wroblica_cwir_cwir
11.04.09, 19:56
Moja córeczka miała urodziny. Jedna z babć postanowiła dziewczynę uszczęśliwić
falbaniastą różową sukienką, dokładnie wypytała o rozmiar, po czym kupiła
numer mniejszą, bo wydawała jej się duża. Na szczęście w sklepie można
wymienić w ciągu tygodnia.
Niestety, splot grypy, delegacji i mojej popołudniowej pracy sprawił, że
prezent trafił do nas w czwartek wieczorem, a w piątek był ostatni dzień na
wymianę. Oczywiście sukienka była za mała.
Wróbel po pracy zwinął ubranie do reklamówki, córkę do samochodu, odebrał od
babci paragon i pojechali do sklepu. A po akcji zadzwonił, żeby obwieścić
sukces i pochwalić się, że jeszcze dokupił córeczce bluzeczkę.
I wyobraźcie sobie, że moim koleżankom szczęki opadły, jak usłyszały, że facet
potrafi załatwić TAKĄ rzecz. A mnie zdumiało ich zdziwienie.
No ja rozumiem, że mógłby nie umieć kupić cudzemu dziecku, ale własnemu, mając
modelkę chętną do przymierzania i przebierania? Co to za filozofia?
Czy może mój Wróbel to zupełnie wyjątkowy?