nie wolno śmierdzieć w autobusie...

25.12.08, 20:28
wspominałam, że jesteśmy patologicznie niezmotoryzowani, jechaliśmy
na święta autobusem, podałam dzieciom Lokomotiv, ale wymiotowały i
tak, pasażerowie zwrócili nam uwagę na "zapach", musieliśmy wysiąść
wcześniej, 20 km przed końcem podróży i zmienić środek lokomocji,
nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie ...
    • wieczna-gosia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 20:31
      no wiesz, z zapachem zygowin ciezko jechac... bez przesady nie
      porownuj tego z sytuacja kobiety w koncowce ciazy, ktora nie miala
      gdzie sie polozyc i urodzic. Swoja droga 20 km- pewnie bym sie nie
      dala wysadzic- ile to jest pol godziny jazdy?
      • hellious Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 20:35
        A jak sie maja zarzygane dzieci do kobiety z wielkim, ciazowym brzuchem, bo nie rozumiem?
        • chicarica Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 15:56
          Hint: Betlejem, gospoda, miejsce...
    • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 20:35
      Przykre, ale nie jestem szczególnie zdziwiona zachowaniem pasażerów -
      prawdopodobnie też poprosiłabym o ewakuację albo o sprzątnięcie tego, co sama
      zwrócę. Nie jestem w stanie znieść tego zapachu.
      • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:12
        > Przykre, ale nie jestem szczególnie zdziwiona zachowaniem pasażerów -

        Nie wysiadłabym z dziećmi bo nie wiadomo kiedy byłby kolejny autobus a dziecko
        zarzygane mokre. No trudno. Wolałabym dojechać niż czekać w zimie z zarzyganym
        dzieckiem. Może to egoistycznie ale jednak.
        • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:17
          Wolałabym dojechać niż czekać w zimie z zarzyganym
          > dzieckiem. Może to egoistycznie ale jednak.

          Zrozumiałe, ale miałabyś jedne rzygi więcej do sprzątania. Nic na to nie
          poradzę, że tak to na mnie działa. Gdybym się nie spieszyła i miała za chwilę
          następny autobus, wysiadłabym, jeśli nie - wysadziłabym zarzygane towarzystwo
          osobiście, bez względu na jego wiek i potrzeby.
          • jowita771 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:19
            Już widzę, jak wysadzasz grupę kiboli, ehe.
            • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:22
              Nie o kibolach rozmawiamy, tak sądzę, i nie zamierzam się teraz licytować ani
              głupio przepychać.
              • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:23
                Ale nie wierzę kawka, że wywaliłabyś matkę z chorym dzieckiem z autobusu? Szczyt
                znieczulicy (wybacz ze tak mocno ale...).
                • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:27
                  Haftując aż do wywalenia trzewi na zewnątrz raczej nie zastanawiałabym się nad
                  własną znieczulicą. To jest taki moment, że empatia jest ostatnią rzeczą, o
                  której myślę.
                  • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:30
                    > To jest taki moment, że empatia jest ostatnią rzeczą, o
                    > której myślę.

                    Hmmm, czasami warto pomyśleć jednak o czymś więcej poza własnym "ja". Dobra,
                    spadam bo następnym razem mogę być mniej delikatna i ciśnienie mi skoczyło.
                    • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:33
                      Słuszna decyzja, spadaj, bo - jak zwykle - nie rozumiemy się w meritum.
                • hanalui Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:57
                  kropkacom napisała:

                  > Ale nie wierzę kawka, że wywaliłabyś matkę z chorym dzieckiem z
                  autobusu? Szczy
                  > t
                  > znieczulicy (wybacz ze tak mocno ale...).

                  Ciekawe czy bylabys tez taka empatyczna i bez znieczulicy gdybys
                  jechala na impreze, w odwiedziny do znajomych czy rodziny lub
                  zwyczajnie wracala z pracy a zahaftowaloby cie zygowinami dziecko
                  jakiegos pasazera w autobusie. Przydarzylo sie to mojemu koledze
                  kiedy jechalismy wlasnie na przyjecie.
                  Poza tym regulamin autobusow i komunikacji miejskiej okresla kiedy
                  pasazer moze zostac wyproszony i wlasnie miedzy innymi kiedy jest
                  niebezpieczny lub uciazliwy dla innych pasazerow + zabrania sie
                  rowniez zanieczyszczania autobusow, zabrania sie wykonywania
                  czynności mogących narazić współpasażerów na szkody lub obrażenia (a
                  do takich zygowiny chyba naleza)
                  • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:19
                    > Ciekawe czy bylabys tez taka empatyczna i bez znieczulicy gdybys
                    > jechala na impreze, w odwiedziny do znajomych czy rodziny lub
                    > zwyczajnie wracala z pracy a zahaftowaloby cie zygowinami dziecko
                    > jakiegos pasazera w autobusie. Przydarzylo sie to mojemu koledze
                    > kiedy jechalismy wlasnie na przyjecie.

                    Kurcze, jak bym była sama to wolałabym wysiąść niż matkę z dzieckiem wywalać.
                    Ale ja to spaczona jestem i mam od maciczne zapalenie mózgu zwane macierzyństwem.
                    • edunia73 brak mi słów...... 26.12.08, 16:40
                      Czytam niektóre wypowiedzi i jestem w szoku,jak niesamowita
                      znieczulica jest wśród nas w nas....."wysadziłabym
                      dziecko,matke... " itp.Chyba niewielu jest w stanie znieść ten
                      zapach ,to normalne,ale w autobusie można uchylic okno,zatkac
                      nos,podac kobieccie kawałek gazety,moze ktos miał wode mineralną
                      itd.Ale po co sie wysilac ,sio z autobusu smrody.....Nie
                      wierzę ,poprostu nie wierze ,piszą to matki,kobiety,tez majace
                      dzieci.Chciałabym widziec wasze miny,gdyby wam ktoś powiedział sio z
                      autobusu,na mróz zimno,w doopie mam jak dojedziesz dalej z
                      zarzyganym dzieckiem ,w doopie mam czy zachoruje na zapalenie płuc
                      czy inne tam...przecież to nie moje dziecko,nie mój problem,ja chce
                      dojechać na kolacyjke dalej pachnaca Chanel 5 .........
                      • tora99 Re: brak mi słów...... 26.12.08, 22:23

                        moge sie tylko podpisac
                        • ggmadzik Re: brak mi słów...... 26.12.08, 23:41
                          ja też.......
                          • liwilla1 Re: tez sie podpisuje 30.12.08, 17:06
                            kawka, naprawde mnie zaskoczylas. zawsze mozna przeciez jakos przeorganizowac
                            autobus, wsadzic zarzygane dziecko i matke na koniec lub na sam poczatek
                            autobusu, a nie wywalic bo haft smierdzi. to nieludzkie uncertain
              • jowita771 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:50
                Nie rozmawiamy o kibolach, ale odniosłam się do fragmentu Twojego postu:
                "wysadziłabym zarzygane towarzystwo
                osobiście, bez względu na jego wiek i potrzeby."
                • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:54
                  No tak, jak zwykle mocne w gębie i tutaj smile. Niewielka to sztuka matkę z dziećmi
                  pogonić, ale jakby tak nawet jednego kibola? Nie sądzę, żeby się, która, że tak
                  powiem tego dopuściła smile)
                • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:00
                  Nigdy nie miałam problemu z kibolami. Wystarczy czy mam podać szczegóły?
                  • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:02
                    Dawaj smile
                    • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:20
                      proszsz
                      kiedyś kibole zadbali o mój komfort i troskliwie spytali, czy otworzyć okno, bo
                      duszno
                      prośba o wyłączenie komórki (przekleństwo ostatnich miesięcy - głośne 'umc!
                      umc!') została spełniona bez szemrania
                      idzie się z nimi dogadać, naprawdę
                      • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:24
                        nieeee...., no w takich sprawach to nie są najgorsi, ale uwierz!, gdybyś im
                        kazała spadać z autka, bo Ci podśmiarduje, już nie byliby misiami smile
                        • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:29
                          to tylko przykłady
                      • jowita771 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:25
                        No, ale chyba nie będziesz nam wmawiać, że jakby kibol śmierdział i byś go
                        poprosiła, żeby wysiadł, a on by odmówił, to byś go siłą wysadziła, prawda?
                        • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:31
                          koleżanko droga
                          jeśli zakładasz, że będę Ci coś wmawiać, pozwól, że nie będę kontynuować
                          pogawędki, bo i tak każde napisane przeze mnie zdanie będzie dowolnie
                          kwestionowane i podważane
                          po co więc kilobajcić bez sensu?
          • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:21
            > Zrozumiałe, ale miałabyś jedne rzygi więcej do sprzątania.

            No trudno. Dzieci mokrych na dwór na dłuższe czekanie bym w zimę nie wywaliła.
            Jak to były PKSy to tym bardziej (kto jeździł ten wie że kursują rzadko).
    • mearuless skoro wiedzialas 25.12.08, 20:37

      ze dzieci maja chorobe lokomocyjna to tzrzeba bylo zaopatrzyc sie w torebki
      awaryjnewink
      ja jako dziecko czesto wymiotowalam w dlugich trasach i mama wozila takie
      torby.pozniej sie ja zawiazywalo i fruuu do smietnika, nic nie
      smierdzialo............no prawie nic.
      zrozum pasazerow- to ookropny zapach.
      a tobie wspolczuje, i zal mi dzieciaczkow ktore sie umeczyly podrozasad
    • siasiuszek Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 20:40
      no dobra, ale dlaczego wysiedliśćie?
    • gagunia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 20:44
      My ostatnio jechaliśmy autobusem. Jakieś 5km od przystanku dziecko siedzące z
      matka przed nami zwymiotowało. Myślałam, że zejdę śmiertelnie. Owinęłam się
      szalikiem i ledwo żywa dotrwałam do końca. Na szczęście były wolne miejsca z tyłu.
      Rozumiem, że dziecko może zwymiotować z różnych powodów, ale jak ma chorobę
      lokomocyjną to należałoby się zabezpieczyć w jakieś woreczki, ręcznik, nawilżane
      chusteczki... cokolwiek, co pozwoli zminimalizować smród.
      Wy wysiedliście, a smród i tak pozostał. To chyba głupie rozwiązanie było...
    • moofka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 20:46
      na pewno zadna to frajda jechac z rzygajacymi dziecmi
      ale jazdy nie uniemozliwia, z kolonii i wycieczek pamietam, ze zawsze chociaz
      jedno biedaczysko musialo sie zarzygac smile
      i nikt go nie wywalal z autobusu
      jadac z dziecmi autobusem na pewno bym miala dla nich torebki
      ale na pewno nie wysiadalabym w grudniu z autobusu przed koncem podrozy
      bozapewne i tak musieliscie wsiasc do kolejnego, zeby dojechac
    • protozoa Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:07
      Pasażerowie mieli 100% rację. Nie wiedziałaś, że dziecko ma chorobę lokomocyjną?
      Wasze zachowanie to szczyt egoizmu i bezmyślności.
      • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:14
        A co teleportować się mieli? Samochodu nie mają.
      • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:15
        protozoa, nie przesadzaj, znam wiele innych gorszych "szczytów", ty pewnie też.

        zdziwiona jestem za to, że wysiadłas z dziećmi. A takie sytuacje, no cóż,
        zdarzają się. Następnym razem, na przykład w powrotnej drodze będziesz
        przynajmniej przygotowana na minimalizowanie efektów ubocznych. smile
      • jowita771 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:18
        No to co miała zrobić? Dała dzieciom tabletki, pewnie nie karmiła przed podróżą
        przesadnie, no, dobra torebki mogła wziąć, ale może liczyła, że tabletki dadzą
        radę. Nie naskakujcie na dziewczynę. Współczuję, że musiałaś wysiąść. Sama
        wyjątkowo źle znoszę smród wymiocin, ale zatkałabym nos raczej niż wygoniła
        matkę z dziećmi z autobusu. Gdyby jechała grupa zarzyganych kibiców, to nikt by
        ich nie ruszył, a tak to współpasażerowie pokazali jacy są asertywni.
        • nocek1 w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 21:30
          moja średnia latorośl ma chorobę lokomocyjną - lokomotiv (w żadnej postaci)
          nigdy na niego nie działał - od zawsze daję aviomarin - zaczynaliśmy od 1/4
          tabletki jak miał 1,5 roku. Do picia chłodna, lekko odgazowana ORYGINALNA coca-cola
          polecam - po co się męczyć....
          • miruka Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 21:40
            miałam torebki, zawsze dawałam aviomarin,wczoraj wyjątkowo, żeby im
            nie zepsuć wigilii dałam co innego, zawsze są senne po nim
          • kiraout Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 21:46
            Taka uwaga: autobus jest zdaje się, środkiem transportu publicznego.
            Wsiadając decydujemy się na podróż w nie zawsze najlepszych warunkach. ktoś obok
            nas może być pijany, przeziębiony, ktoś może zejśc na zawał, albo mieć atak
            padaczki. Wymioty są chorobą, nie zawsze do powstrzymania, wiadomo. Należałoby
            może pomóc, nie zaraz krzywić się i puszczać konkurencyjnego pawia wink
            Pamiętam, ze takie sytuacje zdarzały się często i zawsze ktoś znalazł się, kto
            pomógł wyjść bidakowi z opresji, podał coś do picia, chusteczki i sytuacja
            została zażegnana. To przykre, naprawdę, ze współpasażerom w Wigilię starczyło
            tyle aktywności, że pogonili (z pierwszego postu tak wynika) autorkę z dziećmi z
            autobusu.
            • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 21:58
              Wymioty są chorobą, nie zawsze do powstrzymania, wiadomo.

              No właśnie.
              Naprawdę trudno wybrnąć z takiej sytuacji. Jeśli mogłabym wysiąść bez ryzyka, że
              będę sterczeć godzinę albo dwie na mrozie, to wysiadłabym. Ale mając w
              perspektywie godzinę albo dwie z pawiem, nie wiem, co bym zrobiła.
              • kiraout Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:02
                ..przesiadła się i zatkała "dziób" (to nie do Ciebie, mówię o sobie w
                ekstremalnej sytuacji) smile
                • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:06
                  Odpada. Mam węch jak pies myśliwski. I nie bardzo wiem, czym i jak miałabym
                  zatkać dziób, skoro pawia miałabym już w ustach.
                  Naprawdę, nie zależy mi na wypychaniu kogokolwiek z autobusu, ale jeśli byłaby
                  to jedyna możliwość, poprosiłabym o opuszczenie pojazdu.
                  • anulka.p Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:24
                    > Naprawdę, nie zależy mi na wypychaniu kogokolwiek z autobusu, ale
                    jeśli byłaby
                    > to jedyna możliwość, poprosiłabym o opuszczenie pojazdu.

                    Nigdy to nie jest jedyna możliwość. Zawsze Ty mozesz wysiaść. I
                    doprawdy - nie wyobrażam sobie, że będąc zdrową, młodą osobą,
                    wyganiałabym dzieciaki z autobusu. Wysiadłabym sama bez dwoch zdań.
                    • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:33
                      > Nigdy to nie jest jedyna możliwość. Zawsze Ty mozesz wysiaść.

                      Ale załóżmy, że nie mogę. Jadę do lekarza na umówioną godzinę i jeśli się
                      spóźnię, przepadnie termin. I co?
                      Poza tym wymioty to choroba, jak już zostało wcześniej stwierdzone, więc trudno
                      uznać, że jestem osobą zdrową.
                      • anulka.p Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:42
                        > Poza tym wymioty to choroba, jak już zostało wcześniej
                        stwierdzone, więc trudno
                        > uznać, że jestem osobą zdrową.

                        Hmm, ale to chyba te dzieci (ktore jak twierdzisz wyrzucić można, a
                        nawet trzeba), a nie Ty - wymiotowały?
                        I jeszcze jedno, w takiej sytuacji, już po fakcie wymiotowania,
                        raczej mało da wyrzucanie biedaka z autobusu, bo
                        zapach i tak już pozostanie raczej. Po ptokach czyli.

                        • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:49
                          > Hmm, ale to chyba te dzieci (ktore jak twierdzisz wyrzucić można, a
                          > nawet trzeba), a nie Ty - wymiotowały?

                          jejku
                          już pisałam o tym, jak to u mnie działa
                          tak na marginesie ciekawa jestem, kiedy - w szale przypisywania mi rozmaitych
                          intencji i pomysłów - okaże się, że mam rogi, kopyta i wysysam niemowlętom oddech
                          • anulka.p Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 22:56
                            kawka74 napisała:

                            > > Hmm, ale to chyba te dzieci (ktore jak twierdzisz wyrzucić
                            można, a
                            > > nawet trzeba), a nie Ty - wymiotowały?
                            >
                            > jejku
                            > już pisałam o tym, jak to u mnie działa
                            > tak na marginesie ciekawa jestem, kiedy - w szale przypisywania mi
                            rozmaitych
                            > intencji i pomysłów - okaże się, że mam rogi, kopyta i wysysam
                            niemowlętom odde
                            > ch
                            LOL, lubimy sobie dodać trochę ważności i grozy, co?tongue_out
                            Nie zamierzam i nigdy nie zamierzałam wnikać w meandry Twojej
                            osobowości, nie rozumiałam po prostu pewnego braku logiki w Twym
                            wywodzie: dzieci rzygają, to przejaw choroby, i dlatego to Ciebie
                            nie można uznać za zdrową. Why?
                            I to tyle. Nic ponadto, naprawdęsmile
                            • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:02
                              czytajcie, a zrozumiecie, że tak powiem
                              kolejny nietoperz - nie doczyta, niedowidzi, ale chętnie się czepia
                              • anulka.p Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:08
                                Aaaaaaaa. Święta są, humor mam znakomity, żaden nietoperz mnie nie
                                ruszy (choć i bez Swiąt by nie ruszyłtongue_out) więc pozwoó, że zakończę
                                tę fascynujacą wymianę zdań.
                                Idę ćwiczyć czytanie ze zrozumieniem, fajne książki dostałam pod
                                choinkęsmile
                                • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:09
                                  > Idę ćwiczyć czytanie ze zrozumieniem,

                                  Słusznie, słusznie.
                                  Idę przypiłować kopytka i nastroszyć ogonek.
                      • matrymonialnie Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 08:24

                        > Poza tym wymioty to choroba

                        Wymiotujące dziecko też do zdrowych się nie zalicza... Ja bym wolał sam wysiąść
                        niż bachora w zimę z autobusu wypraszać.
                        • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 11:54
                          Ja bym wolał sam wysiąść
                          > niż bachora w zimę z autobusu wypraszać.

                          Bohater.
                          Już napisałam ze dwa razy, ale może powtórzę trzeci, chociaż nie wiem, czy to
                          coś pomoże: jeśli tylko istnieje jakakolwiek inna możliwość zaradzenia mojemu
                          pawiowi, to ją zastosuję, przesiądę się daleko, wysiądę z autobusu, nie ma
                          sprawy. Jeśli nie ma - grzecznie poproszę o oddalenie się zarzyganego osobnika w
                          Pireneje, nawet jeśli będzie to Straszliwy Dres ze Swoimi Straszliwymi Kolegami.
                          • kropkacom Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 12:48
                            > Jeśli nie ma - grzecznie poproszę o oddalenie się zarzyganego osobnika
                            > w
                            > Pireneje, nawet jeśli będzie to Straszliwy Dres ze Swoimi Straszliwymi Kolegami

                            Rozumem przeprowadzisz analizę sytuacji i podejmiesz decyzję smile A jeśli dany
                            osobnik nie przychyli się do prośby bo jego decyzja będzie zgoła inna? I jeszcze
                            wracając do konkretnej sytuacji, matka z dzieckiem (dziećmi?), jak byś się
                            zachowała na jej miejscu mając mokre wystraszone dziecko i perspektywę czekania
                            ileś tam minut na zimnym?
                            • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 13:18
                              Wnioskując z tego wątku, a także z paru innych, pewnie do matki z dzieckiem w
                              ogóle bym się nie odezwała, bo dostałabym torebką zanim skończyłabym mówić.
                              Jeśli się nie przychyli, cóż, zostanie obrzygany gratis.

                              jak byś się
                              > zachowała na jej miejscu mając mokre wystraszone dziecko i perspektywę czekania
                              > ileś tam minut na zimnym?

                              Pewnie zapytałabym kierowcy, czy nie może zatrzymać się na pięć minut przy
                              stacji benzynowej (albo gdziekolwiek, byle by można na chwilę wysiąść), żeby
                              uporządkować sytuację, także i dla dobra dziecka, żeby odetchnęło świeżym
                              powietrzem i nie wdychało ani oparów własnych rzygowin, ani oparów benzyny, bo
                              to mu na pewno nie pomoże.
                              Rozumiem, Kropko, że każdy brak aprobaty z mojej strony jest uważany przez
                              Ciebie za małpią złośliwość, ale ja tylko wnoszę o pomyślunek i odrobinę empatii
                              także wobec tych, którzy mają więcej niż dziesięć lat.
                              • kropkacom Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 13:30
                                Kawka, na Boga dorosły to nie dziecko. Jest w stanie więcej wytrzymać i
                                zrozumieć mimo wszystko. Ja naprawdę nie wiem czemu mam bardziej szanować Twoje
                                obrzydzenia niż dobro chorego dziecka?

                                Dla Twojej wiadomości, niestety oczywiście, jest raczej nikła szansa żeby
                                kursowy autobus zboczył z kursu i czekał z resztą pasażerów na jakieś stacji
                                benzynowej. Niestety.
                              • dlania Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 13:35
                                kawka74 napisała:

                                > Pewnie zapytałabym kierowcy, czy nie może zatrzymać się na pięć minut przy
                                > stacji benzynowej (albo gdziekolwiek, byle by można na chwilę wysiąść), żeby
                                > uporządkować sytuację,


                                A kierowca, droga Kawko, w tym momencie zszedłby ze śmiechuwink Kiedy ostatnio
                                jechałaś kursowym, dalekobieznym autobusem???
                                • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 14:56
                                  Latem. Kierowca zatrzymał się bez wahania, powiedział że 5 minut go
                                  nie zbawi.
                                  • kropkacom Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 15:06
                                    kawka, naprawdę nie chce być złośliwa ale przez cztery lata dojeżdżania
                                    codziennie PKSem ani razu kierowca nikomu nie poszedł na rękę na moich oczach.
                                    Tak więc to co piszesz brzmi nieprawdopodobnie ale zazdroszczę że tak fajnie
                                    trafiłaś.
                                    • kropkacom Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 15:09
                                      Pomijając że to nie temat wątku, ile osób by się oburzyło na to że autobus staje
                                      na stacji paliw na 5-10 min. żeby pani poszła z dzieckiem do toalety?
                                      • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 16:03
                                        Widocznie miewam szczęście, zdarza się. Raz nawet kierowca zmienił
                                        trasę i podjechał pod szpital. Bywają dobrzy ludzie.
                                        Na stawanie do toalety krzywo nie patrzyłabym z całą pewnością, pięć
                                        minut mnie nie zbawi.
                              • soemi Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 19:04
                                noo kawka74 wreszcie podrzuciłaś to co maiłam na końcu języka. zatrzymać autokar
                                i doprowadzić go do porządku, i wtedy nikt by nie był poszkodowany bo i mama z
                                dzieckiem nie musiałaby się tułać zimą po drodze i pasażerowie by mieli
                                przyjemniejszą podróż. a tak wogóle to podróżując publicznym środkiem transportu
                                trzeba się liczyć z tym że ktoś się powymiotuje albo zdarzy się co innego, i nie
                                wysadzać go od razu i niech se radzi sam, bo co nas to obchodzi! przecież celowo
                                się nie porzygał! a jakby się znalazł taki coby chciał mnie wysadzić o po złości
                                bym nie wysiadła.
                          • id.kulka Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 23:18
                            kawka74 napisała:

                            > jeśli tylko istnieje jakakolwiek inna możliwość zaradzenia mojemu
                            > pawiowi, to ją zastosuję, przesiądę się daleko, wysiądę z
                            autobusu, nie ma
                            > sprawy. Jeśli nie ma - grzecznie poproszę o oddalenie się
                            zarzyganego osobnika
                            > w
                            > Pireneje

                            Czy to były jakieś wyjątkowo szkolone dzieci, które rzygały tylko na
                            siebie? Bo zazwyczaj rzygajacy osobnik obrzyguje wszystko, poza
                            sobą, no, ewentualnie butki sobie zachlapie.
                            I cóż wtedy - niby sprawca w Pirenejach, ale paw na okolicznościach
                            przyrody pozostał i nadal śmierdzi...
                  • mama303 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:10
                    kawka74 napisała:

                    > Odpada. Mam węch jak pies myśliwski. I nie bardzo wiem, czym i jak
                    miałabym
                    > zatkać dziób, skoro pawia miałabym już w ustach.
                    > Naprawdę, nie zależy mi na wypychaniu kogokolwiek z autobusu, ale
                    jeśli byłaby
                    > to jedyna możliwość, poprosiłabym o opuszczenie pojazdu.

                    Współczuje tego węchuwink a jak bąka kto puści to co? zrobisz
                    dochodzenie po autobusie?
                    Proponuję zatkać delikatny nosek i włączyć lampkę "współczucie" dla
                    cierpiących dzieciaków. Szczególnie w Wigilię.
                    • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:14
                      Litości, może coś bardziej oryginalnego od głupich przytyków?
                      • mama303 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:22
                        kawka74 napisała:

                        > Litości.

                        Niestety brak mi dla takiego szczytu egoizmu.
                        • kawka74 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 25.12.08, 23:28
                          to chociaż ulituj się nad moją potrzebą inwencji
                          gdzieś czytałam, że to się nazywa 'nacisnąć rozjusznik'
                          • socka2 Re: w drodze powrotnej daj aviomarin! 26.12.08, 00:38
                            tez mam delikutasny wech, jak moje wlasne dziecko pawia puszcza,to zdarza sie,ze i moj poleci, a bylo i tak,ze musialam dzieciowego pawia w rece lapac i przezylam,ale nie przyszloby mi do glowy wywalac wymiotujace dziecko z autobusu. a niektorymi sie nie przejmuj- pewnie beznadziejne prezenty dostaly i musza na kims sie wyladowac wink
      • elza78 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:20
        popieram protozoa, pasazerowie mieli racje nikt nie ma ochoty jechaz z
        zygajacymi dzieciakami w autobusie, ja wiedzac z emoga zdarzyc sie takie
        problemy wybieram np pociag jako srodek lokomocji zeby nie umilac ludziom zycia
        i nie narazac moich dzieci na wymiotowanie, dla mnie jazda z rzygajaca
        dzieciarnia w dlyga podroz nawet gdy dzieic s anafaszerowane lekami to
        bezdusznosc, kij z pasazerami i smrodem, dzieci sie troche nacierpialy, no ale
        miruka osiagnela cel chociaz wysiadla troche za wczesnie...
        takie zycie jak ktos oszczedza tam gdzi enie powinno sie szukac oszczednosci...
        pociag drozszy w sumie tyle ze jak sie policzy rodzinny przejazd to wychodzi jak
        autobusem, tyle ze na to trzeba troche wysilku zeby sie podowiadywac jakie ulgi
        i komu przysluguja...
        • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:23
          Ale wiesz,że pociągiem nie da się wszędzie dojechać? Nie wiesz pewnie.
          • elza78 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:32
            ale wiesz ze pociagiem zazwyczaj da sie dojechac w takie okolice skad autobusem
            do miejsca przeznaczenia nie jedzie sie 8 godzin tylko np 1h??
            myslenie nie boli, zwlaszcza jesli chodiz o komfort moich dzieci to wybieram
            taki srodek lokomocji aby im bylo wygodnie a nie mi...
            rzyganie w autobusie jest srednio fajna sprawa nawet dla malego czlowieka...
            • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:38
              > ale wiesz ze pociagiem zazwyczaj da sie dojechac w takie okolice skad autobusem
              > do miejsca przeznaczenia nie jedzie sie 8 godzin tylko np 1h??

              Tam gdzie mieszkałam nie było możliwości dojechania pociągiem. Do pociągu szło
              się godzinę a do autobusu 10 min.
              • elza78 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:46
                nie wiem kropka, czasem czytanie ze zrozumieniem nie zawadzi...
                mozna autobusem podjechac na pociag albo z pociagu autobusem do domu nie wiem
                w zyciu nie narazilabym dzieciaka na wielogodzinna podroz srodkiem lokomocji
                jakiego nie toleruje tylko z tego wzgledu ze mam tutaj godzine z buta a tam 10
                minut...
                taksowki jeszcze sa chociaz rozumiem ze nie wszedzie...
                jak nei taksowki to znajomi ktorzy na dworzec moga podrzucic, jest wiele
                mozliwosci, trzeba tylko myslec czasem o czyms wiecej niz o swojej wygodzie,
                zbey potem nie pieprzyc na forum z enie bylo miejsca w gospodzie i inne bzdety
                ktore w tym kontekscie maja sie jak piesc do nosa...
                dzieci w aucie nie rzygaja od razu po przekroczeniu progu tylko zazwyczaj po
                paru godzinach podrozy..
                • anulka.p bredzisz Elza 26.12.08, 19:10
                  Po pierwsze choroby lokomocyjnej nie ma się tylko w autobusie,
                  dopada człowieka i w pociągu, taksowce i na statku nawet wyobraź
                  sobie. o samolocie nie wspomnę.
                  Po drugie - matka podałą im lek, z wiarą, że on zadziała.
                  Po trzecie idąc twoim tokiem rozumowania - mieli piechotą doginac
                  wiele godzin, albo najleiej w ogóle z domu nie wychodzić, do czasu
                  kiedy z tej choroby nie wyrosną, czy tak?
      • wuj_matt_w_podrozy Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 15:36
        Egoizm i bezmyślność?! Wiesz co, Protozoa (swoją drogą trafny nick dla takiej
        tępej larwy), nawet taki notoryczny dzieciożerca jak ja potrafi zrozumieć, że
        jeżeli maluch wymiotuje to nie dla fantazji, nie ze złego wychowania, nie
        dlatego, że zapił, lecz dlatego, że JEST CHORY!
        Tępię rozwydrzone bachory w sklepach i środkach komunikacji, ale ktoś, kto
        wyrzuca z autobusu matkę z chorym dzieckiem jest dla mnie najniższą formą
        białka, obleśną gnidą, która do końca życia powinna chodzić pieszo!
        Przepraszam za emocjonalny ton, ale Wigilię spędziłem podstawiając miskę chorej
        córci przyjaciół i ani przez sekundę przez myśl mi nie przeszło, żeby mieć
        pretensje że śmierdzi. Widziałem tylko smutne oczka wymiotującej pięciolatki.
        Zrozumiałaś?
        • elza78 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 16:08
          ten egoizm i bezmyslnosc to wlasnie odnosnie tych smutnych oczek kosztem
          szybkiego dojazdu do celu...
          nie ma jak zafundowac dzieciakowi rzyganie bo sie chce byc szybciej u rodzinki...
      • tora99 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 22:28

        <<podałam dzieciom Lokomotiv, ale wymiotowały i
        tak>>

        prosze bardzo, to jest fragment z tytulowego postu.
        czytac nie umiesz? czy problem ze zrozumieniem?
        moge wyjasnic: podala lek wczesniej, ale jak widac nie wystarczylo.
        • babcia47 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:08
          ..jest jeszcze poniżej tekst, ze aviomarin działa na dzieci
          skuteczniej ale autorka nie podała go..by nie psuc dzieciom wigilii
          bo po nim są śpiace..zepsuła dzieciom wigilie i tak, bo podany
          srodek nie zadziałał i kilku innym osobom.
          Ja też do dzis mam chorobę lokomocyjną, biore tabletki i zabieram w
          podróż woreczki, mokre ściereczki itd. by w razie czego narobic jak
          najmniej "bałaganu"..bo i ja w takim zapachu szybciej bym
          zaliczyła "powtórkę"..Gdy byłam dzieckiem moja mama zawsze tak
          robiła i przewaznie podróżowalismy pociągiem a autobusem podróż
          kończylismy (ojciec zawsze wcześniej dokładnie analizował oba
          rozkłady jazdy, czasem musielismy troche czekać przy przesiadce z
          pociągu na autobus). W pociągu chorowałam i wymiotowałam czasem, w
          autobusie wymiotowałam zawsze i to wielokrotnie..czesto kierowca
          zatrzymywał się gdy mama prosiła o to..pewnie wolał chwilową przerwe
          w podrózy i ewentualne spóźnienie niż jazde w cuchnacym pojeździe i
          mozliwośc, ze inny pasażer pójdzie w moje ślady..Dzieci tu
          oczywiscie nie zawiniły jak zwykle..ale mama nie popisała sie
          przezornością i współczuciem dla współpasażerów!!
          • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:13
            > ..Dzieci tu
            > oczywiscie nie zawiniły jak zwykle..ale mama nie popisała sie
            > przezornością i współczuciem dla współpasażerów!!

            Daj już spokój, matkę linczowano już wcześniej w kilkunastu postach.
          • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:15
            I co z tego?

            Zawsze ale to ZAWSZE byłas i jesteś PRZEZORNA, ROZWAŻNA i co tam
            jeszcze?

            Dziewczyna chciała dobrze, nie wyszło ... nawet przez myśl by mi nie
            przyszło wywalać dziewczynę z autobusu. A jako, że mam chusteczki i
            wodę w podróży, to bym jej dała, a jakby to nie starczyło, to
            poprosiłabym kierowce o zatrzymanie się po drodze na stancji
            beznynowej, by dac czas mamie na ogarnięcie tak dzieci, jak i
            miejsca. Być może z dziecmi sama poleciałabym do łazienki, by je
            umyć i przebrac, aby postój był jak najkrótszy.
            • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:24
              poprosiłabym kierowce o zatrzymanie się po drodze na stancji
              > beznynowej, by dac czas mamie na ogarnięcie tak dzieci, jak i
              > miejsca.

              Patrz, Lila, zaproponowałam to samo, ale to się podobno nie zdarza.
              Abstrahując od wyrzucania kogokolwiek, dla rzygających dzieci, na które opary
              benzyny i własny paw działał wymiotnie, przerwa była IMO niezbędna, nawet jeśli
              do końca podróży było tylko 20 km.
              • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:30
                Kawko, nawet przez chwilę nie miałam wątpliwości smile
    • gacusia1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 21:42
      Gdybym siedziala obok Was to po prostu bym sie przesiadla a jesli
      nie byloby mozliwosci,narzygalabym do kompletu bo odor rzygowin
      jest "zarazliwy" ,-PPP
    • mearuless miruka:) 25.12.08, 21:43

      niewazzne- jak ktos mial kiepski dzien, to teraz wyzyje sie na tobiesmile
      zapodalas temat- to sie teraz laski poznecaja, powymyslaja jaka to jestes
      kiepska matka, niezapobiegawcza, patologia bez auta ale za to z mozliwoscia
      rozrodcza.....
      pozdrawiamsmile
      • kropkacom Re: miruka:) 25.12.08, 21:50
        Ach te święta. Co one z ludzi robią smile Idea Bożego Narodzenia wciąż żywa w
        narodzie.
        • liwilla1 Re: dlatego 30.12.08, 17:23
          jestem niewierzaca big_grin
    • jkk74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:07
      Wybacz Miruka, ale wiedząc, że dzieci wymiotują w autobusach przygotowałabym się
      na to.
      Moje niestety mają tę przypadłość. I mimo, że jeździmy swoim własnym autem to
      jednak ZAWSZE mam naszykowane woreczki i papier. I dzieci mam nauczone, jak z
      tego korzystać. Gwoli ścisłości córa ma 6 lat 3 mce a syn ma 5 lat (parę dni
      temu miał urodziny smile.
      Gdyby dzieci zwymiotowały do woreczków, które potem byś związała i wywaliła na
      najbliższym przystanku, to nikt by słowem się nie odezwał, a jeszcze by Wam pomogli.
      • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:18
        A ja jakoś nie potrafię sobie wyobrazić dzieci elegancko rzygających do
        woreczków smile Wydaje się, że to taki nic, taka łatwizna, ale dzieci działają
        nieprzewidywalnie i lawinowo. Matka czasem nie potrafi zareagować w dwóch
        miejscach, albo nie wie, które "ratować" w pierwszej kolejności. Sprawa często
        wymyka się spod kontroli nawet przy pełnym oprzyżądowaniu. Nie naskakujcie...
        • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:26
          > Nie naskakujcie...

          No chyba żartujesz. Miały by sobie darować? Na ematce nigdy.
          • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:28
            smile Racja! Nigdy i przenigdy, ale tylko na ematce smile
            • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:29
              Klawiatura cierpliwa jest ...
        • jkk74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:31
          Kiraout - u nas to nie zadziałało od pierwszego razu, ale po kilku dzieciaki
          załapały w czym rzecz. Mam jeden fachowy woreczek do wymiotowania i naszykowane
          siateczki. Fakt - nie zdarza się, że wymiotują jednocześnie. Choć już parę razy
          było tak, że ledwie jedno kończyło to zaczynało drugie, tak że nawet nie
          zdążyłam woreczka zmienić.
          Moje wiedzą, ze jak poczują że robi się im niedobrze, to bierze się woreczek lub
          siateczkę w ręce i ma naszykowane.
          Cały numer polega na tym, żeby nauczyć dzieci rozpoznawania sygnałów dawnych
          przez organizm.
          Aha - śmiem przypuszczać, że dzieci autorki wątku mają więcej niż rok czy dwa,
          bo nie sądzę, aby ludzie mieli sumienie wywalać takie maluchy z autobusu. A już
          3-4 latki można nauczyć samodzielności w tej kwestii. Poza tym - dwoje rodziców
          i dwoje dzieci w autobusie - wybacz, ale ja na początku obsługiwałam sama
          dwójkę, bo maż przecież prowadził samochód. W autobusie oboje rodzice mogą
          skupić się na dzieciach.
          Reasumując - nienawidzę smrodu wymiocin, niemniej chyba nie miałabym sumienia
          wyprosić z autobusu rodziny z dziećmi, które zwymiotowały. Co nie zmienia faktu,
          że wiedząc o takiej przypadłości pociech należy się przygotowywać.
          • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:33
            Chodziło mi, ze mimo nawet najlepszych przygotowań nie uniknie się czasem
            niespodzianek i tyle.
            • jkk74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:37
              kiraout napisała:

              > Chodziło mi, ze mimo nawet najlepszych przygotowań nie uniknie się czasem
              > niespodzianek i tyle.

              I z tym muszę się zgodzić. Czasem najlepsze woreczki, najmądrzejsze dzieci,
              najbardziej spostrzegawczy rodzice - to i tak za mało aby uniknąć wymiotowych
              kłopotów.
            • roksanaa22 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 22:38
              Mając świadomość choroby dzieci na pewno bym się przygotowała na
              ewentualność wymiotów.
              Jednak szczerze powiem nie wyobrażam sobie wywalania dzieci z
              autobusu bo śmierdzi...
              Byłam w sytuacji kiedy dziecko współpasażerki wymiotowało i nie
              wściekałam się tylko pomogłam.Ale to był przypadek-nie choroba...
              Mimo wszystko to tylko dzieci.Maluchy mogą wymiotować a nawet za
              przeproszeniem zesr... się w gacie bo nie wytrzymały albo jelitowka
              zaatakowała.Różnie bywa...
      • mama303 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 23:26
        jkk74 napisała:


        > Gdyby dzieci zwymiotowały do woreczków, które potem byś związała i
        wywaliła na
        > najbliższym przystanku, to nikt by słowem się nie odezwał, a
        jeszcze by Wam pom
        > ogli.

        No jasne, a bez woreczków - won
        >
    • gku25 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 25.12.08, 23:09
      Jechałam kiedyś zarzyganym autokarem 9 godzin, więc wiem, czym to pachnie,
      znaczy śmierdzi. Sama bym cię wygoniła. Tym bardziej, że ja mam problem z
      posprzątaniem rzygowin po własnym dziecku, bo mam bardzo czułe powonienie i
      równie czuły w takim wypadku żołądek.
      • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:37
        Ciekawe jak byś to zrobiła ... a ze masz problem ze sprzataniem
        żygowin - to TWÓJ problem i miałabym to gdzieś.
    • figrut Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 01:52
      Za czasów bezsamochodowych nie raz miałam okazję jechać w jednym autobusie z
      jakimś pijaczkiem, który śmierdział na cały autobus i nikt nie miał odwagi go
      wyrzucić. Kilka lat temu miałam nieprzyjemność jechać z rozjuszonym pijaczkiem,
      który zes... się w spodnie w czasie jazdy. Smród był taki, że wrażliwsi
      powychodzili zanim dojechali do celu (takie przetrawione alkoholem rzadkie
      goowienko cuchnie gorzej niż wymiociny), ale nikt nie miał odwagi wyrzucić
      szanownego pijaczka, który mamrotał sobie pod nosem "zaje..." z autobusu. Ileż
      to było wątków o śmierdzących istotach w komunikacji miejskiej latem i jakoś nie
      doczytałam, aby większość taka odważna była i wygoniła cuchnącego z pojazdu.
      Wątki żalące się były, ale po za żalami niewiele inicjatywy ze strony
      współpasażerów (ktoś tam wysiadł kilka przystanków wcześniej z tego co pamiętam,
      bo smrodu znieść nie mógł, ale nie wyrzucił śmierdzącego gościa). Jak pojawiają
      się dzieci które zwymiotowały, nagle pojawia się też odwaga współpasażerów, bo
      jaka to trudność wygonić rodzinkę z autobusu, skoro wiadomo, że trzeźwi nie
      narobią sobie kłopotów, nikomu w pysk nie dadzą, na nikogo się nie rzucą z
      łapami, żeby problemów nie robić....
      • jowita771 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 07:08
        > (ktoś tam wysiadł kilka przystanków wcześniej z tego co pamiętam
        > ,
        > bo smrodu znieść nie mógł, ale nie wyrzucił śmierdzącego gościa)

        Ja raz czytałam o wyrzuceniu śmierdzącego faceta, ale to był jakis starszy
        bezdomny, więc tez łatwy cel. To jest tak: jak śmierdzi ktoś, kto może okazać
        się agresywny, to się go nie rusza, ale bebechy wywracają się z obrzydzenia i
        złości, że nie nie jest się w stanie nic zrobić. A potem trafia się starszy
        człowiek albo matka z dzieckiem i można sobie ulżyć za tę swoja wcześniejszą
        bezsilność, więc takiemu bezdomnemu jeszcze kopa trzeba dać, bo się kibolowi nie
        dało, a matce trzeba wykrzyczeć całą wściekłość na pijanego, który zrobił kupę
        dwa tygodnie wcześniej w zupełnie innym pekaesie.
    • 18_lipcowa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 11:27
      ofuj
      tez bym prosila zebys wysiadla
      z reszta w ogole jak mozesz z dziecmi chorymi na ta chorobe jezdzic
      z innymi ludzmi?
    • dlania Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:26
      Miruka, współczuje takiej podrózy i takich jej współtowarzyszy.
      Uwielbiam podejście: "ja jestem tolerancyjna i w ogóle, no ale zapach rzygów
      (kupy, niemytego ciała, brudu itd itp), no to juz przesada".
      Jeszcze raz - współczuję i przykro mi.
      • moofka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:36
        dlania, mam takie same odczucia
        rzygi dla nikogo nie perfuma
        ale
        nie wiem, czy to fakt, ze sama mam dzieci, czy po prostu jakis tam stopien
        wrazliwosci, ktorej niektorym brakuje, ale w opisanej sytuacji najbadziej szkoda
        mi chorych dzieci, a zaraz potem ich matki
        niewatpliwy dyskomfort wspolpasazerow nie uprawnial ich do wywalenia matki z
        malymi chorymi dziecmi w grudniu z autobusu

        przy calym moim zrozmieniu dla swiata - takiej postawy zrozumiec nie moge
        i naprawde nie wiem, jak potraktowalabym buraczana chamke, ktora by ich
        probowala z autobusu wywalic, ale zapewne rowno na jej poziomie

        smutne bardzo

        tym bardziej smutne, ze opisane dzieci duzo wiecej zrozumienia otrzymalyby na
        kazdym innym forum, ale tu na jematce baba babie tetnice poprzegryza - w imie
        kultury, dobrego smaku i komfortu otoczenia
        • dlania Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:43
          Mnie sie nawet wszystkich wypowiedzi czytac nie chce, żeby sobie zdania nie
          popsuć o niektórych z ematek. Bo że lipcowa jest kompletnie nieempatyczna
          buraczanka to żadna nowina, ale kilka osób mnie zszokowało. Dołujący watek. A ja
          tam świątecznie sram na tę pachnącą cywilizację bez uczuc.
          • 18_lipcowa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:03
            nie jestem nieempatyczna ani buraczana
            po prostu uwazam ze jak ktos ma rzygajace dzieci to MA problem
            nie ja, tylko ta osoba
            ja chce jechac, nie chce tego wdychac, wiec sprawca smrodu powinien
            sie usunac
            • mearuless no i wlasnie tacy 26.12.08, 14:26

              ludzie musza miec autasmile
              nie ci co rzygaja tylko ci ktorym to morderczo przeszkadzasmile
              mojemu ojcu kiedys pewna dziewczynka puscila pawia na plecy.... i on i ona zyja.
              wydarzenie malo przyjemne ale nikt jej za to nie wyrzucil z autokaru.
              po prostu takie jest zycie czasem pachnie a czasem smierdziwink
              • ibulka Re: no i wlasnie tacy 26.12.08, 16:03
                co z tego, lipcowa, że wyrzucisz sprawcę smrodu z autobusu, skoro sam smród
                zostanie nadal...? wink
              • chicarica Re: no i wlasnie tacy 26.12.08, 16:15
                M. in. dlatego w tego typu podróż wybieram się samochodem.
                Również dlatego, że sama mam chorobę lokomocyjną i gdyby ktoś koło mnie zaczął
                rzygać, to mój paw byłby gwarantowany jak w banku.
            • wieczna-gosia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 21:17
              18_lipcowa1 napisała:

              > nie jestem nieempatyczna ani buraczana
              > po prostu uwazam ze jak ktos ma rzygajace dzieci to MA problem
              > nie ja, tylko ta osoba
              > ja chce jechac, nie chce tego wdychac, wiec sprawca smrodu powinien
              > sie usunac
              lipcowa ty se sprawdz slowo empatia w słowniku, cio?
              • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 21:45
                Hehe, tekst Lipcowej przypomina mi zdanie, które wyglosił pewien
                polski bokser: "Nie jestem rasistą, ale uważam, że człowiek powinien
                być biały".
                • 18_lipcowa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 23:57
                  nie, ja po prostu nie chce podrozowac z zarzyganymi dziecmi
                  tak samo jak ze smierdzielami czy pijakami
                  • uffa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:00
                    To w takim razie nie podróżuj komunikacją publiczną, niestety w
                    takiej wszystko może się zdarzyć...
                    • 18_lipcowa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:13
                      ale po co?
                      wystarczy wyprosic matke z dzieckiem.
                      • wieczna-gosia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:42
                        z wlasnego samochodu nawet wypraszac nie trzeba....
                      • dlania Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:11
                        18_lipcowa1 napisała:

                        > ale po co?
                        > wystarczy wyprosic matke z dzieckiem.


                        O święta Kunegundo....
                        • ibulka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 28.12.08, 00:54
                          to tylko lipcowa... bezdzietna lipcowa! smile))
                          nie ma się co denerwować.
              • 18_lipcowa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:14

                > lipcowa ty se sprawdz slowo empatia w słowniku, cio?


                sprawdzilam
                pasuje do mnie z paroma wyjatkami
                jednym z nich jest dziecko + rzygi + ja + autobus.
          • lena_madzia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 23:17
            wniosek z tego wątku-opluć zwymyslać sponiewierać,
            a na końcu kopniakiem wysadzić taką matke z autobusu razem z
            dziećmi!!!

            A to nikczemna!!!!! ośmieliła się skalać arystokratyczne i
            szlachetne nosy podróżnych brzydka wonią!!! Zgroza!!!

            Zero współczucia dla matki i to przy swięcie...


            ciekawe co by te osoby zrobiły gdyby spotkały taka osobę,
            jak mojej mamy koleżanka , (świętej pamięci już) która cierpiała na
            paskudną chorobe przewodu pokarowego
            -jednym z jej objwów była w właśnie przykra woń z ust, jakby dopiero
            po pawiu....
            wychodzi na to że taka osoba jest z góry skazana na zepchniecie na
            margines i już!!!
        • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:48
          Na szczeście jednak nawet w tym watku wiekszosć wykazuje się
          elementarną wrażliwością.
          A ja ciągle nie rozumiem co takiej paniusi da akcja wywalania
          dzieciaków z zarzyganego już autobusu, skoro zapach i tak już
          zostaje. I będzie osobę wrażliwa za zapachy prześladował jeszcze
          długo. Wiem, bo sama jestem wręcz przerważliwionasmile. Należy jak
          najszybciej spadać z takiego miejsca, a świeze powietrze jest
          jedynym ratunkiem.
          • dlania Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:33
            anulka.p napisała:

            > Na szczeście jednak nawet w tym watku wiekszosć wykazuje się
            > elementarną wrażliwością.


            Tak??? To ja chyba pecha mam strasznego, bo kilka postów na chybił trafił
            otworzyłam i wszystkie głupie.wink
            • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:35
              Ja ci radzę - choć wiem, że to trudne - sprobuj się przemóc,
              przeczytaj całośc, uwierzysz w człowiekasmile
        • wieczna-gosia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:37
          > niewatpliwy dyskomfort wspolpasazerow nie uprawnial ich do
          wywalenia matki z
          > malymi chorymi dziecmi w grudniu z autobusu
          >

          alez oczywiscie- ja bym sie z dziecmi wywalic nie dala- tym bardziej
          ze nie ma innej alternatywy jak rozumiem- jestem w drodze, 20 km od
          celu a ktos mi mowi w.piedlaj? no chwylunia.....

          2 lata temu dzieci pochorowaly mi sie na rota w pociagu w Bieszczady-
          pozygaly sie w torebke i moj polar. Coz bylo robic, torebke umylam w
          pociagawym kiblu, polar wymylam z zygowin i tyle. Jak ktos wchodzil
          do przedzialu- to czul co sie stalo. Za to ja i moja bezdzietna
          przyjaciolka jakos dalysmy rade bo trzeba bylo. Pozniej w ciasnym
          bieszczadzkim busie byl drugi raz- w torebke. Dziecko sie shawtowalo,
          kierowca zatrzymal busa na chwile, powietrzylismy, torebka poszla
          precz, pojechalismy dalej. Nikt nie probowal mnie wrzucic, na
          stronych bieszcadzkich serpentynach trudno dac sobie rade w
          zoladkiem.

          Ale jak wiadomo w bieszczady fajni ludzie jezdza.

          Mi truydno po kocie posprzatac, jak dzieci rzygaja tyo mi zoladek
          podjezdza itd, ale nie wywalilabym zarzyganych dzieci z autobusu- no
          nie i juz. Przesiadlabym sie, albo wybrala stanie jak najdalej,
          rzucilabym haslo zeby sia zatrzymac na 10 minut i powietrzyc albo na
          najblizszym dworcu niech matka po szmate poleci do babci klozetowej i
          autobus przetrze.
        • 1beata31 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 19:34
          a nie można było poprosić kierowce aby się na moment zatrzymał?
          dziecko by zrobiło co trzeba na zewnątrz i siedzi się z przodu ,
          mniej buja, rodzice tak robili ze mną za gó...arza
      • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:52
        > Uwielbiam podejście: "ja jestem tolerancyjna i w ogóle, no ale zapach rzygów
        > (kupy, niemytego ciała, brudu itd itp), no to juz przesada".

        Czasami trudno jak widać wynieść się powyżej własne ja i obrzydzenia. Przydało
        by się w narodzie trochę altruizmu bo przecież nie chodziło tu o kiboli czy
        pijaków tylko o dziecko.
    • azile.oli Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:41
      Pomijając juz reakcję ludzi w autobusie, trzeba było na tę okazję
      dać dzieciom awiomarin. Lokomotiv jest preparatem z kłącza imbiru i
      nie ma tak silnego działania przeciwwymiotnego. Czasem warto dać
      mocniejszy środek niż męczyć dzieci, siebie i słuchać przykrych
      uwag . To taka rada na przyszłość. Jak dzieci mają skłonność do
      ostrej postaci choroby lokomocyjnej to żaden Lokomotiv czy inny
      avioplant nie wystarczy.
      • dlania Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:47
        Azile, co trzeba było to jest temat na zupełnie inny watek.
        Ja miałam rzygające dziecko (wyrosła z tego), sama cierpiałam na chorobe
        lokomocyjna prawie do 18 roku życia i uwierz, czasem nic nie pomaga. Pozostaje
        pić wodę i jeśc tylko niewielkie ilości chrupek kukurydzianych - wtedy rzygi
        prawie nie śmierdza i jest szansa, że dziecko nie zostanie wysadzone przez
        współpasażerów na przystanku.
      • arioso1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:48
        -po pierwsze nie dałabymsie wysadzic z dziecmi-jak komus smierzi
        niech wysiada,
        -po drugie samochód przy dzieciach po niemalze konieczność.
        nie stac was na samochód>? nie podruzujcie lub trzeba sobie
        załatwić transport kogos znajomego
        -po trzecie samochody teraz są tak tanie z szkoda słów-
        sprowadzony w dobrym stanie a chodzie za 2 tysiace kupicie
        spokojnie.
        • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:00
          > -po trzecie samochody teraz są tak tanie z szkoda słów-
          > sprowadzony w dobrym stanie a chodzie za 2 tysiace kupicie
          > spokojnie.

          Samochód nie jest tani. Zwłaszcza stary grat. Kupić łatwo owszem ale trzeba go
          utrzymać (ubezpieczenie, paliwo, wymiany oleju, filtry, opony, świece itd),
          naprawiać a to nie jest darmowe.
          • lola211 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:46
            Trzeba kupic taki, w ktorego nie bedzie trzeba nadmiernie
            inwestowac, malo awaryjne.Samochod to obecnie zaden luksus.
            Jak ja sie ciesze przy okazji takich watkow, ze nie korzystam z
            komunikacji miejskiej,nikt mi nie umili podrozy smrodem czy
            rzygowinami.
            • ibulka Re: arioso 26.12.08, 16:07
              a co to znaczy podruzowac?
              bo masz jak widzę, samohut, ale na słownik jenzyka polskjego i ortograficzny
              pjenionżkuf hyba zabrakneło...? czy rze jak?
      • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 12:56
        > Pomijając juz reakcję ludzi w autobusie, trzeba było na tę okazję
        > dać dzieciom awiomarin. Lokomotiv jest preparatem z kłącza imbiru i
        > nie ma tak silnego działania przeciwwymiotnego

        Tylko że w tym wątku chodzi WŁAŚNIE o reakcję ludzi w autobusie. Tylko o to. Czy
        na tym forum zawsze musi tak być że matce przypisuje się tysiąc sto grzechów a
        otoczeniu jeden czy dwa? Chyba sobie gdzieś ten wątek zachowam i co roku w
        święta jak mi będzie za dobrze to przeczytam żeby wrócić na matkę ziemię sad
        • phantomka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:06
          Gdyby to byl dorosly czlowiek rzygajacy na siebie, to nie bylabym
          wyrozumiala. W przypadku dzieci nie mialabym pretensji, bo wiadomo,
          ze ciezko nad nimi siedziec non stop z woreczkiem i wyczekiwac
          rzygania. Normalni wspolpasazerowie poradziliby sobie z taka
          sytuacja. Wystarczy przesadzic was na koniec, nie wiem - otworzyc
          okno na chwile, wpuscic troche powietrza. Na wszystko jest
          rozwiazanie, tylko potrzeba checi.
          • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:29
            > Gdyby to byl dorosly czlowiek rzygajacy na siebie, to nie bylabym
            > wyrozumiala.

            A dlaczego?
            • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:34
              Ja pitolę.
              Naprawdę nie widzisz różnicy miedzy dzieckiem a doroslym?
              Dorosły (o ile jest trzeźwy) zazwyczaj wie, że nadchodzi najgorze -
              czyli w tym wypadku wymioty. Ma mdłości itp. Wie, co robić - czyli
              jak najszybciej poprosić kierowcę o zatrzymanie. w skrajnym wypadku
              wyjąc woreczek i dyskretnie narzygać.
              małe dziecko nie kontroluje jeszcze tego wszystkiego.
              Naprawdę tego nie rozumiesz?
              • 1jagoda1972 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:41
                anulka.p napisała:

                > Ja pitolę.
                > Naprawdę nie widzisz różnicy miedzy dzieckiem a doroslym?
                > Dorosły (o ile jest trzeźwy) zazwyczaj wie, że nadchodzi najgorze -

                > czyli w tym wypadku wymioty. Ma mdłości itp. Wie, co robić -
                czyli
                > jak najszybciej poprosić kierowcę o zatrzymanie. w skrajnym
                wypadku
                > wyjąc woreczek i dyskretnie narzygać.
                > małe dziecko nie kontroluje jeszcze tego wszystkiego.
                > Naprawdę tego nie rozumiesz?
                Kawka tego nie rozumie bo kawka dzieci nie ma .
                • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:46
                  > Kawka tego nie rozumie bo kawka dzieci nie ma .

                  Mam nadzieje że nie o to chodzi...
                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 17:43
                    Kawka ma po prostu szeroki ogląd sytuacji, nie tylko z punktu
                    widzenia czubka nosa matki. Kawce może się pomieścić w głowie, że
                    ktoś może nie chcieć wąchać czyjegoś pawia (mimo że wyprodukowanego
                    przez dziecko śmierdzącego tak samo jak każdy inny paw). Poza tym
                    Kawka odebrała świetną lekcję od eMatek, a nauka, jak widać, nie
                    poszła w las, bo Kawka doskonale umie posługiwać się zaimkami 'ja
                    'mnie' i 'moje'.
                    • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 21:21
                      > Kawce może się pomieścić w głowie, że
                      > ktoś może nie chcieć wąchać czyjegoś pawia (mimo że wyprodukowanego
                      > przez dziecko śmierdzącego tak samo jak każdy inny paw).

                      Możesz wysiąść, prawda? I ja rozumiem że paw (tym bardziej nie własny) perfumą
                      nie jest. Czy kawka chce aby dzieci traktować jak dorosłych czy kawke jak
                      dziecko?? Bo się pogubiłam smile
                      • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:09
                        Kawka chciałaby jedynie, żeby czasem pomyśleć też o innych ludziach, nic więcej.
                        Nie strzelać focha, nie obrażać się. Kawka, wbrew pozorom, nie je dzieci na
                        surowo ani nie wysysa niemowlętom oddechu, ustępuje, pomaga, nie fochuje się i
                        nie złości. Tylko Kawka ma czasem coś na kształt szoku kulturowego na widok
                        postów szalejących eMatek, które na samą sugestię, że coś się może w zachowaniu
                        ich lub ich dzieci nie podobać, dostają piany, szału i generalnie nagłego
                        ogłupienia, często w ciężkiej postaci (vide: wątek o kolejce dla
                        uprzywilejowanych, istny festiwal życzliwości i dobrego wychowania).
                        I Kawka zapewne, jak zna siebie, wysiadłaby, nawet gdyby musiała czekać na
                        autobus Bóg wie, ile, ale w sumie fajnie jest robić za kolejne wcielenie Vlada
                        Tepesa.
                        A że Kropka Kawki nie lubi, zawsze znajdzie jej posty i zawsze się czepnie,
                        choćby i dupereli, to już insza inszość.
                        • wieczna-gosia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:47
                          kawko mysle ze kazdy normalny czlowiek jednak matki z dzieckiem
                          zazyganym by nie wyprosil. Wysiadlby, albo by doszedl do wniosku ze
                          wytrzymie, albo by matke z dzieckiem ochrzanil ze nie ma torebek,
                          chusteczek i nie dala dziecku aviomarinu, poklalby z cicha albo i z
                          glosna. Ale jednak by baby nie wysadzil. Bo ja rozumiem ze matka z
                          zazyganym dzieckiem nie wzbudza cieplych uczuc smile ale jednak po
                          prostu jej sie nie wysadza a juz zwlaszcza gdy jest zimno, leje i
                          sniezy a juz zwlaszcza jak dziecko walnelo pawia 20 km od celu a juz
                          zwlaszcza jak jest Wigilia. Ot co, jak mawia pani Linde smile
                          • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 08:21
                            Gosiu
                            Kawka, traktując forum jak rozrywkę a nie jak konfesjonał, nie widzi potrzeby
                            opowiadania się ze swoich dobrych stron. I naprawdę nie trzeba Kawki pouczać
                            sposobem przedszkolnym.
                            Interesujące jest natomiast to, co wychodzi przy okazji takich wątków z
                            bywających tu eMatek.
                            • moofka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:05
                              i bez konfesjonalu widac jak na dloni jaki robal kawke toczy
                              natomiast zakwestionowac chce inna teze, ktora uparcie kawka trzyma
                              jakoby ona byla ksiezniczka, ktora rzygi brzydza, a ematki niewrazliwe okrecone
                              w swinskie flaki popijaja rzygami usrane pampersy na sniadanie
                              otoz nie
                              ematki tez brzydza rzygi, do mdlosci i rzygania wlasnego
                              ale dla nich to nie powod zeby chore dzieci na mroz wyrzucac
                              a dla kawki-'wrazliwca' i owszem
                              chron nas pani boze przed takimi wrazliwcami
                              • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:16
                                moofko
                                chroń mnie Panie przed macierzyństwem, jeśli miałabym stać się kimś takim jak ty
                                na przykład nazwałabym dziecko mendą
                                albo miałabym zniżać się do personalnych chamskich przytyków, czego nawet ja,
                                'wrażliwiec', nie robię, nie walę poniżej pasa, natomiast tobie, osobie, jak
                                rozumiem, wrażliwej, delikatnej i troskliwej, przychodzi to z niepokojącą łatwością
                                jeśli takim, powiedzmy, że człowiekiem staje się każda matka, to ja się cieszę,
                                że nie mam dzieci
                                • moofka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:27
                                  cos mylisz
                                  kwestia macierzynstwa nie ma tu nic do rzeczy
                                  ja dzieci mam od lat kilku zaledwie a na swiecie zyje dlugo
                                  zawsze stac mnie bylo na zrozumienie specjalnych badz co badz potrzeb tego gatunku
                                  co do chamstwa - dluzna nie jestes, nie rob z siebie ofiary, linkowac sie mi nie
                                  chce, ale kto jak kto - ty niskie chwyty w 'dyskusji' masz opanowane do perfekcji
                                  ale to tez potwierdza ten twoj rodzaj wrazliwosci, ktory ze soba kaze jak z
                                  jajeczkiem pioreczkiem, a innych pozwala z buta, protekcjonalnie i wiadrem pomyj
                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:33
                                    Może zalinkuj jednak, to się ustosunkuję z wielką chęcią.
                                    Ofiary z siebie nie robię, nie mam takich tendencji.
                                    Niskie chwyty mi się zdarzają, niestety. Natomiast nie przypominam sobie, żebym
                                    uderzała w taki sposób, jak ty jesteś uprzejma (???) to robić.
                                    • moofka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 18:43
                                      linkowac nie bede - ten watek jest wystarczajaca ilustracja - szeroki wachlarz
                                      swoich niskich chwytow i tu zaprezentowalas
                                      wredne przytyki moofki po bandzie - dobre dobre
                                      kociol garnkowi czy jakos tak bylo
                                      po raz kolejny przekonuje sie, ze przez twardy beton twojej niecheci do
                                      wszystkiego co nieletnie wraz z opiekunem nie przebije sie zaden nawet
                                      najbardziej racjonalny argument
                                      dalsza dyskusja jest bezcelowa
                                      z ciekawosci nigdy ci sie uczen na wycieczce nie pohaftowal?
                                      wysadzilabys tylko jego czy cala klase w ramach zbiorowej odpowiedzialnosci?
                                      • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 19:11
                                        Jeśli uważasz dalszą dyskusję za bezcelową, to po prostu ze mną nie dyskutuj i
                                        nie zadawaj pytań 'z ciekawości'. Cóż to za problem?
                                        • moofka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 19:21
                                          otoz
                                          pytanie retoryczne bylo
                                          wiedzialam, ze nic sensownego nie odpowiesz wink
                                        • kropkacom kawka74. Pytanie trochę OT. 27.12.08, 19:26
                                          Dlaczego tak wiele osób nie mających potomstwa reprezentuje postawę konfrontacji
                                          względem dzieci (już Cię pokrętnie o to pytałam ale nie odpowiedziałaś)?
                                          • kawka74 Re: kawka74. Pytanie trochę OT. 27.12.08, 19:31
                                            Trzeba było zapytać wprost, a nie pokrętnie.
                                            Ja już dyskusję w tym wątku skończyłam, Kropko. Chcesz mi zadać jeszcze jakieś
                                            pytanie, zapraszam na priva.
                                            • kropkacom Re: kawka74. Pytanie trochę OT. 27.12.08, 19:33
                                              > pytanie, zapraszam na priva.

                                              No cóż ... Raczej nie skorzystam.
                                              • kawka74 Re: kawka74. Pytanie trochę OT. 27.12.08, 19:38
                                                Nie szkodzi.
                            • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:12
                              > Interesujące jest natomiast to, co wychodzi przy okazji takich wątków z
                              > bywających tu eMatek.

                              A czego oczekiwałaś? Pewnie gro z mam ma wymiotujące dzieci i o patologio
                              korzysta z komunikacji publicznej. Nie chce pisać też że jak się ma dziecko to
                              pewne rzeczy są bardziej oczywiste (zarzygane dziecko, mokre, wymęczone i
                              czekanie na zimnym, choroba, odwodnienie) ale jednak... Opcja że Ci się zrobi
                              niedobrze odpływa na dalszy tor po prostu. I naprawdę nie wiem czemu z takim
                              uporem się dziwisz? Przyznaje ryrneło mną i kilkoma osobami bo w swojej
                              naiwności myślałyśmy ze czasami można się unieść wyżej niż czubek własnego nosa.
                              Gdybyśmy były same i to my byśmy się obrzygały na pewno większość by wyszła. Ale
                              tu nie chodzi o nas.
                              • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:17
                                > A czego oczekiwałaś?

                                Wnioskując z wrażliwości, delikatności i subtelności eMam myślałam, że przyjdzie
                                im do głów, że komuś może być równie nieprzyjemnie jak ich dziecku, tylko tyle.
                                To za dużo?
                                • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:22
                                  Równie nie przyjemnie? Nadal nie rozumiesz. Ja wiem bo mimo że mam dzieci to
                                  fanką odorów nie jestem ale jak pisałam w wyższej konieczności Twoje obrzydzenia
                                  spycham na drugi tor. Wiesz co to jest wyższa konieczność? Mam pomnik Twoim
                                  obrzydzeniom postawić żebyś uznała ze je szanuje?
                                  • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:26
                                    I nie wierze że nie rozumiesz bo głupia nie jesteś. Chociaż mam wrażenie że
                                    dziwisz się że dzieci są dla nas ważniejsze niż obrzydzenia dorosłej osoby. To
                                    jest dziwne?
                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:28
                                    nie, Kropko
                                    to Ty nie rozumiesz
                                    jak wielu innych rzeczy zresztą
                                    • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:31
                                      > to Ty nie rozumiesz

                                      No widać nie rozumiem. Napisz drukowanymi smile A może Ty sama już nie wiesz o co
                                      chodzi. Jak myślisz?
                                • smerfetka8801 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:26
                                  owszem za dużo bo zasranych zarzyganych i śmierdzących pijaków nikt z autobusu
                                  nie wywala,ale matkę z dziećmi to już tak-odważni sie znaleźli bo matka w mordę
                                  nie da!
                                  Ja już pominę kwestię tego,że nasz "katolicki " w 90 proc (jasne...) naród
                                  mógłby zdobyć się an empatię choć Wigilię,ale chciałabym aby panowało
                                  przynajmniej jakieś równouprawnienie.Jak tak to wywalamy spoconych śmierdzących
                                  i jeździmy wszyscy pachnący i wspaniali!
                                  Kawka skoro nie masz dzieci to skąd u ciebie przeświadczenie żeś taki
                                  ekspert?skąd pomysł,że jesteś lepsza od moofki czy innej ematki?
                                  jesteś niewrażliwa na innych i egoistyczna dzczytem wszystkiego jest wywalenie
                                  dziecka z autobusu i tyle.
                                  moze ciebie kiedyś jakiś rota złapie i ciebie ktoś wywali!!!
                                  • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:28
                                    > moze ciebie kiedyś jakiś rota złapie i ciebie ktoś wywali!!!

                                    Ja bym Kawki nie wywaliła. Zawsze mam przy sobie mokre chusteczki i bym
                                    zaproponowała pomoc. Ale to ja.
                                    • smerfetka8801 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:33
                                      wiesz ja też nie bo mam w sobie jednak nieco empatii i sama w ciąży kiedyś
                                      niemal obrzygałam drzwi od autobusu na szczęście zdarzyłam w pierwsze krzaki.
                                      ale wiesz-trafi swój na swego i wyleci bo ktoś ma wrażliwy nosek
                                      • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:36
                                        W zimę to bym chyba nawet pijaka nie wywaliła bo połozy się gdzieś i zamarznie.
                                        • smerfetka8801 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:41
                                          no właśnie...idzie się gdzieś w drugi koniec autobusu i tyle.
                                          swoją drogą latem naprawdę jest masakra i nikt nikogo nie wywala za zapach spod
                                          pachy ale zimą chore dziecko a czemu by nie!
                                    • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:41
                                      > Ja bym Kawki nie wywaliła.

                                      Gdybyś wiedziała, że to ja, pierwsza byś mnie wypchnęła, i to w ruchu ;p
                                      • smerfetka8801 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:48
                                        nie mierz ludzi swoją miarą ;P
                                        • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:51
                                          nie, Smerfetko, miarę przykładam akuratną do każdego, oczywiście na bazie
                                          własnych doświadczeń
                                          Pomagać w słowach to każdy potrafi. Każdy może napisać o swojej szlachetności,
                                          dobroci, miłości bliźniego, i tak dalej, z tym że nie zawsze ma to przełożenie
                                          na czyny.
                                          • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:57
                                            > Pomagać w słowach to każdy potrafi.

                                            To ja się wetnę (może oberwę od kawkismile, ja zawsze pomagam. Dowodów nie mam
                                            niestety.
                                      • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:51
                                        > Gdybyś wiedziała, że to ja,

                                        Gdybym wiedziała ze to Ty tym bardziej bym ci drzwi nie pokazała smile
                                        • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:52
                                          Co tam pokazywała, od razu wypchnęłabyś mnie przez zamknięte ;p
                                          • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:58
                                            No ale bądź dorosła i już nie becz smile I zaufaj, nie wypchnęłabym .
                                        • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:55
                                          Bo owszem nerw łapie mnie ogromny jak czytam żale że czujesz się ciśnięta na
                                          drugi tor bo na pierwszym jest jakieś dziecko. To nie jest rywalizacja przecież.
                                          Jest konkretna sytuacja i jak pisałam wybieram mniejsze zło.
                                          • dlania Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:03
                                            kropkacom napisała:

                                            > Bo owszem nerw łapie mnie ogromny jak czytam żale że czujesz się ciśnięta na
                                            > drugi tor bo na pierwszym jest jakieś dziecko. To nie jest rywalizacja przecież
                                            > .

                                            Kropka, bądź wyrozumiała. Po 10 latach nielubianej pracy w szkole do tematu
                                            "dziecko" nie sposób podejśc racjonalniewink
                                          • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:04
                                            > Bo owszem nerw łapie mnie ogromny jak czytam żale że czujesz się ciśnięta na
                                            > drugi tor bo na pierwszym jest jakieś dziecko.

                                            Nie o to chodzi. Nie żalę się, że przegrywam w wyścigu do tytułu Najbardziej
                                            Cierpiącej Ofiary Choroby Lokomocyjnej, tylko głównie o to, co napisała któraś z
                                            forumowiczek: że dorosłemu by nie współczuła. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego,
                                            ale dostałam wiele odpowiedzi kompletnie niezwiązanych z pytaniem. Scyzoryk mi
                                            się w kieszeni otwiera, no!
                                            • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:09
                                              któraś
                                              > z
                                              > forumowiczek: że dorosłemu by nie współczuła. Chciałam się
                                              dowiedzieć, dlaczego
                                              > ,
                                              > ale dostałam wiele odpowiedzi kompletnie niezwiązanych z pytaniem.
                                              Scyzoryk mi
                                              > się w kieszeni otwiera, no!


                                              O przepraszam, dostałaś odpowiedź jak najbardziej merytoryczną i w
                                              zasadzie wyczerpującą temat, ale jakby ją pominęłaśtongue_out

                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=88956944&a=88967969
                                              • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:15
                                                Nie, nie, to nie jest odpowiedź na moje pytanie.
                                                Mnie nie chodziło o to, kto bardziej zasługuje na współczucie, tylko o to,
                                                dlaczego dorosły nie zasługuje. Bo ja z własnego doświadczenia wiem, że czasem
                                                nie jestem w stanie pewnych rzeczy przewidzieć.
                                                • guderianka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:20
                                                  Bo dziecko nie do końca jest świadome i nie może odpowiadać za swoje
                                                  czyny ?Dlatego odpowiada za nie dorosły?

                                                  Dziecko może nie wiedzieć że będzie rzygać w autobusie. Od tego ma
                                                  rodziców. Dorosły zna swój organizm i potrafi myśleć abstrakcyjnie,
                                                  potrafi przewidziec pewne zdarzenia
                                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:24
                                                    Dorosły zna swój organizm i potrafi myśleć abstrakcyjnie,
                                                    > potrafi przewidziec pewne zdarzenia

                                                    Guderianko, jak już napisałam, z własnego doświadczenia wiem, że nie zawsze tak
                                                    jest.
                                                    Ale nawet gdyby tak było, czy z tego tytułu dorosłemu nie należy się współczucie?
                                                  • guderianka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:28
                                                    Nalezy się owszem ale mniejsze niż dziecku ponieważ :
                                                    1)dorosły jest świadomy swego ciała i potrafi przewidywać pewne
                                                    sytuacje
                                                    2)ponieważ dorosły i jego nazwijmy to nieciekawa kondycja fizyczna-
                                                    może wynikać z innych czynników niż choroba, może wynikać ze
                                                    spozycia nadmiernej ilości akoholu, narkotyków

                                                    Zatem widząc wymiotujące dziecko i wymiotującego dorosłego można
                                                    załozyć,że dziecko na pewno wymiotuje w wyniku choroby
                                                    (niestrawności,zatrucia itp )a dorosły wymiotuje z choroby lub
                                                    upojenia alkoholem lub odurzenia. Zatem to co zostało napisane
                                                    po "lub" odejmuje nieco ze współczucia ponieważ dorosły mógł
                                                    zapobiec wymiotm-dziecko nie mogło
                                                  • guderianka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... p.s. 27.12.08, 10:29
                                                    Żeby była jasność. Piszę o SWOICH odczuciach.
                                                    Dopuszczam możliwość że inni odczuwają inaczej
                                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:36
                                                    > 1)dorosły jest świadomy swego ciała i potrafi przewidywać pewne
                                                    > sytuacje

                                                    Tak, jak już pisałam - nie zawsze. Ale zgadzam się, że ma większe szanse niż
                                                    dziecko.

                                                    > 2)ponieważ dorosły i jego nazwijmy to nieciekawa kondycja fizyczna-
                                                    > może wynikać z innych czynników niż choroba, może wynikać ze
                                                    > spozycia nadmiernej ilości akoholu, narkotyków

                                                    Może. Ale czasem na pierwszy rzut oka widać, że z odurzeniem albo alkoholem nie
                                                    ma to nic wspólnego.
                                                  • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:31
                                                    Kawko, czy to nie ty piszesz coś o "jednym zdaniu"?
                                                    To coś się tak czepiła tego jednego zdania? tongue_out

                                                    No, ale zebyś nie cierpiała więcej to może spróbuje zinterpretować
                                                    tamten wpis.

                                                    W zestawieniu dziecko-dorosły szala prawie zawsze będzie się
                                                    przechylała w stonę dziecka - i się przestaj już czepiać tego zdania
                                                    jak ten nietoperz, o którym też wspominałas.
                                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:39
                                                    Lila
                                                    Ja się NIE pytam, kto bardziej, tylko pytam, czemu w ogóle nie. O to mi chodzi.
                                                    Nie wiem, jak mam to wyraźniej ująć.
                                                  • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:44
                                                    No to musisz jednak dopaść autorkę tych słów, czemu wymagasz, by
                                                    inni za nią odpowiadali?
                                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:46
                                                    Nie wymagam, natychmiast znalazło się mnóstwo chętnych do jej wyręczenia.
                                                  • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:50
                                                    Ależ wymagasz - wciąż i wciąż zadajesz jedno i to samo pytanie.

                                                    A swoją drogą, to nieźle przyhojraczyłas w jednym z pierwszych
                                                    9chyba nawet w pierwszym swoim wpisie) - ciekawe jak to praktycznie
                                                    miałoby wyglądac.
                                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:53
                                                    > Ależ wymagasz - wciąż i wciąż zadajesz jedno i to samo pytanie.

