Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły

15.12.08, 16:27
Wątek mnie natchnął obok i moja własna odpowiedź.

1. Piłam wodę ze studni na starym cmentarzu. Regularnie, bo była zimna i
dobra. Razem ze mną moje durne siostry i jeszcze durniejszy brat. Żadnemu z
nas nie przyszło do głowy, że to może, hm..., niehigieniczne?

2. Najadłam się rtęci. Mamie stłukł się termometr i chociaż szybko pozbierała
szkło, to nie zauważyła kulki z rtęcią. Ja zauważyłam bardzo szybko i
wsadziłam ją do ust, jak cukierka. Pamiętam, że oglądałam wtedy teatr dla
dzieci - o księżniczce i wiejskiej dziewczynce, które wyglądały tak samo, były
nieszczęśliwe i pewnego dnia spotkały się nad rzeką lub na jakiejś łące,
zauważyły podobieństwo i zamieniły się - księżniczka poszła do wiejskiej
chaty, a mała chłopka do pałacu i.... I tu przegryzłam szkło i zaczęłam
płakać, bo rtęć wstrętna w smaku była. Mama kazała mi kilkakrotnie przepłukać
usta i na tym się skończyło.

3. Wlazłam do starej psiej budy podczas zabawy w chowanego. Nie wiem, jak to
się stało, że chociaż pies w niej nie mieszkał, to oblazły mnie pchły,
strasznie - cała czarna od nich byłam. Poleciałam z rykiem do domu, mama
wsadziła mnie do wanny i pchły spłukała. O rany, na samo wspomnienie się trzęsę.

4. Mój brat przyniósł do domu ogromnego, półżywego szczura (sąsiad hodował
świnie, w mieście, i tam wiecznie szczury były, które sąsiad zabijał
trutkami), który wbił mu się zębami w kurtkę. Mama wtedy szyła, brat wszedł do
domu, stanął za nią i powiedział "Mamo, patrz, kotek". Mama na widok kotka
mało co nie zeszła z tego świata.

5. Rodzice wynajmowali dom. Na podwórku były miejsca, do których nie wolno nam
było się nawet zbliżać (heheh). Wlazłam za jakąś przyczepę i wystający drut
wszedł mi w głowę, prawie koło oka. Pamiętam, że jak doszłam do domu, to
jakieś białe było widać. I nie wiem, kto to widział - ja, rodzice, brat? Do
dziś myślę, że widziałam w lustrze własną czaszkę smile Ojciec mnei zawiózł na
pogotowie, tam mnie opatrzyli i wróciłam do domu. Mój brat był bardzo ciekawy,
co mi się stało. Opowiedziałam ze szczegółami, on oczywiście poszedł zobaczyć,
co to i gdzie i.. I pół godziny po powrocie ze szpitala ojciec musiał znowu do
niego jechać, tym razem z moim bratem. Ten sam drut, ten sam lekarz, ta sama
blizna w tym samym miejscu smile Myślę, że dzisiaj bylibyśmy odebrani rodzicom i
umieszczeni w jakimś odosobnieniu.

Na jeden post wystarczy, bo dalej to horror się zaczyna smile
    • dirgone Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 16:38
      Na wspominki mi się zeszło, heh.

      1. Marzyłam o tym, żeby wykoleić pociąg. Mieszkałam koło torów, pociągi jeździły
      tam rzadko i cała dzieciarnia zawsze się zbierała, żeby zobaczyć, czy pociąg się
      wykolei czy nie. Wykoleić się miał od kamyka kładzionego na torach. Oczywiście
      nie wiedzieliśmy, co to wykolejenie może spowodować, tacy ograniczeni byliśmy.

      2. Stawałam z dzieciarnią przy drodze i rzucałam kwiatkami w przejeżdżające
      samochody. W ten sposób "chrzciliśmy" je lub "święciliśmy", już nie pamiętam, o
      co chodziło. Kierowcy się wściekali (bo nie wiedzieli przecież, co rzucamy), my
      zwiewaliśmy, wracaliśmy po narwaniu nowych kwiatków i zabawa trwała nadal. Do
      czasu, gdy jeden z kierowców okazał się znajomym rodziców...

      3. Skakanie z dachu domu na dach rozwalającej się szopy pominę w opisie.
      Wystarczy, że odległość między nimi nie była mała... Ale nikomu nic się nie
      stało (jeden z cudów mojego dzieciństwa).

      4. Zjeżdżałam rowerem z wysokiej góry. Wywaliłam się, rower się popsuł, a
      szprycha rozorała mi nogę. Dzieciarnia poleciała do rodziców, przyleciał ojciec,
      który cudem mnie zabrał do domu, do szpitala pojechała już ze mną mama.
      Pamiętam, że kawałek mięsa zostawiłam na masce samochodu, na którą na chwilę
      mnie posadzono. Mój dziadek chyba zemdlał. A ja nawet nie zapłakałam. Szyli mnie
      na żywca, a przyglądała się temu siostrzenica pielęgniarki (ja miałam z 7 lat,
      ona może 6) i byłam na to wściekła, bo miała kurza twarz lepszy widok. Do dziś
      mam piękną bliznę na pół uda.
      • mysiam Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 16:45
        o amtko
        boli mnie wszystko ,jak czytam Twoje przygodywink
      • asocial Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 16:46
        o ranysmile) niezla jestessmile
        mysle, ze kazdy z nas ma kilka takich sytuacji.. dzis bylby zupelnie inaczej potraktowane.

        moi rodzice kiedys w niedzielne popoludnie zaprosili do siebie znajomych z corka w moim wieku(wtedy ok 5- 6lat). rodzice zostali w domu, popijajac wino do obiadu, a my poszlysmy na dwor (teraz ktos wypuszcza 5letnie dzieci na podworko?). po 10min przyszlo nam do glowy przejsc przez ulice (ktora byla po drugiej stronie blokowiska i od zawsze mialam zakazane tam chodzic) i oczywiscie musialam wpasc pod samochod. rodzice zbiegli (halas), kierowca przerazony..
        teraz to rodzicow by wsadzili do wiezienia zapewne, ze patologia z promilami.
      • hellious Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 16:46
        Ja nagminnie kradlam konie z pobliskiej lace i jezdzilysmy z kolezanka na nich na oklep i z sama lina zawiazana na lbie. I nie zawsze byly to mile kobylki.
        Raz dostalam od brata cagla w glowe. Dwa szwy i po ptokach.
        Zabawy na pobliskich likwidowanych ogrodkach dzialkowych byly standardem. ee, w sumie to chyba nic mojemu zyciu nie zagrazalo tongue_out
    • dlania Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 16:47
      Tę Twoja historie z drutem to sobie juz kiedyś zapamietałamwink))
      Ja brałam udział jako 6-latka w akcji "Niewidzialna ręka". Koledzy z podwórka
      powiedzieli, że na osiedlu grasuje złodziej i że jedziemy go złapac. Koledzy
      głównie starsi i z dużymi rowerami. Ja z malutkim. No i pojechaliśmy w miasto za
      tym złodziejem. Z górki oni sie rozpedzili, a moje malutkie kółeczka nie
      nadązały, więc im jeszcze dodałam czadu pedałami i... tyle pamiętam. Przytomnośc
      odzyskałam kilka godzin póxniej w szpitalu, po kolegach ani widu ani słychu.
      Więc juz w tak młodym wieku wybiłam sobie z głowy wszelkie akcje typu
      harcerstwo, Bieszczady 40, Oazy i inne gromadne ideowe wypady. W dupe tam z
      takim braterstwem.
      Ale ogólnie to wies była ciekawsza i niebezpieczniejsza niz miasto. Kupe
      robiliśmy do gnojowiska, które było tak skonstruowane, że był drąg, a pod nim 4
      metrowy dół z gnojem, i my kucaliśmy trzymając się tylko tego drąga.
      Że o jeździe na furze siana i kołach traktora nie wspomnę. I kapili w dołach po
      wybieranym piasku. I wspinaniu sie po drzewach. I zjadaniu wszystkiego, co w
      trawie i krzakach rośnie.
    • gagunia Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 17:08
      Ja też miałam wiele niebezpiecznych przygód. Na moim osiedlu budowało się wiele
      domów. Podstawową zabawą u nas był więc berek na fundamentach. Kto spadł - był
      berkiem.
      Było tez wiele płyt budowlanych ustawionych pionowo, opartych jedna o drugą - z
      boków wystawały druty zbrojeniowe. Płyty były świetną kryjówką (szczeliny na
      okna i drzwi) podczas zabawy w chowanego. Cud, że nikogo z nas to nie
      przywaliło. Raz tylko koleżanka rozcięła tym drutem nogę.

