samazsoba
08.01.09, 12:15
Potrzebuje psychicznego wsparcia i rozmowy.
P 15 latac odchodze od meza. Ciezko mi z tym ale jeszcze ciezej zyc
mi przy nim. Mamy 3 dzieci, maz dobra prace, dom i niby powinno byc
ok ale juz nie mam sil byc jego zona.
Po raz 1zdradzil mnie 12 lat temu nst. 4lata temu.Od tej ostatniej
kolezanko przyjaciolki sie nie potrafi uwolnic. Nie potrafilam sie
uwolnic takze od poczucia ze znowu wbija mi w plecy noz. Wiec spr.
mu poczte i lelefon co 3-5 mc. Raczej na zasadzie checi
potwierdzenia ze mnie nie rani.Ze nie ma kobiety wazniejszej niz ja
i nasza rodzina. Kiedy znajdywalam oznaki ze ona nadal do niego
pisze, chodzby smiesznostki to mu to mowilam.( A umowilismy sie ze
Zero konkatow. ) Kiedy widzialam ze do niego pisze,ziemia usowala mi
sie spod nog. Nie mialam sil na nic.Mile rozmowy i takie samo
spedzanie czasu wzieli diabli. Plakałam, mowilam ze nie chce tak
zyc, ze ta przyjazn ma wplyw na nasze zycie bo je totalnie rozbija.
A w zamian slyszalam masz probelm idz do lekarza, zrob cos z tym.
No coz. Penie i tak.Ale juz nie mam sil, tak zyc.Ciagle tlumaczyc
sobie. NAwet jesli to jakas przyjazn to ona rozbijala spokoj w
naszym domu, wiec warto bylo? pewnie tak .POwiedzilam mu ze gdyby
nie bylo nawet minimalnej proby podtrzymywania tej znajomosci , to
by zdechla sama. A jest.
Przegrałam z kochanka mojego meza. Byłam mniej wazna. No coz zdarza
sie.
Ktos zaczynal od nowa podobnie jak ja?Zmecony sytuacja?Upodleniem?
NAprawde to moja wina?