Przemoc ekonomiczna

17.03.09, 19:38
Znacie takie przypadki wśród swoich znajomych?
Wysyłam ku przestrodze, bo ja słyszałam kilka takich opowieści...

zdrowie.onet.pl/1547155,2041,,,,pan_i_wladca_od_pieniedzy,psychologia.html
Z obserwacji Agnieszki Olszewskiej wynika, że problem jest ogromny.
Prawniczka, wyodrębnia dwie grupy kobiet, które są najczęstszymi ofiarami
przemocy ekonomicznej. To przede wszystkim młode matki, które opiekują się
dziećmi i kobiety w wieku 40-50 lat, które swoje życie związały z pracą w domu
i opieką nad rodziną. W momencie, kiedy związek się rozpada, one znajdują się
w szczególnie dramatycznej sytuacji. Najczęściej przy podziale majątku nawet
nie mają pojęcia, czym dysponują, bo nie miały dostępu do kont, kart i
dokumentów. Nie mają pieniędzy na prawnika, który walczyłby o ich rację w
sądzie. A bywa, że i szansy na emeryturę, bo zajmując się domem nie płaciły
składek.

    • pati9.78 Re: Przemoc ekonomiczna 17.03.09, 23:04
      Myślę, że takich przypadków jest sporo, przykra sprawa.
    • aluc Re: Przemoc ekonomiczna 17.03.09, 23:08
      forum wystarczy poczytać
    • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 17.03.09, 23:37
      . To przede wszystkim młode matki, które opiekują się
      > dziećmi i kobiety w wieku 40-50 lat, które swoje życie związały z
      pracą w domu
      > i opieką nad rodziną. W momencie, kiedy związek się rozpada, one
      znajdują się
      > w szczególnie dramatycznej sytuacji. Najczęściej przy podziale
      majątku nawet
      > nie mają pojęcia, czym dysponują, bo nie miały dostępu do kont,
      kart i
      > dokumentów.


      Jakiez to proste. A wystarczy miec swoja wlasna PRACE.
      • pelzaczkowa Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 00:25
        Taaaa,
        wszystko jest proste, czarno-białe i łatwe do rozwiazania wink

        Zyjac w malzenstwie, przy podziale obowiazkow dosc typowym:
        maz- finanse, strategia
        zona- prace domowe, dzieci,
        przy rozwodzie mozna obudzic sie "z reka w nocniku", jak wykazuje
        wiele przykladów.

        Ciekawy artykul, ale to chyba kwestia szczescia w zyciu, czy sie
        nagle podstawy egzystencji nie rozpadna.
        Nie ufac i zabezpieczac sie przed najblizsza osoba, to troszke jak
        intercyza, prawda?

        Pozdrowionka!
        • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 13:44

          > Zyjac w malzenstwie, przy podziale obowiazkow dosc typowym:
          > maz- finanse, strategia
          > zona- prace domowe, dzieci,
          > przy rozwodzie mozna obudzic sie "z reka w nocniku", jak wykazuje
          > wiele przykladów.
          >
          Wystarczy NIE ZYC przy takim podziale obowiazkow.
          U mnie oboje pracujemy, zarabiamy, myjemy gary. Mamy wspolne
          rachunki ale osobne konta.Jakby mnie maz zostawil to dalabym sobie
          spokojnie sama rade.
          TO jest az tak proste.


          > Nie ufac i zabezpieczac sie przed najblizsza osoba, to troszke jak
          > intercyza, prawda?

          Oczywiscie ze sie zabezpieczac. Chociazby wlasnie poprzez PRACE a
          nie udawanie ze sie zajmuje domem i dziecmi latami.
          • fantasmagorii Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 21:57
            18_lipcowa1 napisała:
            Wystarczy NIE ZYC przy takim podziale obowiazkow.
            U mnie oboje pracujemy, zarabiamy, myjemy gary. Mamy wspolne
            rachunki ale osobne konta.Jakby mnie maz zostawil to dalabym sobie
            spokojnie sama rade.
            TO jest az tak proste.
            Zrezygnowałam z kariery i wielkich pieniędzy na rzecz małych
            własnych, duzych męża i przede wszystkim dla dzieci. Akurat tak się
            złozyło, że między jednym dzieckiem a drugim poroniłam i nie mogłam
            już przedłuzać urlopu maciezyńskiego. Znalazłam pracę w domu,
            satysfakcjonująca, bo w zawodzie, ale mało płacą wink
            i teraz mam wydzielane tygodniowo 250 zł. big_grin fajnie nie?
            Nie pisz mi Lipcowa, ze wystarczy tak a tak, bo ja tez wierzyłam w
            podział obowiązków. ale za domowe nikt nie płaci, a opiekunki nie
            zatrudnię. Takie mam zboczenie, ze jeżeli mam dzieci, to dzieci są
            moje i ja je wychowam. Nie podrzucę babci, nie zapłacę za opiekę
            obcej kobiecie - sama.
            Nie pisz tak lipcowa, ja musiałam zrezygnować z pracy. Nie było
            wyjścia.
            • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 19.03.09, 10:01
              nie musialas moim zdaniem
              2 lata max mozna siedziec w domu, potem dziecko moze isc do
              przedszkola
              • asia_i_p Re: Przemoc ekonomiczna 19.03.09, 13:45
                Nie każdy dwulatek jest psychicznie gotowy na przedszkole.
                Nie każdy dwulatek jest fizycznie gotowy na przedszkole.
                Nie w każdym mieście fakt, że obydwoje rodziców pracuje, wystarcza,
                aby dostać się do przedszkola + nie w każdym mieście jest dosyć
                miejsc w przedszkolach prywatnych.
                Nie dla każdej matki oddawanie większości swojej pensji opiekunce po
                to tylko, żeby chodzić do pracy, jest rozwiązaniem pożądanym.
                Czasem matka ma pracę tak czasochłonną, że powrót do niej, zanim
                dziecko się trochę nie usamodzielni, jest możliwy. A niekoniecznie
                chce z niej rezygnować i szukać innej, mniej czasochłonnej.
                Tak, że wyjątków od tej zasady "max. 2 lata w domu" można znaleźć
                sporo. Nie widzę natomiast żadnego wyjątku od reguły, że za palanta
                się nie wychodzi. Stosowanie się do tej reguły nieźle chroni przed
                przemocą finansową.
      • wieczna-gosia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 10:21
        nie, nie wystarczy miec wlasnej pracy. Wystarczy miec prace porownywalna z praca
        meza a najlepiej prace z ktorej mozna sie w razie czego utrzymac, najlepiej z
        dziecmi. Wystarczy miec partnera, ktory wobec pracy zony bedzie z nia
        wspolpracowal w zakresie logistyki okolo dzieciowej.

        slowem praca jest duzo mniejszym problemem- wystarczy po prostu nie wyjsc za
        dupka. Posiadanie pracy lub nie jest dodatkowa zmienna, ale nie gwarantuje braku
        przemocy ekonimicznej ani braku przemocy w ogole.
        • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 13:45

          > nie, nie wystarczy miec wlasnej pracy. Wystarczy miec prace
          porownywalna z prac
          > a
          > meza a najlepiej prace z ktorej mozna sie w razie czego utrzymac,
          najlepiej z
          > dziecmi. Wystarczy miec partnera, ktory wobec pracy zony bedzie z
          nia
          > wspolpracowal w zakresie logistyki okolo dzieciowej.
          >


          No to tak jak ja.
          Czyli mozna.

          Posiadanie wlasnej pracy gwarantuje niezaleznosc i bezpieczenstwo na
          przyszlosc.
          • kropkacom Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 13:57
            > Posiadanie wlasnej pracy gwarantuje niezaleznosc i bezpieczenstwo na
            > przyszlosc.

            Z tą gwarancją to tak chyba różnie. W sumie to smutne że aby być niezależna w
            małżeństwie musisz pracować.
            • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 14:02

              > Z tą gwarancją to tak chyba różnie. W sumie to smutne że aby być
              niezależna w
              > małżeństwie musisz pracować.

              Ehh kropka nadal jestes ciezko kapujaca.
              Nie, nie bywa roznie.
              Wlasna praca to
              -doswiadczenie,dzieki ktoremu moge ja np. zmienic na lepsza, lepiej
              platna itp.
              -wlasne pieniadze na wlasne konto
              -jakas tam ciaglosc,ktora trzeba miec zeby dostac emeryture
              -skladki emerytalne i zdrowotne
              -to ze mam sie z czego utrzymac
              -to ze w przyszlosci dostane emeryture
              -moge tez sobie dodatkowo odkladac.
              Ja nie wiem co jest Ci ciezko zrozumiec.
              Tak, zeby byc niezalezna finansowo musze pracowac. JAk sobie inaczej
              wyobrazac niezaleznosc finansowa?????????
              • kropkacom Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 14:44
                > Tak, zeby byc niezalezna finansowo musze pracowac. JAk sobie inaczej
                > wyobrazac niezaleznosc finansowa?????????

                Ustalmy najpierw, pisałaś o niezależności a nie o niezależności finansowej.

                Pisałaś:
                "Posiadanie wlasnej pracy gwarantuje niezaleznosc i bezpieczenstwo na
                przyszlosc."

                • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:01
                  Aha no pisalam o niezaleznosci finansowej. Dlatego zdziwilo mnie ze
                  uwazasz to za smutne.
                  Kazdej kobiecie zycze takiego meza jak ja mam- w kazdej sferze
                  zycia, rowniez finansowej. Znam jego piny, hasla do konta, moge
                  przelewac, brac ile chce, maz mnie nie rozlicza, nie czepia sie
                  zakupow nawet jesli uwaza ze sa np.niepotrzebne, nie wylicza mi ze
                  kupilam cos drozej a nie taniej. Nie mialby nic przeciwko temu abym
                  3 lata nie pracowala i byla na wychowawczym. Ufam mu, chociaz nie
                  mowie ze nigdy sie nie rozstaniemy. Bo bywa roznie.
                  Ale ja mam wielkie ALE co do tego. Ja bym sie zle czula. Zwyczajnie
                  bym nie mogla. Poza tym jesli jestesmy za rownouproawnieniem to
                  dlaczego tylko facet ma zapitalac na rodzine? Dlaczego tylko on ma
                  czuc sie odpowiedzialny za to? Ja wole zeby moj maz pracowal 8
                  godzin i ja 8 niz ja zero a moj maz 12.
                  Ja nie mowie ze ja jestem bohaterka i wroce do roboty tydzien po
                  porodzie bo nie. Ale 2-3 lata to dla mnie za dlugo.
                  Obojgu nam to pasuje.
                  Ja mam obsesje bycia niezalezna finansowo i uwazam to za bardzo
                  dobra ceche.
                  • bogoosia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:16
                    lipcowa czy my aby nie mamy tego samego męża? wink

                    widzisz, wszystko zależy od układu - Wam taki pasuje i dobrze, ale
                    innym może inny, nie? Ty cenisz bycie niezależną, ja też ceniłam, a
                    teraz potrafię żyć będąc zależną... ja pisałam jedne w domu nie mogą
                    wysiedzieć inne chcą, ale po co zaraz "moja racja jest najmojsza"?

                    od kiedy ja nie pracuję, mój mąż dalej pracuje 8 nie 12 h, a poza
                    tym jeśli już mowa o równouprawnieniu - on mięso przynosi, a ja
                    robię resztę, więc on nie jest pokrzywdzony chyba? taki mamy układ i
                    nam pasuje... bo on równo ze mnądzieckiem, domem i
                    innymi "pierdołami" się nie zajmuje... nie no zakupy przywiezie, bo
                    ja dźwigać nie mogę... nie chcę tu racjonalizować swojej sytuacji,
                    ale wierz mi, można być szczęśliwą na różne sposoby, Ty akurat
                    wybrałaś taki, nikt Cię nie zmusza, jeśli nie umiesz inaczej... wink
                    • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:18

                      > widzisz, wszystko zależy od układu - Wam taki pasuje i dobrze, ale
                      > innym może inny, nie? Ty cenisz bycie niezależną, ja też ceniłam,
                      a
                      > teraz potrafię żyć będąc zależną... ja pisałam jedne w domu nie
                      mogą
                      > wysiedzieć inne chcą, ale po co zaraz "moja racja jest najmojsza"?

                      Ale ja nie pisze ze moja racja jest najmojsza.
                      Tylko o tym co JA BYM MOGLA ALBO NIE MOGLA.

                      >
                      > od kiedy ja nie pracuję, mój mąż dalej pracuje 8 nie 12 h, a poza
                      > tym jeśli już mowa o równouprawnieniu - on mięso przynosi, a ja
                      > robię resztę, więc on nie jest pokrzywdzony chyba? taki mamy układ
                      i
                      > nam pasuje... bo on równo ze mnądzieckiem, domem i
                      > innymi "pierdołami" się nie zajmuje... nie no zakupy przywiezie,
                      bo
                      > ja dźwigać nie mogę... nie chcę tu racjonalizować swojej sytuacji,
                      > ale wierz mi, można być szczęśliwą na różne sposoby, Ty akurat
                      > wybrałaś taki, nikt Cię nie zmusza, jeśli nie umiesz inaczej... wink
                      >

                      Jakos tak za gesto sie tlumaczysz,,,no ale skoro tak mowisz.
                      • bogoosia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:29
                        za gęsto na co?
                        próbuje Ci pokazać, że równouprawnienie może różnie wyglądać, nie
                        znam Cię, może Ty z tych, co im trzeba dużo i na temat, może byś się
                        nie domyśliła wink nothing personal wink
                  • bogoosia chyba Cię już bardzo dobrze rozumiem lipcowa 18.03.09, 19:07
                    absolutnie rozumiem i zgadzam się, że MUSISZ być niezależna
                    finansowo, po przeczytaniu Twojego wątku "Jak to jest moje Panie":
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=90461033&s=0
                    Ja na Twoim miejscu nawet z tym wychowawczym bym uważała, nie
                    ryzykuj wink



                    pozdrawiam
                    Bogusia
                    • 18_lipcowa1 Re: chyba Cię już bardzo dobrze rozumiem lipcowa 18.03.09, 20:50
                      tak tak a Ty nadal swoje,,,,
                      niech Ci bedzie zes szczesliwa i ze to super uklad, wmawiaj sobie to
                      czesciej ....
                      • bogoosia Re: chyba Cię już bardzo dobrze rozumiem lipcowa 19.03.09, 12:29
                        a co ja mam sobie wmawiać, ja tak wybrałam... dla mnie układ dobry,
                        mąż nie narzeka, to co Ci do tego? zazdrościsz?

                        lipcowa, poczytałam Twoje posty i coś mi na prowokatorkę wyglądasz,
                        a ja tu siędałam wciągnąć....i więcej nie zamierzam, szkoda mi
                        czasu, wyjątkowo wczoraj pół dnia spędziłam na forum...
                        to z wychowawczym, to żart był, no cóż nie każdy ma poczucie
                        humoru...
                      • bogoosia eh lipcowa... 19.03.09, 12:41
                        zarzucałaś to już w tej dyskusji komuś, a wyszło, że chcesz mnie
                        przekonać teraz, że czarne jest białe, że mój układ jest niedobry, a
                        ja jestem nieszczęśliwa... Ty chyba zwyczajnie lubisz bić pianę... i
                        się albo strasznie nudzisz albo strasznie opierdzielasz w robocie...


                        pozdrawiam
                        B.
            • e_r_i_n Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:42
              kropkacom napisała:

              > Z tą gwarancją to tak chyba różnie. W sumie to smutne że aby być
              > niezależna w małżeństwie musisz pracować.

              A jak inaczej (nie liczac odziedziczonej fortuny albo odlozonych w
              latach pracowania setek tysiecy) wyobrazasz sobie niezaleznosc w
              malzenstwie?
              • kropkacom Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 17:01
                > wyobrazasz sobie niezaleznosc w
                > malzenstwie?

                Czyli jak zostałabyś w domu (bezrobocie, choroba itd) to nie byłabyś nagle
                niezależna? Dla mnie pojecie niezależności to coś więcej niż "tyko i wyłącznie
                moja kasa".

                O wydatkach w małżeństwie decydujemy oboje, o codziennych decyduje raczej ja. Ja
                mam dostęp do konta i kartę z większym limitem wypłat niż mąż. Jakby co też mam
                plan odwrotu. Nie mam jednego: schizy bo za rogiem czeka złe. smile
                • e_r_i_n Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 17:43
                  Tak, nie byłabym W PEŁNI niezalezna.
                  Dla mnie niezaleznosc to oczywiscie nie tylko WŁASNA kasa.
                  Ale miedzy innymi ona.
                • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 20:52

                  > Czyli jak zostałabyś w domu (bezrobocie, choroba itd) to nie
                  byłabyś nagle
                  > niezależna?

                  Nie bylabym bo mam oszczednosci.
                  Bezrobocie mi nie grozi. Od choroby jestem ubezpieczona.



                  Nie mam jednego: schizy bo za rogiem czeka złe. smile

                  Ja tez nie.
                  • kropkacom Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 21:43
                    > Nie bylabym bo mam oszczednosci.
                    > Bezrobocie mi nie grozi. Od choroby jestem ubezpieczona.

                    Śmieszysz mnie Lipiec. Albo masz 18 lat, albo jesteś naiwna. Twój mąż też
                    stracił prace, prawda?
                    • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 19.03.09, 10:01

                      > Śmieszysz mnie Lipiec. Albo masz 18 lat, albo jesteś naiwna. Twój
                      mąż też
                      > stracił prace, prawda?


                      Mielismy oszczednosci, ubezpieczenia, nieruchomosci.
                      Co jeszcze bedziesz probowala udowodnic? Ze czarne jest biale?
          • gaskama Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 14:49
            Lipcowa, spójrzmy prawdzie w oczy, nie gwarantuje. Daje jednak duże
            szanse na niezaleznosc i bezpieczenstwo na przyszlosc.
            !
            • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:04
              gaskama napisała:

              > Lipcowa, spójrzmy prawdzie w oczy, nie gwarantuje.

              Jesli patrzec prawdzie w oczy to mi gwarantuje.
              • gaskama Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:08
                He, he, dobre. Lipcowa, chyba nie masz 18 lat i nie jesteś naiwna.
                Nie masz pewnie też 58 lat i gwarancji, że dostaniesz pomostówkę w
                razie zwolnienia. Zagwarantowaną, to Ty masz tylko śmierć. I tyle.
                • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:14
                  gaskama napisała:

                  > He, he, dobre. Lipcowa, chyba nie masz 18 lat i nie jesteś naiwna.
                  > Nie masz pewnie też 58 lat i gwarancji, że dostaniesz pomostówkę w
                  > razie zwolnienia. Zagwarantowaną, to Ty masz tylko śmierć. I tyle.


                  Alez skad. Przeciez wiem co pisze. Mam oszczednosci i jestem
                  bezpieczna.
                  • gaskama Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:16
                    Masz oszczędności, które w wyjątkowej sytuacji zdrowotnej pozwolą Ci
                    być niezależną finansowo i samodzielną itd. itp. To Ty bogaczka
                    jesteś, Lipcowa! Fajnie Ci!
                    • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:19
                      gaskama napisała:

                      > Masz oszczędności, które w wyjątkowej sytuacji zdrowotnej pozwolą
                      Ci
                      > być niezależną finansowo i samodzielną itd. itp.


                      Tak mam.
        • setia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:07
          wieczna-gosia napisała:
          wystarczy po prostu nie wyjsc za
          > dupka.

          no, to jest chyba sedno problemu, a nie pitolenie, że trzeba się zabezpieczać
          posiadaniem własnej pracy. zabezpieczać to się trzeba decydując o tym za kogo
          wychodzi się za mąż. a co jeżeli ma się chore dziecko i powrót do pracy jest
          niemożliwy?
          z całym szacunkiem lipcowa, ale mało jeszcze w życiu doświadczyłaś, żeby
          wymądrzać się na niektóre tematy.
          • gaskama Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:12
            Setia, ale nie wyjść za dupka tyż nie starczy. Nawet książe z bajki
            może zejść na zawał w młodym wieku lub ulec wypadkowi śmiertelnemu
            na nartach, jak to się przydarzyło naszemu 38-letniemu znajomemy z
            trójką dzieci i niepracującą żoną. Tu pracodawca postąpił bardzo
            pięknie i zatrudnił żonę, która ... cóż musiała ruszyć do pracy.
            Podaję skrajny przypadke, po Ty też poleciałaś skrajnością.
            • setia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:32
              gaskamama, ale w opisanym przez Ciebie przypadku jest chyba coś takiego jak
              renta po mężu (?) czy renta rodzinna dla dzieci, samotna matka tez ma chyba
              jakieś dodatki, pewnie nie są to duże kwoty, ale może na przeżycie wystarczy.
              poza tym małżonkowie wspólnie powinni dbać o zabezpieczenie przyszłości dzieci
              na taką ewentualność (ubezpieczenie na życie, czy inna lokata pieniędzy).
              a ja piszę o sytuacji, która nagle mi uniemożliwia pójście do pracy mimo
              najlepszych chęci i sprawia, ze chcąc niechcąc pozostaję na utrzymaniu męża.
              • gaskama Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:38
                Nie wiem setia, jakie mieli oszczędności. Facet zarabiał raczej
                dobrze (albo nawet bardzo dobrze). Nawet jak było jakieś
                zabezpieczenie, nawet jakby tego miało być 100 albo i 500 tyś, to
                przy małych dzieciach i jakiś zobowiązaniach kredytowych może być
                kicha. Nie ma patentu. Dla mnie by było idealne, gdybym mogła
                pracować na 1/2 etatu, ale nie mogę, nie ma takiej opcji w mojej
                pracy. No i obowiązkowo facet niedupek! To najważniejsze. Nie wiem,
                czy wiesz, ale gdzieś czytałam, że statystycznie rzecz biorąc 90%
                facetów opuszcza swoje parnterki, gdy rodzi się ciężko chore
                dziecko. Pamiętam, że strasznie mną to potarmosiło, jak to
                przeczytałam.
          • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:15

            > z całym szacunkiem lipcowa, ale mało jeszcze w życiu
            doświadczyłaś, żeby
            > wymądrzać się na niektóre tematy.

            zaczyna sie
            nie mozna miec swojego zdania i byc przekonanym o jego slusznosci
            bo to znaczy ze sie malo przezylo
            to Ty malo znasz mnie i moja sytuacje finansowa zeby oceniac co ja
            wiem
        • asia_i_p Re: Przemoc ekonomiczna 19.03.09, 13:46
          Cholera, rozpisywałam się post wyżej, a starczyło się podpisać pod
          Twoim.
        • echtom Re: Przemoc ekonomiczna 19.03.09, 18:36
          > Posiadanie pracy lub nie jest dodatkowa zmienna, ale nie gwarantuje braku
          przemocy ekonimicznej ani braku przemocy w ogole.

          Właśnie. Moja koleżanka pracuje i zarabia coś około średniej, ale jest
          całkowicie ubezwłasnowolniona przez męża w kwestii wydawania pieniędzy i decyzji
          związanych z ich wspólnym domem.
      • elza78 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 16:15
        oj lipcowa urodzisz dziecko to zobaczysz jak o prace niezmiernie latwo smile
    • emigrantka34 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 01:35
      Przemoc ekonomiczna to dla mnie termin naciagany. Dla mnie to jedna z
      form przemocy psychicznej.
      Z punktu widzenia prawa, na dzien dzisiejszy te kobiety sa na
      straconej pozycji (co do zasay).
    • volta2 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 07:21
      ja znam babeczkę, która zrezygnowała z pracy w szalejących
      kryzysowych latach 90-tych, gdy urodziła 3 dziecko.
      a miała stabilną robotę w budżetówce i jak na tamte czasy nawet to
      była praca ze społecznym uznaniem(w środowisku wiejskim)

      dyrektorka oczy ze zdumienie przecierała, że ktoś w tych czasach
      przychodzi ze zwolnieniem w ręku i powiedziala jasno, że gdyby coś
      się złego działo - to już nie ma szans na powrót


      i przez parę lat nie dzialo się nic złego, potem już tak, pan sie
      rozpił, roztrwonił niemały majątek, są po rozwodzie, dalej mieszkają
      w jednymm domu
      pani nie miała na chleb, teraz pracuje myjąc garnki - społeczna
      degradacja dla niej straszna. ale jest jakoś pogodzona z losem,
      idzie dalej przez życie sama, dzieci już dorosłe i dają sobie radę.
      ale ta jedna decyzja o rezygnacji z pracy odbiła się na niej
      strasznie.


      ja tam polegam na sile ekonomicznej męża w 100%, z pracy się nie
      zwoniłam tylko wzięłam bezpłatny, ale mimo wszystko próbuję się
      zabezpieczyć finansowo jak tylko mogę. mam niezłe zaplecze spadkowe,
      mam co dzielić przy podziale majątku jakby co, raczej na lodzie
      finansowym nie zostanę.
      inna sprawa, że rozstanie z mężem i utrata statusu żony byłaby dla
      mnie czymś tak niewyobrażalnie strasznym, że żadne pieniądze nie
      ukoiłyby mojego żalu, depresji i czego tam jeszcze...
      • alyeska Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 09:18
        "utrata statusu zony, czym niewyobrazalnie strasznym"?????
        Boze, co ty jestes zrosnieta ze "statusem" meza.?
        "niewyobrazalnie strasznym" bylaby dla Ciebie utrata pozycji zony????
        Nie istniejesz bez niego?
      • mama_jej Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 09:22
        tak, ja znam taki przypadek .. sam nim jestem sad

        Zaczęło się gdy urodziła się córka, 5 lat temu. Kasy było mało. Potem kasy było
        więcej, mąż prowadził swój biznes, ale nigdy nie miałam dostepu do wszystkich
        pieniędzy. Firma przynosiła zysk ale trudno było przewidzieć jaki będzie. Zawsze
        wydzielone "tu masz 200 zł na zakupy". Potem poszłam do pracy na pół etatu,
        pieniądze były śmieszne bo po opłaceniu przedszkola córki zostawało mi 250 zł.
        Mąż stwierdził, że skoro mi się zachciało pracować to mam zapłacić za przedszkole.
        Potem znów ciąża, macierzyński i szok męża ... po macierzyńskim poszłam do
        pracy, innej, na cały etat, za lepsza kasę.
        Co z tego jak po opłaceniu opiekunki i przedszkola też z mojej wypłaty nie
        pozostawało wiele.

        Jestem juz tym zmęczona, firmę męża dopadł kryzys i nawet gdybym teraz zażądała
        od niego przelewania określonej sumy na "domowe" konto to zawsze jest jakieś ale.

        Smutne to, ale prawdziwe. Wielokrotnie myślałam o rozwodzie.
        Za dwa tygodnie zostanę bez pracy. Mam nadzieję, że uda mi się coś znaleźć w
        miarę szybko...

        Potrzebuje siły
        • alyeska Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 09:43
          wspolczuje ci kochana. Wiesz ,ze nawet pozostajac w zwiazku
          malzenskim maz ma obowiazek prawny lozenia na dzieci. To nie jest
          jego widzimisie. Mozesz to zalatwic sadownie ( wiem ,ze to
          ostatecznosc), a przy separacji czy rozwodzie jezeli nie macie
          intercyzy polowa majatku jest Twoja.
          • mama_jej Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 09:55
            wiem, wiem połowa majątku jest moja, ale połowa kredytów też sad
            Sprawa jest dość skomplikowana.

            Powoli biorę sprawy w swoje ręce, spotkałam się już z babką z banku i próbujemy
            coś rozwiązać.

            Firma chwilowo generuje straty, więc sąd raczej nie zasądzi mu alimentów. A
            znając super przypadki w naszym wymiarze sprawiedliwości może powiedzieć, że
            mogę zrezygnować z opiekunki i wtedy będziemy mieć więcej pieniędzy bo mąż
            zajmie się domem i dziećmi. ehhh strasznie się tego boje bo moja wypłata
            wystarczy tylko na 80% raty kredytu hipotecznego.
            • jowita771 Re: Przemoc ekonomiczna 19.03.09, 11:26
              > Firma chwilowo generuje straty, więc sąd raczej nie zasądzi mu alimentów.

              Alimenty mają pierwszeństwo przed innymi zobowiązaniami. Dzieci muszą jeść i koniec.
      • kawka74 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 13:15
        > inna sprawa, że rozstanie z mężem i utrata statusu żony byłaby dla
        > mnie czymś tak niewyobrażalnie strasznym,

        huehue
        a nawet huehuehue
        Kwestia statusu żony jest powalająca, doprawdy.
        • vibe-b Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 15:15
          kawka74 napisała:

          >
          > huehue
          > a nawet huehuehue
          > Kwestia statusu żony jest powalająca, doprawdy

          Dlaczego wysmiewasz sie z jej wartosci? Dla kogos wielka wartoscia
          jest posiadanie dziecka, dla innych wartoscia jest posiadanie
          majatku albo mnostwa przyjaciol. Jej wartoscia jest bycie (jak
          mniemamm szczesliwa) zona.
          A jakie sa Twoje wartosci Kawka? Pochwal sie, podejrzewam Ci ze
          Twoje wartosci tez mozna wysmiac do rozpuku.
      • 18_lipcowa1 Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 14:14

        > inna sprawa, że rozstanie z mężem i utrata statusu żony byłaby dla
        > mnie czymś tak niewyobrażalnie strasznym, że żadne pieniądze nie
        > ukoiłyby mojego żalu, depresji i czego tam jeszcze...


        lo matko!!!!!!!!
    • kali_pso Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 10:04


      Najbardziej przerażające jest to, że ten mechanizm uzależniania
      jednej osoby od drugiej jest tak zakamuflowany, że często kobieta
      budzi się będąc już więźniem konta własnego męża. Łatwo przegapić
      krytyczny moment. A później lawinowo traci się
      kolejne "przywileje"...
    • gaskama Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 10:32
      e-mam piejących regularnie, jak dobrze siedzieć latami w domu, by
      obserwować pierwsze kroczki dziecka i przyglądać się pierwszemu
      wyrzynającemu się ząbkowi i smęcić, jakie to straszne dla psychiki
      dziecka, jak chodzi do żłobka lub siedzi ... o zgrozo z obcą babą w
      domu.
      • wieczna-gosia Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 10:39
        Bardzo mi bylo dobrze siedziec w domu, ogladac kroczki. I bardzo mi dobrze
        chodzic obecnie do pracy, zasuwac po 10 gozdzin dziennie robiac cos, co jak sie
        okazalo strasznie lubie i w dodatku dostawac za to kase. Nigdy nie bylam w
        sytuacji przemocy ekonomicznej- bo przemocy nie powstrzymuje prosty fakt ze sie
        pracuje czy tez nie. Magda z artykuly pracuje w zawodzie na pol etatu, mysli o
        rozwodzie. Utrzyma siebie i dzieci z tych pieniedzy, ltore zarabia? Jak napisano
        w artykule forma przemocy jest rowniez uporczywe nieplacenie alimentow- co
        wtedy? czy jej maz w ramach przemocy nie zainwestuje w prawnika by od alimentow
        wywjac sie mozliwie dlugo, dostac jak najnizsze i caly czas miec ja w szachu?
        tego nie wiemy.

        Mysle ze kobiety, ktorym DOBRZE jest w domu z dzieckiem- czuja sie tak rowniez z
        tego powodu ze nie posiadaja w domu terrorysty, ktory wydziela na chlebek, a
        kremik- zapomnij.
        • kropkacom Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 10:54
          > Mysle ze kobiety, ktorym DOBRZE jest w domu z dzieckiem- czuja sie tak rowniez
          > z
          > tego powodu ze nie posiadaja w domu terrorysty, ktory wydziela na chlebek, a
          > kremik- zapomnij.

          Dokładnie. No i wiele kobiet stających się ofiarami takiej przemocy pracuje.
          Można tylko zapytać co się stało że te kobiety zdecydowały się żyć i mieć dzieci
          z takimi terrorystami.
          • mamajulusi Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 16:01
            ja siedzę w domu z dzieckiem i jest mi dobrze,mąż mi na nic nie wydziela,razem
            decydujemy na co wydajemy.I to ja mam kartę i ja płacę rachunki.A do pracy pójdę
            nie dlatego że się czegoś obawiam,ale po to żeby żyło nam się lepiej.
        • gaskama Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 10:55
          Gosiu, ale problemy nazwane tu szumnie "terorem" mogą pojawiać się w
          różnych postaciach, w różnych momentach związku. Mąż może wydzielać
          pieniądze, może stracić pracę, może zachorować, zostawić żonę bla,
          bla, bla. Pojawiła się rada "nie wyjść za dupka". Poznałam bardzo
          wiele cudownych par, w których facet ewoluował w kierunku "bycia
          dupkiem". W zasazie stara dyskusja. Ale ja jako matka pracująca
          byłam i jestem wyczulona na uwagi mam niepracujących, które są
          czesto tak skrajne i niesprawiedliwe (albo tak je odczuwam). Zapewne
          takim mamom niesprawiedliwe i skrajne wydają się wypowiedzi matek
          pracujących.
          • donkaczka Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 12:58
            gaska, a to nie jest tak, ze wyczulona jestes, bo jednak sie niekomfortowo w
            swojej sytuacji czujesz?

            ja jestem kura domowa etatowa i szczerze mowiac czniaja mnie uwagi mam
            pracujacych, zreszta sama nie oceniam, bo rozumiem, ze czasem mus do roboty isc,
            chocby serce pekalo
            roznie bywa
            ja akurat jestem rzemieslnikiem, rece roboty nie zapomnialy, popyt zawsze
            bedzie, wiec do pracy wrocic moge galopem w kazdej chwili, druga sprawa, ze mam
            zylke biznesowa i rozne interesy krece dorywczo i do budzetu sie dorzucam nieco

            finansowa zaleznosc to chyba najgorsza rzecz w zwiazku, ja nawet w dobrych
            malzenstwach slyszalam czasem takie teksty pracujacego meza do niepracujacej
            zony, ze gul mi chodzil
            na szczescie moj maz ma wyczucie taktu w kwestii kasy i nie ma u nas zgrzytow w
            tym wzgledzie

            a jak tak sobie podlicze: niania dla trojki, natansza opcja to 1000 euro, plus
            pani do sprzatania - ze 400 najmarniej
            plus wieksze koszty zycia, bo juz by nie bylo czasu na optymalizacje zakupow -
            ladna mi pensja wychodzi wink

            ale to prawda, ze tyly trzeba jakos zabezpieczac, na wypadek wypadku, na wypadek
            ze panu odbije, zycie przewrotne jest
            • gaskama Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 13:12
              Fajnie! Ja też bym najchętniej wróciła na 1/2 etatu, ale się nie da.
              Pracuję w bardzo małym biurze i odpowiedzialna jestem za finanse,
              sprawy personalne i markieting. Ale pół etatu, to byłby ideał. Może
              szef zgodziłby się na 3/4 etatu, ale to oznaczałoby mniej kasy i na
              100% te same zadania. Jak bym ... jakimś cudem wpadła (niemąż raczej
              nie chce drugiego dziecka a ja mam różne momenty) to przy dwójce ...
              nie wiem, co bym zrobiłą. Bardzo bym chciała pracować na 1/2 etatu.
        • anika772 Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 15:10
          wieczna-gosia napisała:

          Mysle ze kobiety, ktorym DOBRZE jest w domu z dzieckiem- czuja sie
          tak rowniez z
          tego powodu ze nie posiadaja w domu terrorysty, ktory wydziela na
          chlebek, a
          kremik- zapomnij.

          Święte słowa. Też "siedzę" w domu z dziećmi i nie-terrorystą i
          dobrze mi z tym. Do pracy wróce za lat dwa albo może trzy.
      • e_r_i_n Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 10:40
        Ano.
        A realistki pytajace o zabezpieczenie w takiej sytuacji to
        zazdrosnice, ktore MUSZĄ pracowac.
        • gaskama Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 10:59
          Nie wiem Erin, sama nie wiem. Nie wiem, jak bym postąpiła, gdybym
          zarabiała 1 albo 2 tysiące. Może też bym została w domu z dzieckiem.
          Wydaje mi się, że nie. Praca jest elementem, który tworzy mnie jako
          człowieka. Byłoby mi ciężko, gdyby pracowała, bo muszę ze względów
          ekonomicznych. Lepiej mi jest z tym, że pracuję, robię to, co w
          miarę lubię no i godnie mi za to płacą. Bez problemu byłabym w
          stanie utrzymać siebie i dziecko, ba nawet i dwoje dzieci. Wydaje mi
          się, że mój niemąż nie jest dupkiem. Ale tak jak pisałam wcześniej,
          ludzie się zmieniają.
      • osa551 Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 11:05
        > e-mam piejących regularnie, jak dobrze siedzieć latami w domu, by
        > obserwować pierwsze kroczki dziecka i przyglądać się pierwszemu
        > wyrzynającemu się ząbkowi i smęcić, jakie to straszne dla psychiki
        > dziecka, jak chodzi do żłobka lub siedzi ... o zgrozo z obcą babą w
        > domu.

        gaskama - bo może nie wiesz, ale te emamy mają IDEALNYCH mężów i IDEALNE życie i
        takie sytuacje im się ie przytrafiają wink
        • gaskama Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 11:10
          Znam kilka w realu, którym się przytrafiło.

          Ależ to cudne, że mają wszystko cudno. Ale mimo wszystko brakuje mi
          w tym wątku jakiegoś świeżego spojrzenia mam, które zdecyowały się
          na kilka lat na 100% zależność finansową od partnera tłumacząc to
          zazwyczaj bardzo wzniośle, że dziecko ważniejsze od pracy.
          • donkaczka Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 13:01
            gaska to ja w takim razie jestem taka mama..
            zarabialam niemalo, plus robote swoja uwielbiam, ale tak, dzieciaki poki co
            wazniejsze
            dla fanu pracuje na 10% normy w domu, wystarczy zeby miec oddech od dzieci
            i wsio

            planuje wrocic na pol etatu jak najmlodszy do przedszkola pojdzie, a na caly
            pewnie po trochu w miare rozwoju sytuacji

            a maz owszem, w kwestii pozycji naszych w zwiazku i zarzadzania kasa jest
            idealem smile
          • asia_i_p Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 19.03.09, 13:57
            To już się zgłaszam. 2,5 roku finansowej zależności - no może dwa,
            bo macierzyński się pewnie nie liczy, bo dostawałam pieniądze.
            Wcześniej mąż dwa lata zależności ode mnie, bo rozkręcał swój
            interes. Teraz 2 pensje. Poza oczywistą różnicą, że teraz więcej
            pieniędzy, więc łatwiej, innych różnic nie widzę.
        • kropkacom Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 11:11
          > gaskama - bo może nie wiesz, ale te emamy mają IDEALNYCH mężów i IDEALNE życie
          > i
          > takie sytuacje im się ie przytrafiają wink

          Czy nie przytrafia? Hmmm... Nic na sto procent oczywiście. Jednak ja wiem za
          kogo wyszłam i z kim mam dzieci. Wiem bo nie jedno już razem przeszliśmy (układ
          pracujemy oboje, pracuje ja on nie i teraz na odwrót)przez te kilkanaście lat.
          Moje zabezpieczenie to moje całe życie i rodzina.
      • vibe-b Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 11:50
        gaskama napisała:

        > e-mam piejących regularnie, jak dobrze siedzieć latami w domu, by
        > obserwować pierwsze kroczki dziecka i przyglądać się pierwszemu
        > wyrzynającemu się ząbkowi i smęcić

        po co to szyderswto? przeciez to prawda, to powyzej.
        Gosia dobrze pisze, sama praca nie jest gwarantem niczego jak sie
        wyszlo za dupka. Bo mozesz miec swietna prace ale co ci po niej jak
        np. zachorujesz i nie bedziesz w stanie pracowac? a przeciez wyszlas
        za dupka, wiec dupek cie wystawi do wiatru przy pierwszej lepszej
        okazji. Malo jest ludzi ktorzy maja rzadkie szczescie przejscia
        przez zycie bez przeciwnosci, w tym finansowych.
        • gaskama Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 11:56
          Ale tu już zakładasz dwa nieszczęścia. Partner dupek i choroba.
          Jeśli natomiast trafi Cię jedno nieszczęście, czyli parnter dupek, a
          jesteś niezależna finansowo, to możesz sobie szybciej ułożyć życie.
          Poza tym, jak masz dobrą robotę i trafi się choroba, to dostajesz
          chorobowe, w skrajnym przypadku jakąś normalną rentę. A jeśli trafi
          Ci się bardzo poważna choroba, ... to taka ch...nia, że nie ma już o
          czym dyskutować. Choroby nikomu nie życzę!!!
          • vibe-b Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 12:13
            gaskama napisała:

            > Ale tu już zakładasz dwa nieszczęścia.Partner dupek i choroba

            Ty rowniez zalozylas- w poscie do ktorego sie odnioslam - dwa
            nieszczescia: partner dupek i siedzenia w domu z dzoeckiem. Tak wiec
            jak niekoniecznie musie sie przytrafic naraz partner dupek i
            choroba, tak i niekoniecznie sie przytrafi siedzenie w domu i parner
            dupek.
            Stad Twoje szyderstwo nad matkami ktore uznaly ze chca spedzic
            pierwsze lata zycia dziecka z nim -uznalam za niesmaczne.
            • gaskama Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 12:31
              > jak niekoniecznie musie sie przytrafic naraz partner dupek i
              > choroba, tak i niekoniecznie sie przytrafi siedzenie w domu i
              parner
              > dupek.

              No to już nic nie rozumiem. Stawiasz siedzenie w domu na równi z
              chorbą???? Czyli partner dupek i choroba to to samo co parnter dupek
              i siedzenie w domu z dziećmi. A dotychczas myślałam, że kobitki,
              które zostają w domu świadomie wybierają tę opcję, jako to "większe
              szczęście". Litości, to ja zdecydowanie wolę pierwszą opcję.
              • vibe-b Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 12:48
                A dotychczas myślałam, że kobitki,
                > które zostają w domu świadomie wybierają tę opcję, jako
                to "większe
                > szczęście".

                Zgadza sie, to wielkie szczescie i przywilej. Zauwaz, ze to nie ja,
                a Ty opisalas to w taki sposob jakby wybor opcji "siedzenie w domu
                z dzieckiem" byl najglebszym kretynstwem. Wiec o co ci chodzi? Skup
                sie, zanim wyslesz sprzeczne komunikaty.
      • lola211 Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 18.03.09, 11:57
        jak dobrze siedzieć latami w domu

        Bo jest bardzo dobrze, wiem, bo przerabialam.Tyle ze po 3 latach po
        prostu poszukalam pracy i nie wisze finansowo na partnerze.
        Przez te 3 lata i wczesniej zreszta tez, gdy studiowalam, nie
        musialam prosic sie o pieniadze, po prostu zawsze lezaly w domu i
        moglam brac ile zechcialam.
        Ale juz wowczas wiedzialam jedno- kto ma kase ten ma władze.Maz moze
        byc i najwspanialszy, ale czas czesto wszystko zmienia i nagle moze
        sie okazac, ze zyjemy w niezdrowym zwiazku.
        Trzeba zabezpieczyc sie na przyszlosc, zamiast trwac w odrealnionym
        swiecie i liczyc,ze a nuz nas akurat facet nie wymieni na lepszy
        model.
        No i duzo fajniej jest miec swoje wlasne, zarobione pieniadze, a nie
        dane.


        www.zobacz-uslysz-powiedz.pl/wychowanie_bez_przemocy.html
      • azile.oli Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 19.03.09, 10:47
        No, jak Ci brakuje mamusiek domowych, to się ujawnię. Przez wiele
        lat siedziałam z dziećmi w domu, bo uważałam, że tak dla nich
        najlepiej i akurat w przypadku moich dzieci tak było. Obecnie to już
        nastolatki, więc zbieram plony, ponieważ dzieciom czas poświęcałam
        rzeczywiście , a nie obijałam się, skorzystały na tej sytuacji o
        wiele więcej, niż gdyby chodziły do przedszkola. Miały w domu matkę
        nauczycielkę, co teraz procentuje i w nauce i w dojrzałości.
        A teraz co do sytuacji materialnej. Trzymałam rękę na pulsie i w
        związku z tym jestem zabezpieczona na przyszłość ( choć obecnie
        pracuję, ale dla przyjemności i rozwoju, jak mi się znudzi ,
        odejdę ). Po pierwsze, mąż ma własną firmę, dużą, przynoszącą zyski
        w branży, w której upadek nie grozi. Połowa majątku jest moja,
        notarialnie. Mąż nie przeprowadzi żadnej transakcji beze mnie, bo
        wsędzie jest potrzebny mój podpis. Mąż nie chciał, abym pracowała,
        póki dzieci były małe, na co się zgodziłam, bo dla mnie też to było
        wygodne. Opłacał mi cały czas składkę w zus-ie, więc było tak,
        jakbym pracowała. Oprócz karty do wspólnego konta dostawałam na ręę
        kwotę, jaką zarobiłabym , pracując w swoim zawodzie i mąż nie
        wnikał, na co to wydaję. To były pieniądze tylko dla mnie.
        Nawet w razie rozwodu otrzymuję połowę dużego majątku , bez
        roztrząsania, jak się do niego przyczyniłam, bo jest on mój
        notarialnie. Prócz tego mam też majątek osobisty, który otrzymałam
        przed ślubem. Facet z takich, co za dzieci dałby się pokroić i
        uważźa , że ślub jest raz na całe życie, założył rodzinę i jest za
        nią odpowiedzialny. Nawet, gdyby (odpukać ) coś mu się stało, ja i
        dzieci jesteśmy zabezpieczeni. nie miałam wyrzutów sumienia, że
        facet pracuje zawodowo, a ja nie, bo po pierwsze w domu też nie
        leżałam, po drugie prowadzenie własnej firmy wymaga określonego
        czasu i ani praca żony, ani liczba dzieci nie ma tu nic do rzeczy.
        Nie żałuję czasu, zainwestowanego w dzieci.
        Nie potępiam też kobiet, które zostają z dziećmi w domu, chociaż
        muszą po prostu zaufać mężowi. I bez przesady z tą pracą kobiet i
        bezcennym doświadczeniem. Teraz rynek pracy się tak zmienia, że
        można zostać na lodzie, mimo stażu pracy i doświadczenia.
        • azile.oli Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 19.03.09, 11:30
          Acha, wcale nie miałam wrażenia, że wiszę finansowo na mężu. Oboje
          uznaliśmy, że dla dzieci lepsza jest sytuacja, gdy nie muszą chodzić
          do żłobka i w pierwszych latach życia do przedszkola. Zdawałam sobie
          sprawę, że mogę im dać dużo więcej niż przedszkole, przy okazji
          pozwalając im się wyspać, nie goniąc, aby zdążyć do przedszkola.
          Miały zapewnione towarzystwo rówieśników, ale wtedy, gdy miały na to
          ochotę. Miały rozwój intelektualny, wycieczki, mnóstwo rozmów,
          wizyty w muzeach, kino, teatr, place zabaw i centra rozrywki dla
          dzieci. Uważam, że to było dla nich lepsze. Wbrew pozorom, po
          pójściu do placówek oświatowych były dużo śmielsze i bardziej
          otwarte niż dzieci przedszkolne. Radziły sobie doskonale i chyba do
          dziś są jedynymi dziećmi, które nigdy nie były zaczepiane przez
          największych rozrabiaków. Dlatego niczego nie żałuję. I nie uważam
          się za kurę domową. Szczerze powiedziawszy to mi żal było kobiet,
          które musiały pracować, bądź nie musiały, ale wolały to, niż
          zajmowanie się własnym dzieckiem, pozostawiając kształtowanie jego
          osobowości paniom w żłobku i przedszkolu. Dla mnie moje dzieci były
          jedyne, w grupie byłyby jednymi z wielu.
          Uważacie, że ''kobiety domowe '' mają kompleksy ? Może niektóre i
          mają. Podobnie jak te pracujące nie z potrzeby, tylko dla idei we
          wczesnym etapie rozwoju dziecka mają poczucie winy, które maskują
          peanami na cześć żłobków.
          Mimo przerwy wróciłam do pracy, bo znalazłam też czas na rozwijanie
          zainteresowań i dokształcanie, nie dostałam pieluszkowego zapalenia
          mózgu. I większość kobiet siedzących w domu to nie odmóżdżone
          istoty, tylko kobiety, które postawiły na pierwszym miejscu dobro
          dziecka, nie musząc pracować. ( Z góry uprzedzam, że post nie
          dotyczy matek, które muszą pracować ze względów ekonomicznych).
          • bogoosia azile.oli.. po protstu sic! 19.03.09, 12:36
            dzięki, że jest nas więcej wink
            a najgorzej, że niektórym trzeba tłumaczyć, że zajmowanie się matki
            własnymi dziećmi to wymysł i widzimisię... ale to zwykły konflikt
            wartości, nierozwiązywalny, bo nikt nikogo nie przekona...
          • greenadela77 Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 19.03.09, 13:35
            Wybacz, Azile, ale jesteś straszną hipokrytką.
            Krytykujesz kobiety, które pracują zawodowo mając małe dzieci (dlaczego tylko
            kobiety? czyżby skutek patriarchalnego seksistowskiego wychowania?,
            a jednocześnie chwalisz męża, który nie został w domu po urodzeniu dzieci, tylko
            prowadził normalne życie zawodowe.
            Chciałabym więc zapytać:
            1)czy każdego dnia mówiłaś swojemu mężowi, jaki jest wyrodny i okropny i jak
            bardzo Ci go żal, bo zamiast zostać z dziećmi w domu wolał pracować i nie
            postawił na pierwszym miejscu dobra dzieci?
            2)czy każdego dnia mówiłaś mu jak bardzo jest Ci go żal, bo musi pracować na
            całą rodzinę?
            3) dlaczego się jeszcze nie rozwiodłaś w takim razie z takim wyrodnym ojcem?
            4) jeśli uważasz, że mężczyzna posiadający małe dzieci i prowadzący życie
            zawodowe jest świetnym ojcem, to dlaczego jest Ci żal matek robiących to samo?
            Jesteś seksistką? Czy hipokrytką, która w swojej rodzinie nie zauważa, tego co
            stanowi przedmiot jej krytyki u innych?
            Wydaje mi się, że jedno i drugie. Szczerze CI współczuję.
            • gaskama Podpisuję się pod Twoimi pytaniami! nt 19.03.09, 14:12
            • bogoosia Re: Jakoś mi w tym wątku brakuje ... 19.03.09, 18:06
              od razu uprzedam, że nic mi do mam, które mają małe dzieci i
              pracują, bo... właśnie, ich sprawa, nie moja czemu, nie znam, nie
              oceniam, nie obchodzi mnie... i nie uważam, że dziecku od razu
              dzieje się krzywda, jak siedzi z kimś innym - generalnie... sama
              chciałam z moim siedzieć, bo tak wydawało mi się najlepiej dla niego
              i dla mnie... powtórzę, nie oceniam, nie szufladkuję matek
              pracujących, ale wkurza mnie, jak się szufladkuje matki siedzące w
              domu...

              ale żeby zaraz z seksizmem?

              hm, do mnie teść miał pretensję, że mąż w nocy do dziecka nie
              wstaje, tylko ja... powiedziałam, że kiedy mąż mleka w cyckach
              dostanie, to będzie wstawał, a tak to nie ma sensu, bo nie jestem
              psem ogrodnika... większość kobiet lepiej się nadaje do "obsługi"
              dziecka, zwłaszcza do powiedzmy 2 lat, ale znam takiego co z
              półrocznym w domu na urlopie siedział, a żona pracowała... bardzo to
              podniosło jego "akcje" w moich oczach, nie powiem... dla mnie było
              oczywiste, że to ja będę siedzieć w domu z dzieckiem, nie mąż, on
              pracował, żeby tak mogło być...
              czy to zaraz seksizm?
    • liwilla1 Re: szybki wniosek: 18.03.09, 11:02
      kształćcie się, kształćcie dziewczyny,
      bo nie znacie dnia ni godziny uncertain
    • alabama8 Sąd! 18.03.09, 11:05
      Pamiętajcie! Zawsze macie prawo wystąpić do sądu o zobligowanie
      pracującego małżonka do zaspokajania potrzeb rodziny. I to nie
      koniecznie musi być przy rozwodzie czy separacji. Skoro małżonek
      zarabia, żona siedzi w w domu z dziećmi, a on wydziela jej po 200 zł
      na jedzenie, to żona ma prawo wystąpić do sądu aby część
      wynagrodzenia za pracę męża przelewać na jej konto. Z tycg środków
      będą zaspokajane potrzeby rodziny - czynsz, przedszkole, opiekunka
      itp.
      Nie jesteście bez szans! Nie jesteście bez wyjścia, ale takie
      artykuły prasowe powinny podpowiadać jak ze sprawą sobie poradzić, a
      nie jak ciężko możebyć.
      • lola211 Re: Sąd! 18.03.09, 12:03
        A, tak, sad.Tylko ze wowczas trzeba sie wyprowadzic, bo jak sie
        wywoła wojne, to sie raczej pod 1 dachem mieszkac nie bedzie.A jak
        pan sprytny, bo mimo wyroku sadowego pani zona złotowki nie zobaczy.
    • eilian Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 12:34
      Ale posiadanie pracy nie gwarantuje, że uniknie się owej "przemocy
      ekonomicznej"! - nawet w tym wątku macie przykład - mama_jej bodajże napisała,
      że pracuje, najpierw na pół, teraz na cały etat a i tak jest w takiej właśnie
      sytuacji finansowego potrzasku. Tak więc, Gaskama, praca nie jest tutaj
      rozwiązaniem problemu.
      Bo problemem nie jest fakt, że kobieta nie pracuje zawodowo, ale jakość relacji
      w małżeństwie.
      Ja przed kilka lat nie pracowałam, teraz chwilowo pracuję, ale czekamy na drugie
      dziecko, więc potem znowu będę miała przerwę, być może już na zawsze rozstanę
      się z pracą zawodową (o ile sytuacja ekonomiczna na to pozwoli, bo właśnie taki
      układ mi najbardziej odpowiada), ale nigdy, nawet przez sekundę nie czułam się
      uzależniona od męża, nigdy nie usłyszałam żadnego komentarza na temat moich
      wydatków (jeśli już to tylko pozytywne), o wydzielaniu kasy nie mówiąc (z resztą
      mamy wspólne konto i dwie karty), oboje traktujemy zarobki męża jako NASZE
      dochody i to właśnie ja zajmuje się całymi finansami domowymi (lokaty, przelewy,
      itp.). Mój mąż wie, że jestem niezależną kobietą (bo to jest stan umysłu a nie
      portfela) i szanuje mnie bez względu na to czy pracuję zawodowo czy nie. A ja
      cieszę się, że mam męża przed którym nie muszę się zabezpieczać finansowo, jak
      niektóre z Was... (współczuję, tak na marginesie, związków w których nie można
      się poczuć bezpiecznie i komfortowo).
      • gaskama Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 12:46
        Ależ eilian, przecież ja nie twierdzę, że każdy mąż/partner
        pracującej w domu kobiety jest dupkiem, który wydziala kasę. Cudowny
        mąż mojej sąsiadki właśnie umiera na raka. Zabrali dzieci z
        prywatnej szkoły, wyprzedają różne rzeczy (w tym auto). Wiem, że on
        przechodzi traumę nie tylko z powodu choroby, ale nie wie, co będzie
        z żoną i dzieciakami. Żona ma prwie 40 lat, studia skończone 15 lat
        temu i nie pracowała nigdy. On ma jakieś ubezpieczenie na życie. W
        razie czego ona dostanie 100.000 odszkodowania. Ale na ile to
        starczy. Myślę, że wszystko będzie dobrze, że on z tego wyjdzie.
        Mam też znajomych z czwórką dzieci. On jest przedsiębiorcą. Ona
        nigdy nie pracowała i nigdy nie będzie pracować. On ma gigantyczne
        pieniądze. Kilka mieszkań, dom nad morzem, inwesytcje, sklepy. Ona
        może rzeczywiście (finansowo) nie pracować. Nawet jakby mąż okazał
        się dupkeim (a raczej się nie okaże, tak myślę, jest fantastycznym
        facetem), to ona jest ustawiona do końca życia. Ale nie każdy tak
        ma. Mój partner mnie prosił po urodzeniu dziecka, bym wróciła do
        dobrze płatnej pracy (mimo, że on zarabia świetnie), bo będzie się
        lepiej czuł, będzie się pewniej czuł. Często mi mówi, że dzięki temu
        mniej boi się kryzysu, wie, że w razie ... odpukać ... utraty pracy,
        to damy radę z mojej pensji.
        A generalnie, uważam, że fajnie jest móc finansowo i przede
        wszystkim psychicznie móc sobie pozwolić na bycie z dziećmi. Ja
        tylko denerwuję się, przy tak - moim zdaniem - tu często
        prezentowanych postawach "mama w domu z dzieckiem cacy a mama w
        pracy to be!".
        • bogoosia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 13:42
          po co się przejmować, co inni mówią - są mamy, które wybrały
          siedzenie w domu z dziećmi, są też takie, co pracują (bo chcą, bo
          muszą), ale nie są z tego powodu gorszymi matkami. Niektóre nawet
          myślę, że czas spędzony z dzieckim po pracy wykorzystują
          bardziej "efektywnie i intensywnie", bo tęsknią, mają poczucie winy,
          że cały dzień maluch siedzi z kimś innym i po robocie są całe dla
          niego. przecież można mieć super nianię, babcię czy ciocię.

          ja siedzę w domu od 6 lat, ale cały czas coś robię w domu zawodowo,
          poza byciem mamą, mam szczęscie, bo dobrze wybrałam zawód i jestem
          specjalistą, a doświadczenie zaczęłam zdobywać jeszcze na studiach c
          (dziennych). pracuję będąc PRZEDE WSZYSTIM mamą w domu głównie dla
          własnej satysfakcji (bo kasa marna), by nie zgłupieć (nie kręcą mnie
          seriale, ploty w piaskownicy, pani domu itd.), ale też by mieć
          poczucie bezpieczeństwa. że jak będę chciała wrócić do pracy, to
          czeka mnie lepsza perspektywa niż mycie kibli, że jak męża (z
          róznych przyczyn) zabraknie, to zarobię na dom i dzieci. przecież
          nigdy nie wiem co się wydarzy (niedługo 40 nam stuknie, kryzys wieku
          średniego, takie tam, a natury się nie da oszukać), ludzie chorują,
          umierają itd shock. w sumie czlowiek się po coś męczył te 5 lat na
          studiach, a i robotę miał całkiem, całkiem. ale nim pojawiło się
          dziecko wiedziałam, że ono będzie najważniejsze. czy to wzniosłe,
          czy poświęcenie? dla mnie normalne. a nie odeszłam od ciężkiej
          roboty przy taśmie, nie uciekłam siedzenie w domu, mając 25 lat na
          umowie miałam dyrektor. nie jestem i nie chcę być harcerką, by
          robić na kilka etatów, u nas podział był jasny - w uproszczeniu - on
          przynosi mięso, ja robię resztę. niestety przez szerokie gro mniej
          cenioną, szanowaną. tak wybrałam, bo CHCIAŁAM, ale i MOGŁAM.

          przede wszystkim mam męża niedupka, wręcz przeciwnie. mam subkartę
          do jego konta z takim samym limitem, znam hasła do kont suspicious. ale
          pieniądze u nas nigdy nie były moje-twoje, tylko nasze. jak nie
          byliśmy małżeństwem pierwsze mieszkanie było na niego, ale
          zabazpieczeniem było moje ubezpieczenie na życie i jakoś mi to nie
          przeszkadzało, kredyt płacił ten, kto miał kase, kto nie wydał na
          wspólne zakupy, na wspólne wakacje, nigdy nie liczyliśmy kto więcej
          wydał itd. nie każda tak chce, ewentualnie ma to szczęście wink



          pozdrawiam
          Bogusia
          • bogoosia się rozjechałam z tematem głównym 18.03.09, 13:46
            ale chodziło mi o to, że mama siedząca w domu może być zadowolona,
            liczyćna kasę męża nie-dupka, ale teżmoim zdaniem powinna pamiętać,
            że nigdy nic nie wiadomo, o!

            • paolka_82 Re: się rozjechałam z tematem głównym 18.03.09, 14:09
              bogoosia napisała:

              > ale chodziło mi o to, że mama siedząca w domu może być zadowolona,
              > liczyćna kasę męża nie-dupka, ale teżmoim zdaniem powinna
              pamiętać,
              > że nigdy nic nie wiadomo, o!
              oo to to własnie. Niby jak człowiek ślub bierze to myśli że juz
              zawsze na zawsze a zycie przeciez różne scenariusze pisze. Człowiek
              nie wie do końca co będzie za miesiąc a co dopiero za 10-20 lat ?
              Nie to, że trzeba sie zaraz nastawiać, że on zostawić może, ale
              lepiej jednak swoja prace mieć. Swoja kasa, to swoja kasa, nawet
              jak mąż to chodzący ideał z duuuuuzym portfelem. A już nie daj Boże
              jak sie trzeba tłumaczyc że na podpaski potrzebuje pare złotych.
              Poza tym w perspektywie emerytury to faktycznie lepiej żyć z mężem z
              dwóch emerytur niz z jednej.Ja ogólnie jestem za tym żeby żona
              pracowała, to wychodzi na zdrowie całej rodzinie. Ale to tylko moje
              skromne zdanie.
              • mama-osama źle sie czuję siedząc w domu 18.03.09, 15:44
                Siedzę w domu bo muszę, bo dzieci chore, bo robota kiepska,
                blablabla...
                Źle sie z tym czuję ale to jest najlepsze wyjście z możliwych. Mam
                troche swojwej odłozonej kaski która co rusz jest uszczuplana bo mi
                autentycznie głupio wydawac kasę zarobiona przez meża na jakieś moje
                ekstra wydatki. Choc męża mam cudownego i konto mamy wspólne.
                Dlatego dziwię się kobietom które zostaja w domu bo tak im sie chce.
                Rozumie jeszcze te pierwsze 2 lata życia dziecka ale potem to takie
                troche samolubne - siedze w domu a kasa spływa. Ja sobie osobiście
                nie wyobrażam żebm miała utrzymywac swojego meża przez nascie lat a
                on żeby sobie w domu siedział.
                • bogoosia Re: źle sie czuję siedząc w domu 18.03.09, 15:59
                  współczuję, skoro masz taką sytuację...

                  a dlaczego samolubne? rozumiem, że to Twoje subiektywne poczucie?
                  ja napisałam, że mogę siedzieć w domu, ale nie siedziałbym, gdyby
                  mąż zarabiał mało, tak, żeby na życie by ledwo co starczało, a ja
                  bym leżała i pachniała... dodam, że moją pracą w domu przy okazji
                  bycia mamą, zarabiałam, jak pisąłam marnie, ale powyżej średniej
                  krajowej... to chyba całkiem nieźle, skoro nie wydawałam na niańkę
                  do 4,5 lat dziecka (teraz jest 3-5 h w tygodniu), sama sprzątam itd?
                  wyjątkiem była jescze opreacja kregosłupa, po której przez pół roku
                  przychodziła raz na tydzień pani do sprzątania, bo ja nie mogłam
                  nawet własnego dziecka na ręce wziąć...

                  jak bym miała dobrą robotę, a mąz by siedział w domu w dzieciakami,
                  wychodził na spacerki, pieluszki zmieniał, sprzatał, gotował,
                  prasował mi, jedzonko pod nosek podtykał, to kto wie wink ale mój nie
                  z tych... ja tam uważam uczciwy układ, a i mąż jakoś nie narzeka....
                • kropkacom Re: źle sie czuję siedząc w domu 18.03.09, 17:03
                  > Ja sobie osobiście
                  > nie wyobrażam żebm miała utrzymywac swojego meża przez nascie lat a
                  > on żeby sobie w domu siedział.

                  W to akurat wierze że sobie nie wyobrażasz a w życiu rożnie bywa.
        • eilian Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 17:16
          ale tutaj rozmawiamy o przemocy ekonomicznej, a nie o zdarzeniach losowych
          (akurat ja mam bardzo w tym względzie bogatą wyobraźnię i ze wszystkich sił
          staramy się z mężem zabezpieczyć na takie okoliczności, staramy się razem,
          dlatego jest polisa, itp. na tyle na ile można i dlatego ja też staram się coś
          tam jednak w życiu robić, choćby jakąś podyplomówkę, żeby w razie czego móc
          sobie poradzić). I myślę, że z całą pewnością mogę stwierdzić, że ofiarą
          przemocy ekonomicznej się nie stanę, już nawet niezależnie od tego jaki jest mój
          mąż, nawet gdybym miała innego partnera, bo to JA jestem na to zbyt silną
          osobowością i po prostu z takim draniem, który uważa się za pana i władcę bo
          zarabia bym się zwyczajnie nie związała.
          Ale są chyba po prostu takie kobiety, które przez swoją słabą psychikę stają się
          dobrym materiałem na ofiary dla takich typków, może wręcz takich przyciągają.
          I to czy się pracuje zawodowo czy nie, nie ma tu nic do rzeczy.
          Szkoda mi tych kobiet, ale podejrzewam, że w jakiejś mierze same są sobie winne,
          bo naprawdę nie wiem, jak można trwać w takim związku i jeszcze bucowi kolejne
          dzieci rodzić (jak we wspomnianym przykładzie mama_jej).
          • kropkacom Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 17:24
            > ale tutaj rozmawiamy o przemocy ekonomicznej, a nie o zdarzeniach losowych

            Jeśli nagle kobieta przestanie pracować (zdarzenie losowe) to też może być
            obiektem takiej przemocy. Dlatego tak ważne jest z kim wiążemy swoją przyszłość.
          • bogoosia dokładnie! 18.03.09, 18:42
            widziały gały, co brały, a byle czego by nie wzięły wink (i.e.
            psychopaty, skąpiradła, sadysty, macho itd.)

            jak napisaa eilian, są kobiety, które mają syndrom ofiary, są i
            takie, które by sobie poradziły, nawet gdyby ich książę z bajki
            jednak psychopatą się okazał. ja tam za swojego dam sobie jajka
            uciąć (bo przecież nie rękę). ale ten mój to połówka pomarańczy, a
            nie np. pierwszy koleś, z którym wpadłam po 2 m-cach znajomości i
            wypadało się pobrać, a teraz żyć trzeba dalej, bo dzieci, bo tak już
            jest, bo co ja sama biedna zrobię. niestety dużo takich przypadków.

            ale owszem w życiu różnie bywa. zawsze można być neurotyczką, pod
            uwagę brać ewentualną zmianę orientacji seksualnej małżonka,
            trzęsienie ziemi, kolkusz itd.


            pozdrawiam
            Bogusia
    • 18_lipcowa1 a ja sie nie dziwie niektorym panom 18.03.09, 15:13
      bo sa kobiety i ja osobiscie znam takie dwie ktore albo musza
      pracowac albo pan musi im wydzielac kase.
      • bogoosia no są... 18.03.09, 15:25
        a kiedyś to się nawet przed 3 wstawało, wiesz wink?
    • wieczna-gosia Re: Przemoc ekonomiczna 18.03.09, 20:10
      wrocilam z pracy hehe smile

      dziewczeta, ale nie mieszajmy jednego z drugim- czym innym jest terror
      ekonimiczny a totalnie czym innym dywersyfikacja zrodel dochodu.
Pełna wersja