Lot samolotem - przeżycia

22.12.08, 13:46
Czy zadażyło Was się kiedyś podczas lotu samolotem przeżyć mało
przyjemne chwile, no. spadanie itp?
To apropo wątku o strachu przed lataniem, że można wyjść z tego
cało wink
    • e_r_i_n Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 14:33
      Wracając z Kanady usłyszeliśmy, że jesteśmy za wczesnie i samolot
      wyladuje na pasie wschodnim, nie zachodnim. Tyle, ze samolot zamiast
      dwoch zwrotow zrobil ich kilkanascie, a stewardessy mialy miny
      nietegie i byly czas czas przypiete.
      Po wyladowaniu okazalo sie, ze nie chcialo sie wysunac podwozie, a
      paliwa bylo juz na styk do ladowania.
      • karambol45 Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 14:44
        i weź tu leć samolotemsmile
    • gacusia1 Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 15:31
      Spadac to nie ale zdarzylo mi sie,ze samolot na mnie czekal.
      Lecialam na wakacje i sobie chodzilam po bezclowce. Nie slyszalam,ze
      wzywali mnie po nazwisku. Patrze na zegarek i szok. Lece w te pedy
      a tam juz drzwi zamkniete do rekawa...Pani z obslugi przez
      krotkofalowke p[oprosila,zeby mnie wpuscili jeszcze.Alez sie wstydu
      najadlam gdy weszlam do samolotu a tu wszyscy OOOOOOOOooooo!!!!!!!!!!
      A Stewardessa "Witamy zgube na pokladzie". Bosz....
      Latac uwielbiam.Start i ladowanie to po prostu najwspanialsze
      momenty w zyciu .-)
      • e_r_i_n Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 15:39
        Ja tak biegłam w Amsterdamie na lotnisku, bo nam zmienili gejta wink.
        Dobrze, ze kolega, siedzac juz w samolocie, zadzownil i powiedzial,
        gdzie biec. I oderwał od pysznej kawy Starbucksowej.
        Szczegol, ze trzeba bylo pokonac pol lotniska uncertain. W polowie drogi
        juz nas wywolywali.
        • gacusia1 Co do kawy 22.12.08, 16:08
          to mnie Tim Hortons tak zepsul,ze juz mi mocna kawa nie smakuje,taka
          jak ze Starbucks...Pamietam,jak przylecialam do Kanady i sie maz
          zachwycal timowa kawa,ja nie moglam tego pic,taka lura byla. Tyle,ze
          wtedy w ciazy bylam i nic nie smakowalo jak powinno. Starbucks ma
          niesamowicie mocna kawe,nawet jak sie poprosi o ta slabsza ,-)))
          • e_r_i_n Re: Co do kawy 22.12.08, 20:30
            Fakt, kawa mocna wink Ale pyyyyszna. Juz sie stycznia doczekac nie
            moge, bo znowu się napije.
    • loola_kr Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 15:33
      jak wracałam z USA i miałam przesiadkę w Pradze to długo nas nie wpuszczali bo
      podobno samolot był zepsuty. Poza tym wszystkie loty super, bez spóźnień
      praktycznie i w ogóle to ja latanie uwielbiam!
      • paris4 Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 15:46
        Samolot wpadł w burzę. I to taką konkreta. Rzucało nami starsznie na
        wszystkie strony. Stewardesy siedziały pozapinane w pasy i z
        powbijanymi w fotele pazkokciami. Myślałam, że umrę
        Siostra z koleji jak leciała to ni stąd ni zowąd spadły maski
        tlenowe. Na pokładzie oczywiście panika az miło, że dekompresja itp
        ale okazało się to być awarią mechanizmu masek wink
      • malgog Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 16:04

        przygoda na trasie Marsylia-Paryż w ubiegłe wakacje
        wracaliśmy ze znajomymi, wśród których była jedna panikara smile
        ubzdurała sobie, że siedzący obok skośnooki osobnik wygląda
        podejrzanie, tym bardziej, że człowiek chyba był bardzo zdenerwowany
        lotem... ciagle ręce wkładał do kieszeni, wyjmował, robił zdjęcia
        chmurom, wyciagał plecak spod siedzenia, wkładał, sięgał za pazuchę,
        pot spływał mu ciurkiem po twarzy...widać, że spięty straszliwie...
        no i dziewczyna narobiła rabanu, że siedzi obok terrorysty...wyrwała
        mu aparat fotograficzny - okazało się, że miał kilka, co w jej
        ocenie było mocno podejrzane...no i po co fotografuje chmury...na
        bank daje znaki innym terrorystom w lecących obok samolotach smile))
        człowiek nawet nie protestował ....do końca podróży ani drgnął,
        koleżanka siedziała obok z wbitym weń wzrokiem...na szczęście to
        tylko godzina lotu smile

        teraz wydaje się to śmieszne ale wtedy nie było nam do
        smiechu...wstyd na całego smile)))
        człowiek w stresie do różnych rzeczy jest zdolny...do
        unieszkodliwienia pseudoterrorysty także
        • katia.seitz Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 16:12
          Biedaczek. W dodatku całkiem możliwe, że wyrobi sobie pogląd, że biali to rasiści...

          Mój znajomy gdy przylatywał do Polski z USA w okolicach Wielkanocy został bardzo
          dokładnie przeszukany na Okęciu, wzięli go na rewizję osobistą itp. itd. Okazał
          się być osobnikiem podejrzanym, gdyż nie miał nadanego bagażu, a jedynie
          podręczny (przylatywał tylko na tydzień), a poza tym miał nasuwający podejrzenia
          wygląd (mniejsza o to, że z pochodzenia był nie Arabem, ale Żydem smile).
          • malgog Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 14:43

            apropo kontroli osobistej
            mój mąż ma śniadą karnację a w paszporcie fatalne zdjęcie jak ci
            terroryści, którzy porwali samoloty 11 września...czyli cała twarz w
            wielkim zbliżeniu...nie wiem jakim cudem kobieta wogóle przyjęła mu
            to zdjęcie
            jest kontrolowany dokładnie na każdym lotnisku pomimo polsko
            brzmiącego nazwiska
      • kiraout Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 16:19
        Raz wracając z Egiptu poluzowała się jakaś śrubka w kokpicie i mieliśmy awaryjne
        lądowanie, piloci ponoć lądowali już w maskach, nam tylko wypadły tuż przed
        ziemią smile
        Wystrachaliśmy się mocno wszyscy i w czasie 3 godzinnego oczekiwa, nia aż
        naprawią (tak!) samolot popiliśmy sobie zdrowo! Każdy częstował tym, co miał. W
        takim stanie nawet nie bardzo przejmowałam się tym, że wsiadam do tego samego
        samolotu :0

        Innym razem, ale też z Egiptu (fatum, nie?),lądowaliśmy w mgle jak w mleku w
        dodatku o 1 w nocy; nie widziałam końcówki skrzydła, przy którym siedziałam!.
        Byliśmy ostatnim samolotem, który tej nocy wylądował i chyba także przez cały
        nastepny dzień. Ale sądzę, ze po prostu miał odpowiedni system nawigacyjny, więc
        spoks smile

        To, ze jakis samolot się zepsuł i czekałam na niego albo przebukowywałam lot -
        zdarzyło mi się parokrotnie smile Wniosek? Nie latajcie ze mną smile

        A boję się latać koszmarnie! Ale jestem też realistką i jak miałabym podróżować
        z UK autobusami lub samochodami, to co to, to nie smile
        • e_r_i_n Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 20:34
          Lądowanie we mgle jest masakryczne uncertain. Ja jednak lubię widziec, ze
          sie do ziemi zblizam, a nie wyskakiwac 'z mleka' tuz nad pasem uncertain.
    • katia.seitz Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 15:59
      Koleżanka zaliczyła awaryjne lądowanie na lotnisku innym niż docelowe, bo nie
      otworzyły się te lotki na skrzydłach, co to się otwierają przy lądowaniu i
      zapewniają stabilność samolotu (to bodajże Wizzair na terenie Niemiec). Z kolei
      mi się zdarzyło mieć opóźniony start ze względu na to, że samolot był oblodzony
      i musieli go czymś polać w celu odlodzenia (coś podobnego do przygód prezydenta
      Kaczyńskiego w Mongolii). No i różne turbulencje oczywiście się zdarzały, ale
      tego się nauczyłam nie bać - katastrofa, jak już się ma zdarzyć, to raczej przy
      starcie albo lądowaniu.
      • abocijawiem Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 16:06
        Moim super przezyciem byla seria pytan mojej 4 letniej corki
        zwiazana z instrukcja zachowania w wypadku awarii (nalepiona na
        oparciu siedzennia). Mamooooo dlaczego tu sie pali a pan na
        kolankach wychodzi? Mamoooo, dlaczego tu nakladaja kolorowe ubranka
        (kamizelki ratunkowe)? Mamooo, a dlaczego trzeba chowac glowe miedzy
        kolana? big_grin Tak przed startem to super sobie porozmawiac o pozarach,
        awaryjnych ladowaniach...
    • dollores1 Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 17:10
      Raz przeżyłam w samolocie turbulencje.
      Innym razem miałam nieprzyjemne lądowanie przy silnym wietrze
      czołowym. Pilot jakoś tak dziwnie (a może to normalne ?) wytracał
      prędkość a potem nagle zwiększał moc silników (aż wyły), potem znowu
      silniki cichły i znowu podrywaliśmy się jak do startu. No w każdym
      razie po kilku takich akcjach ludzie w samolocie mieli miny nietęgie.

      Nie cierpię latać samolotem i przy każdym starcie oraz lądowaniu
      (wtedy zdarza się większość katastrof), mam wrażenie że zejdę na
      zawał smile
      • vibe-b Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 17:25
        dollores1 napisała:

        > Raz przeżyłam w samolocie turbulencje.
        > Innym razem miałam nieprzyjemne lądowanie przy silnym wietrze
        > czołowym. Pilot jakoś tak dziwnie (a może to normalne ?) wytracał
        > prędkość a potem nagle zwiększał moc silników (aż wyły), potem
        znowu
        > silniki cichły i znowu podrywaliśmy się jak do startu

        to chyba normalne? Na poczatku wprawdzie tez mnie to dziwilo-
        dlaczego przy podchodzeniu do ladowania wyraznie zwieksza sie praca
        silnikow. Ale na moj chlopski rozum musi tak byc, coby utrzymac
        dziob samolotu w gorze (zwroc uwage ze podczas ladowania jest
        przechyl samolotu do tylu jak przy starcie (choc pod lagodniejszym
        katem oczywiscie) --> najpierw siadaja zawsze tylne kola. W
        przeciwnym razie by zaryl dzobem w ziemie.
        • dollores1 Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 17:30
          BYć może to normalne lądowanie przy silnym czołowym wietrze - nie
          znam się. Na pewno jednak nie było to standardowe lądowanie, bo my
          opadaliśmy i wznosilismy się na przemian. Odczucie było takie jakby
          samolot nie miał wystarczającej mocy / prędkości żeby dolecieć do
          lotniska smile
        • lilka69 Re: odnosnie silnikow 23.12.08, 11:52
          moj maz jest pilotem( od wielu wielu lat lata- takie hobby) i chyba
          cos mi takiego mowil , ze hamuje sie silnikiem.
          • vibe-b Re: odnosnie silnikow 24.12.08, 10:57
            lilka69 napisała:

            > moj maz jest pilotem( od wielu wielu lat lata- takie hobby) i
            chyba
            > cos mi takiego mowil , ze hamuje sie silnikiem.


