co byscie zrobily na moim miejscu?

01.12.08, 12:36
moj partner przegral spoora vsume pieniedzy na zakladach sportowych,
najgorsze jest to ze przysiegal ze nie gra a gral prawie codziennie
przez miesiac. zalezy mi na nim i go kocham ,ale nie umiem
zrozumiec, stracilam zalfanie jestem zalamana. wczoraj przeryczalam
cala noc a on przeprasza. Nie potrafie wybaczyc nie wiem co robic.
    • aneczka22wawa Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 12:42
      dodam jeszcze nie przelewa nam sie , oszczedzam na wielu rzeczach
      a teraz przed swietami licze kazdy grosz a on przepuscikl tak sobie
      dobre kilkaset zl.
    • mearuless Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 12:43
      facet wpadl w hazard- niestety....
      moze pomyslcie o terapi??
      samemu trudno sobie z tym poradzic, a nieststy wiele malzenstw hazard rozlozyl
      na łopatki...sad
      tu widze juz zaczely pojawiac sie kłamstwa- wiec kolejne placzliwo-krzykliwe
      rozmowy bym sobie darowala.
      tu juz jest pora na specjaliste.
      pozdr i powodzeniasmile
    • aneczka22wawa Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 13:01
      myslalam o tym . zastanawiam sie tylko czy odbuduje zaufanie . po
      dczas nieprzespanej nocy przypomnialy mi sie rozne inne sytuacje w
      bktorych sie zarzekal i przysiegal a potem okazalo sie ze klamie.
      wiem ze mnie kocha ale poprostu nie moge vuwierzyc ze zrobil cos
      takiego.
    • lucerka Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 13:04
      Juz ci mowie co:

      1. Zadbac to to, zeby ukochany nie mial dostepu do Twoich finansow i
      zebys Ty w razie powstania jakiegos dlugu nie byla pociagnieta do
      odpowiedzalnosci. Zabezpiecz sie dziewczyno.

      2. Porozmawiac z ukochanym. Ja osobiscie daje zawsze 3
      szanse...jesli nie wykorzysta trzeciej to nie mialabym nadzieji na
      to, ze nie jest nalogowcem i ze sie zmieni. Na klamstwo nie ma
      miejsca. Acha - i darowac sobie placze i robienie wyrzutow - za to
      wprowadzic rzeczowa rozmowe.
    • jowita771 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 14:33
      Jeśli jesteście małżeństwem, to rozdzielność majątkowa. Jeśli nie, to pilnuj,
      żeby jak najmniej Waszego majątku było zapisane na niego, żadnego wspólnego
      konta, dostępu do Twojego konta. I tego się trzymać bez względu na to, co
      partner mówi (że już z tym skończył, że mu ni ufasz itp.)
      Myśl o sobie, żebyś nie została z niczym albo jeszcze z jego długami.
    • triss_merigold6 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 14:45
      Zabezpieczyć sobie fundusze na życie do których facet nie ma
      dostępu. Pozbyć się hazardzisty z życiorysu. Wobec radosnego
      przegrania kasy niezbędnej na inne wydatki, przeprosiny wydają mi
      się mało istotne.
      Wiesz co powinnaś zrobić a jestem dziwnie pewna, że poza fukaniem i
      łzawymi wyrzutami nie zrobisz nic.
    • kamelia04.08.2007 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 15:22
      jesli ci na nim zalezy i go kochasz, to morda w kubeł i cierp w
      milczeniu.

      jesli masz odrobine rozumu, to chyba zdajesz sobie sprawe, ze tak
      zyc sie nie da - z osoba uzaleznioną (!!!) od zakładów sportowych, a
      juz załozenie z takim rodziny, to akcja dla kamikadze.

      Jesli na prawde chcesz mu dac ostatnią (!!!) szanse, to go wyslij na
      terapie, na twoim miejscu jednak zaczęłabym sie wycofywac z tego
      zwiazku. Zawsze mozna pokochac kochos innego - bez nałogów.
    • 18_lipcowa1 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 15:38
      aneczka22wawa napisała:

      > moj partner przegral spoora vsume pieniedzy na zakladach
      sportowych,
      > najgorsze jest to ze przysiegal ze nie gra a gral prawie
      codziennie
      > przez miesiac. zalezy mi na nim i go kocham ,ale nie umiem
      > zrozumiec, stracilam zalfanie jestem zalamana. wczoraj
      przeryczalam
      > cala noc a on przeprasza. Nie potrafie wybaczyc nie wiem co robic.


      odeszlabym
      z nalogowcow trawie tylko palaczy
      • portala1 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 15:51
        mam takie samo zdanie jak kamelia.

        wiem, ze jak ktosa jest zakochany, to jest trudno porzucic kogos,
        ale pomysl, co bedzie w przyszlosci, co bedzie gdy on wyrzuci
        wszystkie pieniadze i nie bedziesz miala co dziecku dac do jedzenia,
        co bedzie wtedy? bedziesz miala litosc dla niego czy dla dziecka???
        wtedy pewnie stracisz wszelkie uczucia do niego, gdy zobaczysz, ze
        on nie ma litosci dla dziecka, nie mysli o tym co bedzie pozniej.
        Nalog to straszna rzecz, trudno z nim zerwac. Dlaczego to Ty masz
        brac na siebie ten ciezar by go oduczac . Pomysl co bedzie w
        przyszlosci, co zrobisz gdy naprawde bedziesz w dlugach, wyobraz
        sobie taka sytuacje, taka najgorsza, i moze wtedy choc odrobine
        popatrzysz na tego czlowieka surowiej.
        I jeszcze jedna, czy on naprawde Cie kocha? Czy on pomagal by Tobie
        wyjsc z nalogu, czy tez po prostu by odszedl. Zapytaj go czy bylby z
        Toba gdybys na przyklad byla narkomanka albo pijaczka. Zapytaj. Bo
        cos mi sie wydaje, ze ludzie z problemami nie za bardzo akceptuja
        podobne osoby. I pozbadz sie glupiej litosci, bo on nie ma litosci,
        ze swiat nie bedziecie mieli.
        • bozenka12 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 15:55
          chyba konieczna bedzie terapia. U rodziny meza podobna sytuacja.Maz
          szwagierki przegrywa kase w casinach. Ona go kocha, on ja tez, takze
          mysleli, ze sobie z tym poradza. W tej chwili traca dom i samochod
          przez jego dlugi. To jest uzaleznienie,choroba, nalezy leczyc.
    • hamerykanka Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 17:59
      Odejdz.
      Ex (na szczescie) zona mojego meza tak sie zachowywala, przegrywala
      nie tylko swoja pensje ale i zrobila dlugu na jego kartach
      kredytowych na ponad 25 tysiecy. Dla niezorientowanych-miala zamiar
      splacac po 600 dolarow miesiecznie tyle ze tylko 50 z tego szo na
      pokrycie dlugu, reszta to bank interest...sprawa sie wydala i tak,
      poszla na terapie, terapia nie pomogla bo ona zrzucala cala wine na
      niego ze to przez niego jest nieszczesliwa, w sumie w ciagu kilku
      lat przegrala ok 100 000 dolarow, musieli brac pozyczke pod zastaw
      domu...po 13 latach uzerania sie mial dosc i odszedl ale co przezyl
      to jego. Nawet potrafla spac w samochodzie pod kasynem zeby byc na
      miejscu jak otworza..
      Rozmowy z nalogowym hazardzista nie pomagaja, trzymanie przy
      pysku...chcesz tak zyc? nie zostawiajac pieniedzy w domu? obawiajac
      sie ze zaciagnie dlugi u kogos lub w banku? slyszac klamstwa i
      usprawiedliwiania, a w koncu to on bedzie cie obwinial pod byle
      pretekstem?Naprawde chcesz takiego zycia?
    • gaskama Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 18:01
      Odeszłabym.
      • edunia73 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 18:11
        Mam w rodzinie kogos z podobnym problemem,potrafił chodzic i prosic
        o po życzenie kaski na mleko dla dziecka a tak naprawde wydawał na
        bukmachera czy jakos tak.To jest nałóg który trzeeba leczyc ,jesli
        nie da rady sam ,musi z pomocą fachowców.Kwestia tylko tego ,czy on
        sobie zdaje sprawe z problemu?Jesli widziałabym ,ze tak,że chce to
        zmienic dałabym szansę ,jeśli nie odeszłabym,nie chciałabym aby moje
        życie potem tak wyglądało,jak teraz.To zrozumiałe że go kochasz ,ze
        byś teskniła,przywiązanie swoje robi,ale i to mija.
    • marzeka1 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 18:47
      Co robić? Chroń własne finanse, ale tak, by za żadne skarby nie miał do nich dostępu, bo tez przegra, a to,że ci obiacywał to nic. Jeśli jest hazardzistą, a na to wskazuje jego zachowanie, chroń siebie. Niech idzie na leczenie, bo zapewnienia, że to ostatni raz, to o kant d...
    • fajka7 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 01.12.08, 18:59
      Widze, ze sporo tych hazardzistow, to nie taki rzadki problem. Tez
      znam jednego. Kombinowa i klamal, lacznie 60 tys zl trzeba bylo
      splacac, a to bylo pare ladnych lat temu- wtedy mozna bylo w
      trojmiescie kupic za to kawalerke.
      Ona sie nie rozwiodla, ale po drugiej akcji zdecydowala sie na
      rozdzielnosc, w jego pracy jest uzgodnione, ze jego wyplata wplywa
      na jej konto i zasadniczo on nie ma dostepu do gotowki.
      Jezdzil na terapie, najwyrazniej pomogla, ale trudno uwierzyc, ze to
      koniec problemu. To takie zycie na bombie - w kazdej chwili moze sie
      okazac, ze sa jakies dlugi na grube dziesiatki, jak nie setki tys.-
      bo co za problem w jakims providencie sie zapozyczyc.
      On sie czasami dziwnie zachowuje, jakies takie napiecie lapie, ona
      zaraz wlosy z glowy rwie czy cos sie nie dzieje znowu. W ogole on
      jest nerwowy taki na codzien, depresyjny, latwo sie frustruje.
      Ciezkie zycie, naprawde.
    • mustardseed Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 02.12.08, 09:39
      Pogoniłabym. Z samego rana.
    • osa551 Re: co byscie zrobily na moim miejscu? 02.12.08, 09:49
      Gdyby nie zgodził się na terapię to dla dobra swojego i dzieci bym go zostawiła.
    • lizz77 Re: z punktu widzenia hazardzistki 02.12.08, 10:18

