mama_kotula
25.01.09, 11:30
Być może wsadzę kij w mrowisko.
Zaispirował mnie inny wątek, w którym zostałam opluta - po czym plwająca
prędko poleciała po ściereczkę, kiedy dowiedziała się, iż mam zaburzone
dziecko z zespołem Aspergera.
I tak mnie zastanawia - czy inaczej traktujecie matki, które mają chore dzieci?
Chodzi mi o jedną kwestię - jeszcze raz nawiążę do tamtego wątku. Kiedy
napisałam, że uważam macierzyństwo za trudne zadanie, usłyszałam, że - za
przeproszeniem - chrzanię jak potłuczona, użalam się nad sobą i (sic!)
narzekam. I że po co mi dzieci, skoro dla mnie to za trudne.
Kiedy natomiast wspomniałam, iż dziecko mam chore, zostało mi cudownie
przyznane prawo do zmęczenia, narzekania i użalania się nad sobą.
No więc jak to jest?
Dlaczego ktoś czuje się uprawniony do decydowania o tym, które macierzyństwo
jest trudne, a które nie?
Dlaczego jako matce "zwykłego" dziecka można mi zrobić kupę na głowę i
objechać, a jako matka chorego dziecka jestem nagle cudownie chroniona?
Przecież - to moja opinia i można się z nią nie zgadzać - macierzyństwo
ogólnie jest trudne, samo w sobie jest trudne. Nie czuję się uprawniona do
umniejszania tej trudności, bo ja mam chore dziecko, a ty, lala, masz zdrowe,
więc nie jęcz. Uważam, że ta lala ze zdrowym dzieckiem tak samo może uważać
macierzyństwo za trudne wyzwanie, bo to obiektywnie JEST trudne.
Jak uważacie?