agnieszkatk
19.11.08, 11:10
Trochę mnie wczoraj poniosło za sprawą jednej mamusi, chociaż sama
nie wiem, jak bym na jej miejscu zareagowała, z drugiej strony....
zdenerwowała mnie.
Pojechałam z moim 5,5 latkiem na salę zabaw. Chyba największą w
Warszawie. dzieci było jednak bardzo malo, może 8 w danej chwili.
Siedziałam przy sttoliku co jakiś czas "rzucając okiem" na syna. I w
pewnym momencie widzę, jak jakaś babka trzyma mojego syna w pól i
coś mu perswaduje, on kiepsko słucha ( ale widzę, że jest
zdenerwowany, ma autyzm i nie lubi, jak ktoś obcy go dotyka ) a obok
nich dwie dziewczynki, mmniej więcej w jego wieku. Myślę sobie: o,
pewnie którąś dziewczynkę albo walnął, albo jej coś zabrał. Zanim
podeszłam, mamuśka sobie poszła. Podchodze do syna i pytam: udezyleś
dziewczynkę? odpowiada, że tak. Pytam, dlaczego, on na to, że
rzucała w niego piłeczkami. Tłumaczę, że bić nie wolno, bo pójdziemy
sobie, że ma uważać itp. Pytam: przeprosiłeś? Tak. Mowię: to idż
jeszcze raz przeproś. I widziałam, że poszedł. Koniec, uważałam
sprawę za zamknietą, szczególnie, że mały raczej dzieci nie bije,
chyba że sprowokowany.
Po jakimś czasie baba do mnie podchodzi i pyta, czy ja jestem mamą
owego chłopca. I mówi mi, ze " pani syn poddusił moją córkę" i
mówi, że powinnam go nauczyć przepraszania i grzeczności a mała jej
wtóruje: mógł mnie zranić! Trochę wkurzona odpowiadam, że przecież
nic się nie stało, syn przeprosił i widzę, że dziecku nic nie jest.
( nigdy się nie tłumaczę, że chory czy nie chory, szczegolnie, że
syn zasady zachowania się zna i generalnie przestrzega, a jeśli
chodzi o zwroty grzecznościowe to ma wręcz obsesję na tym punksie i
przeprasza, nawet gdy to jego ktoś walnie ) Ona na to, że nie
przeprosił. Ja na to, że powiedział, że przeprosił i ja mu wierzę. A
ona, że jestem agresywna i że nie dziwi się po agresji dziecka po
takiej matce. Dobrze zdenerwowana stwiedziłam, że jej dziecko
żyje ,nic mu nie jest , sprawę uważam za zamkniętą i nie życzę sobie
uwag ani pod adresem zachowania dziecka ani pod moim. Znowu
usłyszałam, że jestem agresywna,( i walnęłam,że jak ja agresywna to
ona beszczelna ) dziecko źle wychowane a ona nie będzie ze mną
dyskutować ( na co zreszą odetchnęłam z ulgą ) i odeszła, sycząc do
koleżanki, jakie ze mnie chamstwo.
Nie bronię dziecka - źle zrobiło bijąc inne. Ale... w takich
skupiskach dzieci nie raz coś sobie wyrywają czy biją się ( bo w to,
że syn dusił dziewczynkę jakoś nie wierzę ). Uważam też, że
zareagowałam prawidłowo: zwróciłam synkowi uwagę, zresztą potem już
do tej dziewczynki nawet nie podchodził. A mamuśką nadal uważam za
nadgorliwą, złośliwą i myślę, że koniewcznie chciała się popisać...