Dlaczego tak cierpią i ja i oni.

24.11.08, 21:56
Jakiś czas temu okazało się,że moja mama ma nowotwór piersi.W lipcu
pobito mojego męża .Miesiąc temu mój tata dosał wylewe do
oczodołów , czego następstwem jest:w oku prawym krótkowzroczność -16
i widzenie z odległości 0.5 metra, a w drugim odwarstwienie
siatkówki - operowane.Dziś usłyszeli wyrok- nie będzie pan
widział.Ja mam za dwa tygosnie operację kręgosłupa.Mam 31 lat- nie
uniose tego wszystkiego.Nie mam już siły.Dlaczego? Za co? Dlaczego
tak bardzo los doświadcza mojego tatę , mamę , męża, mnie.Cholera -
dlaczego????
    • osa551 Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 24.11.08, 22:41
      Jedyne co ci mogę napisać, to że jakoś to będzie. Zajmij się swoim kręgosłupem,
      bo jak nie będziesz w pełni sprawna to nie będziesz mogła rodzicom pomóc.

      Nowotwór piersi to nie jest wyrok, w zależności od typu nowotworu dokonuje się
      zwykle operacji a potem chemioterapii lub naświetlań. Najpierw operacja.
      Chemioterapia następuje dopiero po jakimś czasie jak wygoi się rana, więc
      będziesz już jakiś czas po operacji kręgosłupa i pewnie będziesz na chodzie.
      Mamie na pewno trzeba będzie pomóc, najpierw odwiedzać w szpitalu (ok tygodnia),
      potem wozić na chemioterapię. Jedyne co ci mogę poradzić, to jak mama już będzie
      zakwalifikowana do zabiegu to poproś ją, żeby wyraziła zgodę na to, żebyś mogła
      porozmawiać z lekarzem prowadzącym o jej stanie zdrowia. Mówię to z
      doświadczenia. Mnie o wiele łatwiej było wspierać mamę w walce z chorobą jak
      wiedziałam, czego się mogę spodziewać.

      Każdy ma swój krzyż. Ja nienawidzę świąt wielkanocnych. Kilka lat pod rząd każde
      święta to dla mnie był ból. Mojemu ojcu tez groziła ślepota. Znaleźliśmy
      specjalistę i prywatnie miał operowane oczy w Centrum Damiana, oczywiście
      diagnoza tuz przed Wielkanocą. Jak miałam 29 lat babcia miała bypasy i w
      Wielkanoc była w szpitalu. Jak miałam 30 lat i 2 miesięczne dziecko na ręku -
      moja mama miała zdiagnozowany nowotwór. Nawet nie mogłam jej odwiedzić w
      szpitalu po operacji. Jak miałam 31 lat - ojciec miał operację ratującą życie,
      on miał 71 lat i operacja była na granicy ryzyka, bo u 17% pacjentów się nie
      udaje a jego wiek jeszcze to pogarszał. Jak miałam 32 lata - u mamy wykryto
      przerzuty nowotworu. Wszystko tuż przed Wielkanocą rok po roku. Dopiero w tym
      roku odetchnęłam w Wielkanoc po 6 latach... Wszystko przeżyjesz i wszystko
      udźwigniesz.
    • kittka25 Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 24.11.08, 22:41
      Bardzo Ci współczuję. Jestem wierząca ale ostatnio bardzo się zastanawiam
      dlaczego Bóg doświadcza tak bardzo niektorych - nie myślę o sobie ale np -Ty
      albo moja bliska kuzynka (straciła w wypadku brata, a kilka tygodni później
      pijany kierowca zabił jej wszystkie troje dzieci - juz nastolatki. Rozmiar
      niektórych tragedii jest niepojęty - modlę się za nią i za Ciebie i Twoją
      rodzinę także będę.
      • nadrugiemiania Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 24.11.08, 23:09
        Przec chwilą koleżanka powiedziała mi , że powinnam się cieszyć z
        teo co mam, bo napewno na świecie jest ktoś kto ma jeszcze
        gorzej.Dla mnie to marna pociecha.W tak krótkim czasie spadło na
        mnie tyle nieszczęść sadJuż mi bakuje siły na wszystko.Nie potrafie
        juz udawać,że sie trzymam, bo się nie trzymam wogóle.Mam strasznego
        doła.jest mi strasznie przykro.W tej chwili najbardziej martwie sie
        o tatę.Całe żyie pracował - samochodem.A teraz dość ,że żadnej pracy
        nie podejmie, to jeszcze tydzień wcześniej kupił sobie swój
        wymarzony samochód-Audi A6.Ciułał i ciułał i tak sie bardzo
        cieszył.Rodzice zrobili sobie remont mieszkania, tata kupił samochód
        i fjuuuuuuu i tyle.Po tygodniu nagła choroba taty.Trzeba wszystko
        sprzedać i towar i samochody i zlikwidowac działalność.A ja nie moge
        pomóc.Mieszkam daleko.Codziennie dzwonię i rozmawiam i choć
        tak...Nie mam siły.Przykro mi, smutno, jestem rozżalona i...jestem
        zła na Boga.Bo za co to wszystko.Za uczciwość i ciężką pracę.Ale
        dziekuję za wsparcie duchowe kitka i za modlitwę.
        • mic-hag Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 25.11.08, 00:11
          złapałam doła nie wiem i często zastanawiam się nad życim czy jest bóg. Czemu
          tak jest że jednym z nieba spada nie mają problemów a jak twierdzą że mają to
          wyć mi się chce.Bo czy problemem można nazwać brak kasy na nowe auto w
          porównaniu z nami których dopadają choroby gdzie nie ma żadnych
          możliwości.Stracilam dwoje dzieci jedno w 14tyg drugie w 9 tyg jak byłam w ciąży
          i czasem pytam dlaczego co ja takiego zrobiłam.Gdzie jest sprawiedliwość .Ale
          trzeba jakoś żyć i cieszyć się z tego co mamy.Trzymaj się kobieto będę trzymać
          kciuki aby wszystko było dobrze.

          • jestem.mama Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 25.11.08, 09:16
            nie wiem co napisać..naprawdę ogromnie mi przykro. Moja mama miała amputowaną
            pierś 10 lat temu i żyje, ma się dobrze. Tamten okres też wspominam jak pasmo
            nieszczęść, miałam ogromne problemy w pracy, życiu osobistym. Uwierz, zły los
            kiedyś się odwróci, chociaż trudno w to teraz Ci uwierzyć, to tak będzie. Zobaczysz.
    • broceliande Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 25.11.08, 10:20
      Bardzo współczuję, ale też zazdroszczę. Moi rodzice nie żyją. Mój
      tata pod koniec był całkiem niewidomy, odklejenie siatkówki miał
      operowane kilkakrotnie.
      A gdzie leczy się Twój tata?
      • aanna6 co nas nie zabije to nas wzmocni 25.11.08, 12:23
        to moje motto.
        2006-zmarła mi mama
        2007- urodziłam synka z wada serca ( naszczescie juz wszystko ok
        wada sama zanika)
        i teraz najgorszy rok 2008
        - luty zmarł nagle mój dziadek
        -czerwiec babcia trafia na stół operacyjny , operacja sie udała
        babcia lezy na intensywnej terapi przez miesiac , po 2 miesiacach
        wypisuja ja do domu -wymaga opieki 24/24 (sada , rurka tracho.
        worki stomijne , nie chodzi nie siedzi nie rusza rekoma itp...)
        -sierpien podejrzenie nowotworu nosa u mnie (narosl w nosie)
        naszczescie operacja i badanie ok .
        -2 listopad babcia umiera
        -
        -8 listopad tescia kopnął kon -pekniente jelita zapalenie
        otrzewnej ( tesc w domu rana ropieje i sie jadzi)
        -19 listopad babcia (druga ) trafia do szpitala
        19 listopad dziadek meza trafia do szpitala
        miedzy czasie inne wypadki losowe . wiec niech ten rok jak
        najpredzej sie skonczy



        A tobie zycze duuuzo zdrówka i wytrwałosci.
        • nadrugiemiania Bardzo dziękuję i odpowiadam. 25.11.08, 22:27
          Tata leczy się w Poznaniu. Bardzo wszystkim dziękuje za słowa
          otuchy.Faktycznie nie tylko mnie jest źle i nie tylko ja przeżywam
          to co przeżywam.Mnie jeszcze nikt nie zmarł i mam nadzieje wielką,że
          jeszcze długo do tego przykrego momentu.Przemyślałam słowa lekarza i
          stwierdziłam zgodnie z mężem ,że lekarka strzeliła tekst bez
          zastanowienia, bo skoro tata codzień widzi cos nowego, a to nowy
          kolorm a to wzzor na dywanie , ato paski na mamy spodniach -to
          przecież nie jest ślepy - jak to lekarka okresliła.Ponadto 3 innych
          lekarzy mówi co innego.Ale wiecie , jedna osoba powie cos takiego i
          odbiera nadzieję człowiekowi na wszystko. Wczoraj byłam załamana i
          nie potrafilam myslec o niczym innym.Dziś mi troche lepiej.Bardzo
          wszystkim dziękuję.Bardzo.
          • babowa Re: Bardzo dziękuję i odpowiadam. 25.11.08, 22:33
            nadrugiemiani,trzymam kciuki i wierze ze bedzie lepiej
            Dasz radę
          • broceliande Re: Bardzo dziękuję i odpowiadam. 26.11.08, 10:29
            Mój tata leczył się w Poznaniu, Warszawie i Łodzi. w łodzi jest
            specjalista, ludzie się umawiają kilka miesięcy do przodu.
            Przy odklejeniu siatkówki widzi się nadal, niekoniecznie jednak
            patrząc wprost, no i pole widzenia może być bardzo postrzępione.
            Trzymaj się razem z tatą i mamą.
            Pozdrawiamsmile
    • minerallna A czemu wcześniejszy wąteki wylądował tu? 26.11.08, 00:37
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=8765815
      Nie mój, ale z czystej ciekawości pytam.
      • nadrugiemiania minerallna 26.11.08, 12:23
        No właśnie nie wiem.Wyladował natychmiast po tym, jak go napisałam.
        Dosłownie w 5 minut. Być może powodem było skorzystanie z tego
        samego komputera przez moja koleżankę?! Nie wiem , nieważne.
    • midwaay Re: Dlaczego tak cierpią i ja i oni. 28.11.08, 00:20
      No to Ci jedno powiem, musisz teraz cały czas patrzeć pozytywnie, myśl o
      wszystkim co jest dobre. Wiem, że będzie trudno, ale musisz dać radę. Jak będzie
      trzeba idź do psychologa.
      Trzy lata temu mój mąż zaczął chorować na epilepsję, córka 1,5 roczna upadła na
      zabawkę i rozcięła sobie usta - musiała mieć zakładany jeden szew w znieczuleniu
      ogólnym i do tego miałam wypadek samochodowy - chodziłam w kołnierzu. Wszystko
      zdarzyło się w przeciągu 2 miesięcy i wtedy było mi ciężko, ale jakoś dałam
      radę, niestety jak nadeszła zima dopadła mnie depresja i powiem jedno ciężko się
      z niej wychodzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja