"Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...?

25.01.09, 11:30
Być może wsadzę kij w mrowisko.

Zaispirował mnie inny wątek, w którym zostałam opluta - po czym plwająca
prędko poleciała po ściereczkę, kiedy dowiedziała się, iż mam zaburzone
dziecko z zespołem Aspergera.

I tak mnie zastanawia - czy inaczej traktujecie matki, które mają chore dzieci?
Chodzi mi o jedną kwestię - jeszcze raz nawiążę do tamtego wątku. Kiedy
napisałam, że uważam macierzyństwo za trudne zadanie, usłyszałam, że - za
przeproszeniem - chrzanię jak potłuczona, użalam się nad sobą i (sic!)
narzekam. I że po co mi dzieci, skoro dla mnie to za trudne.
Kiedy natomiast wspomniałam, iż dziecko mam chore, zostało mi cudownie
przyznane prawo do zmęczenia, narzekania i użalania się nad sobą.

No więc jak to jest?
Dlaczego ktoś czuje się uprawniony do decydowania o tym, które macierzyństwo
jest trudne, a które nie?

Dlaczego jako matce "zwykłego" dziecka można mi zrobić kupę na głowę i
objechać, a jako matka chorego dziecka jestem nagle cudownie chroniona?

Przecież - to moja opinia i można się z nią nie zgadzać - macierzyństwo
ogólnie jest trudne, samo w sobie jest trudne. Nie czuję się uprawniona do
umniejszania tej trudności, bo ja mam chore dziecko, a ty, lala, masz zdrowe,
więc nie jęcz. Uważam, że ta lala ze zdrowym dzieckiem tak samo może uważać
macierzyństwo za trudne wyzwanie, bo to obiektywnie JEST trudne.

Jak uważacie?
    • mruwa9 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 11:47
      hm... mnie samej, choc stoje po tej samej stronie barykady, co Ty
      (jedno dziecko z ADHD, jedno z autyzmem, niskofunkcjonujacym i
      jedno pelnosprawne, choc male) czasem trudno zrozumiec narzekania, z
      jakimi sie spotykam...mamy znajomych, ktorzy maja jedno dziecko ,
      zdrowe, od urodzenia niesprawiajace klopotow, samo zasypialo w
      lozeczku, teraz w wieku wczesnoszkolnym - samo sprzata, schludne,
      swiadectwa- cud miod, zero problemow szkolnych, zdolne, balety,
      narty, pianino, sport, babcie i dziadkowie obu stron na kazde
      zawolanie, no, krotko mowiac- model dziecka , jakiego nigdy mi nie
      bylo (dotychczas) zasmakowac na wlasnym przykladzie. I rodzice owego
      dziecka nie tak rzadko narzekaja, ze dziecko bywa uparte i wcale tak
      latwo nie jest... no to ja juz nie wiem, co by powiedzieli, gdyby
      byli na naszym miejscu...no to ide, bo mi sie wlasnie dzieci
      morduja..
      • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 11:55
        Ale ja właśnie nie jestem po żadnej stronie barykady, Mruweczko.

        Nie mówię tu o jękwach, co to im bez przerwy źle, bo takich osób po prostu unikam.

        I - wiem, że to może dziwne - nie zastanawiam się, co by zrobiła dana osoba, jakby miała chore dziecko. Bo nie ma. Ma zdrowe. Zapewne jakby miała chore, to by sobie radziła, bo nie ma innego wyjścia, nie?

        Po prostu nie uważam, abym była bardziej uprzywilejowana w stosunku do matek mających zdrowe dzieci. Owszem, muszę włożyć więcej pracy w wychowanie dziecka - ale to, że ja mam więcej pracy, nie znaczy, że one tej pracy wkładać muszą MAŁO.
        Bo KAŻDA matka jest zmuszona włożyć w wychowanie DUŻO pracy. Tyle, że jedna więcej, a druga mniej - ale paradoksalnie to "mniej" to nadal mieści się w kategorii "dużo".
        • przeciwcialo Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:18
          Efekt wychowania nie zawsze jest taki sam.
          łatwiej mi zrozumieć "złe" zachowanie dziecka z adhd które nie
          zawsze ma wpływ na swoje zachowanie niz takie samo zachowanie u
          rozpuszczonego dzieciaka bezstresowo hodowanego przez mamusie.
          Niech tym "złym" zachowaniem bedzie np. burzenie babek w piaskownicy.
          • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:28
            Przeciwciało, mi nie o to chodzi.
            Napisałam w jednym wątku, że wychowanie dziecka zdolnego jest trudniejsze niż wychowanie dziecka nieuzdolnionego, argumentując to odpowiednio. I że trzeba w nie włożyć więcej pracy, niż w wychowanie dziecka nieuzdolnionego.

            Zostałam przez jedną panią zjechana z góry na dół, że cytuję - użalam się nad sobą, narzekam, marudzę i że trzeba było sobie dzieci nie robić.

            Po czym, gdy pani dowiedziała się, że mam dziecko chore, to stwierdziła, że moje "narzekanie" jest usprawiedliwione (abstrahując od tego, że ja nie narzekałam, tylko stwierdzałam fakt).

            Czyli co - jak masz zdrowe dziecko, to można ci nasr... na głowę i nie masz prawa uważać, że wychowanie dziecka jest trudne, a jak masz chore, to masz prawo tak uważać?

            To jest dla mnie niepojęte.
            • przeciwcialo Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:32
              Gdy trafia sie "problem" to całą frustracje mozna na niego zrzucic-
              zmęczona bo ma chore dziecko, nieprzyjemna dla innych- ma chore
              dziecko itp, itd.
              Jak kobieta miła i serdeczna choc ma chore dziecko- to oplotkuja że
              cieszy sie jakby miała z czego a przeciez ma chore dziecko ( znam
              taki przypadek).
              Kotula- ludziom nie dogodzisz choćbyś na głowie stanęła, ale pewnie
              wiesz o tym.
        • madameblanka Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:32


          Wcale nie mam zamiaru sie licytować z innymi matkami zdrowych dzieci bo wiem że
          wkładam dużo więcej wysiłku niż one. Ale nigdy nie bedę tego argumentu używała
          przeciwko nim. niczego im nie ujmuję i nie czuję się uprzywilejowana.

          Szacun dla kobiet które muszą co dzień jeździć po lekarzach, rehabilitacjach,
          widzieć to że ich dziecko nigdy nie wstanie z wózka, nigdy nie zatańczy i żadna
          dziewczyna się nim nie umówi. I zapewne nigdy nie założy rodziny. Widzi jak za
          perę lat będzie cierpieć jej dziecko widząc odsuniecie przez otoczenie.
          To jest dopiero praca, praca nad sobą, praca nad tym żeby być silnym i podołać
          nieszczęściu. I nie ma porównania do pracy włożonej w wychowanie zdrowego dziecka.
        • ma_dre Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 18:17
          uprzywilejowana? o jakim przywileju ty mowisz, bo nie lapie...
          • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 19:24
            ma_dre napisała:

            > uprzywilejowana? o jakim przywileju ty mowisz, bo nie lapie...

            O takim, że mam przywilej nienasrania mi na głowę, kiedy ośmielę się stwierdzić
            fakt, że bycie matką jest trudne. Matce zdrowego dziecka nasr... w takim
            przypadku można bezkarnie.
            • ma_dre Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 26.01.09, 13:55
              e tam, opowiadasz, mnie tam sporadycznie kiscie kwiatow rzucaja za trud
              wychowywania takiego elementa jak moj, czesciej jednak spotykam sie z
              niezrozumieniem... no bo to przeciez moja wina ze moje dziecko jest jakie jest,
              wychowac go nie umiem. Jak ostatnio nadzarlo paniusi bukiet w parku to ona byla
              bardzo zla... nie wiem czy dla rodzica zdrowego dziecka bylaby gorsza.
    • bomba001 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 11:53
      macierzynstwo JEST trudne, ktokolwiek mowi inaczej, to albo nie traktuje swojej
      roli powaznie, albo jest po prostu niedojrzaly.
      rola matki sprawila, ze stalam sie inna osoba, musialam przewartoscowac swoje
      zycie, musialam znalezc nowe priorytety. w momencie, kiedy uznalam, ze jest to
      moje glowna rola w zyciu, przewartosiowalam swoj zwiazek, 180 st zmienilam
      swoje zycie zawodowe (nie jestem w stanie finasowo i psychiczni wytrzymac bz
      pracy), czyli sie po prostu przekwalifikowalam, zeby w jakis sposob pogodzic
      zycie zawodowe z rytmem dzieci- teraz ucznia i przedszkolaka. oj, to nie bylo
      proste....
      jednoczesnie nie wydaje mi sie, ze im starsze dziecko tym prosciej, o nie. chyba
      jednak trudniej to wszystko zorganizowac, obskoczyc zebrania, zawiesc na czas do
      szkoly, przygotowac na bal potworow przedszkolaka, zarobic na oboz narciarski
      dla "szkolniaka", wytlumaczyc dlaczego maja cie nie lubi, a mikolaj postapil
      glupio jak kopnal olka... tych wyzwan jest coraz wiecej i z sentymentem
      wspominam, ze najpierw wystaczylo wrzucic do wozka, i zawiazc na spacer do
      parku. to bylo fajne i proste... problemy jednak rosna...
      jezeli chodzi o o plucie na inne matki- ooo, w tym wiele osob sie specjalizuje.
      bzdurne wyzywanie sie (pamietam jak zrozpaczona napisalam watek o uczeniu mojej
      corki zasypiania, kiedy nasze zycie stalo sie koszmarem, te inwektywy, rady,
      zeby z nia spac, rzucic prace, jesli mi przeszkadza... strasznie mi pomoglo....)
      jezeli chodzi o matki chorych dzieci- nie zasluguja na wspolczucie, tylko na
      pomoc. i wsparcie, chocby wirtualne.
      macierzynstwo na pewno nie jest proste, ale na pewno nie nalezy wszystkiego
      nadmiernie komplikowac. kobiety sa silnesmile
      • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 11:58
        Cytat
        macierzynstwo na pewno nie jest proste, ale na pewno nie nalezy wszystkiego nadmiernie komplikowac. kobiety sa silnesmile


        Ja nie uważam, że macierzyństwo jest rzeczą ponad siły. Po prostu twierdzę, że nie jest łatwe smile.

        Co do "siły" kobiet też się nie zgodzę. Znaczy, do arbitralnego stwierdzenia, że kobiety są silne. Jedne są bardziej, inne są mniej.
        • bomba001 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 12:04
          kobiety sa silne- mialo byc pozytywnym stwierdzeniem takim pustym haslemsmile
          ale kobiety sa silne, ja w to wierze. sa w stanie sobie poradzic.
          szczerze, nie lubie jeku. zaciskam zeby i ide dalej. oczywiscie nie znaczy, ze
          mi zawsze latwo. tak jakby coraz trudniej...
          • guderianka Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 12:33
            Bo obiektywnie rzecz biorąc macierzyństwo przy chorym dziecku jest
            trudniejsze
            • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 13:08
              guderianka napisała:

              > Bo obiektywnie rzecz biorąc macierzyństwo przy chorym dziecku jest
              > trudniejsze

              Oczywiście.
              Tylko czy to, że wejście na Mount Everest jest trudniejsze niż wejście na Mount Blanc, automatycznie oznacza, że wejście na Mount Blanc jest łatwe i ten, kto uważa, że jest trudne, to bezpodstawnie marudzi? wink
              • mama_kotula I żeby nie było 25.01.09, 13:14
                Ja nie znoszę jęczeć, nie znoszę, jak ktoś jęczy (jęczy, narzeka - zgodnie z
                definicją słownikową), bo mnie to do wyrzygu doprowadza tongue_out.

                Tylko zastanawiam się, dlaczego stwierdzenie faktu "macierzyństwo jest trudne" w
                ustach matki dziecka zdrowego jest uznane za narzekanie, użalanie się nad sobą
                itp. - a w ustach matki dziecka chorego jest w pełni usprawiedliwione.
                • dlania Re: I żeby nie było 25.01.09, 14:20
                  Może chodz i to w tym "porzekadle ludowym", że mniejsze jest obciązenie
                  psychiczne, mniejsza troska o przyszłośc dziecka zdrowego, lęku o to, czy sobie
                  poradzi w życiu, gdy nas zabraknie? Tak gdybamwink
                • guderianka Re: I żeby nie było 25.01.09, 15:02
                  > Tylko zastanawiam się, dlaczego stwierdzenie faktu "macierzyństwo
                  jest trudne"
                  > w
                  > ustach matki dziecka zdrowego jest uznane za narzekanie, użalanie
                  się nad sobą
                  > itp. - a w ustach matki dziecka chorego jest w pełni
                  usprawiedliwione

                  Ponieważ uważa się, ż> Tylko zastanawiam się, dlaczego stwierdzenie
                  faktu "macierzyństwo jest trudne"
                  > w
                  > ustach matki dziecka zdrowego jest uznane za narzekanie, użalanie
                  się nad sobą
                  > itp. - a w ustach matki dziecka chorego jest w pełni
                  usprawiedliwione

                  Ponieważ uważa się,że matka zdrowego dziecka narzeka uważając swój
                  problem za największy (katar) , nie zdając sobie sprawy że katar ów
                  nie oznacza wcale końca świata?
                  Ponieważ błędem jest (tak uważam ) brak stopniowania w twojej
                  wypowiedzi. Macierzyństwo gdy ma się zdrowe dzieci nie jest ŁATWE
                  ale jest ŁATWIEJSZE niż macierzynwo przy dziecku chorym.
                  • mama_kotula Re: I żeby nie było 25.01.09, 15:11
                    Cytat
                    Ponieważ błędem jest (tak uważam ) brak stopniowania w twojej
                    wypowiedzi. Macierzyństwo gdy ma się zdrowe dzieci nie jest ŁATWE
                    ale jest ŁATWIEJSZE niż macierzynwo przy dziecku chorym.


                    Temu nie zaprzeczyłam.
                    Napisałam dokładnie to samo, tylko stopniując odwrotnie (zamiast "łatwy" uzywajac "trudny").

                    Co więcej - herezję napiszę: jeśli matka uważa, że w danym momencie zapalenie oskrzeli u jej dziecka to jest koniec świata, to nie będę się z jej odczuciami kłócić, argumentując, że jej problem jest gó...any, bo inne dzieci mają raka. Bo to JEST na daną chwilę jej prywatny koniec świata - skoro ona tak uważa. Nie będę negować jej odczuć.
                    • guderianka Re: I żeby nie było 25.01.09, 15:15
                      Nie chodzi o negowanie uczuć.
                      Ja również je szanuję
                      Jesli moja 9latka ryczy bo zginęła jej karteczka z Didllem to
                      wierzę,że jest to dla niej masakra.
                      Jeśli 3latka cierpi bo nie może zjeśc lizaka-wierzę że to dla niej
                      ekstremum i czarna studnia rozpaczy

                      Co wcale nie oznacza, że zdaję sobie sprawę z tego że ludzie mają
                      wieksze problemy. I stawia mnie samą to do pionu w
                      momentach "rozczulania się"nad sobą i przejmowania się pierdołami (w
                      stylu zaginione klucze od domu, spóźnienie do pracy, nieobecność na
                      wywiadówce, szczepienie itp)
                      • przeciwcialo Re: I żeby nie było 25.01.09, 15:17
                        Czasami trzeba komus pokazac miejsce "jego końca świata" w
                        rzeczywistej skali. Mozna wtedy inaczej spojrzec na sprawe.
                        • mama_kotula Re: I żeby nie było 25.01.09, 15:52
                          przeciwcialo napisała:
                          > Czasami trzeba komus pokazac miejsce "jego końca świata" w
                          > rzeczywistej skali. Mozna wtedy inaczej spojrzec na sprawe.

                          Przeciwciało, a sądzisz, że matka uznająca zapalenie oskrzeli swojego dziecka za koniec świata nie zdaje sobie sprawy z tego, że istnieją większe problemy?
                          Oczywiście, że sobie zdaje z tego sprawę, jeśli sobie nie zdaje, znaczy że jest zwyczajnie głupia.

                          Tylko, że ja piszę o sytuacji na chwilę obecną, tu i teraz - a tu i teraz to ona nie śpi którąś z kolei noc, bo dziecko ma co godzinę duszności na okolicznosc bronchitu obturacyjnego i naprawdę jej zmęczenia i kiepskiego stanu psychicznego o czwartej nad ranem nie zmieni fakt, że innej matki dziecko ma mukowiscydozę i duszności ma codziennie od pięciu lat - czyli ona w sumie nie ma tak źle, bo jej dziecko nie jest aż tak chore.

                          Bo obiektywnie rzeczywiście nie ma, a subiektywnie czuje się okropnie.

                          Ja nie mam śmiałości tak wartościować.
                          • przeciwcialo Re: I żeby nie było 25.01.09, 16:05
                            Ja tak ze szpitalnych doswiadczeń napisałam.
                            Niektórym pacjentkom trzeba uzmysłowic skale ich problemu żeby
                            zaczęły współpracowac dla dobra swojego i dziecka.
                            Lezałam kiedys z synem w szpitalu- miał zapalenie płuc, była tez
                            inna matka z synem z dusznościami. Taka panike robiła, utrudniała,
                            szlochała, to dziecko z nia ze dopiero stanowcza ingerencja
                            ordynatora i pielegniarki skończyła to. I jej i dziecku wyszło to na
                            zdrowie- mały od razu był spokojniejszy jak matak nie robiła
                            dodatkowego szumu.
                            Wiadomo że ocena obiektywna i subiektywna sa zupełnie rózne.
                            • superslaw Re: kotulka 25.01.09, 16:26
                              ja uważam że cholernie trudne.Powiem ci wiecej im mam starsze dzieci(corka ma
                              już 9,5 roku)uwazam ze jest trudniejsze..po prostu czasem nie mam sil już
                              tlumaczyc ,mowić ,znosic tych wrzaskiow, sluchać co powiedzial ten czy tamten
                              ..i tego nieustannego -nudzenia się..przy tym moj trzylatek wydaje mi się prosty
                              jak budowa cepa..na pewno kobity z chorymi dziecmi maja trudniej .., bo dochodzi
                              strach o zdrowie dziecka ale do cholery wychowanie dzieci uważam za rzecz
                              trudną, cholernie odpowiedzialną..
                              • mama-maxa Re: kotulka 25.01.09, 21:17
                                na pewno kobity z chorymi dziecmi maja trudniej .., bo dochodz
                                > i
                                > strach o zdrowie dziecka


                                a matki zdrowych dzieci nie martwia sie o zdrowie pociech?? tez się
                                martwią, tyle że dla nas to jest nieznane, dla mtaki dziecka chorego
                                choroba jest juz znana...
                                • ma_dre Re: kotulka 26.01.09, 14:21
                                  to ze choroba znana nie znaczy ze inna sie nie przyplata jak w przypadku dzieci
                                  "zdrowych" poza tym przyszlosc tez nie jest tak do konca znana... lepiej
                                  spekulowac na temat "czy moje dziecko zostanie fryzjerem czy ministrem" niz "czy
                                  moje dziecko skonczy w psychiatryku, czy tez innym milym miejscu jak mnie zabraknie"
                            • mama_kotula Re: I żeby nie było 25.01.09, 16:27
                              Cytat
                              Niektórym pacjentkom trzeba uzmysłowic skale ich problemu żeby
                              zaczęły współpracowac dla dobra swojego i dziecka.


                              Ok, rozumiem, dzięki za wyjasnienie smile.
                        • memphis90 Re: I żeby nie było 25.01.09, 21:39
                          > Czasami trzeba komus pokazac miejsce "jego końca świata" w
                          > rzeczywistej skali. Mozna wtedy inaczej spojrzec na sprawe.
                          Z tym się zgodzę... Jak czytam np. posty kobiet, które lamentują, bo ich dziecko
                          ma/nie ma siusiaka między nogami, to cierpliwość kończy mi się natychmiast. Bo
                          widziałam mnóstwo kobiet po poronieniach, po kilku in vitro albo właśnie z
                          dziećmi chorymi. I ich osobisty koniec świata leży tam, gdzie kończy mi się
                          empatia i wyrozumiałość... Na codzień trudno mi jednak spojrzeć na swoje
                          problemy z dystansu- nie mam kasy, ale przecież w Afryce mają gorzej itd. Chyba
                          to zbyt abstrakcyjne... Czasem trzeba dostać brutalnie obuchem po łbie, żeby
                          docenić to, co się ma.
                          • mama_kotula Re: I żeby nie było 25.01.09, 21:59
                            Cytat
                            Jak czytam np. posty kobiet, które lamentują, bo ich dziecko ma/nie ma siusiaka
                            między nogami, to cierpliwość kończy mi się natychmias


                            Halo, ja nie miałam na mysli lamentów irracjonalnych.

                            Miałam na myśli lamenty subiektywnie uzasadnione. Typu gdy dziecko złapało grypę
                            i gorączkuje od kilku dni bardzo wysoko, ma drgawki gorączkowe czy po prostu
                            bardzo wtedy daje w kość, albo - już abstrahujac od tematu - gdy dziewczyna
                            zachodzi w drugą ciążę i jest tym faktem przerażona (ostatnio w jakimś wątku
                            ktoś takiej odpowiedział "o rany, ty się przejmujesz? moja koleżanka to ma powód
                            do przejmowania się, bo ona jest w szóstej ciąży" - czyli w domyśle "inni mają
                            gorzej, a ty marudzisz").
                            • ma_dre Re: I żeby nie było 26.01.09, 14:18
                              a ty mama_kotulanie generalizuj, bo sa sytuacje, gdzie mozna przedstawic
                              sytuacje z innej perspektywy i nikomu ujmy to nie przyniesie, natomiast osoby
                              bagatelizujace goraczke i drgawki u "niekalekiego" dziecka sa conajmniej
                              "dziwne", by nie pwoiedziec glupie?
                • vibe-b Re: I żeby nie było 25.01.09, 16:35
                  > Tylko zastanawiam się, dlaczego stwierdzenie faktu "macierzyństwo
                  jest trudne"
                  > w
                  > ustach matki dziecka zdrowego jest uznane za narzekanie, użalanie
                  się nad sobą



                  a moze przyjrzyjmy sie dokladniej kto tak uwaza? Czy nie aby ci co ,
                  jak to sie mowi w du..e byli i g...o widzieli (dzieki F big_grin)? Czyli
                  albo takie matki ktore maja macierzynstwo uslane rozami (dziecko
                  bezkolkowe, malo chorujace, grzeczne jak aniolek etcetera) albo w
                  ogole nie-matki?
                  Calkiem niedawno wywiazala sie krotka pogawedka miedzu mna a kolega
                  z pracy, dwudziestoparolatkiem, mieszkajacym u mamusi (mamusia
                  gotuje pierze i sprzata). Na moje "rzadko ogladam telewizje bo mam
                  malo czsu przy moim dziecku", on na to przeinteligentnie "a co ty
                  masz do roboty w domu? no juz nie przesadzaj". Skadinad inteligentny
                  facet ale nie majacy bladego pojecia o tym o czym wydaje opinie.
                  • croyance Re: I żeby nie było 26.01.09, 23:26
                    W 'Trzech panach w lodce ..' byl taki fragment, gdzie glowny bohater
                    zastanawial sie, 'co robi z nudow kobieta, ktora ma na glowie tylko
                    gospodarstwo domowe' big_grin
    • annaa77 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 12:32
      Bardzo czesto w tv można zobaczyć reportaż o dzieciach chorych,
      niepełnostpawnych, z różnymi zaburzeniami,
      często też w owych reportażach dziecie te są oddawane do różnych
      ośrodków.
      Z tych reportaży dowiesz sie że rodzice tych dzieciaczków nie dali
      rady się nimi opiekować bo to TAKA ciężka praca.
      Bo przy "takim" dziecku trzeba ciąge coś robić, itp.
      I na koniec takiego reportażu jest pokazana rodzina, która chorego
      dziecka nie oddała,i jak mówi narrator,
      poświęciła się i tonąc w długach,i brnie przez trudność opieki nad
      dzieckiem, ale do przodu!
      Mcierzyństwo jest trudne?
      jak cholera!
      ale w naszym kraju panuje pogląd, że jak masz zdrowe dziecko to nie
      masz kłopotu,ja sama często słysze
      " a ty to siedzisz w domu, nic nie robisz" nie powiem co mnie bierze
      na takie teksty!
      Czy mam mniej pracy od Ciebie?
      Na pewno, mam dziecko bezproblemowe(naraziesmile)
      Ale nie uważam się za "gorszą" matkę, dlatego że Zosia jest zdrowa.
      Pozdrawiam
      A.
    • deela Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 13:04
      jak dla kogo
      jeden umeczy sie przy jednym dziecku i to niewymagajacym wiecznej uwagi bo samo
      jego istnienie a pzez to ograniczenie wolnosci rodzica jest uciazliwe
      inny 5 dzieciakow potraktuje lajtowo, wszystko sobie zorganizuje i nie ma
      krzywdy ze nie moze pod wplywem impulsu wyjsc do knajpy
      przy czym kazda ze stron ma dobre dni i gorsze
      i juz
      ja macierzynstwo na razie uwazam za proste
      • moonnika1 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 13:15
        mam zdrowego, kochanego, cudownego synka, pomoc rodziców, teściów,
        męża (ba, super lajcik!), a jednak również uważam, że macierzyństwo
        czasem mnie przerasta, moje siły, nie mam czasem(nawet często)siły,
        nie raz i nie dwa przyłapałam sie na myślach w stylu - nie daję
        rady, nie mam siły, nie chce mi się..uważam, że nie ma znaczenia to
        czy ma sie 1,2..5 dzieci, macierzyństwo jest ogromną pracą,
        poświęceniem siebie - jednakże nie zamieniłaby już tej roli i tego
        życia na to co było, kiedy nie miałam synka - nie wyobrażam sobie
        życia bez mojego dziecka, też narzekam, marudzę itp., ale mam do
        tego prawo, jak każda matka..
    • hanalui Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 13:19
      Ja sie tam nie znam...ale nie uwazam macierzynstwa za nie wiadomo
      co. Po prostu pewnego dnia stalam sie matka i juz. Tak jak pewnego
      dnia stalam sie dorosla, czy skonczylam szkole czy zaczelam prace
      zawodowa. I robie to co powinnam i co uwazam za sluszne. I sama sie
      sobie dziwie czytajac te jeki coponiektorych ze mi z tym
      macierzynstwem tak latwo i prosto idzie.
      Niemniej wiem ze sa ludzie ktorzy moga miec duzo trudniej niz ja
      typu wlasnie chore dzieci, czy inne problemy i juz im moze nie byc
      tak prosto. Problem w tym ze zwykle narzekaja wlasnie te osoby co
      obiektywnie oceniajac maja naprawde malo powodow do narzekan
    • malgosiek2 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 13:36
      Rodzicielstwo NIE jesł łatwe.
      Mimo iz mam zdrowe dzieci to wiem,że tak nie jest.
      Starszak jest wrażliwym dzieckiem i często wymaga właśnie rozmów jak
      to napisała jedna z dziewczyn(nicka dobrze nie zapamiętałam-
      boom?),że nie moze się tak zachowywać jak się zachował,że powinien
      zachować do wielu spraw dystans,że kolega taki czy siaki to źle
      zrobił,ale ty nie powinieneś zrobić podobnie etc.
      Wymaga to dużo pokładów cierpliwości,tłumaczeń i znajdywania różnych
      sensownych rozwiązań.
    • kali_pso Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:00


      > Dlaczego jako matce "zwykłego" dziecka można mi zrobić kupę na
      głowę i
      > objechać, a jako matka chorego dziecka jestem nagle cudownie
      chroniona?
      >



      To nie dotyczy tylko kwestii macierzyństwa "zwykłego" i takiego
      naznaczonego chorym dzieckiem.
      Zauważ, co dzieje się, kiedy ludzie najpierw uważają kogoś( czasem
      jest to uzasadnione, czasem nie) za frajera stulecia, pomiatają nim,
      nie lubią itp i w pewnym momencie dowiadują się, że ich popychadło
      ma np., raka. W 9 przypadkach na 10 wykazują sie hipokryzją nie
      mająca sobie równych- choroba wpływa na odbiór tej osoby, patrzymy
      na nią przez jej pryzmat, usprawiedliwiamy ja, gloryfikujemy itd.
      Tylko dlatego, że okazało się, że nasz frajer ma nowotwór.
      Nie zostaje frajerem z nowotworem- zostaje z tego frajerstwa
      wyleczony..cud po prostuwinkP


      To coś podobnego do tego, jak trudno niektórym oskarżyć
      Afroamerykanina czy Żyda o bycie złym człowiekiemwink
      • memphis90 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:43
        Hmm, pamiętam taki program - Big Brother... Jedna z "bohaterek", kiedy doszło do
        głosowań wypaliła "a ja miałam raka". I cóż- no, ona taka biedna, raka miała,
        jak można ją wyrzucić? Paskudne i wyrachowane zagranie, ale jakie skuteczne...
      • marty_chce_do_dzungli Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 22:33
        Albo staje się frajerem. Pal licho współczucie, gorzej jak ludzie zaczynają
        twierdzić, ze to za karę
        bo ci za dobrze było
        bo tak.
        Bo się dowartościowują twoim kosztem, ja co prawda mam nieudane małżeństwo, nie
        jestem tak mądra jak ona, ale nie mam raka i na co jej to wszystko jak i tak umrze?
    • wieczna-gosia Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:07
      > Przecież - to moja opinia i można się z nią nie zgadzać - macierzyństwo
      > ogólnie jest trudne, samo w sobie jest trudne. Nie czuję się uprawniona do
      > umniejszania tej trudności, bo ja mam chore dziecko, a ty, lala, masz zdrowe,
      > więc nie jęcz. Uważam, że ta lala ze zdrowym dzieckiem tak samo może uważać
      > macierzyństwo za trudne wyzwanie, bo to obiektywnie JEST trudne.
      >

      a jaki wateczek gosia ostatnio zalozyla- trzeba bylo wycenic w skali 10 punktow.
      i jednak powyzej 8 przewazalo. Wiec uwazam tak samo.
    • babsee Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:08
      Od razu przyszedl mi na mysl wątek z ostatniego bodajże
      tygodnia,kiedy jedna z mam napisala ze jej corcia jest chora,ma
      goraczke a ją az brzuch z nerwow boli.
      Zrozumilam wpelni,bo ja mimo przejscia juz wielu chorob corki zawsze
      reaguje bolem żóładka i jadłowstrętem z nerwow.
      I nagle post-co??twoja corcia ma gorączke?ciesz sie ze tylko bo moja
      ma raka....
      no rece mi opadly....
      To chyba analogia do tego co piszesz...
      • modrooczka Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:23
        A ja mam trojke zdrowych dzieci i czasem czuje sie strasznie zmeczona, ale nie
        osmielilabym sie krytykowac matki, ktora tez ma trojke dzieci i jeszcze do tego
        jakies problemy zdrowotne. To oznacza ze jesli moje zmeczenie mozna ocenic np na
        10 punktów to u niej prawdopodobnie na 30...
        Na pewno latwiej mi skrytykowac "zwykla" jeczaca mamuske, taką samą jak ja (bo
        dzieci ząbkują, bo nie śpią, bo czasem sa chore, bo ma fatalną rodzinę itd), niż
        taką, o której problemach nie mam pojęcia. To chyba naturalne?
        • przeciwcialo Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:28
          Tez mam troje dzieci, dzieki Bogu zdrowe. Czasem jestem zmeczona ale
          tak po ludzku. Nie jęcze i nie narzekam. Całe moje zawodowe zycie to
          praca w szpitalu gdzie choroby, nowotwory i smierc przepalataja się
          ściśle- szpital onkologiczny i chyba dlatego nie narzekam.
    • vibe-b Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 14:54
      ale o czym tu debatowac? macierzynstwo jest trudne, to fakt
      pierwszy. Macierzynstwo z dzieckiem chorym jest zwielokrotnieneim
      tego trudu, to fakt drugi.
      Duzo wiec zalezy od kontekstu dyskusji. Jesli sobie rozmawiamy jakie
      to macierzynstwo jest trudne w porownaniu np. do pracy zawodowej to
      jest normalne ze mozna sobie posmecic i pojeczec. Ale nie
      odwazylabym sie jeczec o trudach macierzynstwa np. na forum "chore
      dziecko" (czy miejscach lub watkach o podobnym charakterze)
    • agatracz1978 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 15:30
      To chyba jest troszkę tak jak z ciążą. Są dziewczyny, które ciągle płaczą bo
      mają spuchnięte nogi, cellulit, nadwagę i mają dość ciąży bo nie mogą robić tego
      co do tej pory albo ciężko im bo wymiotowały kilka razy i już im sił brakuje
      (sama tak marudziłam) i nagle obok stają matki (ja spotkałam je w szpitalu na
      OCP-ie) które od kilku miesięcy leżą w szpitalu i walczą o życie i zdrowie
      swoich dzieci, każdego dnia zastanawiają się czy nic złego nie stanie się z ich
      ciążą lub takie, które wiedzą, że ich dzieciątko urodzi się chore lub że płód
      jest tak chory, że trzeba się zastanowić - urodzić czy usunąć. Tak samo z
      matkami chorych dzieci. Oczywiście macierzyństw jest trudne, ale czym innym jest
      opieka nad zdrowym i sprawnym dzieckiem a co innego opieka nad dzieckiem chorym.
      Tu wysiłek i prawo do zmęczenia, zwątpienia czy innych emocji jest bez
      porównania duże. Spotykając taką matkę nie miałabym odwagi marudzić.
    • aluc Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 15:49
      ależ to powszechnie znana prawidłowość

      dlatego ja - po dwóch łatwych i krótkich porodach - o macierzyństwie
      nie wiem nic, wie wszystko natomiast żona mojego kumpla, bo "rodziła
      przez 3 doby", nie ma zaś istotnego znaczenia, że ma jedno dziecko i
      to w dodatku kilkumiesięczne

      to oczywiście jest z drugiej strony, ale pokazuje IMHO mechanizm

      przejścia wszelakie są bowiem patentem na wiedzę, człowiek, którego
      rodzice nie bili w dzieciństwie, który się nie rozwiódł, nie
      zdradził, nie zaliczył wpadki, ma zdrowe zaplanowane dzieci oraz nie
      posiada problemów finansowych z założenia nie wie o życiu nic

      a nawet mniej niż nic
      nawet cienia tego, czym jest nic wink

      zostałaś więc, kotula, wpisana na listę kobiet po przejściach, co
      automatycznie przydało siły twoim argumentom

      a po drugiej stronie kija jest po prostu brak umiejętności
      rozmawiania z ludźmi, którzy w jakiśtam sposób zostali doświadczeni
      przez los - lepiej się więc z nimi nie kłócić, bo można urazić (tych
      niedoświadczonych wszak nie można, bo skórę mają grubą jak
      nosorożec, poza tym głupi są jak buty z lewej nogi), a najlepiej w
      ogóle omijać z daleka, wtedy ryzyko popełnienia niedelikatności
      automatycznie spada do zera
    • dee.angel Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 16:00
      Tak jest, jest to dziwne i niezrozumiale, bo sam fakt posiadania zdrowego nie
      swiadczy o tym czy macierzynstwo dla tej osoby jest latwe czy nie.

      To tak samo jakby porownywac zycie osoby zdrowej fizycznie i osoby np. bez nog.
      Oczywiste jest, ze ta druga boryka sie z wieksza iloscia trudnosci i przeszkod
      na codzien. Ale czy to z automatu oznacza, ze ta pierwsza nie ma w zyciu
      problemow i nie ma prawa narzekac?
    • gacusia1 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 16:25
      Moje dzieci sa zdrowe.Uwazam,ze macierzynstwo nie
      powinno "przytrafiac sie" kazdej kobiecie,bo to naprawde bardzo
      powazna i trudna sprawa.To wyzwanie.To pasmo wyrzeczen i
      poswiecen.To odpowiedzialnosc.To NIE ZABAWA w mamusie i tatusia. Top
      ZYCIE.
      Matka moze byc niemal kazda kobieta czy tego chce czy nie. Jednak
      aby byc za kilkadziesiat lat NADAL matka,to jest sztuka.
      Matka chorego dziecka ma jeszcze trudniejsze zadanie. Duzo wiecej
      potrzebuje cierpliwosci i sily niz "zwykla" matka,a tym wiecej niz
      matka "supergrzeczniaka". No ale tak naprawde to wszystko zalezy od
      charakteru i zdolnosci organizacyjnych matki.Celowo o ojcach nie
      wspominam!
    • lineczkaa Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 16:52
      Uważam jak Ty. Z jednym wyjątkiem. Twierdzę, że matka zdrowego! jednego dziecka,
      ma trudy macierzyństwa z lekka ułatwione niż matka z dwojgiem dzieci wink. I tak
      dalej, ta z dwójką ma łatwiej niż ta z trójką itd. wink.
      big_grin
      • uno.due Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 17:25
        Kotula,ja jakoś nie bardzo cię rozumiem.przecież to jest oczywista oczywistość że matka dziecka chorego np tak jak twoje ma wieksze prawo do narzekania niż matka dziecka które jest zdrowe.mam w rodzinie taki przykład -dziecko głuche z porażeniem i zespołem aspergera.przecież do takiego dziecka trzeba x razy więcej cierpliwości,poświęcenia,czasu.wszystkiego.więc mi było by niezręcznie i wstyd narzekać przy matce tego dziecka na problemy z wychowaniem mojego zdrowego dziecka.nie mówię że wychowanie zdrowego dziecka jest łatwe ale na pewno łatwiejsze niż dziecka niepełnosprawnego i tamta matka ma większe prawo do narzekania niż ja
        • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 17:42
          Cytat
          Kotula,ja jakoś nie bardzo cię rozumiem.przecież to jest oczywista oczywistość
          że matka dziecka chorego np tak jak twoje ma wieksze prawo do narzekania niż
          matka dziecka które jest zdrowe.


          No akurat tu się nie zgadzam.
          Nie jestem w stanie wartościować czegoś tak niemierzalnego jak prawo do narzekania.

          Nie uważam, abym miała większe prawo do narzekania niż pani X, bo nie mam
          pojęcia, czy aby "zdrowe" macierzyństwo pani X obciąża ją psychicznie mniej, niz
          mnie obciąża macierzyństwo "zaburzone".
          Nie siedzę w głowie pani X, nie znam jej możliwości, jej odpornosci psychicznej
          i wrazliwości. Być może ją konieczność wstawania 3 razy w nocy do zdrowego
          niemowlaka obciąża bardziej niż mnie obciąża redukowanie zaburzeń społecznych
          mojego dziecka. Nie wiem tego i nie mnie przyznawać jej mniejsze prawa.
    • bj32 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 17:04
      Widzisz, Kotula, ja też zaobserwowałam, jak to sie różnie traktuje.
      Chociaż widziałam dzieci zdrowe, przy których moja "ciężko
      specjalnej troski" Anka do anioł nie dziecko. Ale też i słyszałam,
      jak za plecami, jak to biedna jestem, ze mam w domu kalekę
      <brzydkie_wyrazy>.

      No wiec nie wiem, na czym to polega. Mam dziecko rozwija sie
      ksiażkowo. Oprócz mówienia i niejakich problemów z komunikacją. I na
      przykład jak powrzaskuje w tramwaju, to babusy sarkają, że
      niewychowana, słyszą kilka "ciepłych słów" i info, żeby z przyczyn
      fizycznych nie spodziewały sie szeptu, po czym... Zamykają gęby i
      patrzą współczująco. Nie wiem, czemu, bo formalnie to Anka lubi
      wrzeszczeć, a mi się najzwyczajniej nieraz nie chce przeciwdziałaćwink
      Uważam, ze dziecko służy między innymi do tego, żeby wrzeszczeć i
      tyle.

      I nie rozumiem, czemu matki zdrowych dzieci mają być mniej zmeczone
      czy tam jakie, niż matki chorych dzieci. No fakt, przy, np,
      porażeniu mózgowym u kilkulatka jest wiecej roboty niż u dziecka
      zdrowego, ale czy ja wiem, czy ta matak zdrowego taka przez to
      porównanie ekstra wypoczęta sie robi?

      A net ma jeszcze tę cudowna zaletę, ze ludzie sie wypowiadają,
      chociaż nie wiedzą o czym. Ile ja sie już naczytałam "a co Ty wiesz,
      jak nie masz dzieci?", albo "A gdybyś miała niepełnosprawne dziecko,
      to ciekawe, czy...?". Zawsze mam z tego wiele radości i zazwyczaj
      iltelektłalistów nie wyprowadzam z błędu tak od razuwink

      Czyli w sumie nie wiem, czemu one tak...
    • 18_lipcowa1 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 17:18
      Bo tak latwiej. Lepiej. Ma sie zdrowe dziecko? Ma sie szczescie.
      Majac chore? Hmm bol, rozpacz, rozczarowanie, uczucie beznadziei?

      • uno.due Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 17:27
        a żebyś wiedziała lipcowa
    • gemmavera Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 17:34
      Moim zdaniem macierzyństwo jest trudne i basta. To jest fakt, niezależnie od
      tego czy dziecko jest zdrowe, czy chore.
      Zgadzam się, że w przypadku chorego dziecka problemów i zmartwień jest
      zdecydowanie więcej, chociaż akurat Asperger nie jest chorobą sensu stricto,
      toteż według akurat moich doświadczeń nie jest źle - przynajmniej póki co.

      Może myślę stereotypowo, ale wydaje mi się, że o łatwości macierzyństwa gadają
      sobie osoby, które mają "na stanie" kilkumiesięczne słodkie niemowlaczki z grupy
      bezproblemowych. Niemowlaki takie potrzebują tylko mleka, zmiany pieluchy i
      przytulenia, za to uśmiechają się radośnie na sam widok mamy. No to przecież sam
      miód, a nie jakieś tam wyzwanie wychowawcze. wink)) I nie ma na co narzekać.
      Ale wystarczy poczekać parę lat, a jeszcze na dokładkę zafundować drugie dziecko
      - robi się zdecydowanie gorzej. wink Wrzaski, kłótnie, mordobicia.. wink Strach
      pomyśleć, co będzie później, jak moje dzieci wejdą w okres nastoletni.

      Z czego wynika to, że zostałaś Kotula potratowana inaczej?
      Moim zdaniem to proste: nagle okazało się, że masz w ręku argument, którego
      mogłabyś użyć i który byłby nie do przebicia - argument pt. "co ty możesz
      wiedzieć o trudach wychowywania, skoro twoje dziecko jest zdrowe" (o tym, że
      tego argumentu byś nie użyła, tamta forumka najpewniej nie wiedziała). Dlatego
      warto było zawczasu się wycofać, żeby się nie narazić na użycie tego argumentu -
      bo on byłby nie do zbicia. smile
      A poza tym ludzie się zwyczajnie boją, żeby "takiej" matki nie urazić. Więc się
      ją z założenia traktuje z taryfą ulgową. I trochę jak jajko.
      • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 22:49
        Cytat
        Zgadzam się, że w przypadku chorego dziecka problemów i zmartwień jest zdecydowanie więcej, chociaż akurat Asperger nie jest chorobą sensu stricto, toteż według akurat moich doświadczeń nie jest źle - przynajmniej póki co.


        smile)
        Ja wiem, że ZA nie jest chorobą sensu stricto. Akurat u mnie sytuację komplikuje nieco fakt, że matka z ZA (wysokofunkcjonującym, ale jednak) wychowuje dziecko z ZA, i problemy występują głównie w sferze komunikacji i empatii, bo nadajemy na tych samych falach, ale mamy przesunięcie fazowe ;P.
        Ale mimo to, mimo, ze obiektywnie jest mi trudniej - no bo jest, nie da się ukryć - nie odbieram innym prawa do ich subiektywnych trudności. Trudne jest po prostu trudne, i już, niezależnie od kontekstu i okoliczności. I jeśli ktoś uważa, że coś jest dla niego trudne, to to trudne JEST. Koniec kropka smile.
        • gemmavera Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 23:19
          mama_kotula napisała:

          > Ale mimo to, mimo, ze obiektywnie jest mi trudniej - no bo jest,
          > nie da się ukryć - nie odbieram innym prawa do ich subiektywnych
          > trudności. Trudne jest po prostu trudne, i już, niezależnie od
          > kontekstu i okoliczności. I jeśli ktoś uważa, że coś jest dla
          > niego trudne, to to trudne JEST. Koniec kropka

          No i ja się z tym całkowicie zgadzam. Gdybyśmy mieli odnosić nasze stany do
          tych, którzy mają gorzej, to w zasadzie nie zostałoby nam nic innego, jak tylko
          bez przerwy bić pokłony z wdzięczności dla Najwyższego /losu - jak kto woli.
          Zawsze się znajdzie ktoś, kto ma gorzej - co wcale nie odbiera naszym
          zmartwieniom statusu zmartwień.
          Brutalnie rzecz ujmując fakt, że w Afryce głodują dzieci, nie musi sprawiać, że
          przestanę się cieszyć jedzeniem.
    • ma_dre Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 18:15
      "macierzynstwo wogole jest trudne"... no nie wiem mama_kotula, mnie moj autek
      tak daje w kosc, ze padam na ryj i tarzam sie. W porownaniu z nim, bycie matka
      starszego, na szczescie zdrowego syna, to wakacje! Nie twierdze ze bycie matka
      zdrowych dzieci to pestka, trudnosc jest jednak nieporownywalnie mniejsza niz w
      naszym przypadku... Tak z ciekawosci, masz jedno dziecko?
      • kropkacom Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 18:22
        Nie uznaje twierdzenia że jak masz zdrowe dziecko to nie narzekaj a jak chore to
        możesz się wypłakiwać do woli. Jeśli dla matki katarek to koniec świata to jej
        akurat wierze i niech narzeka. Oczywiście podziwiam mamy chorych dzieci.
      • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 18:45
        Tak z ciekawości, Ma_dre, mam dwoje dzieci.

        I to, że w wychowanie syna wkładam 10 razy więcej wysiłku niż w wychowanie córki, nie oznacza, że wychowanie córki to pierdnięcie z paluszkiem w odbycie i wakacje.

        I nie czuję się upoważniona do uprawiania martyrologii pt. "mam przewalone, klękajcie narody, bo co wy k.wa wiecie o trudach macierzyństwa...!!!" z tego powodu, że mam zaburzone dziecko.
        • moninia2000 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 19:22
          Wiesz, mama_kotula, calkowicie sie z Toba zgadzam.
          Nie nam mierzyc skale wytrzymania trudnosci i odpornosci kazdej
          osoby.
          A kazda jest inna. Sa osoby, ktore tona w szklance wody, czesto tak
          zostaly wychowane...
          Nigdy, przenigdy po prostu nie nalezy porownywac sie do innych,
          bo...kazdy jest INNY wlasniesmile
          Gdy porownujesz sie do "lepszych" masz dola, a przy porownaniu
          do "gorszych" falszywie unosisz sie ponad tychze...
          I tak sie utarlo, ze "nie narzekaj, bo masz zdrowe dziecko",
          tymczasem macierzynstwo sprawa ciezka, mozna odpasc przy zdrowym
          dziecku podobnie czy tak samo jak przy chorym, bo to zdrowe moze dac
          niezle w koscuncertain
          Po prostu nie porownujmy.
          • mamaigiiemilki Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:31
            a ja uważam, że osoby mające chore dziecko mają o wiele gorzej = trudniej; jeżeli dziecko np. nie siedzi(a ma już kilka lat), nie chodzi, itp. a każdy dzień to walka o nawet minimalne postępy, rehabilitacja...to takie kobiety muszą być bardzo dzielne;

            i dlatego ja nigdy nie narzekałam, że mam ciężko, bo mam np. bliźniaki i jaka to ja bidna, bo musiałam to i owo robić sama,wózek z nimi znosić, żeby iść na spacer, albo obie np. płakały, łolabogasmilenie narzekam i nie będę bo walczyłam o to, żeby ur się ja najpóźniej i żeby po porodzie wszystko było z nimi ok(wcześniaki); i cieszę się, że są zdrowe; a znam wiele matek, krórym dzieci ur się np. wcześniej i z tego powodu są niepełnosprawne; i chylę czoła przed nimi; bo każdy dzień to ogrom pracy...
          • mama-maxa takie wychowanie 25.01.09, 21:35
            bo my ogólnie tak zostalismy wychowani...nie mówi się brzydko do
            ludzi chorych, nie kłóci się z nimi itd ludzie chorzy,
            niepełnosprawni maja wzbudzac w nas litość (nie wiem dlaczego?? bo
            to głupie - wg mnie) więc litujemy sie na dorosłymi chorymi, nad
            dziećmi chorymi, na ich matkami - tylko czy one tego chcą?? Watpię.
            Mam zdrowe dziecko i faktycznie trud wychowania staje sie dla mnie
            ciut meczący, ale świadomie go podjęłam i tyle.
            Matki dzieci zdrowych podziwiam za siłę, nie za trud wychowania, bo
            jakby to dziecko było zdrowe, tez by im było trudno, podziwiam je
            właśnie za siłę, za nadzieję, za walkę - bo nie wiem jakbym ja się
            zachowała w takim momencie...
            I przyznam sie, że dla mnie każda najdrobniejsza nawet infekcja
            juniora jest problemem, denerwuje się, martwię i chyba mam prawo do
            tego...czy mamy uważające,że nie powinnam narzekać, bo dziecko
            ogólnie jest zdrowe, moga mi to prawo odebrać? Nie i nie mają parwa
            srac mi na głowę...
            • agatracz1978 Re: takie wychowanie 25.01.09, 21:55
              Moim zdaniem chodzi zwyczajnie o zachowanie umiaru i czasami użycie zwyczajnie
              mózgu w pewnych sytuacjach. U nas w pracy jest samotna matka wychowująca chore
              dziecko. Pracuje, martwi się o małego ale stara się nie zamęczać wszystkich
              swoimi problemami i jak tylko dowiedziała się o wszystkim poprosiła o
              wyrozumiałość ale nie rozczulanie się nad nią. Obok siedzi laska (33 lata więc
              chyba powinna troszkę myśleć). Ma rocznego syna. Chłopak się przeziębił i wiecie
              co było w pracy od rana? Biegała i wyzywała, że lekarz może przyjechać dopiero
              ok 10, wszystkim marudziła co to będzie jak on nie wyzdrowieje. Aż wreszcie
              jedna laska jej powiedziała że dzieci czasami mogą się przeziębić i mieć katar
              ale od tego się nie umiera. Okazało się oczywiście, że nie ma problemu i lekarz
              powiedział, że to nic poważnego a ta nadal co pół godziny do męża wydzwaniała.
              Sorki ale było to chyba raczej nie na miejscu zwłaszcza, że poleciała też
              wypłakiwać się dziewczynie, która ma znacznie większy problem z dzieckiem niż
              lekkie przeziębienie. Podziwiam matki chorych dzieci i nie chodzi tu wcale o
              współczucie ale nie wmawiajmy sobie, że opieka nad chorym dzieckiem nie wymaga
              więcej poświęcenia uwagi i pracy.
              • mama_kotula Re: takie wychowanie 25.01.09, 22:07
                Aga, no widzisz - i mnie właśnie coś takiego drażni.

                Dlaczego wyłącznie dlatego, że ja mam chore dziecko i jestem - tadaaam - samotną matką, to moja znajoma nie ma prawa pojęczeć mi na łonie, że jej roczniak złapał katar, ona nie wie co robić, bo to pierwszy raz, i że cholernie się o niego martwi?
                Nie zjem jej za to, rany boskie, rozumiem ją, ale ona MA PRAWO się martwić o chore dziecko i wydzwaniać do męża do pół godziny i to w mojej świętej obecności, do ciężkiej deutery, no ma prawo!!!

                Już wolę, aby ktoś argumentował że zachowuje się jak kretynka bo wpada w panikę, zamiast zachowywać spokój, a to dziecku nie pomaga, bo dziecku się udzieli. A nie - że zachowuje się jak kretynka, bo przejmuje się obiektywnymi pierdołami (choć dla niej nie jest to pierdoła subiektywnie), a wokoło większe tragedie są, i to nie WYPADA wszakże.

                Nie znaczy to oczywiście, że pójdę na forum "Chore dziecko" i nie będę domagać się współczucia dla mojego dziecka z katarkiem, bo to akurat jest nie na miejscu - ale wyłącznie dlatego, że forum "Chore dziecko" jest przeznaczone na obiektywnie większego kalibru problemy. Ale nie widzę przyczyny, dla której przy osobie mającej niepełnosprawne dziecko mam trzymać mordę w kubeł, kiedy martwię się o moje zagrypione ktore właśnie leży w domu z gorączką 40 stopni i wymiotuje.
                • agatracz1978 Re: takie wychowanie 25.01.09, 22:58
                  Może mam tak przez to, że kiedy trafiłam do szpitala i dziewczyna z pokoju
                  zapytała mnie z jakim problemem to powiedziałam: średnie wielowodzie i cellulit
                  (że niby taka dowcipna jestem). I wiesz co kiedy okazało się że ona leży od
                  kilku miesięcy bo jej ciąża jest zagrożona a tak wogóle to urodziła wcześniej
                  już dwoje martwych dzieci i ma teraz zrosty na tyłku od zastrzyków i strach żeby
                  kolejna ciąża nie zakończyła się tak samo a do tego wszystkiego nie widziała
                  męża od kilku tyg bo daleko mieszka i nie może ciągle jej odwiedzać to
                  zwyczajnie było mi głupio, że tak wypaliłam. Pewnie, że każdy ma prawo narzekać
                  bo skoro nie doświadczył niczego tragicznego to jego problem i choroba dziecka
                  pod tytułem lekkie przeziębienie jest dla niej najgorszą tragedią ale czasem
                  zwyczajnie robi się głupia sytuacja jak dowiadujemy się, że ktoś ma o wiele
                  gorzej od nas a znosi wszystko z pokorą, spokojem i godnością. Może się mylę ale
                  tak jakoś to odczuwam.
          • wilma1970 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:52
            Sam przedmiot dyskusji ma duży ciężar gatunkowy, ale nie przejmuj się ,kotulo.
            Gdybyś miała rozmawiać z takimi wszechwiedzącymi na mniej dramatyczne tematy
            np.: ja używam TYLKO oliwy z oliwek...(Jak u Brzechwy: kura na to kudkudak a ja
            owszem, a ja tak!) to okazałoby się, że też nie spotkasz się u nich ze
            zrozumieniem dla swojej "inności".
            U mnie wszystko staje się w życiu takie względne, a przez to niewarte kruszenia
            kopii.
            Na marginesie - czwarte dziecko, które czeka na diagnozę (pewnie coś z okolic
            aspergera) daje mi strasznie w kość i czasem go nie lubię.
        • ma_dre Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 26.01.09, 14:15
          ja akurat klekania, oklaskow i wzdychan od innych nie oczekuje, na nic mi one,
          bo co to zmieni, oczekuje zrozumienia i odrobiny sympatii.
          Nie twierdze ze wychowanie dziecka zdrowego to wakacje, niebadz oblesna, tylko
          dlatego ze mam odmienne zdanie niz ty. Pogrzeb sobie gdzie chcesz i czym chcesz
          ale "na stronie".
          Nie umniejszaj trudu jaki zadaja sobie rodzice dzieci chorych, ktorzy czesto
          znikad nie maja pomocy, jako rodzic dziecka chorego nie powinnas jeszcze okladac
          nam po twarzy. Juz zajmowanie sie dzieckiem, krtore nie rozumie polecen, nie
          reaguje na zawolanie, nie porozumiewa sie w zaden zrozumialy sposob oprocz
          ciagniecia za rekaw (a i to od niedawna), potrafi pic wlasny mocz w wieku 5 lat
          i uskuteczniac talenty plastyczne za pomoca kupy, uciekac na spacerze, jakby
          nikt oprocz niego nie istnial, wymiotowac w miejscach szpitalopodobnych,
          krzyczec jak Tarzan, gryzc jak zwierze... jest wystarczajaco trudne, zebym nie
          musiala wysluchiwac czy wyczytywac, ze moj trud jest tak samo ciezki jak trud
          pani z naprzeciwka, ktorej dziecko rozwija sie ksiazkowo. Moje prawo przypominac
          rodzicom zdrowych dzieci, o tym jak wielkie maja szczescie.
          Wychowanie niemowlecia, ktore pozostaje takowym przez dlugie lata jest
          nieporownywalnie trudniejsze niz wychowanie niemowlecia przez te 2 lata, dopoki
          nie przejdzie do kolejnej fazy rozwoju... niestety.
          • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 26.01.09, 15:11
            Cytat
            Moje prawo przypominac rodzicom zdrowych dzieci, o tym jak wielkie maja szczescie.


            No i tu się różnimy, bo ja nie uważam, aby cokolwiek mnie uprawniało do oświecania innych ludzi i uświadamiania im, że powinni się cieszyć, bo zawsze mogliby mieć gorzej.


            Aha - odnośnie do tego:
            Cytat
            jest wystarczajaco trudne, zebym nie
            > musiala wysluchiwac czy wyczytywac, ze moj trud jest tak samo ciezki jak trud pani z naprzeciwka, ktorej dziecko rozwija sie ksiazkowo

            - ani ja, ani nikt w tym wątku tego nie zasugerował, wszędzie pojawiało się stopniowanie, czytaj uważnie.

            Madre, czy ja mogę do ciebie napisać na priv? smile
            • ma_dre Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 01.02.09, 23:07
              mamo_kotulo, mozesz napisac na priva, czekam smile

              ..."bo ja nie uważam, aby cokolwiek mnie uprawniało do oświeca nia innych ludzi
              i uświadamiania im, że powinni się cieszyć, bo zawsze mogliby mieć gorzej" a ja
              daje sobie takie prawo, bo czasem ludzie tego potrzebuja, oczywiscie nie w
              formie, ktora przytaczasz... bo niby dlaczego nie mialabym pozwolic sobie na
              pokazanie komus mi bliskiemu sytuacji, ktora go gnebi, z innej perspektywy?
              Dokopanie komus w stylu, "masz zdrowe dziecko to sie ciesz i nie marudz" nie
              jest w moim stylu. Rodzice dzieci zdrowych tez moga miec problemy, wiem o tym,
              mam na szczescie jedno zdrowe dziecko smile

              ...a wogole odkad choroba mojego syna zmusza mnie do myslenia, zaczelam kochac
              dzieci, zdrowe i chore, brzydkie i ladne... dziecko to cud natury, dar od losu,
              choc czasem i dopust bozy i wyzwanie.
    • memphis90 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:32
      Wiesz- mi to przypomniało sprawę ze Szczuką i tą dziewczynką z Radia M. Szczuka
      skrytykowała manierę mówienia- jak sądziła- jednej z zakonnic, a okazało się, że
      była to chora dziewczynka. I jaka była afera... Bo okazało się, że
      niepełnosprawnej krytykować nie można- za nic, koniec i kropka... Pewnie taki
      sposób myślenia przenosi się i na rodziców chorych dzieci- "nie czepiaj się,
      on/ona ma niepełnosprawne dziecko" itd. Z drugiej strony spotkałam się też z
      podejsciem piętnującym "jakie grzechy musieli popełnić, że Bóg ich tak pokarał
      (!!!)"- to już przegięcie w drugą stronę.
      • mama_kotula Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:38
        Cytat
        Z drugiej strony spotkałam się też z
        podejsciem piętnującym "jakie grzechy musieli popełnić, że Bóg ich tak pokarał
        (!!!)"- to już przegięcie w drugą stronę.


        Powiem szczerze, że bardziej od przegięcia w tę stronę drażni mnie popularna w necie bajeczka o rozmowie Boga z aniołem "a tej pani damy dziecko niepełnosprawne" - że niby WYBRANA została do szczególnego posłannictwa i powinna czuć się tą SZCZEGÓLNIE WYBRANĄ (że niby to zaszczyt czy cuś).
        Nie przeczę, że może osobom wierzącym ta bajeczka poprawia samopoczucie. Chociaż szczerze w to wątpię.


        Czy zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki niepełnosprawnych dzieci?
        - Tej damy dziecko niepełnosprawne.
        A na to ciekawski anioł:
        - Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa.
        - Właśnie tylko dlatego - mówi uśmiechnięty Bóg - Czy mógłbym powierzyć niepełnosprawne dziecko kobiecie, która nie wie czym jest radość? Byłoby to okrutne.
        - Ale czy będzie miała cierpliwość? -pytał anioł.
        - Nie chcę , aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak tylko przejdzie jej szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.
        - Panie wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
        Bóg uśmiechnął się:
        - To nieważne. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu.
        Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
        - Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?
        Bóg przytaknął.
        - Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą, obdaruję dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć. Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi, ale kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy: "mamo" uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo lub zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc. Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak, jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia) i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoją pracę, jakby była wciąż przy mnie.
        - A święty patron?- zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu gotowe do pisania pióro.
        Bóg uśmiechnął się.
        - Wystarczy jej lustro.
        • memphis90 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 22:02
          Cholera, IMO z tej historyjki wynika tyle, żeby nie być zbyt idealnym, bo
          Najwyższy tak ci wtedy przyp..., że się wszystkiego odechce (hmm, trochę jak
          nasz system podatkowy- im więcej zarabiasz, tym większy haracz musisz płacić).
          No, przyznaję, nie trafiają do mnie ani historie o karach boskich, ani o
          próbach, w których mamy się wykazać, ani o wyjątkowych cechach naszych charakterów.

          Wracając do tematu- dobrze czasem po prostu spojrzeć na swoje problemy z
          dystansu. Miło jest poużalać się trochę nad sobą, a potem wziąć d... w troki,
          zakasać rękawy i zabrać się do robotysmile
    • smerfetka8801 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:35
      macierzyństwo to ogromna odpowiedzialność więc w jakimś sensie jest trudne-ale
      mnie dla odmiany objeżdża się za to,ze uważam je za czystą przyjemność i od
      ponad 5 miesięcy nie czułam jeszcze zmęczenia ponad siły-a w związku z tym
      traktuję macierzyństwo olewczo.A nie jest tak!nie będę przepraszać,za to ,że nie
      jest ono dla mnie trudne trudne będzie gdy będę musiała up[prać się z 15 latkiem...
      Wkurza mnie natomiast gdy matki lamentują nad rudymi włosami piegami odstającymi
      uszkami-wtedy owszem piszę ciesz się idiotko,ze dziecko jest zdrowe.Bo dla mnie
      to jest najważniejsze a nie wygląd zewnętrzny.
      • czar_bajry Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:48
        Macierzyństwo jest bardzo trudne, przynajmniej takie jest moje zdanie i zupełnie
        nie chodzi tu o to czy pociecha w wieku niemowlęcym miała kolki czy przesypiała
        całe noce i nie o zmęczenie fizyczne tu chodzi ale o o to jaka ta nasza pociecha
        będzie, czy będzie dobrym człowiekiem a to zależy od nas rodziców bo to my
        kształtujemy osobowość i charakter naszego dziecka.
        A po za tym przetrwać dorastanie (szczególnie dziewczynek) to dopiero wyczyn,
        wszystkie bunty dwulatka, czterolatka to mały pikuś w porównaniu z nastolatką i
        jej fochamismile. Czekanie na powrót z dyskotek, imprez, kina itp. to jest dopiero
        wyczyn jak siedzicie i myślicie żeby nic się złego nie stało , żeby całe i
        zdrowe do domu wróciło, przecież nie zamkniemy dorosłego już dziecka w
        domusmile(jestem zasmile.Potem żeby w dorosłym życiu się powidło itd. I to właśnie mam
        na myśli pisząc że macierzyństwo jest trudne, tę ciągłą troskę już do samego
        końcasmile
      • bi_scotti Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 21:50
        Ja moze z troche innej perspektywy albo wlasnie juz z perspektywa smile
        Poki dzieci byly male (3), nie bylo za bardzo czasu na glebsze
        refleksje - zycie sie dzialo i trzeba bylo dzialac. I juz. Teraz
        moje dzieci juz wlasciwie dorosle i moglabym powiedziec, ze moje
        macierzynstwo juz moze odpoczac na polce ale to pozory. Teraz, kiedy
        Oni wkraczaja w dorosle zycie, kiedy staja przed moralnymi
        dylematami, kiedy naprawde moge obserwowac "jakich wychowalam ludzi"
        widze i czuje (!!!) ciezar odpowiedzialnosci i konsekwencji kazdego
        powiedzianego przez ostatnich 20 lat slowa, kazdego uczynku, kazdego
        bledu. To niesamowite jak wazny jest kazdy detal naszych dzialan
        obserwowanych i zanotowywanych na zawsze przez nasze dzieci.
        Niby ma sie wizje jakiego czlowieka chce sie wychowac ale przychodzi
        moment gdy "dzielo jest skonczone" a ciezar tworzenia wciaz sie ma
        na ramionach smile
        Ale jest to w sumie przyjemny ciezar ... najczesciej smile
    • anik0987 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 22:12
      Dla mnie macierzyństwo jest trudne, chociaż mam zdrowe dziecko. Wychowywanie
      dziecka jest trudne. Oczywiście, że przy chorym dziecku jest jeszcze trudniej,
      ale to nie znaczy, że wychowywanie zdrowego dziecka to wieczna sielanka. I tak,
      zapalenie oskrzeli jedno po drugim u mojego dziecka stanowi dla mnie w danym
      momencie duży problem. I nie myślę wtedy o tym, że inni mają gorzej, bo jedno z
      drugim nie ma żadnego związku. Macierzyństwo jest trudne (ogólnie wychowanie
      jest trudne), bo na rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność za dziecko. Nie
      narzekam wiecznie, ale czasem mam dość. Nie widzę w tym nic dziwnego czy
      nienormalnego.
    • modespia Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 25.01.09, 22:44
      Jestem mamą niepełnosprawnego chłopca i uważam, że macierzyństwo jest trudne, bo macierzyństwo to ogromne wyzwanie niezależnie od tego czy dziecko jest chore czy nie. Uważam również, że licytowanie się która matka - ta dziecka zdrowego z katarem czy ta niepełnosprawnego - ma większe prawo do narzekania jest bez sensu. I chciałabym być traktowana przez inne mamy normalnie, nie jak matka chorego dziecka której trzeba współczuć, tylko jak matka kochająca swojego synka ponad wszystko. I chciałabym również aby moje dziecko było przez innych traktowane normalnie, a nie oceniane przez pryzmat swojej niepełnosprawności, no ale to już inna historia...
    • fajka7 Re: "Masz zdrowe dziecko, to nie marudź"...? 26.01.09, 05:03
      "Dlaczego ktoś czuje się uprawniony do decydowania o tym, które
      macierzyństwo
      jest trudne, a które nie?"

      Kotula jak dla mnie troche nie wiem co tu drazyc. Zapytaj tego
      kogos. Przeciez nie kazdy tak uwaza, jak ten ktos (watku nie
      czytalam tamtego).
      Zawsze i wszedzie beda wokol Ciebie ludzie, ktorzy czuja sie
      uprawnieni do oceny tego czy innego aspektu Twojego zycia. A ze
      czasem glupio i bez sensu? No taka ludzkosc, no.
      Spiewac kazdy moze, oceniac tez - i juz.
      Nie wiem o co tam poszlo w tym watku, ale na chlopski rozum biorac
      sprawe goraczki i wymiotow, to uwazam, ze goraczka i wymioty ktoras
      noc z rzedu subiektywnie sa jak najbardziej koncem swiata w danym
      momencie, ale fajnie jest jak sie jednak te obiektywne proporcje
      sprobuje zachowac przy tym. Ze jednak od tego rzygania swiat sie nie
      zawali. Bo sie nie zawali.
      Bo wiesz - jak mowisz o tym koncu swiata grupie ludzi, ktorych nie
      znasz (np. forum), to po prostu nigdy nie wiesz kogo w czule miejsce
      trafisz. Dlatego te proporcje. Latwiej sie wtedy z ludzmi
      komunikuje, bo jest mniejsze ryzyko, ze komus uszkodzisz
      swiatopoglad smile Ale to o kant wszystko, bo kazdy proporcje tez ma
      inne w roznych sprawach.
      Wiec olej to smile
Pełna wersja