Dzieci w samolocie.

30.01.09, 14:14
Często zdarzało mi się czytać skargi na dzieci podróżujące samolotem i tak się
zastanawiam czemu tak kategoryczne są te pretensje? Czy można na przykład od
niemowlaka wymagać aby przez ileś godzin tylko spał? Czy jak kilkulatek się
poryczy to z marszu musi być źle wychowany? To nie znaczy że nie rozumiem że
ludzie lubią cisze i spokój. Rozumiem.
    • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:24
      Nie,ale od jego matki można wymagać już kultury,że przeprosi pozostałych
      uczestników za ich niewygodę,a nie będzie się jeszcze czepiała innych,jak ma to
      miejsce bardzo często.
      Poza tym niemowlak i samolot-to przecież nieludzkie,w samolocie duża różnica
      ciśnień,nawet zdrowy dorosły człowiek może czuć się nie najlepiej.
      Zaraz się zacznie gdakanie,że przecież czasem jest taka konieczność:ale ile tak
      naprawdę wypraw z niemowlakami jest naprawdę koniecznych (np.konieczność
      operacji za granicą albo przeprowadzka rodziców),ale ile to wymysł rodziców,bo
      muszą pojechać na Majorkę lub Seszele,nieważne,że niemowlak jeszcze nie
      przystosowany do takich wypraw.
      • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:30
        Acha,nigdy jeszcze mi się nie zdarzyło,żeby jakakolwiek matka przeprosiła
        kogokolwiek za ryczące dziecko,które automatycznie przeszkadza innym,a raz jak z
        żoną popatrzyliśmy tylko (nic nie powiedzieliśmy) na matkę z ryczącym
        dzieciakiem w pubie, to ona jeszcze do nas z pyskiem (nic nie
        powiedzieliśmy,patrzyły na nią potępiająco też inne osoby),żebyśmy się zajęli sobą.
        Drogie Mamy! Słowo przepraszam i czasem jakieś krótkie usprawiedliwienie
        (rozumiecie,małe dziecko) powiedziane miłym głosem,może jeszcze z uśmiechem
        jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
        Większość z Was przeważnie uparcie milczy,patrząc jeszcze na innych spode łba,a
        czasem nic nie robi,żeby innym jednak umożliwić większy komfort (np.wyjść do
        innego pomieszczenia,przesiąść się).
        • asiaiwona_1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:33
          Ale jak, mają zabrac mikrofon stewardessie i przeprosić cały samolot
          za niedogodności. Poza tym co ci da przeproszenie. Ja zamiast
          przeprosin wolę, żeby taki rodzic zajął sie dzieckiem i spróbował je
          jednak uspokoić.
          • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:44
            asiaiwona_1 napisała:

            > Ale jak, mają zabrac mikrofon stewardessie i przeprosić cały samolot
            > za niedogodności. Poza tym co ci da przeproszenie. Ja zamiast
            > przeprosin wolę, żeby taki rodzic zajął sie dzieckiem i spróbował je
            > jednak uspokoić.

            Nie-wystarczy przeprosić parę małżeńską siedzącą np. obok,żaden to wysiłek,ale
            chyba po porodzie kobiecie nie wypada użwyać tego słowa na "P",bo wszak ona
            Matka tongue_out ,to ją inni powinni przepraszać jeszcze,poza tym co za problem
            powiedzieć przepraszam i jednocześnie zająć się dzieckiem? Korona z głowy spadnie?
        • rauxa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:50
          latam czesto samolotem z moim synkiem, bywalo roznie, zawsze
          przepraszalam sasiadów za jego wrzaski przy probie usypiania,
          pilnowalam zeby nie kopal w fotele i w 99% spotakalam sie z
          pozytywna reakcja - bywalo ze mi zaoferowano pomoc przy probie
          zabawienia malego czy nawet usypianiasmile
          wszystko zalezy od kultury osob zainteresowanych i wczucia sie w
          sytuacje drugiej osoby... czyli tzw. dobra wola....
          • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:05
            rauxa napisała:

            > latam czesto samolotem z moim synkiem, bywalo roznie, zawsze
            > przepraszalam sasiadów za jego wrzaski przy probie usypiania,
            > pilnowalam zeby nie kopal w fotele i w 99% spotakalam sie z
            > pozytywna reakcja - bywalo ze mi zaoferowano pomoc przy probie
            > zabawienia malego czy nawet usypianiasmile
            > wszystko zalezy od kultury osob zainteresowanych i wczucia sie w
            > sytuacje drugiej osoby... czyli tzw. dobra wola....

            Dokładnie! Przecież powiedzenie do kogoś przeprasza to nie jest żadne
            upokorzenie a już ludzie inaczej na Ciebie patrzą.
        • mustardseed Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:05
          A co Ty z tym przepraszaniem?
          Mni jakoś tez facet śmierdzący/ chrapiacy nigdy nie przeprosił w
          samolocie, a zdarzyło się obok takiego lecieć.
          Moim zdaniem to tego samego kalibru niedogodność.
          Trzeba znieść i tyle.
          A samolot to taki sam środek transportu jak inne, no może tylko
          bardziej bezpieczny.

      • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:32
        > Poza tym niemowlak i samolot-to przecież nieludzkie,

        gazeta, ale zdajesz sobie sprawę ze rożnie bywa i czasami nie dla własnego
        kaprysu trzeba wziąć niemowlaka do tej piekielnej maszyny? Wiesz, Polacy nie
        mieszkają tylko w Polsce a alternatywa jazdy kilkudziesięciu godzin autobusem
        (jeśli w ogóle jest taka opcja) nie jest koszącą i nie jest w przypadku dziecka
        dobrą alternatywą.
        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:41
          Różnie bywa,ja do tej pory korzystałem z samolotów czarterowych,wynajętych tylko
          dla uczestników wycieczek pewnego biura podróży.Jak myślisz jaka to wyższa
          konieczność pchała (niejeden raz) pchała rodziców z niemowlakiem na:
          Majorkę,Seszele,Costa del Sol?
      • mim288 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 16:26
        A to dziwne, ...nieludzkie? Wiesz, moje dzieci nigsy w samolocie
        nie płakały a prawie od urodzenia dużo latały. Jako kilkulatki
        bardzo lubią latac samolotem. A swoją drogą Majorka na bardzo dobry
        klimat dla dzieci - łagodny, jest super miejscem na podróż z
        niemowlakiem właśnie.
        Niektórzy dorośli zachowuja sie w samolocie znacznie gorzej i w
        sposób bardziej uciazliwy dla otoczenia niz niejden niemowlać, no
        ale przecież oni ZAPŁACILI i są super goście Taaacy duzi.
      • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:18
        lubie_gazete napisał:

        > ale ile to wymysł rodziców,bo
        > muszą pojechać na Majorkę lub Seszele,nieważne,że niemowlak
        jeszcze nie
        > przystosowany do takich wypraw.

        A w jakim wieku jest już gotowe do takich wypraw? Trzylatek,
        pięciolatek, dzisięciolatek?
        Chyba ta ostatnia wersja, bo i pięciolatkowi zdarza się rozbeczeć w
        sposób niekontrolowany.
        Zresztą - moim skromnym zdaniem dla dziecka mniej uciążliwa jest
        podróż samolotem, niz samochodem. No, chyba, że przez te 10 lat nie
        wybierać się na wakacje nigdzie dalej, niż 50 km od miejsca
        zamieszkania... smile
        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:16
          A co jest złego w tym,że 10-latek po raz pierwszy w tym wieku zobaczy zagranicę?
          My jak dorastaliśmy w ogóle prawie nie mieliśmy możliwości przemieszczanie się
          za granicę,albo rzadko.
          Nie czuję żadnej traumy,że morze za granicą po raz pierwszy zobaczyłem w wieku
          17-lat a nie 1,5 roku.
          Ciekawe co taki 1,5 roczniak albo niemowlak pamięta z super zagranicznej wycieczki.
          Przyznajcie się po prostu,że wycieczka jest dla Was-dorosłych,a nie dla dziecka
          w wieku 5 miesięcy do dwóch lat,które jeszcze nie wiele kojarzy.
          • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:22
            > A co jest złego w tym,że 10-latek po raz pierwszy w tym wieku zobaczy zagranicę
            > ?

            Nic. Twoje dziecko może jak na mój gust nawet z domu nie wychodzić do
            pełnoletności. A o moim ja będę decydować, pozwolisz?
            • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:25
              Coś taka nerwowa,meliski? Poza tym pora obiadowa-mąż woła jeść!
              • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:26
                Nerwy mam w normie. Mąż zjadł a teraz zmywa naczynia. A Ty jadłeś?
                • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:28
                  Jadłem a naczynia zmywa zmywarka.Jesteśmy nowocześni big_grin
                  • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:33
                    UUU! No, w piety mi poszło smile Gratuluje posiadania zmywarki która robi od razu z
                    ciebie nowoczesnego człowieka.
                    • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:36
                      A ja macicy zamiast mózgu big_grin
                      Z Twoich postów wyłania się obraz nie kobiety ale macicy na dwóch nóżkach.Typ
                      takiej kury domowej,trochę żałosnej,fakt...
                      • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:42
                        > Z Twoich postów wyłania się obraz nie kobiety ale macicy na dwóch nóżkach.

                        I jeszcze dopisz współczuje "Twoim dzieciom i mężowi" i już będzie komplet. A
                        tak poważnie, to nie mam dobrego zdania o trollach które wyzywając od macicy
                        same udzielają się na mamowym forum. Smutny obrazek.
                        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:46
                          Raczej Ty prezentujsze smutny obrazek,niby taka dobra mama,a nawet w niedzielę
                          zamiast z dziećmi na spacer lub cokolwiek innego razem siedzisz na emamie i masz
                          czas już piątą godzinę mi odpisywać.
                          To mój ostatni post do Ciebie,nie ze względu na Ciebie,ale na Twoje biedne
                          dzieci,co chcą mamy nie internetoholiczki.
                          • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:49
                            Byłam na spacerku i dzieci w śniegu wytarzane smile

                            > czas już piątą godzinę mi odpisywać.

                            I z matematyką problemy ... Miłego dnia. Do jutra.
                      • malila Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:59
                        lubie_gazete napisał:

                        > A ja macicy zamiast mózgu big_grin
                        > Z Twoich postów wyłania się obraz nie kobiety ale macicy na dwóch
                        nóżkach.Typ
                        > takiej kury domowej,trochę żałosnej,fakt...

                        LubiącyGazetę, Tobie się naprawdę wydaje, że ktoś, kogo kręcą
                        sfrustrowane kobiety, ma jakieś pojęcie o prawidłowym funkcjonowaniu
                        mózgu?; P
                        • czar_bajry Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 15:03
                          olej go to troll, tylko się nakręca jak mu odpowiadaszsmile
          • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:30
            lubie_gazete napisał:

            > A co jest złego w tym,że 10-latek po raz pierwszy w tym wieku
            zobaczy zagranicę
            > ?

            Nic, a kto twierdzi, że jest?

            > My jak dorastaliśmy w ogóle prawie nie mieliśmy możliwości
            przemieszczanie się
            > za granicę,albo rzadko.

            Ja paradowałam w tetrze, dziecku zakładam pampersy. Dziwna Twoja
            logika.

            > Nie czuję żadnej traumy,że morze za granicą po raz pierwszy
            zobaczyłem w wieku
            > 17-lat a nie 1,5 roku.

            A ja wyjeżdżałam od wczesnego dzieciństwa, może dlatego jest to dla
            mnie naturalne.

            > Ciekawe co taki 1,5 roczniak albo niemowlak pamięta z super
            zagranicznej wyciec
            > zki.
            > Przyznajcie się po prostu,że wycieczka jest dla Was-dorosłych,a
            nie dla dziecka
            > w wieku 5 miesięcy do dwóch lat,które jeszcze nie wiele kojarzy.

            I co w tym złego? Wraz z pojawieniem się dziecka wszystko musi być
            podporządkowane jemu, a rodzice już do wymarzonego urlopu nie mają
            prawa? Zreszą to "dobro dziecka" jest tu dyskusyjne smile
            Mieszkam na Śląsku. Nad polskie morze z dzieckiem będę jechać 10
            godzin i wymęczę je na bank smile Mogę jechać w góry, ale w porównaniu
            z miejscowością turystyczną w Hiszpanii/Chorwacji/Czarnogórze/Grecji
            jest tam dla dwulatka stanowczo mniej atrakcji, bo przy pomyślnych
            wiatrach zdarzy się jakiś marny plac zabaw smile Dla takiego smyka
            wędrówki górskie są stanowczo mniej interesujące niż chlapanie się w
            morzu/basenie/...
            Pewnie, że nie ma co udawać, że wraz z pojawieniem się dziecka NIC
            się nie zmieniło. Gdy jesteśmy gdziekolwiek własnym samochodem,
            jeździmy, zwiedzamy, bo możemy sami sobie ustalić czas podróży,
            postoje itd. Gdy lecimy samolotem na wczasy, nie jeździmy na
            wycieczki autokarowe na miejscu, bo nasze dziecko by nie wysiedziało
            grzecznie w autokarze kilku godzin i wymęczylibyśmy i siebie, i
            współpasażerów. Zwiedzamy sami, na mniejszą skalę i już.
            Zatem - wszystko z głową, ale nie ma sensu się umęczać, bo "mam
            dziecko i koniec przyjemnosci".
    • gryzelda71 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:24
      Może bardziej chodzi o to,ze czasem te ryki i wariactwa wynikają z tego,że
      rodzice nie starają się poskromić własnych pociech.
      • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:29
        > rodzice nie starają się poskromić własnych pociech.

        A jak się starają a nie wyjdzie? Pewnie masz częściowo rację ale jak ktoś z boku
        ma widzieć że zrobiliśmy wszystko?
        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:32
          A jak ktoś z boku ma wiedzieć czy Twoje dzieci są po prostu niewychowane i
          rozwydrzone czy po prostu czasowo nie jesteś w stanie nad nimi zapanować?Jasnowidze?
          • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:35
            > Jasnowidze?

            A może domniemanie niewinności? smile
          • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:20
            lubie_gazete napisał:

            > A jak ktoś z boku ma wiedzieć czy Twoje dzieci są po prostu
            niewychowane i
            > rozwydrzone

            No ale pisałes o niemowlakachsmile
        • gryzelda71 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:37
          Nie musisz robic wszystkiego.Wystarczy to co pomoze.
          • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:39
            > Wystarczy to co pomoze.

            Masz jakieś stuprocentowe pewniaki? Bo ja zawsze w zanadrzu coś mam ale na sto
            procent nigdy działania nie jestem pewna smile
            • gryzelda71 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:40
              Odnośnie własnego narybku owszem.
              • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:42
                To zazdroszczę.
                • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:21
                  kropkacom napisała:

                  > To zazdroszczę.

                  Może pawulon ;-P
      • asiaiwona_1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:31
        Ja osobiście nie zabrałabym do samolotu dziecka młodszego niż 3
        letnie. Myślę, że 3 latkowi można już spokojnie wytłumaczyć, że nie
        nleży biegać po samolocie i drzeć się na całe gardło. Olbrzymia rola
        rodziców by jakoś uprzyjemnić dziecku podróż. Ja leciałam z 4-latką
        i zabrałąm jej do samolotu książeczki do malowania i jakieś inne
        pierdółki, którymi mogła się zająć. Co do ciśnienia i bolących uszu -
        fakt bolałay ją i parę łez jej poleciało, ale mąż zagadywał ją,
        pokazywał co ma robić, żeby uszy się odetkały.
        Raz leciałam samolotem 5,5 godz. z małżeństwem z niespełna rocznym
        dzieckiem. Darło się oczywiście prawie cały czas,, po czym na koniec
        narzygało na obcą osobę, która akurat miała miejsce obok. No ale
        rodzice musieli przecież z rocznym dzieckiem na kanary polecieć wink
        Tak więc uważam, że zachowanie dzieci w samolocie jest zależne od
        rodziców tego dziecka i jakby co to do rodziców należy mieć
        pretensję.
        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:34
          Może wyjściem by były w samolotach osobne przedziały dla matek z dziećmi,tak jak
          w pociągach,nie wiem czemu się tego nie praktykuje,więszkość maluchów ma wszak
          choroby lokomocyjne.
          • aniasia Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:38
            Najlepiej w ogóle dla rodzin z dziećmi wydzielić osobne getta w
            mieście, niech tam sobie żyją w swoim świecie i wtedy nie będą
            przeszkadzać takim jak lubie_gazete ;-P
            • mama-maxa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:42
              Aniasia ale akurat tu gazeta ma racjęsmile Myslę, że osobne przedziały
              w samolotach, pociągach byłyby dobrym rozwiązaniem i dla nas
              rodziców i dla innych bezdzietnych pasażerów, bo każdy zasługuje na
              przyjemną w miarę podróż. Czasem dziecko daje w kośc faktycznie i w
              przedziale dla dzieci przeznaczonym byłoby napewno lepiej i
              wygodniej, poza tym pewnie byłyby tam jakieś rzeczy umilające
              dzieciakowi podróż.

              Tu się akurat zgadzam z gazetąsmile
            • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:47
              aniasia napisała:

              > Najlepiej w ogóle dla rodzin z dziećmi wydzielić osobne getta

              Gettem nazywasz osobny przedział w pociągu dla matki z dzieckiem?
              Współczuję,bo dużo tych gett w pociągach (przedziały),autobusach (osobne
              miejsca) a nawet co gorsza w urzędach (kasa dla matek z dziećmi) tongue_out.
              • olinka20 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 17:56
                Ale te "getta" NALEŻĄ się!!! big_grin
                Nie zauważyłes jeszcze??
                I sróbuj emamie odebrać jej te przywileje, przepraszam getto...
        • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:02
          > Ja osobiście nie zabrałabym do samolotu dziecka młodszego niż 3

          Czyli gdybys mieszkala na innym kontynencie przedzielonym oceanami,
          albo dwoma, a Twoi rodzice nie byliby w stanie latac, to czekalabys
          3 lata, zeby dziadkowie wnuka zobaczyli?
          • asiaiwona_1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:12
            Miałam na myśli podróże wakacyjne - takie o jakich napisałam w
            jednym z postów - lot na Kanary z nispełna rocznym dzieckiem.
            W sytuacji o której piszesz pewnie bym jednak poleciała z małym
            dzieckiem, żeby raz na jakiś czas odwiedzić rodzinę. Ale jeśli
            dziecko bardzo źle znosiłoby podróż to starałabym się ograniczyć
            takie podróże do minimum.
            Natomiast dziecko nie jest małpką w zoo, żeby je "pokazywać".
            Wyobraź sobie, że można wysłać zdjęcie, nagrac film, a nawet
            połączyc się przez internet za pomocą kamery. Na pewno nie
            przedkładałabym widzimisię babci (bo oan CHCE obejrzeć wnuka) nad
            komfort mojego dziecka.
            • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:21
              asiaiwona_1 napisała:

              Na pewno nie
              > przedkładałabym widzimisię babci (bo oan CHCE obejrzeć wnuka) nad
              > komfort mojego dziecka.

              No widzisz, a ja przekladam, bo to rowniez chodzi o mnie i o moich
              rodzicow, ktorzy sie starzeja i ktorych najzwyczajniej chce zoabczyc
              i z nimi pobyc. Mam na ten czas oddac dziecko do przychowka?

              Nie, nie babcia CHCE ja CHCE zobaczyc rodzicow. Widuje ich raz na
              rok i to jest absolutne minimum.
              • asiaiwona_1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:28
                A widzisz, inaczej brzmi zdanie, że babcia chce zobaczyć dziecko, a
                inaczej że ty chcesz odwiedzić rodzinę. Zależy od priorytetów.
                Oczywiście, że nikt nie każe oddać ci dziecka do przychówka. I
                absolutnie, żeby nie było, nie jestem przeciwnikiem dzieci w
                samolocie. Tylko inaczej patrzy się na dzieci płaczące, bo się
                nudzą, a rodzice mają to w doo.pie, a inaczej na dziecko płaczące bo
                coś mu dolega, bo nie może usnąć, a rodzic dwoi się i troi by mu
                pomóc.

                Ps. No i ja jestem z tych co nie chcą odwiedzin po porodzie w
                szpitalu tych wszystkich mam, teściów i teściowych - stąd takie a
                nie inne moje zdanie o chęci obejrzenia wnuka przez babcie
                • aga_rn Re: Dzieci w samolocie. 31.01.09, 23:27
                  asiaiwona_1 napisała:


                  > Ps. No i ja jestem z tych co nie chcą odwiedzin po porodzie w
                  > szpitalu tych wszystkich mam, teściów i teściowych - stąd takie a
                  > nie inne moje zdanie o chęci obejrzenia wnuka przez babcie

                  Ano wlasnie, punkt widzenia, itd... wink Ci z nas ktorzy mieszkaja
                  daleko i nie maja kolo siebie rodziny jada Polski (nawet co roku
                  chociaz to droga impreza) aby a)pokazac dziecko a babcia zeby sobie
                  wnuka/wnuczke obejrzala wink b)odwiedzic rodzine, itd. To taki skrot
                  myslowy, a podroz ma po prostu na celu odwiedziny u dawno nie
                  widzianej rodziny, mozliwosc dla dziecka i dziadkow nawiazania wiezi
                  emocjonalnej i pokazania dziecku ze chociaz na codzien mieszka
                  daleko od babci, dziadka, czy cioci, to te osoby istnieja, i sa
                  czescia rodziny. "Chec obejrzenia wnuka" oznacza to wszystko co
                  napisalam na gorze". smile
                  • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 31.01.09, 23:56
                    > To taki skrot
                    > myslowy, a podroz ma po prostu na celu odwiedziny u dawno nie
                    > widzianej rodziny, mozliwosc dla dziecka i dziadkow nawiazania wiezi
                    > emocjonalnej i pokazania dziecku ze chociaz na codzien mieszka
                    > daleko od babci, dziadka, czy cioci, to te osoby istnieja, i sa
                    > czescia rodziny.

                    A ja w sumie nie kumam czemu trzeba się tłumaczyć z podróży z dzieckiem?
                    Myślałam że czasy "masz dziecko to siedź na dupie w domu" minęły bezpowrotnie.
                    • aga_rn Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 00:01
                      smile masz racje, ja naleze do "szkoly myslenia" typu "samolot,
                      autobus, pociag czy tramwaj - co za roznica, to srodek lokomocji, i
                      o ile stac mnie na wykupienie biletu to wsiadam i jade/lece". Z
                      dzieckiem czy bez. smile
    • insomnia0 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:41
      nie ma zakazu "wprowadzania" na poklad dzieci.. takze kazdy powinien miec
      swiadomosc ze moze sie dziecko pojawić..ze płacze ? krzyczy? oczywiscie rodzice
      powinni reagowac jak najbardziej, aby ich pociecha nie przeszkadzała innym, ale
      tez trzeba zrozumiec ze dziecko moze byc np chore? z gorączką?...
      • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:50
        Brać chore dziecko na wycieczkę z biura podróży,to już nie skomentuje głupoty
        tych rodziców.
        • blackone76 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:15
          ale moze dziecko zachorowało na wycieczce i trzeba je dotransportowac do domu.
          Nie zostawisz chyba?
          Myslenie to przyszłość smile
      • fogito Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:50
        Wiele razy leciałam przez Atlantyk z małym dzieckiem i wiem, że im
        mniejsze dziecko tym łatwiej taki lot znosi, bo po prostu śpi.
        Zdarzały się dzieci, które płakały po 8 godzin a uspokajały się w
        czasie lądowania. Jedynym uczuciem było współczucie dla rodziców i
        samego dziecka, bo na pewno przeżywali katusze.
        Bardziej w samolotach - zwłaszcza czarterowych- przeszkadzaja mi
        podpici Polacy, którzy zamiast siedzieć na tyłku to łaża,
        przeklinaja i zachowują się po chamsku. Płaczące dziecko to mały
        pikuś w porównaniu z podchmielonymi rodakami. Myślę, że to oni
        powinni przepraszać za swoje zachowanie.
        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:52
          Oni też.Co nie znaczy,że tylko oni mają przepraszać tongue_out
          • fogito Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:58
            Przepraszać, to można wtedy jak dzieciak kilkuletni zacznie walić
            sąsiada w głowę swoja zabawką. Płacz to naturalna reakcja dziecka na
            dyskomfort i nie ma tutaj za co przepraszać.
            A jak ktoś ciągle tego nie rozumie to polecam podróże pierwszą
            klasą. Tam jest z założenia mniej dzieci ale za to więcej
            podchmielonych i aroganckich biznesmenów. Jeśłi tak tez nie dobrze
            to polecam pozostanie w domu tongue_out

            ps. moje dziecko uwielbia samoloty i nigdy nie płacze, ale sa
            dzieci, które po prostu nie daja rady w samolocie i trzeba to
            zrozumieć. Zawsze też można założyc słuchawki na uszy.
            • sanna.i Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:09
              Ale trochę racji ma twój przedmówca.Jeśli dziecko bardzo źle znosi podróż i nie
              daje rady w samolocie,to po kiego je męczyć (wyłączając wyższą konieczność)?
              Przecież można wakacje zorganizować tak,żeby nie katować ani dziecka,ani
              współpasażerów.
              • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:19
                sanna.i napisała:

                > Przecież można wakacje zorganizować tak,żeby nie katować ani
                dziecka,ani
                > współpasażerów

                Czy Ty rozumiesz, ze to nie tylko wakacje, tylko rowniez odwiedzenie
                rodzicow, rodziny, brata, siostry. Ktos ma czekac 3 lata zeby
                rodzina dziecko zobaczyla? Coscie sie tak uparli na to, ze to dla
                kaprysu rodzicow wlecze sie dziecko w podroz samolotem.

                Ja nie zabieram dziecka do supermarketow, nie chodzimy z nim do
                knajp, bo nie musimy, ale do rodzicow jechac MUSZE. rozumiesz?
                • sanna.i Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:28
                  Toż napisałam "wyłączając wyższą konieczność",a za taką uznaję odwiedzenie
                  dziadków,którzy mieszkają na innym kontynencie i chcieliby w końcu wnuki
                  zobaczyć.Ale już ciąganie dzieci na Kanary albo gdzieś tam,mając na uwadze
                  fakt,że dziecko w samolocie źle się czuje,wrzeszczy,przeszkadza,wymiotuje dalej
                  niż widzi itp.,to już fanaberia rodziców i ich brak rozsądku i empatii,również
                  wobec własnego dziecka.
                  • fogito Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:38
                    Ale przecież loty wakacyjne to w dużej mierze krótkie loty i wcale
                    nie sa męczące. No chyba, że ktoś lata wyłącznie do Singapuru albo
                    Australii. Trochę płaczu w samoloce, a potem dwa tygodnie wakacji w
                    ciepłym miejscu. Same plusy smile
              • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:27
                sanna.i napisała:

                > Ale trochę racji ma twój przedmówca.Jeśli dziecko bardzo źle znosi
                podróż i nie
                > daje rady w samolocie,to po kiego je męczyć (wyłączając wyższą
                konieczność)?

                Ale na wakacje nie lata sie co tydzień (przewaznie wink) Skąd ma być
                wiadomo przed faktem, jak dziecko bedzie się czuło w samolocie?
                To, że przespało 3 godziny lotu jako półroczniak nie znaczy, że nie
                będzie się darło jako półtoraroczniak smile
            • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:09
              Jak kichnę to też przecież naturalna sprawa,ale zawsze przepraszam,dziwne
              prawda? Powinienem oczekiwać zrozumienia otoczenia.
      • asiaiwona_1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:58
        z tymi oddzielonymi miejscami dla rodzin z dziećmi to chyba mało
        relane. No bo ile takich miejsc zrobić i co w przypadku jak nie
        będzie już wolnych tych miejsc, tylko te "normale", a jakaś rodzina
        z dzieckiem będzie chciała lecieć. CZy wtedy linie lotnicze będą
        wolały zarobić na sprzedaży im tego miejsca, czy raczej dla komfortu
        psychicznego innych dorosłych pasażerów będą wolały lecieć z pustymi
        miejscami.
        Nie jestem zwolenniczą odizolowywania dzieci od reszty.
    • fergie1975 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:48
      ja lecialam z dzieckiem, nie chcial pic podczas startu i ladowania i przez
      praiwe godzine lotu płakał, bo przeciez 20 minut to wznoszenie a drugie 20 to
      lądowanie, spokoju było może 10 minut. To w jedną stronę, jak wracaliśmy było
      lepiej, uszy już go tak nie bolały i spał.

      Nikt mi nie zwrocil uwagi, a wrecz przeciwnie, ludzie robili wszystko, zeby go
      zabawic (jedna pani nawet głupie miny), zeby pomoc, nawet stewardessa przyniosla
      kubeczki, które mialy w srodku gorące papierowe reczniki i mialy pomoc po
      przyłożeniu do uszu (tych kubeczków). Ale moje dziecko miało gdzieś te kubeczki uncertain.

      Drugie dziecko obok w tym samym wieku spało, nasze zasnelo dopiero po
      zakonczeniu lotu.
      Z drugiej strony nie wiem jak pasażerowie to wytrzymali wink?

      dla ciekawych:
      uśmiech mojego dziecka nad czystym i cieplym morzem za granicą - bezcenne!
      • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:51
        A nad Bałtykiem to już nie bezcenny?
        • fogito Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:59
          Jak zostaniesz nad Bałtykiem, to nie będziesz musiał znosić płaczu
          dzieci w samolotach big_grin
        • fergie1975 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:10
          byliśmy tu i tu i niestety nad Bałtykiem nie było uśmiechu uncertain.
        • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:28
          lubie_gazete napisał:

          > A nad Bałtykiem to już nie bezcenny?

          Po 10 godzinach jazdy samochodem?
          To już nie jest męczenie dziecka?
          • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:12
            id.kulka napisała:

            > lubie_gazete napisał:
            >
            > > A nad Bałtykiem to już nie bezcenny?
            >
            > Po 10 godzinach jazdy samochodem?
            > To już nie jest męczenie dziecka?

            Pewnie,lepiej męczyć 50 innych uczestników wycieczki niż własne dziecko.Bo to ja
            i moje dziecko jest w centrum wszechświata a reszta ma się przystosować.
            • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:17
              lubie_gazete napisał:

              > id.kulka napisała:
              >
              > > lubie_gazete napisał:
              > >
              > > > A nad Bałtykiem to już nie bezcenny?
              > >
              > > Po 10 godzinach jazdy samochodem?
              > > To już nie jest męczenie dziecka?
              >
              > Pewnie,lepiej męczyć 50 innych uczestników wycieczki niż własne
              dziecko.Bo to j
              > a
              > i moje dziecko jest w centrum wszechświata a reszta ma się
              przystosować.
              >

              Nie odwracaj kota ogonem, już chyba w pierwszym poście pisałeś,
              jakie nieludzkie jest pakowanie niemowlaka do samolotu.

              Nie żyjemy w próżni. Zawsze może się przypałętać ktoś, komu samo
              istnienie dziecka będzie przeszkadzać - czy to w samolocie, czy w
              autobusie, czy w osiedlowym sklepie. Bo je coś zaboli, bo zamarudzi,
              bo się przestraszy, bo coś powie głośniej, niż norma przewiduje
              (albo w ogóle się odezwie). Zatem co - do wieku dojrzałego zamknąć w
              piwnicy?
              • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:27
                W piwnicy najchętniej bym zamknął Ciebie i zrobił parę różnych fajnych rzeczy smile
                Mam nadzieję,że sama moja obecność nie będzie Ci przeszkadzała wink
    • magdusiastar1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:54
      Chcialam dodac, ze ja ze swoim 5-cio letnim dzieckiem odbylam kilkadziesiat
      lotow, w tym dlugodystansowych (11 godzin) i nigdy nie bylo rykow, krzykow itp.
      Natomiast raz mialam "przyjemnosc" leciec z doroslym (na oko 20-25 lat)
      osobnikiem, ktory po starcie zaczal wszystkich pasazerow raczyc hip-hopem ze
      swojego laptopa (glos na caly regulator + efekty wizualne, flashe itp.) Lot byl
      pozno wieczorem, swiatla w kabinie przygaszone, mysle ze wiele osob nie mialo
      nic przeciwko temu zeby sie zdrzemnac, co niestety okazalo sie niemozliwe. Kilku
      pasazerow poprosilo stewardesse o zwrocenie uwagi DJ-owi, niestety bez rezultatow.
      Tak wiec prosze nie obwiniac dzieci, skoro sami dorosli to czasem, sorry, bydlo.
      • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:56
        > Tak wiec prosze nie obwiniac dzieci, skoro sami dorosli to czasem, sorry, bydlo

        Ja też nie fajne historie o dorosłych w samolotach mogę poopowiadać.
        • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 21:43
          Czy to, że inni kradną to ja mam się zaopatrzyć w gazrurkę i iść na rozbój? Nie!
          Nie wszyscy dorosli zachowuja się wzorowo, sa i samolotowi chuligani i to jest
          godne potępienia. Mamy małych dzieci, zrozumcie, ze nie wszyscy muszą lubić
          dzieci i zachwycac sie nimi. Są tacy, którzy chca odpocząć, zostawili w domu
          własne po to, aby nie słuchac wrzasków, krzyków, plucia itd. I nie jest to nic
          złego. Zle jest natomiast zakłócanie innym spokoju/odpoczynku bez względu na wiek.
          • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:31
            protozoa napisała:

            > Mamy małych dzieci, zrozumcie, ze nie wszyscy muszą lubić
            > dzieci i zachwycac sie nimi. Są tacy, którzy chca odpocząć,
            zostawili w domu
            > własne po to, aby nie słuchac wrzasków, krzyków, plucia itd.

            Jeszcze mi się nie zdarzyło spotkać rodziców, którzy by się
            zachwycali rykami i darciem własnych dzieci. Niestety dzieci nie są
            wyposażone w piloty z funckją OFF, którą można by uaktywnić na czas
            lotu, by sobie i wspłpasażerom zapewnić komfortowy lot...
            • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:58
              > Niestety dzieci nie są
              > wyposażone w piloty z funckją OFF, którą można by uaktywnić na czas
              > lotu, by sobie i wspłpasażerom zapewnić komfortowy lot...

              No więc dopóki dzieć nie oduczy się płakać (niektóre nigdy chybasmile powinien nie
              zapuszczać się w świat lubiących ciszę dorosłych. To takie proste przecież smile
      • via_via Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 17:34
        bo matka z dzieckiem to łatwy cel. Łatwiej się na takiej uwiesić niż na
        nawalonym dresie albo panu z pieskiem srającym na chodnik, tudzież kretynowi,
        który zastawia samochodem całe przejście - jednym słowem tej normalnej części
        społeczeństwa z mózgiem nie wypranym przez macierzynstwo. Nie rozumiem też
        dlaczego mam nie jechać na wakacje, tudzież wlec się z dzieckiem samochodem 10
        godzin nad polskie śmierdzące morze, zamiast unosić komfortowo tyłek przez 2
        godziny. I serdecznie gdzieś mam gromiących wzrokiem, ostatecznie to ja będę w
        wyjcem na wakacjach i mam wystarczająco przerąbane suspicious
        • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 21:49
          I taka postawa budzi agresję innych. Wyjące dziecko? Kopiące fotel z przodu?
          Mama mająca gdzieś współpasażerów? To przestańcie się dziwić, że
          współpasażerowie odnoszą się do dzieci niechętnie, ba nawet agresywnie. Kopnięty
          pasażer z przedniego fotela tak go opuści ( zgodnie z prawem), że maluch i jego
          mama nie będa mieli co zrobic z nogami. Są jeszcze laptopy, mozna coś potrącić,
          coś rozlać. Jest mnóstwo sposobów, aby "umilić" sobie podróz. Nie poecam, nie
          stosuję, ale rozumiem zdesperowanych.
          • via_via Re: Dzieci w samolocie. 31.01.09, 22:00
            nie mówię o dziecku, które usiłuję wejść na głowę innym, ale takim, które
            płacze, bo się boi, bo go uszy bolą etc. I jeżeli ktoś w takiej sytuacji
            opuściłby mi siedzenie na nogi, to biedny byłby jego fruwający tyłek. Bo proszę,
            okazuje się, że asertywny współpasażer rozlewający coś na innych budzi
            zrozumienie, ale asertywna mama, która nie ma zamiaru przepraszać, że dziecko
            uszy bolą już nie. Pytam raz jeszcze - gdzie są ci wszyscy bojowi obywatele
            kiedy trzeba zwrócić uwagę dresowi albo nawalonym kretynom drącym paszczę na
            cały samolot. Proponuję wylać coś na nich albo przytrzasnąć, miłośnicy spokoju i
            dobrych mianier (sic) - ordnung będzie w narodzie jak trza.
    • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:57
      Kropko, no takie sa uroki podrozowania samolotem. 150 ludzi
      wcisnietych jak sardynki na mala powierzchnie. Latam od wielu lat
      regularnie na trasach transoceanicznych i latam w economy class
      (zazwayczjawink) i zdarzali sie towarzysze podrozy, ktorzy byli
      meczacy: grubas, ktory zaparkowal kolo Ciebie i zajmuja polowe
      twojego siedzenia i tacy, male dzieci wrzeszczace, duze dzieci
      kopiace z tylu w Twoje siedzenie i jeczace. No i co? Zakazac?
      Jak komus to tak bardzo przeszkadza to wynajac prywatnego jeta, albo
      w pierwszej klasie latac.
      To jest tylko 8-10 godzin, mozna: zalozyc sluchawki na glowe i
      odciac sie od wrzasku, w najgorszym wypadku neutralizowac sie
      alkoholami, albo wziac tabletke nasenna.

      Wszystko sie w przyrodzie wyrownuje, kiedys ja wysluchiwalam wrzasku
      innych dzieci. Pozniej inni wysluchiwali wrzasku mojego.
      Na cala podroz, gdzie jest zwykle duzo dzieci, zdarza sie moze 1-2
      ktore jest bardziej rozwrzeszczane. I jest to tylko uciazliwe jak
      siedzisz w bardzo bliskim sasiedztwie.

      szczerze, to bardziej przeszkadzaja mi grubasy.
      • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:02

        > Kropko, no takie sa uroki podrozowania samolotem. 150 ludzi
        > wcisnietych jak sardynki na mala powierzchnie.

        Ja to wszystko przyswoiłam już dawno. Problem w tym że to dzieci i rodzice
        oceniani są zawsze najbardziej kategorycznie.
    • demonii.larua Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 14:59
      Dzieci podróżują, nie tylko samolotem zresztą, nasze z nami również - zdarzyło
      nam się spędzać 12 godzin w autokarze, najmłodsze miały wtedy 1,5 roku. Jest
      różnica między dzieckiem, które płacze bo się boi, chce pić czy jest głodne, a
      takim którego rodzic nie potrafi zaradzić nic na nudę (bo podróże nie dla
      każdego dziecka są fascynujące).
      Przyznam się że sama nie znoszę rozwrzeszczanych dzieciaków, których rodzice nie
      reagują na płacz czy rozrabianie smile Oczywiście jest różnica między
      kilkumiesięcznym bobasem, a dwulatkiem. Aczkolwiek uważam, że skoro mój
      najmłodszy potrafi spędzić długą podróż nie burząc komfortu podróży innym, to
      tym bardziej potrafi to starsze dziecko.
      • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:04
        > najmłodszy potrafi spędzić długą podróż nie burząc komfortu podróży innym, to
        > tym bardziej potrafi to starsze dziecko.

        Ale dzieci są różne jednak.
        • demonii.larua Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:16
          > Ale dzieci są różne jednak.
          Ja to wiem, moje własne bardzo nawet się róznią do siebie big_grin Dlatego jedno
          sobie siedzi trzy godziny przyklejone do szyby, a drugie ogląda bajki na lapku
          albo rysuje... W sęsie, że zająć się nim bardziej trzeba z racji roli rodzica
          tak? smile A nie pozwolić by dzieć kopał w siedzenie sąsiadowi przez dwie godziny
          big_grin No na takie zachowania nie mam tolerancji i co mam zrobić, pochlastać się? big_grin
      • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:06
        > reagują na płacz czy rozrabianie smile Oczywiście jest różnica między
        > kilkumiesięcznym bobasem, a dwulatkiem.

        Zwlaszcza jak ten dwulatek jest po 8-godzinnym locie, zostal
        obudzony po 2 godzinach snu, zegar biologiczny mowi mu, ze jest 3
        nad ranem i musi czekac na lotnisku 3 godziny na przesiadke.
        Wszystko rozumie i ugodowo mozna sprawe zalatwic
        • demonii.larua Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:17
          > Wszystko rozumie i ugodowo mozna sprawe zalatwic
          Oczywiście, tylko trzeba chcieć smile
    • bozenka78 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:04
      A mnie wlasnie niedlugo czeka podroz samolotem z niespelna trzylatkiem.
      I juz sie boje.
      I oczywiscie nie musze z nim leciec, uczciwie przyznaje, ze to nie jest wyzsza
      koniecznosc. Moge poczekac ze wszystkimi wakacjami zagranicznymi do czasu gdy
      najmlodsze z moich planowanych dzieci osiagnie wiek dojrzaly smile
      Tyle ze te wakacje to glownie dla dziecka. Wybrany hotel jest przeznaczony dla
      rodzin z dziecmi, mnostwo atrakcji dla takich maluchów. Hotelu z takimi
      udogodnieniami nie znalazlabym w Polsce, nie mowiac juz o pogodzie w marcu.
      Jedyny słaby punkt to ta cholerna podróż.

      I trudno: to jest dziecko. Nie bede czytala ksiazki, bede sie nim zajmowala
      przez caly lot. Ale on nie bedzie cicho, bedzie gadal przez caly lot, pewnie mu
      sie zdarzy niechcacy kopnac w siedzenie przed nim, mimo, ze bede bardzo
      pilnowala, zeby tego nie robil, ale nog mu nie zwiaze. Jesli kopnie, to
      przeprosze z usmiechem i tyle.

      Usprawiedliwia mnie chyba tylko to, ze jak jezdzilam na wakacje bez dzieci, to
      tez kopano w moje siedzenie i tez musialam caly czas wysluchiwac czyjegos
      Maamooo i nie moglam przez to spac. A nikomu zlego slowa nie powiedzialam.
      Dlatego jak uslysze jakas nieprzyjemna uwage, to odpowiem, zeby ktos
      wyczarterowal sobie prywatny samolot, jak mu towarzystwo nie odpowiada.
      Trudno.
      • fergie1975 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:16
        w ogole się nie przejmuj, ja też się bałam, dziecko mi sie nie spisało, a jak
        napisałam powyżej wszyscy byli bardzo mili.

        ps. przyda się sznurek, żeby dziecko za daleko po samolocie nie latało wink
    • insomnia0 kwestia nastawienia 30.01.09, 15:09
      jesli ktoś z załozenia nie cierpi dzieci..to bedzie szukał w kazdej sytuacji
      poparcia dla swojego założenia.
      Takie nastawienie..
      Wielki atak na dzietnych..ze przepraszam nie potrafia powiedziec.. ohh tylko oni.
      Kiedyś sytuacja zmusiła mnie abym przejechał kilka przystankow autobusem z
      wózkiem..Wchodze a tam w miejscu przeznaczonym na wózek stoją ludzie.. nic nie
      mowie.. kazdy kto spojrzał na mnie - szybkim wzrokiem uciekał za okno.. za
      chwilę jeden z mezczyzn chciał wysiasc i musiał prezciskac sie obok wozka..z
      wielką złością mowi do mnie nie ma pani gdzie stanąć z tym wozkiem. Mówie nie
      mam bo w miejscu gdzie pan stał jest wlasnie miejsce na wozek. To on na to ze
      skoro taki tłok nie powinnam w ogóle wsiadac do autobusu. Wysiadał i pod nosem
      mowił "ale chamstwo"...
      No faktycznie chyba mowił do siebie..
      Druga sytuacja: idę chodnikiem szerokim, na środku stoją 4 kobiety tak ze nie da
      sie przejechac.. dojezdzam i mowię "przepraszam"... na co dwie mnie zmierzyły i
      mowią "to juz nie ma gdzie chodzić na spacery"? jedna sie połdupkiem
      przesuneła..wozkiem sie całym nie zmiesciłam.. troche przejechałam trawnikiem..
      I co im dziecko przeszkadzało? Mały nie płakał, nie krzyczał. Fakt ze wogole
      śmiałam gdzies wyjsc z dzieckiem był nie do zniesienia.
      A dzieci to mali ludzie, aby nauczyc się zyc miedzy innymi musza wychodzic z domu.
      Kiedys w sklepie jakas dziewczyna dziwiła sie ze mąż całuje małego w sklepie..
      bo to takie nieestetyczne.. i dziwnie jej się robiło jak cłował - małą-
      zaslinioną gebulkę... crying Powiedział jej ze kocha dziecko i ze jak jej
      przeszkadza niech sie nie patrzy- tez była oburzona.. i co? pewni wszyscy
      uwazali ze niewychowani jestesmy. A my uwazalismy ze natkneliśmy sie na tez
      niewychowanych..
      Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia..
      • myelegans Re: kwestia nastawienia 30.01.09, 15:15
        Ja sie spotykalam tylko z zyczliwoscia. Letam zawsze sama, po razm
        pierwszy z polroczniakiem, z calym obstalunkiem: wozek, plecak,
        nosidlo itd. itp. przez bramki.
        Zawsze mi wspolpasazerowie oferowali pomoc, potrzymania dziecka,
        zaladowania bagazu, wyjecia go, przypilnowania dziecka jak do
        toalety szlam itd. itp.

        Zawsze mialam przy sobie zatyczki do uszow, ktore oferowalam
        wspolpasazerom.

        Kiedys maly sie wybudzil z drzemki po godzinie spania, byla pora
        lunchu, urzadzil ryk nieprzerwany przez 20 minut, az przyszla
        stewardessa i zapytala, czy w czyms moze pomoc. Poprosilam o
        spadochron. Rozejrzalam sie wokol i przepraszalam, kilka pan
        usmiechnelo sie tylko o powiedzialo, zebym sie nie martwila, ze one
        tez przez to przechodzily , i wiedza jak to jest. Spotkalam sie ze
        wspolczuciem i zrozumieniem, nie potepieniem. Acha, te panie to byly
        Niemki...
        • mama-maxa Re: kwestia nastawienia 30.01.09, 15:17
          no więc właśniesmile trochę życzliwości, dobrej woli od wszystkich
          uczestników podróży i od razu będzie lepiej

          szkoda, że niektórym tak ciężko zrozumieć współistnienie w
          społeczeństwie
          • protozoa Re: kwestia nastawienia 30.01.09, 21:50
            Tak! współistnienie w społeczeństwie! oznacza to również, że nie wszyscy muszą
            lubic dzieci, nie wszyscy muszą znosic ich uciążliwe zachowania.
            • doral2 nie czytałam całego wacika, bo mi czasu nie staje, 30.01.09, 21:59
              ale powiem tak - raz leciałam z francuzami, bachory darły się i ryczały
              calusieńką drogę (11 godzin lotu), upieprzyły cztery siedzenia roztopiona w
              rękach czekoladą, oblały mlekiem z kubka, obsypały okruchami z ciastek kanapek i
              chusteczka wie czego. zostawili po sobie autentyczny chlew.

              drugi raz na tej samej trasie leciałam z czarnoskórymi, których dzieci po
              wyrównaniu pułapu zjadły i zasnęły. i spały aż do lądowania. zostawili po sobie
              poskładane na kupkę poduszki, koce samolotowe i gazety.

              wiek dzieci porównywalny.

              znaczy się, że można.
            • kropkacom Re: kwestia nastawienia 30.01.09, 22:00
              > lubic dzieci, nie wszyscy muszą znosic ich uciążliwe zachowania.

              A czemu mam znosić kiepskich dorosłych i ich zachowania poniżej poziomu nawet
              trzylatka? Czemu twoim zdaniem dzieci powinno się chować w domu, zdała od ludzi
              a byle buc może wszędzie bo ma powyżej metra pięćdziesiąt?
    • mama-maxa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:11
      jak to mówio moja babcia: nie pamieta wół jak cielęciem byłbig_grin
      najwięcej mają do powiedzenia Ci, co to juz dzieci "odchowali".
      Nigdy nie mów chop, póki nie przeskoczysz, każdego może to spotkać,
      zyjemy w społeczeństwie dosyc zróżnicowanym , więc dziecko to akurat
      jest najmniejszy problem. Mi tez bardziej przeszkadzają ludzie, w
      otoczeniu których unosi sie odór alkoholowy, którzy głośno mówią i
      bardzo gestykulują itd.

      Dobrą wolę to należy wymagać od obydwu stron - ja jako matka mogę
      przeprosić, aczkolwiek moge sobie nie życzyc, żeby ktoś mi w głupi
      chamski sposób zwracał uwagę odnośnie mnie czy wychowania mojego
      dziecka. Robię co mogę, czasem się udaje, czasem nie i już.
      • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 21:07
        Zawsze(!!) jadąc gdziekolwiek z dziecmi robiłam wszystko, aby nie były uciążliwe
        dla innych ludzi. Zaczęlismy jeździć wtedy, gdy dzieci były na tyle duże, żeby:
        - dobrze znieśc trudy podróży
        - nie drzeć sie w samolocie, nie biegac, nie przeszkadzać innym
        - dzieci cokolwiek zrozumiały
        dziś moi synowie maja po 19 lat i widzieli naprawde bardzo dużo na 4 kontynentach.
        • estelka1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 21:49
          Kiedy moja córka była maluchem, w miarę możliwości starałam się z
          nią bywać "między ludźmi". Nie mniej jednak raczej nie wypuszczałam
          się w kilkugodzinne podróże środkami publicznego transportu, a jeśli
          już się tak zdarzyło, starałam się by jazda była z przesiadkami,
          żeby mogła sobie podreptać i wyładować energię, albo w nocy, kiedy
          spała jak kamień. W kościele stawałyśmy blisko wyjścia, żeby w razie
          płaczu młodej, wyjść nie przeszkadzając innym, podobnie na jakiś
          imprezach typu wystawa, koncert, czy kino. I wierzcie mi, nigdy nie
          spotkałam się z przejawami zniecierpliwienia innych ludzi z powodu
          obecności mojego dziecka, a dziecię szybko nauczyło się wytrzymywać
          bez marudzenia między ludźmi nawet 2-3 godziny. Na ogół jak się
          bardzo znudziła, mówiła mi po cichu że chce iść do domu. A jeśli to
          nie było realne, przytulała się do mnie i zasypiała.
    • gacusia1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:18
      Osobiscie preferuje spokoj,w samolocie tez. Lecialam do PL i z
      powrotem z dziecmi.Cora miala 11,5 synek 1,5roku. Podroz w jedna
      strone 8h w druga 9h. W jedna strone caly czas spedzilam z synem
      chodzac po samolocie,oczywiscie gdy mozna bylo. Mlodemu strasznie
      sie nudzilo i ciekawy byl wszystkiego.Na szczescie nie jest
      placzliwym dzieckiem ale dosc zywiolowym. Na tylach samolotu
      sprawdzil wszystkie szafki,zakamarki,siedzenia dla obslugi. Nie
      usiedzialby na "swoim" miejscu tyle godzin. To fizycznie niemozliwe.
      Dalam mu przed lotem cos jak Aviomarin ale nie "zmulilo" go
      niestety ,-))) Mialam zapas ksiazeczek,zabawek zeby usiedzial ale
      nic z tego. Mysle,ze mniej przeszkadzalismy pasazerom chodzac po
      pokladzie niz wiercac sie,wyginajac i pewnie krzyczac i placzac na
      miejscu. Nie ma rady. Dziecko to dziecko a samolot niekoniecznie
      jest przystosowany do zabawiania malolatow.
      • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:24
        > Dalam mu przed lotem cos jak Aviomarin ale nie "zmulilo" go

        Na drugi raz sprobuj Benadryl dzieciecy. Pediatra nam poradzila.
        • gacusia1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:27
          Dalam Gravol-silniejszy ,-))))) Bebedryl to lek na alergie i
          niekoniecznie odniesie pozadany skutek w samolocie.
          • myelegans Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:32
            gacusia1 napisała:

            > Dalam Gravol-silniejszy ,-))))) Bebedryl to lek na alergie i
            > niekoniecznie odniesie pozadany skutek w samolocie.

            Ale jako efekt uboczny powoduje sennosc, albo... pobudzenie, dlatego
            warto wyprobowac wczesniej. Mojego tak ululalo, jak sie po 5
            godzinach przebudzil, dalam mu nastepna tabletke i przespal cala 9-
            godzinna podroz. Obudzil sie jak skowronek, ja bylam w gorszym
            stanie siedzac w tej samej pozycji przez 9 gozdin.
            • gacusia1 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 16:08
              Hehehe,lata sie super ale kurde,tylek boli. Ja lecialam w ciazy i
              myslalam,ze umre. Nie dosc,ze wymiotowalam w tej mini toalecie-nie
              wiedzialam jak sie ustawic,zeby tylkiem nie wypchnac drzwi. Chodzic
              tez nie bardzo,bo jak tylko wstalam to siku mi sie chcialo i znow do
              tej mini toalety....Na takich dystansach,to kazdy powinien dostac I
              klase ,-D
        • gacusia1 Sorki,literowka w nazwie! n/t 30.01.09, 15:27

        • gacusia1 Dalam Gravol 30.01.09, 15:30
          to silniejszy specyfik.Benadryl jest na alergie a nie na chorobe
          lokomocyjna. Moze zmulic ale nie tak,jak Gravol czy Aviomarin.
          • aga_rn Re: Dalam Gravol 30.01.09, 15:36
            Benadryl (Diphenhydramine) ma rowniez dzialanie uspokajajace i
            przeciwymiotne. Np. leki nasenne sprzedawane w aptekach bez recepty
            (takie jak Nytol, czy generic-"sleeping pills, np. Life) zawieraja
            wlasnie Benadryl. Na mnie te tabletki dzialaja nasennie smile
            Gravol tez zwykle dziala na mnie nasennie, ale w samolocie nie mial
            na mnie efektu - wrecz przeciwnie, czulam sie bardziej pobudzona.

            en.wikipedia.org/wiki/Diphenhydramine
            • gacusia1 Re: Dalam Gravol 30.01.09, 16:04
              Jako dizecko dostawalam Awiomarin i spalam jak beton. Matka nigdy
              nie wiedziala co wybrac-spiaca mnie na wycieczce czy obrzygany
              samochod. Nie moglam jechac nawet 20min zeby nie "haftnac". To jak
              sie reaguje na lek to indywidualna rzecz. Wiekszosc lekow
              antyhistaminowych posiada wlasciwosci lekko usypiajace dlatego jest
              ostrzezenie by nie prowadzic auta po zazyciu leku.
    • bozenka78 Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 15:46
      A jeszcze chcialam dodac taka "odkrywcza" prawde, ze dzieci sa rozne.
      I okreslenie "niewychowany" do dwulatka pasuje mniej wiecej tak, jak "malo
      seksowna" do dziewiecdziesieciolatki.
      Najwiecej do powiedzenia w zakresie wychowania dzieci maja albo osoby bezdzietne
      albo rodzice bardzo spokojnych dzieci. Istnieja takie maluchy (sama widzialam),
      ktore potrafia zamki z klockow budowac przez 2 godziny, w piaskownicy przez 40
      minut w 1 miejscu siedza. I z takimi dziecmi nie bedzie problemow w samolocie.
      Ale jednak wiekszosc dzieci jest bardziej zywiolowa. Moj syn ma w sobie tyle
      energii, ze zajmowanie sie nim jest naprawde wyzwaniem. Zwlaszcza w zamknietym
      pomieszczeniu typu samolot.
      Ale nie zamkne go z tego powodu w domu.
    • jaque Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 17:05
      Nie spotkałam się nigdy z negatywną reakcją pasażerów na płaczące dziecko. I
      myślę, że ludziom narzekającym na zachowanie dzieci w samolotach zwykle nie o to
      chodzi.
      Co innego dzieci rozwydrzone, wrzeszczące dla zabawy, rzucające zabawkami,
      kopiące w fotele itd. I ich rodzice, którzy takie zachowanie uważają za normę.
      Kiedyś sama zwróciłam uwagę mamie, której synek walił nogami w nasze fotele.
      Usłyszałam: Ale przecież to tylko dziecko. Super, ja leciałam z dwójką w
      podobnym wieku, z których jedno właśnie usiłowałam uśpić (co walenie w fotel
      skutecznie uniemożliwiało).
      Standard to też rodzice kompletnie nieprzygotowani do lotu. Nie raz
      częstowaliśmy jakąś małą płaksę żelkami, bo rodzice nawet wody na
      start/lądowanie nie mieli. O zabawkach, książeczkach, czy jakimkolwiek innym
      pomyśle na zajęcie się dzieckiem w czasie podróży nie wspomnę.
    • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 30.01.09, 21:23
      Dzieci i rodziny z małymi dziecmi nie sa świętymi krowami. Cały swiat nie musi
      padac im do stóp tylko z tego powodu, że sa/mają dzieci.
      Wiadomo, że maluch nie wysiedzi w spokoju dłużej niz kilkanaście minut, ze
      dziecko może płakac, żle tolerować otoczenie, itd. I dlatego są miejsca, które
      z zasady nie są przeznaczone dla dzeci, choc oczywiście nie ma tam tabliczek
      "wstep z dziecmi surowo wzbroniony".
      Każdy człowiek mający odrobine rozumu i empatii nie ciągnie małego dziecka do
      restauracji, bo prędzej czy póxniej zaczyna biegac, płakac, nudzić sie i
      awantura gotowa. Nie dlatego, żeby ktos miał coś przeciwko dzieciom, ale
      przeciwwko bezmyslności rodziców. To samo dotyczy samolotu i wakacji w ciepłych
      krajach.
      Lot 3-4-5 godzinny ( Kanary , Wyspy Zielonego Przylądka czy chocby Grecja,
      Turcja) jest dla dziecka męczący. Pobyt najczęściej wcale nie bardziej
      atrakcyjny niz na działce czy nad Bałtykiem. Nie bardziej atrakcyjny dla
      dziecka, bo atrakcji dla rodziców nie brakuje. I w ramach swoich atrakcji
      ciągnie się dziecko na drugi koniec kontynentu. A tam bywa róznie. Grecja,
      Turcja, Tunezja, Egipt a nawet Kanary czy wspomniana Majorka to odmienny klimat
      i duża szansa, że zamiast atrakcji turystycznych sa inne mocne wrażenia -
      choroby dzieci. Rodzice mają szanse poznania nowych ludzi ( rezydentów, lekarzy
      zarówno miejscowych jak i rodaków) i zmagania się z chorującymi dziecmi. A przy
      okazji wspaniale "uatrakcyjniają" podróz/pobyt innym.
      Nie mam nic przeciwko małym dzieciom. Sama jestem matką. Jednak są rzeczy,
      których nie rozumiem. Moje dzieci nie bawią się na hustawkach na placu zabaw, bo
      nie jest to miejsce dla nich, dlaczego więc z małymi dziećmi do 4-5 roku życia
      nie jeżdzi się tam, gdzie otoczenie jest im przyjazne, podróz krótka i mało
      męcząca? Bo rodzice mają fanaberie?
      Tam gdzie zaczyna się wolność innych ludzi kończy się ( niestety) wolnośc
      jednostki, bez względu na to ile ta jednostka ma lat.
      • aleksandrynka Re: Dzieci w samolocie. 31.01.09, 00:04
        > Tam gdzie zaczyna się wolność innych ludzi kończy się ( niestety) wolnośc
        > jednostki, bez względu na to ile ta jednostka ma lat.

        nie dramatyzowałabym smile Niemowlak zabiera Ci wolność? Protozoa nie da
        niemowlakowi wolności? Łomatko! A może do wolności dodajmy elastyczność, jakoś
        bardziej ludzko się zrobi smile
        • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:20
          Czy to tak trudno zrozumiec, że ludzie NIE MUSZA KOCHAC C U D Z Y C H dzieci,
          nie muszą chcieć tolerować ich biegania, wrzasku, płaczu itd. Czy to tak trudno
          zrozumiec, ze ludzie mają prawo(!!!) do wypoczynku i wypoczynek ten nie musi byc
          ukwiecony krzykiem małych dzieci. Elastyczność? Tak, ale jest granica.
          Jezeli 10 godzine pod rząd w samolocie jest ryk to najbardziej elastycznego i
          cierpliwego człowieka wyprowadzi to z równowagi. A jeżeli ryk ( niekoniecznie
          ego samego dziecka) powtarza się na plazy, w jadalni, na wycieczce ( bo
          trzylatka trzeba koniecznie zabrać na objazd wyspy) to każdy normalny człowiek
          przestaje byc empatyczny.
          Jesli chcecie, żeby Wasze dzieci były tu i tam mile widziane zadbajcie o to,
          zeby zachowywały się tak, zeby nie zakłócać odpoczynku i spokoju innym.
          • mama-maxa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 11:02
            Protozoa ludzie z dziećmi maja prawo do takiego samego zdania wobec
            tych ludzi, co to dzieci nie lubiąuncertain

            Jesli chcecie, żeby Wasze dzieci były tu i tam mile widziane
            zadbajcie o to,
            > zeby zachowywały się tak, zeby nie zakłócać odpoczynku i spokoju
            innym.

            jezeli Ci te dziecie przeszkadzają, to może zdecyduj się na inną
            formę urlopu, w innym miejscu, bo chyba nie wymagasz od ludzi z
            dziećmi, żeby z powodu takich jak ty ludzi w domu siedzieli -
            wybaczuncertain
            • malila Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 12:15
              mama-maxa napisała:
              chyba nie wymagasz od ludzi z
              > dziećmi, żeby z powodu takich jak ty ludzi w domu siedzieli -
              > wybaczuncertain

              Oczywiście, że wymaga. Przecież napisała wyraźnie:
              "Zaczęlismy jeździć wtedy, gdy dzieci były na tyle duże, żeby:
              - dobrze znieśc trudy podróży
              - nie drzeć sie w samolocie, nie biegac, nie przeszkadzać innym
              - dzieci cokolwiek zrozumiały"
              I dokładnie tego wymaga od wszystkich innych.

              Protozoa, czy tak trudno Ci zrozumieć, że ludzie nie muszą się
              stosować do Twoich fanaberii?wink Świat nie jest Twoją osobistą
              własnością i Twoje ustalenia, że prawo dorosłych do latania
              samolotem bez obecności dzieci na pokładzie jest prawem nadrzędnym w
              stosunku do prawa innych dorosłych, którzy chcą wypoczywać ze swoimi
              dziećmi na takiej np. Majorce - są tylko Twoim chceniem. Nie widzę
              powodu, dla którego ludzie dzietni mieliby psuć sobie przez kilka
              lat urlopy, żeby zrobić dobrze pani, ktora płacąc za zwykłe wczasy
              oczekuje w samolocie salonu spa. I takie rozczarowanie, że zamiast
              relaksującej muzyczki płaczące dziecko.
              • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 13:39
                No to w takim razie puszczają mnie wszystkie hamulce. Jesli w samolocie dziecko
                siedzące obok mnie zacznie płakac ja włączę muzyke. Jesli mnie kopnie -
                odpowiem tym samym po czym z usmiechem na ustach przeproszę, bo przecież mogłam
                stracić równowagę. Nie widzę powodu, aby dla wygody cudzego dziecka ograniczać
                sie w jakikolwiek sposób - mój fotel mam prawo opuścić tak, aby MNIE było
                wygodnie itd. Trochę elastyczności.. Tyle ja. A ogolony łeb zrobi pewnie trochę
                więcej. I mama mu nie podskoczy.
                • mama-maxa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 13:40
                  współczuję...
                • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 13:50
                  protozoa napisała:

                  > Nie widzę powodu, aby dla wygody cudzego dziecka ograniczać
                  > sie w jakikolwiek sposób

                  Ależ ty smutna jesteś sad
                  A zdarzyło ci się kiedyś ustąpić komuś miejsca w autobusie,
                  przepuścić w kolejce, wykazać się zwykłą ludzką uprzejmością?
                  • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 18:35
                    Zdarzyło gdy jeszcze jeździłam autobusem. Zdarzyło, gdy były jeszcze kolejki,
                    zdarza - wykazać zwykła ludzką uprzejmość i to znacznie więcej razy niż
                    wiekszości mam pyskujących tu na forum. Jest jednak granica polegająca na tym,
                    że po głowie nie pozwalam sobie skakać.
                • malila Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:19
                  protozoa napisała:

                  > Jesli w samolocie dziecko
                  > siedzące obok mnie zacznie płakac ja włączę muzyke. Jesli mnie
                  kopnie -
                  > odpowiem tym samym po czym z usmiechem na ustach przeproszę, bo
                  przecież mogłam
                  > stracić równowagę.

                  Nie zapomnij o pampersie. Najlepiej, aby wtedy, gdy będziesz go
                  sobie zmieniać, była w nim kupa; )

                  Swoją drogą wesoło musi być w tym Twoim szpitalu ; )
                • czar_bajry Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:52
                  Jak czytam takie wypowiedzi to mam ochotę gryźć.
                  Protozo jeżeli Ty nie widzisz powodu aby ograniczać się dla wygody czyjegoś
                  dziecka to powinnaś zaakceptować fakt że rodzice jakiegoś dziecka nie będą
                  widzieli powodu do ograniczeń ze względu na Ciebie.
                  Jeżeli chodzi o "ogolony łeb" to zapewniam Cię że będzie miał więcej
                  wyrozumiałości od Ciebie.
                  I uprzedzając wszelkie ataki nie jestem matką wychowującą swoje dzieci
                  bezstresowo i pozwalającą na zachowania odbiegające od przyjętych norm.
                  Moje dziecko nie biega po samolocie, nie pluje, nie kopie w fotele innych
                  pasażerów i nie drze się z nudów, staram się zapełnić mu czas, zawsze zabieram
                  na pokład jakąś książkę, kredki zabawki, korzystam też z laptopa i mogę włączyć
                  mu bajkę, wiem że najciężej jest poradzić sobie z dwulatkiem ale też można.
                  Lecąc z dzieckiem nie wymagam specjalnego traktowania ani pomocy od resztę
                  współpasażerów.Uważam że mam takie same prawa jak i inni podróżni.
                  • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 18:45
                    Jeśli dziecko zachowuje się NORMALNIE to ok, jesli jest ofiarą bezstresowego
                    wychowania - to gorzej.
                    Nie tak dawno leciałam do Francji. Kolejka do odprawy może na 15-20 minut.
                    Przede mna człowiek może 80-85 letni, w pewnej chwili dosłownie odpycha go pani
                    z drącym mordę ( sorry za kolokwializm) 3-4 latkiem, bo ona MUSI wejśc pierwsza.
                    Ma głeboku gdzies, że starszy człowiek stał w kolejce, że może czuć się gorzej,
                    może być zmęczony a co więcej może nie miec bezczelności i tupetu, żeby wpychac
                    sie bez kolejki. Kolejki krótkiej zresztą. Matka z drącym mordę dzieckiem
                    oczywiście weszła, a komentarz wobec starszego człowieka był nastepujący " taki
                    to powinien lezec w trumnie a nie włóczyć się po świecie".
                    Dlaczego o tym piszę? ano nie dlatego, zebym uważała, że wszystkie matki małych
                    dzieci są takie, ale dlatego, że agresja obecnych tu emam skłania mnie do
                    postawienia odważnej tezy. A jest ona taka, ze domagacie się specjalnych praw
                    dla siebie nie widząc innych. Fakt posiadania małych dzieci pozbawia je
                    dostrzegania innych ludzi na świecie. A potem wrzask, że są piętro wyżej
                    hałaśliwi studenci, ze sąsiad robi remont a dziecinka nie może spac, a ktoś tam
                    ćwiczy gamy czy gra na kompie.
                    Jesli juz domagacie się praw dla swoich dzieci - zamknijcie buzie gdy sąsiad za
                    minutę 22 ( a więc w czasie gdy JESZCZE nie obowiązuje nocna cisza) wierci
                    dziurę w ścianie. Ma do tego prawo!!!! Nawet jeśli Wasze dzieci nie moga spać.
                    • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 19:08
                      > Jeśli dziecko zachowuje się NORMALNIE to ok, jesli jest ofiarą bezstresowego
                      > wychowania - to gorzej.

                      I Ty oczywiście widząc dzieciaka pierwszy raz w życiu wiesz na pewno jak jest.

                      > " taki
                      > to powinien lezec w trumnie a nie włóczyć się po świecie".

                      Na usta pcha mi się że sama to wymyśliłaś. Ale ok. Ja nie twierdze że mamy są
                      idealne i dzieci też. Burakiem może być każdy bezdzietny i rodzic. Tylko
                      widzisz, jakoś na nikogo nie słyszę tyle narzekań w samolocie co na dzieci. I
                      nie chodzi o to że tylko one są kłopotliwe. Bo ja znam przypadki że to dorośli
                      psuli podroż. Chodzi o to że na dzieci jest prosto narzekać bo zawsze znajdzie
                      się ktoś kto słyszał gdzieś jakiś drażliwy płacz albo nie cierpi bachorów.
                      Słyszałaś żeby ktoś nie cierpiał dorosłych? Ja nie smile
                    • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 19:15
                      protozoa napisała:

                      > Nie tak dawno leciałam do Francji. Kolejka do odprawy może na 15-
                      20 minut.
                      > Przede mna człowiek może 80-85 letni, w pewnej chwili dosłownie
                      odpycha go pani
                      > z drącym mordę ( sorry za kolokwializm) 3-4 latkiem, bo ona MUSI
                      wejśc pierwsza
                      > .
                      > Ma głeboku gdzies, że starszy człowiek stał w kolejce, że może
                      czuć się gorzej,
                      > może być zmęczony a co więcej może nie miec bezczelności i tupetu,
                      żeby wpychac
                      > sie bez kolejki. Kolejki krótkiej zresztą. Matka z drącym mordę
                      dzieckiem
                      > oczywiście weszła, a komentarz wobec starszego człowieka był
                      nastepujący " taki
                      > to powinien lezec w trumnie a nie włóczyć się po świecie".

                      I z tej marginalnej sytuacji robisz normę i codzienność?

                      > postawienia odważnej tezy. A jest ona taka, ze domagacie się
                      specjalnych praw
                      > dla siebie nie widząc innych.

                      Oczywiście, domagamy się prawa latania samolotem z dziećmi, to
                      baaardzo specjalne prawo smile
          • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 11:04
            > Czy to tak trudno zrozumiec, że ludzie NIE MUSZA KOCHAC C U D Z Y C H dzieci,

            Protozoa na litość Boską, ale świat nie należy tylko do dorosłych chyba smile Tak
            samo ja nie mam obowiązku lubić "cudzych" (innych) dorosłych, którzy często
            zachowują się poniżej krytyki. Niestety wszyscy musimy siebie znosić i żyć
            razem. Także nie wiem czemu to dzieci zawsze są na straconej pozycji.
            Zrozumiałabym Ciebie (Twój tok myślenia) tylko wtedy gdyby dorośli nigdy nie
            byli kłopotliwi.
      • czar_bajry Re: Dzieci w samolocie. 31.01.09, 13:24
        protozoa Twoje podejście zwala mnie z nóg i jestem pod wrażeniem Twojej ignorancji.
      • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 10:51
        protozoa napisała:

        > Tam gdzie zaczyna się wolność innych ludzi kończy się ( niestety)
        wolnośc
        > jednostki, bez względu na to ile ta jednostka ma lat.

        To pięknie brzmi w teorii smile
        Rozumiem, że jeśli będziesz miała katar, to nie wsiądziesz do
        żadnego autobusu i nie wyjdziesz do sklepu? Możesz kogoś zarazić,
        mozesz urazić czyjeś uczucia estetyczne swoim zaczerwienionym nosem
        czy wycierając ów nos chusteczką. Ja sobie nie życzę słuchać
        kichania, ograniczasz moją wolność w ten sposób, stajesz się
        uciążliwa ze swoją osobą.
        Wobec całego świata zawsze jest jakiś określony próg tolerancji;
        wobec dzieci - nie ma litości. Mają być bezgłośne, bezwonne i
        najlepiej niewidoczne zuepłnie.
        Zawsz staram się, by moje dzieci były jak najmniej uciażliwe dla
        otoczenia, nigdy nikigo nie opluły, nie orzygały, nie skopały, a
        jeśli płakały, to nie z nudy, tylko z powodu jaskiś dolegliwości,
        które się akurat pojawiły. Ale nie mam zamiaru z racji posiadania
        dzieci zamknąć się w czterech ścianach i przepraszać na każdym
        kroku, że żyję w ogóle.
      • id.kulka Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 12:26
        protozoa napisała:

        > dlaczego więc z małymi dziećmi do 4-5 roku życia
        > nie jeżdzi się tam, gdzie otoczenie jest im przyjazne, podróz
        krótka i mało
        > męcząca? Bo rodzice mają fanaberie?

        Ale kurorty na południu Europy to są właśnie miejsca dla dzieci
        przyjazne, znacznie lepiej przygotowane dla najmłodszych turystów,
        niż nasze polskie (możliwość wstawienia do pokoju łóżeczka
        turystycznego, place zabaw, brodziki dla dzieci, krzesełka w
        restauracjach,...i ogólnie przyjemniejsza atmosfera i traktowanie
        dzieci z sympatią, a nie jako zła koniecznego).
        A dwugodzinna podróż samolotem jest krótsza i mniej męcząca, niż 10-
        godzinne telepanie się autem nad polskie morze.
        Owszem, z małym dzieckiem nie wybrałabym się w daleką podróż do
        Afryki, ale południe Europy to nie żadne tropiki, a klimat jest
        przyjazny i nie ma sensu straszenie straszliwymi chorobami, na które
        dziecko może tam zapaść - bo dokładnie to samo grozi mu nad
        Bałtykiem...

        A że dziecku zdarzy się rozpłakać? No czasem się zdarzy i choćby
        rodzice na sutkach stanęli, to zdarzyć się może i już.
        I naprawdę nie widzę powodu do odcinania się od zycia w
        społeczeństwie na co najmniej kilka lat, bo pani P. będzie miała
        focha, jak moje dziecko zaboli brzuch i się rozpłacze...
    • lineczkaa Re: Dzieci w samolocie. 31.01.09, 13:54
      Moją samolot wspaniale usypia i najpierw piszczy z radości jak samolot startuje,
      skacze z radochy jak są turbulencje, ale 90% czasu podróży śpi.
      Dużo zależy od personelu. Kiedyś wracałam z nią z wycieczki wieczorem, była
      diablo zmęczona, a w samolocie paliło się ostre światło, a ona wyła jak opętana.
      Podeszła stewardesa i zapytała jak może pomóc. Powiedziałam, że chyba jest za
      jasno i trudno jej zasnąć. Pani powiedziała aha i poszła. Nie minęło 10 sekund a
      samolot pogrążył się w ciemności. Pomruk niezadowolonych współpasażerów ucichł,
      kiedy zamiast ryku córki usłyszeli jej chrapanie smile.
      • vernalis1 Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 11:39
        mam małe dziecko, dużo z nim podróżujemy i za chiny nie potrafię
        zrozumieć tych mam , które się uważają za święte krowy - bo mają
        małe dzieci i wszyscy muszą im ustępować.Jak tu któś napisał o
        wypraniu mózgu...Czy to takie trudne przeprosic, poprosic o pomoc?
        nie- lepiej rżnąc głupa a jeszcze lepiej obarczac wszystkich
        wyimaginowaną winą, mieć do kogos pretensje, że zwrócił uwagę -tylko
        nie do siebie! i przez takie właśnie Mamuśki rodziny z małym
        brzdącem na pokładzie często traktowane są jak intruzi - GRATULACJE !
        • czar_bajry Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 12:27
          a tak po za tym to wszyscy zdrowi.....?
          • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:20
            czar_bajry napisała:

            > a tak po za tym to wszyscy zdrowi.....?

            Super komentarz,jak nie masz nic ciekawego do napisania to lepeij zamilcz :x
        • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:19
          Wiesz Paniom Matkom już nie wypada używać słowa przepraszam tongue_out
          • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:23
            Ja tam ciągle przepraszam za to że mam dzieci. Zadowolony?
    • pagre Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 12:13
      mnie osobiscie dzieci nie przeszkadzaja,nawet placzace, poniewaz
      zaraz po wejsciu do samolotu wlaczam sobie mp3 i nic kompletnie nie
      slysze, polecam kazdemu;raz wlasnie lecialam 4 godz. i dwojka
      dzieciakow tak sie darla (tak tak to nie byl placz tylko takie
      darcie bez sensu)i myslalam, ze mi glowa odpadnie po wyjsciu z
      samolotu do wieczora tak mnie bolala, ze nawet ruszyc nia nie
      moglam, to samo z miom partnerem, a ze mielismy tylko jeden
      odtwarzacz to sie wymienialismy jak juz mielismy dosc, takze
      nauczona juz tym doswaidczeniem zakupilam drugi i teraz mamy spokoj
    • czar_bajry Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 12:35
      no tak jak zwykle wywaliło mnie na koniec kolejki a miało być pod postem vernalis1smile
      • emilly4 Nie ma za co przepraszac! 01.02.09, 12:50
        Ciekawe ile razy jakis pijaczyna wszczynajacy bojki w samolocie,palacy fajki w
        toalecie wyrazil swoja skruche wszem i wobec...
        A matka czekajaca godzinami na odprawe, przeciskajaca sie przez tlum ludzi, zeby
        dostac sie do wyjscia, czekajaca godzine na bagaz-bo przeciez nie zostawi
        dzieciaka z wozkiem, fotelikiem i bagazem podrecznym typu pieluchy, chusteczki
        zapasy mleka itp gdzies z boku i nie bedzie lowic swoich toreb, a "uprzejma"
        Pani z informacji usmiechnie sie idiotycznie i nawet nikogo nie poprosi do
        pomocy jesli owej oczekuje. Czesto w liniach ryanair jest tzw "pierwszenstwo
        wejscia " na poklad-nie wiem tylko czego sie ono tyczy, bowiem nawet jesli
        piewrsza pojde do odprawy to i tak nikt z obslugi nie pomoze mi przytrzymac
        niemowlaka, abym mogla zlozyc wozek,wyciagnac bagaz itp i wejsc na poklad, tak
        samo jest z opuszczaniem samolotu, kiedy banda pomimo ostrzezenia, aby nie
        odpinac tych cholernych pasow i nie wlaczac telefonow, rwie sie do schowkow,
        wlacza telefony.
        ONI JESZCZE ANI RAZU NIE PRZEPROSILI.
    • estelka1 Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 13:08
      Po przeczytaniu postów z tego wątku włosy mi się jeżą na głowie.
      Rozsądnych głosów tu jak na lekarstwo. Po jednej stronie przeciwnicy
      obecności dzieci w miejscach publicznych, z drugiej strony mamy
      małych dzieci, które domagają się (niestety) wyłącznie praw dla
      siebie i swoich pociech. Kobiety, skoro domagacie się by dziecko
      było mile widziane wszędzie, gdzie tylko zapragniecie pójść i
      pojechać, to do licha uświadomcie sobie, że lecąc w samolocie, czy
      jedząc obiad w restauracji MUSICIE dostosować się do panujących tam
      norm. Przecież tego samego oczekujecie od dorosłych, narzekając na
      ich uciążliwość z powodu niemiłego zapachu, nadużycia alkoholu, czy
      zbyt hałaśliwego zachowania. Nikt rozsądny nie robi problemu z tego,
      że maluch się rozpłakał, bo coś mu dolega, za to wydzierające się z
      nudów dziecko, biegające po samolocie i kopiące fotel współpasażera
      jest w stanie zirytować każdego. I obawiam się, że same byście się
      zirytowały, gdyby jakiś 4-latek szalał w samolocie, a wy
      starałybyście się uśpić swojego roczniaka. Dla mnie osobiście nie ma
      nic gorszego niż rodzice, którzy w żaden sposób nie panują nad
      swoimi dziećmi. Mam porównanie w najbliższym otoczeniu. Dwoje
      trzylatków. Jedno jak przychodzi do nas, grzecznie się bawi, jak
      chce coś wziąć, obejrzeć, pyta o zgodę. Ja je albo pije, siada przy
      stole. Ale jego mama mimo, że rozmawia z nami, cały czas wodzi
      oczami za swoją pociechą i reaguje od razu, kiedy dziecko czegoś
      potrzebuje. Za to drugi trzylatek (chociaż całkiem bliska rodzina)
      jest średnio chętnie widziany przez nas. Mama z tatą zasiadaja na
      kanapie i zaczynają toczyć boje, kto ma iść wysadzić dziecko, dać mu
      pić, czy zająć je czymś. W efekcie dziecko biega po domu krusząc
      wszędzie jedzeniem, rozlewając sok gdzie popadnie, rusza wszystko
      bez pytania, a jak sie nie może doprosić wysadzenia to sika w majtki
      tam gdzie akurat się znajduje... tylko dlaczego np. siedząc na moim
      łóżku. Gania za kotem, mimo próśb, żeby zostawiło zwierzaka w
      spokoju, bo on nie lubi jak się go głaszcze i zaczepia. A potem ryk,
      że kot udrapał, no i oczywiście obraza rodziców, że jak zwierzę
      śmiało tknąć dziecko. I dziwicie mi się, że nie lubię ich wizyt? A
      tak przy okazji, żeby nie było że jestem niewyrozumiałą bezdzietną,
      mam jedno duże dziecko i za kilka miesięcy mam nadzieję mieć drugie.
      • malila Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 13:59
        estelka1 napisała:
        > Rozsądnych głosów tu jak na lekarstwo. Po jednej stronie
        przeciwnicy
        > obecności dzieci w miejscach publicznych, z drugiej strony mamy
        > małych dzieci, które domagają się (niestety) wyłącznie praw dla
        > siebie i swoich pociech.

        Zanim publicznie utożsamisz swój głos z rozsądnym, rozważ, czy
        dyskusja z samą sobą pozwala na tak daleko idący wniosek. Nie
        zauważyłam, żeby ktokolwiek domagał się prawa do kopania w fotele.
        Istotą dyskusji jest prawo do przebywania w samolocie dzieciom innym
        niż bezgłośne i ospałe (czyli również tym, które się rozpłaczą) oraz
        (nie)konieczność przepraszania za to, że się ma takie dziecko, a nie
        radość i duma rodziców, których pociechy wrzeszczą komuś do ucha
        albo włażą na głowę.
        • estelka1 Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:12
          Widzisz, nieskromnie uważam, że moje zdanie na ten temat jest
          rozsądne. Każdy człowiek niezależnie od wieku ma prawo do bywania w
          publicznych miejscach i obowiązek przestrzegania obowiązujących tam
          zasad. A że dziecko jest jeszcze za małe aby samodzielnie
          funkcjonować w społeczeństwie, odpowiedzialność za jego zachowanie
          spada na rodziców. Odnosząc to do siebie samej... "Moje dziecko to
          mój problem i mój obowiązek, by nie było uciążliwe dla innych ludzi"
          I nie oceniam jako naganne płaczu dziecka, któremu coś dolega,
          jakbyś miała wątpliwości.
        • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:19
          > Istotą dyskusji jest prawo do przebywania w samolocie dzieciom innym
          > niż bezgłośne i ospałe (czyli również tym, które się rozpłaczą) oraz
          > (nie)konieczność przepraszania za to, że się ma takie dziecko, a nie
          > radość i duma rodziców, których pociechy wrzeszczą komuś do ucha
          > albo włażą na głowę.

          To samo chciałam napisać. Proponuje podawać dzieciom obowiązkowo środki
          usypiające przed lotem smile
          Oczywiście zawsze znajdzie się matka która ma jedno dziecko i ono godzinami
          będzie spało albo oglądało książeczki a jak obok pobeczy się czyjeś inne małe to
          uzna natychmiast że niewychowane. Co jeszcze raz upewnia mnie w tym że spokojne
          dzieci są lepiej postrzegane przez otoczenie.

          Moje dzieci przez trzy godziny lotu w jedną stronę spały a w drugą cicho
          siedziały. Natomiast dorośli:

          Dziesięć minut po starcie pali się nadal światełko
          przypominające o tym że trzeba siedzieć i mieć zapięte pasy. Nic sobie z tego
          nie robiąc dwóch panów podąża do toalety. Stewardesa próbuje ich usadzić. Za
          chwile jakaś pani wstaje i zaczyna wyciągać upchany poprzednio z trudem bagaż w
          schowku. Za nią wstaje rosły młodzieniec i też przeszukuje bagaż w poszukiwaniu
          kanapki. Piany facet siedzący na przeciwko nas pokłada się na współtowarzyszy
          niedoli. Stewardesa wrzeszczy przez głośnik : "Sit down!!". Nie dodała "please".
          Fajnie, co? I to są niby dorośli ludzie. Było mi wstyd.

          Mój głos rozsądku pyta czemu to zawsze najmłodsi pasażerowie oceniani są tak
          kiepsko a dorosłych niewłaściwie zachowanie jest albo ignorowane albo wymazywane
          natychmiast z pamięci?
          • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:23
            Nie "najmłodsi pasażerowie" ale ich niewychowani rodzice.
            • kropkacom Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:25
              > Nie "najmłodsi pasażerowie"

              No tak, miało być bachory smile
          • malila Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:26
            Ja nie wiem, Kropka, o co chodzi z tą niechecią do dzieci. Swego
            czasu lecieliśmy samolotu z moim najstarszym, który miał wtedy 6
            lat. Po zjedzonym posiłku zamknęłam mu stolik. A wtedy z przedniego
            siedzenia zerwała się młoda (być może jeszcze nastoletnia) kobieta i
            wrzasnęła na dzieciaka, żeby przestał kopać w fotel; ) A on tak
            siedział, że do tego fotela nawet nie sięgał. Pani otrzymawszy moje
            wyjaśnienie, usiadła. Ale żeby jakieś "przepraszam" - to niee. Po
            co? Rodzice małych dzieci są od tego, zeby przepraszać; )
            • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 14:31
              malila napisała:

              > Ja nie wiem, Kropka, o co chodzi z tą niechecią do dzieci. Swego
              > czasu lecieliśmy samolotu z moim najstarszym, który miał wtedy 6
              > lat. Po zjedzonym posiłku zamknęłam mu stolik. A wtedy z przedniego
              > siedzenia zerwała się młoda (być może jeszcze nastoletnia) kobieta i
              > wrzasnęła na dzieciaka, żeby przestał kopać w fotel; ) A on tak
              > siedział, że do tego fotela nawet nie sięgał. Pani otrzymawszy moje
              > wyjaśnienie, usiadła. Ale żeby jakieś "przepraszam" - to niee. Po
              > co? Rodzice małych dzieci są od tego, zeby przepraszać; )

              Przepraszać wtedy kiedy faktycznie dziecko jest zbyt głośne
              i uciążliwe dla otoczenia a nie w przytoczonym przez Ciebie przypadku.
          • protozoa Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 18:54
            Latam kilkanaście razy w roku - liniami rejsowymi i czarterami, renomowanymi
            liniami i tanimi. I: raz w ubiegłym roku była awantura z pijanymi młodzieńcami (
            czarter do Egiptu), raz jakis pochmielony facet usiłował zapalic papierosa ( I
            class zresztą) i.... nie policzę ile razy najmłodsi pasażerowie wrzeszczeli,
            latai, urządzali sobie z fotela huśtawki, rozlewali co się da, byli przewijani
            na oczach sąsiadów - nierzadko w trakcie serwowania posiłków-, rzucali
            przedmiotami/zabawkami ( jedna z mam łaziła między fotelami budząc
            współpasażerów w poszukiwaniu kawałka klocka lego, który został zgubiony przez
            jednego z najmłodszych pasażerów. Ci starsi pasażerowie ochoczo zabrali się za
            poszukiwania wokół własnych nóg, bo wrzask i groxby młodego pasażera mogły
            obudzic nieboszczyka znajdującego sie kilkatysięcy metrow niżej.
            • lubie_gazete Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 20:02
              protozoa napisała:

              > Latam kilkanaście razy w roku - liniami rejsowymi i czarterami, renomowanymi
              > liniami i tanimi. I: raz w ubiegłym roku była awantura z pijanymi młodzieńcami
              > (
              > czarter do Egiptu), raz jakis pochmielony facet usiłował zapalic papierosa ( I
              > class zresztą) i.... nie policzę ile razy najmłodsi pasażerowie wrzeszczeli,
              > latai, urządzali sobie z fotela huśtawki, rozlewali co się da, byli przewijani
              > na oczach sąsiadów - nierzadko w trakcie serwowania posiłków-, rzucali
              > przedmiotami/zabawkami ( jedna z mam łaziła między fotelami budząc
              > współpasażerów w poszukiwaniu kawałka klocka lego, który został zgubiony przez
              > jednego z najmłodszych pasażerów. Ci starsi pasażerowie ochoczo zabrali się za
              > poszukiwania wokół własnych nóg, bo wrzask i groxby młodego pasażera mogły
              > obudzic nieboszczyka znajdującego sie kilkatysięcy metrow niżej.

              Jesteś nietolerancyjna: pijany klient -ok,to ma prawo denerwować
              i należy takiemu gościowi zwrócić uwagę,ale dzieciiiiii?????
              Trochę tolerancji : mamusie z dziećmi (nawet tymi przewijanymi na oczach
              pasażerów) zapłaciły takie same pieniądze za bilet jak i Ty.
              To że wrzeszczały i biegały: to tylko małe dzieci,trudno trzylatkowi
              wytłumaczyć,żeby przez 3 godziny siedział w miejscu,prawda? Poza tym on już w
              wieku 3 lat musi zobaczyć konieczniesmirkeszele,Majorkę,ciepłe morze,względnie
              piramidy!To potrzeba pierwszego rzędu każdego niemowlaka i każdego trzylatka! On
              nie chce Bałtyku ani gór! Czas tak szybko pędzi,w swoim życiu może nie zdążyć
              obejrzeć wszystkicj krajów świata,im szybciej zacznie tym lepiej.
              A,że innym pasażerom nie podobał się wrzask to już bezczelność!
              Przecież mama i jej wrzeszczące dziecko też zapłacili za bilet (choć podobno
              dzieci do lat trzech latają za darmo) i mają prawo się tak zachowywać.Najwyżej
              Ty i inne starsze towarzystwo możecie zrezygnować z samolotu i pojechać np. autem.
              Poza tym to starsze towarzystwo powinno przeprosic mamusię z dzieckiem,że im
              przeszkadza wrzask!
              • via_via Re: Dzieci w samolocie. 01.02.09, 23:14
                Nie - to ja chcę zobaczyć piramidy i wymoczyć się w ciepłym morzu i biorę
                dziecko ze sobą, bo nie mam go z kim zostawić. Nie podoba się, to wybierz hotel,
                który nie przyjmuje dzieci, bo ja nie mam zamiaru rezygnować z urlopu, po tym
                jak cały rok ciężko zapieprzam, żeby takie trolle jak Ty siedzące na bezrobociu
                mogły wypisywać brednie na forum.
                I naprawdę mam głęboko w duszy czyjąś kwaśną minę, bo dziecko np. piszczy z
                radości na plaży. A jak się nie podoba to Bieszczady zapraszają, spokój i cisza.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja