zoja.pl
07.01.09, 16:53
Jestesmy ze sobą prawie 6 lat. W tamtym roku ( w styczniu) dostałam kilka anonimowych wiadomosci, w którym ktoś opisywał zdrade mojego meza. Miało sie do wydarzyc w 2005 roku i trwac pół roku. Anonim podawał szczegółowo z kim, kiedy i gdzie spotykał sie mój mąż. Po kilku dniach korenspondencji z anonimem, nie wytrzymałam i zapytałam wprost meża - czy mnie zdradził. Maz wtedy przyznał sie do wszystkiego. Mowił ze tamto juz skonczone, prosił o wybaczenie, błagał. Wybaczyłam mu wtedy. To było rok temu.
Zylismy normalnie - jak to w małzenstwie bylo raz lepiej, raz gorzej.
Przed Wigilia dostałam kolejne dwa anonimy (sugerujace ze od tego samego człowieka). Tym razem były inne - nie mowiły o zdradzie, były to obrazliwe, chamskie teksty na moj temat. Było tez takie zdanie:
"i może przejzyj meile, smsy meza - choć on wie jak ukrywać kochankę".
Pokazałam je mezowi. Bardzo sie wkurzył, mówił ze ktos jest nienormalny, ze sie na nas uwzial i chce nam zniszczyc zycie. Zostawiłam to.
Przedwczoraj,zupelnie przypadkowo, na jego komputerze (z ktorego korzysta tylko on i ja czasami), odkryłam taka wiadomosc:
Witaj fotki sa na prawde przepiekne a Ty jestes zjawiskowa, absolutnie niesamowita, urocza i piekna milo bylo by Cie poznac pozdrawiam
Czyli znowu pisze do jakiejs kobiety, dostaje od niej zdjecia, chce sie umówic. Nie mam juz sił, straciłam do niego całe zaufanie. Nie moge przeciez cale zycie myslec gdzie i z kim on jest, do kogo pisze, dzwoni - to mnie wykonczy!!Chciałabym sie wyprowadzic, ale moja mama mieszka bardzo daleko stad, a tutaj nie mam do kogo. Poza tym mam jeszcze małe dziecko. On jeszcze nic nie wie.
Poza tym, sprawa wyglada takb ze mamy 3 letnie dziecko, ja nie pracuje. Studiuje zaocznie i dzieki temu pobieram rente rodzinna, na codzien siedze z dzieckiem w domu. Myślimy o tym aby wysłac ją do przedszkola, ale to miało byc dopiero od wrzesnia. Wtedy miałam pomyslec o pracy. Maz pracuje i dodatkowo prowadzi nasza firme. Ale to sie dopiero rozkreca. Mamy własne mieszkanie - zapisane na nas oboje.
Nie wiem jak mam postapic - czy najpierw myslec o rozwodzie czy o rozstaniu (wyprowadzce). Jesli on sie wyprowadzi to przynajmniej nie bede sie musiała martwic o lokum, ale z drugiej strony, nie stac mnie na utrzymanie tego mieszkania. Jesli ja miałabym sie wyprowadzic, to w gre wchodzi tylko wyjazd do mojej mamy - 350 km stad, bo tutaj nie mam do kogo. A tutaj mam studia na ktoreb i tam musiałabym przyjechac. No i cos czuje ze on nie zechce sie wyprowadzic, a ja chce tym razem poczynic jakies powazne kroki. Bo on mysli ze ja sobie nie dam rady, ze tylko "tak gadam" ze odejde.
Tak bardzo to wszystko boli. A rozwód? Nie mam pojecia o nim - jak sie pisze pozew, czy trzeba miec adwokata, czy ma byc z czy bez orzekania o winie?? I czy nie jest tak ze aby starac sie o rozwod nalezy udowodnic rozpad małzenstwa? Tylko takiego rozpadu defacto nie ma - mieszkamy razem, prowadzimy wspolne gospodarstwo, czasami (bardzo rzadko) śpimy ze sobą, wiec co mam udowadniac? W sadzie moge powiedziec tylko to ze mnie zdradził i nie chce byc cały czas oszukiwana. To wszystko.
Co ja mam teraz zrobic??? On, po tamtej zdradzie, miał jedna jedyna szanse i własnie ją spieprzył. To nie ma znaczenia czy on sie z ta kobieta spotkał czy tylko do niej pisze - dla mnie to zdrada.
Jestem przerażona

Prosze o jakies rady,tylko mnie nie dobijajcie jeszcze