                                                    Bo nadal odpowiedzi mnie nie satysfakcjonują. Poza tym patrz, Lila, sama się
                                                    włączyłaś w krąg dyskutantów i chętnie mi odpowiadasz.
                                                  • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:10
                                                    Zlitowałam się widząc, że to taka paląca kwestia dla Ciebie ... smile
                                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:12
                                                    Nie ma to jak dobre serduszko moderatora.
                                                  • anulka.p Re: Gwoli uczciwoście 27.12.08, 10:50
                                                    Autorka tych słów nie napisała - tak jak chce Kawka -, że nie
                                                    pomogłaby dorosłemu, tylko, ze nie ma tyle wyrozumiałości dla
                                                    dorosłego. I tylko tyle.
                                                  • kawka74 Re: Gwoli uczciwoście 27.12.08, 10:53
                                                    Wiem, widzę. I przecież nie pytałam się o to, dlaczego nie pomogłaby, tylko co z
                                                    tą wyrozumiałością.
                                                  • anulka.p Re: Gwoli uczciwoście 27.12.08, 11:20
                                                    Nie wierzę, i naprawdę to jest dla Ciebie aż tak szokujace, że ktoś
                                                    ma więcej WYROZUMIAŁOSCI dla dziecka, nież dla dorosłego?
                                                    To naprawdę takie dziwne?
                                            • kropkacom Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:09
                                              > forumowiczek: że dorosłemu by nie współczuła. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego
                                              > ,
                                              > ale dostałam wiele odpowiedzi kompletnie niezwiązanych z pytaniem. Scyzoryk mi
                                              > się w kieszeni otwiera, no!

                                              Ej, to że jedna forumka coś tam napisała i zaraz taka lawina? Nie wierze.
                                              Chociaż może? No nieważne, skoro tak mówisz to pewnie tak jest. Jednak po cichu
                                              myślę że mam jednak trochę racji (chociaż pewnie nawet sama przed sobą się nie
                                              przyznasz). Miłego dnia.
                                              • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:16
                                                > Chociaż może? No nieważne, skoro tak mówisz to pewnie tak jest.

                                                Napisałam: głównie dlatego. Nie tylko dlatego.

                                                Jednak po cichu
                                                > myślę że mam jednak trochę racji

                                                W jakiej kwestii?
                                              • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 10:17
                                                > Ej, to że jedna forumka coś tam napisała i zaraz taka lawina?

                                                Myślę, że jest to na tym forum stała praktyka. Jedno zdanie potrafi wywołać już
                                                nie lawinę, ale koniec świata.
                                • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:27
                                  Jezu, Kawka nie odwracaj teraz kota ogonem i nie rob z siebie
                                  ofiary, bo wyjatkowo jesteś malo przekonywująca. Ty nie robisz
                                  personalnych przytykow? Proszę Cię.. No to przeczytaj na spokojnie
                                  to co napisałaś przed chwilą do Moofki, zresztą nie tylko to.
                                  W jednym z pierwszych wpisow w tym wątkow, piszesz, że wywaliłabyś
                                  to całe zarzygane towarzystwo, teraz robisz z siebie samarytankę,
                                  ktora jeszcze by pomogła biednej mamuis. OK, moze i tak, ale po co
                                  Ci to głupie prowokacje? Mocna w gębie i na forum, nie? Nie dziw
                                  się, ze twoj protekcjonalny ton wobec mamusiek moze wkurzać.
                                  Wrzucasz matki do jednego fora, piszesz ile tu szokujacych rzeczy
                                  się o nas dowiedziałaś (nie dadzą nic zlego powiedzieć na swoje
                                  dziecko LOL), a przesiadujesz tu i udzielasz się z energią godną
                                  lepszej sprawy.
                                  • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:34
                                    uczę się, anulko
                                    lubię tu przesiadywać, dowiadywać się mnóstwa ciekawych rzeczy o ludziach
                                    i nie wcinaj się między moofkę a zakąskę, chyba że moofka potrzebuje adwokata
                                    • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:41
                                      I znow ten protekcjonalny ton...
                                      Nie wcinam się, chyba w tym wątku jestem w tym wątku dwoch dni,
                                      wszaksmile
                                      Moofka adwokata nie potrzebuje jak mało kto, bo radzi sobie
                                      świetnie, Tobie zdecydowanie by się przydał, tylko jakoś ochotnika
                                      nie widactongue_out

                                      kawka74 napisała:

                                      > uczę się, anulko

                                      Tu jeszcze się nie nauczyłaś?
                                      • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:43
                                        człowiek uczy się przez całe życie
                                        adwokatów nie potrzebuję, bo do paki raczej nie pójdę
                                        a że się matki pozłoszczą, wściekną, napiszą parę brzydkich epitetów, dodadzą
                                        mnie do nieprzyjaciół albo wniosą o bana, to luz, takie są koszta uczestnictwa w
                                        forum
                                        • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:54
                                          Aaaa, bo Moofka adwokata miała, bo do paki idzie... widzę, ze jesteś
                                          w formietongue_out
                                          I z tego co pamiętam, to Ty w gniewie strasznym, kogoś tam
                                          wygaszałaś, a bana dla Ciebie??? Daj spokoj..... Kto by chciał Ci
                                          rozrywkę odbieraćsmile
                                          Miłego weekendu!



                                          • kawka74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 09:59
                                            > Aaaa, bo Moofka adwokata miała, bo do paki idzie...

                                            Tak, oczywiście, dlatego.
                                            rany

                                            > I z tego co pamiętam, to Ty w gniewie strasznym, kogoś tam
                                            > wygaszałaś,

                                            Nie wygaszałam.
                                            Miała to być Moofka, pojechawszy potężnie po bandzie, ale ja się krótko
                                            złoszczę. Dzisiaj pojechała po raz drugi.
                                            Do trzech razy sztuka, potem się pomyśli nad wygaszeniem albo się na jej wredne
                                            przytyki uodpornię.
        • azile.oli Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:09
          Ale ja współczuję matce. Reakcja ludzi w autobusie była różna , bo
          jeden jest w stanie wytrzymać zapach rzygów, inny nie. Ale już
          wcześniej jakaś forumka napisała matce o aviomarinie i otrzymała
          odpowiedź, że nie chciała dzieciom popsuć Wigilii, bo potem są
          senne. Chyba lepiej senne niż zarzygane i wysadzone z autobusu, to
          raz, a dwa, że akurat w takich wypadkach się nie eksperymentuje, ale
          podaje to, co działa najskuteczniej. Bo tak naprawdę komu autorka
          wątku zrobiła największą krzywdę? Sobie i dzieciom. Wcale na nią nie
          napadam, tylko dobrze radzę, ja nie jechałam tym autobusem, a nawet
          gdyby, to byłabym chyba ostatnią osobą, która by im kazała wysiąść.
          Też miałam kiedyś małe dzieci i od zapachu rzygowin nie umieram,
          poza tym była wigilia, dzieci mokre, trochę litości. Co nie znaczy ,
          że matkę dzieci zwalnia to od myślenia, chyba, że są dzieci, które
          nie reagują na nic, ale szczerze mówiąc rzadko się zdarza, żeby
          dzieci po odpowiedniej do masy ciała dawce awiomarinu rzygały, a nie
          przysypiały.
          • ela82 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 13:42
            No, czyli standard. Wszystkiemu winna jest matka, a pasazerowie sa
            cacy, bo przeciez nikt nie lubi smrodu wymiocin. Rozumiem, ze wlasne
            zarzygane dzieci wystawiacie do drugiego pokoju/kuchni/lazienki, bo
            nie mozecie tego smrodu zniesc, tak?
            • kali_pso Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:03
              Rozumiem, ze wlasne
              > zarzygane dzieci wystawiacie do drugiego pokoju/kuchni/lazienki,
              bo
              > nie mozecie tego smrodu zniesc, tak?




              Własne dziecko wsadzam jak najszybciej pod prysznic, coby pozbyc się
              tego zapachuwinkP
              Tak, tak, zapach rzygów czy kupy to nie róże( które skądinąd tez
              niektórych doprowadzaja przecież do mdłościwink i skąd wątpliwosci co
              do tego, ze niektórym może robic się nieodbrze, gdy ich nos coś
              takiego wyczuje?
              Ale....nie osądzam tej matki. Współczuję jej, bo w takiej chwili
              emocje walczą ze sobą, człowiek nie wie w co ręce włozyc a tutaj
              jeszcze komentarze ludzisk w autobusie. Znając siebie, pewnie czym
              prędzej pomogłabym jej to posprzatac, o jakimś wyproszeniu z
              autobusu nie pomyslałabym nawet.

              Mnie mało rzeczy rusza- pracując wśród wydzielin swoich uczniów
              nauczyłam sie jednego- zawsze moze byc gorzejwink
              • kiraout Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:13
                Takie czasy, że większość pań z bułką przez bibułkę. w sumie nie ma się czemu
                dziwić. Z coraz starszymi rodzicami, dziadkami się nie mieszka, chore osoby
                ogląda się w szpitalu. W ten sposób skutecznie można odsuwać od siebie wszystko
                i wszystkich, którzy nieładnie wyglądają, mówią, pachną. i naskakiwać z buta do
                tych, którym się wymsknie choc przez chwilę być takim. To cholernie smutne.



                • mamaziq Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 14:19
                  nie przejmuj się komentarzami- a następnym razem daj jednak ten
                  aviomarinsmile
                  i miej w torbie woreczki, chusteczki, ręcznik papierowy i jakiś
                  spray coby zmyć świństwo z dzieciaków

                  ja rzygałam jak kot w autobusie do 18 r. ż, potem zaczęłam dojeżdżać
                  często autobusem na studia i przeszło - tylko nie mogę czytać jak
                  jadę ani nawet wysyłać smsówsad((
                • protozoa Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 29.12.08, 22:56
                  Myślę, ze widziałam w swoim zawodowym życiu ( szpital- oddział chirurgiczny,
                  Izba Przyjęć i pogotowie) więcej śmierdzących, cuchnących i wyglądających mało
                  estetycznie niz wszyscy tu na forum razem wzięci. I nie oznacza to, ze jestem
                  tolerancyjna w stosunku do bezmyslności autorki watku. Ja , choc nie lubie
                  wspomnianego zapachu, nie mam odruchów wymiotnych, ale to nie znaczy, ze wszyscy
                  są tacy. Może warto miec to na uwadze.
    • widosna Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 15:48
      O jeny, współczuję.

      Nie przeczytałam wszystkich postów.

      Autorka zadbała by zminimalizować ryzyko nieprzyjemniej podróży, worki byłyby
      przydatne - no cóż... nie zawsze się zdąży.
      Ja bym nie wysiadła z mokrymi dziećmi. Smród i tak pozostał a w kolejnym
      autobusie mogłoby i tak komuś się nie podobać - i co? czekać wtedy na następny i
      na następny?
      To dzieci. Ja jako pasażerka wykazałabym się większą empatią... pomimo smrodu.

    • chicarica Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 16:03
      Ostatni raz na takiego rzygającego dzieciora trafiłam podczas powrotu z urlopu,
      w autokarze zwożącym ludzi z hoteli na lotnisko. Jazda trwała około półtorej
      godziny, dziecior porzygiwał na podłogę autokaru, rodzice niby ścierali pawie
      chusteczkami ale smród się unosił i tak. Wszyscy naokoło mieli dosyć tego
      towarzystwa, kilka osób - w tym ja - walczyło z własnym rwaniem na pawia,
      modliłam się żeby nie dostać miejsca obok nich w samolocie. A rodzice pewnie
      zadowoleni opowiadają wszystkim znajomym, że z kilkumiesięcznym dzieckiem można
      jechać na urlop za granicę. No można, tylko po co?
      • beatrix_kido Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 17:17
        Przeczytalam wszystkie posty i rzygac mi sie chce!!!To co
        przeczytalam (w wiekszosci) to jest tzw.Polska Goscinnosc.Dziwi mnie
        to ze wieksza czesc Polakow uwaza sie za wysoce religijnych,dobrych
        ludzi...Pewnie ci sami religijni dobrzy ludzie wyrzucaja w WIGILIE
        dziecko z matka z autobusu.Ale obrzygane,osranego pijanego zula nie
        rusza zeby "w klopoty sie nie wpedzac"....Szkoda slow...
        • ela82 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 18:14
          Oj nie rzygaj, bo Cie wyrzuca za smrod!
    • lena_madzia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 19:25
      hehehe nie przypuszczałam że na temat wymiocin można prowadzic tak
      obszerną dyskusję liczącą grubo ponad 100 wpisów big_grin
      • agatls Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 19:43
        Najlepszym sposobem na chorobę lokomocyjną jest odgazowana coca -cola.
        • guderianka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 21:29
          bezsensu
          dziecko wysadzone a rzygi w autobusie pojechały dalej

          to tak jak wyproszenie z klasy ucznia który puścił bąka
          sprawca wyszedł na świeże powietrze a "porządniccy oburzeni" dusili
          się w smrodzie tongue_out
          • estelka1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 22:08
            Zapach wymiocin jest przykry paskudnie i ja sama reaguję na niego
            pawikiem. Dla mnie obecność wymiotujących dzieci w autobusie
            skończyłaby się w 100% rzygankiem, ale nie znaczy to że kazałabym
            wysadzić takich pasażerów. Wiem aż za dobrze co to choroba
            lokomocyjna i borykałam się z nią przez 20 lat dopóki nie zaczęłam
            dojeżdżać do innego miasta i wiem co to za męka. Nie mniej mamie
            tych dzieciaczków (co rozpoczęła wątek) chętnie ukręciłabym głowę
            przy samej d... Żeby nie zepsuć dzieciom wigilii nie dała
            skutecznego aviomarinu a za to eksperymentowała z lokomotivem. No to
            zepsuła sobie, dzieciom i paru innym osobom podróż. Osobiście w
            takim przypadku mimo wszystko dałabym aviomarin i jeśli to możliwe
            rozważyła wyjazd dzień wcześniej. No cóż autobus jest środkiem
            publicznego transportu i niestety nie można patrzeć wyłącznie na
            czubek własnego nosa, ale i na innych ludzi, którzy będą zmuszeni
            jechać w naszym "rzygającym i śmierdzącym" towarzystwie. Mojej córci
            sporadycznie zdarzają się epizody z wymiotami w trakcie jazdy, nie
            mniej jeśli przychodzi nam jechać autobusem daję jej leki i tyle.
            Ona się nie męczy, ja się nie stresuję i nie jesteśmy uciążliwe dla
            innych. Zawsze mam przy sobie woreczki (kilka) chusteczki nawilżane
            dla niemowlaków (świetnie czyszczą i odświeżają - także podłogę w
            autobusie), ręczniki papierowe i wodę oraz reklamówki, zeby w razi
            czego te brudy szczelnie zamknąć do czasu kiedy będę mogła wyrzucić.
            Mam na wierzchu ciuchy na ewentualne przebranie, żeby dziecię samo z
            siebie nie śmierdziało i jakoś daję radę.
          • aniaop Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 22:14
            Chcialam zapytac, czy z samolotu tez bedziecie wysadzaly rzygajacego
            pasazera?
            Ale przypomnialo mi sie, ze ostatnio mielismy u nas w pracy taka
            sytuacje. Pasazer, bardzo kulturalny, starszy pan Litwin mial na
            nodze saczaca sie rane, mial leciec do Nowego Jorku. Mial nawet
            zaswiadczenie od lekarza, ze jest prosto po leczeniu szpiatlnym.
            Rana nie pachniala za ladnie. I pasazerowie siedzacy obok niego
            zwrocili sie do zalogi, zeby go wysadzic przed startem, bo 9 godzin
            nie nadza rady... Kapitan ulegl, bo afera na pokladzie zrobila sie
            straszna. Normalnie az plakac mi sie chcialo...
    • uffa1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 22:07
      Współczuje Ci bardzo...
      Tylko nie rozumiem dlaczego musieliście wysiąść.
      Ja na Twoim miekscu starałabym sie posprzątać, choć trochę.
      I każdy kto wybiera PUBLICZNY środek lokomocji, musi sobie zdawać
      sprawę, że coś takiego może się zdarzyć...
      Ja kiedyś wracając z dzieckiem od lekarza (dziecko nigdy nie
      wymiotowało w trakcie podróży) właśnie przeżyłam coś takiego. Ale
      jadący ze mna pasażerowie, to chyba byli ludzie z innej bajki wink, bo
      ktoś nagle podał wode mineralną, jakaś Pani podała papier toaletowy
      i nikt nie kazał mi wysiadać.

      Dzisiaj juz drugi raz cytuje, jak to jest w Szwajcarii smile, ale tam
      czasem rozwiązania mają duże lepsze smile.
      Kiedyś mi sie zdrażyło, jadąc tam autobusem miejskim, że ktoś
      zwymiotował. Ktoś zaalarmował kierowce, ten na najbliższym
      przystanku autobusowym nas wysadził, sam odjechał, a po 3 minutach
      podjechał po nas czyściutki autobus. To jest kultura smile. I nikt
      nawet okiem nie mrugnął na kobietę która zwymiotowała i
      do 'czyściutkiego' autobusu też wsiadła!
    • smerfetka8801 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 26.12.08, 22:46
      miruka szkoda mi słów dla głupoty ludzi.
      zero jakiejś wrażliwości.ja bym tylko dziecku współczuła bo sama miałam chorobę
      lokomocyjną. szkoda,ze miałaś do czynienia z typowymi w naszym społeczeństwie
      chamami którzy widzą czubek swojego nosa a matkę z dziećmi zamknęli by w domu i
      niewypuszczani.
      sama jestem patologicznie niezmotoryzowana i już gdy córka miała 10 dni wiozłam
      ja na wizytę kontrolną do ośrodka zdrowia autobusem.cóż albo rybki albo akwarium
      wolimy nie mieć samochodu i zbierać an niego latami ale mieszkać sami w
      wynajmowanym mieszkaniu pewnie gdybyśmy mieszkali z teściami na samochód było
      by nas stać szybciej i przestalibyśmy żyć w patologii
    • stansia Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 00:32
      Przeczytałam wszystkie wpisy i aż mnie wzdrygnęło brrr.

      Ile razy zatykało mnie i wprost nie mogłam oddychać przy eleganckiej
      babci moooocno wyperfumowanej jakimś tandetnym dziadostwem. Trzeba
      było ją wyprosić chyba, bo ja nie mogłam oddychać przy niej.
      To się odsuwałam nadalej jak mogłam i tyle.
      Następna sprawa pijaczki śmierdzą, na dodatek mogą rzygnąć w każdej
      chwili - nigdy nie widziałam aby ktoś takiego wyprosił z autobusu.
      Bezdomni - śmiedzą jak diabli, jakimiś sikami wręcz, brudni są i
      siadają na to samo siedzenie co my później swoimi czystymi
      płaszczami, trzymają się tych samych poręczy swoimi brudnymi łapami
      co myją raz na kilka dni.
      I nikt takich ludzi nie wyrzuca z autobusu.

      I dziwię się że wysiadłaś. Mnie by biała gorączka dopadła chyba
      jakby mi paniusia jedna z drugą jakieś uwagi robiła że mi dziecko
      rzyga. Chamstwo i buractwo!!!
    • lila1974 Czemu "musieliście"? 27.12.08, 10:22
      Sami się na to zdecydowaliście, czy się społeczny komitet zawiązał?
      O co chodzi?
      • mamaziq ja nie mogę, ale nastukałyście dziewczyny postów 27.12.08, 10:46
        kawka, nie przesadzasz aby ociupinkę, to tylko net, a nie krucjatasmile
        niesmak mnie ogarnął

        może byś z dziećmi pospacerowała dla relaksu i zdrowia? ja właśnie
        wróciłam ze spacerku
        a wczoraj, jak stukałaś, oglądałam POwrót Jedi
        niech Moc będzie z Tobą i daj żyć matkom w pekaesach
        • kawka74 Re: ja nie mogę, ale nastukałyście dziewczyny pos 27.12.08, 10:51
          > kawka, nie przesadzasz aby ociupinkę, to tylko net, a nie krucjatasmile

          Ależ ja nie twierdzę inaczej.

          > a wczoraj, jak stukałaś, oglądałam POwrót Jedi

          Rzadko oglądam TV.

          > niech Moc będzie z Tobą i daj żyć matkom w pekaesach

          No co Ty. Przecież wiadomo wszem i wobec, że jak tylko zobaczę matkę z dzieckiem
          w pekaesie, to ją profilaktycznie wypycham, już zanim dziecko puści pawia.
          • mamaziq chyba, że tak:)))) 27.12.08, 10:54
            a nie wygodniej byłoby eliminować wszystkie matki jak leci, nie
            ograniczająć się do pekaesów?
            rozważ to
            • kawka74 Re: chyba, że tak:)))) 27.12.08, 10:58
              Zacznę od pekaesów, potem wezmę się za pociągi, a potem zobaczymy.
    • alexandra74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:14
      moje dzieci w środkach lokomocji nie rzygają, więc mam po problemie.

      Dziwi mnie tylko jedno: nie wiedziałaś, że dzieci źle się czują w
      trakcie jazdy autobusem?
      W takiej sytuacji zrezygnowałabym z podróży albo podała dzieciom po
      połówce aviomarinu (zależy w jakim wieku dzieci).

      Inna sprawa, że wszelakiego rodzaju śmierdzieli w autobusach nie
      brakuje, a jeszcze sie nie spotkałam z sytuacją, żeby ktoś zwrócił
      im uwagę, a co dopiero kazał opuścić środek lokomocji.
      • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:20
        Wiedziała, podała lek, nie zadziałał.

        To co ma rezygnowac z podróży już na zawsze, bo dzieci ma z taka
        przypadłością?

        Jako dzieciak tez miałam (zresztą do dziś mam, choć nieco lżej
        przechodzę) i aviomarin raz działał, raz nie, za to skutecznie
        obrzydzał mi dalszy ciąg dnia.

        Podróż do babci mogła odbywac się wyłącznie autobusem ... zdażało
        się, że kierowca kilka razy wciągu jazdy był proszony o zatrzymanie
        się - ani on, ani pasażerowie cienia niezadowolenia nie okazywali,
        wręcz odwrotnie zabawiano mnie, uchylano okna, byle bym miała jak
        największy komfort jazdy.
        • alexandra74 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:30
          > To co ma rezygnowac z podróży już na zawsze, bo dzieci ma z taka
          > przypadłością?

          Nie na zawsze, z tego się wyrasta.

          A skoro miałaś jako dziecko chorobę lokomocyjną to dziwi mnie
          doprawdy, że wolałaś stan "wiecznych mdłości" niż "śpiącej
          głupawki", dla mnie zdecydowanie mniej uciążliwej. Na mnie lek ten
          zawsze działał, za to ewentualne porzyganie się - własne czy
          współpasażerów wywoływało traumatyczne przeżyciauncertain
          • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:36
            alexandra74 napisała:

            > > To co ma rezygnowac z podróży już na zawsze, bo dzieci ma z taka
            > > przypadłością?
            >
            > Nie na zawsze, z tego się wyrasta.

            Uwielbiam te forumowe mądrości, mam juz 30 na karku, a jeszcze z
            tego nie wyrosłam. Bogu dzięki mogę sobie pozwolić na unikanie
            autobusow i wszelkiej komunikacju zbiorowej. Ale potrafi mnie dopaść
            i w samochodzi, jeśli jestem pasażerem. A co najgorzej, im bardziej
            luksusowe auto, tym gorzej - - to delikatne kołysanie dużym,
            stabilnym wozem może nieźle dać w kosćsmile
            Mam spokój tylko i wyłącznie jeśli sama jestem kieruję.
            • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:44
              Anulko mam to samo.
              Komfortowe auto rodziców przyprawia mnie o mdłości.
              Jesli mam wybór wole, aby mną trzęsło na sportowym zawieszeniu, niż
              bujało smile
              • anulka.p Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:51
                My biedne, nie dla nas Roys-Royce, limuzyny z własnym kierowcąsmile
                • mamaziq no co - wóz drabiniasty dla rzygającej patologii 27.12.08, 11:55
                  a wy co myślałyście? tongue_out
                • arioso1 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 12:20
                  h he-powiem ze ja jako dziecko na sam widok PKS-u ,czy samochodu
                  zygalam jak kot -potm mi przeszło po kilku wizytach w byej Jugoslawi-
                  miałam spokuj do czasu az urodziłam trzecie dziecko- teraz od dwóch
                  lat jest miniedobrze w samochodzie-maz sie na mnie wkurza,ze
                  wszystko mi smierdzi i ma dosc słuchania ze i niedobre-aviomarin nie
                  pomaga-ale jak sama kieruje autem to jest ok.
          • lila1974 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:41
            Kto wyrasta to wyrasta - ja nie wyrosłam.

            Po aviomarinie nigdy nie byłam spiąca. Aviomarin działał na mnie
            wyłącznie mdląco - acz przeważnie kończyło się na "awaryjnym"
            stawaniu autokaru, kilku głębszych wdechach świeżego powietrza i
            mozna było jechać dalej ... do nastepnego razu.

            Moja mama nie miała wyboru, wówczas był tylko aviomarin.

            Nie, nie działało to na mnie traumatycznie. Było to dla mnie
            normalne, że muszę pocierpieć, jeśli chcę pojechać do babci.
            Owszem popłakiwałam mamie, że jest mi niedobrze, ale żeby od razu
            trauma - bez przesady.
          • jowita771 Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 28.12.08, 14:52
            > Nie na zawsze, z tego się wyrasta.

            No, niektórzy wyrastają, ale innym zostaje. Ja raczej wyrosłam, chociaż o
            czytaniu albo opuszczeniu głowy w autobusie czy nawet samochodzie mowy nie ma,
            ale jest dużo lepiej niż w dzieciństwie.
            Moja babcia żyła prawie 70 lat i do końca życia wymiotowała zawsze w podróży,
            nawet w pociągu.
        • mamaziq Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 27.12.08, 11:33
          mama dziecka z chorobą lokomocyjną może się przygotować na podróż,
          ale i tak małe dziecko samo wymiotów nie przewidzi i może zdarzyć
          się mała katastrofa - normalne
          natomiast w przypadku dorosłego śmierdzącego pijusa lub agresywnego-
          prosi się kierowcę o wezwanie policji - podjeżdzają na przystanek
          lub na pętlę - w zależności, gdzie jest autobus
          w mojej obecności (w MPK) raz wzywano policję do pijaka, który się
          szarpał i raz do faceta , który się obnażał.
          Interwencja byłą bardzo szybko, na przystanku czekał już radiowóz i
          tyle.
          Czyli - można pozbyć się agresywnego dorosłego, a dziecku i matce,
          nawet jeśli był nierozważna, nie podała leku itd, trzeba w tej
          sytuacji pomóc.
          Może już koniec tej dyskusji, kobitki?
          • ibulka Re: nie wolno śmierdzieć w autobusie... 28.12.08, 01:17
            mamaziq napisała:
            > Może już koniec tej dyskusji, kobitki?

            ematki tak łatwo nie popuszczą!
            jeszcze ze sto postów nastukają, przerzucając się bezsensownymi argumentami i
            lejąc wodę wink

            standard.
    • protozoa Re: do wyrozumiałych... 28.12.08, 20:56
      Autobus jest środkiem komunikacji PUBLICZNEJ tzn takiej, w której obowiązuja
      okreslone zasady - nie wolno w nim brudzic. Jesli dziecko zarzyga Ci samochód -
      Twoja sprawa Twój samochód. W komunikacji publicznej, niestety, tak nie jest. I
      sprawa podróznego jest to, aby nie zanieczyszczać. Jasne? Dla ludzi
      cywilizowanych tak, dla ćwoczków niestety nie. Podobnie jak możesz stawać
      ubłoconymi butami na obiciu własnego siedzenia w samochodzie, ale na tapicerce w
      publicznym autobusie juz nie.
      Skoro wiadomo, że dzieci maja chorobe lokomocyjna trzeba umiec się zabezpieczyć.
      Aviomarin, torebki lub... rezygnacja z transportu publicznym (!) środkiem
      komunikacji. Tam gdzie zaczyna się wolność innego człowieka kończy się Twoja
      wolność. Proste? Dla człowieka kulturalnego tak, dla ćwioczka niezupełnie. Inni
      ludzie moga nie chciec podrózowac w odorze rzygowin Twoich dzieci. Dla Ciebie
      jest to naturalne, dla innych niekoniecznie. Mogłas przez swoja bezmyslnośc i
      egoizm skutecznie popsuc im Wiglię.
      Moje dzieci, na szczęście, nie miay choroby lokomocyjnej. Bardzo rzadko
      podrózowalismy , zwłaszcza gdy chłopcy byli mali, czymkolwiek innym niz własny
      samochód, ale ZAWSZE starałam się, zeby fakt, że jade z dwojgiem małych dzieci
      nie był uciążliwy dla innych pdróznych. Proste? Dla mnie tak, dla innych
      niekoniecznie.
      I choć, powtarzam, moi chłopcy NIGDY nie rzygali w autokarze, kilka razy jadąc
      np. kręta drogą w górach, miałałam torebki foliowe - tak na wszelki wypadek.
      Czy dziwicie się, że sa miejsca, w których dzieci sa niemile widziane? Bo ja
      nie. Ludzie maja prawo do komfortowej podróży niezakłócanej takimi wydarzeniami
      jakie opisywała autorka wątku. Co więcej - ludzie maja prawo tego nie tolerować
      i domagac sie opuszczenia przez brudzących PUBLICZNYCH srodków lokomocji. Wiem,
      ze niektórym trudno to pojąć.
      • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 28.12.08, 20:58
        Hmmm ... kultury wymagasz? Może zacznij od siebie?
        • dlania Re: do wyrozumiałych... 28.12.08, 21:02
          Lila, bądż wyrozumiała: ludzie maja prawo do uproszczonej wizji rzeczywistości i
          sytuowania siebie w pepku świata. Proste? O taa, to słowo bardzo pasuje do proto
          toto.
          • chicarica Re: do wyrozumiałych... 28.12.08, 22:40
            No cóż. Niestety, w tym wątku widać, kto siebie sytuował w pępku świata -
            powiedzmy sobie szczerze: mamusia nie chciała dzieciątkom psuć wigilii? g***wno
            prawda - sobie samej nie chciała psuć, bo to ona musiałaby się użerać z
            marudnymi (bo sennymi) dziećmi. W ten sposób zepsuła kilkudziesięciu pasażerom
            podróż. Dziwne że ją wysadzili? Dla mnie niespecjalnie - bo to ona MOGŁA zadbać
            o to, żeby jej dzieci nie miały problemów z rzygankiem, ale tego DLA WŁASNEJ
            WYGODY nie zrobiła.
            • iwles Re: do wyrozumiałych... 28.12.08, 22:48

              chicarica
              a Ty przeczytałaś cały wątek, czy tylko piszesz sobie sztuka dla
              sztuki, żeby cokolwiek powiedzieć ?
              • chicarica Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 10:59
                Ano przeczytałam.
                I nadal upieram się, że największą egoistką jest tu nikt inny, tylko matka,
                która najpierw dla własnej wygody nie poda dzieciom leków (żeby jej potem nie
                męczyły senne i marudzące), a potem dziwi się, że współpasażerowie nie byli
                wyrozumiali dla jej rzygających dzieci.
                • iwles Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 13:17

                  > matka, która najpierw dla własnej wygody nie poda dzieciom leków

                  Przecież podała. Lokomotiv, który wg założeń
                  producenta "przeznaczony do stosowania u osób zagrożonych
                  wystąpieniem choroby lokomocyjnej (nudności, wymioty w czasie
                  podróży samochodem, autobusem, statkiem czy innym środkiem
                  transportu)"


                  Skąd mogła wiedzieć, że to szajs i nie zadziała?
                  • babcia47 Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 21:43
                    > Skąd mogła wiedzieć, że to szajs i nie zadziała?
                    przecież sama napisała, w jednym z pierwszych postów, że aviomarin
                    jest w przypadku jej dzieci skuteczniejszy ale im go nie podała, bo
                    są po nim śpiące i nie chciała psuć Wigilii
                    • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 22:45
                      no dokladnie, to jest skrajny egoizm, woli ryzykowac zarzyganie autobusu i uprzykrzanie wspolpasazerom jazdy, no ale co ja to obchodzi, liczy sie tylko czubek wlasnego nosa czyli zeby dzieci nie byly spiace bo sie jej wigilia popsuje, brak slow
                      • id.kulka Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 23:03
                        marianczyk0 napisał:

                        > no dokladnie, to jest skrajny egoizm, woli ryzykowac zarzyganie
                        autobusu i uprz
                        > ykrzanie wspolpasazerom jazdy, no ale co ja to obchodzi, liczy sie
                        tylko czubek
                        > wlasnego nosa czyli zeby dzieci nie byly spiace bo sie jej wigilia
                        popsuje, br
                        > ak slow

                        Tak, ja myślę, że ona to zrobiła specjalnie i z pełną premedytacją -
                        to przeciez taka frajda łapać rzygi w autobusie i senne dziecko to
                        znacznie większy horror niż dziecko zarzygane, upackane i
                        najprawdopodobnie nieziemsko marudne z powodu złego samopoczucia i
                        rzygów...
                        Luuudziieeee...
                        • protozoa Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 23:15
                          Specjalnie nie! Natomiast zachowała się bezmyslnie i ma pretensje do ludzi, że
                          zażądali wyjścia z autobusu.
                          • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 23:29
                            > Natomiast zachowała się bezmyslnie i ma pretensje do ludzi, że
                            > zażądali wyjścia z autobusu.

                            protozoa, jak ktoś pisze takie bzdury to chyba sam na nadmiar myśli nie narzeka.
                            Nawet jeśli uznać że powinna użyć innego leku to gdzie jest sens (nie mówiąc o
                            empatii) aby z transportu publicznego w zimę wypieprzyć matkę z zarzyganym
                            dzieckiem? Zrozum zapach rzygów zostanie a dziecko narazisz na chorobę gorszą
                            niż lokomocyjna. I ty jesteś lekarzem?
                            • protozoa Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 23:34
                              Tak jak autorke watku obchodziły tylko i wyłącznie JEJ sprawy - mało marudzące
                              dzieci, bo a nuz się uda, a nuz nie bedą wymiotować w autobusie, to
                              współpasażerów interesował tylko i wyłącznie ICH komfort jazdy lub jego brak.
                              Nikt nie lubi jazdy w zarzyganym autobusie. Doszły do głosu emocje. Tych ludzi
                              nie obchodził fakt, ze dzieci złapia infekcję. Prosta zasada akcji i reakcji.
                              Czy dziwisz się ludziom, ze się wściekli? Ja nie! Bo mieli do tego prawo.
                              • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:20
                                Porażający tok myślenia.
                                Tak, TY WIESZ z całą pewnością JAKIE motywy kierowały matką, która
                                zmieniła lek. Z całą pewnością myślała "a w dupie to mam, że dzieci
                                będą rzygać, grunt, ze nie będą śpiące" ... może już się nie
                                wysilaj, co?
                                • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:28
                                  > Z całą pewnością myślała "a w dupie to mam, że dzieci
                                  > będą rzygać, grunt, ze nie będą śpiące"

                                  z grubsza tak wlasnie napisala

                                  > może już się nie wysilaj, co?

                                  ty tez, idz daj jej medal za odwage i bedzie spokoj
                                  • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:33
                                    Nadinterpretacja z Twojej strony.

                                    Medal? Normalna ludzka sprawa. Medal to bym dała komuś, kto tej
                                    mamie pomógłby w opresji, bo zwyczajne ludzkie odruchy są na
                                    wymarciu jak widzę po np. twojej postawie.
                                    • protozoa Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:46
                                      Czy zamiast liczyć na "normalne ludzkie odruchy" nie należało przez chwile
                                      pomyśleć!!!! Czy dzieci po raz pierwszy miały sensacje w podrózy? Czy nie lepiej
                                      się zabezpieczyć? A może warto najpierw wymagać od siebie a potem od innych?
                                      • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 01:04
                                        Może podaj autorce wątku swój telefon, będziesz mogla udzielić
                                        cennych rad i wskazówek skoro zawsze jesteś tak niezawodna,
                                        rozsądna, przewidujesz wszystkie ewentualne wpadki itd.
                                • protozoa Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:29
                                  Przeczytaj ze zrozumieniem co pisała autorka watku. Nie chciała, zeby w czasie
                                  wigilii dzieci były senne.
                                  Aviomarin jest powszechnie dostepny, bez recepty. Wiadomo, ze jest duzo bardziej
                                  skuteczny niz Lokomotiv. Dzieci autorki watku nie po raz pierwszy miały problemy
                                  w czasie podrózy - to tez wynika z postów.
                                  Poszła po linii najmniejszego oporu...a potem winni inni, bo nie chcieli
                                  podrózowac w zarzyganym autobusie. Zastanow się.
                                  • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:33
                                    > Zastanow się.

                                    a tam, do kogo ta mowa, takie to mysla nie glowa tylko "sercem"
                                    • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:42
                                      Takie to znaczy jakie? Życzliwe, empatyczne, wyrozumiałe?
                                      Szkoda, że ty się do TAKICH nie zaliczasz.
                                  • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:36
                                    Nie muszę.

                                    Po prostu nie rzucam kamieniem w kogoś tylko dlatego, że zdarzyła mu
                                    się wpadka ... oświęta i w każdym calu doskonała protozoa
                                    • protozoa Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:41
                                      Nie jestem ani święta ani doskonała - staram się myśleć i przewidywać skutki
                                      takiego lub innego postępowania! Myślenie naprawde nie boli. Wpadka jest czymś
                                      innym niz to co zdarzyło sie tym dzieciom. One stały sie ofiarami swojej matki a
                                      raczej jej bezmyslności i braku przewidywania.
                                      Czy jesli za oknem są chmury wychodzisz bez parasola mysląc, ze nie zmikniesz?
                                      Nie. Zapewne bierzesz parasol. Tu jest podobna sytuacja.
                                      Jeśli wiesz, że szkodzi Ci np. cebula to czy ja jesz_
                                      • id.kulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:26
                                        protozoa napisała:

                                        > Myślenie naprawde nie boli. Wpadka jest czymś
                                        > innym niz to co zdarzyło sie tym dzieciom. One stały sie ofiarami
                                        swojej matki
                                        > a
                                        > raczej jej bezmyslności i braku przewidywania.

                                        .. i w związku z tym należy je najbardziej ukarać, wywalając je na
                                        mróz z autobusu... No bo kto na tym wywaleniu najbardziej
                                        ucierpiał?... Echhh, ale grunt, że pobożni katolicy w spokoju
                                        dojechali na Wigilię...
                                        • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:29
                                          > Echhh, ale grunt, że pobożni katolicy w spokoju
                                          > dojechali na Wigilię...

