kitka20061
07.02.09, 13:06
Wczoraj byłam u koleżanki. Znam ja jeszcze z podstawówki, ale teraz z racji własnych rodzin spotykamy sie tak około dwa razy do roku. Ona ma dwoje dzieci: 3 lata i 7 miesięcy. Starsze chodzi do przedszkola, młodsze z mamą w domu. Mąz pracuje, wychodzi o 6.30 rano, wraca po 19.00. Ona zaniedbana (co nigdy jej się nie zdarzało), zmęczona, wręcz nieszczęśliwa. Aż się popłakała jak ze mną rozmawiała. Ona niezbyt była chetna na drugie dziecko, ale mąż głęboko wierzący, chce miec ich minimum 3. Zaraz po urodzeniu drugiego, namawiał ja na kolejne. O antykoncepcji innej niż kalendarzyk nie ma mowy. Ona siedzi już prawie 4 lata w domu. Z wykształconej dziewczyny o ciekawej pracy, zamieniła sie w kurę domową. Nie pracuje, bo maż uważa że to lepsze dla ich dzieci. Jej obowiązkiem jest codzienne ugotowanie obiadu z dwóch dań, które ma sie za czesto nie powtarzać, wszelkie pierożki i.t.p. tylko własnej roboty. Młodsze dziecko ma nauczyć samodzielnego zasypiania i nie budzenia sie w nocy, wszystko jedno jakimi metodami, oby skutecznymi. Po jego przyjściu z pracy dzieci mają lezeć juz w łóżkach, a najlepiej spać, bo ona ma mieć czas dla niego. W weekend też nie zajmuje sie dziećmi, bo przeciez cały tydzień pracował i jest zmęczony. Ze starszym do tej pory był SAM tylko raz na dworzu, z dwójką nigdy. Razem tez raczej nie wychodzą, jedynym cotygodniowym rytuałem jest chodzenie w niedzielę w czwórkę do koscioła. Ostatnio kłócą sie codziennie.
Dla mnie jest to przerażające. Jestem ze swoim męzem kilkanaście lat, w tym około połowy w związku małżeńskim. Zawsze wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie, mamy równe prawa i obowiązki, mam dziecko, ale nie wyobrażam sobie aby nie miec czasu na przyjemności, wspólnie z meżem czy też osobno. Gotuję to co chcę i nie często są to obiady dwudaniowe. I stad moje pytanie, czy Wy też macie taki rygor w domu, czy meżczyzna decyduje o tym co Wam wolno a co nie?