anusia1912
06.02.09, 21:37
Witam! Mam problem

Właściwie to my mamy(ja, mój brat i moja mama)ale od
początku.
Chodzi o mojego ojca.
Od kiedy pamiętam nigdy go tak naprawde z nami nie było. Znaczy się był, ale
nie uczestniczył w naszym wychowaniu. Zabierał się jak mu się umyśliło i
jechał do swojego rodzinnego domu(zresztą pustego gdzieś na wsi)i nie dawał
znaku życia...Nie pamiętam jednego normalnego dnia żeby rodzice się nie
kłócili. Napewno część winy ponosi również tutaj moja matka!

Byłam nastolatką jak ojciec wyszedł z domu i ślad po nim zaginął. Przepadł!
Mieszkałam w małym miasteczku więc dziwne było dla nas, że nikt go nie
widział, w szpitalach, noclegowni itp. cisza. Jak się później okazało mieszkał
z jakąś kobietą(sporo starszą)i pojawił się na ulicy ja ta pani zmarła. Udało
mi się nawet z nim porozmawiać(po kilku próbach kiedy przed nami uciekał
widząc nas!) dowiedziałam się ze przeszedł na rente(około 500 zł) bo jest
chory!(na co nie dowiedziałam sie!), wynajmuje mieszkanie i praktycznie po
opłaceniu wszystkiego nie starcza mu na "życie" więc prosiłam: Tato wróć do
domu itd itp. NIE!!!!!(zawsze była taka odpowiedź) bo co on zrobi z pralką
którą kupił i takie tam argumenty! Nie raz próbowaliśmy z Nim rozmawiać.
Unikał nas( rownież swoje rodzenstwo)jak tylko mógł. Opowiadał na nas
niestworzone historie

Ja w między czasie założyłam rodzine, wyjechałam do innego miasta...
2 dni temu zadzwoniła do mnie ojca siostra,że Tatuś jest chory! że nie moze
chodzić i ze go chcą wyrzucić z mieszkania itd.itp i TO JA mam się nim zająć!
Mam zostawić z mężem małe dziecko i jechać i opiekowac się tatusiem!
Wiem, ze wg prawa mam taki obowiązek, ale...gdzie był ten wspanialy tatuś jak
my go potrzebowaliśmy?!