      Skakaliśmy też na budowach z budynków w stanie surowym na zwały piasku - np z
      pierwszego piętra.

      Poza tym zabawa przy rowach melioracyjnych ( gdy pełne to miały ze 2 m głębokości).

      Jazda na łyżwach po zamarzniętym jeziorze - lód się złamał i kuzyn wpadł do
      wody. Do domu odstawiliśmy go ledwo żywego - było z 10 stopni mrozu.

      Latem kąpiele w morzu i zawody kto zrobi więcej fikołków pod wodą. Mieliśmy po
      10-13 lat.
      • igooska Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 17:14
        I tez bawiliśmy się w -wykopach-Wymieniali na osiedlu rury z centralnego
        ogrzewania i całe place były rozkopane.A my w tych dziurach mieliśmy bazy
        itd.Dziwiłam się zawsze ze mama mi nie pozwala tam łazićsmile
      • hankaskakanka Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 17:18
        1. skakanie z belek pod stropem stodoly na siano na dole - dzisiaj nawet dla
        mnie niewyobrazalne!
        2. bieganie na tory zeby podkladac zlotowki pod kola pociagu i rwac jezyny ktore
        tam rosly
        3. draznienie 300 kg knurow zarodowych u sasiada - poszturchiwanie kijem - olaboga!
        4. robienie korali ze stonki - wyrzucone, bo sie na tej nitce ruszaly, blee, z
        zebow zwiarzat i normalnie z jarzebiny.

        duzo tego bylo jak sobie przypomne to dopisze
        aaaaaaaa zeby na korale najladniejsze byly z nutrii - takie pomaranczowe, do
        zabawy w indian idealne wink
    • igooska Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 17:12
      Miałam z 6 lat ,kuzynki jedna 8 druga niecałe 5.Niedługo przed Świętem zmarłych
      zmarł brat babci.I w samo święto wymyśliłyśmy żeby iść odwiedzić grób wujka.Na
      cmentarz było blisko(była w tym czasie impra u babci)ale zgubiłyśmy się na dużym
      cmentarzu.Przyprowadziła nas jakaś sąsiadka babci.Nikt jakoś wtedy nikt nie
      mówił ze nie wolno bić dzieci-wpieprz dostałyśmy wszystkie po równosad
      • agusia79-dwa Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 17:55
        boszz
        * ja miałam 6 lat- grałam z bratem i kolegą w ringo. Znudziła nam
        się zabawa naziemi więc poszliśmy do pomieszczenia gospodarczego-
        mój brat na dole, ja z kolegą jakieś 3 metry nad ziemią. Mój brat
        rzucił ringo- a ja głupia chciałam je złapać i wylądowałam na
        betonie- wstrząśnienie mózgu i ręka złamana w nadgarstku w dwóch
        miejscach- mięso na ręce uniesione na około 5cm.
        * miałam około 8-9 lat i mimo zakazu bawiłam się nowonarodzonymi
        szczeniakami- pies mnie pogryzł ślad około 2cm na ręce mam do dziś.
        Wtedy nie powiedziałam o tym rodzicom bo pewnie dostałabym wpier...,
        ale jak sobiepomyślę, że mogłam złapać wściekliznę to aż mnie ciarki
        przechodzą
        * kiedyś w zimie dotknęłam zamarzniętej uliczki językiem- bolało jak
        jasna q...
    • agao_72 teraz ja 15.12.08, 17:56
      - skok z rozhuśtanej mocno huśtawki - lądowanie na plecach. ledwo łaziłam,
      przyznałam się 3 dni później. miałam chyba 4,5 roku. od razu rodzice pognali do
      szpitala.
      - zabawa z odczynnikami chemicznymi. tatuś chemik miał całkiem ciekawy zestaw,
      więc ja wymieszałam w szklance tajemną miksturę i patrzyłam jak dymi...
      - miałam tak z 11-12 lat. trenowałam wtedy pływanie. byliśmy na wczasach nad
      jeziorem, ratownika na kąpielisku nie było, była przerwa obiadowa, z nudów
      wlazłam do wody i przepłynęłam całe jezioro (spore) wpław. odpoczęłam chwilkę i
      wróciłam. a potem nieopatrznie przyznałam się Tacie, wtedy dostałam jedynego
      klapa w tyłek wink. dzień później Tato namówił ratownika, i powtórzyłam wyczyn,
      ale z asekuracją.
      - miałam tak z 7-8 lat, za osiedlem była wąwóz lessowy ze stromymi ścianami, no
      i z kolegami wspinałam się. bez asekuracji. ściana miała z 5 m.
      - miałam tak z 6 lat. kolega wymyślił zabawę wspaniałą. jedna osoba siedzi na
      huśtawce, a druga rzuca kamieniami. i kto dostał kamieniem pod oko? no ja, ja, ja!
      • igooska Re: teraz ja 15.12.08, 19:39
        To mi przypomniało jak siostrzenica nauczyła się pływać.Będąc na pływalni
        zdawała na kartę czy coś takiego w każdym razie musiała ze słupka
        skoczyć.Wszystko fajnie jej szlo aż w pewnym momencie brat jej(3 lata) stojący
        spokojnie razem z tata tez wskoczył do wody-głębokiej.Wydawało mu się ze i on
        potrafi.Cale szczęście ze miał rękawki ubrane wiec nic się nie stało oprócz
        strachu rodziców.
    • 18_lipcowa1 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 18:41
      ja robilam duzo niebezpiecznych rzeczy
      mialam polamane rece, nos, robita glowe
      tak jak juz pisalam jadlam snieg i niedojrzale jablka, calowalam
      psy, latalam zgrzana bez czapki zima, na lodowisku albo gorce do
      zjedzania spedzalam cale godziny, nie czulam juz zimna, chodzilam po
      drzewach, skakalam po roznych konstrukcjach
      wspaniale mialam dziecinstwo

      a teraz? PS albo nintendo wii, paczka chipsow i jazda....
    • dirgone Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 19:08
      Mój luby to pobija wszystkich.
      Składał modele statków i jak mu się namnożyło ich sporo, postanowił pobawić się
      w wojnę. Nalał do wanny wody, oblał statki zmywaczem do paznokci, na każdym
      statku umieścił kilka petard, a potem zapalił zapałkę i rzucił.... Huk podobno
      był w całym bloku. Luby z kolegą się przestraszyli, zamknęli drzwi do łazienki i
      w kuchni z rozpaczą wysłuchiwali kolejnych wybuchów. Trwało to podobno bardzo
      długo, wszelkie próby ugaszenia nic nie dawały, bo nawet woda się paliła. Po
      wszystkim sprzątnął łazienkę tak, że śladu nie było widać. Tylko smród został.

      Poza tym od zawsze interesował się informatyką. Kiedyś pokłócił się z kolegami i
      postanowił się zemścić. Napisał wirusa i podłączył go do dyskietki ze zdjęciami
      gołych bab. Nie podejrzewał, że wirus rozprzestrzeni się tak szybko i na tak
      wielką skalę (bo przerzucał się na inne pliki). Nie był złośliwy strasznie, nic
      nie kasował, ale był upierdliwy i większość osób musiała sobie z nim poradzić za
      pomocą przeinstalowania systemu. Najlepsze jest to, że po wielu latach luby sam
      tego wirusa złapał. Tylko udusić gnoja..
      • karola1008 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 19:40
        Niezły ten Twój Luby smile)), a numer z drutem koło oka nadaje się do
        thrillera komediowego (o le taki gatunek istnieje).
        Ja też się wiele razy zastanawiałam, jak przezyłam dzieciństwo:
        1. wylazłam z okna na pierwszym piętrze domku na spadzisty dach
        twerandy. Siedziałam (ledwo się na tym dachu utrzymując) i
        rozkoszowałam się własnym występkiem, gdy nagle usłyszałam
        okrzyk: "Kasia!!!!!!!!!". To moja mama właśnie zobaczyła, gdzie
        jestem. Aż podskoczyłam ze strachu i oczywiście sturlałam się z tego
        dachu. Nic mi się nie stało, ale lekarz w szpitalu powiedział, że
        dorosły to pewnie by się zabił.
        2. U mojego dziadka za domem było bagienko. Oczywiście dzieciaki
        miały Absolutny Zakaz Szwędania się Po Bagienku Niezależnie Od
        Okoliczności. Oczywiście niezależnie od okoliczności-żadne z
        dzieciaków tego nie przestrzegało. Któregoś dnia mój kuzyn i ja
        poleźliśmy na to bagienko i zaczęło nas wciągać. Nie utopiliśmy się
        tylko dlatego, że moja siostra wyła tak, że się zlecieli wszyscy
        dorośli, którzy byli w promieniu kilometra od bagna. Wyciągnał nas
        mój dziadek, w bagienku zostały na wieczność tylko kaloszki.
        3. drażniłam bardzo groźnego psa sąsiada. Nie mogłam się
        powstrzymać.
        Normalnie brzmi to wszytsko, jakby się spowiadała smile))))
        • e_r_i_n Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 20:53
          karola1008 napisała:

          > w bagienku zostały na wieczność tylko kaloszki.

          Ja tak kiedyś zostawiłam w bagienku jednego 'plastika' - modne były
          wtedy takie 'siatkowane' buty, do których obcasa wkładało się
          kamienie, żeby stukały. Kojarzycie? smile

          Tak sobie myślę, że ja chyba jednak nie miałam hardcorowych przeżyć.
          Zadnych złamań, szwów itd.
          Za to mój mąż ma tego wszystkiego na sumieniu za kilka osób. I ma
          totalny zakaz opowiadania o swoich wyczynach przy młodym wink.
          • karola1008 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 21:25
            e_r_i_n napisała:

            > Ja tak kiedyś zostawiłam w bagienku jednego 'plastika' - modne
            były
            > wtedy takie 'siatkowane' buty, do których obcasa wkładało się
            > kamienie, żeby stukały. Kojarzycie? smile
            Pewnie, że kojarzymy. Też takie butki mialyśmy, a przynajmniej ja
            miałam. Mówiło się na to "plastiki".
          • 18_lipcowa1 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 23:09
            tak kiedyś zostawiłam w bagienku jednego 'plastika' - modne były
            > wtedy takie 'siatkowane' buty, do których obcasa wkładało się
            > kamienie, żeby stukały. Kojarzycie? smile


            no ba!!! W gume sie fajnie gralo w nich.
            Mialam biale i rozowe.
            No i spodnica lambadowka tez byla hitem.
            • e_r_i_n Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 08:41
              I jeszcze koszulki z frędzlami - home made albo wypasione ze
              sklepu wink
            • zoofka Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 09:50
              a ja o różowych zawsze marzyłam, ale rozmiaru na mnie w moim
              mieateczku nie było. Musiałam zadowolic sie białymi smile
              fajne te buty były
    • sylwia06_731 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 19:47
      1.U nas pod blokiem był wykopany głeboki dół.Tak głęboki,że zimą do niego z jednej strony fajnie sie na sankach zjeżdzało.W lecie natomiast była inna zabawa:koło dołu rosło drzewo.Jego niektóre gałęzie zwisały nad dołem.do najgrubszej z nich była przywiązana gruba lina.dodam ,ze dółbył dosyć szeroki.My huśtalismy sie na tej linie i bawilismy sie w Tarzana.Najodwazniejsi pRóbowali przeskoczyc na linie na drugą strone dołu.Po paru dniach zabawa się skończyła bo mama kolęzanki narobiła wrzasku jak zobaczyła naszą zabawę i jej ojciec zabrał nam line.Po kilku dniach z drzewa został tylko pieniek.
      2.Na 5 piętrze w bloku mieszkała psychicznie chora babcia.Chłopaki się z nią drażnili.Pukali do drzwi i uciekali.Kiedyś jeden z kumpli zapukał a ona jakby na to czekała i zaczęła go gonic z siekierą po całym bloku od piątego pietra na parter a potem na 10 pietro.ledwo jej zwiał.Na resztę dzieciaków nawet nie spojrzała goniła tylko jego.Nigdy bym sie nie spodziewała,ze starsza osoba moze tak szybko biegać!wierzcie mi,nikt jej juz potem nie zaczepial.
      -
      Nowy stary nick
    • dirgone Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 19:59
      O rany, przypomniało mi się coś.
      W czasach ciężkiego kryzysu bawiłam się z dzieciakami na drzewach. Drzew było
      obok osiedla sporo, ale tylko kilka ulubionych. W tym najukochańsze drzewo i
      mojej przyjaciółki. Strasznie się wściekałyśmy, jak szłyśmy na "nasze" drzewo, a
      tam albo ktoś był, albo widać było (ułamana gałązka), że ktoś tam się bawił.
      Pewnego dnia podkradłam ojcu czerwoną farbę olejną i na pniu drzewa namalowałam
      wielkimi literami inicjały moje i przyjaciółki... Farba olejna schnie bardzo
      długo, nie jest możliwe usunięcie jej z ubrania bez pozostawienia plamy i maże
      się potwornie. A to jesień była i dzieciaki już w kurtkach, najczęściej
      jedynych. Sama bym siebie zabiła na miejscu rodziców wymazanych dzieci.
    • mearuless z w/w postow wynika ze bylam swieta:) 15.12.08, 20:44

    • gemmavera Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 21:12
      1. Moja babcia miała kury. Nie pamiętam dokładnie po co, ale kurom podkładało
      się stare jajka (to były tzw. podkładki), żeby lepiej niosły czy coś.
      No i razem z kuzynostwem podkradaliśmy te zbuki, po czym z lubościa
      rozwalaliśmy o mur i czekaliśmy, aż dotrze do nas smród. Potem uciekaliśmy z
      wrzaskiem. wink

      2. Brat mojego ojca, starszy od nas o zaledwie piętnaście lat, przyprowadzał do
      domu (u babci) dziewczynę. Wtedy wrzucaliśmy im nadpsute jabłka przez okno (to
      był parter) i darliśmy się "zakochana para, Jacek i Barbara". Wtedy on wypadał z
      domu i gonił nas po całym ogrodzie. Heh, to była zabawa... smile))

      3. Wpadłam kiedyś do domu po lekcjach, miałam może 10 lat. Pić mi się chciało
      strasznie, a pierwszą rzeczą, jaka mi się rzuciła w oczy, była szklanka wody w
      musztardówie. Łyknęłam więc spory haust i dech mi zaparło. Bo to był spirytus. big_grin

      4. Tata mnie wysłał do sąsiadki ze wsi po motykę, zwaną kopaczką.
      Dla tych, co nie wiedzą - kopaczka wygląda tak:
      pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Cangkul.jpg
      Sąsiadka mieszkała niedaleko, ale mimo tego pojechałam rowerem. Wzięłam motykę i
      wsiadam z powrotem na rower. Na to baba mi mówi, żebym się nie wygłupiała, bo
      się wywalę z ta kopaczką i mnie auto przejedzie. "Nic mi nie będzie",
      powiedziałam, a w duchu pomyślałam, że baba jakaś przewrażliwiona.
      Po czym wyjechałam na ulicę i od razu rąbnęłam z tą motyką prosto pod
      przejeżdżające auto. Na szczęście kierowca refleks miał i nic mi się nie stało.

      5. Z kuzynami i ich znajomymi poszliśmy na łąki grać w piłkę. Było nas koło
      dziesięciu sztuk, czyli całkiem sporo. Spośród mnóstwa łąk wybraliśmy sobie taką
      najładniejszą, z miękką zieloną trawką, niezbyt długą. Graliśmy w nogę ze dwie
      godziny, po czym musieliśmy uciekać przez bagna przed wójtem goniącym nas na
      motorowerze. Bo to była jego wypielęgnowana łączka. big_grinDD

      6. Z wspomnianym wcześniej kuzynostwem poszliśmy do lasu, który był bardzo
      blisko mojego domu. W lesie był staw. Gdzieś daleko zobaczyliśmy jakichś ludzi,
      więc postanowiliśmy ich "nabrać". Zaczęliśmy wrzeszczeć "ratunku, pomocy, topię
      się!".
      Że kawał był nieśmieszny, przekonaliśmy się dopiero zobaczywszy mojego ojca,
      który biegł wielkimi susami przez łąkę. wink
      • karola1008 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 21:29
        gemmavera napisała:

        4. Tata mnie wysłał do sąsiadki ze wsi po motykę, zwaną kopaczką.
        > Dla tych, co nie wiedzą - kopaczka wygląda tak:
        > pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Cangkul.jpg
        > Sąsiadka mieszkała niedaleko, ale mimo tego pojechałam rowerem.
        Wzięłam motykę
        > i
        > wsiadam z powrotem na rower. Na to baba mi mówi, żebym się nie
        wygłupiała, bo
        > się wywalę z ta kopaczką i mnie auto przejedzie. "Nic mi nie
        będzie",
        > powiedziałam, a w duchu pomyślałam, że baba jakaś przewrażliwiona.
        > Po czym wyjechałam na ulicę i od razu rąbnęłam z tą motyką prosto
        pod
        > przejeżdżające auto. Na szczęście kierowca refleks miał i nic mi
        się nie stało.
        Popłakałam się ze śmiechu smile))))
        • imonmati Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 23:03
          O ludziee.... popłakałam się ze śmiechusmile A dziś jakiś podły humor miałam od ranasmile)
          Ja też miałam dzieciństwo z gatunku "jak udało mi się przeżyć"
          - mając niespełna 5 lat wraz z kuzynem rok ode mnie starszym ukradliśmy z domu
          zapałki, po czym podpaliliśmy ogromny stóg słomy u sąsiada. Na całe szczęście
          mój ojciec i jego ojciec byli w pobliżu- stóg ugasili, po czym brat dostał
          niezłe manto- mnie obroniła mama, która stwierdziła, że i tak już dostatecznie
          wystraszona jestem.
          - o piciu wody z rowu melioracyjnego, jedzeniu brudnej marchwi wyrwanej od
          sąsiada z ogrodu, wypłukanej w brudnej wodzie, jedzeniu cukierków lepionych z
          plasteliny i owijanych w papierki po prawdziwych cukierkach (wszak kryzys
          byłsmile)- nie wspomnę.
          - mając siedem lat spędzałam wakacje u babci- był tam też mój kuzyn rok starszy-
          pewnego razu obudził mnie rano, posadził na bagażnik swojego składaka(ja w
          pidżamie) - i popedałował do miasteczka oddalonego o ok. 4 kilometry_(babcia
          mieszkała na totalnym odludziu)- bo przypomniało się mu , że ma oddać książki do
          biblioteki. Jak już do miasteczka dojechaliśmy- odwiedziliśmy wszystkich kolegów
          mojego kuzyna- do domu wróciliśmy ok. 19-tej. Możecie sobie wyobrazić co się tam
          działo- nie wspomnę o tym, że szukali nas wszyscy w rodzinie (juz nawet
          przekonani, że się potopiliśmy w stawie niedaleko domu) W każdym razie-
          dostaliśmy taki wp..l, że dobry tydzień siedzieć na tyłku się nie dało.
          A i no jedne z lepszych- przy rowie na łące niedaleko domu, rosły stare
          wierzby. Jedna miała pień połamany tak, że była w sierodku dziura i kupa
          próchna. Nie pamiętam jak- ale bawiliśmy się tam w dom- a owa wierzba była
          kucenka, na której gotowaliśmy w puszkach po konserwach> Tak gotowliśmy- że
          drzewo podpaliliśmy, nie udało się nam wodą z rowu ugasić.Dymiło nieźle.
          Przyjechała straż pożarna- my oczywiście uciekliśmy.
          A i wątek komunikacyjny- kiedy było ciemno na dworze, przewiązywaliśmy nitkę
          przez ulicę i chowaliśmy się za drzewa. Samochody bankowo z wielkim piskiem
          hamowały, kierowcy wysiadali, po czym orientując się, że to żart z bluzgami na
          ustach odjeżdżali. I zabawa trwał do czasu, aż mój brat nie zdążył się schować,
          kierowca go złapał i zaprowadził do domu. Brat więcej bawić się w to nie chciał.
          A wogóle to fajnie tak sobie powspominać te beztroskie czasy- i tak patrzę na
          moje dzieci teraz- jak któraś z Was napisała- inny świat- komputery, TV, gry-
          ech- my to mieliśmy dzieciństwo- i nie wiem- czy nasi rodzice byli mniej
          przewrażliwieni- bo ja nie pozwalam tak moim dzieciom łazić bez opiekismileCzy to
          po prostu już czasy inne>>>
    • wilma1970 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 15.12.08, 23:35
      Na obozach harcerskich było mnóstwo okazji do niebezpiecznej zabawy,
      kiedyś skakałam po bagnie porośniętym trawą i jakimiś szuwarami. Ta warstwa
      trawy świetnie sprężynowała, ale nawet teraz przechodzą mnie ciarki na myśl, że
      za którymś razem mogła się rozerwać i zamknąć bez śladu nad moją głową.
      • paliwodaj Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 05:42
        to ja troche o mojej pasji z dziecinstwa:
        1)poszlam do przedszkola i zalewam sie lzami, nic do mnie nie
        dociera, nie slysze wychowawczyni , tylko spazmuje " ja chce do
        Gerdy" .
        Pani wkoncu zawolala siostre ze szkoly obok i pyta kto to Gerda, o
        ona na to ze to ...ges.
        2) "zaadoptowalam" prosiaka, nie pomne juz imienia, ale chodzilam z
        nim caly dzin po podworku, on za mna i nawet nauczylam
        go ...wycierac zadek po kupie
        3) mialam 2 koty nazwalam je zgodnie z owczesnym modnym serialem
        Leonsio i Izaura smile . Niestety Izaura zginela zagryziona przez psy.
        Rozpaczy nie bylo konca...,

        Tak, tez z dzisiejszej perspektywy dziwie sie ze jeszcze zyje.
        Do niebezpiecznych , chyba mega niebezpiecznych przygod nalezy nasza
        wyprawa zrobiona przez Ojca lodka.
        Mieszkalismy w poblizu jednej z wiekszych rzek w Polsce. Zawsze na
        wiosne rzeka wylewala i czasami podchodzila pod nasz dom, tak z 3/4
        km od swojego koryta. Nasz ojciec zrobil sobie taka skorupke -
        lodke. Zabral nas wszystkie 4 swoje corki , sam wsiadl i
        poplynelismy do babci wlasnie korytem rzeki, Mysle ze nie pomyle sie
        ze bylo tam dobre 10 metrow glebokosci i prady , wiry i inne cuda,
        Nasz lodka zaczepila sie o galezie jakiegos drzewa od spodu. Ojciec
        dlugo probowal odczepic nas od tych galezi. Pamietam tylko ze nia
        balam sie, widzialam wode dookola, ale przeciez bylam z Tata, ktory
        zawsze wszystko potrafil i wiedzial.Taka dziecieca ufnosc.
        O zgrozo...
        • tabakierka2 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 09:01
          Umarłam ze śmiechusmile))

          u mnie podobnie - wiele było przygódsmile

          1) jak miałam 6 lat ( dokładnie 6ste urodziny) siedziałam sobie w
          samych majtach na balkonie ( rodzice budowali dom, było lato, balkon
          oczywiście bez balustrady - wysokość około 4-5m)- mama wołała mnie
          na obiad i kazała się ubrać. Jako argument podała fakt, że moja
          psiapsiółka już dawno się ubrała ( z tego, co pamiętam szalałyśmy w
          baseniku, takim dmuchanym, stąd te majty)- moja dziecięca ciekawość
          kazała mi zatem wyjrzeć z balkonu i zobaczyć, czy faktycznie tak
          jest. Usiadłam na fotelu ( takim z dwoma "płozami") i zaczęłam się
          wychylać. No i spadłam razem z fotelem, ujrzawszy wcześniej
          kumpelkę - faktycznie, była ubrana. Spadłam głową w doł na
          betoniarkę ( stała pod balkonem), a później na beton uncertain pamietam jak
          krew spływała mi z szyi na ramiona i cała siedziałam we krwi. Mama
          tego dnia całkowicie osiwiała sad a mnie nic się nie stałotongue_out nawet
          nie miałam szwówtongue_out

          2)wspomniana wcześniej psiapsiółka, mamy po 7 lat. Zima, feriewink
          śniegu mało, nie ma co robić. Została tylko szara, brudna brejatongue_out u
          psiapsiółki na podwórku garaż - ważny motyw. A do garażu zjazd (
          jakieś 45stopni nachylenia). Wpadłyśmy na pomysł, że skoro po sniegu
          nie pozjeżdżamy, to chociaż z tego zjazdu do garażu, na błocie. I
          myk na sanki i w dóóóóóóóóóóóóóóóóóół!!! i tak kilka razy, aż się
          okazało, że zrobiłyśmy dziurę w drzwiach od garażutongue_out No to uciekamy.
          Jako, że kumpelka miała młodszego brata ( miał 5 lat i był
          niesawitym rozrabiaką) - wszystko było na niego i dostał za nas
          tanie uncertain

          3) mam 6 lat, moja druga psiapsióła 4 (aż się w głowie nie mieści!
          jakie my byłyśmy małe). Mój dziadek opiekuje się mną. Postanawia, że
          pojedziemy do ciotki w odwiedziny ( mieszkała jakiś kilometr od nas)-
          na rowerze. Jako, że bawimy się z psiapsiółą w najlepsze,
          postanawia zabrać nas obie. Jedziemy w trójkę na rowerze ( my na
          bagażniku!!! obie!). U ciotki bawimy się równie fajnie - jej psem (
          mały szczeniaczek)- chowamy go w wysokie zboże i uciekamy, patrzymy
          czy trafi czy się zgubismile Cioctka orientuje się w "zabawie" i wyzywa
          nas. Z urażoną dumą postanawiamy ...wracać do domu! Oczywiście
          dziadek siedzi u ciotki i pije kawkębig_grin idziemy same do domu (
          przechodzimy przez ślepe przejście kolejowe!), oczywiście bez
          problemu docieramy na miejsce, przechodzimy przez płot ( furtka
          zamknięta) i bawimy się u mnie na ogrodzie. Po kilku godzinach
          dziadek wraca do domu - blady jak ściana, bo szukał nas w pobliskich
          lasach big_grin
          • dirgone Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 09:38
            O rany, na numer jeden dostałam dreszczy.

            Następne moje:

            1. Późną zimą zdechł nam kot. A raczej kociak, taki trzymiesięczny. Myślę, że
            miał koci katar niewykryty, był u nas tylko dwa dni sad Mróz był wtedy spory, nie
            było go jak zakopać, więc mój ojciec zawinął ciało w jakąś szmatę i położył na
            dachu szopy, żeby zakopać następnego dnia/jak się zrobi ciepło/za chiny nie wiem
            kiedy. No nie potrafię zrozumieć, dlaczego położył go tam. I oczywiście
            zapomniał. Przyszła wiosna, piękne słońce i mądre dzieci zobaczyły, że z dachu
            szopy zwisa szmata. No więc trzeba było pociągnąć za szmatę. Widok możecie sobie
            wyobrazić same - pamiętam, że kot nie miał brzucha, tylko robaki. My w ryk,
            przylecieli rodzice, mama mało co nie zemdlała, a my, że to kotek! Trzeba
            przytulić kotka! Cudem nas stamtąd odciągnęli.

            2. Mieliśmy w domu myszy, więc rodzice zostawiali pułapki. Pewnej niedzieli rano
            (to na pewno była niedziela, bo rodzice dłużej spali, a my już lataliśmy po
            domu) odkryłam, że w pułapkę złapała się mysz. No i coś musiałam z tym zrobić,
            więc pokazałam bratu i powiedziałam, że to kotek (kurde, co my z tymi kotkami
            mieliśmy? heh). Brat wziął pułapkę z myszą, poszedł do łóżka rodziców i zaczął
            tymi zwłokami ojca głaskać po policzku ze słowami "Tata, kotek". Brat dostał
            ochrzan, a ja jak zwykle pozostałam kryształowo niewinna.

            3. W końcu dorobiliśmy się kotka prawdziwego, który przeżył dłużej niż pół roku
            (nie mieliśmy szczęścia do kotów). Żył nawet bardzo, bardzo długo i całe moje
            dzieciństwo było z nim związane. Nie wiem dlaczego ubzdurałam sobie z bratem, że
            kot jest chory psychicznie i trzeba go leczyć (oczywiście wtedy, kiedy rodzice
            nie widzieli). "Leczyliśmy" go na różne sposoby - zamykaliśmy w szafie na długie
            godziny, urządzaliśmy ścieżki zdrowia, leczyliśmy go elektrowstrząsami,
            sprawdzaliśmy odporność na wodę. Kot obrażał się jedynie na kilka minut, co
            utwierdzało nas w tym, że jest poważnie chory, bo w podziękowaniu za leczenie
            przynosił nam zdechłe myszy do łóżka.
            Często, jak się kłóciłam z bratem, to kot stawał się bronią. "Bo rzucę cię
            kotem!", co często następowało. Kilka blizn po pazurach mam do dzisiaj.
            Kot umarł 31 lipca 2004 roku. Do dzisiaj jego zdjęcie wisi na ścianie.
            • tabakierka2 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 09:57
              dirgone napisała:

              > O rany, na numer jeden dostałam dreszczy.
              >
              > Następne moje:
              >
              > 1. Późną zimą zdechł nam kot. A raczej kociak, taki
              trzymiesięczny. Myślę, że
              > miał koci katar niewykryty, był u nas tylko dwa dni sad Mróz był
              wtedy spory, ni
              > e
              > było go jak zakopać, więc mój ojciec zawinął ciało w jakąś szmatę
              i położył na
              > dachu szopy, żeby zakopać następnego dnia/jak się zrobi ciepło/za
              chiny nie wie
              > m
              > kiedy. No nie potrafię zrozumieć, dlaczego położył go tam. I
              oczywiście
              > zapomniał. Przyszła wiosna, piękne słońce i mądre dzieci
              zobaczyły, że z dachu
              > szopy zwisa szmata. No więc trzeba było pociągnąć za szmatę. Widok
              możecie sobi
              > e
              > wyobrazić same - pamiętam, że kot nie miał brzucha, tylko robaki.
              My w ryk,
              > przylecieli rodzice, mama mało co nie zemdlała, a my, że to kotek!
              Trzeba
              > przytulić kotka! Cudem nas stamtąd odciągnęli.
              >

              U mnie było podobnie, tyle, że znalazłam ze wspomnianą wcześniej
              psipsiółką ( tą, od sanek - do dziś sie przyjaxnimy, ale głupot już
              takich nie robimy) utopionego małego pisklaka. Odbył się uroczysty
              pogrzeb ( ze śpiewami oczywiście i kwiatami, pochód też był), a
              pisklaka umieściłyśmy w pudełku po kremie NIVEA. Po kilku miesiącach
              ( a może tygodniach, już nie pamiętamtongue_out) postanowiłam zobaczyć jak
              ptaszek wyglada uncertain została z niego śmierdząca zupa i kilka
              kosteczek tongue_out e feee....

              a z kotami też miałam różne historie - mieliśmy ich chyba z 15smile
              wszystkie albo umierały mlodo ( ale ja im nic nie robiłam smile)albo
              uciekały. Ostatni żył prawie 11 lat. Ukochany futrzak. Kiedyś
              wziełam go na ręce i podsadziłam na drabinkę, prowadzącą na dach -
              kot, jak kot wlazł po drabince na dach, ale zejść już nie chciałtongue_out
              Tata musiał po niego włazić na dach - a później gonić po tym dachu,
              bo kot był przestraszony i zejść nie chciałbig_grin a Tata miał problem
              jak go sprowadzić na dół, włożył go za koszulę wink ale kot był
              przerażony. Oczywiście wersja oficjalna była taka, że nie mam
              zielonego pojęcia, jak on mógł tam wejść big_grin

              blizn po kocie też mam sporo, bo jeździł jako niemowlę w moim
              dziecięcym wózku i chodził na dwóch łapkachtongue_out kiedyś podczas takiego
              spaceru ( trzymany za przednie łapy) nadepnęłam mu na ogon, a on
              wbił się pazurami w moją dłoń ( tuż koło palca) i tak zjechał na
              pazurze uncertain ale piekłotongue_out
    • lila1974 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 09:47
      Chyba rok spędziłam w towarzystwie kryminalistów (mając lat 4-5) ...
      sądząc po ilości "Misiów", jaką przytachałam do kuchni, by pochwalić
      się mamie.

      Budowali osiedle nieopodal mojego domu i ukrywali mnie na placu
      budowy smile
      • to.ja.kas Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:03
        Świetny watek

        jak miałam lat 5 zamieszkałam w dzielnicy Olsztyna która sie tak
        naprawde dopiero budowała. Stały dwa bloki, wokół wielkie
        wykopaliska i błoto.
        Oczywiście, że najlepsza zabawa była na budowie, skakalismy z I
        piętra, podzieliliśmy sie na osiedlowe bandy i prowadzilismy wojny
        rzucając w siebie kamieniami, włazilismy na drzewa, łazilismy po
        zamarznietym jeziorze i kiedys załamał sie pode mną lód, robiłysmy
        fikołki na górnym ramieniu trzepaka...rany zabiłabym moje dziecie
        jakbym przyuważyła, ze robi to samo co kiedyś ja.

        Ale wiecie co mysle...mialam cudownie, szczesliwe dzieciństwo.
        • lila1974 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:15
          Na wakacje jeździłam do babci, gdzie bawiliśmy się w ruinach starej
          kopalni wapna (nie, nie na Śląsku). Bazę mieliśmy w jakimś
          pomieszczeniu, do którego prowadziły dwie drogi - jedną z nich była
          betonowa ścianka zwisająca pomiędzy dwoma krawędziami "fosy" ...
          szeroka na jakieś 10 cm.

          Przeżyłam tylko dlatego, że przeszłąm po niej tylko jeden raz ...
          przy pasowaniu do badny tongue_out
          Potem jako jedyna latałam do okoła, czyli bradzo daleko ... ale ja
          byłam dzieckiem raczej rozsądnym ... choć nie ukrywam, że bywało, że
          mi rozum odbierało.

          Np. wtedy, gdy kąpaliśmy się w jeziorze - sztuczny zbiornik powstały
          po zalaniu wyrobiska wapnia - było tam takie miejsce zwane "kaczym
          dołkiem" i nasze zabawy polegały na przelażeniu z jednego brzegu na
          drugi ... tyle tylko, że nas tam zdrowo zakrywało, a mało kto z nas
          umiał pływać (miałam wtedy ze 6 -7 lat)
          • tabakierka2 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:20
            takie nasze życiowe historie powinny dac nam do myślenia. Kurcze,
            dzieic to mają wyobraźnię.

            Ja jeszcze pamietam jak kręciłam psa ( jeszcze żyje, ma 15 latbig_grin )na
            fotelu obrotowym - i straszną miałam radość kiedy pies zsiadał z
            fotela i kręciło mu sie w głowie big_grin ubaw miałam, że hej!
            W ogóle ten mój psiak dużo ze mną przeszedłsmile Był dzidziusiem jak
            kot zwiewał - jemu trudniej było uciec niestetysmile Był partnerem do
            tańca - ależ on uwielbiał te tańcewink Spał ze mną w łóżku...ah...oby
            żył jak najdłużejwink
            • to.ja.kas Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:27
              Ja uczyłam latac chore gołebie (lub takie znalezione z połamanymi
              skrzydłami)...zaden tego nie przezyłsad

              A i wszyscy mielismy procę na skoble a w okresie fascynacji Bruce
              Lee jeszcze nunczaka 9takie dwa drągi połaczone łancuchem).

              O bieganiu nad jezioro nie wspomne nawet bo to była codziennosć.
              Mieszkałam w Olsztynie a tam wszedzie do jeziora blisko.

              Na wakacje jezdziłam do Zezuja do "babci" (obca, zaprzyjażniona
              kobieta). trzy domy na krzyz i z 6 dzieciaków. Boże co my tam
              wyprawialiśmy. Łacznie z podpaleniem lasu.

              A kilka lat temu zjechały sie nasze dzieci , było ich 3 razy wiecej,
              mieli tv, komputer i gry i łaziły za nami marudząc "nuuudzi nam
              się". Ja sie nigdy nie nudziłam.

              Ciagle uważam, że moje dzieciństwo było boskie smile
              • lila1974 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:38
                Mój szkolny kolega - uczyl pływać chomiki - z wiadomym skutkiem uncertain

                W podstawówce dostałam w oko kulą ołowianą na łańchu - chłopaczek
                nią kręcił, kręcił a potem wypuścił w tłum - momentalnie starciłam
                wzrok ... odzyskiwałam go przez tydzień

                Innym razem poskarżyłam się mamie i pokazałam paluchem, który to
                chłopak strzelił mi w policzek ze skobla - mama delikwenta opitoliła
                ale ten się nie przejął - miał tatę kryminalistę, dla którego
                więzienie było drugim domem tongue_out
                • to.ja.kas Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:43
                  U nas wszyscy mielismy proce. smile

                  ZAWSZE w smigusa dyngusa całe mieszkania pływały a woda lała sie z
                  ósmego pietra na dół schodami i dołaczała do większej rzeki która
                  płynęła z kolejnych pieter.

                  Kiedyś chłopaki oblali mamę i córkę idąca rano do kościoła. Pani nie
                  wiedziec czemu zapukała do mojej sasiadki u której sąsiad i mój tata
                  zaczaili się na sąsiadke z naprzeciwka. Jak ta kobita zapukała, to
                  tata otworzył drzwi a sąsiad potraktował ją z miski wody (będąc
                  pewnym, że to sasiadka z naprzeciwka przyszła ich oblać). No więc
                  pani nie wykazała poczucia humoru i wychodząc z klatki musiała
                  przejść pod daszkiem na którym juz nasi koledzy czekali z wiadrami.
                  Kilku ich było....boże co się działo.

                  Ale serio pamietam takie śmigusy dyngusy w Olsztynie na osiedlu
                  Kormoran...oj działo sie wtedy działo smile
                  • prologica Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 17.12.08, 08:59
                    > Kiedyś chłopaki oblali mamę i córkę idąca rano do kościoła. Pani
                    nie
                    > wiedziec czemu zapukała do mojej sasiadki u której sąsiad i mój
                    tata
                    > zaczaili się na sąsiadke z naprzeciwka. Jak ta kobita zapukała, to
                    > tata otworzył drzwi a sąsiad potraktował ją z miski wody (będąc
                    > pewnym, że to sasiadka z naprzeciwka przyszła ich oblać). No więc
                    > pani nie wykazała poczucia humoru i wychodząc z klatki musiała
                    > przejść pod daszkiem na którym juz nasi koledzy czekali z
                    wiadrami.
                    > Kilku ich było....boże co się działo.

                    nienawidze tego zwyczaju oblewania wiadrami ludzi idacych do
                    kosciola, ale normalnie poplakalam sie ze smiechu jak to
                    przeczytalam big_grin
            • marva Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:35
              Ja łapałam kolcówki (takie rybki) na słoik w rowie za stodołą,
              skakałam z belki na siano w stodole. Wiecznie bawiłam się w tej
              stodole pełnej róznego rodzaju sprzętu. Łowiłam kijanki i
              wpuszczałam je do wanny na podwórku, z której piły krowy wodę.
              Kiedyś pamiętam jak w kwietniu wykąpałysmy się w rowie z moją
              siostrą. Do tej pory nikt o tym nie wiem oprócz nas dwóch. Razem z
              grupką znajomych wibiliśmy szyby w starym domu, o którym chodziła
              legenda, że straszy. W wielkim krzaku bzu bawiłam się w domek,
              kiedyś spadłam z jednego zkonarow wprost na cegły. Pamietam, że nie
              mogłam mówić przez chyba godzinę. Też nigdy nie przynałam się
              rodzicom. Mając 8 lat weszłam na śliwkę po drabinie, załamał się
              szczebel. Zerwałam ścięgna, rozcharatałam porządnie nogę. Pół roku
              przeleżałam w szpitalu. Rana nie chciała się goić, w końcu zrobili
              przeszczep i została mi tylko wielka blizna. Na tej rozcharatanej
              nodze przyszłam jeszcze od sąsiadów, bo cała akcja działa sie u
              nich.
              Jak byłam mała cholernie bałam się myć głowę. Mama myła mnie w misce
              w kuchni (nie wiem czemu), pamiętam jak wyrwałam jej się, woda się
              wylała, na podłodze lezały jakieś kable....pamiętam tylko wielki
              huk:o))).
              Spadł na mnie kiedyś żyrandol:o))))
              Ach i pamiętam jak poszłam do babci pochwalić się nowym
              foterkiem...Babcia miała gęsi, zanim weszłam do domu dwie z nich
              mnie zaatakowały i zrobiły mi dwie wielkie dziury w nowym
              futerku:o))))
              Mnóstwo jeszcze rzeczy można byłoby opowiadać:o)))
              • lila1974 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:41
                Jako 2-3 latkę zaatakowal mnie kogut dziadków.
                We wspomnieniach mam jego dziób na wysokości moich oczu.
                Dziadek usłyszawszy mój wrzask wybiegł z domu, złapał co mial pod
                ręką, a akuratnie była to decha, bo naprawiał werandę ... kogut
                spotkania z deską nie przeżył tongue_out
    • renkag Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:33
      1. Jak się wprowadziliśmy na nowe osiedle to na podwórku było pełno
      talich odłamków płytek PCV. NAjlepszą zabawą było rzucanie nimi w
      siebie (one tak ładnieleciały poziomo) - taka płytka z rozpędu
      zawsze rozcinała głowę / czoło. Mistrzem był ten, kto miał więcej
      razy zszywaną głowę smile
      2. Kiedyś bez niczyjej wiedzy odebrałam moją młodszą siostrę ze
      świetlicy i poszłyśmy do domu, a właściwie na podwórko - też nikomu
      nie meldując, że jesteśmy. Oj, wieczorem nie było przyjemnie
      • lila1974 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 10:46
        Nieopodal domu mojej babci był stary poniemiecki bunkier
        (przerobiony na spiżarnie dla okolicznych mieszkańców).
        Dziewczyny wlaziły na górę, chlopcy zostawali na dole.
        I urządzaliśmy sobie nawalanki kamieniami szlaki.

        Kiedyś znudziło mi się, chciałam wstać i ogłosić zawieszenie
        broni ... podniosłam się i dostałam kamulcem w czoło.

        Zdrapkę miałam porządną i bardzo bałąm się przyznać, że powstala ona
        w wyniku napieprzania się kamieniami. Skłamałam mamie, że się
        wyrżnęłam w ścianę domu (tynk mocno chropowaty byl). Mama uwierzyła.

        Następnego dnia poszłą ze mną do sąsiadki, a na mój widok jej syn
        zawołał "o matko, ale ci nieźle przylożył"!!! I tak się sprawa
        rypła uncertain
    • gemmavera Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 12:26
      Jeszcze mi się coś przypomniało.
      Kolega mieszkający za ścianą miał maskę marynarza, taką plastikową. Marynarz
      miał obowiązkową fajkę. I pewnego razu podpaliliśmy mu tą fajkę, by potem z
      lubością przyglądać się spadającym na podłogę katiuszom (dla tych, co nie wiedzą
      - katiusze to stopiony, palący się plastik, spadający z takim charakterystycznym
      dźwiękiem: "wiuut").
      Niestety naszą zabawę przerwała matka owego kolegi, która wparzyła do pokoju i
      zgasiła nam palące się na środku dywanu ognisko. smile)
      Pamiętam, że kolega jeszcze potem przez lata miał ten ślad na dywanie - taki
      sympatyczny suwenir. wink

      BTW czy jest na sali ktoś, kto nigdy nie robił katiuszy? wink)
      • to.ja.kas Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 12:29
        Ja nie robiłam. I ubolwam nad tym strasznie, bo teraz byłoby głupio
        robic katiusze smile
      • e_r_i_n Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 12:34
        gemmavera napisała:

        > BTW czy jest na sali ktoś, kto nigdy nie robił katiuszy? wink)

        Nooo <wstyd>
        Ale ja nudna byłam. I tak mi zostało wink
    • deela Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 12:36
      1. zabawy na budowach, wiadomo, wystajace jakies prety zbrojeniowe, brak schodow
      itp, zgroza,
      2 zaginanie na owych budowach gwozdzi powbianych w deske, jednego dnia mialam
      pecha i przebilam sobie stope, ale chyba trafilam na jeden z tych dziwaczych
      punktow ze przebijesz cialo i nic- nie krwawilam i maly slad byl, no to zabawa
      trwala dalej, za drugim razem nie mialam tyle szczescia - stopa przebita na
      wylot :o krwi akby swinie zazynali - gwozdzie rzecz jasna zardzewiale :F
      3 zabawy na starej zwirowni, gdyby piach sie obsunal, pogrzebaloby nas zywcem
      4 zjazd na folii po trawiastej gorce - w poblizu ruchliwej ulicy
      5 zabawa w ciemnej piwnicy - wpadlam do podpiwniczenia i nabilam sobie lydke na
      gwozdz, czy musze mowic ze zardzewialy?
      6 w owej piwnicy innym razem przecielam sobie noge potluczonym sloikiem - pol cm
      od sciegna - efekt - 40 szwow
      duzo by opowiadac - moje dzieci za takie zabawy bym zabila a moi rodzice o
      czesci nic nie wiedza big_grin
      • tabakierka2 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 12:45
        deela napisała:

        moje dzieci za takie zabawy bym zabila a moi rodzice o
        > czesci nic nie wiedza big_grin


        hmm....a może Ty też nie wiesz o części ich zabaw?


        Jesli chodzi o gwoździe itp. to ja akurat nadepnełam goła stopą na
        pinezkę - weszła cała w piętętongue_out Nie wiedziałam, co z nią zrobić i
        tak chodziłam, a ona sobie siedziała w pięcie uncertain kumpelka ( ta, co
        zawsze) stwierdziła, że trzeba chyba ją wyjąć, bo jest czerwona i
        rodzice zobaczą. No i wyjeła - krew sikneła, ale zatamowałyśmybig_grin
    • edwina2111 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 14:22
      Przygoda moja na wespół z kuzynem:

      Pamiętacie takie baterie płaskie do latarek, których moc sprawdzało
      się bodajże, dotykając delikatnie językiem dwóch miedzianych (???)
      blaszek i wtedy delikatnie "kopało" prądem?

      Owe "kopanie" strasznie nam się podobało (nie wiedzieć czemu) i
      postanowiliśmy pogłębić nasze doświadczenia w tym względzie.

      Znaleźliśmy kawał starego kabla, jedną z końcówek odarliśmy z
      izolacji, rozwarstwiliśmy na dwa druty i wepchnęliśmy do kontaktu. W
      tym momencie z kabla poszedł ogień, wypalając malowniczy ogon w
      dywanie, huk wielki, a w domu wywaliło wszystkie korki.

      Nie muszę chyba mówić, że pomysł był taki, żeby sprawdzić tę drugą
      końcówkę kabla, czy "kopie", dotykając językiem. Chwała Bogu żadne z
      nas nie zdążyło chwycić tego kabla w łapę...
      • to.ja.kas Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 14:31
        Rany Boskie! Opatrzność nad Wami czuwała, żeście tego kabla tym
        jęzorem nie dotknęli.

        Mi sie cos przypomniało. Kiedyś tata przywiózł mamie gaz pieprzowy z
        niemiec. Podwędziłam mamie ten gaz i pobiegłam do przyjaciólki celem
        robienia eksperymentów, jak to działa. Na królika doświadczalnego
        wybrałysmy jej młodszego brata (sam chciał). Zamknęliśmy sie w
        małej, blokowej łazience i dawaj mu tym gazem po oczach. Jak on sie
        darł !!!!!
        Potem był na mnie obrazony uncertain


        Kawał mi sie przypomniał (albo czyjas sygnaturka)
        "Efekt Axe działa. Prysnąłem siostrze w twarz i ona się na mnie
        rzuciła"
        • edwina2111 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 14:41
          to.ja.kas napisała:

          > Rany Boskie! Opatrzność nad Wami czuwała, żeście tego kabla tym
          > jęzorem nie dotknęli.
          >

          Wiem, dziś wiem, należało nas niczym Mickiewicza zanieść "do świątyń
          progu i za ocalone życie podziękować Bogu".
          • efa3000 Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 16.12.08, 23:10
            zima, miałam lat około 5, może 6, była metalowa huśtawka dla 2 osób,
            z jednej storny jedna, z drugiej osoba nastepna i tak się bujało.
            był mróz (oj, wtedy to były mrozy), wymyśliłam, co to będzie jak
            dotknie się językiem tych metralowych rurek od bujawki. dotknelam i
            nie moglam odkleic, a jak odkleilam, to czesc jezyka zostala....
            przez tydzien albo dwa mialam problemy z jedzeniem i piciem

            kiedys byly takie "muszle" koncertowe chyba, u nas byla na uboczu
            pod lasem, i ktos odgial blache, a ona byla taka jakby dwuwarstowowa
            (znaczy sie dach byl dwuwarstwowy), i my wchodzilismy do niej, na
            sama gore, a tam bylo pelno pretow, wystajacych gwozdzi itp, a potem
            z gory patrzylismy na "dechy", mialam jakies 7-8 lat. Cud, ze nikt
            nigdy sie nie pokaleczyl...

            byla taka niska dosc barierka okalajaca parking, skakalismy przez
            nia, ja stalam, mowilam HOP i bieglam. Jak kiedys nie przeskoczylam
            (tylko obdarlam sobie starszie kolana) to do dzisiaj sobie
            przypominam " nie mow hop dopoki nie przeskoczysz...."
    • robatchek Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 17.12.08, 01:24
      Normalnie spłakałam się ze śmiechu, i pomyśleć, że to baby na takie pomysły
      wpadały! To ja nie wiem, co chłopakom do głowy musiało przychodzić... big_grin

      Generalnie, to strasznie Wam zazdroszczę tych wsi, ja miastowa panienka jestem,
      ani pół babci na wsi nie miałam i dopiero teraz mi się udało na wieś
      wyprowadzić. W mieście mniej rozrywek było, ale nawet tutaj potrafiłam
      systematycznie łamać ręce, najczęściej w nadgarstku. Każde święta spędzałam w
      gipsie, Bożego Narodzenia i Wielkanocne, aż do skończenia podstawówki. Potem mi
      przeszło, sama nie wiem, jak smile Raz jeden, miałam chyba koło siedmiu lat, byłam
      w kościele na jakichś roratach chyba, wieczorem. I dwóch takich za mną paplało
      przez całe nabożeństwo. Oczywiście, nie popuściłam, musiałam się odwrócić i
      kazać im zamknąć gęby, bo mi przeszkadzają (co poradzę, kiedyś byłam baaardzo
      religijna, przeszło mi wink ). W odwecie jeden wychodząc z kościoła kopnął mnie w
      rękę. Efekt - złamane dwa palce i nadgarstek.

      Mieszkając w centrum miasta, w starej kamienicy, nie miałam za dużego wyboru co
      do miejsca zabawy. Ale trzepak, wiadomo, był na każdym podwórku smile Byłam u
      koleżanki, fikałyśmy te fikołki na trzepaku, do przodu, do tyłu, potem na górze,
      na dole. Opracowałyśmy sobie taki numer, obie równocześnie z górnej belki do
      tyłu, przewrót, na dolną belkę, do przodu, fik, i tyłem na ziemię. Perfekcja!
      Basia zawołała mamę, żeby jej pokazać sztuczkę. Mama wyszła do okna, my na górną
      belkę, fik!, Basia na dolnej. Ja pyskiem na betonie. W efekcie złamałam nos. Jak
      już mi mama Basi zatamowała krwotok, poszłam do domu. Matka w krzyk, co mi się
      stało, a ja na to, zestrachana porządnie - szłam sobie SPOKOJNIE ulicą, a tu
      nagle jakiś kamień WYSKOCZYŁ mi pod nogi, i się przewróciłam... Oczywiście, nie
      uwierzyła, a jak sprawa wyszła na jaw dzięki mamie Basi, to sobie historię o
      moim nosie do dziś jako anegdotę w rodzinie opowiadają. Chyba mi to w nekrologu
      zapiszą, nie darują... big_grin A miałam wtedy sześć lat...

      W drugiej klasie usłyszałam, że istnieje coś takiego, jak wagary. Ciekawa, jak
      to wygląda, postanowiłam wypróbować. Udałam, że wychodzę do szkoły, a jak
      wszyscy już z domu wyszli, to wróciłam. Oczywiście nie miałam co ze sobą zrobić,
      nudziłam się potwornie i całe szczęście, że znalazłam jakąś książkę, bo chyba
      bym z tych nudów zrobiła coś głupiego. Ogólnie rzecz biorąc, wagary były do
      bani. A że była zima, a ja właśnie dostałam nowe łyżwy, to strasznie chciałam na
      tych łyżwach po ulicy pojeździć. Jak tato wrócił z pracy, to wyżebrałam, żeby
      mnie zabrał na spacer, no i poszliśmy. Ja na tych łyżwach, tato za mną, biegiem.
      Miałam takie grube rękawice z jednym palcem, pamiętam. Nagle naprzeciw widzę
      kolegę z klasy, który już otwiera buzię, żeby coś powiedzieć. Więc ja mu tym
      opatulonym paluchem chcę pokazać, żeby cicho siedział, ale oczywiście nie
      zrozumiał gestu. Wydarł się na pół ulicy - proszę pana, a ona czemu w szkole nie
      była?? No i sprawa się rypła, o łyżwach na tydzień mogłam zapomnieć. Wagary
      okazały się podwójną klapą, więcej nie poszłam big_grin

      Jak byłam starsza, miałam chyba ze czternaście lat, miałam takiego fajniusiego
      chomika. I miałam chłopaka smile A chłopak miał pomysły. No i któregoś dnia chciał
      sprawdzić, czy chomiki lubią gumę do żucia. Nie dowiedzieliśmy się, bo chomik
      starcia z gumą nie przeżył. Chłopak przestał być moim chłopakiem. Chomika
      kochałam zdecydowanie bardziej tongue_out

      Psa też miałam, a co smile Znajda to była, mieszaniec wilka z czymś tam, piękna,
      czarna suka. Wiadomo, jak to suka, czasem miała "te dni". Razem z siostrą
      odganiałyśmy delikwentów do jej cnoty, czasem trudno było. A Tinka lubiła się
      zerwać ze smyczy, jeszcze była trochę nieufna. Jednak jeden pies nas zachwycił -
      piękny, dostojny wilczur, z tych z długą sierścią, odprowadzał nas na
      przystanek, albo szedł z nami na zakupy niosąc koszyk w pysku. Czekał na
      pozwolenie, żeby móc się zbliżyć do Tinki i chociaż obwąchać, wielbił ją po
      prostu i czcił platonicznie big_grin No i z całego serca zapragnęłyśmy go na męża dla
      Tinki. Uknułyśmy z siostrą spisek, spuściłyśmy ją ze smyczy, małżeństwo się
      skonsumowało, rodzicom powiedziałyśmy wieczorem, że się Tinka zerwała ze smyczy
      i nie wiadomo, co będzie.... Szczeniaki wyszły przepięknej urody, wszystkie
      czarne i z kręconymi, długimi kudłami, jeden z białą krawatką, po mamuni big_grin

      Jak się pokłóciłyśmy, to siostra popchnęła mnie na fotelu na kółkach i wyrżnęłam
      w oszklone drzwi od pokoju rodziców. Cudem chyba ta szyba nie oderżnęła mi łba.
      Zamiast polecieć na mnie, poleciała w przeciwnym kierunku, do dziś nie rozumiem,
      dlaczego.

      Po przeprowadzce na nowe osiedle, siedziałam na dziewiątym piętrze w oknie,
      mając belkę dzielącą okno na pół pomiędzy nogami, i tak tymi nogami majtałam.
      But mi spadł big_grin

      W lany poniedziałek wszystkie dzieciaki z bloku rzucały woreczkami, albo
      prezerwatywami wink napełnionymi wodą, w przechodniów. Ja też, wiadomo.
      Wycelowałam tak pięknie, że trafiłam w maskę mercedesa ojca koleżanki, jedynego
      luksusowego samochodu pośród maluchów i innych takich tam skód. Wgniota w masce
      było widać nawet z mojego dziewiątego piętra. Nie przyznałam się wink

      Siostra wyrzuciła mi przypadkiem świadectwo maturalne dzień po tym, jak je
      otrzymałam. Wsadziłam je, głupia, w reklamówkę marketu i położyłam na regale, a
      ona porządki robiła i wyciepła wszystko do zsypu. Zorientowałam się dwa dni
      później. Warowałyśmy przy zsypie w dniu, kiedy przyjeżdżała śmieciarka, żeby nam
      cieciowa otworzyła drzwi do kontenerów. Jak już wystawili te kontenery, obie
      prawie do nich całe wlazłyśmy, żeby odszukać ulotkę ze świadectwem. Oczywiście
      go nie znalazłyśmy, musiałam robić duplikat... Z pięćset osób w trzech blokach
      wisiało za oknem i z zachwytem wpatrywało się w dwie wariatki grzebiące w
      kontenerach big_grin Potem okazało się, że cieciowa zsypów nie zamyka i można było
      spokojnie grzebać w kontenerze w bloku, nie na oczach setek tubylców...

      Więcej grzechów nie pamiętam, przynajmniej teraz smile
    • bswm Re: Jak udało mi się przeżyć - dziecięce pomysły 17.12.08, 07:47
      1. Jak miałam 4-5 lat, chodziłam sobie po krzesłach przy balkonie, potknęłam
      się, runęłam na balkon, szycie głowy, itp...

      2. w wieku 6 lat skakałam na podwórku w gumę i gruba zardzewiała cerówka wbiła
      mi się przez podeszwę sandałka w nogę...

      3. Na działce mieliśmy króliki, raz włożyłam rękę, żeby je pogłaskać i jeden
      mnie ugryzł, a ja chcąc wyciągnąć rękę podniosłam ją do góry a królik zawisł na
      niej...

      4. Długa drzazga wbita na molo w stope i wyjmowana przez dobrą godzinę...

      5. Ukąszenie końskiej muchy, spuchnięta noga, pogotowie...

      To tak po krótce - w każdym razie lekarze mnie dobrze znali smile))
Pełna wersja