wkurzyłam się na własną matkę..

19.01.09, 10:16
Wczoraj przyjechali w odwiedziny moi rodzice.. wszystko było ok.. miła
atmosfera..dziadki zauroczeni jak zwykle wnuczkiem..Przywieźli faworki.. moja
mama juz od razu chciała małemu (8 mies)dac jednego!!!
Mowie jej mamo on jest za mały.. w konu to ciezkostrawne smazone na smalcusad
Niby mama zrozumiała.. a tu nagle mały ( siedział z mamą przy stole) ksztusi
się - dławi..ja podbieglam ..zagladam do małej buzi- a tam napchana
faworkiem!!!! myslałam ze mnie cos trafi!!!!!
Wziełam synka.. wyiagnełam to co miał w buzce..spojrzałam wymownie na
mamę..ale nic jej nie powiedziałam.. bo to ie działo przy mezu.. a nie chce
aby sie uprzedził do mojej matki.. bo moe kiedys bedziemy potrzebowali aby
dziecko z nia zostało.. i wiem ze mąż byłby przeciwny.
Zastanowiłam sie pozniej.. i sama nie wiem czy bede kiedykolwiek zostawiała
synka z babcią.. bo jej pomysły ..są dla mnie dość niezwykle..Nie bede o nich
pisała..ale naprawde są dosc nieprzemylane..
Dodam ze moja mama opiekowała sie mną z doskoku.. bo ja byłam wychowywana
przez moją babcię.. Mozliwe ze ona nie bardzo wie..co - i jak z tak małym
dzieckiem..ale czy nie lepiej się zapytać lub przestrzegać tego co ja mowie-
"nie dawaj mu tego, on tego nie powinien zjesc-".. a nie tak jak ona
postanowiła "dam mu mimo to"
Nie wiem o czym moja mama mylala...ehhh
Czy ja się czepiam?
( bo moze jetem sfiksowana na punkcie dziecka)

Dodam tylko ze nie wiem ile tych faworkow poszło do brzuszka.. bo wieczorem -
brzuszek bolał..sad mały płakał.. i wiercił nozkami.. dostał herbatke
rumiankową.. pomogło...


ps..a teraz ja sie czuję winna ze zamiast siedziec i patrzec na rece
mamy..zajełam sie sprzataniem po obiedzie..sadi nie zwrociłam uwagi co babcia
robi z wnuczkiem ! buuusad
    • broceliande Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:19
      Hej, nie czuj się winna. Nie można tak dziecka z oka nie spuszczać
      na minutę. W końcu był z dziadkami.
      • mamaemmy Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:25
        Boszesad Typowe dla czesci tamtego pokolenia,myslenie,że skoro ich dzieci
        przezyły,to i wnuki przezyja-z podobnym zachowaniem;///

        jakby nie było jestesmy o wiele lepiej wyedukowane w tym temacie niz nasi rodzice..
        Nie wiem co ci poradzic-jesli rozmowa nie pomoze,to moze znajdz jakis
        artykuł,ksiazke gdzie wyraznie pisze o diecie dziecka..
        Ja miałam podobny problem z alergia u małej,która mimo tego ze usunęlismy
        alergeny z diety,ta dalej miała objawy uczulenia,czerwone mocno policzki..Potem
        okazało sie ze babcia pasła ja czekoladą i miodem ;///
    • czar_bajry Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:25
      Niestety starsze pokolenie czasami miewa dzikie pomysły, najlepiej postaraj się
      wytłumaczyć mamie żeby przestrzegała tego jak TY wychowujesz własne dziecko i
      dostosowała się do tego, ale zrób to jak będziecie samesmile.
      U mnie moja mama na szczęście nie miewa takich pomysłów i nie robi niczego
      jeżeli powiem że tego dziecku nie daję lub na to nie pozwalam, niestety z
      teściową bywa różniesmile ale zawsze się pocieszam że skoro mój mąż przeżył w
      dobrym zdrowiu to i dziecku za bardzo nie zaszkodzismile
      • insomnia0 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:32
        pogadam z mamą..ale wiecie ona uwaza ze ja jestem nadopiekuncza.Moja mama wogole
        mnie nie karmiła piersią...jk sie dowiedzieli ze ja małego karmie..gadali mi ze
        dziecko nie dojada.abym dała mu butle..ale ja powiedziałam NIE. Tak wiec kiedy
        do mnie przyjeżdzali..zawsze pytali karmisz tylko piersią cały czas... ja
        karmiłam do 5 mies tylko naturalnie.. pozniej rozszerzałam diete..ale nadal mały
        pije moje mleko... moja mama ma mieszane uczuia.. i chyba dlatego stwierdza ze
        dziecku mozna dac wiecej roznego jedznia..a ja go hyba głodze.. bo tylko kaszka
        dla jego wieku..i obiadki słoiczkowe lub zupy gotowane ale nie takie jak dla
        całej rodziny tylko "wymyslam" i gotuje inne bez przypraw..
        ehh macie racje poprzednie pokolenia maj auzpełnie inne podejscie.. moja mama
        zawsze opowiada jak to moj brat w 8 mies jadł bigos i ni mu nie było.
        • kra123snal Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 12:28
          A mama bratem się zajmowała, czy też z doskoku? Przypomnij jej, że
          ma blade pojęcie o wychowywaniu a poza tym zasugeruj dokształcanie.
          Wtedy w sklepach nic nie było a teraz nie dość, ze jest wszystko, to
          i wiedza pozwala z tego wszystkiego nie korzystać.
          Ja jestem bezpośrednia - nawrzeszczałabym. Przecież mógł się udusić!
    • jowita771 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:26
      Ja bym się zastanowiła dwa razy na Twoim miejscu, zanim zostawiłabym dziecko z
      mamą. I upewniłabym się, że będzie postępować zgodnie z Twoimi zaleceniami.
      Najbardziej wkurzyłoby mnie to, że dała tego faworka mimo, że wcześniej
      powiedziałaś, że nie wolno.
      Mój teść robił podobnie. Powiedziałam mu, że cytrusów córka jeść nie może, bo ma
      uczulenie. Niby się ze mną zgodził, ale za parę minut weszłam do kuchni, a on
      tam dziecku pomarańcze daje. Teraz mam na niego oko. Ostatnio chciał dać jej
      serek przeterminowany. Gdy powiedziałam, żeby nie dawał tego dziecku, to
      zapytał, czy bardzo przeterminowany ten serek. Czternaście dni. Stwierdził, że
      tyle przeterminowany, to się nadaje. Nie dyskutowałam z nim więcej, tylko
      zabrałam serek dziecku. Jak się nadaje, to niech sam zje.
      • edunia73 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:30
        Piszesz ,ze nie chciałas przy męzu mówic ,bo potem byłby przeciwny
        zostawianiu z nia dziecka.I ja mu sie wcale nie
        dziwie .Mama ,mama ,mozemy je kochać i niech tak zostanie,ale
        niestety nie jest odpowiadzialna i nie zostawiłabym z nia dziecka.Ja
        wiem jaka jest moja i nie zostawie z nią moich dzieci.Nierozumie
        twojego toku rozumowania.....
        • insomnia0 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:36
          ja pewnie tez nie zostawie..ale nie chce aby mąż sie uprzedził.. czego tu nie
          rozumiesz? Po prostu musze tak jak piszą inne forumki obserwowac mamę.. przeciez
          nie ogranicze jej spotkan z wnuczkiem.
    • kotbehemot6 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:41
      dałabym kawałek faowrka-nie wydaje mi sie zeby był bardziej szkodliwy niz
      jakiekolwiek inne kuopne ciasteczka,a uniknęłabym podawania vichazem i w/w
      sytaucji. Wszyscy byliby zadowoleni-babcia bo wnucze spróbowao, dziecko bo
      liznęło czegos innego a ty miałabys maluicha pod kontrola. Sorty ale jeden
      faworek u 8 iesiecznego malucha to az taka zbrodnia. Domowy faworek?????
      • mamaemmy Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 10:45
        wiesz,jak widac dziecko bolał brzuszek wiec to nie było najlepsze.
        Po drugie mama dziecka mówiła nie dawaj-a babcia oczywiscie -pewnie w dobrej
        wierze-poczestowała wnuczka zabronionym łakociem smile
      • insomnia0 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 11:11
        niestety kupionky..smazony w niewiamomo-jakim tłuszczu..
        No wiesz chciał nie chciał malego bolał brzuch...
        • kotbehemot6 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 11:16
          a jak kupiony to inna bajka -fakt nie wiadomo w jakim tłuszczu. Myślałam,ze
          domowy wypieszczony własnymi rękami przez babunie.
          • atra1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 12:17
            tylko to nie o to chodzi jaki faworeksmile Tylko o to, że babcia wie lepiej i nie słucha próśb matki dziecka.

            Fajnie, dziecko zje choćby i domowego faworka - ale potem wzdęte, niespokojne dziecko (w skrajnym przypadku ze sraczką w szpitalu, jesli faworek był np. wątpliwej świeżości) uspokajać będzie mama, a nie babcia.

            Jako matka wymagam, żeby liczono się z moim zdaniem, także z typowo wygodnickiego powodu, że z ewentualnymi konsekwencjami boryka sie moje dziecko i JA.
      • asia_i_p Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 13:11
        Zbrodnia nie, ale faworek się kruszy bardzo łatwo na dość duże
        kawałki, więc dziecko może się zakrztusić. Co do kupnych ciasteczek,
        to w wieku 8 miesięcy chyba debiutowaliśmy z chrupkami
        kukurydzianymi, nawet nie z biszkoptami jeszcze, o ciastkach
        smażonych na tłuszczu nie wspominając.
    • azile.oli Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 11:06
      Moja matka na ogół słuchała moich zaleceń żywieniowych.Za to
      teściowa - nigdy, dlatego też dzieci z nią nie zostawiałam. Ale raz
      zdarzyła się sytuacja, że musieliśmy załatwić z mężem ważną sprawę,
      również dla teściowej , a dzieci miały grypę żołądkową i nie
      mogliśmy ich zabrać. Zostały więc u babci i bardzo z mężem
      prosiliśmy, aby nie dawała im do jedzenia nic, prócz tego, co
      zostawiliśmy dla nich. Wracamy, a tu teściowa oznajmia nam z radosną
      miną, że syn wyzdrowiał, bo zjadł kluski z sosem i ciasto z kremem.
      Córka nie tknęła. Ja wiedziałam, dlaczego mały to zjadł. Otóż moja
      teściowa ma obsesję na p[unkcie zmuszania do jedzenia i tak mu
      nadawała, że wpędziła dziecko w poczucie winy, że będzie jej
      przykro. Córka z tych, co ma w nosie babcine podchody. Rezultat był
      taki, że całą noc biegałam z miską i zmieniałam pościel. Ale ta
      kobieta tak potrafi manipulować ludźmi, że nawet ja się kiedyś
      poddałam i będąc w ciąży zjadłam smażoną przez nią rybę, która mi
      śmierdzi, nawet jak w ciąży nie jestem. Ale tyle gadała o fochach...
      Myślałam , że jakoś przeżyję, ale niestety, w połowie posiłku
      popędziłam do łazienki. Nie obyło się bez komentarzy, że ona to w
      ciąży wszystko jadła. Więc są ludzie, którzy uważają, że inni mają
      fanaberie i nikomu nic nie zaszkodzi. Szkoda, że sama zapomniała,
      jak opowiadała o pobycie mojego męża w szpitalu, po nakarmieniu go w
      wieku 6 miesięcy kotletami mielonymi. Na głupotę męża wyzywała, a
      sama karmiła moją 3- miesięcznśą córkę malinkami prosto z krzaczka,
      zanim to wykryłam, przez trzy dni zastanawiałam się, po czym mała ma
      biegunkę.
      • kiraout Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 11:30
        Ja kiedyś powiedziałam, że nie będę zostawiać małej nawet na 5 minut, ba, nawet
        na minutę samej u babci po podobnej akcji i słowa dotrzymywałam. Jak brała na
        ręcę to siedziałam cały czas, jak musiałam odejść choć na chwilę - zabierałam
        małą i szłam z nią. Jakiś czas takiej (za przeproszeniem) tresury smile i
        postawiłam na swoim. Była ważna sprawa, bo u małej podejrzewano alergię i
        konieczne było karmienie tylko określonym jedzeniem.

        Teściową zaś ubiegłam (wiedziałam, ze może wywinąć podobny numer, tylko jeszcze
        lepszy) i jadąc do niej na pierwsze odwiedziny przyszykowałam kilka zdjęć dość
        obsypanych dzieci w kilku wariantach i powiedziałam, że mała może tak wyglądać
        jak poda jej coś spoza listy. Podziałało bez najmniejszego problemu.

        Oczywiście może to trochę drastyczne, ale tu moim zdaniem cel uświęca środki.
        Pozdrawiam smile

        • tabakierka2 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 12:21
          eh, moja mama i babcia nawet we mnie wmuszają jedzenie, więc wcale
          bym się nie zdziwiła, gdyby w przyszłości "opychała" moje
          potencjalne dzieci.
          Kiedyś, kiedy jeszcze byłam mała pojechałam z kuzynem na ferie do
          babci ( mieliśmy około 7lat). Ja zawsze była bardzo asertywna i jak
          mówiłam, że jeść nie będę - nie jadłam, ale kuzyn, bidulek nie umiał
          powiedzieć, że jeść nie chce. Został kiedyś z dziadkiem sam, ten
          zrobił mu na kolację 2 bułki (!). Kuzyn zjadł połówkę, później
          drugą, przy trzeciej zaczał płakac...ale nie powiedział dziadkowi,
          że już nie może...zjadł 2 bułki po czym dostał wysokiej temperatury,
          w nocy wymioty i biegunka... Nikt nie wiedział skąd. Kuzyn później
          się przyznał, że mu dziadek zrobił kolację <!>. Konkluzja : uczmy
          dzieci asertywnościbig_grin
    • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 15:49
      Wiecie co dziewczyny, czasem jak czytam posty to zastanawiam się,
      czy nam nie odbija trochę na punkcie naszych dzieci, zwłaszcza tych
      pierworodnych. Stajemy się wszechwiedzące a przy tym okrutnie
      przemadrzałe i despotyczne, a jesli nasze mamy (a już szczególnie
      teściowe) zrobią coś nie po naszej myśli, to od razu siwy dym. A ile
      razy same w tej naszej macierzyńskiej "doskonałości" robimy dziwne
      rzeczy, które często szkodzą naszym dzieciom. Marudzimy że dziecko
      alergik, ma skazę białkową, ale pasiemy je sztucznym mlekiem i
      serkami (oczywiście nie mówię tu o uzasadnionych sytuacjach, kiedy
      mama naprawdę nie ma pokarmu). Wściekamy się na mamy, że dają
      dzieciom czekoladę, skórkę chleba (bo gluten, kakao i tłuszcze), a
      same pchamy w dzieci biszkopty i to bynajmniej nie własnej roboty.
      Jeśli babcia da dziecku owoce "prosto z krzaczka" też rozpacz, za to
      my damy kaszkę o smaku owocowym, gdzie ten kaszkowy "owoc" to po
      prostu chemia.
      Oczywiście sama zjeżyłabym się na sytuację, kiedy mama dałaby mojemu
      niemowlakowi chrusta smażonego na niekoniecznie świeżym tłuszczu,
      jak to miało miejsce u insomni ale takie sytuacje należą raczej do
      ekstremalnych. No i na pewno nie jest to zła wola babć, że chcą dać
      dzieciom spróbować wszystkiego. Na ogół dzięki swojemu doświadczeniu
      babcie są o wiele rozsądniejszymi opiekunkami maluchów niż my same.
      Szkoda, że my fachowość babć widzimy bardzo często dopiero wtedy
      kiedy zatrudniamy je na etacie darmowych opiekunek.
      Ja Bogu dziękuję za cudowną babcię w postaci mojej mamy (niestety
      nie mamy już jej sad Być może zdaniem niektórych osób tez zachowywała
      się nierozsądnie, bo dała mojej córci spróbować kapuśniaku, kiedy
      młoda miała 5 msc. Ale spróbować to coś innego niż napakować
      dzieciaka michą zupy. Dała jej na łyżeczce posmakować i do wieczora
      przyglądałyśmy się reakcji młodej. Ale dzięki takim eksperymentom
      dziecko oprócz tego że jest prawidłowo żywione, uczy się także być
      smakoszem.
      • insomnia0 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 17:11
        w jakims sensie zgadzam się z Tobą..lecz nie kumam takich sytuacji..jesli mowie
        ze tego nie to NIE! w koncu to moje dziecku i jesli go nie krzywdze..to inni
        powinni respektowac to co mowie..

        Byłam u tesciowej- jakiś czas temu. Wyszliśmy z mezem do sklepu . Tesciowa
        miała pokazane co ma dac dziecku do jedenia i ile.
        Miał byc to obiadek słoiczkowy a pozniej za 3 godz owocki ze słoiczka.

        Przychodze i co mi mowi tezsciowa.. Ze zadecydowała najpierw dac owocki.. a
        obiadek pozniej.. Reultat był taki ze mały ni chciał pozniej tego obiadku i
        zjadł same owocki.
        Niby nic..
        ale czemu ona "uznała ze tak zrobi"? Mamy tak ma e pierwsy słoiczek zjadał z
        penwoscią natomiast drugi nie zawsze, wiec wolałam aby zjadł na 100% cos
        tresciwszego..a owocki najwyej tylko liznie..
        Że juz nie wspomne ze po otwarciu słoiczek musi byc w lodowce a nie jak to
        robila tesciowa wkladała do szafki.. takze nie wyciagała jedzenia na miseczke
        tylko karmiła ze słoiczka to co zostało miało byc na "jutro". Przeciez na
        słoiczkach było napisane ze nie powinno sie tak robić.. Mowiłam ..ale co tam..
        jednym uchem wpadło -drugim wypadło..

        Ja jak mi ktos powierza swoje diecko i mowi co i jak - to sie tego trzymam..a
        nie kombinuje.

        Wiem jestem czepliwa!
        wink
        • ibulka Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 17:46
          insomnia0 napisała:

          > Wiem jestem czepliwa!
          > wink


          nie jesteś smile
        • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 18:59
          Myślę sobie, że w zasadniczych sprawach rzeczywiście matka musi
          postawić na swoim, a babcia powinna to uszanować - czyli tak jak w
          przypadku zakazu faworków. Ale co do kolejności jedzenia obiadku i
          owoców... oczywiście masz rację, ale czy o taki jednorazowy występ
          warto się złościć? Szkoda Twoich nerwów smile Maluch nie zjadł obiadku?
          To "wciągnie" go później, a jeśli nawet nie, to jeden raz z głodu
          nie umrze. Pozostały obiadek nie popsuje się w ciągu 2-3 godzin
          nawet jeśli babcia karmiła dziecko "ze słoiczka". A jeśli nie masz
          zaufania do źle przechowanego jedzonka, po prostu wyrzuć. Nie
          popieram marnotrawstwa, ale jeśli to ma byc cena za dobrą relację
          babci z Tobą i maluszkiem, to warto sobie odpuścić. Wiesz co smile przy
          małym dziecku, zwłaszcza pierwszym ma się lekkiego świra i chce się
          by opieka nad nim była idealna. Poglądy trochę sie weryfikują z
          czasem, zwłaszcza jak przyjdzie moment że będziesz nieludzko
          zmęczona, albo chora smile wierz mi, że wtedy będziesz najszczęśliwsza
          na świecie, jak ktoś zabierze Ci chociaż na trochę dziecko. Nawet Ci
          do głowy nie przyjdzie, żeby robić problem z takich rzeczy jak
          karmienie w złej kolejności. Ale myślę, że każda z nas przez to
          przechodziła, więc absolutnie Cię nie krytykuję, tylko proponuję
          trochę wyluzować. Pozdrawiam ciepło
          • haganna Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 19:56
            Zgodzę się z Toba tylko w jednej kwestii, a mianowicie, że nie warto
            się złościc o taki jednorazowy występ. Bo on wówczas rzeczywiście
            stałby się JEDNORAZOWY, tzn. więcej bym dziecka z babcią samego nie
            zostawiła.
            Kiedy jestem nieludzko zmęczona, lub chora, to wizja zostawienia
            dzieci z babcią sprawia, że umieram z niepokoju co tym razem może
            jej strzelić do łba, a nie - że jestem "najszczęśliwsza na świecie"
            (przesadzasz, nie sądzisz?).
            Mam dwójkę dzieci i jakoś mi nie przeszło to, co nazywasz "lekkim
            świrem". Albo dbasz o dzieci i stosujesz się do zaleceń
            dietetycznych, albo masz je w głębokim poważaniu i ryzykujesz
            zarzut, że zaniedbujesz dziecko, kiedy ono ląduje na ostrym dyżurze
            w szpitalu (nie wspominając o tym, że przez czyjąś głupotę, albo
            próbę postawienia na swoim cierpi dziecko).
            Obiadek w ciągu 2-3 godzin może się popsuć. Mój mąż na wikcie swojej
            mamusi miał bez przerwy problemy z jelitami, po ślubie mu
            przeszło wink.
            • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 20:24
              Przerażasz mnie. Albo babcie Twoich dzieci są patologicznie
              nieodpowiedzialne, albo to Ty zdrowo przesadzasz. Obyś nie
              doprowadziła swoją postawą do sytuacji, kiedy nikt za żadne
              pieniądze nie będzie chciał zaopiekować się Twoimi dziećmi i
              będziesz zdana sama na siebie nawet jeśli Twój mąż gdzieś wyjedzie,
              a Ciebie rozłoży 40 stopniowa gorączka.
              Wiesz co, ja o swoją córę dbałam i dbam, a mimo wszystko przymykałam
              czasem oczy na to, że mój tata czasem nakarmił ją owocami, czy
              ciastkiem przed obiadem. Świat się z tego powodu nie zawalił, a dla
              mnie równie ważne jak odżywianie córki jest to, że przebywa z
              kochającymi ją ludźmi. A co do zaleceń dietetycznych smile one
              zmieniają się co jakiś czas. Jeszecze kilka lat temu podanie dziecku
              chleba przed ukończeniem roku było niemal przestępstwem, bo gluten,
              a aktualnie teoria o szkodliwości glutenu (poza wyjątkami kiedy
              dziecko naprawdę go nie toleruje) jest obalana.
              Myślę sobie, że jak w każdej dziedzinie, także w opiece nad
              dzieckiem wskazany jest przede wszystkim zdrowy rozsądek. A tak przy
              okazji, moja córka nigdy nie miała najmniejszych problemów typu
              wymioty i biegunki, no może poza chorobą lokomocyjną.
              • haganna Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 22:45
                A tak przy
                > okazji, moja córka nigdy nie miała najmniejszych problemów typu
                > wymioty i biegunki, no może poza chorobą lokomocyjną.

                Więc piszesz o sytuacji, która jest dla ciebie czystą abstrakcją.
                Nie wiesz co to jest alergia pokarmowa i jak potrafi cierpieć małe
                dziecko po zjedzeniu zakazanego produktu. Gdybyś wiedziała,
                prawdopodobnie nie byłabyś taka "przerażona".
                A babcia rzeczywiście jest baaardzo nieodpowiedzialna.
                • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 23:23
                  kochana, ja aż za dobrze wiem, co to alergia pokarmowa, bo sama się
                  z nią borykam od urodzenia. Niewiele jest rzeczy, które mogę jeść i
                  pić bezkarnie, niestety sad Nie zmienia to jednak mojego podejścia
                  do sprawy żywienia dzieci. Tam gdzie dziecko nie jest uczulone, nie
                  ma co przesadzać. Ostrożność tak, ale nie obsesja. Mojej córce
                  stosunkowo szybko wprowadzałam - a właściwie na polecenie lekarza
                  musiałam wprowadzać inne pokarmy niż mleko z piersi (od 4 msc) bo
                  rzekomo za mało przybierała na wadze. Wprowadzałam jednak po 1 nowym
                  produkcie co kilka dni, żeby w razie czego wyłapać jakieś problemy.
                  Mleko krowie (choć modyfikowane) wprowadziłam dopiero w 11 msc, ale
                  że w tym czasie pojawiły się u niej zmiany na policzkach, odstawiłam
                  je na jakieś 3 msc. Z racji tego, że jestem alergikiem, karmiłam
                  młodą do 18 msc piersią, żeby złapała jak najwięcej przeciwciał. I
                  chyba się udało, bo poza tym jednym epizodem żadne uczulenia jej się
                  nie imają. Jako roczne dziecko jadła praktycznie wszystko, tyle że
                  mleko wprowadziłam nieco później, ale wtedy już bez sensacji. Może
                  pochłonąć dowolne ilości czekolady, mleka, truskawek, cytrusów i nic
                  się nie dzieje. A że dziadkom (a zwłaszcza mojemu tacie) zdarzały i
                  zdarzają sie grzeszki w postaci nakarmienia córki słodyczami, czy
                  owocami przed obiadem, którego potem nie chce jeść, czy jakimiś
                  żelkami - których jedzenia w ogóle nie pochwalam ... no cóż, nie
                  dzieje się to na codzień a skoro nie powoduje jakiś problemów
                  zdrowotnych, to nie będę się pieklić. Jak pisałam wcześniej, dla
                  mnie tak samo ważna jest miłość i przywiązanie, jak i prawidłowe
                  żywienie dziecka. A że czasem trzeba ustąpić dziadkom... Trudno.
                  • insomnia0 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 09:04
                    Cytat
                    A że czasem trzeba ustąpić dziadkom... Trudno.


                    i niech dzecko boli brzuszek..niech dostanie biegunki.. niech zwymiotuje..niech
                    dostanie wysypki... niech go ta wysypka..swedzi..niech całą noc nie moze w
                    wiazku z tym spac..
                    ale dziadki sa szczesliwi..???

                    No wybacz.. oczywiscie kiedy tesciowa zmieniła kolejnosc jedzonka z obiadku na
                    owocki.. to nic sie nie stało..ale jak moja mama dała faworka i bolało.. to
                    jednak konsekwencje tego zachowania "na swoja rekę" były.
                    Nie mam zamiaru milczec.. tylko dlatego aby babcie czy dziadek poczuli się
                    lepiej.. a dziecko cierpiało..
                    Skoro mowie ze czegos nie wolno - to nie mowie bo mam kaprys ..i chce
                    pokazać kto tu rządzi.. tylko mowie bo chce uchronic dziecko przez niepotrzebnym
                    cierpieniem.
                    Nie rozumiem Cię.
                    • haganna Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 11:15
                      insomnia już odpowiedziała...
                      W dalszym ciągu twierdzę, że masz nikłe pojęcie o alergii. Sama ją
                      masz? A trafiłaś kiedyś na ostry dyżur po zjedzeniu czegoś czego nie
                      powinnaś? Nie? No to nie życzę!
                      • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 14:30
                        Widzę że Ty natomiast wiesz wszystko o alergii i to zwłaszcza mojej.
                        Kobieto wiem, co znaczy zjeść coś, czego nie powinnam i wiem, jakie
                        mogą być konsekwencje. Ale czytaj ze zrozumieniem bardzo proszę; ja
                        piszę o zdrowych dzieciach.
                    • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 14:26
                      Czytaj ze zrozumieniem, bardzo proszę i odnieś się do poprzednich
                      wątków jeśli nie załapałaś jakiejś myśli. Nie kwestionuję tego, że
                      miałaś jakieś "ale" wobec faworków, bo nie wiedziałaś skąd pochodzą
                      i jak były smażone. Nie kwestionuję również że jeśli dziecku nie
                      wolno z powodów zdrowotnych czegoś jeść to nikomu nie wolno karmić
                      TYM dziecka. Ale popadać w konflikty z rodzicami (dziadkami) z
                      powodu pierdoł typu jednorazowa zmiana kolejności posiłków??? Ja
                      właśnie tego nie rozumiem.
                      • haganna Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 15:56
                        Otóż zazwyczaj zmiany nie są jednorazowe. Zrobi raz po swojemu,
                        zrobi i następny. I ma w głębokim poważaniu dobro dziecka.
                        To "popadanie w konflikty" dotyczy uświadomienia dziadkom, że to
                        rodzice odpowiadają za dziecko i decydują jak będzie ono karmione.
                        Jeśli dziadkowie tego nie rozumieją, to mają poważny problem. Ze
                        sobą.
                        Osobiście byłam świadkiem, jak jakaś troskliwa babcia poiła
                        roczniaka winem, "bo to takie dobre, słodkie". Dla Ciebie to
                        drobnostka? Jednorazowy epizod?
                        • estelka1 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 18:51
                          Bardzo upraszczasz... powtórzę zatem jeszcze raz "ostrożność, a nie
                          obsesja" smile Ja naprawdę rozróżniam pierdoły od zasadniczych spraw.
                          • ibulka Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 21.01.09, 01:04
                            estelko, nie tłumacz się!
                            im bardziej się tłumaczysz, tym bardziej zaplątujesz, i tym bardziej za słówka
                            łapią cię inne ematki smile
                  • jowita771 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 15:20
                    > A że czasem trzeba ustąpić dziadkom... Trudno.

                    Nie do końca się zgodzę. Niektórym jak ustąpisz raz, to potem Ci na głowę wejdą.
                    Mój teść dał mojej córce spróbować leczo jak miała cztery miesiące. Nic nie
                    powiedziałam, bo dał odrobinę, żadnych sensacji żołądkowych nie miała, teść nie
                    opiekuje się nią, więc pomyślałam, że nie będę nic mówić. Potem próbował
                    wprowadzać nowe pokarmy po swojemu, kilka nowych owoców jednego dnia. Kiedy
                    poprosiłam, żeby tego nie robił, wytłumaczyłam, dlaczego, to przytaknął, a po
                    kryjomu dalej swoje.
                    Nawet próbował przeforsować wożenie dziecka bez fotelika albo chociaż bez
                    zapinania pasów w foteliku, ale teściową uczuliłam i wiem, że ona tego
                    dopilnuje. Samego teścia nie puściłabym z dzieckiem na przejażdżkę, bo wiem, że
                    by nie zapiął. Uważa to za fanaberię, skrytykował, że męczyliśmy dziecko w
                    foteliku w drodze na wczasy zamiast położyć wygodnie na tylnym siedzeniu. I
                    zawsze, jak ustąpię przy jakiejś pierdółce, to facet chce decydować o innych
                    sprawach.
      • azile.oli Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 20.01.09, 08:31
        Wszystko pięknie, ładnie, ale ja np nie zatrudniałam mamy ani
        teściowej w roli opiekunki dzieci i chyba jeśli jako matka dziecka
        proszę, aby teściowa nie dawała dzieciom nic innego , prócz posiłku
        pozostawionego przeze mnie, to chyba wypadałoby się zastosować.
        Zwłaszcza, że dzieci były chore. to ja pisałam o malinkach prosto z
        krzaczka. Mieszkaliśmy z teściową. Byłam wtedy w domu. Gotowałam
        obiad. Sama wzięła małą na podwórko, nakarmiła malinami z krzaka,
        dodam, że mieszkamy na śląsku, wypadałoby umyć wcześniej te owoce.
        Poza tym, zanim je podała mogła mnie zapytać, widziała, że martwię
        się biegunką, nie przyznała się, co podała, mało tego, wmuszała to
        dziecku dalej. Najlepszy lekarz nie postawiłby diagnozy, bo
        upierałam się, że nic takiego szczególnego dziecko nie jadło.
        Podpatrzył to mąż i zrobił matce awanturę. Po prostu dobrze by było,
        aby babcie przestały uszczęśliwiać rodziców i dzieci na siłę, niech
        to matka, a nie babcia zadecyduje, jaką potrawę dziecku poda,
        zwłaszcza, jeśli ta matka jest w domu, a babcia jest z wizytą, czy
        po prostu bawi się z dzieckiem , a przy okazji je dokarmia.
        Żadna rozsądna matka nie będzie pasła dziecka mlekiem i serkami,
        jeśli dziecko ma skazę białkową. Są specjalne rodzaje preparatów
        mlekozastępczych. I uwierz mi, wcale nie tak rzadko zdarzają się
        sytuacje, że matka nie może karmić, pod mur jej nie postawimy. I ma
        prawo decydować , co podaje swojemu dziecku do jedzenia. Babcia,
        nawet opiekująca się stale dzieckiem powinna się zastosować do jej
        próśb, a jeśli nie jest w stanie, odmówić opieki nad dzieckiem.
        Najgorsze jest przytakiwanie, robienie po swojemu, a jak dziecku
        zaszkodzi, to babcia się nie przyznaje, bo na pewno nie ten faworek
        zaszkodził.
    • mamongabrysi Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 20:41
      faworek kupny dla osmiomiesieczniaka? Po pierwsze mąka, po drugie jajo, po
      trzecie smazony w niewiadomo czym. chyba że dzieciak bez cienia alergii, ale i
      tak to smażenie na nic . i dzieciaka bolał brzuszek. no i jeszcze prosiłaś mamę
      a mama swoje.
      ja prosiłam moją żeby nie wpychała w dzieci jedzenia na siłę i wpychała, skutki
      czasami były opłakane przez wszystkich.
      takie te nasze mamy są
    • agusiam1979 Re: wkurzyłam się na własną matkę.. 19.01.09, 21:19
      Nie chcę oceniać Twojej matki, ale wydaje mi się ze jest osobą której brakuje
      podstawowej wyobraźni która jest potrzebna, aby dziecku krzywda się nie stała. I
      bynajmniej nie chodzi tu o tego faworka, ale o jej podejście do całej sytuacji i
      do Ciebie jako matki dziecka. Mam do czynienia z taką osobą w rodzinie, która
      kocha swoje wnuki (moje dzieci). Zostawiałam jej dzieci pod opieką ale z
      mieszanymi uczuciami (moja wina!) Lekceważyłam jej zbyt luzackie podejście do
      spraw związanych z opieką i rozumieniem małych dzieci. Aż w końcu stała się
      tragedia, która nauczyła tą osobę rozumu tylko za późno... Ja to nazywam takim
      podstawowym brakiem wyobraźni. Nadmienię tylko, że jest naprawdę kochającą
      babcią i chce dla wnuków całym sercem dobrze, ale ich nie rozumie i nie wie jak
      z nimi postępować.
      Dlatego jak tylko czujesz, że dziecko nie powinno być pod jej opieką, nie rób
      tego, bo możesz dużo stracić - zdrowie albo nawet życie malucha. Piszę to tylko
      ku przestrodze- zaufaj intuicji.
      pozdrawiam, Aga
      przepraszam za nadmierny pesymizm, ale mam ku temu powody
Pełna wersja