smutno mi: zaginął nasz kot :)

14.12.08, 22:19
Wiem, że komuś to się może wydać śmieszne i niepoważne: rozpaczać po stracie
kota, gdy giną ludzie. Kto ma zwierzaka w domu, ten zrozumie sad
To był kot domowo - podwórkowy, no i w czwartek nie wrócił do domu. Małe
szanse, że jeszcze się zjawi. Kurcze, tak mi brakuje tego grubasa: nic nie
leży na fotelu, nie plącze się pod nogami w kuchni i nie wybrzydza, nic nie
pakuje się na kolana czy brzuch z głośnym mruczeniem...To był po prostu
kolejny członek rodziny, tyle że przygarnięty z podwórka. I chyba za to
przygarnięcie był takim wdzięcznym kotem.
    • lola211 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 14.12.08, 22:20
      Ja cie swietnie rozumiem.Nie trac nadziei, rozwies ogloszenia, moze
      ktos go walesajacego sie przygarnal i nie wie, gdzie zgube oddac?
    • 18_lipcowa1 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 14.12.08, 22:22
      jest szansa ze wroci
      kotom sie to zdarza, zniknac na pare dni i wrocic
      • gocha71 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :( 14.12.08, 22:25
        To nie jest typ łazęgi, trzymał się domu nawet w okresie godowym...
        • lola211 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :( 14.12.08, 22:26
          Czyli ktos go zakosil z podworka czy jak?
    • domiel6 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 14.12.08, 22:27
      Choc to nie pora (bo nie marzec)moze "wyczul"jakas kocice.
    • katia.seitz Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 14.12.08, 22:36
      Rozumiem cię i współczuję sad

      Rozwieś ogłoszenia, pytaj sąsiadów, możesz też obdzwonić okoliczne schroniska -
      a nuż przybłąkał się do kogoś i ktoś go tam wywiózł. Spytaj u weterynarza - może
      coś mu się stało, np. samochód go potrącił, i ktoś go znalazł i zaniósł...

      Kicia moich rodziców też niedawno zaginęła i odnalazła się po pięciu dniach,
      kiedy spisaliśmy ją już na straty. Tak więc, szansa jest.
    • bswm Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 14.12.08, 22:36
      Dlatego ja nie wypuszczam swoich kotów, mam świadomość co może je spotkać -
      trutka na szczury, samochód, "bawiące się" okrutnie nastolatki. Życzę Ci, żeby
      się znalazł, mam nadzieję, że pomyślisz wtedy, żeby go nie narażać na te
      sytuacje...
      • gocha71 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :( 14.12.08, 22:53
        W jego przypadku trzymanie w domu byłoby okrucieństwem: urodził sie pod naszym
        tarasem ponad dwa lata temu i dzieciństwo spędził na dworze.
        Kurcze, co przechodzę koło okna balkonowego to patrzę, czy widać biały łepek...
        • katia.seitz Re: smutno mi: zaginął nasz kot :( 15.12.08, 11:25
          To nie poprzestawaj na patrzeniu, tylko podzwoń po schroniskach i weterynarzach.
          Kot - żywy czy martwy - nie wyparował, że tak brutalnie się wyrażę.
      • gacusia1 Popieram 15.12.08, 00:39
        Mamy dwa koty i mowy nie ma o spacerkach.Nawet do ogrodu.Nie liczac
        tego,ze mi wczesna jesienia starszy czmychnal 2 razy.Raz go synek
        wypuscil rano,bo mi sie zwlec z wyra nie chcialo....Wredota mala .-)
        Drugi raz sam sobie siatke w drzwiach balkonowych otworzyl.
        Pierwszym razem w pizamie i kapciach wyskoczylam w pogoni za
        kotem.Synek grzecznie przyszedl do sypialni i oznajmil,ze wypuscil
        Buddyego. Na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo.Teraz jestem
        uwazniejsza i naprawde koty dla mnie nie powinny byc
        wypuszczane "samopas".
    • osa551 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 14.12.08, 22:42
      Chyba jest szansa, że jeszcze wróci. Mojego grubasa akurat wykopać na taras
      nawet w lecie to jest wyczyn.
    • judyta2000 nasz wrócił po ...pół roku 15.12.08, 07:02
      Nie martw się. Kiedyś nasz Pimpuś wrócił po... pół roku. Gdzie ta
      bestia była nie mamy pojęcia. Zdjęcia rozwieszone były wszędzie, ale
      to nic nie pomogło.
      W pracy mieliśmy kiedyś taki przypadek, że kociak "wsiadł" do tira
      razem z towarem i kierowca rozładowując towar w Niemczech zauważył
      go, ale nie dał rady złapać i kot zniknął. Pojawił się w firmie po
      jakimś roku i już potem grzecznie leżał w swoim "wyrku" omijając
      duże samochody z daleka. Jakimś cudem przeszedł przez granicę i
      potem jeszcze 300 km, razem ok. 900 km.

    • bambuska Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 09:15
      Hej, dobra rada w takiej sytuacji dla wszystkich wlascicieli kotow
      czy tez psow to wszczepić elektroniczny chip.Wtedy jest wieksza
      szansa ze ktos go znajdzie i na podstawie numeru identyfikacyjnego
      trafi znow do ciebie.
    • kotbehemot6 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 09:26
      świetnie Cie rozumiem, Trzymam kciuki,że wróci- moze poszedł gdzies na kocia
      łazęgę....
    • sanna.i Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 10:05
      Jak zaginął nasz pies wyłam całą noc i choć minęło sporo lat,do tej pory mnie to
      rusza.Po kocie bym pewnie nie płakała,bo kotów nie lubię,ale rozumiem w czym
      rzecz.Współczuję.Moze się jeszcze znajdzie?
    • dirgone Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 10:37
      Obejdź wszystkich sąsiadów i zapytaj, czy ostatnio nie otwierali i zamykali
      jakiejś szopy czy garażu. Kotka moich rodziców wróciła kiedyś po tygodniu.
      • margarettka Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 10:43
        oj bardzo dobrze Cie rozumiem.

        Choć u Ciebie jest szansa, że zguba wróci. Jeszcze nie minęło dużo
        czasu, a koty czasem tak mają, że lubią sobie zniknąć. Trzymam
        kciuki, by się znalazł.

        Ja miałam śliczne 2 koty i jeden niestety zginął pod kołami
        samochodu, jak nie wrócił na noc, to wiedzieliśmy, ze coś złego się
        stało, bo on się nigdy nie oddalał daleko, był straszną przylepą, do
        tego własnego cienia się bał, więc trzymał się domu. Taka
        przytulanka kanapowa.
        No i niestety mąż go znalazł, wyłam 2 dni, potem dochodziłam do
        siebie czas jakiś.... został nam jeden i do tej pory jak wspomnę
        tamtego, to coś mnie w środku ściśnie. A to już 4 mce.


    • margotka28 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 10:43
      doskonale cię rozumiem. Kiedyś, jak byłam w liceum zginął nasz pies.
      Oczywiście z winy mojego ojca, bo nie chciało mu się wychodzić na
      spacer, więc wypuścił go do ogródka. A że pies cwaniak, jakoś pod
      płotem się przeczołgał. Wróciłam wieczorem do domu, patrzę psa nie
      ma. Najpierw opiep...m ojca, później zazngażowałam wszystkich w
      poszukiwania. Była zima i spadł śnieg. Noc, ciemno. Nikogo nie
      widać. Żadnych śladó łapek. NIC. Pojawił się patrol policji,
      poprosiliśmy o pomoc w poszukiwaniach. Szukali. I nic. Zmęczona,
      zaryczana wróciłam do domu. Około 3 nad ranem słyszę szczekanie.
      Otwieram drzwi - Korek. Nie był zmarznięty, nie był mokry. Był
      przestraszony. Podejrzwam, że ktoś wziął go do domu, ale Korek tak
      wył, że ten ktoś stracił cierpliwość i wywalił psa.
      Nigdy więcej w taki sposób nie straciłam zwierzaka. I nikomu nie
      życzę. Mam nadzieję, że twój kot też się znajdzie.
    • wilma1970 Re: smutno mi: zaginął nasz kot :) 15.12.08, 11:29
      Dobrze Cię rozumiem, ale jeszcze nie rozpaczaj. We wrześniu sprawiłam sobie koty
      i jednego z nich pies niechcący pogonił (ach, jak on tego potem żałował, jak
      żałował) w 12. godzinie pobytu u nas w domu, czyli w nowym miejscu. Kot, rasowy
      main coon z chipem, ale szanse, że ktoś uczciwy go odda by zerowe. Było mi
      smutno, ale też trochę żałowałam tego tysiąca złotych, które straciłam.
      Wołałam go kilka godzin, ale przecież on nie znał mnie jeszcze i nie miał
      zaufania. Na szczęście sam wrócił w nocy.
      A koty wypuszczam na dwór. Po prostu nie czynię innym tego, co mi byłoby niemiłe.
Pełna wersja