Życie z rozwodnikiem

16.11.03, 17:14
Witam! Postanowiłam podzielic sie z Wami moimi niepewnościami. Mam 22 lata,
mąż 27. Niestety zdarzyło się i "wpadł" z inną (na szczęście na długo zanim
się poznaliśmy). Ożenił się, byli tylko 2 m-ce i rozpadło się ich małżeństwo.
Od ponad roku czekamy na postęp w sprawie unieważnienia małżeństwa
kościelnego. Czy któraś z Was ma to już za sobą, lub zna kogoś takiego?
Pomóżcie, doradźcie, pocieszcie... Tak bardzo chciałabym wziąść ślub w
kościele i iść na mszę, normalnie przyjąć opłatek, bo do tej pory to ludzie
obok z ławek patrzą się na nas jak na nie wiem kogo... A może tylko mi się
tak wydaje.
Pozdrawiam.
    • ruda_kasia Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 07:30
      To zależy, jakie macie podstawy do uniewaznienia...
      Bo w rozmowach w taku kiedyś była para 40 lat po slubie (cywilnym), której się
      unieważnić nie udało kościelnego z poprzedniego "razu" i wziąć ślubu w kościele.
      Zalecałabym Ci duszpasterstwo dla par niesakramentalnych. Opłatkiem dzielimy
      się w wigilię a nie na mszy. I myślę, że nie patrz na ludzi, tylko na siebie.
      Nie sądzę, żeby kogoś szczególnie obchodziło, czy przystępujesz do komunii czy
      nie. JA jak nie mogłam przystępować do komunii, to do głowy mi nie przyszło, co
      ludzie powiedzą, tylko co ja czuję.
      kasia
      PS moja przyjaciółka miała takie myśli jka Ty i przestała chodzic do kościoła,
      wtedy nikt na nią "krzywo" nie patrzył.
    • kacha222 Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 07:39
      Jamam męża PO, żyjemy ze sobą po ślubie cywilnym ponad 6 lat. Jest super, mamy
      synka ma już skońćozne 3 latka. Problemy z przeszłością męża to:

      dziwny brak akceptacji ze strony mojego ojca ( w końcu się pokłocili, nie
      odzywają sie ponad 3 lata),
      niemiła sytuacja z chrzcinami Maćka - ksiądz nas potraktował jak intruzwó, jak
      się dowiedział, że nie mamy slubu kościelnego, a w kościele udawał, że nas nie
      widzi i nie podszedł do dziecka, tzreba go było wołać),
      nie chodzę do kościoła, także brak komunii i ludzkie spojrzenia mam gdzieś.
      Tworzymy kochającą się rodzinkę, jest dobrze, a to, że kiedyś tam mąż popełnił
      błąd, że mu nie wyszło ..... tego księdza spytałam się wtedy dlaczego mordercom
      się wybacza, idą do komunii, a my żyjący po rozwodzie NIE!!!!

      też kiedyś myślałam o ślubie w kościele; jak braliśmy cywilny to ciocia żyjąca
      z męzem PO, poradziła mi, żebym sobie kupiła normalną sukienkę do ślubu -
      białą, z welonem, z bajerami, bo ... kiedys będę tego podświadomie żałowac i
      mieć jakieś tam pretensje do męża. I tak się stało, miałam biała długą
      sukienke, bez zbędnych falban i upiekszeń!!!

      trzymam kicuki za pozytywny finał sprawy
      • magkow14 Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 18:19
        kacha222 napisała:


        > niemiła sytuacja z chrzcinami Maćka - ksiądz nas potraktował jak intruzwó,
        jak
        > się dowiedział, że nie mamy slubu kościelnego, a w kościele udawał, że nas
        nie
        > widzi i nie podszedł do dziecka, tzreba go było wołać),
        > nie chodzę do kościoła, także brak komunii i ludzkie spojrzenia mam gdzieś.

        Wydaje mi się, że do kościoła chodzi się dla Boga nie dla księdza.

        >tego księdza spytałam się wtedy dlaczego mordercom

        > się wybacza, idą do komunii, a my żyjący po rozwodzie NIE!!

        Wybacz, ale nie zgadzam się z Tobą. Zacytuje Ci istotne informacje:

        "Przez małżeństwo rozumiemy przymierze, przez które mężczyzna i kobieta tworzą
        ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków
        oraz na rodzenie i wychowanie potomstwa. Zawierane między ochrzczonymi zostało
        podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu.
        Łaska sakramentu udoskonala zatem ludzką miłość małżonków, umacnia ich
        nierozerwalną jedność i uświęca ich na drodze do życia wiecznego.
        Do cech istotnych małżeństwa należy:
        • jedność,
        • nierozerwalność i
        • otwartość na przyjęcie dzieci.
        Poważnymi wykroczeniami przeciw godności małżeństwa są: cudzołóstwo i rozwód,
        poligamia i wolny związek."

        "Jaka jest sytuacja małżonków rozwiedzionych?
        Osoby rozwiedzione zawierające nowy związek nie są wyłączone z Kościoła, ale
        nie mogą przystępować do Komunii świętej. Powinni prowadzić życie
        chrześcijańskie bez ponownego związku i wychowywać swoje dzieci w wierze."

        A jeśli chodzi o morderców :
        "Kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto
        się gniewa na swego brata, podlega sądowi" (Mt 5,21-22).
        Pozdrawiam.
        Magkow 14
        • kacha222 Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 07:00
          do magkow14:
          zabolał mnie Twój list, nie byłam wczoraj na forum i nie mogłam Ci odpisać!

          Nie wszytsko da się wytłumaczyć biblią, pięknymi myslami, jest jeszcze normalne
          życie. Czyli wydziwiam bo ksiądz "olał" moje dziecko w kościele na chchrzinach.
          Potem pisze żeby rozwodnicy wychowywali swoje dziec w wierze, ale jak - jak
          kościół NAS nie chce????? Może na to też znasz odpowiedź .....

          Jest gdzieś Bóg, wiara ludzi, ale teraz są przede wszystkim księża, który mają
          własną interpretację wszytskiego!! A to wszytsko ma swoją cenę i za pewne
          pieniądze zrobią wszystko. Jest też oficjalna cena rozwodu kościelnego i pewnie
          p. Cezarego P. stać było i znów stanął w kościele z drugą żoną.

          trzymaj się i nie oceniaj ludzi wg jakiś tam psalmów, biblii i innych myśli
          dobrych w XVII wieku
          • adzia_a Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 09:28
            Kasiu, jak to kościół Was nie chce? Skąd Ci to przyszło do głowy?

            Faktem jest, że osoba, która żyje niezgodnie z przykazaniami, nie może
            przystępować do sakramentu Komunii. Popatrz - przecież ci mordercy, o których
            piszesz, też nie mogą, dopóki nie pojednają się z Bogiem. A pojednanie to jest
            spowiedź i postanowienie poprawy - Wy przecież tego zrobić nie możecie, bo
            żyjecie w związku niesakramentalnym, byłoby to więc nieuczciwe...

            Piszesz o pieniądzach, za które wszystko sie da kupić - ale to przecież
            patologia i - moim skromnym zdaniem - taki "kupiony rozwód kościelny" (piszę w
            cudzysłowiu, oczywiście w kosćiele rozwodów nie ma) jest chyba nieważny w
            oczach Boga. Chyba służy to tylko do tego, żeby sobie samopoczucie poprawić,
            tak naprawdę za własne słowa i własne decyzje to my ponosimy odpowiedzialność i
            żadne pieniądze nas z niej nie zwolnią.

            Jaką przyczynę do unieważnienia małżeństwa miał Pazura, tego nie wiem i myślę,
            że nietaktem jest wtrącać się w jego (czy czyjekolwiek) życie osobiste i
            sumienie. Ale faktem jest, że małżeństwo zawarte pod przymusem jest
            niewątpliwie nieważne od początku...

            I czemu uważasz, że Biblia nie jest dobrym źródłem wskazówek w XXI wieku?
            Myślę, że jest uniwersalna, własnie dlatego, że Jezus dał wszystkim szansę, że
            nikogo nie oceniał i nie odrzucał.
          • magkow14 Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 23:07
            Nie chciałam, aby mój list sprawił Ci ból. Ja nie oceniam ludzi wedłóg "jakiś
            tam psalmów Bibli ..." . Tak się składa, że Bóg jest dla mnie najważniejszy, a
            Pismo Św. to moja wskazówka na życie, ale nigdy nie oceniałam drugiego, bo od
            oceniania jest Bog. Ja nie spotkałam się z takim podejściem księży o jakim Ty
            piszesz. W mojej parafi są nawet msze święte dla małżeństw niesakramentalnych.
            Pozdrawiam.
            Magkow14.
            • magkow14 Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 23:09
              Przepraszam za błąd "według"
          • unruzanka Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 20:36
            Twój dylemat jest bardzo trudny.
            Zgadzam się, że ksiądz w żadnym wypadku nie powinien "olać" Twojego dziecka z
            tego powodu, że nie jesteście po ślubie kościelnym (wydaje mi się, że nie wolno
            karać dzieci za ich rodziców, pamiętam, z Bibli, że Chrystus bardzo kochał
            dzieci). Z drugiej strony Kościół stoi na stanowisku nierozerwalności
            małżeństwa (to również wynika wprost z Pisma Świętego) i dlatego tak jest
            przeciwny rozwodom. Ale jeżeli już doszło do rozwodu i do ponownego małżeństwa
            to wydaje mi się, że nie wolno odrzucać tych ludzi i traktować ich w ten
            sposób. Moją naczelną zasadą było trzymanie się z daleka od rozwodników. Ja też
            mam nietypową sytuację - mój mąż jest Adwentystą Dnia Siódmego (jeśli chodzi o
            przestrzeganie Przykazań Bibli: sprawy rozwodów, czystości przedmałżeńskiej,
            zdrady itp. to w porównaniu z adwentystami nasi księża są bardzo liberalni,
            zapewniam Cię). Mieliśmy ślub kościelny i złego słowa nikt mu nie powiedział
            (chodzi ze mną do kościoła, ale tylko po to aby mi towarzyszyć).
            Wydaje mi się, że o ile można potępiać pewne zachowania (zdrady, nie
            dotrzymywanie przysięgi małżeńskiej) to nie można absolutnie potępić całkowicie
            i odrzucić samych ludzi, w tym wypadku rozwodników (kto jest bez winy, niech
            pierwszy rzuci kamieniem itp... to też z Bibli). Od urodzenia jestem katoliczką
            i spotkałam w życiu wielu księży - dobrych i złych, niektórzy w ogóle nie
            powinni byli zostać księżmi - po prostu dawali zły przykład, ale to też w końcu
            ludzie i nie czuję się upoważniona do ich osądzania...
            Przemawia przez Ciebie gorycz - Biblia i "jakieś tam psalmy" są dobre na każdą
            epokę, a nie tylko na XVII wiek, oczywiście jeśli jesteś wierząca w Boga, bo
            jeśli nie to co obchodzi cię zdanie księży na Twój temat.
            Reasumując - nie wierzę, abyś Ty i Twoja rodzina jako rozwodnicy
            byliście "gorsi" w oczach Boga niż inni.
            Ania i Oleńka (23.03.2004)
            P.S. Są takie spotkania w kościele dla małżeństw niesakramentalnych, nigdy na
            nich nie byłam, ale nie sądzę, aby tam ksiądz skupiał się na "wadach" takich
            małżeństw, lecz może szuka się tam rozwiązania tego dylematu...
            • lena99 Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 20:43
              unruzanka napisała:

              >Ale jeżeli już doszło do rozwodu i do ponownego małżeństwa
              > to wydaje mi się, że nie wolno odrzucać tych ludzi i traktować ich w ten
              > sposób. Moją naczelną zasadą było trzymanie się z daleka od rozwodników.

              unruzanko! przecież te dwa zdania się wykluczają.....
              • unruzanka Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 21:06
                Leno!
                Dlaczego? Przecież nie chodzi o rozwodników - ludzi, którzy są po rozwodzie -
                kobiet i mężczyzn jako znajomych, przyjaciół lecz o mężczyzn po rozwodzie, z
                którymi mogłabym się związać. Oczywiście w przeszłości, ponieważ od półtora
                roku jestem szczęśliwą mężatką.
                P. S. Naprawdę uważam, że nie należy nikogo potępiać i odrzucać, gdyż nie wiemy
                co dzieje się w duszy ludzkiej, to wie tylko Bóg...
                • lena99 Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 22:55
                  unruzanka napisała:

                  > Przecież nie chodzi o rozwodników - ludzi, którzy są po rozwodzie -
                  > kobiet i mężczyzn jako znajomych, przyjaciół lecz o mężczyzn po rozwodzie, z
                  > którymi mogłabym się związać.

                  Wydaje mi się, że w ten sposób oceniasz i dzielisz ludzi na lepszych (z
                  którymi ew. mogłabyś się związać) i gorszych (którzy odpadają z założenia).
                  Pozdrowienia.
                  • unruzanka Re: Życie z rozwodnikiem 25.11.03, 15:18
                    lena99 napisała:

                    >
                    > Wydaje mi się, że w ten sposób oceniasz i dzielisz ludzi na lepszych (z
                    > którymi ew. mogłabyś się związać) i gorszych (którzy odpadają z założenia).
                    > Pozdrowienia.

                    Oczywiscie, ze nie!
                    Ja oceniam (a raczej ocenialam, kiedy jeszcze bylam panna) na tych, z ktorymi
                    moge sie zwiazac i na tych, którzy sa dla mnie niedostepni (nie gorsi od
                    innych!), poniewaz zlozyli przysiege innej kobiecie. Takie mam zasady.
                    Ania
    • zabcia_m Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 12:53
      Hejka smile
      Z tego co sie orientuję (a orientuje się słabo) jeśli z poprzedniego związku
      jest dziecko, to unieważnienie kościelnego ślubu jest baaardzo ciężkie (bo
      jedną z przyczyn może być "niechcenie" dzieci), chyba że współmałżonek zataił
      przed ślubem ciężką chorobe np. psychiczną. O innych przesłankach nie
      słyszałam, ale może są... niektórym sie udaje - patrz słynny aktor Cezary P.
      Moja przyjaciółka miałaby nawet podstawy i zgodę exmałżonka, ale jak sie
      dowiedziała ile z tym zachodu to dała sobie spokój...
      A spojrzenia w Kosciele... chyba przesadzasz, chyba że jesteś z małej
      miejscowości, gdzie ludzie sie znają i lubia plotkować ("Złotopolscy"). Ja np.
      jestem osobą wierząca i praktykująca, a chodze do Komunii tylko 2-3 razy w roku
      (czuję, że za rzadko, ale to ja czuje, wewnętrznie), a w każdą niedziele jestem
      na Mszy. Chodzę do małego osiedlowego kościółka, więc wierz mi też nie jestem
      anonimowa wink Może sobie myślą, żem samotna matka, bo mój mąz niewierzący i do
      kościoła "niechodzący" wink Ale nic mnie to nie obchodzi wink Bóg wie, że się co
      tydzień za mojego małżonka modle, gdyby "kiedyś z piekieł po smierci prosił
      mnie o wstawiennictwo" wink)) żartuję tak zawsze z niego wink))

      Pozdrawiam i zyj swoim milutkim zyciem w zgodzie z własnym sumieniem i w
      przyjaźni z Nim smile

      Żabcia
      • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 14:46
        Hmm... Dzięki za rady. Mąż ma dziecko z tą inną ale nie jest do końca pewne czy
        to jego. Niestety ona nie chce się zgodzić na badania mimo że mąż obiecał
        pokryś wszelkie koszta. Oglądałam Rozmowy w toku, my mamy chyba lepszy temat do
        unieważnienia: mąż nie chciał tego ślubu został do niego tak jakby przymuszony
        przez swoją matkę i rodzinę. A to czy jest dziecko czy nie ma to podobno bez
        znaczenia. Ksiądz nam powiedział, że wszystko zależy od momentu w którym brało
        się ślub, czy się tego chciało czy nie. O Boże mam nadzieję, że się uda!!!
        Będziemy walczyć i wykorzystywać wszystkie możliwości, pójdziemy do II i III
        instancji jak się teraz nie uda tfu, tfu.
        A ślub cywilny brałam w Pałacu Ślubów w Warszawie w pięknej białej sukni
        ślubnej z czerwonymi różyczkami i miałam wspaniałe wesele. To był
        najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
        Pozdrawiam, cze.
        • magkow14 Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 17:48
          Czegoś tu nie rozumiem, skoro Twój mąż nie chciał tego ślubu to po co go brał?
          Piszesz:
          > mąż nie chciał tego ślubu został do niego tak jakby przymuszony
          > przez swoją matkę i rodzinę
          Co znaczy "tak jakby"??? Ile Twój mąż miał wtedy lat???
          Jeśli był pełnoletni to powinien sam podjąć decyzję i nie słuchać rodziny,
          przecież to on miał żyć z tą kobietą a nie jego rodzina.
          A jeśli chodzi o dziecko to jeśli podejrzewał, że nie jest jego od razu mógł
          założyć sprawę o ustalenie ojcostwa.
          • odalie Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 19:22
            Hej!

            Magkow, są pewnie i takie rzeczy, na które nie znajdziesz od ręki odpowiedzi.

            A co z sytuacją, gdy na przykład narzeczony nie ma własnych środków do życia
            (mieszkania, pracy - bo np. studiuje, i to na kierunku niepozwalającym na
            pogodzenie nauki i pracy) i jest uzależniony finansowo od rodziny, która grozi
            pozbawieniem środków a nawet wymeldowaniem na bruk (bez meldunku trochę trudno
            np. o pracę)? Możesz to nazwać słabością (mówiąc inaczej, facet zachowuje się
            jak łoś) ale fakt pozostaje, nacisk jest spory.

            Albo matka jest śmiertelnie chora, rozczarowanie pogorszyło by jej stan - i syn
            boi się narazić życia matki?

            ...................

            Inna rzecz - a jednak chyba go ta pierwsza żona nie zgwałciła? odpowiedzialność
            to odpowiedzialność i tu niezupełnie się zgodzę z autorką pierwszego postu.
        • magia22 Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 18:03
          to czy dziecko jest jego czy nie, w sądzie kościelnym nie ma ŻADNEGO
          znaczenia, nawet nie macie co poruszać takiego argumentu, bo możecie sobie
          tylko zaszkodzić

          pozdr
          Magdalena
    • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 17.11.03, 22:59
      No cóż mój mąż był wtedy baaardzo nieodpowiedzialny, mamę miał chorą w szpitalu
      po zawale a poza tym mieszkał na wsi. Ten kto nie wie jak to jest mieszkać w
      dziurze zabitej deskami ten tego nigdy nie zrozumie... Dodam tylko, że jego
      była wyszła drugi raz za mąż, ma 2 dziecko z prawdopodobnym ojcem tego
      pierwszego. On nawet chciał przyznać się do tego wcześniejszego ale ta wredna
      &*& nie zgodziła się bo wtedy przepadłyby jej alimenty.
      Dziś dostaliśmy wezwanie na założoną przez nas sprawę o obniżenie alimentów,
      może się uda. Tak w ogóle to przez te alimenty to nie wiem czy będzie nas stać
      posłać nasze dziecko do przedszkola bo to akurat jet taka sumasad((
      Może napiszę meila do kurii i dowiem się co tam słychać nowego w sprawie?
      • magkow14 Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 00:01
        cz.wrona napisała:


        On nawet chciał przyznać się do tego wcześniejszego ale ta wredna
        > &*& nie zgodziła się bo wtedy przepadłyby jej alimenty.

        Na Waszym miejscu nie patyczkowałabym się tylko założyła sprawę o ojcostwo,
        koszty rozprawy poniesie przegrany, więc nie macie nic do strcenia jeśli to nie
        jego dziecko. Dlaczego ma na Was żerować, przecież nie jest sama, ma partnera.
        A jeśli chodzi o unieważnienie to nie nastawiaj się na pozytywne rozwiązanie,
        możesz się rozczarować. Mimo to życzę Wam jak najlepiej.
        Pozdrawiam.
        Magkow14.
        • evee1 Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 10:17
          > Na Waszym miejscu nie patyczkowałabym się tylko założyła sprawę o ojcostwo,
          > koszty rozprawy poniesie przegrany, więc nie macie nic do strcenia jeśli to
          nie
          >
          > jego dziecko. Dlaczego ma na Was żerować, przecież nie jest sama, ma partnera.
          Ja tez uwazam, ze powinniscie wyjasnic czy jest to dziecko Twojego partnera.
          Jego matka chyba nie ma prawa sie nie zgodzic. Jezeli jednak nie jest to dziecko
          Twojego partnera, to nie widze powodu dlaczego ma na nie placic, a jezeli jednak
          jest, to jednak nieladnie sie go wypierac i placenie tych alimentow byloby jak
          najbardziej na miejscu. Tak ze w obie strony sprawa jest jasna.

          > A jeśli chodzi o unieważnienie to nie nastawiaj się na pozytywne rozwiązanie,
          > możesz się rozczarować. Mimo to życzę Wam jak najlepiej.
          Ja tez nie, bo do uniewaznienia malzenstwa koscielnego trzeba miec powazne
          powody, ale jest ich bardzo duzo, wiec moze znajdziecie jakis smile).
          Ewa
          • lolyta Re: Życie z rozwodnikiem 20.11.03, 17:57
            Obawiam sie ze nic z tego, taka sprawe mozna wniesc w ciagu pol roku od
            urodzenia dziecka czy jakos tak, chodzi o to zeby dzieciakowi wody z mozgu nie
            robic - ze przez kilka lat jeden pan byl tatusiem, a nagle sie okazuje ze to
            ktos inny.
            Jesli maz placil alimenty rowniez na byla zone, to moze od nich sie wykpi, ale
            ods tych na dziecko - na pewno nie.
    • eradkie Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 10:40
      Witaj
      Ja z moim mężem (rozwodnikiem) żyjemy już 10lat. Mamy troje dzieci 11,9, i 2,5
      miesiąca.Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów z Kościołem.Pierwsze dziecko
      chrzczone było kiedy nie mieliśmy jeszcze ślubu, ksiądz nawet nas o to nie
      pytał od razu w księgach zapisał że jesteśmy małżeństwem (nic mu nie
      daliśmy).Wydaje mi się, że najważniejsze jest to że jesteśmy szczęśliwi ze sobą
      i tworzymy wspaniałą rodzinę. Oczywiście, że chciałabym mieć ślub kościelny,
      ale czy przez to będę szczęśliwsza?Znam wiele małżeństw które mają ślub
      kościelny, a żyją jak pies z kotem, a dzieci im tylko przeszkadzają.
      Ewa
      • e.beata Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 11:42
        >"Mąż ma dziecko z tą inną ale nie jest do końca pewne czy to jego. Niestety
        ona nie chce się zgodzić na badania mimo że mąż obiecał pokryś wszelkie koszta"


        Wystarczy odrobina włosów, próbka śliny. Nie może tego zdobyć podczas spotkania
        z dzieckiem?


        >"Ja tez uwazam, ze powinniscie wyjasnic czy jest to dziecko Twojego partnera.
        Jezeli jednak nie jest to dziecko Twojego partnera, to nie widze powodu
        dlaczego ma na nie placic,"

        Nawet jak się okaże że nie jego, to z tego co wiem /mogę się mylić/ płacić i
        tak będzie. Chodzi o dobro dziecka.
        • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 18.11.03, 23:19
          zycie nie jest takie proste. dwa razy juz wystepowalismy do prokuratora zeby
          wszczał te badania ale dwa razy odmówił..sad(((((( A ona nie zgadza sie na te
          badania- a jak matka sie nie zgadza to nie mozna. Maz nie spotyka sie z nia,
          nie nawidzi jej, zreszta ona ucieka przed nim jak zobaczy go w sadzie lub chowa
          dziecko gdy rodzina meza spotka ich na miescie)my mieszkamy gdzie indziej).
          Maz nie spotyka tez dziecka bo wie, ze nie jest jego moze to okrutne ale ja nie
          wiem jakbym zareagowała gdyby okazało sie ze to jednak jego syn. Wierze , że
          nasz synek to jest nasze WSPÓLNE I PIERWSZE dziecko.
          • mrufkaa Re: Życie z rozwodnikiem 19.11.03, 00:14
            Kiedys wiedzialam na ten temat sporo, bo mialam przyjaciela ksiedza, ktory
            sie bronil z pastoralnej i dokladnie z malzenstw niesakramentalnych. Ale to
            bylo tyle lat temu... Pamietam jednak, ze jedna z przyczy uniewaznienia
            malzenstwa w KK moze byc to, o czym juz mowilyscie: presja, wymuszajaca
            przysiege. inna moze byc krzywoprzysiestwo, czyli jesli np. jedna strona
            przysiega, a wcale nie ma zamiaru przysiegi dotrzymac.pamietam przypadek
            dziewczyny, ktora brala slub w ciazy, a potem wyladowala na podtrzymaniu, a
            szacowny malzonek zdradzal ja juz wtedy, gdy lezala w szpitalu. potem odszedl.
            jej sie chyba dosc latwo udalo uzyskac uniewaznienie...
            W mojej rodzinie toczy sie w tej chwili proces o uniewaznienie malzenstwa, w
            ktorym po roku dziewczyna urodzila dziecko innego partnera...
            Mysle, ze uniewaznic mozna, ale trzeba z tym pojsc do madrego ksiedza, i nie
            zwlekac. beda potrzebni swiadkowie, a ludzka pamiec jest zawodna. swiadectwa
            sprzed lat maja tez mniejsza wage ...
            • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 19.11.03, 15:26
              Dziękuję wszystkim za opinie i porady. Mamy sporo świadków i im księża z ich
              parafii mówią ,że są szanse....smile
              Modlę się żeby było wszustko oki, jak proces się skończy to zawiadomię Was o
              wyniku- mam nadzieję, że pozytywnym dla nas.
              Pozdrawiam 3majcie się!!!
    • isma Re: Życie z rozwodnikiem 20.11.03, 13:22
      Najpierw historia (bez moralu).
      Dziewczyna, ktora odzyskala autentyczna wiare jako dojrzala osoba, a
      utwierdzila sie w niej takze przy pomocy faceta, gleboko wierzacego, prawie juz
      pogodzonego po rozwodzie ze swoja samotnoscia. Oni, i nie tylko oni, mowili, ze
      sa dla siebie nawzajem stworzeni. Mowili, ze nigdy i z nikim nie odczuli
      takiego duchowego porozumienia i bliskosci. Ale on mial za soba sakramentalne,
      studenckie malzenstwo, z osoba, ktora nie dojrzala do bycia zona i matka, nawet
      kiedy sie nia stala - psychiczne uzaleznienie od rodzicow, nieumiejetnosc
      podejmowania wspolodpowiedzialnosci za decyzje. Bylaby to - mocna, do
      udowodnienia - podstawa do podjecia proby uzyskania stwierdzenia niewaznosci
      malzenstwa.
      Nie sa razem. Pozegnali sie - to zabawne, ze wlasnie na tym forum padlo zdanie
      o "niezyciowosci jakichs tam psalmow" - slowami jednego z psalmow, ktory mowi o
      domu Pana, przygotowanym dla tych, ktorzy umieja "dochowywac przysiag dla
      siebie niekorzystnych".
      Ta dziewczyna zapytala o swoja przyszlosc najpierw Boga, potem swojego serca (a
      ludzi nawet nie zamierzala pytac).

      Oczywiscie, ta historia nie oznacza, ze kazdy jest zobowiazany do heroizmu
      wyborow wylacznie i absolutnie zgodnych z wola Boza - mamy ten nasz nieszczesny
      dar wolnosci i korzystamy z niego, jak umiemy.

      Ty, wrono, kochasz swojego meza i dokonalas wyboru.
      Ale, tak sobie mysle, trzeba jednak odpowiedziec sobie, we wlasnym sumieniu, na
      jedno powazne pytanie: czy chcesz sakramentalnego małzenstwa dla potwierdzenia
      milosci powaga sakramentu, czy dla potwierdzenia jej w ludzkich oczach. Jesli
      to drugie, to tak naprawde niewiele by sie Twoja motywacja roznila od
      motywacji, ktora przypisujesz swojej tesciowej w zwiazku ze slubem Twojego
      meza...

      Orzeczenie sadu koscielnego moze byc dla Ciebie korzystne lub nie - wazniejsze
      jest jednak, zebys nie stracila kontaktu z Bogiem (a stracic go mozna rowniez
      samemu zawierajac malzenstwo - chocby i "koscielne" - niegodnie, bez glebokiego
      przekonania o sensie tego aktu, jakim jest milosc).
      Jestes czastka Kosciola, nawet jako zona rozwodnika - nie masz tylko dostepu do
      sakramentow. Moze latwiej Ci bedzie odnalezc sie w duszpasterstwie dla par
      zyjacych w zwiazku niesakramentalnym - w Warszawie prowadza jej jezuici, w
      Krakowie jest przy parafii św. Krzyża.

      A jesli - w co wierze, i co najwazniejsze - pierwszym i najwazniejszym
      przykazaniem jest milosc, to wlasnie milosc bedzie Ci kiedys policzona.

      Zapraszam na priv, jesli chcesz pogadac (ja jestem wprawdzie katoliczka
      gorliwa, ale nieortodoksyjna, nie gromie i nie gryze).
      • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 20.11.03, 16:47
        jejku oczywiscie ze nie chce slubu kościelnego ze wzgledu na innych!!! Oprócz
        paru babek w kosciele ktore patrza na nas jak spode łba gdy nie przystepujemy
        do komunii to nikt nie ma nam tego za złe.
        Ja pragnę tego bardzo bardzo bo kocham mijego Misiaczka i chcę mu to ślubować
        przed Panem Bogiem.Najbardziej zabolały mnie słowa mojego przyjaciela kleryka
        który mi to wszystko wytłumaczył: otóż ja jestem w oczach Boga kochanką mojego
        męża bo jest nadal TAMTEJ Mężem ( w sensie kościelnym) a my teraz cudzołożymy i
        gdyby tak zważyć te nasze grzechy cudzołożenia to ja jestem bardziej winna.
        Bo to ja namawiam i kuszę- paradeoks a tak boli......
        chyba napisze do kuri w Łomży i spytam się co tam nwego w sprawie.

        Ps dzięki za wszystkie porady.
    • ania_rosa Re: Życie z rozwodnikiem 21.11.03, 02:21
      hej, nie wiem czy Ci pomogę, ale mam w rodzinie przypadek uniewaznienia
      małżeństwa i sama się tez o to otarłam.
      1. Pewna pannica z mojej rodziny po tzw. "zawodzie miłosnym" doszła do wniosku,
      że najlepszym remedium na złamane serce będzie nowy narzeczony, biała suknia i
      wielka feta. Pan narzeczony był alkoholikiem, o czym nie mówiło się głosno, ale
      sprawa była tajemnica poliszynela. Nałóg nie zniknął niestety wraz z
      wypowiedzeniem słów "I ogłaszam was męzem i zoną" więc po roku postanowiła się
      z nim rozwieść. PO dwóch latach poznała kolejnego pana, z którym zamarzył jej
      się ponownie czerwony chodnik w kościele i biała suknia, skierowała więc sprawę
      do sądu metropolitalnego o unieważnienie sakramentu. Powód: zatajenie przed
      współmałżonkiem choroby alkoholowej. Kłamstwo kute na cztery kopyta i
      ubezpieczone deklaracją męża- alkoholika, że przyzna się do zatajenia nałogu. O
      dziwo, unieważnienie dostała. Oczywiście odbył się slub i wystawne wesele- po
      roku znów była rozwódką. To tak a propos pytania którejś z emam o celowość
      przyjmowania sakramentu małzeństwa, robienia tego ze względu na Boga, siebie
      czy też ludzi.
      2. Kiedy zaszłam w ciążę wszyscy oczekiwali ode mnie legalizacji związku w USC,
      ale przede wszystkim wobec KK. Presja była ogromna. Od dawna nie jestem
      członkiem KK, ale przyznam się, że był moment w którym się łamałam. Wtedy mój
      przyjaciel neokatechumen polecił mi wspaniałego księdza będącego również
      pracownikiem warszawskiego sądu metr. i skierował mnie do niego na rozmowę.
      Zrobiła ona na mnie wielkie wrażenie z racji absolutnego obiektywizmu księdza i
      jego mądrości kapłańskiej (jak i życiowej), od którego dowiedziałam się m.in,
      że:
      1. Gdybym kiedyś wystąpiła o unieważnienie sakramentu i pozwała jego na świadka
      musiałby zaświadczyć, że sakrament przyjęłam pod presją psychiczną (ciąza i
      stosunek rodziny) i ekonomiczną (miałam wtedy 19 lat) co staowiłoby istotny
      argument za unieważnieniem związku
      2. Sakrament zawierany przez osobę, która nie podejmuje świadomomej decyzji
      wstąpienia w związek małżeński (mam tu na myśli religijny aspekt małżeństwa),
      nie będąc upewnioną w swoim postanowieniu od strony wiary jest z gruntu
      nieważny, nalezy to tylko udowodnić.

      Uważam więc, że masz duże szanse( ciąża byłej żony Twojego partnera i przymus
      pod jakim się znajdował) i życzę Ci pomyslnego rozwiązania sprawy. Obecnie
      ciesze się niezmiernie, ze znalazłam w sobie na tyle rozsądku, aby
      przeciwstawić się rodzinie i nie przyjąc sakramentu, co nie tylko byłoby
      nieuczciwe wobec Boga i KK, ale przede wszystkim wobec siebie.
      A Twój partner może się zawsze powołać na "psychiczna niezdolnośc do podjęcia
      istotnych obowiązków małżeńskich" a przede wszystkim na presję, pod wpływem
      której zdecydował się na przyjęcie sakramentu.
      Pozdrawiam i życze przemyślanych decyzji smile
      Rosa
      ps. I nawet jeśli gdyby- odpukać- sprawy nie ułożyły się po Twojej myśli, nie
      walcz za wszelką siłę o to uniewaznienie. Przypadek mojej kuzynki pokazuje, że
      nawet Kościół można oszukać i naciągnąć w tym celu każdy argument, ale nie
      zawsze wychodzi to na zdrowie.
    • isma Re: Życie z rozwodnikiem 21.11.03, 09:00
      Wrono,
      argmentacja Twojego znajomego kleryka nie bardzo do mnie przemawia. To, ze to z
      definicji kobieta "namawia i kusi", pachnie mi mocno czasami, delikatnie
      mowiac, przedsoborowymi. Nie podejmuje sie oczywiscie oceny z punktu widzenia
      teologii moralnej, ale na moj rozum prostego katolika, to ewentualnie mozna
      twierdzic, ze Twoj maz jest zwiazany sakramentem, Ty nie, wiec to on raczej
      cudzolozy (jesli jego malzenstwo bylo wazne).
      Rosa,
      podziwiam i szanuje.
      • adzia_a Re: Życie z rozwodnikiem 21.11.03, 09:15
        isma napisała:

        > Wrono,
        > argmentacja Twojego znajomego kleryka nie bardzo do mnie przemawia. To, ze to
        z
        >
        > definicji kobieta "namawia i kusi", pachnie mi mocno czasami, delikatnie
        > mowiac, przedsoborowymi

        Wiesz, ja pomyślałam sobie to samo. Nie sądzę, żeby to było jakieś oficjalne
        stanowisko kościoła, raczej poglądy osobiste tego człowieka (czasem na forum
        pojawiają się wątki o zdradzie i zobacz, jakie różne mają ludzie poglądy na
        temat: kto winien? Niektórzy najbardziej winią tę trzecią, tak jakby ona faceta
        na siłę wyrywała...

        Nie przejmuj się tym. A jesli już musisz się przejmować, to w ostatniej
        kolejności odśnieżania wink))
        • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 21.11.03, 16:21
          Dziewczyny dziękuje jesteście kochane!
          Aniu_rosa bardzo podniosłaś mnie na duchu, wieeeelkie dziękismile)))))
          dzis wysłałam meila do kurii z pytaniem: co dalej. w ostatniej wiadomości
          ksiadz napisał, że postara sie to zakończyc do końca tego roku.
          Jeszcze raz dziekuje bardzo, dzis pokaze to mojemu mezowi- niech sobie poczyta
          smile
          Kasia M.
    • agniecha293 Re: Życie z rozwodnikiem 23.11.03, 13:05
      WITAM WSZYSTKIE KOBIETKI.
      Czytjając wasze posty,również podyskutuję.Żyję z rozwodnikiem,mamy ślub
      cywilny,syna,który skończył 2 latka,jesteśmy zgodną rodzinką.Jednego nie
      rozumiem:ludzie mając ślub kościelny są ok,a karzdym calu,a my po cywilnym coś
      gorszego itd....Tylko np, ludzie po kościelnym którzy wyrządzają sobie nawzajem
      krzywdy,typu zdrady,itd to jest ok,bo jest po kościelnym,i tego nikt nie
      widzi,a my chcąc nie chcąc żyć ok,jesteśmy i tak gorsi.Dla mnie nawet jako
      osoby wierzącej jest tu jakieś zakłamanie.Nawet ,kiedy przychodzi
      kolenda,ksiądz daje nam do zrozumienia że jesteśmy gorsi,a przecierz jest
      dziecko!!!!!!które musimy w jakieś wierze wychować.
      • adzia_a Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 08:18
        agniecha293 napisała:

        Tylko np, ludzie po kościelnym którzy wyrządzają sobie nawzajem
        >
        > krzywdy,typu zdrady,itd to jest ok,bo jest po kościelnym,i tego nikt nie
        > widzi,a my chcąc nie chcąc żyć ok,jesteśmy i tak gorsi.

        Nie bardzo rozumiem...czy mogłabyś wyjasnić, jaki to kościół akceptuje zdrady i
        krzywdzenie się nawzajem? wink
    • flo_mama Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 10:36
      Witaj,
      jestem prawnikiem, mogą Ci w tej sprawie pomóc.
      Pisz na priva.

      Pozdrawiam serdecznie

      mama flo

      forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=621&w=9178478&a=9178478&rep=1
      • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 14:39
        DZiewczyny trzymajcie kciuki!!
        Dostałam meila od Kurii: otóż jak ksiądz skończy pisać wyrok w sprawie którą
        się teraz zajmuje to następną jaką weźmie to będzie nasza! Qrcze trzęsę się jak
        to pisze bo tak bym chciała...
        3majcie się!
    • andzia1976 Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 16:17
      Witam...postanowilam odpowiedziec na Twoj post..naleze do grupy
      tych "szczesliwcow"ktorym KK uniewaznil malzenstwo i nawet nie trwalo to
      dlugo bo poltorej roku od zlozenia stosownych dokumentow...teraz tylko nie
      wiem czy mam sie z tego cieszyc czy wrecz przeciwnie..historia tego
      uniewaznienia przypuszczam jest jak tysiac innych..moj byly maz a raczej jego
      zaklamana w wierze matka chcieli miec przed spoleczenstwem wybielony zyciorys
      no i przyjmowac komunie sw. nie miec problemu z powtorym slubem (bo
      przypuszczam ze takowy kiedys sie wydarzy)i ogolnie zyc jak przystalo na
      porzadna katolicka chodzaca cala ferajna w niedziele do kosciola
      rodzine...tylko ze...no wlasnie nie mozna cofnac czegos co juz sie stalo
      nawet jesli jeden lub drugi madry ksiadz stwierdzi ze to co mowiliscie sobie w
      kosciele to teraz jest nieprawda...to wszystko zostaje w czlowieku...wlasciwie
      teraz gdyby ktos mnie zapytal czy wierze w Boga to nie moglabym odpowiedziec
      bez namyslu twierdzaco bo co to za Bog ktoremu mozna cos przysiadz a drugi
      czlowiek to uniewaznia a kiedys moja wiara byla silna..pewnie zaraz rozlegna
      sie glosy ze co to za wiara ktora mozna zachwiac...ale tak sie dzieje moje
      rozgoryczenie w tej sprawie wynika z faktu ze przystepujac do tego sakramentu
      przystepowalismy swiadomie a w momencie kiedy on zapalal uczuciem do mojej
      kolezanki i podjal decyzje o rozwodzie jego matka na sile wyszukala powody
      dlaczego ja jestem be o on cacy...pisze ten list nie z checi pocieszenia Cie
      bo ja niejako stoje po drugiej stronie w kazdym badz razie zycze powodzenia w
      tym zbiorowym oszustwie
      andzia
      ps.gdzies na forum wyczytalam ze podobno istnieje cennik za
      uniewaznienia ...ciekawe ile moj mezus zaplacil....pozdrawiam
      • lena99 Re: Życie z rozwodnikiem 24.11.03, 19:48
        andzia1976 napisała:

        > zycze powodzenia w tym zbiorowym oszustwie

        droga Andziu, nie mogę się z tobą zgodzić. Jeśli miałaś wątpliwości natury
        etycznej, to powinnaś je poruszyć podczas przesłuchania. Mogłaś zgłosić
        sprzeciw po przeczytaniu wszystkich zeznań, mogłaś spróbować wytłumaczyć
        księdzu, to co czujesz.
        Nie można tak uogólniać, że każde unieważnienie to oszustwo. Przecież tak
        naprawdę nie wiemy co dzieje się w sumieniach innych ludzi.
        Oczywiście, nie brakuje ludzi, którzy kłamstwem chcą osiągnąć unieważnienie,
        ale to samo świadczy o nich, kim są i jak pojmują sakramenty. Pozdrawiam
      • cz.wrona Re: Życie z rozwodnikiem 26.11.03, 10:56
        Andziu!
        To nie jest tak że po jakimś czasie ktoś MOŻE dojść do wniosku, że to co mówił
        przed ołtarzem teraz jest nieprawdą, nie! Podstawą do unieważnienia jest to co
        czujecie W CHWILI wypowiadania przysięgi!. Ważne jest co wtedy myślisz,
        czujesz... Jeżeli w Twoim przypadku było na odwrót, jeśli chodziło tylko o
        wyczyszczenie jakiegoś rozdziału w życiu to współczuję... Przykro mi, że
        niektórzy pzrez matactwa uzyskują coś, o co inni walczą tak mocno i gorąco jak
        my.
        Pozdrawiam.
        • andzia1976 Re: Życie z rozwodnikiem 26.11.03, 14:46
          cz.wrona napisała:


          > To nie jest tak że po jakimś czasie ktoś MOŻE dojść do wniosku, że to co
          mówił
          > przed ołtarzem teraz jest nieprawdą, nie!

          hmmm. .. .i tu sie nie zgadzam..wlasnie po jakims czasie osoby starajace sie o
          unieznienie malzenstwa dochodza do wniosku ze to co mowili przed oltarzem to
          nieprawda, bo ktorz przy zdrowych zmyslach w wieku duwdziestu kilku lat i w
          dobie dobrowolnego wyboru partnera skazuje sie swiadomie na zycie z osoba
          ktora sie nie kocha a moze wrecz nienawidzi

          Podstawą do unieważnienia jest to co
          > czujecie W CHWILI wypowiadania przysięgi!. Ważne jest co wtedy myślisz,
          > czujesz...
          W chwili wypowiadania przysiegi najczesciej czuje sie stressmile

          Przykro mi, że
          > niektórzy pzrez matactwa uzyskują coś, o co inni walczą tak mocno i gorąco
          jak
          > my.
          tylko dlaczego walczycie tak mocno i goraco o to?nie wystarczy wam ze kochacie
          sie nawzajem,jestescie sobie wierni i oddani...tak naprawde instytucja
          malzenstwa w takim przypadku jak wasz to tylko chec pokazania innym ze ja nie
          jestem gorsza -tez mialam biala suknie i huczne weselesmilea to ociera sie o
          lekki dewotyzm...decydujac sie na bycie z osoba rozwiedziona nie wszyscy
          zdaja sobie sprawe jak wiele wyrozumialosci i poswiecen trzeba bedzie poniesc
          Zycze Wam powodzenia i wytrwaloscismile)
          > Pozdrawiam.
Pełna wersja