            wsteczny wrzuca pewnie wink
    • vibe-b Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 17:29
      turbulencje jedynie, dzieki BOgu, ale i tak wystarczy.
      A, i jeszce z niemilych chwil- choc nie z samolotem zwiazanych-
      trafil sie na pokladzie pijany gosc (zgadnijcie, jaka narodowosc?)
      ktory dosc donosnym glosem "zartowal" podczas calego godzinnego lotu
      w sposob nastepujacy "patrzcie , nadal zyjemy" "przepraszam, czy
      mamy szanse doleciec zywi do X?" "uwaga zaraz bedzie buuuum".
      Zapewniam, ze dla osob nielubiacych latac takie zart W POWIETRZU
      brzmia potwornie.
    • 18_lipcowa1 nie 22.12.08, 18:39
      o wiele bardziej boje sie jazdy autem
      wtedy zawsze mam wizje wypadkow itp
    • hexella Re: Lot samolotem - przeżycia 22.12.08, 19:39
      Z powodów zawodowych często jestem zmuszona odbywać loty małym
      samolocikiem na lini moje miasto-stolyca. Samolocik na 18 miejsc,
      każdy większy podmuch wiatru czuć w nim strasznie. Jakiś miesiąc
      temu lądowaliśmy w Warszawie podczas porywistego wiatru. Pilot kilka
      razy podchodził do lądowania i nie mógł złapać czegos_tam więc
      podrywał samolocik w górę, a zaraz potem spadał w dół. Ludziska
      trzymali sie foteli (jakby to im miało w czymś pomóc), a żołądki
      latały po kabiniesmile
      Masakra, naprawdę miałam ciepło w gaciachsmile
    • fajka7 Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 01:43
      Latam kilka razy w roku. Boje sie panicznie. I w ogole nie chce mi
      sie o tym gadac. Po co ten watek byl zalozony ?- znowu bede myslec o
      podrozy w marcu, a juz zdazylam na chwile zapomniec.
      Na ostatnie wakacje pojechalismy samochodem. Boze jaki luz,
      autostrady, auto plynie, chce siku - staje, chce spac - klade sie.
      Moglabym tydzien jechac.
      Moje postanowienie noworoczne - samolot wylacznie w wypadku wyzszej
      koniecznosci.
      A jeszcze mnie ktos nastraszyl ostatnio, ze to wcale tak nie jest,
      ze samoloty sa bezpieczniejsze, bo te statystyki sa odpowiednio
      ukladane, ze licza tych ludzi na kilomtery czy jakos. No to
      faktycznie jak wiekszosc przeleci te dziesiatki tys. kilometrow
      jednym rzutem, to nawet jak w drugim rzucie wszyscy zgina, to
      wychodzi srednio, ze nikt nie zginal w porownaniu z samochodem.
      • paliwodaj Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 07:28
        o byl watek o lataniu na "ciazy i porod" smile
        mam za soba jedno awaryjne ladowanie . W miescie docelowym szlala
        burza z porywistym wiatrem. Samolot targalo juz 2 godziny od celu i
        w koncu musielismy kilka godzin przeczekac w innym miescie, w
        samolocie
        Nawet nie wiedzialam ze jestem w tym czasie w ciazy poczatkowej.
        Glowa bolala mnie potwornie, bylam i tak juz dosc wsciekla a tu
        ladowanie, a ja myslalam ze to przez temperature tropikalna.

        Znajomej kuzyn lecial do USA, nie dolecial, zaginal. Ani nie wrocil.
        Okazalo sie ze zwineli go jakies sluzby deportacyjne i dwa dni
        gdzies trzymali.
        Wszyscy z rodziny odchodzili od zmyslow.

        Znajomi z 3 dzieci, przespali kiedys na poczekalni lotniska, bo z
        powodu jakis warunkow pogodowych samolot nie mogl leciec, Najmlogsze
        nie mialo roku.Dziecie najmlodsze oczywiscie wrzeszczalo pol nocy. &
        letni jej syn uznal te noc za bardzo ciekawa smile Lecieli LOT-em
        oczywiscie , ktory nie zagwarantowal pasazem czegos bardziej
        komfortowego do spedzenia nocy.
        Na drugi dzien, przy starcie, ogloszono, ze owszem startuja, ale
        moze sie zdazyc ze zawroca, bo pogoda wcale nie idealna.
        Kolezanka - panikara z natury powiedziala ze wiecej do Polski nie
        poleci.
        • doral2 Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 10:00
          lecąc z londynu na zachodnie wybrzeże usa miałam wątpliwą przyjemność mieć za
          towarzystwo małżeństwo francuzów z dwójką dzieci. jeden bachor (bo inaczej go
          nazwać się nie da) usmarował nowe siedzenia czekoladą, mlekiem i kanapkami,
          drugi bachor ryczał przez całe dziesięć godzin BEZ przerwy. ryczał to mało
          powiedziane, WYŁ uncertain

          lecąc na wschodnie wybrzeże miałam wątpliwą przyjemność mieć za towarzysza
          lekarza (ponoć) który leciał ponoć na kongres do san francisko. ów lekarz schlał
          się jak świnia, rzucał butelkami i puszkami po samolocie, klepał siedzącego
          przed nim człowieka po głowie (jak na benny hillu), naubliżał stewardesom i
          pilotowi, w końcu mój mąż przywalił mu w ryj, a pilot zakuł w kajdanki.
          a na koniec czekaliśmy aż przyjdzie fbi i zabierze młota i mieliśmy składać
          zeznania. fbi tylko nam grabkę uścisnęło, i przez to czekanie ledwo co na
          następny samolot zdążyliśmy.
          innym razem nie zdążyliśmy, i czekaliśmy trzy godziny na następny samolot. a
          walizki zdążyły, nie wiem jakim cudem uncertain
      • paulina.galli Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 11:41
        "> A jeszcze mnie ktos nastraszyl ostatnio, ze to wcale tak nie jest,
        > ze samoloty sa bezpieczniejsze, bo te statystyki sa odpowiednio
        > ukladane, ze licza tych ludzi na kilomtery czy jakos."

        Niestety ale dokladnie tak jest - wg tego klucza na np. milion km zginie 0,001
        osoby w samolocie i 1000 osób w samochodzie .
        Mnie w samolotach przeraża ze jesli JUZ dojdzie do katastrofy szanse na
        przezycie praktycznie równają sie zeru. W smochodzie zawsze jakas szansa na
        uratowanie sie jest, poza tym moge miec np. przeczucie i wysiasc w trakcie
        podrózy albo zmeinic transe. W samolocie - kicha - jak wystartuje to nie ma sie
        wpływu na nic sad
        • paulina.galli Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 11:54
          ps. a juz np na ilośc podrózy czyli konkretna ilosc lotów samolotów do ilosci
          podrózy samochodem (np. z/do danego miejsca w sakli roku) - nie.
      • maurycek Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 12:14
        jak chcesz sprawdzić czy twoje postanowienie noworoczne sie sprawdzi - zerknij
        na mau.lemon.pl/postanowienia/ smile

        ..ogolnie strona zwraca prawdopodobienstwo spelnienia twoich postanowien smile
        • fajka7 Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 14:25
          Na pewno musze leciec wiosna uncertain ale potem nigdzie sie nie ruszam smile
          Chyba, ze wyjatkowo. Przy okazji na szczescie jestem domatorem i nie
          lubie tych wszystkich wycieczek, wiec strach przed lataniem daje mi
          doskonaly pretekst, zeby raz na zawsze uciac temat jakichs cieplych
          krajow czy wuj wie czego smile
    • gemmavera Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 10:06
      Ja przeżyłam niby tylko niespodziewane turbulencje, za to dopadły mnie akurat,
      gdy byłam w córką w toalecie, w dodatku na ogonie.
      Nikomu nie życzę takich wrażeń. wink) I tylu siniaków. wink)
      • paulina.galli Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 11:49
        A z traum samolotowych miałam jedną -za to taka że starczy mi na zawsze.
        Samolot podchodzi do ladowania - wiadomo zapiac pasy złozc stoliki (ja jeszcze dodatkowo zamykam oczy, przestaje oddychac i wpijam sie pazurami w siedzenie smilesmilesmile. Duża mgła jest. Samolot coraz glosniej wyje, przechył w dól duzy, czuje że zaraz dotkniemy płyty lotniska (pisze ze "czuje" bo przez mgłe i zamkniete oczy - nie widze smile)
        I nagle ... wrrrrr.... samolot z hukiem silnikow podrywa sie ostro do góry . Silniki na pełną moc , przeciązenie takie że w trakcie normalnego startu to pikuś - takie ze przez pare sek. przez przeciążenie nie moglam oderwac ręki od poreczy siedzenia. A wbiło nas w fotele ze hej. Samolot zwolnił i wyrównał. Zrobił parę kółek nad lotniskiem w smiertelnej ciszy i wylądował - tym razem bez sensacji.
        Najgorsza była ta cisza po - nikt z obsługi ani be ani me ani "pocałujcie nas w d..." nie powiedział i do dziś zachodzę w głowe czemu tak się stało - czy żle podszedł do lądowania przez mgłe czy nagle jakis kot wyskoczył na płytę lotniska.
        Ale przysiegam - w zyciu się tak nie bałam sad
        • chicarica Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 12:25
          Całkowicie normalna procedura, zwłaszcza w trudnych warunkach meteo, np. przy
          silnych porywach bocznego wiatru. Tuż przed przyziemieniem pilot dostaje
          komunikat meteo o chwilowej sile wiatru, i w ostatniej chwili decyduje czy
          przyziemiać w tym momencie, czy odejść na drugi krąg i podejść jeszcze raz, przy
          bezpieczniejszych warunkach.
          • paulina.galli Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 14:21
            Mozliwe , ale z mojej perspektywy wygladało to tak jakby cudem uniknał
            rozdyźgania się o pas lotniska.
            Sądząc z reakcji wspólpasażerów - nie tylko mojej.
    • lilka69 Re: zadne przezycia ale 23.12.08, 11:54
      od kiedy mam dziecko nie lubie latac. maz moj jest pilotem. nie
      musze dodawac, ze dla niego latanie to ekstaza. ja kiedys
      uwielbialam moment staru i ladowania a teraz zwyczajnie sie boje.
      mimo, ze nic nigdy sie nie dzialo.
    • agniech30 Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 12:26
      No to ja was chyba jednak przebiję, jeśli chodzi o wydarzenia w
      trakcie lotusmile Leciałam do Stanów 11 września - TEGO 11 września...
      Leciałam z Krakowa do Chicago, sama z córką wówczas niespełna
      roczną. Wszystko było super, mała nawet niespecjalnie marudziła,
      siedziałysmy przy oknie, słoneczko świeciło nam prosto w okienko,
      sielanka po prostu (dodam, że lecąc do Stanów słońce cały
      czas "leci" z nami, bo jak wiadomo ziemia się obracasmile. Mniej więcej
      w połowie lotu, tak gdzieś nad Islandią, stewardesy kazały wszystkim
      dokładnie pozasłaniać okienka, bo pasażerowie chcą oglądać film.
      Same chodziły po pokładzie i zasuwały wszystkie roletki. Ale
      oczywiście moje dziecię się wierciło i co chwila szarpało za roletkę
      odsłaniając ją. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego słońce już nie
      świeci nam w okienko, ale uznałam to za zmianę kieruku lotu "w dół"
      znad Grenlandii. Ale powoli zaczęło się ściemniać, co już robiło się
      conajmniej dziwne... Za mną siedziała dziewczyna z dzieckiem, i też
      zaczęła się niepokoić, zwłaszcza, że wszystkie stewardesy zniknęły z
      pokładu, a wyświetliła się informacja o konieczności zapięcia pasów
      i pozostania na miejscach. Nie wiem właściwie, dlaczego w samolocie
      nie wybuchła panika, bo wszyscy widzieli, że coś jest nie tak, ale
      nikt nie wiedział, co. Za oknem było już całkiem ciemno, mi
      przelatywały przez głowę przypuszczalne wersje wydarzeń typu:
      porwali samolot i jesteśmy nie wiadomo gdzie; samolot się zepsuł i
      będziemy gdzieś awaryjnie lądować za kołem polarnym (no bo ciemno
      jest) i nie wiadomo co jeszcze... Generalnie byłam sparaliżowana
      strachem, całe szczęście, że mała wtedy spała w swoim nosidle, bo ja
      miałam już wizje wysiadania z samolotu rękawem awaryjnym, i
      stwierdziłam, że z nosidłem mi będzie łatwiej... Po czy moim oczom
      ukazało się jakieś rozświetlone miasto, coraz niżej i niżej, w końcu
      wylądowaliśmy i zobaczyliśmy neon Kraków-Balice... Szok w
      trampkachsmile
      Wtedy dopiero wyszły stewardesy, kapitan powiedział, że niestety
      musieliśmy zawrócić, bo w Stanach wybuchła wojna... Byliśmy w szoku,
      ja ze zdenerwowania nie mogłam sobie przypomnieć pinu do komórki,
      żeby zadzwonić do męża, że ja na lotnisku jestem, coby po nas
      przyjechał. On oczywiście wiedział o całej sytuacji od paru godzin,
      bo przecież media o tym trąbiły, i czekał już na nas na lotnisku, to
      tylko my w samolocie nie wiedzieliśmy nic. Podobno dlatego nam nic
      nie powiedziano, że w samolocie, który leciał w tym samym czasie do
      NY wybuchła panika, jak pasażerom powiedziano o sytuacji w USA.
      Wtedy przecież tak naprawde jeszcze nikt nie wiedział, o co chodzi i
      co sie tam dzieje.
      No i tak obleciałam pół Europy lotem turystyczno-krajoznawczym i
      wróciłam do domusmile
      I jakoś od tej pory zawsze się zastanawiam, czy aby na pewno dolecę
      do portu przeznaczenia...
      • ibulka Re: Lot samolotem - przeżycia 23.12.08, 20:17
        O Boże, Agniecha... aż mnie ciary przeszły...
    • madame_zuzu Re: Lot samolotem - przeżycia 24.12.08, 11:32
      raz podczas lotu do Japonii wpadliśmy w takie turbulencje i prądy, że jedna ze
      stewardes się rozpłakała. Wszyscy siedzieli spanikowani. TYlko ja miałam uśmiech
      na ryju, bo byłam tak schlana pokładowym, białym winem, że niewiele do mnie
      docierało. big_grin Później okazało się, że jakiś tajfun przechodził nad Filipinami i
      jakieś wiatry latały nad morzem Japońskim i to resztki tych wiatrów tak nami
      poniewierały. ( to ja nie chce widzieć jaką siłę miał sam tajfun)

      Drugim razem (też lot do Japana) na lotnisku w Zurychu już po wjechaniu na pas
      startowy i właczeniu silników jakas Japonka straciła przytomność, więc nas
      zawrócono, przyjechała karetka i mieliśmy wyleciec, jak tylko ją zbadają...
      Wylecieliśmy bez tej Pani..bo umarła.. sad Już wtedy wiedziałam, że ten lot
      będzie pechowy i miałam rację. Na lotnisku w Tokio emigration zawróciło mnie do
      PL.. big_grin jakieś podejrzenia mieli, że za często latam do nich...wróciłam na drugi
      dzieńuncertain
Inne wątki na temat:
Pełna wersja