                                          nie, przede wszystkim to grunt, zeby pobozne katolickie dzieci nie byly senne na wigilii
                                    • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:42
                                      do ciebie to jednak niewiele dociera

                                      to nie jest kwestia tego ze sie babie zdarzyla wpadka, tylko tego, ze ma pretensje o to jak ja potraktowano, innymi slowy nie dostrzega bledu w swoim postepowaniu, gdyby dostrzegala nie byloby pretensji
                                      • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:59
                                        Jeśli zostala wywalona z autobusu, to uważam, że pasażerowie
                                        zachowali się po świńsku i basta. Żal autorki uznam za zasadny.

                                        A przepisy mówiące o nieutrudnianiu przejazdu współpasażerom
                                        zapewniam Cię, że nie do takich sytuacji się odnoszą.
                                        • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 08:30
                                          > A przepisy mówiące o nieutrudnianiu przejazdu współpasażerom
                                          > zapewniam Cię, że nie do takich sytuacji się odnoszą.

                                          odnosza sie bardzo wyraznie, tylko ty strawic tego nie mozesz
                                  • id.kulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:25
                                    protozoa napisała:

                                    > Przeczytaj ze zrozumieniem co pisała autorka watku. Nie chciała,
                                    zeby w czasie
                                    > wigilii dzieci były senne.

                                    Czyli może jednak chciała, by dla nich Wigilia była przyjemniejsza i
                                    by dotrwały do prezentów wink W zasadzie senne dziecko to mniejszy
                                    problem - ułoży się na uboczu i przyśnie wink Nie mówiąc o tym, że w
                                    autobusie luzzz, bo dzieciarnia śpi całą drogę.
                                    No ale Ty nie przyjmujesz do wiadomości innej wersji niż taka, którą
                                    sobie sama nakręciłaś, nieomylna protozoa.
                                    • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:28
                                      > Czyli może jednak chciała, by dla nich Wigilia była przyjemniejsza i
                                      > by dotrwały do prezentów wink

                                      no wlasnie, to bylo wazniejsze, czubek wlasnego nosa

                                      a w ogole to cala ta sennosc po aviomarinie to bujda, moze od tego zacznijmy
                                      • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:32
                                        > no wlasnie, to bylo wazniejsze, czubek wlasnego nosa

                                        Ukarane zostało głównie wymotujące dziecko. Z czym tu dyskutować. Może tak
                                        napiszmy referat o aviomarinie albo idźmy ukrzyżować matkę?
                                        • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:35
                                          > Może tak napiszmy o aviomarinie

                                          no napiszcie, bo widac ze nudzi wam sie niemilosiernie, emamy, bueheheh

                                          > idźmy ukrzyżować matkę?

                                          NIE NIE NIE NIE

                                          koniecznie trzeba jej dac medal!!!
                                          • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:38
                                            > no napiszcie, bo widac ze nudzi wam sie niemilosiernie, emamy, bueheheh

                                            Jesteś bardzo aktywny/a w tej rozmowie więc swobodnie mogę powiedzieć też Ci się
                                            nudzi.

                                            > koniecznie trzeba jej dac medal!!!

                                            A nie lepiej dać jej spokój?
                                            • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:39
                                              > Jesteś bardzo aktywny/a w tej rozmowie więc swobodnie mogę powiedzieć też Ci się nudzi.

                                              uuuu no to powiedz, bo widze ze nie mozesz wytrzymac, heheheheh

                                              > A nie lepiej dać jej spokój?

                                              NIE NIE NIE

                                              koniecznie trzeba dac jej medal!!!
                                              • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:42
                                                > uuuu no to powiedz, bo widze ze nie mozesz wytrzymac, heheheheh

                                                Dziecko neostrady? No tak, przecież szkoły teraz pozamykane. To miłych ferii.

                                                > koniecznie trzeba dac jej medal!!!

                                                Wywal ją jeszcze raz z autobusu.
                                                • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:49
                                                  > Dziecko neostrady?

                                                  uh oh ale teraz to mi dopieklas hehehe

                                                  dziecko, porywasz sie z motyka na slonce z takimi grypsami, radze ci abys odpuscila

                                                  > Wywal ją jeszcze raz z autobusu.

                                                  dobra zmienilem zdanie, proponuje abys ta meczennice beatyfikowala
                                                  • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:53
                                                    > dziecko, porywasz sie z motyka na slonce z takimi grypsami,

                                                    Na więcej Cie nie stać?? Miłego dnia i cierpliwej klawiatury życzę smile
                                                  • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:59
                                                    > Na więcej Cie nie stać??

                                                    to wlasciwie mialem napisac po twoim "dziecko neostrady" ale uznalem ze zbyt sztampowe i obciachowe, no ale jak na ciebie w sam raz, faktycznie
                                                  • ibulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 11:58
                                                    marianczyk0 napisał:

                                                    > > Na więcej Cie nie stać??
                                                    >
                                                    > to wlasciwie mialem napisac po twoim "dziecko neostrady" ale uznalem ze zbyt sz
                                                    > tampowe i obciachowe, no ale jak na ciebie w sam raz, faktycznie


                                                    oh oh oh, jakiż mamy cięty języczek! ;D
                                                  • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 12:58
                                                    > oh oh oh, jakiż mamy cięty języczek! ;D

                                                    my? nie. ja mam
                                                  • ibulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 15:06
                                                    i przenośni nie rozumiesz... a to peszek! ;PP
                                                  • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 15:18
                                                    ty nie rozumiesz nawet samego slowa "przenosnia" wiec siedz cicho ";PP"
                                • babcia47 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 01:19
                                  Re: w drodze powrotnej daj aviomarin!
                                  miruka 25.12.08, 21:40 Odpowiedz miałam torebki, zawsze dawałam
                                  aviomarin,wczoraj wyjątkowo, żeby im
                                  nie zepsuć wigilii dałam co innego, zawsze są senne po nim
                                  ..no jakby nie czytać, to jednak to napisała..co nie znaczy, że
                                  dzieci powinny zostać wyproszone z autobusu..i osobiscie tu sie też
                                  dziwie, że na to pozwoliła, chyba, że akcja "rzyganko" była
                                  wyjatkowo intensywna i w gruncie rzeczy zrobiła to by dzieci
                                  odetchneły swierzym powietrzem w czasie przerwy w podróży..
                              • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 08:05
                                > Czy dziwisz się ludziom, ze się wściekli? Ja nie! Bo mieli do tego prawo.

                                Autorka miała prawo jechać i dojechać. Tak, dziwie się ludziom. Dziwie się też
                                Tobie bo będąc lekarzem i matką powinnaś rozumieć że przy dzieciach nie wszystko
                                idzie przewidzieć i nad wszystkim zapanować. Ty przepraszasz ze żyjesz,
                                przepraszasz że masz dziecko bo komuś może być nie w smak. To twoje życie i nie
                                wymagaj żeby wszyscy tacy byli.
                                • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 08:33
                                  nie, jak robila syf w pojezdzie to nie miala prawa, pomijajac juz fakt, ze mogla temu zapobiec, ale nie chciala "psuc wigilii" huehue
                                • protozoa Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 09:48
                                  Nie, autorka nie miała prawa zanieczyszczać ( sama lub z powodu dzieci)
                                  PUBLICZNEGO środka transportu. I ludzie mieli prawo ostro na to zaprotestować.
                                  Oczywiście, że mając dzieci pewnych rzeczy nie mozna przewidzieć, ale TO AKURAT
                                  MOŻNA BYŁO. cO WIĘCEJ, MOŻNA BYŁO Z DUŻĄ DOZA PRAWDOPODOBIEŃSTWA przedidzieć,
                                  że osoba z choroba lokomocyjna po Lokomotivie będzie wymiotować. Trzeba miec
                                  minimum wyobraźni. Tu wyobraźnia zawiodła.
                                  Jestem ostatnia osoba, która przeprasza, że żyje i przeprasza, że ma dzieci. Ale
                                  wiem, że MOJE dzieci nie wszędzie musiały być mile widziane gdy były małe.I
                                  robiłam wszystko, żeby swoja obecnościa, zabawą, ruchliwościa nie zakłócały
                                  innym ludziom spokoju nie wkraczały w ich obszar.
                                  Mam też prawo wymagać, aby inni zachowywali się podobnie - ich dzieci, ich problem.
                                  Oczywiście, że nie sposób przewidzieć, ze np. niemowle rozpłacze się w parku (
                                  co może nie być miłe dla ucha innych ludzi), i trudno miec o to pretensje .
                                  Najwyżej mozna przejść alejke dalej. Mozna jednak przewidzieć, że dziecko z
                                  choroba lokomocyjna źle i słabo zabezpieczone zarzyga pół autobusu, można
                                  przewidzieć, ze dziecko będzie znudzone w restauracji po godzinie rozmowy
                                  dorosłych i zacznie rozrabiać ( cokolwiek pod tym określeniem rozumiemy).
                                  I jeśli będziemy tylko wymagać od innych - empatii w złym tego słowa znaczeniu,
                                  tolerancji itd, przestańmy się dziwic, że matki z dziećmi stana się "personami"
                                  non grata. Taksówkarz ( prywatna taksówka ma prawo) odmówi zabrania takich
                                  pasażerów, w pensjonatach pojawią się informacje, ze dzieci w wieku do lat X nie
                                  przyjmuje się itd.
                                  Zacznijmy żyć wymagając przede wszystkim od siebie a potem od innych.
                                  Dzieci nie sa dla obcych świętymi krowami.
                                  • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:05
                                    > że osoba z choroba lokomocyjna po Lokomotivie będzie wymiotować.

                                    Protozoa, ja tez bym tego nie wiedziała. O ile wiem lek podany przez autorkę
                                    jest właśnie na te dolegliwości. Gdyby zamiast czegoś na chorobę lokomocyjną
                                    podała aspirynę miałabyś prawo pomstować. Że lek nie zadziałał to druga sprawa.

                                    A teraz odpowiedz, czy jako lekarz nie powinnaś pomyśleć o czymś więcej niż
                                    prawo jednostki do jazdy w niezarzyganym autobusie? Czy nawet jeśli przyjąć że
                                    matka zrobiła błąd to winić trzeba dziecko? Tak, bo to ono było najbardziej
                                    poszkodowane i przez wyproszenie z autobusu najbardziej oberwało.
                                    • protozoa Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 13:03
                                      Lokomotiv jest lekiem działającym słabo, prawie na zasadzie placebo. I wiedzą o
                                      tym doskonale ( sic!) osoby cierpiace na chorobe lokomocyjną.
                                      Dzieci nie są niczemu winne, winna jest bezmyslna, egoistyczna ( po co psuć
                                      dzieciom wigilie wszak będa senne), nieprzewidująca matka. Na jej
                                      usprawiedliwienie, przykro mi, ale nic nie znajduję.
                                      Wyrzucenie dzieci z autobusu było reakcją ludzi na zaistniałą sytuację. Może
                                      gdyby przeprosiła, sprzątnęła, pootwierała wszystkie okna ludzie nie zachowaliby
                                      sie tak dobitnie.
                                      Możemy w kółko dyskutować , ale niewiele to da. Może tylko tyle, że autorka
                                      następnym razem sto razy pomysli nim wybierze się w podróz niezabezpieczona. A
                                      wyjście na dwór? Cóz dzieci mogły sie poprzeziębiać, ale mogły tez zaczerpnąć
                                      nieco świeżego powietrza, przewietrzyć się i ochłonąć ( one tez sporo przezyły,
                                      sytuacja co najmniej niemiła, same śmierdziały).
                                      • ibulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 15:07
                                        sprzątnęła, przeprosiła, pootwierała okna... byłaś tam, skoro wiesz, że tego nie
                                        zrobiła? wink
                            • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:16
                              > zapach rzygów zostanie

                              ale nie bedzie dalszego rzygania, czaisz baze, czy mam ci wtluc

                              > I ty jesteś lekarzem?

                              moj wuj jest rzeznikiem
                              • lila1974 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:22
                                Po prostu smutne, że za naukę kultury bierze się ktoś tak malo
                                kulturalny.
                                • protozoa Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 09:50
                                  Już raz pytałam , gdzie zachowuję sie w sposób mało kulturalny?
                                  Człowiek kulturalny to nie taki, który pozwala, aby obce dzieci skakały mu po
                                  głowie. Człowiek kulturalny nie musi tolerować niestosownych zachowań innych,
                                  nawet jesli są to dzieci.
                          • id.kulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:18
                            protozoa napisała:

                            > Specjalnie nie! Natomiast zachowała się bezmyslnie i ma pretensje
                            do ludzi, że
                            > zażądali wyjścia z autobusu.

                            Słuszne pretensje. W życiu by mi do głowy nie przyszło. żeby żadac
                            wysadzenia z autobusu matki z zarzyganymi dziećmi. Komfortowo by mi
                            nie było, no cóż - pech...
                            • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:20
                              a co tu ma wiara do tego? dokladnie zostalo to przez ta samolubna matke opisane
                            • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 10:24
                              alez ty bezmyslnie w kolko na niebiesko powtarzasz to samo

                              nie powinna miec pretensji skoro sie nie przygotowala a wrecz celowo bachorom nie podala aviomarinu bo cos tam
                              • ibulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 12:00
                                nie bachorom, tylko dzieciom, kundlu...
                                • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 12:53
                                  nie znasz tych dzieci wiec po co usilnie ich bronisz?
                                  • ibulka Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 15:08
                                    dziecko, to dziecko.
                                    rozwydrzone dziecko to również dziecko. przykład idzie z góry.
                        • marianczyk0 Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 00:11
                          > Tak, ja myślę, że ona to zrobiła specjalnie i z pełną premedytacją

                          uh oh no to mysl tak dalej, mistrzyni sarkazmu z ciebie, buehehehe
                          • kropkacom Re: do wyrozumiałych... 30.12.08, 08:07
                            > Tak, ja myślę, że ona to zrobiła specjalnie i z pełną premedytacją

                            Czy Ci ktoś w te święta ku ku zrobił? Z premedytacją to Ty pastwisz się teraz
                            nad autorka wątku.
                            • id.kulka Kropeczko... 30.12.08, 10:30
                              To było absolutnie ironicznie napisane, poczytaj inne moje posty,
                              zgadzam się z tobą... wink

                              kropkacom napisała:

                              > > Tak, ja myślę, że ona to zrobiła specjalnie i z pełną
                              premedytacją
                              >
                              > Czy Ci ktoś w te święta ku ku zrobił? Z premedytacją to Ty
                              pastwisz się teraz
                              > nad autorka wątku.
                              • kropkacom Re: Kropeczko... 30.12.08, 10:35
                                Ale to było do protozoa smile
                                • marianczyk0 Re: Kropeczko... 30.12.08, 10:36
                                  nauczcie sie odpowiadac we wlasciwym miejscu watku to nie bedzie problemu
                                • id.kulka Re: Kropeczko... 30.12.08, 10:39
                                  Aha, ale zacytowałaś chyba mnie wink

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=88956944&wv.x=2&a=89081875
                                  • kropkacom Re: Kropeczko... 30.12.08, 10:40
                                    Zakręciłam się przyznaje.
        • protozoa Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 12:20
          Mam pytanie - czy rozumiesz słowo kultura? Jesli tak to daj mi choc jeden
          przykład gdzie zachowałam sie niekulturalnie. Czekam. tylko byc może inaczej
          rozumiemy słowo kultura. Bo dla mnie osoba kulturalna nie musi byc wyrozumiała
          wobec ludzi naruszających prawa innych. Nawet jesli tymi ludxmi sa dzieci. Ale
          ad rem - podaj przykłady mojego braku kultury.
          • iwles Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 13:26

            > Bo dla mnie osoba kulturalna nie musi byc wyrozumiała
            > wobec ludzi naruszających prawa innych.


            Jasne, i dlatego może ich nazywać ćwoczki.... przecież to takie
            kulturalne słowo ! Rodem ze słownika Kopalińskiego !

            Czy jeśli jadąc autobusem - obok mnie usiądzie ktoś, kto nie używa
            dezodorantów i rzadko się myje - mam prawo domagać sie, aby kierowca
            go wyrzucił ?
            • chicarica Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 16:33
              Masz.
              Autentycznie masz.
              Przynajmniej z regulaminu gdańskiego ZTM tak wynika. Nie wolno przewozić rzeczy
              niebezpiecznych, cuchnących ani przeszkadzających współpasażerom. Czyli własnego
              nieumytego dupska też nie wolno.
            • protozoa Re: do wyrozumiałych... 29.12.08, 20:30
              A jak nazwiesz człowieka, który DLA WŁASNEJ WYGODY, Z WŁASNEGO LENISTWA,
              NIEDBALSTWA, Z BEZMYSLNOŚCI naraża innych ludzi na wspomniane "atrakcje"?
              Powtarzam - tam kończy się Twoja wolność gdzie zaczyna się wolnośc innych ludzi.
              Jesli jedzie sie WŁASNYM samochodem/furmanką mozna nie byc zabezpieczonym na
              wypadek choroby lokomocyjnej, najwyżej ucierpi tapicerka/ubranie WŁASNEGO
              samochodu. W przypadku gdy jest to transport PUBLICZNY trzeba juz mysleć. To
              samo z brudasami - można nie myć sie we własnym domu, ale wychodząc do ludzi już
              trzeba.
              Jeden z punktów regulaminu korzystania z transportu PUBLICZNEGO zabrania
              przewożenia rzeczy cuchnących, odrażających. Kierowca w przypadku cuchnąćego
              pasażera ma pełne prawo wystawić go za drzwi powołując sie na ten przepis.
      • marianczyk0 [...] 29.12.08, 00:54
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • id.kulka protozoa 29.12.08, 16:05
        ...Ty zawsze jesteś niezawodna, na wszystko przygotwana, żadne
        wpadki Ci się nie zdarzają, a Twoje dzieci nawet ząbkują na komendę,
        by w żadnym wypadku nie zakłócać swoim marudzeniem spokoju
        współpasażerów na przykład czy współczekaczy w kolejce...

        ...A ta krowa, proszę pana, była dobrze wychowana... big_grin
        • protozoa Re: protozoa 29.12.08, 20:23
          Czy jestem niezawodna - nie wiem, ale staram się taka byc. Moje dzieci już od
          dość dawna mają stałe zębysmile
          Starałam się od chwili gdy zostałam matką, aby moje dzieci nie były uciążliwe
          dla otoczenia. To, że dla MNIE sa one najwspanialsze i najlepsze nie oznacza,
          że i dla INNYCH. Inni ludzie nie musza znsic ich zachowań, nie muszą być one dla
          innych smieszne - moga draznić.
          Inni ludzie nie musza znosić MOICH dzieci w restauracji - mają prawo spokojnie
          zjeść obiad bez akompaniamentu dziecięcego szczebiotu. Maja prawo nie bac sie ,
          że za chwolę kompot czy zupa znajdzie się na ich ubraniach.
          I dlatego póki miałam małe dzieci nie zabierałam ich do miejsc, w których mogły
          zakłócać spokój innych. Uczyłam jak trzymać nóż i widelec w zaciszu domowym.
          Bardzo rzadko chodzilismy do ludzi, którzy nie mieli dzieci w podobnym wieku, a
          jak juz tak się zdarzało to bardzo pilnowałam, aby chłopcy nie zniszczyli czegos
          i nie pobrudzili. Ludzie nie muszą zachwycać się plama na dywanie. JA to
          rozumiem. Moje dzieci nie miały choroby lokomocyjnej, ale mimo to gdy np.
          płynęlismy staeczkiem wycieczkowym byłam przygotowana na taka ewentualność.
          Uważałam, że nieodpowiedzialnościa z mojej strony byłoby psucie komuś wycieczki
          przez zmuszanie do oglądania rzygających CUDZYCH dzieci. Czy to tak trudno
          zrozumieć? Domagacie się empatii, ale czy sami jesteście empatyczni? Watpię -
          kłania sie sienkiewiczowski Kali.
          • marianczyk0 Re: protozoa 29.12.08, 22:51
            > To, że dla MNIE sa one najwspanialsze i najlepsze nie oznacza,
            > że i dla INNYCH

            to jest typowa polska przypadlosc, to samo sie tyczy nie tylko dzieci a i tych oblesnych psow ktore dra morde, kapie im z pyska na podloge autobusu i tracaja swoim obslinionym nosem obcych ludzi po nogach, ich tepym wlascicielom przez mysl nie przejdzie ze komus moze sie nie podobac jazgot czy obsliniona smierdzacym pyskiem odziez

            widzialem w wyborczej zdjecie nadeslane przez kretyna ktorego rozsadzala duma bo jego pies w tramwaju zajmuje wlasne miejsce siedzace, a to ze ktos potem usiadzie na tym co jego pies rozsmarowal swoim brudnym tylkiem to przeciez pikus, na pewno kazdy uwielbia ekskrementy amstaffa

            a gazeta oczywiscie zamiast napietnowac to gloryfikuje takiego patalacha

            tylko czubek wlasnego nosa sie liczy, zapchlony narod
            • protozoa Re: protozoa 29.12.08, 23:02
              Zgadzam się - dla właściciela psa JEGO zwierzę jest wspaniałe, INNI moga nie
              lubic psów, bac sie ich, nie chcieć skakac między psimi odchodami itd. Palacz
              jesli chce może palić we własnym mieszkaniu, ale o krańcowym braku kultury
              świadczy fakt zmuszania innych do wdychania papierosowych smrodów.
              O ile zycie byłoby łatwiejsze gdybysmy przestrzegali prostych zasad - to co JA
              lubie/kocham moze byc dla innych obrzydliwe czy niemiłe. Więc nie bede zmuszac
              ludzi do słuchania wrzasku swoich dzieci, wycia swojego psa itd.
            • id.kulka Re: protozoa 29.12.08, 23:07
              marianczyk0 napisał:

              > widzialem w wyborczej zdjecie nadeslane przez kretyna ktorego
              rozsadzala duma b
              > o jego pies w tramwaju zajmuje wlasne miejsce siedzace, a to ze
              ktos potem usia
              > dzie na tym co jego pies rozsmarowal swoim brudnym tylkiem to
              przeciez pikus, n
              > a pewno kazdy uwielbia ekskrementy amstaffa

              No zdecyduj się - on tam siedział czy srał w końcu?
              Obawiam się, że niejeden przedstawiciel gatunku homo sapiens ma
              znacznie ciekawsze skarby na zadniej części ciała, niż przeciętny
              pies.. wink

              > tylko czubek wlasnego nosa sie liczy, zapchlony narod

              Od Ciebie za to bije empatia i miłość bliźniego big_grin
            • ibulka Re: protozoa 30.12.08, 01:06
              marianczyk0 napisał:

              > tylko czubek wlasnego nosa sie liczy, zapchlony narod


              spakuj dupę w walizkę, i wypieprzaj za granicę.
              a jeśli już tam jesteś, to siedź i niech cię ręka Boska broni, żebyś wrócił.
              zapchlony przedstawicielu narodu.
              • lila1974 Re: protozoa 30.12.08, 01:12
                > marianczyk0 napisał:
                >
                > ...zapchlony narod


                Widzisz ibulko i to jest ten WERSAL ... jak dobrze, ze mam wokół
                siebie jednak ten "zapchlony" plebs
                • babcia47 Re: protozoa 30.12.08, 01:24
                  Lilu..przypętało sie takie cóś na to forum, lata, zaczepia i
                  obraża..próbował juz na "żydowskim" waciku..ale dostał odprawę i
                  nikt nie podjął z nim rozmowy, to tutaj próbuje
                  • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 08:31
                    no akurat na tym watku pisalem wczesniej niz na zydowskim, geniuszu
                • protozoa Re: protozoa 30.12.08, 09:52
                  Masz zapchlony plebs ( Twoje słowa) i Ci to odpowiada - Twoja sprawa. Nie
                  wszyscy musza. Dlaczego tak trudno pojąć, że nalezy tak się zachowywac, aby
                  swoim postepowaniem nie zatruwac życia innym?
                  Dlaczego nie potraficie wykazac tolerancji wobec pewnej babci w innym watku,
                  która zostawia Domestos na stole?
              • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 08:28
                > spakuj dupę w walizkę, i wypieprzaj za granicę.

                hehehe tak tak poplacz sie i obraz, bobasie, prawda w oczy kole

                > zapchlony przedstawicielu narodu.

                uuu no i ci sie riposta nie udala bo na cale szczescie polaczkiem nie jestem hehehe
                • ibulka Re: protozoa 30.12.08, 12:03
                  marianczyk0 napisał:

                  > uuu no i ci sie riposta nie udala bo na cale szczescie polaczkiem > nie
                  jestem hehehe

                  widać nie tylko Polacy to taki zapchlony naród, hehehe.
                  • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 12:55
                    niestety nie wiesz ktory, ale co to szkodzi w sumie, podepnij sie pod polska ksenofobie i mozesz nienawidziec kazdego
                    • azile.oli Re: protozoa 30.12.08, 13:17
                      Wiesz co, pisząśc ''polaczek'' sam jesteś ksenofobem.
                      • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 13:27
                        nie, generalizujesz
                    • ibulka Re: protozoa 30.12.08, 15:09
                      marianczyk0 napisał:

                      > niestety nie wiesz ktory, ale co to szkodzi w sumie, podepnij sie pod polska ks
                      > enofobie i mozesz nienawidziec kazdego

                      nie wiem który, zwisa mi to i powiewa - nie chcę sobie zepsuć opinii o innych
                      krajach ;P
                      w każdym razie wystarczy mi, że to twój kraj smile
          • id.kulka Re: protozoa 29.12.08, 22:59
            protozoa napisała:

            > Czy jestem niezawodna - nie wiem, ale staram się taka byc. Moje
            dzieci już od
            > dość dawna mają stałe zębysmile

            Ech, ząbkowanie to miał być przykład smile Że mając małe dzieci nie da
            sie wszystkiego przwidzieć i nad tym zapanować. Można się
            przygotować najlepiej jak się da, a to i tak nie gwarantuje sukcesu.
            Alternatywą jest zamknięcie się w domu na cztery spusty, ale ja
            akurat nie uważam tego za dobrą alternatywę smile I nie, nie oczekuję,
            że inni ludzie będą piać z zachwytu nad moimi dziećmi bez zwględu na
            to, co zrobią. Oczekuję tylko, że w razie jakiejś wpadki, która
            naprawdę może się zdarzyć, nie będą mnie kamienować. Tak jak ja -
            gdy wpadnie na mnie staruszka w autobusie, bo kierowca gwałtownie
            zahamuje, a ona straci równowagę - nie bedę sie na nią darła, że
            mnie poszturchnęła.


            > Starałam się od chwili gdy zostałam matką, aby moje dzieci nie
            były uciążliwe
            > dla otoczenia. To, że dla MNIE sa one najwspanialsze i najlepsze
            nie oznacza,
            > że i dla INNYCH. Inni ludzie nie musza znsic ich zachowań, nie
            muszą być one dl
            > a
            > innych smieszne - moga draznić.

            Przejaskrawiasz. Nikt tu nie oczekuje zachwytu nad dzikimi wybrykami
            dzieci. Tylko odrobiony zrozumienia.

            > Inni ludzie nie musza znosić MOICH dzieci w restauracji - mają
            prawo spokojnie
            > zjeść obiad bez akompaniamentu dziecięcego szczebiotu. Maja prawo
            nie bac sie ,
            > że za chwolę kompot czy zupa znajdzie się na ich ubraniach.

            No cóż, jeśli Twoje dzieci były zagożeniem dla cudzych zup i
            kompotów, to rzeczywiście lepiej, że ograniczaliście wyjscia do
            restauracji smile

            > Bardzo rzadko chodzilismy do ludzi, którzy nie mieli dzieci w
            podobnym wieku, a
            > jak juz tak się zdarzało to bardzo pilnowałam, aby chłopcy nie
            zniszczyli czego
            > s
            > i nie pobrudzili. Ludzie nie muszą zachwycać się plama na dywanie.

            Naprawdę?? I uważasz, że to takie wyjątkowe zachowanie - pilnować,
            by dzieci nie zrujnowały komuś mieszkania? Bezdzietnemu oczywiście,
            bo jak ma potomstwo w podobnym wieku, to hulaj dusza smile

            > Moje dzieci nie miały choroby lokomocyjnej, ale mimo to gdy np.
            > płynęlismy staeczkiem wycieczkowym byłam przygotowana na taka
            ewentualność.

            Ale autorka wątku podała lek, miała torebki... nie wystarczyło, pech.

            > Uważałam, że nieodpowiedzialnościa z mojej strony byłoby psucie
            komuś wycieczki
            > przez zmuszanie do oglądania rzygających CUDZYCH dzieci. Czy to
            tak trudno
            > zrozumieć? Domagacie się empatii, ale czy sami jesteście
            empatyczni? Watpię -
            > kłania sie sienkiewiczowski Kali.

            A czy tak trudno zrozumieć, że nie wszystko da się przewidzieć i nie
            zawsze da się zapanować nad dzieckiem? I czy tak trudno zrozumieć,
            że każdemu może się zdarzyć błędna decyzja, niedopatrzenie, że można
            o czymś najzwyczajniej w świecie zapomnieć? Nie każdy z nas może być
            cyborgiem smile
            • protozoa Re: protozoa 29.12.08, 23:13
              Oczywiście nie wszystko mozna przewidziec, ale to, ze dziecko zacznie rzygać w
              autobusie po leku typu Lokomotiv, jesli ma chorobe lokomocyjna nie trudno
              przewidzieć! Co więcej jest to bardziej niz prawdopodobne. Dlaczego nie podała
              skuteczniejszego aviomarinu? Bo nie chciała SOBIE psuc wigilii.
              Moje dzieci były i sa WYCHOWYWANE!!!! , nie sądzę aby stanowiły zagrożenie dla
              cudzych zup, ale wiek ma swoje prawa i trudno zapanować nad 2-3 latkiem, aby
              przez 2 godziny w restauracji zachowywał sie jak kukła. Wiek ma swoje prawa, ale
              nie oznacza to, że INNI ludzie, którzy przyszli do restauracji dla przyjemności,
              relaksu mają jeść obiad w towarzystwie ruchliwych i ciekawskich dzieci. I
              zapewniam Cię, że moim dzieciom nic nie ubyło gdy do knajp zaczęły chodzić w
              wieku, w którym mogły usiedzieć i jadły normalnie.
              Nawet ludzie mając dzieci w podobnym wieku moga nie chciec miec plam na dywanie.
              To co chcą i mogą tolerować u własnych dzieci niekoniecznie muszą u
              cudzych.Każdemu zdarzają się wpadki, których nie sposób przewidzieć, ale
              powtarzam do znudzenia - mając dzieci cierpiące na chorobę lokomocyjną trzeba
              umieć to przewidzieć. Sama raczej nie przejdzie. Jak działa Lokomotiv - wiadomo.
              Nie trzeba być cyborgiem - trzeba MYSLEĆ to nie boli a często oszczędza wstydu,
              upokorzeń, przykrości.
              • id.kulka Re: protozoa 30.12.08, 10:17
                protozoa napisała:

                > Oczywiście nie wszystko mozna przewidziec, ale to, ze dziecko
                zacznie rzygać w
                > autobusie po leku typu Lokomotiv, jesli ma chorobe lokomocyjna nie
                trudno
                > przewidzieć! Co więcej jest to bardziej niz prawdopodobne.
                Dlaczego nie podała
                > skuteczniejszego aviomarinu? Bo nie chciała SOBIE psuc wigilii.

                I naprawdę wierzysz w to, że ryzykowanie rzygania w autobusie jest
                mniejszym psuciem Wigilii niż senne dziecko?
                • protozoa Re: protozoa 30.12.08, 13:20
                  Ja uważam, że ludzka bezmyslność i brak daru przewidywania nie ma granic. Bardzo
                  często ludzie kieruja sie zasadą "jakoś to będzie, a nuż sie uda". No bo po co
                  dawać Aviomarin, po którym dzieci sa senne ( jedne sa inne nie), jeśli mozna dac
                  Lokomotiv i moze się uda. Moze nie porzygają sie, może jakoś to będzie. Ludzie
                  mysla chwilą. No bo jak sie porzygają to wtedy będę sie martwić. Najwyzej
                  zanieczyszczą autobus. A że zdarzyli sie ludzie, którym to sie nie podobało to
                  trzeba podnosic raban.
                  A czy nie prościej zastanowić sie przez chwile i przygotować, zabezpieczyc, nie
                  psuc sobie i innym świat no i nie miec pretensji do innych za własne błędy????
                  • stansia Re: protozoa 30.12.08, 13:28
                    protozoa śmiem wątpić w twój dyplom lekarza. Pielęgniarki owszem,
                    takiej wkurzonej, wiecznie naburmuszonej, gnębionej przez lekarzy i
                    pacjentów, myjącej tych pacjentów brudnych, zarzyganych.... - o !
                    taki obraz mi się przedstawia gdy czytam te twoje wypociny. Tak
                    sobie myślę, że lekarze mają lepsze zajęcia niz ciągle udawadniać
                    sobie i innym że mają rację, chociaż tłumy mówią że tej racji nie
                    ma!!! I ciągła walka z 90% matek na forum e-matka i obrzydzenie
                    naturalnymi wydzielinami i odchodami ludzkimi... Coś mi tu brzydko
                    pachniesmile ale kłamstewkami hehehe
                    • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 13:37
                      > Coś mi tu brzydko pachniesmile

                      moze powinnas sie umyc albo dzieciak ospawal ci pokoj
                      • stansia Re: protozoa 30.12.08, 13:41
                        ale błysnąłeśsmile hehehe. Wysoki poziom widzę, a jaki czyściutki smile
                        błyszczy!
                        • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 13:47
                          no, jak juz nie ma sie co powiedziec, to najlepiej podyskutowac o POZIOMIE i kwestii "dostosowywania go do rozmowcy"

                          tak sobie tlumacz
                          • stansia Re: protozoa 30.12.08, 14:16
                            a co tu gadać? do ciebie gadam czy co? po co wogóle się wyrwałeś do
                            mojej wypowiedzi?
                            • ibulka Re: protozoa 30.12.08, 15:11
                              taka rola trolla wink
                            • marianczyk0 Re: protozoa 30.12.08, 15:32
                              > po co wogóle się wyrwałeś do
                              > mojej wypowiedzi?

                              bo mi wolno
                              • id.kulka marianczyk0 30.12.08, 16:03
                                ty się bardzo starszasz trollować i aż mi cię szkoda, że ci tak nie
                                idzie smile
                                Finezji trochę wink
                                • arturprzezywacz Re: marianczyk0 30.12.08, 16:51
                                  Tobie zaś idzie wyśmienicie.
            • lila1974 id.kulka 30.12.08, 00:17
              Wymagasz cudu w tym przypadku.
            • azile.oli Re: protozoa 30.12.08, 10:19
              Choć postępowałam podobnie jak protozoa, starałam się być
              zapobiegliwa, mimo, że zabierałam dzieci od małego w różne miejsca,
              bo musiałam, to zawsze pilnowałam, żeby zachowywały się odpowiednio,
              tzn cicho, tam gdzie było to niezbędne, nie biegały tam, gdzie nie
              wolno, pierwszy raz zabrałam na wczasy jak skończyły 2 rok życia, bo
              nie chciałam męczyć sąsiadów , którzy przyjechali wypocząć, a
              mniejsze dziecko zawsze może zacząć płakać w nocy i wiele mu nie
              wytłumaczę. Obecnie dzieci mam już duże i jestem bardzo wdzięczna
              rodzicom, którzy również pilnują swoich dzieci i tego, aby nie były
              uciążliwe dla innych , a wkurzają mnie ci, którzy na wszystko, albo
              na zbyt wiele pozwalają. Ale mimo tego, że byłam i jestem
              zapobiegliwą matką to potrafię zrozumieć , że czasem przydarzy się
              sytuacja, której nikt nie przewidzi, np na stołówce wczasowej
              dziecko się zakrztusi i zanim matka dobiegnie z nim do łazienki po
              drodze zwymiotuje w tejże stołówce, matka wiezie chore dziecko do
              lekarza autobusem, zakładam sytuację, że nie stać jej na taksówkę,
              na prywatną wizytę lekarza też, dziecko nie jest w ciężkim stanie,
              ale np zrobi mu się niedobrze po syropku czy antybiotyku i niestety,
              zwymiotuje. Chociaż nie ma i nigdy nie miało choroby lokomocyjnej.
              Pewnie mi się zaraz oberwie, że kto chore dziecko przewozi
              autobusem - otóż ja nigdy, mam samochód i z niego korzystam, ale
              znam osoby, którym się taka przymusowa sytuacja zdarzyła.
              Co do założycielki wątku , jeszcze raz podkreślę, że głupotą było
              eksperymentowanie ze słabszymi i nie sprawdzonymi specyfikami,
              wiedząc, że dzieci mają chorobę lokomocyjną. Ale nawet w przypadku
              aviomarinu nie ma 100 procent gwarancji, że nic by się nie
              wydarzyło, ja dla komfortu swojego i własnych dzieci załatwiłabym
              sobie jakiś inny środek lokomocji, ale jestem w stanie zrozumieć ,
              że ktoś może mieć ważne powody, dla których tego nie zrobił i w
              życiu bym nawet uwagi nie zrobiła na temat żygających dzieci.
              A protozoa jest lekarzem. Ciekawe, czy nigdy jej się nie zdarzyło,
              żeby pacjent zwymiotował przy niej, albo starsza osoba przyszła do
              lekarza niedomyta. Jakoś w to nie wierzę. Jak wtedy reaguje? Wywala
              z gabinetu ? Fizjologia człowieka nie jest estetyczna, ale chyba
              lekarz powinien być z nią oswojony.
              • protozoa Re: protozoa 30.12.08, 13:15
                Pacjenci wielokrotnie przy mnie wymiotowali. Ale szpital ma swoje prawa. Pacjent
                nie lezał w wymiocinach, zostawały one natychmiast sprzątniete, pokój
                wywietrzony, a chory umyty. Ja nie reaguję na wymiociny tak jak większość ludzi,
                ale jestem wstanie zrozumiec tych, którzy czują obrzydzenie i patologiczny
                wstręt.Słusznie piszesz, że fizjologia bywa nieestetyczna i lekarz powinien być
                z nią oswojony. Jednak pragnę zauważyc, że nie mamy danych, że pasażerami
                autobusu byli li tylko lekarze smile))
                Oczywiście, że zdarzaja mi sie niedomyci pacjenci. Najczęściej są to ludzie
                przwiezieni z wypadków, ulicy. Leżący sa myci przez pielęgniarki, a
                przychodzącym na kontrole po zabiegach sporadycznie zdarza się cuchnąć z brudu.
                Kilka razy notoryczne brudasy, które mogły sie umyc tylko nie czuły takiej
                potrzeby, zostały przeze mnie zawstydzone. W 4 oczy. Efekt był taki, że
                następnym razem przyszli pachnący - czasem aż za bardzo- po kapieli w wannie czy
                pod prysznicem. Lekarz też ma obowiązek edukować, a brudasy narazone sa znacznie
                bardziej niż ludzie będacy z mydłem i woda za pan brat.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja