Złość i smutek też istnieją...

12.12.08, 12:52
Zainspirował mnie wątek e-mamy, która pisze, że ma straszne wyrzuty sumienia,
bo przy dziecku kłóciła się z mężem przez telefon.
Wiecie co, ja mam wrażenie, że zapanowała jakaś paranoja na tym punkcie.
Dlaczego zawsze takie uczucia jak złość czy smutek mamy ukrywać przed dziećmi?
Przecież dziecko prędzej, czy później się z nimi zetknie. Taki jest świat.
Tacy są ludzie, że czasem się cieszą, a czasem płaczą albo się złoszczą i
kłócą. Jak dziecko ma się nauczyć radzenia sobie ze złością czy smutkiem,
skoro rodzice udają, że im się złość i smutek w ogóle nie zdarza? Czemu
dziecko ma nie wiedzieć, że rodzice też ludzie i czasem się kłócą, a potem
godzą? Czy dziecko, które nigdy nie widziało złoszczącego się rodzica, poradzi
sobie potem np. w przedszkolu z własnymi i cudzymi uczuciami? Czy będzie
przerażone, jak koleżanka wrzaśnie, bo nie będzie wiedziało, że może się z nią
za chwilę pogodzić? Ja myślę, że lepiej jest, jeśli dziecko pozna te uczucia w
domu i zrozumie, że są normalne, ludzkie. I że mijają i ktoś smutny jest
później wesoły, a pokłóceni się godzą... A Wy jak myślicie?
    • gagunia Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:03
      Jestem tego samego zdania. Nie widzę powodu, żeby kryć emocje przed dzieckiem.
      Oczywiście pomijam tu psychopatów, patologie typu alkoholizm czy ludzi w
      depresji. Zdarza nam się pokłócić przy dziecku. Zdarza nam się przeklinać. Nie
      mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Dziecko ma się dobrze. Nie używa wulgarnego
      języka, jest pogodne.
    • exotique Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:23
      tzw trzymanie pod kloszem. I kiedy dziecko jako nastolatek probuje stawiac swoje
      pierwsze dorosle kroki nagle nic nie kuma. Bo jak to tyle zla dookola? ze nie
      wszyscy slodko uprzejmo i w zachwycie...

      Ukrywanie negatywnych emocji moze tylko kzywde przyniesc. Co nie znaczy, ze
      trzeba dziecko nieustannie wystawiac na to co zle i nieprzyjemne. Po prostu nie
      powinnysmy tego trudnego swiata podkolorowywac na sile.
    • koralik12 Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:29
      Ja mam inne zdanie na temat wątku który Cię zainspirował. Co innego jak dziecko
      widzi jak mama krzyczy czy płacze albo kłóci z tatusiem. Ale co innego jak mama
      wrzeszczy bez opamiętania, wali przy tym telefonem w stół i ogólnie jak pisze
      traci kontrole nad swoim zachowaniem. W takim stanie wstyd by mi było jakby mnie
      ktokolwiek zobaczył nie tylko dziecko.
    • alabama8 Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:30
      Popieram. Nie wrzeszczy się przy niemowlaku - bo nic nie kuma i się
      boi, ale cała reszta tałatajstwa powinna być uczona świata (uczona a
      nie straszona światem) tak więc okazywanie emocji nie zaszkodzi w
      rozsądnych ilościach (bez rzucania sprzętem AGD).
    • daga_j Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:32
      Tak, nie należy ukrywać swoich uczuć, ale uważam, że trzeba się przy dziecku
      opanować. W tamtym wątku zezłoszczona mama brzydko się wyrażała i waliła
      telefonem o ścianę - myślę, że nie chcemy uczyć naszych dzieci wyrażania złości
      w ten sposób? No ja nie chcę. Można czasem pokrzyczweć ale bez wyrażania się,
      jak to radzą - powiedzieć "głupio się zachowałeś" zamiast "jesteś głupi"! Można
      następnie powiedzieć dziecku "krzyczałam bo mnie zdenerwowało zachowanie taty,
      lepiej jak napiję się kawy to mi przejdzie złość, a później spokojnie z tatą
      porozmawiam" - to lepiej oswoi dziecko w uczuciami takimi jak złość. Według mnie
      rzucanie wyzwiskami i przedmiotami to nie jest widowisko dla dziecka pozytywnie
      je edukujące. Również uważam, że nawet bez dziecka kłótnie powinny być bardziej
      kulturalne.
      • thana203 Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:56
        Jasne, że kulturalna kłótnia jest lepsza od "niekulturalnej"!smile Ale nie wszyscy
        okazują emocje tak samo. Ja kiedy jestem zła, to robię się lodowata i złośliwa,
        przedmiotami rzucam bardzo rzadko, wulgaryzmami przy dziecku - nigdy. Ale złość
        ma właśnie to do siebie, że trochę tracimy panowanie nad sobą i każdy człowiek
        inaczej reaguje. Ta e-mama walnęła telefonem w stół. Czy to powód do wyrzutów
        sumienia? Dla mnie wyrzuty (i to porządne!) powinien mieć ktoś, kto walnął
        dziecko albo męża. Telefon - rzecz nabyta. Tyle tylko, że dziecko (7-miesięczne
        może nie, ale starsze) może się nauczyć takiego sposobu reagowania i też będzie
        rozwalać przedmioty. Ale dopóki rozwala swoją własność, a wie, że nie wolno
        tknąć żadnej żywej istoty, to dla mnie taka reakcja nie jest powodem do wyrzutów
        sumienia. Przynajmniej się wyładowała. A ukrywanie złości skończyłoby się
        całodziennym poirytowaniem i w końcu odbiłoby się tak, czy inaczej na dziecku...
        Chociaż zgadzam się z tym, co piszesz Daga o wyjaśnieniu dziecku przyczyny
        zachowania: "krzyczałam bo mnie coś zdenerwowało". To pozwala dziecku zrozumieć
        sytuację, sęk w tym, że jest możliwe dopiero po odzyskaniu panowania nad sobą. smile
    • vibe-b Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 13:40
      bzdury godocie.
      moi rodzice cale zycie sie kloca, teraz na starosc troche slabiej
      (bo sil brak) ale w dziecinstwie czesto bylam swiadkiem ich scysji
      (scysji to malo powiedziane). Nienawidzilam tego do dzis uwazam ze
      zachowaywali sie oboje jak bydleta. Uwazam, ze powinni byli
      oszczedzic nam (mnie i siostrz) uczestnictwa w tej grotesce. Bo
      chcac nie chac stawalysmy sie uczestniczkami tych awantur.
      • moninia2000 Re: Złość i smutek też istnieją... 12.12.08, 14:04
        To raz(vide-b), a dwa, ze w tym poscie akurat ja tez uwazam, ze to
        zabyt mocne, walenie w stol telefonem, wrzaski, stracenie
        opanowania. Dziecko ma czas, nauczy sie jaki jest swiat i wcale
        osoby wychowane w szczesliwej rodzinie, zgodnej i dobrej, cieplej
        nie musza miec problemow ze swiatemsmile Moze zwyczajnie sa juz
        dobrze "ukierunkowane", aby radzic sobie z trudnosciami, bo to, ze
        maja milosc nie oznacza, ze im sie na wszystko pozwala (ucza sie, ze
        mozna im odmowic) albo, ze inni krzycza czy sie denerwuja. Chyba
        wszyscy kiedys tam dyskutujemy, nie zawsze da sie uniknac dyskusji
        przy dziecku, ale ja osobiscie staram sie jak moge, bo wciaz mam
        zbyt wyrazne wspomnienia z dziecinstwa i wiem, jak to przezywalam,
        wiec...wcale nie zalecam. Nie mowie, aby byc chodzaca, szczesliwa
        maszyna, o nie! Po prostu dziecko winy nie ma, opanowanie jest
        wazne, a humorki mamy czy taty pozna z biegiem lat i tak.
    • fajka7 Re: Złość i smutek też istnieją... 13.12.08, 01:17
      Szkopul w tym, zeby dziecku nie tylko pokazywac, ze negatywne emocje
      istnieja i kazdy je odczuwa, i ma do tego prawo, ale zaraz potem -
      co z tymi emocjami zrobic, jak sobie z nimi radzic albo co robic,
      gdy sie z nimi poradzic nie udalo.
      Do tego, jesli zrobi sie cos zlego, np. pozwoli swoim emocjom pojsc
      na calosc, nie jest sztuka wpedzic sie w poczucie winy i sie w niej
      plawic, ale sobie wybaczyc, przeprosic ofiary i naprawic sytuacje.
Pełna wersja