papugaara
06.03.09, 23:26
Mam dylemat. Moja bardzo bliska koleżanka, w zasadzie jedna z trzech
najbliższych, ma romans. Jej męża znam i lubię, ale oczywiście to
wobec niej czuję się w jakimś sensie zobligowana do lojalności. Ona
od ok. roku spotyka się z jakimś facetem, na początku przymknęłam na
to oko, myślałam, że to taka krótka fascynacja. Rozmawiałyśmy na ten
temat, jestem wybitnie wyczulona na zdradę, bo sama zostałam
zdradzona. Prosiłam, żeby przestała, wycofała się, dopóki nie jest
za późno, dopóki się nie zaangażuje. Ona zgadza się ze mną,
przytakuje, gdy zwracam jej uwagę, że robi krzywdę mężowi, starała
się, kilka razy zrywała tę znajomość, ale ciągle do niego wraca. A
mnie to coraz bardziej męczy. Sama wiem jakie to uczucie, gdy
człowiek jest zdradzany. Mam coraz większą ochotę napisać smsa temu
mężowi, żeby po prostu jakoś bardziej zainteresował się żoną -
ciągle wyjeżdża służbowo, nie poświęca jej uwagi, wiecznie zajęty
pracą. Ona chyba potrzebuje jakiegoś szoku, żeby dotarło do niej co
robi. Ale wiem, że to byłaby wilcza przysługa przecież... Sama nie
wiem, to bliska osoba, z jednej strony staram się ją zrozumieć i
jakoś pobłażliwie na to spojrzeć, z drugiej mnie to bardzo męczy...