      Aneczko, powiem Ci tak:
      Twój partner jest hazardzistą. Hazard to choroba. Może zakończyć się
      nawet samobójstwem. Wiem - wydaje się, że to gruba przesada ale taka
      jest prawda. Ta choroba niszczy nie tylko zycie samego hazardzisty.
      Niszczy też życie jego bliskich. Poczytaj tu, zwłaszcza wejdź na
      forum:
      www.hazardzisci.org/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1
      Moje rady:
      - nie wierz nawet w jedno słowo hazardzisty - to notoryczni kłamcy i
      to też jest syndrom tej choroby
      - natychmiast!!!! zrób rozdzielność majątkową, czy też rozdziel
      finanse tak, żebyś była zabezpieczona (tak naprawdę nie wiesz ile
      Twój partner przegrywa i jakie ma długi)

      Odnośnie partnera: czy on sobie zdaje sprawę z problemu? czy wie, że
      jest uzależniony i jedyna droga to leczenie?
      Jeśli nie - odejdź (niestety będzie tylko gorzej)
      Jesli tak - spróbuj zrozumieć i pomóc (ale nie kosztem Ciebie i
      bliskich - broń Boże nie spłacaj długów!!!!)

      Trzymam kciuki za Twojego partnera, a Wy proszę trzymajcie za mnie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja