annasi23
10.12.08, 11:39
Mój ojciec rozwiódł się z moją mamą, odszedł jak miałam 16-17 lat (odchodził
sukcesywnie). Ale już wcześniej miał drugie życie, rzadko bywał w domu,
właściwie nas nie wychowywał.
Teraz ma drugą rodzinę, żonę młodszą o 10 lat, syna 7-letniego. Ta żona ma
jeszcze dwie córki z poprzedniego związku.
Dwaj moi bracia z ojcem się widują od czasu do czasu, ja nie. Nie akceptuję
tej sytuacji, uważam, że zrobił świństwo nam i mamie, no i nie lubię, bardzo
nie lubię jego żony. Ona zresztą mnie też.
Uważam, że nie mam wobec ojca żadnych zobowiązań.
On oczywiście chciałby się ze mną spotykać (tak mówi), ale w "rodzinnym
gronie", czyli w towarzystwie swojej żony i dziecka, co dla mnie jest trudne,
wręcz nie do przejścia.
Zapraszam go do siebie, ale samego.
Rezultat jest taki, że starszą córkę - dwuipółletnią widział kilka razy, a
młodszą - siedmiomiesięczną - jeden raz.
Ostatnio nasze kontakty są wyjątkowo rzadkie, do tego stopnia, że starsza,
kumata już córka, kiedy przyszedł mój ojciec powiedziała o nim "pan".
I zaczęłam się zastanawiać - czy ja nie robię moim dzieciom krzywdy? Starsza
córa poznaje świat, wszystko chłonie, uczy się relacji międzyludzkich. Zna
rodziców męża i moją mamę, wszystkich bardzo kocha. Na razie taka sytuacja, że
ma troje dziadków, jest dla niej naturalna, ale jeszcze trochę i zacznie
dostrzegać lukę.
Co wtedy?
Pewnie powiem jej prawdę, postaram się jej wytłumaczyć sytuację.
Proszę, oceńcie, czy powinnam odbudować kontakty z ojcem? Jeśli tak, to będę
to robić wbrew sobie, ale czy warto? Nie zmienię stosunku do jego rodziny,
jego postępowania, nie zacznę go szanować - ale może pomimo tego? Mogą z tego
wyniknąć nowe konflikty, tak już się parę razy stało.
Lepszy taki dziadek niż żaden?