sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie)

05.03.09, 10:41
Jest mi przykro i przyznam, ze pisze pod wplywem negatywnych emocji
- prosze nie oceniajcie mnie za surowo - potrzebuje rady kogos z
zewnatrz.

Moja historia nie jest prosta. Synek mial rok, kiedy odeszlam od
meza i wyjechlam do innego miasta. Stosunki miedzy mezem a mna nie
byly jasne...niby jeszcze bylismy ze soba ale przeciez mieszkalismy
osobno...ciezko to opisac.
Maz placil alimenty na mnie (nie jestem zdolna do pracy z powodu
przewleklej choroby) i na dziecko. Wspieral mnie finansowo i staral
sie jak mogl utrzymywac kontakty z synkiem. Odwiedzal nas w weekendy
ale ceny tych odwiedzin byl rowniez psychiczny terror, jaki
wprowadzal. Syn go denerwowal po godzinie zabawy i denerwowalo go
rowniez moje mieszkanie (meble nie tak ustawione i inne takie).

Wiec z jednej strony dobra jego wola a z drugiej niestety niemoznosc
normalnego wspolzycia (w sensie bycia/przebywania w jednym
pomieszczeniu/mieszkaniu smile).

Dla meza zawsze najwazniejsza byla praca. I ta praca wykrecal sie od
obowiazkow przy nowo narodzonym synku. Praca zawsze na pierwszym
miejscu. Od czasu, kiedy mieszkamy osobno - jego stosunek do dziecka
sie poprawil (bo nie ma stalego z dzieckiem kontaktu). Tak sie
zlozylo, ze przez chwile nawet myslelismy o ponownym wspolnym
zamieszkaniu i stalo sie...drugie dziecko w drodze (bardzo prosze o
nie komentowanie - sama wiem, jak to wyglada.
Maz o dziwo przyja dobrze wiadomosc o drugim dziecku i nawet zaczal
szukac pracy w naszym miescie, ktora po jakis 2 tygodniach znalazl.
Jego motywacja (rzekomo) byla chec pomocy przy dwojce dzieci i
mozliwosc wiekszego kontaku z dziecmi - wierze mu.
Jednak nowa praca zaczyna sie dokladnie w terminie mojej cesarki
(niestety mam wskazanie) i maz odmowil mi pomocy po porodzie przy
dzieciach sad tlumaczac sie nowa praca. Moja rodzina i jego rodzina
mieszkaja daleko, wiec nie mam nikogo do pomocy.
Mam wrazenie, ze dla meza ta praca jest najwazniejsza. I tak jak po
pierwszym porodzie nie moglam na niego liczyc tak po drugim tez nie
bede mogla. Dla mnie jest to sytuacja patowa - potrzebuje tej pomocy
i nie wydaje mi sie, zeby ktos w tej nowej firmi robil mu problemy,
z powodu opieki nad dzieckiem raz...doslownie tylko raz, te kilka
dni po porodzie.

Jestem w kropce: czuje sie z jednej strony zawiedziona (obiecywal,
ze pomoze) a z drugiej widze, ze nie jest zlym czlowiekiem i stara
sie bardzo ale nie moze wyjsc ze swojej skory i stac sie nagle kims
innym - tzn. czlowiekiem, dla ktorego rodzina jest wazniejsza niz
cokolwiek innego.
Dodam jeszcze, ze w naszym miescie jest duzo miejsc pracy i w razie
powiniecia nogi, dzieci i ja mamy zabezpieczenie finansowe (i to nie
w postaci mojego meza).

Jestem rozzalona. Wiem, ze gdybym byla rozwiedziona i miala status
samotnej matki (ktora de facto jestem) mialabym z tego tytulu wiecej
udogonien, chocby finansowych ( dobrze dzialajacy system socjalny).
Moglabym np. zlozyc wniosek o pomoc "domowa" na czas pologu. Bedac w
zwiazku malzenskim nie mam takiej mozliwosci, bo teoretycznie maz
jest odpowiedzialny.

Stracilam juz chyba obiektywizm i moze to te hormony ciazowe nie
daja mi spokoju. Po raz pierwszy mysle o rozwodzie.
Mam nadzieje, ze ktos to przeczyta i powie mi cos do sluchu albo
doradzi...



    • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:05
      Chyba nikt nie przetrwal tej mojej epopeji... sad
      • tabakierka2 nieźle 05.03.09, 11:10
        jedyne co mi sie cisnie na usta to to, że musisz wypić piwo, które
        sama naważyłaśuncertain
        przykro mi z powodu twojej sytuacji, ale sama jesteś za nią
        odpowiedzialna.
        Masz możliwość uzyskania pomocy np. od jakiejś
        przyjaciółki/kolezanki, sąsaidki choćby?
        • naminutke Re: nieźle 05.03.09, 11:18
          Wazylismy to piwo razem...czuje sie odpowiedzialna za ta sytuacje ale
          tylko w 50%.

          Przykro mi, ze maz stawia prace nad pomoc po porodzie. Nic by nie
          stracil a uchyla sie od odpowiedzialnosci.

          • tabakierka2 Re: nieźle 05.03.09, 11:22
            naminutke napisała:

            > Wazylismy to piwo razem...czuje sie odpowiedzialna za ta sytuacje
            ale
            > tylko w 50%.
            >
            Nie zgodziłabym się. Wiedziałaś już wcześniej jak mąż "przykładał
            się" do opieki nad pierwszym dzieckiem, prawda?a mimo to wybrałaś go
            na ojca swojego drugiego dziecka - człowieka, dla którego praca była
            i jest najważniejsza ( chama swoją drogą, moim zdaniem). Oczywiście
            wykluczam, że dziecko jest owocem gwałtu<?>.

            > Przykro mi, ze maz stawia prace nad pomoc po porodzie. Nic by nie
            > stracil a uchyla sie od odpowiedzialnosci.

            Nic się nie zmieniło, tak, jak robił wcześniej, tak robi i teraz -
            uchyla się od odpowiedzialności.

            Nawet jesli uważasz, że tego piwa naważyliście oboje, to niestety Ty
            bedziesz musiała je wypić - samasad
            Jesli nie masz przyjaciółki/koleżanki, która mogłaby Ci pomóc,
            porozmawiaj z mężem o opłaceniu opiekunki, która Ci pomoże.
    • lusitania2 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:15
      to może jakaś płatna pomoc na okres po porodzie? Ktoś zresztą i tak
      musi zająć się starszym dzieckiem, gdy ty będziesz w szpitalu.
    • lastjestem Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:19
      Może byś zatrudniła pomoc domowa?Taka osoba napewno by Ci pomogła i
      przy dziecku/dzieciach i w prowadzeniu domu.Tu gdzie mieszkam jest
      to na porządku dziennym.Pozdrawiam cieplutko.
    • skoobus Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:47
      No cóż, ja też nie miałam pomocy po cesarce. mam daleko, tesciowa pojechała na
      miesiąc na wakacje, mąz miał miec dwa tyg urlopu, a skonczyło się na jednym tyg.
      Nie pomagał mi, w nocy nawet nie raczył pomóc mi wstać, miałam straszne problemy
      z kręgosłupem. Po pewnym czasie przeniósł sie do innego pokoju twierdząc, że
      spać przy nas nie moze, że za głosno. Byłam sama do wszystkiego. faceci tak juz
      mają, mysla, ze jak pracują tio nic wiecej robić nie muszą. Z drugiej strony co
      sie dziwić. Mąz cały dzień za kierownicą, więc musi byc wypoczęty. No i fakt
      faktem zarabia. Porozmawiaj z mężem.
      • tabakierka2 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:52
        skoobus napisała:

        Po pewnym czasie przeniósł sie do innego pokoju twierdząc, że
        > spać przy nas nie moze, że za głosno.


        też o takim skurczybyku słyszałam! uncertaintyle, że jemu przeszkadzało, że
        żona umieściła łóżeczko w sypialni, żeby po porodzie nie biegać z
        pietra na pietro. A mąż foch, bo "jak on się wyśpi"??? chroń Panie
        Boże przed taki "facetami".
      • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:56
        Rozmawialam...na prozno. Nie chodzi mi o to, zeby angazowac sasiadki
        czy innych - wszyscy pytaja gdzie jest maz w takim przypadku.
        Juz po raz drugi w zyciu zdarza mi sie sytuacja, ze on uchyla sie od
        przejecia odpowiedzialnosci za dziecko.
        Czara goryczy sie powoli przelewa. To jest systuacja, ktora mnie
        spotyka w zyciu jednorazowo i nie bedzie juz szansy naprawienia
        czegokolwiek.
        Czy rozwod jest jedynym lekarstwem?

        • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 11:58
          naminutke napisała:

          > Rozmawialam...na prozno. Nie chodzi mi o to, zeby angazowac sasiadki
          > czy innych - wszyscy pytaja gdzie jest maz w takim przypadku.

          Jeszcze dodam, ze posiadanie meza, nawet na papierze, przeszkadza mi
          po prostu - maz jest a go nie ma. Maz jest tylko figurantem w tym
          calym zamieszaniu.
          • tabakierka2 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 12:01
            no tak, ale płaci na dziecko i na Ciebie.

            Zapomniałabym raczej o namawianiu męża na pomoc w opiece, już wiesz,
            że to nie jest dla niego ważne. Wiedziałaś z resztą wcześniej.
            Czy mogę zadać Ci pytanie? jak to możliwe, że zaszłaś z nim w ciążę?
            nie brałaś pod uwagę, że tak się to może skończyć, czy liczyłaś, że
            maż się zmieni jak pojawi się drugie dziecko? czy w ogóle nie
            pomyślałaś o przyszłości swojej i dziecka/dzieci?
      • kai_30 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 12:02
        skoobus napisała:


        > Nie pomagał mi, w nocy nawet nie raczył pomóc mi wstać, miałam straszne problem
        > y
        > z kręgosłupem. Po pewnym czasie przeniósł sie do innego pokoju twierdząc, że
        > spać przy nas nie moze, że za głosno. Byłam sama do wszystkiego. faceci tak juz
        > mają, mysla, ze jak pracują tio nic wiecej robić nie muszą. Z drugiej strony co
        > sie dziwić. Mąz cały dzień za kierownicą, więc musi byc wypoczęty. No i fakt
        > faktem zarabia.

        Otóż nie, nie wszyscy faceci tak mają. Ty zapieprzasz cały dzień przy dziecku,
        jesteś po operacji, a on nawet nie raczy pomóc Ci wstać z łóżka? Już nie mówię,
        że mógłby sam swoją szanowną (.) podnieść i Ci dziecko przynieść a potem mógłby
        spać dalej.

        A co do argumentu, że on zarabia - Ty w pewien sposób też. Można Twoją pracę w
        domu przeliczyć na pieniądze - ile by wzięła całodobowa opiekunka do dziecka?

        Rany, laski, dlaczego pozwalacie się tak traktować? Narodziny dziecka zmieniają
        życie całej rodziny, dlaczego to tylko kobieta ma być przemęczona, niewyspana,
        sfrustrowana, a Pan i Władca może się byczyć na kanapie i palcem nie kiwnie,
        żeby się zająć SWOIM WŁASNYM dzieckiem? Przecież zazwyczaj niewiele potrzeba, bo
        karmienie (jeśli piersią) i tak siłą rzeczy spada na kobietę - ot, podać malucha
        do cycka, odbeknąć, przewinąć... To takie poświęcenie ma być niby???
        • skoobus kai_30 05.03.09, 12:23
          No właśnie dla mnie czasy słuzby wielmoznemu panu sie skonczyły. Ja zaczęłam się
          buntować. Wyszło mi to na dobre, bo jak chce to wychodze z domu, jak mi sie nie
          chce to nie gotuje, jak tylko moge podrzucam dziecko teściowej lub mamie.
          Sprzatam tez kiedy mam na to ochote (z tym, że nie dopuszczam do całkowitego
          zasyfienia domu, ogólnie zawsze jest porządek). I zaczęłam wymagac pomocy przy
          dziecku. Raz na jakis czas sama jeżdzę do domu, zostawiam synka z mężem. W moim
          małżenstwie jest jeszcze wiele do zrobienia, ale jakos to będzie na pewno.

          PS. Wina za brak pomocy obwiniam teściowa, bo to ona wychowała synka tak, ze
          obiadek pod nos, śniadanko i kolacja to samo, pranie, sprzatanie itp a synus
          siedzi przed kompem do usranej nocy i narzeka, ze niewyspany. Ona mi kiedys
          powiedziała, ze strasznie sie buntuję, a przeciez taki jest los kobiety. Bryyyy
          własnie przez takie durne baby panowie sa tacy a nie inni!
      • sanciasancia Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 13:36
        > faceci tak juz
        > mają, mysla, ze jak pracują tio nic wiecej robić nie muszą.
        O nie. Faceci, którzy składają się wyłącznie ze swojej własnej hydrauliki tak mają.
    • rotera Re:przeprowadzka bo...? 05.03.09, 12:24
      przepraszam, ale nie rozumiem...
      jaki był Twój powód przeprowadzenia się do innego miasta?
      jak rozumiem z postu nie masz tam ani pracy, ani rodziny...
      przeprowadzając się i nie mając tam nikogo nie myślałaś co będzie z
      Twoim dzieckiem jeśli 'złamiesz nogę' czy będziesz wymagała
      hospitalizacji z jakiegokolwiek innego powodu.
      z jednym dzieckiem nie miałaś planu awaryjnego....(który byłby jak
      znalazł w tej sytuacji), a co będzie z dwójką?

      co do faceta i jego 'wina' i 'nie wina' w kwestii pracy - są takie
      sytuacje, że się nie da..., nie da się zacząć od zwolnienia


      tak samo możnaby rozpatrywać Twoją wyprowadzkę...Ty zmieniłaś
      miasto, on zmienia miasto swoje na Wasze


      i generalnie nie rozumiem
      -odeszłaś
      -zmieniłaś miasto
      - nie chcesz się rozwodzić, albo się zastanawiasz...

      facet
      -odwiedza
      -przeprowadza sie za Wami...

      ok, czuły i troskliwy nie jest, dzickiem się nie zajmuje...ale
      zamiast rozwiązywac te problemy rozwiązujecie problemy
      przeprowadzkowo/mieszkaniowe

      namieszałeś Ty również, nie możesz mieć wszystkiego...
      dzieci...skoro jak twierdzisz on nie myśli Ty powinnaś pomyśleć, ale
      Ty też nie pomyślałaś wcześniej (od początku) podejmując wyprowadzke
      z małym dzieckiem w nieznane.
      • naminutke Re:przeprowadzka bo...? 05.03.09, 13:07
        rotera napisała:

        > przepraszam, ale nie rozumiem...
        > jaki był Twój powód przeprowadzenia się do innego miasta?

        Przemoc...(nie chce o tym pisac - ten temat jest skoczony, bo sie
        juz nie powtorzylo)


        > co do faceta i jego 'wina' i 'nie wina' w kwestii pracy - są takie
        > sytuacje, że się nie da..., nie da się zacząć od zwolnienia

        Sa. I ta sytuacja do nich nie nalezy. Nie prosze meza o zwolnienie
        sie z pracy ale o wziecie o pare dni wolnego do pomocy po cesarce.
        Wolnego na samym starcie w nowej pracy. Nikt jeszcze za to nie
        wylecial z pracy. Napisalam zreszta, ze w moim miescie jest praca.
        Jak nie ta to inna.


        > z jednym dzieckiem nie miałaś planu awaryjnego....(który byłby jak
        > znalazł w tej sytuacji), a co będzie z dwójką?

        Nie mam planu awaryjnego. Nie moge na nikogo liczyc. To prawda. I co
        to zmienia? Ani mieszkajac z mezem, ani mieszkajac bez niego nie
        mialabym tej pomocy, wiec wyochodzi na jedno. Nie mam planu
        awaryjnego i niestety tego faktu nie da sie w obecnym momencie
        zmienic. Gdyby doszlo do powaznego uszczerbku na oim zdrowiu
        odpowiedzialny jest ojciec, potem dziadkowie a potem...mozna sie
        domyslic.

        > Ty powinnaś pomyśleć, ale
        > Ty też nie pomyślałaś wcześniej (od początku) podejmując
        wyprowadzke
        > z małym dzieckiem w nieznane.

        Nie zaluje wyboru. Mam tylko zal do meza, ze nie uchyla sie od
        odpowiedzialnosci. Jakiekolwiek by nie byly moje decyzje - to sa
        nasze wspolne dzieci i jego wspoludzial przy ich "produkcji" jest
        jasny i SWIADOMY.


        • tabakierka2 Re:przeprowadzka bo...? 05.03.09, 13:13
          naminutke napisała:

          to sa
          > nasze wspolne dzieci i jego wspoludzial przy ich "produkcji" jest
          > jasny i SWIADOMY.

          twój również.
          • naminutke Re:przeprowadzka bo...? 05.03.09, 13:16
            Ale co to wnosi do mojej sytuacji? Oczywiscie, ze moj swiadomy wybor,
            ktorego nigdy nie zalowalam. Ale co to zmienia? Nie powinnam prosic
            meza i ojca moich dzieci o pomoc po cesarce?
            • lusitania2 Re:przeprowadzka bo...? 05.03.09, 13:45
              naminutke napisała:

              > Ale co to zmienia? Nie powinnam prosic
              > meza i ojca moich dzieci o pomoc po cesarce?

              nie powinnaś prosić, bo opieka i pomoc męża w ogóle nie powinna w
              takich okolicznościach podlegać dyskusji (niekoniecznie osobista, bo
              naprawdę są i mało wyrozumiali pracodawcy oraz inne okoliczności gdy
              mąż pomóc sam nie może ale na pewno kwestia rozwiązania sprawy
              pomocy nie powinna być tylko problemem żony).
              Ale jest jak jest, czyli raczej nie masz co na męża w tej sprawie
              liczyć. Czyli radzę rozejrzeć się jednak za płatną pomocą.
              Co do rozwodu to dwie rzeczy: policz dobrze, czy ci się on naprawdę
              opłaca (life is brutal niestety ale nie tylko o kwestie finansowe mi
              chodzi, ulga psychiczna wyplątania się z niedobrego związku też jest
              ogromnie cenna), porozmawiaj z mężem jak on wyobrażałby sobie wasze
              stosunki po rozwodzie i policzy jeszcze raz.


              • naminutke Re:przeprowadzka bo...? 05.03.09, 13:49
                > Co do rozwodu to dwie rzeczy: policz dobrze, czy ci się on naprawdę
                > opłaca (life is brutal niestety ale nie tylko o kwestie finansowe mi
                > chodzi, ulga psychiczna wyplątania się z niedobrego związku też jest
                > ogromnie cenna), porozmawiaj z mężem jak on wyobrażałby sobie wasze
                > stosunki po rozwodzie i policzy jeszcze raz.

                Policzylam. Finansowo byloby mi o wiele latwiej.
                • lusitania2 Re: to jeszcze 05.03.09, 13:57
                  a argumenty przeciwko rozwodowi?
                  Co cię powstrzymuje przed rozwodem?

                  • naminutke Re: to jeszcze 05.03.09, 17:48
                    To, ze w porownaniu z tym co bylo jak mieszkalismy razem on zrobil
                    postepy i zaczal troche wiecej z wlasnej inicjatywy zajmowac sie
                    dzieckiem. To naprawde dobry czlowiek. Nieodpowiedzialny ale poczciwy.
                    Nigdy nie zrobil by mi swinstwa o jakich sie slyszy nieraz. On mnie
                    wspiera jak MOZE. Wiecej niestety nie wskrzesi z siebie.
        • rotera Re:przeprowadzka bo...przemoc? 05.03.09, 18:05
          > przepraszam, ale nie rozumiem...
          > > jaki był Twój powód przeprowadzenia się do innego miasta?

          odpowiedziałaś, ale obok tematu... zmieniłaś miasto..bo przemoc..ale
          zmieniłaś na takie bez nikogo, jak już zmianiałaś to nie mogłaś
          zmienić na takie w którym mieszka mama, ciotka, pociotka, serdeczna
          kumpela....jaka była logika w wyprowadzce w nieznane skoro nie
          praca, nie mieszkanie?
          bezlogiczne jak dla mnie...nie możesz liczyć na ojca dziecka, ale że
          nie pomyślałaś o kimkolwiek w razie gdyby coś Ci się stało, gdyby
          cię samochód na ulicy potrącił...mały dzieciak siedziałby na
          komisarjacie aż zmaleźliby tate?
          aż mi się ciśnie ...na głowe upadłaś?...
          no a dalszy ciąg...powalające..przemoc? jego przemoc? skoro raz była
          to Ty chcesz zostawić małe dziecko z kimś (nieważne że ojciec) kto
          wyciąga łapy? Ty wogóle bierzesz pod uwage zostawienie małego
          dziecka z osobą agresywną? przecież mamy nie będzie, zacznie wyć,
          płakać, w nocy cyrk, tylko patrzeć jak mu nerwy puszczą...nie
          wzrusza Cię to wcale?
          i jeszcze masz pretensje... ja bym w życiu nie dopuściła do takiej
          sytuacji gdzie on z dzieckiem zostaje sam na sam, a już na kilka dni
          (bo ok 5- jak będzie bez komplikacji- oby było)


          < Przemoc...(nie chce o tym pisac - ten temat jest skoczony, bo sie
          > juz nie powtorzylo)>
          a jak się miało powtórzyć skoro Cię nie było...


          <I ta sytuacja do nich nie nalezy. Nie prosze meza o zwolnienie sie
          z pracy ale o wziecie o pare dni wolnego do pomocy po cesarce.
          Wolnego na samym starcie w nowej pracy.>


          nie wiem jaki zawód mąż wykonuje, mój mąż miał ogromne problemy,
          żeby wziąć wolne po mojej operacji, a pracuje od kilku lat w tej
          samej firmie.
          co do cesarki - mężowi przysługuje 14dniowe zwolnienie lekarskie na
          opieke nad żoną.

          <Nie mam planu awaryjnego. Nie moge na nikogo liczyc. To prawda. I
          co to zmienia? Ani mieszkajac z mezem, ani mieszkajac bez niego nie
          > mialabym tej pomocy, wiec wyochodzi na jedno. Nie mam planu
          > awaryjnego i niestety tego faktu nie da sie w obecnym momencie
          > zmienic. Gdyby doszlo do powaznego uszczerbku na oim zdrowiu
          > odpowiedzialny jest ojciec, potem dziadkowie a potem...mozna sie
          > domyslic.>

          w mojej ocenie dużo.
          nie mienie planu awaryjnego i posiadanie dziecka,
          beztroska bo jakby co ojciec (przemoc), dziadkowie, a potem wiadomo
          co....
          współczuje dziecku (dzieciom) beztroski matki i totalnego olewania,
          jakoś to będzie...



          Ty jesteś matką,
          Ty podjełaś decyzje, wybrałaś nieodpowiedniego partnera...
          ale to Ty jesteś matką, Ty masz sprawić, że drugi poród dla
          pierwszego dziecka będzie w miare niezauważalny, Ty masz załatwić mu
          ciepłą opieke, Ty masz pomyśleć co jeśli, co jeśli się przewrócisz,
          co jeśli Cię zabraknie, do kogo dziecko pójdzie, skąd będzie miał na
          szkołe, kto go przytuli...
          TY, bo dzieci nie są winne że mają takiego ojca,
          Ty masz stanąć na głowie i przewidzieć wszystko i o wszystko zadbać,
          załatwić babcie, ciotke, jak nie masz załatwić opieke płatną...

          <Nie zaluje wyboru. Mam tylko zal do meza, ze nie uchyla sie od
          > odpowiedzialnosci. Jakiekolwiek by nie byly moje decyzje - to sa
          > nasze wspolne dzieci i jego wspoludzial przy ich "produkcji" jest
          > jasny i SWIADOMY.>


          nie żałujesz? mąż zawsze się uchylał nic się nie zmieniło...
          co gorsza Ty też chcesz się uchylać...wyprowadziałaś się do innego
          miasta bo przemoc...czyli powod był duży skoro aż zmieniłaś miasto,
          a teraz powód zmalał....czyżbyś zaczynała się uchylać...od
          odpowiedzialnego zadbania o dzieci.

          • doral2 Re:przeprowadzka bo...przemoc? 05.03.09, 18:34
            po prostu padłam po lekturze tego wątku uncertain
            pod wrażeniem bezmyślności jej założycielki, objawiające się doszukiwaniem w
            małżonku czegoś, czego od samego początku nie miał.

            jedyne co mogę doradzić, to wywiezienie dziecka PRZED cesarką do osoby bliskiej
            czy chociażby znajomej, która się dzieckiem na te dwa tygodnie zajmie.
            potem zaciśnięcie zębów, urodzenie drugiego dziecka, i wypijanie piwa, które się
            w głupocie nawarzyło.
    • 18_lipcowa1 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 13:34
      Przykre. Jestes kolejna dziunia ktora myslala ze' dzidzia wszystko
      naprawi'
      Tak Twoj maz to jest cham i prostak, co to za facet ktory kobiecie w
      pologu nie chce pomoc i tlumaczy sie praca, ale widzialas jak jest.
      Teraz musisz sobie radzic.
      • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 13:44
        "DZidzia" nie miala spelniac funkcji pojednawczej miedzy nami. Moj
        maz sie cieszyl, ze bedzie drugie i zaoferowal mi pomoc. Niestety w
        miedzyczasie dostal ta prace w moim miescie, ktora dokladnie zaczyna
        sie w dniu mojego terminu porodu.

        Nie jestem naiwna kobitka, liczaca tylko na meza. Jak trzeba bedzie
        to stane na rzesach i cos zorganizuje.

        Ja tylko chcialam uslyszec Wasze zdanie i ocene moich planow
        odnosnie rozwodu z innej perspektywy niz moja wlasna.

        • kasia64 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 14:04
          Ja trochę tego twojego Pana w obronę wezmę.Pracuje,stara się - to juz duzy plus - poczytaj samodzielne.Opieka ci sie nalezy jak psu zupa - nie ulega wątpliwości- ale może nie osobista- tylko ktoś wynajęty i opłacony.Ja po SN zobaczyłam męza 1x ( niedziela wieczór była) , a potem w środę przy wypisie- po prostu pracował w mieście oddalonym od szpitala 120 km i to ok. 16h/dobę-zarabiał na nas wszystkich.A było na kogo.......Plany rozwodowe odłuż na około 6 miesięcy po po porodzie- układ hormonalny do normy ci wróci i pewne sprawy w innym świetle zobaczysz.
          I jeszcze jedno- gro facetów nie nadaje sie do opieki nad noworodkiem, są za to świetnymi ojcami od kilkulatków wzwyż...może ten twój tez taki jest?
    • ila79 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 13:52
      A ja mam takie dziwne wrażenie - i miejmy nadzieję, że jestem w
      błędzie - że Ty kobito poprostu szukasz pretekstu do rozwodu. No bo
      skoro mąż się wywiązuje ze zobowiązań finansowych, a tu jeszcze
      państwo pomoc samotnej matce oferuje, to może być całkiem fajnie. Ja
      nie rozumiem, chłop idzie za Tobą do innego miasta, szuka pracy,
      przecież to oczywiste, że na wejście nie może wziąć wolnego.
      Najzwyczajniej w świecie wynajmijcie kogoś do pomocy na początek.
      • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 14:02
        Hm...jesli placi chetnie i ma to byc jedyne kryterium dobrego
        malzenstwa to rzeczywiscie masz racje. O co mi chodzi?
        Przyznaje, ze zrobil postepy i jest dobrym czlowiekiem. Zrobi mi
        ciezkie zakupy ale wciaz uchyla sie od wziecia odpowiedzialnosci za
        dzieci. To mnie bolalo i nadal boli. I ta odmowa pomocy po cesarce
        jest nie tyle pretekstem ile gwozdziem do trumny naszego dziwacznego
        malzenstwa.

        Jeszcze dodam, ze moj maz nie bedzie mieszkal z nami. Wzial sobie
        inne mieszkanie. Po to zeby nie stracic swojej wolnosci - on sie
        bardzo tego boi.
        • ila79 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 14:10
          Ło matko...no to faktycznie cudowne małżeństwo
          stanowicie...przyznam, że nic z tego nie rozumiem...
    • mama-osama Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 13:58
      Skoro żaden z niego mąż i ojciec to po co ci on? Zostaw w cholerę i
      ułóż sobie życie na nowo. Do opieki nad dziecmi wynajmij kogoś
      (skoro tatuś woli prace od dzieci to niech dzieci coś z tej jego
      pracy mają - chocby opieke kiedy mama leży pocięta).
      Dziewczyny nie najeżdżajcie tak o to drugie dziecko - zadna metoda
      antykoncepcyjna nie daje 100% zabezpieczenia przed ciążą, na każdym
      środku antykoncepcyjnym o tym piszą. Stało się, teraz trzeba
      dziewczyne wesprzeć żeby sobie jakoś w tej sytuacji poradziła.
      Zapewne gdyby wiedziała że jej partner nie sprawdzi sie jako mąż i
      ojciec nigdy by za niego nie wyszła.
    • daga_j Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 14:06
      A co będzie robił Wasz starszy synek, gdy będziesz rodzić? Sam się sobą zajmie
      przez te parę dni? Bo rozumiem, że mąż w pracy, Ty w szpitalu...
      Uważam, że możesz oczekiwać pomocy od męża, jeśli nie osobistej to niech pomoże
      w załatwieniu opiekunki, w końcu nie możesz po cesarce wszystkim się w domu
      zająć (nawet nie ma jak po zakupy pójść a jeść musicie!), a jakbyś się
      przemęczyła i musiała znowu trafić do szpitala to dopiero byłby kłopot. A mąż
      jest za to współodpowiedzialny, no nie może sobie robić dzieci a Ty się kobieto
      męcz i zajmuj sama..!
      • myelegans Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 14:26
        Musisz znalezc platna pomoc/opiekunke/nianie TERAZ, zeby synek sie
        przyzwyczail, bo bedziesz jej potrzebowala pozniej, nie oszukujmy
        sie. Maz pokryje sprawy finansowe i traktuj go jakby go nie bylo.
        Zostaw sobie pare miesiecy jak staniesz na nogi i hormony opadna,
        zeby sprawe zalatwic od strony prawnej, bo to da Ci zabezpieczenie,
        ze bedzie placil alimenty na Was wszystkich.
        Mieszkasz w Polsce?
        • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 15:18
          Chyba uregulowanie tego zwiazku od strony prawnej po porodzie nie jest
          takim zlym pomyslem. Mi opadna hormony a on dostanie druga szanse.

          Nie mieszkam w Polsce. Tu jest swietnie rozwiniety system socjalny, z
          ktorego nigdy nie korzystalam. Wlasnie rozmawialam z mezem. Chce
          zatrzymac to malzenstwo za wszelka cene.
          • mama-maxa Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 17:58
            czyli bys chciała i zjeść ciastko i mieć ciastko? Przepraszam, ale
            jakoś we wszystkich twoich wypowiedziach przebija mi się temat kasy,
            jaką mogłaby,s dostac, jakbys była po rozwodzie. I nie zamierzasz go
            ograniczać, dajesz mu szansę, ale chcesz się rozwieść, bo jako
            samotna matka dostaniesz kasę?? nie rozumiem

            wiesz do zrobienia dzieci potrzeba dwojga - byłas przy tym?
          • kicia031 Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 18:04
            Wlasnie rozmawialam z mezem. Chce
            > zatrzymac to malzenstwo za wszelka cene.

            Doprawdy? czyli co - zamieszka z wami? Wezmie tydzien wolnego i
            zostanie ze starszym dzieckiem i z toba w domu?

            To przeciez nie poswiecenia, tylko normalne okolicznosci zyciowe,
            ale widac ze i te przekraczaja jego mozliwosci...

            Bardzo, bardzo ci wspolczuje. Trzymaj sie.
    • lilka69 Re:po cesarskim cieciu nie jest potrzebna 05.03.09, 15:15
      wyjatkowa pomoc. nie przesadzaj. sama mialam cesarskei ciecie. i
      teoretycznie meza do pomocy ale..teoretycznie bo wcale nie byl mi
      potzrbny.

      ciesz sie z cesarskiego ciecia a nie naturalnego porodu!
      • naminutke Re:po cesarskim cieciu nie jest potrzebna 05.03.09, 15:19
        lilka69 napisała:

        > ciesz sie z cesarskiego ciecia a nie naturalnego porodu!


        .....nie no....
    • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 19:36
      Chcialam cos wyjasnic - nie wiem pod kogo mam sie podpiac.

      Mowiac o przejsciu na socjal bo bede miala z tego wieksze korzysci
      finansowe wyrazilam sie niejasno.

      Dla meza praca zawsze byla bardzo wazna i stawial ja na piedestale i
      pierwszym miejscu. Rozumiem. Kiedy pojawilo sie dziecko i a mnie
      zaczely sie przydazac niedyspozycje zwiazane z moja choroba - nie
      chcial brac wolnego na opieke nad dzieckiem bo jest to w firmie
      niedobrze widziane...a on musi na nas zarabiac.
      I tak zarabia "na nas" przez caly czas uzywajac tego "na nas" i ze
      on MUSI jako koronnego argumentu.
      Prawda jest taka, ze maz lubi pracowac i wstydzi sie (nie wiem jak
      to ujac) brac wolne na dziecko. Uwaza, ze skoro on pracuje to ja
      musze sie wszystkim innym zajac i nawet jesli jestem chora to nie
      powinnam obarczac go pro lemami zwiazanymi z dzieckiem.

      Po rozstaniu bylismy nadal w dobrych stosunkach, mimo roznych
      przykrych sytuacji miedzy nami. Nalezaly mi sie alimenty na dziecko
      i na mnie (wtedy nie moglam isc do pracy z powodu dlugiej choroby)
      wiec pomyslalam, ze po prostu da ile moze dac a jesli wystarczy mi
      to do przezycia godnie to nie bede zadala wiecej.
      Teraz, kiedy pojawi sie drugie dziecko moj maz zaczal sie jeszcze
      bardziej zaslanias agrumentem, ze on MUSI NA NAS i tylko z tego
      wzgledu nie moze mi przeciez pomoc, bo moze stracic ta drogocenna
      prace (ktorej tu jest z reszta duzo!).
      Tego argumentu nie bedzie mogl uzyc jesli rozwiedziemy sie a ja
      przejde (przejsciowo) na utrzymanie panstwa...tudziez - kto wie -
      swoje wlasne.

      Jako samotna matka mam perspektywe na polepszenie (teraz) bardzo
      niskiego standardu zycia i mam nadzieje, ze maz przejzy w koncu na
      oczy, ze nie pracuje dla nas tylko dla siebie i ze uchyla sie od
      odpowiedzialnosci za swoje dzieci.

      Nie jestem lakoma luksusow. Gdybym byla - rozwiodlabym sie juz
      dawno, kiedy wyprowadzalam sie od niego. Ja jeszcze chcialam cos
      ratowac.
      • ewa-krystyna Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 21:22
        ty chyba jestes wyjatkowo glupia - wybacz te ostre slowa....
        nie rozumiem absolutnie czego ty kobieto chcesz ani na czym polega wasze
        malzenstwo? jezeli byla przemoc,ty od niego ucieklas z dzieckiem to jakim cudem
        jestes w ciazy z kolejnym? wybacz ale tego kompletnie nie rozumiem.... jak mozna
        isc z kims,kto uzyl do ciebie wczesniej przemocy,ponownie do lozka? chyba,ze byl
        to gwalt,ale to nie wynika z twojego opisu.... piszesz,ze maz zaslania sie praca
        przed obowiazkami pomocy tobie ale -moze sie myle- to on was utrzymuje chyba?
        kto bedzie placil za twoje siedzenie w domu jesli maz straci prace,bo sie
        uparlas,ze on musi byc przy tobie? jest super jesli moze,ale jesli nie to trzeba
        zeby zacisnac i dawac sobie rade w inny sposob.... piszesz,ze tam gdzie
        mieszkacie jest duzo pracy, super,ale chyba slyszalas,ze jest ogolnoswiatowy
        kryzys i jesli nawet ma sie prace to lepiej sie jej trzymac,bo za chwile moze
        jej juz nie byc.... nie rozumiem czemu nie bierzesz pod uwage zatrudnienia
        pomocy? zadasz od meza rzeczy nielogicznej: nikt przy zdrowych zmyslach nie
        zaczyna nowej pracy od wolnego -nawet jesli to narodziny wlasnego dziecka! chyba
        mozna bylo to uzgonic przed ztrudnieniem... nie wiem gdzie mieszkasz,ale w
        krajach,w ktorych mi bylo dane mieszkac zostalabym wysmiana w podobnej
        sytuacji,chcesz pracowac albo nie....
        szczerze ja wyczytalam z twojego opisu,ze twoj maz jest odpowiedzialnym
        czlowiekiem i stara ci sie za wszelka cene dogodzic tylko ty sama nie wiesz
        czego chcesz.... moze najpierw przemysl czego ty na prawde chcesz a pozniej
        wprowadz to w zycie,zanim bedziesz w ciazy z kolejnym dzieckiem i sie znowu
        zastanawiala co robic....
        jeszcze a propos w razie smierci jednego z rodzica niekoniecznie automatycznie
        drugi dostaje nad dzieckiem opieke a pozniej dziadkowie itp.... odpowiedzialni
        rodzice ( nawet bedac normalnym malzenstwem) takie sprawy zalatwiaja "na
        wszelki" wypadek u notariusza i notarialnie wyznaczaja osobe/y ktore w razie
        smierci jednego badz obojga rodzicow podejmie sie opieki nad dzieckiem i tu moga
        byc dziadkowie,rodzenstwo,kuzynostwo a nawet znajomi.... w ten sposob mozna
        zabezpieczyc los dziecka /dzieci "w razie czego".....
        • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 21:43
          Czy mi sie wydaje, czy Twoim zdaniem, jedynym zadaniem tatusia jest
          zarabianie pieniedzy? Mieszkam z dzieckiem (i niedlugo dziecmi) sama.
          Rozumiem, ze maz ktory zarabia pieniadze na nas jest kompletie
          zwolniony z obowiazku opieki nad dzieckiem?
          • ewa-krystyna Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 05.03.09, 22:44
            naminutke napisała:

            > Czy mi sie wydaje, czy Twoim zdaniem, jedynym zadaniem tatusia jest
            > zarabianie pieniedzy? Mieszkam z dzieckiem (i niedlugo dziecmi)sama.
            > Rozumiem, ze maz ktory zarabia pieniadze na nas jest kompletie
            > zwolniony z obowiazku opieki nad dzieckiem?


            nie,nigdzie tego nie napisalam,ale twoj maz jakby nie bylo odwiedza
            dziecko,przeprowadzil sie za wami do innego miasta,poszukal nowej pracy i sama
            pisalas probuje sie zajmowac dzieckiem,jednak nie zawsze mu to wychodzi,czy sie
            myle? moze powinnas sie bardziej skupic na pomocy mezowi w zaznajomieniu sie z
            dzieckiem i jak sie nim opiekowac niz zastanawiac nad ewentualnym rozwodem i na
            ile pieniedzy naciagniesz panstwo,bo przeciez ktos musi utrzymywac twoje dzieci
            i ciebie....
            poza tym uwazam,ze utrzymanie finansowe dziecka jest obowiazkiem zarowno matki
            jak i ojca smile jesli ty sie sama zwalniasz z tego obowiazku ( rozumiem,ze jestes
            chora,ale to niestety nie zwalnia z odpowiedzialnosci utrzymania dziecka jesli
            sie na nie decydujesz) to jednoczesnie obarczasz nim meza... piszesz,ze sama
            mieszkasz z dzieckiem,a przepraszam cie,ale czyja to decyzja? rozumiem,ze masz
            jedno dziecko,zawiodlas sie na mezu;podjelas odpowiednie kroki,aby zmienic
            sytuacje to odpowiedz mi po kiego grzyba powolujesz kolejne dziecko do zycia z
            tym samym mezczyzna,jesli oboje nie jestescie w stanie zajac sie juz tym,ktore
            macie?
            • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 06.03.09, 09:29
              > myle? moze powinnas sie bardziej skupic na pomocy mezowi w
              zaznajomieniu sie z
              > dzieckiem i jak sie nim opiekowac

              Ja nie jestem maszyna. Zyje tu sama i duzo sily kosztuje mnie
              zdobycie tanszego jedzenia, ciuchow, latanie po calej metropolii w
              poszukiwaniu tanszych rzeczy do domu. Przepraszam ale sil mi nie
              wystarczy na skupieniu sie na ojsu dziecka i pomaganiu mu w
              relacjach...po prostu przekracza to moje mozliwosci po
              nieprzespanych nocach i tej calej bieganinie za dnia.

              > ile pieniedzy naciagniesz panstwo,bo przeciez ktos musi utrzymywac
              twoje dzieci
              > i ciebie....

              nikogo nie naciagam. te swiadczenie przysluguje mi w trudnej
              sytuacji zyciowej. pracowalam i placilam na to podatki, by na czas
              pologu + pare miesiecy zanim dziecko nie pojdzie do zlobka wspomoc
              sie swiadczeniami.

              > poza tym uwazam,ze utrzymanie finansowe dziecka jest obowiazkiem
              zarowno matki
              > jak i ojca smile jesli ty sie sama zwalniasz z tego obowiazku (
              rozumiem,ze jestes
              > chora,ale to niestety nie zwalnia z odpowiedzialnosci utrzymania
              dziecka jesli
              > sie na nie decydujesz)

              drugie dziecko pojawilo sie w wyniu pomylki lekarza a potem mojej
              swiadomej decyzji o nie dokonaniu aborcji. Po okresie pologu i
              jeszcze kilku miesiacach jak male pojdzie do zlobka zamierzam wrocic
              do pracy. takze nie widze problemu.

              dziecko (niezaleznie od tego jak zostalo powolane do zycia - no
              chyba ze facet wrobiony) jest owocem kooperacji obojga. Ja wzielam
              na siebie obowiazek i ODPOWIEDZIALNOSC za dwojke.

              maz zarabia, jest dobrym czlowiekiem ale lekarz, okularki malego,
              ciuchy i opieka nad dzieckiem przez duze "O" nie obchodza go. On
              lubi tak na pare godzin a ja nie mam sily jeszcze go przyuczac (choc
              wiem, ze umie, tylko jest to dla niego po prostu meczace jak maly ma
              np. zly humor).

              Wiem, ze ojcowie rozwiedzeni przychodza i odwiedzaja dzieci
              regularnie. Biora je do siebie. Ja o regularnosci moge pomarzyc -
              odwiedziny sa kwestia ochoty lub jej braku.


              • pade Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 06.03.09, 10:05
                napisałas to wszystko w taki sposób, ze nie mozna Ci współczuć
                niestety
                plączesz się troszkę w zeznaniach, to jak możesz pracowac czy Ci
                choroba nie pozwala? Choroba Ci nie pozwala pracowac, ale w lataniu
                po metropolii nie przeszkadza?
                Przyznaj sama przed sobą, ze męża masz dość a drugie dziecko jest po
                to by były świadczenia. Po rozwodzie jesteś przeciez ustawiona,
                prawda? Świadczenie od państwa, alimenty, polepszenie niskiego
                obecnie standartu zycia. Przecież o to Ci głównie chodzi. A że
                wyrzuty sumienia dotyczące męża troszkę Ci spac nie dają to szukasz
                na forum poparcia....
                • naminutke Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 06.03.09, 10:15
                  > plączesz się troszkę w zeznaniach, to jak możesz pracowac czy Ci
                  > choroba nie pozwala? Choroba Ci nie pozwala pracowac, ale w
                  lataniu
                  > po metropolii nie przeszkadza?

                  Przeszkadza. Mam guza przysadki mozgowej i czesto trace rownowage.
                  Po ciazy zamierzam wznowic leczenie - przynajmniej objawowe, zeby
                  moc funkcjonowac. Poprzednia kuracja miala swoje efekty uboczne. Ta
                  nastepna ma byc lepsza - tak moj lekarz - i przywrocic mnie do w
                  miare normalnego stanu.

                  > Przyznaj sama przed sobą, ze męża masz dość a drugie dziecko jest
                  po
                  > to by były świadczenia. Po rozwodzie jesteś przeciez ustawiona,
                  > prawda? Świadczenie od państwa, alimenty, polepszenie niskiego
                  > obecnie standartu zycia. Przecież o to Ci głównie chodzi. A że
                  > wyrzuty sumienia dotyczące męża troszkę Ci spac nie dają to
                  szukasz
                  > na forum poparcia....

                  Wspolczuje toku myslenia....


                  • pade Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 06.03.09, 11:01
                    nie masz czego współczuć
                    to jest forum nie real i każdy wyciąga własne wnioski na podstawie
                    tego co napisałaś
                    taka ciężka choroba i druga ciąża...masz odwagę dziewczyno
                    • ewa-krystyna Re: sytuacja rodzinna - nie wiem co robic (dlugie 06.03.09, 16:46
                      Pade to sie nie nazywa odwaga.....
Pełna wersja