alfa36
22.03.09, 20:11
Mowa o dziaciach, z ktorych jedno po 40 , drugie dobiega 40. To starsze jest moim mężem. Tesciowie mieszkaja dwa bloki za swoim mlodszym synem i synową, bardzo pomagają im przy dzieciach. My mieszkamy na sąsiednim osiedlu (15 minut spacerkiem). W zeszlym roku tesciowa trochę zajmowala się naszym wtedy 2 latkiem, ktorego wozilam do nich. A że mlody nie chcial wstawać (tesciowa katagorycznie nie chciala po niego przychodzić), no i tesc palil papierosy w domu, to z opieki korzytalam coraz rzadziej (zawozilam mlodego do swoich rodzicow kilkanascie kilometrow i on tam byl caly tydzien, ja dojeżdżalam do pracy od nich). Ale do rzeczy. Mlody od wrzesnia jest przedszkolakiem. Jest i nie jest, bo tak choruje że do przedszkola chodzi kilka dni w miesiącu. Czasem poproszę o pomoc ciocię męża, a glownie mlody z moimi rodzicami (ten sam schemat, mlody i ja z nimi, malz w domu z nastolatkiem). Od połtora tygodnia mlody ma katar, więc do przedszkola nie chodzi a jutro akurat nie mam go z kim zostawic, więc poprosilam o pomoc tescia (tsciowa zajmuje sie nowo urodzoną wnuczką od mlodszego brata). Wiem, że tesc do przedszkola na 8 prowadza wnuczkę (starszą corkę mlodszego brata), a to przedszkole 50 metrów od bloku. Niestety uslyszalam, ze owszem mogę mlodego podrzucic, ale najwczesniej o 8.30 I na nic się zdaly argumenty, że o 8.30 to muszę być w pracy (a jadę do niej ledwie 10 minut). Nie pierwszy raz ma miejsce taka sytuacja. Zdarzylo się, że uslyszalam, że jak nie będą potrzebni mlodszemu bratu, to mogę podrzucic mlodego czy mogę mnie gdzies podrzucić itp. Już jakiś czas temu doszlam do wniosku, że muszę sobie ich odpuścić. Tylko zastanawiam się, dlaczego jednemu dziecku pomagają na maksa (jak dla mnie to mlodszy syn ich wykorzystuje), a drugiemu ot tak, od przypadku do przypadku. Dodam, ze ostatni raz prosilam tescia o zostanie z mlodym we wrzesniu. Co o tym myślicie.