Szkolni oprawcy ...

14.02.09, 13:42
Byłyście w dzieciństwie wyśmiewane czy gnębione przez inne dziecko w
przedszkolu, szkole? A może stałyście po drugiej stronie? I jak jest waszymi
dziećmi teraz? Wiecie na przykład o tym że one też mogą kogoś szykanować?

Nie ukrywam że zainspirował mnie wątek mamy rudej dziewczynki (nie wnikam czy
to troll).
    • hellious Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 13:53
      Bylam i po jednej i po drugiej stronie. Jako male dziecko bylam wyjatkowo paskudna, mialam wielkie bryle i nieciekawa sytuacje rodzinna. Bylam szara myszka, zawsze na samym koncu, zawsze sie chowalam po kątach. W klasie bylam odrzutkiem, nie mialam kolegow, kolezanek.
      Pozniej, w gimnazjum wiele sie zmienilo. Stalam sie bardzo agresywna, mialam w nosie wszystkie zakazy/nakazy/obowiazki. Bylam glowna prowokatorka w szkole, bilam sie z chlopakami, tluklam dziewczyny... Tak czy inaczej, skonczylo sie to tak, jak powinno bylosie skonczyc.
      • mamaemmy Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:05
        Byłam,w 5 i 6 klasie bo jako jedna z niewielu dziewczynek miałam chłopaka z
        którym chodziłam do kina i ponoc było we mnie zakochanych jeszcze dwóch ze
        starszej klasy przynajmniej taka fama chodziła po szkole..gnębiły mnie za to na
        przerwach dwie dziewczyny starsze o rok..W końcu dołapały mnie w łazience i
        przytrzymały a ja im pusciłam taka wiązankę ostrym tonem z jakąs tam niby grożbą
        hehe...że-dzis sama w to nie wierze-opadła im szczęki i mnie zostawiły..
        Od tej pory umiałam się odgryzc każdemu i w zasadzie nie miałam potem juz takich
        doswiadczen

        Nigdy nie stałam po drugiej stronie..Raczej byłam przyzwyczajona,że mam plecy i
        stawałam w obronie tych gnębionych..Wcale nie byłam pewna siebie,tylko
        udawałam..Nikt nie zauwazył roznicy tongue_out
    • madameblanka Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:06
      Zawsze miałam problemy z babami, zawsze mnie obgadywały, knuły a jak byłam na
      imprezie z chłopakami ze szkoły wysnuwały daleko idące wnioski i nie omieszakały
      na ten temat plotkować i dorabiać ideologię.

      Co do córki, jest potrosze niepełnosprawna i wykorzystywało to dwóch chłopaków z
      jej klasy. No wiadomo nie miała możliwości obrony jak pełnosprawny człowiek
      także była obiektem niewybrednych żartów /fizycznych/. Nie pomogło chodzenie do
      wychowawczyni, rozmowy z rodzicami tych chłopaków. Aż do czasu jak złapałam
      jednego i powiedziałam "jak jeszcze raz ją dotkniesz to cie zajebie gnoju".
      Pomogło.
      • mamaemmy Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:08
        Aż do czasu jak złapałam
        jednego i powiedziałam "jak jeszcze raz ją dotkniesz to cie zajebie gnoju".
        Pomogło.


        Ja znajac siebie od tego bym zaczęła.I dokładnie tymi samymi słowami.
        • roksanaa22 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:12
          Nikogo nie gnębiłam(wręcz broniłam słabszych,także chłopcówwink) i
          sama się nie dawałam.
          Na plus miałam,że tak powiem "plecy"smile
    • demonii.larua Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:30
      Tylko w podstawówce (tak do 6 klasy), najpierw z powodu szkieł grubych jak denka
      od jabolowych butelek i rudawego odcienia kłaków, potem z racji wzrostu (od 5
      klasy byłam najwyższa). Pod koniec 6 klasy się postawiłam, spuściłam manto
      najbardziej aktywnemu wyzywaczowi i zyskałam respekt. Potem jeszcze kilka
      dziewczyn zazdrościło mi dobrej komitywy z chłopakami i regularnie obrabiała mi
      dupsko, ale to już w głębokim poważaniu miałam big_grin
      • gabrielle76 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:35
        Nigdy nie byłam po żadnej stronie smile
      • madameblanka Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:36
        ja też chciałam sie zabrać za najaktywniejszego wyzywacza ale był dwa razy
        wyższy i szerszy to też bym poległa wraz z respektem do mniebig_grin
    • sylwia06_731 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:35
      Byłam lubiana w klasie pomimo brzydkich i grubych okularów.wtedy nie było takiego wyboru oprawek jak teraz a okulary w klasie miałam tylko ja.Jedynie jak sie z kims pokłóciłam to mnie wyzywali"Cztery oczy,piata szyja okularnik dostał w ryja".
      • kropkacom Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:41
        W podstawówce wszystko grało. Chodziłam do małej klasy i właściwie wszyscy się
        lubiliśmy i mieliśmy wspólny front. W ogólniaku już gorzej. Byłam przez pewien
        czas obiektem szykan grupy chłoptasiów. Czemu? Nie wiem.
    • ik_ecc Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 14:59
      W calkiem malej podstawowce (jakiejs 1 czy 2 klasie) jeden
      chlopaczek probowal przezywac mnie od nazwiska, ale sie nie
      przyjelo.
      W jakiejs 7 czy 8 klasie stanelam bardzo publicznie w obronie
      dzieczyny po ktorej wszyscy "jezdzili". Oberwalo mi sie pozniej
      koszmarnie... od tej wlasnie dziewczyny tylko i wylacznie. smile
      (Werbalnie, co olalam, bo ona byla troche nie tego, ale mnie to
      zdziwilo.)
      Poza tym nic, bylam lubiana i bylam zawsze w fajnej, zgranej klasie.


      Natomiast moja siostra ma koszmarne wspomnienia ze szkoly - w
      podstawowce byla fizycznie bita, kopana i szantazowana przez jakas
      dziewuche. Dowiedzialam sie o tym dopiero niedawno. Powiedziala, ze
      to bylo nic, najgorsze bylo kiedy ta dziewucha zaczela rozpuszczac
      jakies negatywne plotki... o mnie. Ja nawet o tym nie wiedzialam -
      moja siostra sporo jest mlodsza ode mnie, ja uz nie chodzilam do
      szkoly wtedy. Ale ona najbardziej przezywala wlasnie to. sad Moja
      siostra jest bardzo niesmiala (w podstawowce byla wrecz chorobliwie
      niesmiala) i za nic nie potrafila sie postawic. W koncu ktos ja
      obronil, bo poza tym jednak ja ludzie lubili. W liceum nie miala
      zadnych problemow.
      • zuzior077 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 15:25
        Oj pamiętam. Miałam tych oprawców bez liku, jestem rudzielcem. Szkoła podstawowa
        to jeden wielki koszmar, choć we własnej klasie byłam bardzo lubiana. Kiedyś jak
        szłam przez park grupka chłopaków obrzuciła mnie kamieniami, dostałam w łydkę
        ,urosła śliwa i krew lała się do kostki. Nigdy więcej nie szłam tamtą drogą. W
        liceum wszystko minęło, kupa przyjaciół, facetów- totalnie się odblokowałam.
        Teraz mam rudego synka i choć lubię ten kolor- to właśnie że szkoda ,że jest
        rudy- wiem co go czeka do 15 roku życia.
        • zuzior077 Miałam wielu z powodu koloru włosów 14.02.09, 15:26
    • guderianka Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 15:29
      Byłam-nie przez jedno, konkretne i stale ale czasem się ze mnie
      śmiano
      Ja też czasem się z kogoś nabijałam

      Moja córka również jest wyśmiewana i pewnie sama też nieraz z kogoś
      się śmieje

      Ale chyba nie można tego ując w kategorii "bycia oprawcą"
      • kropkacom Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 15:39
        > Ale chyba nie można tego ując w kategorii "bycia oprawcą"

        Wiesz, trafisz na słabszą psychicznie jednostkę i takie wyśmiewanie rożnie się
        może skończyć. Jak myślisz jak wtedy się takich kolegów/koleżanki nazwie?
        • guderianka Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 21:05
          Nie sądzę bym była w czasach szkoły jednostką o silnej konstrukcji
          psychicznej-podśmiewajki wpędzały mnie w kompleksy, czasami
          płakałam, czułam się delikatnie mówiąc-niekomfortowo. Ale nie
          zaliczyłabm tych co się ze mnie nabijali do oprawców. Takie są
          dzieci..
          • kropkacom Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 21:23
            > Takie są dzieci..

            Mówisz? Jakoś ciężko było by mi zaakceptować że moja córka regularnie nabija się
            z kogoś albo robi coś jeszcze gorszego. To podobnie jak z dręczeniem zwierząt,
            "takie są dzieci" to nie wytłumaczenie czy usprawiedliwienie dla mnie w tym
            momencie.
            • kocianna Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 21:35
              Ja w podstawówce miałam problemy ze względu na pochodzenie, a poza tym zawsze
              byłam outsiderką. W LO w pierwszej klasie byłam pośmiewiskiem grupy dziewczyn (z
              innych przyczyn), ale pozniej jakos się uspokoiły, ale z klasą nigdy się do
              końca nie zintegrowałam.
              Moja córka... mam nadzieję, że nigdy nie będzie nikogo krzywdzić. Ale nadzieję
              sobie mogę mieć, nasze dzieci często zachowują się w szkole tak, że w życiu
              byśmy się do nich nie przyznały... (wiem, co mówię - koleżanka na zebraniu zdaje
              matce relację z zachowania syna, a matka: pani chyba nie mówi o moim dziecku!).
              • kropkacom Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 21:43
                > Ale nadzieję
                > sobie mogę mieć, nasze dzieci często zachowują się w szkole tak, że w życiu
                > byśmy się do nich nie przyznały...

                Ja wiem że grupa kształtuje pewne zachowania. Jednak gdyby moje dziecko kiedyś
                dręczyło kogoś, szykanowało, publicznie wyśmiewało to uznałabym to za osobistą
                porażkę wychowawczą.
            • guderianka Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 21:37
              > Mówisz? Jakoś ciężko było by mi zaakceptować że moja córka
              regularnie nabija si
              > ę

              mówię
              ale nie o -jak to nazwałaś-regularnym nabijaniu się
              ale
              o epizodach, które się zdarzają
              i nie mam problemów z akceptacją tego faktu
              Za to mam problem z zaakceptowaniem faktu, iż wychowuje sie dzieci
              na mamałygi, które nie potrafią ani słowem ani zachowaniem obronić
              się przed takimi atakami
              • lola211 Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 00:21
                Niekoniecznie trzeba wychowywac.Dziecko po prostu moze takie byc, ze
                chocbys mu kazala odpyskowac, to tego nie zrobi.Nie wszystko od
                wychowania zalezy.
                • guderianka Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 08:57
                  Lola-oczywiście nie wszystko. Jak w większości różnych sytuacji i
                  zdarzeń-zawsze jest wiele czynników a nie jeden. Co wcale nie
                  wyklucza, że jakiś jeden ma wiodący wpływ.
    • lidia341 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 15:37
      Ja byłam zawsze wyśmiewana ze względu na nazwisko...a miałam Ogórek
    • twix52 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 15:40
      Ja w szkole nie stałam po żadnej stronie. Wiem, że mój brat straszył mną kolegów
      jak mu dokuczali(jest dużo młodszy ode mnie).
    • kali_pso Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 16:24

      Tak. Zresztą pisałam o tym już tutaj- a teraz czytam "Dziewiętnaście
      minut" Jodi Picolut o tym właśnie problemie- do czego może posunąć
      się prześladowane dziecko i jak przeświadczenie rodziców, że troska
      i bezwarunkowa miłość to to właśnie, co prześladowanemu dziecku
      pomoże być silnym, szczęśliwym człowiekiem, może wyprowadzić ich na
      manowce...polecam, ciekawa lektura...
    • sloooneczko Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 21:58
      w przedszkolu- nie- nigdy do niego nie chodziłamwink
      w pewnym sensie nie byłam nigdy przesladowana, może zabrzmi to mało
      skromnie ale zawsze byłam uważana za osobe "lubianą".
      Ale..oczuwałam pewna dyskryminację w szkole średniej ze strony
      nauczycieli: bo nie mieli bata na mnie, staszenie powiem mamie, w
      moim przypadku mijało się z celem i pewnych osób bo miałam nieco
      więcej niż inni...
      • nolus Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 22:01
        do liceum żadnych problemów, w liceum nieszczęśliwie wpadłam w rolę ofiary na
        skutek niefortunnych okoliczności i niskiej samooceny, ledwo wytrwałam 3 lata i
        wpadłam w depresję.a tak w ogóle to wiecznie miewam jakieś "konflikty" z babami,
        nie wiem dlaczego. głupi pech?
    • lola211 Re: Szkolni oprawcy ... 14.02.09, 23:42
      Z podstawowki pamietam podzial zenskiej czesci klasy na wrogie
      obozy.Przy czym kazda z nas byla raz w jednej ,raz w drugiej
      frakcji.Wystarczylo, ze glownodowodzaca sie obrazila na jakas
      dziewczyne i juz ustawiala caly oboz przeciw niej.Obowiazywal zakaz
      odzywania sie do "wroga" i calkowite ignorowanie go.

      Byla 1 dziewczyna, ktorej nie lubilismy.Przez jakis czas bylam jej
      najlepsza kolezanka, wiec i mnie wykluczono.Co mi wisialo totalnie.A
      potem znowu ja znielubilam i juz bylam "swoja".Takie pokrecone
      klimaty.

      Dzis obserwuje moja core , jej kolezanki i relacje i widze, ze jest
      podobnie.Nie lubia 1 dziewczyny- najgorzej sie uczy, z dosc biednego
      domu, przez to troche zaniedbana ,ponoc jest malo sympatyczna.
      Dziewczyny maja 1000 argumentow na "nie" wobec niej.Ja w sumie nie
      znajac sytuacji, nie moge im wmawiac,ze nie maja racji.Nie posuwaja
      sie do zadnej przemocy, szyderstw, tylko za plecami ja obgaduja.
      • nolus Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 00:00
        czytając wspomnienia innych i porównując do własnych wspomnień i obserwacji
        stwierdzam, że dziewczyny bardzo często bywają bardziej okrutne niż chłopcy,a
        kiedy dobiorą się w grupki, używaja sobie ile się da.
        • lola211 Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 00:05
          Taka widac nasza specyfika.Z czegos to wynika i widocznie tak po
          prostu jest.Chlopcy raczej sie bija, dziewczyny- obgaduja.
          • nolus Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 00:10
            taak, nie ma to jak ten kobiecy światek pełen plotek,obgadywania,
            bezinteresownej zawiści i złośliwości...
            • lola211 Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 00:18
              Z tego sie wyrasta, a przynajmniej mozna wyrosnac,sama jestem
              przykladem.Dlatego nie demonizuje.
              • nolus Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 00:20
                nie wyrasta,tylko przybiera trochę inną formę. sama doświadczam tego na
                studiach, a moje koleżanki np. w pracy. kobiety nie umieją się lubić.
                • lola211 Re: Szkolni oprawcy ... 15.02.09, 09:02
                  >kobiety nie umieją się lubić.

                  Nieprawda.

                  Moze warto sie zastanowic, czy faktycznie reakcja innych nie jest
                  uzasadniona- sa ludzie, ktorzy nie daja sie lubic.Oczywiscie czuja
                  sie pokrzywdzeni, ale to nie tak, ze wszyscy wokol sa zli, a ta
                  jedna osoba dobra.Po prostu- niektorych lubic sie nie da, bo maja
                  cechy odstreczajace innych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja