dirgone
25.11.08, 10:58
Teraz obsługa komputera jest u większości czymś tak naturalnym, że aż trudno
sobie przypomnieć, jak było kiedyś. Pamiętacie?
Mój pierwszy kontakt z komputerem był na lekcjach informatyki w podstawówce -
totalna porażka. DOS, rysowanie durnych wykresów i gra w koło fortuny. Nie
wiem do czego to miało służyć. Na równie kiepskim poziomie miałam informatykę
w liceum - też rysowałam jakieś gwiazdki, kwadraciki i inne pierdoły w tym stylu.
W domu kompa nie miałam, a u znajomych czy rodziny ograniczałam się jedynie do
gry w Mahjonga i układania pasjansa.
W 1999 roku mój ojciec kupił komputer do domu. Ja akurat się wtedy
wyprowadziłam, ale jak tylko przyjeżdżałam do domu na weekend, to leciałam do
kompa jak oszalała - zarywałam noce z Simami czy jakimiś strzelankami (ja,
brat, pizza i karabin,heh).
Neta bałam się strasznie długo. Zazdrościłam koleżance, która mówiła, że to
takie okno na świat. Zazdrościłam, bo bałam się przyznać, że ja tego okna nie
znam i nie potrafię obsługiwać. Bałam się wchodzić do uczelnianej sali
komputerowej. Czasami tylko towarzyszyłam jakiejś koleżance, która czegoś
szukała i podglądałam skrycie. Ale byłam burakiem
Aż nadszedł dzień, w którym pewien chłopak, na punkcie którego oszalałam,
wysłał mi smsa z internetu. Wysłał z jakiejś zagranicznej poczty i w smsie
pojawił się jego adres e-mail. Koniecznie chciałam odpowiedzieć, więc zebrałam
całą swoją odwagę i poszłam do kafejki internetowej. Tam, obnażając całą swoją
niewiedzę, poprosiłam obsługującą laskę, żeby mi pomogła założyć konto
pocztowe. O rany, ale to było przeżycie! Do dziś pamiętam te emocje

Pierwszą pocztę miałam na onecie (bardzo krótko zresztą). I jak już to
zrobiłam, to poszło! Zachłysnęłam się netem, potrafiłam olać zajęcia i
siedzieć w sali informatycznej pół dnia. I tu całuję Empik na Marszałkowskiej
za to, że udostępniał ludziom neta za darmo
Bardzo żałuję, że tyle razy zmieniałam konto, bo niestety nie mam nigdzie
maili z okresu studiów