jakość
      Omijam szerokim łukiem

      O poprzednim wątku wypowiedziałam się w poprzenim wątku smile
      • to.ja.kas Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 23:18
        Ale mule smakowały mi tam lepiej niż gdziekolwiek indziej...i gdzie
        ja teraz takie dobre mule zjem? uncertain
        • marghe_72 Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 23:19
          to.ja.kas napisała:

          > Ale mule smakowały mi tam lepiej niż gdziekolwiek indziej...i
          gdzie
          > ja teraz takie dobre mule zjem? uncertain

          W domu smile
          Taniej i przynajmniej wiesz co jesz big_grin
          • to.ja.kas Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 23:39
            w domu bywam od 19...mimo uwielbienia do kucharzenia nie zawsze mam
            czas tongue_out
            • marghe_72 Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 00:00
              No tak
              aczkolwiek mule się szybko robi
              np w weekend

              wink
    • ma_dre Re: "Wydziwianie" w restauracji 06.11.08, 23:22
      no widzisz dirgone, dla mnie cala ta zadyma wokol zupy pomidorowej oraz innych
      udziwnien dobitnie odzwierciedla poziom szacunku czlowieka do czlowieka, a
      raczej szacunku do klienta w Polsce jakze jeszcze Ludowej... jak juz oduczyli
      sie w restauracjach warczec i rzucac sztucami tudziez szurac wymownie talezem w
      strone klienta zamiast podejsc blizej i grzecznie postawic, to jeszcze nie
      nauczyli sie szanowac zyczenia klienta w kwestii zamowien. To co w innych
      krajach jest calkowicie naturalne, w Polsce jest jeszcze nie do pojecia! Nigdzie
      tak zle nie czuje sie w restauracji jak w Polsce. Albo wygladam za biednie i
      czeka mnie pogarda i politowanie(zarza mi sie czasami ubierac prawie ze w worek
      po ziemniakach bo takiego mam focha) albo wygladam za bogato i ironia i zawisc,
      a juz wymownie patrzy sie na mojego zagranicznego malzonka, no bo przeciez z
      milosci to na pewno z nim nie jestem. Rzadko zdarza sie obsluga, kotra zachowa
      sie profesjonalnie, szybko obsluzy, z usmiechem, bez przegiec jak zwlekanie z
      odebraniem zamowienia mimo ze w restauracji pustki, pomylka w realizacji
      zamowienia, zapmonienie o czesci zamowienia, zebranie o napiwki, pomylka w
      rachunku... niestety polskie lokale to w duzej czesci jeszcze straszna wiocha.
      Najgorzej wspominam jeden lokal w Katowicach, gdzie jakas tlusta slazaczka
      nawarczala na mnie i mojego, bo smialismy sie. Dodam ze akurat stypa sie tam nie
      odbywala, a do rykliwych raczej nie nalezymy. O smakowitosci dan w niektorych
      lokalach to juz wogole nie bede wspominac, bo czesto sa to wspomnienia dosc
      przykre, niestety wiele restauracji stara sie jak najmniej wydac na skladniki, a
      za dania nagrabic na maksa!
    • sir.vimes Przecież to oczywista sprawa 07.11.08, 00:02
      Zamawiam czasem dziwne rzeczy, zupełnie spoza karty albo pytam o możliwość
      modyfikacji potraw - zazwyczaj nie ma problemu, a jak jest to uczciwie mówią i
      proponują coś innego.

      Nie tłumaczę się nigdy , bo i po co? Grzecznie pytam i tyle.

      W takiej sytuacji jak opisujesz byłoby mi naprawdę bardzo przykro... i chyba nie
      zapłaciłabym.

      Pamiętam kilka przypadków pomyłki w zamówieniu - raz dostałam naleśniki z innym
      farszem niż chciała, zdziwiłam się nieco , dziewczyna chciała wymienić ale
      wyglądało ciekawie. I było smaczne. A kelnerka przyniosła cukierki - jako miłe
      przeprosiny za pomyłkęwink
      Raz dostałam piwo z innym syropem niż chciałam - wymienili bez problemu...

      Nie rozumiem ani okłamywania klienta (okłamany i przykro potraktowany nie wróci)
      ani takich porad jak w wątku o zupce , ze niby z góry trzeba wiedzieć co jak
      smakuje i jaki ma skład. Absurd.
      • ma_dre Re: Przecież to oczywista sprawa 07.11.08, 00:29
        co do oklamywania klienta, to przypomnialo mi sie takie zdarzenie z polskiej
        restauracji w Paryzu, juz nie pamietam nazwy bo wtedy to byl pierwszy i ostatni
        raz jak do niej zawitalam, w kazdym razie w okolicach Nation : pytam pania czy w
        krokietach do barszczyku jest wieprzowina, bo moj nie jada, a pani widzac ze pan
        po polsku nie kuma, mowi do mnie z obrzydliwym znaczacym usmiechem, "jest, ale
        przeciez nie musi wiedziec...", no w morde, ja dla jakiejs chol...nej idiotki
        bede oklamywala faceta mojego zycia! ludzie to sa jednak bezczelni i glupi!
        Polskie restauracje w Paryzu to wogole oddzielny temat, ksiazke by mozna
        napisac. Goraco nie polecam!!!
    • kali_pso Ja nie z tych wydziwiających... 07.11.08, 00:19
      ..generalnie poza domem jem tak rzadko, że szkoda mi czasu na jakieś
      fanaberie- zamawiam to, co jest i jestem zadowolona- czas, jaki
      zaoszczędzam na niestrojeniu fochów wole poświęcić na miłą rozmowę
      zamiast na dywagacje czy dodali danej przyprawy za mało lub za dużo.

      Mało wybredna i mało wymagająca jestem, wiemwink
      • sir.vimes A może po prostu zdrowa jesteś 07.11.08, 00:27
        i nie masz jakiś idiotycznych problemów dzięki którym lekarze katują cię
        zaleceniem "bez czosnku i cebuli" itd itp... Ja wydziwiam i z musu i z kaprysu.

        A do samego pogadania to wolę li i jedynie kawkę i winko. Nie przesoląsmile)
    • rudy_wyjec Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 00:24
      Normalną rzeczą dla mnie jest, że jeśli w restauracji przed
      złożeniem zamówienia pytam o coś i dogaduję się z obsługą, że będzie
      przygotowane na moje życzenie inaczej (i że jest to możliwe) - to po
      otrzymaniu zamówionego dania nie zapłacę za nie, jeśli nie będzie
      przygotowane tak, jak się wcześniej umówiłam. Koniec, kropka.
    • kinga127 cebula;) 07.11.08, 06:25
      tak , tak, z tą cebulą mam tak samosmile. Zawsze pytam, czy jest w składzie
      potrawy, zdarza się dość często, że patrzą na mnie ze zdziwieniem i nie potrafią
      odpowiedzieć na pytanie! W moim mieście znalazłam aż jeden kiosk z hamburgerami,
      gdzie oddzielnie mają cebulę a wszystkie sałatki/surówki są bez niejsmile wtedy nie
      ma problemu. Na urodzinach u znajomych i rodziny, że wszyscy pamiętają o mojej
      awersji do cebuli i odkładają dla mnie sałatki bez niejsmile
    • hratli Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 07:47
      pierwszy raz slysze, ze nie mozna wydziwiac w restauracjach smile)

      ja jestem z tych, co nie jedza czesci produktow - nie z powodu
      alergii, tylko z powodow smakowych. jak widze cos w karcie, na co
      mialabym ochote to pytam kelnera, czy da sie ominac skladnik. jest
      to naturalna rzecz. jezeli nie to rezygnuje, trudno.

      np. nie jem cebuli od zawsze. jakis czas temu bylam w tatarskiej
      knajpie i pytam kelnerki, czy jest cos bez cebuli, to malo co nie
      zaslabla big_grin chyba bylam pierwsza klientka, ktora "wydziwiala". po
      czym pani (na oko 18 lat) zrobila mi kilkumminutowy wyklad na temat
      jak to cebula jest zdrowa i potrzebna do zycia. no coz... w
      konsekwencji zamowilam jedno danie, ktore mialo byc bez cebuli, po
      czym okazalo sie, ze zawieralo jej jakies 50%. pani dalej nie mogla
      zrozumiec, dlaczego nie chce jesc. nie wiem, czy to takie dziwne, ze
      czlowiek moze czuc do czegos obrzydzenie???

      to tak jak z kazda dziedzina zycia, nie podoba sie to nie brac.
      • toniesamowite Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 10:26
        ale rozumiem,ze po kazdym udziwnieniu menu zostawiacie wieksze(albo
        w ogole jakies) napiwki?wink

        • hratli Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 13:51
          zawsze zostawiam napiwki smile
    • mustardseed Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 10:32
      Mój wniosek:
      Im lepsza (droższa) restauracja, tym wydziwiać mozna bardziej.To u
      nas.
      Pracowałam kiedyś (za czasów studenckich) w restauracji w USA, i tam
      wszyscy bardzo serio traktowali prośby o niedodawanie czegos tam do
      jedzenia, jeżeli klient sobie tak zazyczył. Pamiętam, ze kiedyś
      przyszła kobieta i awanturę zrobiła, bo jej dziecko dostało odczynu
      alergicznego po zjedzeniu czegos tam z serem, a ona wyraźnie
      prosiła, żeby tego sera nie było. Właścicielka restauracji 2 noce
      nie spała bo się bała procesu sądowego.
      Generalnie uważam, ze klient ma prawo 'wydziwiać', zwłaszcza jak
      kelner przyjmuje takie zamówienie.
      • inia33 Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 13:02
        bo tam, gdyby przyszło do procesu i jeszcze klientka by proces
        wygrała (co jest więcej niż pewne), odszkodowanie by było tak duże,
        że właściciel by z torbami poszedł!
        u nas się jeszcze procesów o odszkodowania nie boją, a szkoda...
    • igusiak Re: "Wydziwianie" w restauracji 07.11.08, 20:46
      wiecie, powiem szczerze że sama byłam kelnerko-kucharką i mniej
      więcej 80 % ludzi wymyśla składając zamówienie... ta chce marchewkę
      z rodzynkami, ta bez rodzynek, placki z cebulą, bez cebuli, barszcz
      łagodny, barszcz pikantny, blablabla... a to wszystko już jest
      gotowe, i nie ma opcji żeby złagodnić barszcz czy nagle zrobić
      placki bez cebuli.... po pierwsze-nikomu sie nie chce, po drugie
      klient tak czy srak musi zapłacić... a jeśli zwróci i zażąda nowej
      porcji, to życze mu powodzenia i smacznego xD tak jest szczególnie w
      restauracjach w miejscowościach turystycznych, gdzie większość
      klientów to osoby z daleka, których opinia na temat knajpy nie ma
      wiekszego znaczenia bo zawsze sie znajdzie nowy frajer który tam
      zje...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja