naminutke
05.03.09, 10:41
Jest mi przykro i przyznam, ze pisze pod wplywem negatywnych emocji
- prosze nie oceniajcie mnie za surowo - potrzebuje rady kogos z
zewnatrz.
Moja historia nie jest prosta. Synek mial rok, kiedy odeszlam od
meza i wyjechlam do innego miasta. Stosunki miedzy mezem a mna nie
byly jasne...niby jeszcze bylismy ze soba ale przeciez mieszkalismy
osobno...ciezko to opisac.
Maz placil alimenty na mnie (nie jestem zdolna do pracy z powodu
przewleklej choroby) i na dziecko. Wspieral mnie finansowo i staral
sie jak mogl utrzymywac kontakty z synkiem. Odwiedzal nas w weekendy
ale ceny tych odwiedzin byl rowniez psychiczny terror, jaki
wprowadzal. Syn go denerwowal po godzinie zabawy i denerwowalo go
rowniez moje mieszkanie (meble nie tak ustawione i inne takie).
Wiec z jednej strony dobra jego wola a z drugiej niestety niemoznosc
normalnego wspolzycia (w sensie bycia/przebywania w jednym
pomieszczeniu/mieszkaniu

).
Dla meza zawsze najwazniejsza byla praca. I ta praca wykrecal sie od
obowiazkow przy nowo narodzonym synku. Praca zawsze na pierwszym
miejscu. Od czasu, kiedy mieszkamy osobno - jego stosunek do dziecka
sie poprawil (bo nie ma stalego z dzieckiem kontaktu). Tak sie
zlozylo, ze przez chwile nawet myslelismy o ponownym wspolnym
zamieszkaniu i stalo sie...drugie dziecko w drodze (bardzo prosze o
nie komentowanie - sama wiem, jak to wyglada.
Maz o dziwo przyja dobrze wiadomosc o drugim dziecku i nawet zaczal
szukac pracy w naszym miescie, ktora po jakis 2 tygodniach znalazl.
Jego motywacja (rzekomo) byla chec pomocy przy dwojce dzieci i
mozliwosc wiekszego kontaku z dziecmi - wierze mu.
Jednak nowa praca zaczyna sie dokladnie w terminie mojej cesarki
(niestety mam wskazanie) i maz odmowil mi pomocy po porodzie przy
dzieciach

tlumaczac sie nowa praca. Moja rodzina i jego rodzina
mieszkaja daleko, wiec nie mam nikogo do pomocy.
Mam wrazenie, ze dla meza ta praca jest najwazniejsza. I tak jak po
pierwszym porodzie nie moglam na niego liczyc tak po drugim tez nie
bede mogla. Dla mnie jest to sytuacja patowa - potrzebuje tej pomocy
i nie wydaje mi sie, zeby ktos w tej nowej firmi robil mu problemy,
z powodu opieki nad dzieckiem raz...doslownie tylko raz, te kilka
dni po porodzie.
Jestem w kropce: czuje sie z jednej strony zawiedziona (obiecywal,
ze pomoze) a z drugiej widze, ze nie jest zlym czlowiekiem i stara
sie bardzo ale nie moze wyjsc ze swojej skory i stac sie nagle kims
innym - tzn. czlowiekiem, dla ktorego rodzina jest wazniejsza niz
cokolwiek innego.
Dodam jeszcze, ze w naszym miescie jest duzo miejsc pracy i w razie
powiniecia nogi, dzieci i ja mamy zabezpieczenie finansowe (i to nie
w postaci mojego meza).
Jestem rozzalona. Wiem, ze gdybym byla rozwiedziona i miala status
samotnej matki (ktora de facto jestem) mialabym z tego tytulu wiecej
udogonien, chocby finansowych ( dobrze dzialajacy system socjalny).
Moglabym np. zlozyc wniosek o pomoc "domowa" na czas pologu. Bedac w
zwiazku malzenskim nie mam takiej mozliwosci, bo teoretycznie maz
jest odpowiedzialny.
Stracilam juz chyba obiektywizm i moze to te hormony ciazowe nie
daja mi spokoju. Po raz pierwszy mysle o rozwodzie.
Mam nadzieje, ze ktos to przeczyta i powie mi cos do sluchu albo
doradzi...