teściowa jak zwykle...

17.04.09, 20:10
teściowa największy wróg kobiety, a ile wątków na tym forum to potwierdza tongue_out
wobec tylu narzekań, że teściowa się wtrąca,poucza, żyje problemami
małżonków,jest wścibska, podejście niektórych pań(bardzo nieliczne to
grono),aby trzymać się na dystans, egzekwować swoje prawa, być asertywną i
dosadnie skrytykować, jeżeli nie podoba się jej zachowanie, to wielka nowość.
bo przecież większość kobiet nigdy się na to nie zdobędzie- no bo głupio, no
bo mąż się obrazi,no bo to rodzina...ja sama usłyszałam kiedyś od bardzo
asertywnej i silnej kobiety, że co jak co z teściową należy utrzymywać dobre
kontakty,bo inaczej obróci się to(przy większym konflikcie)przeciwko kobiecie.
cos w tym jest,bo patrząc np. na moją rodzinę, gdzie matka żarła się z babcią
przez jakieś 10 lat i w końcu zagryzła zęby i stała się miła,to to
zaprocentowało- przy kryzysie babcia moja matkę poparła i i na pewno dzięki
temu małżeństwo rodziców się nie rozpadło.co sądzicie? asertywna kobieta nie
powinna się jednak bać, że brak jakiegoś porozumienia z teściową,obróci się
przeciwko niej?
    • e_r_i_n Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:15
      Stosuje prosta zasade - moje zycie, moje wybory, moje konsekwencje.
      Jak chce znac czyjas opinie, to o nia pytam.
      Tesciowa nie jest dla mnie osoba do konsultowania planow czy
      pogladow.
      Asertywna poki co byc nie musialam, bo nie mialam żadnych
      prob zwrocenia sie do mnie bezposrednio. Wiem, ze za moimi plecami
      cos tam latało (nie wiem, czy lata do dzisiaj). Ale wisi mi to rowno.
      Asertywnosc zastosowalam kilkakrotnie w kierunku tescia. Maz sie nie
      obrazil, tesc poburczal, ale juz nie komentuje.
    • tornadooo Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:18
      A może coś o teściach, szwagierkach, nianiach....
      Non stop to samo.


    • burza4 Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:19
      Bać się? nie, bo asertywność to nie jest droga do celu po trupach,
      ani tym bardziej "żarcie się", to postawienie granic i wymuszenie
      poszanowania swoich praw - stanowczo, ale bez awantur.
      A jeśli małżeństwo jest do bani, to nawet najlepsza teściowa nic nie
      wskóra.

      PS. Asertywność świetnie robi na ceręsmile - nie hoduje się wrzodów na
      żołądku
    • kali_pso Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:23


      > bo przecież większość kobiet nigdy się na to nie zdobędzie- no bo
      głupio, no
      > bo mąż się obrazi,no bo to rodzina...



      Oczywiście, że tak. To tylko na tym forum asertywnych tyle co
      butelek w browarzewinkP
      W życiu więcej spotkam jednak tych, co zęby zaciskają, nerwicy się
      nabawiają a wszystko dlatego, że to przecież mamusia jest.....winkp
      • e_r_i_n Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:32
        kali_pso napisała:

        > a wszystko dlatego, że to przecież mamusia jest.....winkp

        Jednym slowem sluszne jest moje podejscie, ze tesciowie to obcy
        ludzie wink
        • kra123snal Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 22:43
          Dla mnie tak. Obcy. Jestem za zniesieniem krępującego obyczaju
          nazywania obcych mamą i tatą.
      • czajkax2 Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 19:25
        kali_pso napisała:
        W życiu więcej spotkam jednak tych, co zęby zaciskają, nerwicy się
        > nabawiają

        Bo to kwestia wyrobienia sobie nawyku smile najtrudniejszy jest
        pierwszy raz, potem to ju z górki. Nikt sie nie rodzi potrafiąc
        wszystko. Ale zdrowej asertywnosci w stosunku do ludzi (nie tylko
        teściowej) warto sie nauczyc. Zycie staje sie duzo przyjemniejsze. Z
        doświadczenia wiem tongue_out
    • 18_lipcowa1 taaa 17.04.09, 20:31
      Moja tesciowa miala 2 tesciowe, obie okropne, okrutne, zaborcze i
      zawistne kobiety nienawidzace jej tylko za to ze jest i za to ze z
      nia ozenili sie ich synowie. Wredne wiedzmy, do tego stopnia zaciete
      ze przez lata nie widywaly wnukow. Bo tak.
      Nauczona doswiadczeniem jako mloda kobieta postanowila sobie ze
      nigdy taka nie bedzie, a miala szanse bo synow ma dwoch.
      I nie jest , nie wtraca sie w nasze zycie, nie jest matka kwoka-
      wiec to sprawia ze nie czuje sie w obowiazku sprawowania opieki nad
      doroslymi synami, sama mowi- ze nie musimy sie widywac za czesto,
      czesto staje po mojej stronie, kompletnie nie obchodzi jej jak
      prowadze dom, jak zywie jej synka, czy mu prasuje i jak nam sie
      uklada. Mam nadzieje ze w wychowanie dzieci wtracac sie nie bedzie,
      choc na dobre rady sie nie obraze.
      Co nie znaczy ze kilka razy nie wytracila mnie z rownowagi- bo sie
      jej zdarzylo, nie jest osoba bez wad, ma mimo to dosc trudny
      charakter i musialam jej kilka razy lagodniej lub ostrzej powiedziec
      co mysle i ze ma sie odwalic. Bywalo ze poplakala, poszlochala, ale
      minelo. Ja nie mam oporow by mowic cos jak mi zle, zarowno tesciowej
      jak i wlasnej matce.
      O dziwo, rozumieja, nikt sie nie obraza i czasem nawet dociera.


      Zycie z tesciowa dobrze tylko dla zasady i po to by nie buntowala
      meza przeciw mnie uwazam za idiotyzm.
      • 18_lipcowa1 Re: taaa 17.04.09, 20:33
        no i prawda jest niestety, ze mimo wszystko wiekszosc kobiet zaciska
        zeby, usmiecha sie do kochanej 'mamusi' a potem obrabia jej tylek na
        forum albo przy kolezankach
    • rudakoza Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:36
      Ja na początku narzeczeństwa i małżeństwa nie byłam asertywną osobą
      w stosunku do teściowej. Też sugerowałam się, że mi pewnych spraw
      nie wypada, nie mogę zwrócic uwagi na nie fajne zachowanie w
      stosunku do mojej osoby i ciągły "controling " mojego małżeństwa.
      Uśmiechałam się tylko i nic nie mówiłam Raz jeden jedyny się
      odważyłam, pózniej kolejny i wielka miłość teściowej do synowej
      znikła. Nie odwiedzam jej, ona raz do roku jest u nas na urodziny
      wnuka. I jest spokosmile) Wcześniej ciagle mnie brzuch bolał po
      wizytach u teściostwa, były afery co mamusia powiedziala.Teraz sie
      nie stresuję i żyję po swojemu. Dodam że nic jej nie zawdzięczam,
      żadnej pomocy przy dziecku, wiec nie może mi nic "wyrzygać". Prawda
      jest taka, że też mój mąż otworzył oczy i mamuśkę ustawił do pionu.
    • eilian Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 20:44
      ja myślę, że wszystkie te problemy z teściowymi, to tak naprawdę są raczej
      problemy z mężami. Co to jest, żeby zaciskać zęby i znosić fochy mamuśki, bo mąż
      się obrazi, mąż ma być po mojej stronie, bo stanowimy wspólny front, zarówno w
      stosunku do jego, jak i moich rodziców i całej reszty świata.
      A jak się bierze maminsynka, co przez szacunek dla mamusi godzi się na
      poniewieranie żoną, to potem nie ma się co dziwić. Dla mnie to jakaś abstrakcja,
      nie wyobrażam sobie, żeby mój mąż nie zareagował jeśli teściowa zachowuje się
      wobec mnie w sposób nieodpowiedni, albo nie poparł mnie gdy ja zareaguję. W
      ogóle nie rozumiem tego problemu a tym, co je mają współczuję mężów.
      • angazetka Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 00:36
        > Co to jest, żeby zaciskać zęby i znosić fochy mamuśki, bo mąż
        > się obrazi, mąż ma być po mojej stronie, bo stanowimy wspólny
        front, zarówno w
        > stosunku do jego, jak i moich rodziców i całej reszty świata.

        A co ma zrobić mąż, kiedy wina jest po stronie zony, a nie jego
        matki? Też stać po stronie żony wbrew logice i sprawiedliwości?
        • eilian Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 16:13
          > A co ma zrobić mąż, kiedy wina jest po stronie zony, a nie jego
          > matki? Też stać po stronie żony wbrew logice i sprawiedliwości?

          No nie wiem, mógł sobie mądrzejszą żonę wybrać... Mój tego problemu nie ma, bo
          to ja zawsze mam racjęsmile
          • angazetka Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 17:06
            Przy takim założeniu trudno dziwić sie konfliktom smile
            • eilian Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 22:18
              ale to nie założenie, tylko szczera prawda. Mój mąż z resztą to potwierdza
              (dobrowolniesmile.
    • karra-mia Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 21:13
      Mam wstrętną, okropną, wszędobylską i wszystkowiedzącą teściową, ale
      mam tez kochanego męża. Jestem asertywna, aż do bólu, mam taki
      charakter, że co na sercu to na języku i zawsze był problem, bo mąż
      był między młotem a kowadłem, ale stanął na wysokości zadania,
      wyznaczył granice, pokazał, kto ważny i czyje to życie (bo na pewno
      nie jej) i mam nadzieje, że już nie będę miała okazji sprawdzać czy
      nadal jestem asertywna. Może wkońcu zrozumiała.
    • kicia031 Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 21:30
      Zarcie sie z kims to objaw slabosci.
      ja sie nie zre z tesciowa, a juz na pewno nie pozwolilabym, by podnosila mi
      cisnienie. Zbyt jest ono dla mnie cenne wink)
      • doral2 Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 21:58
        każda z was kiedyś będzie teściową...
        no, chyba że nie dożyje..
        warto o tym pamiętać.
        • kra123snal Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 22:55
          Nie każda będzie miała synową. Warto po tego typu wątkach mieć
          świadomość, że syn dorasta, dojrzewa i jest dorosły smile
    • kra123snal Re: teściowa jak zwykle... 17.04.09, 22:40
      Zależy, czy się ma ciapę za męża.
      • mamamira Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 01:44
        Czytając to wszystko jestem przerażona,od paru dni jestem teściową,boje się co teraz ze mną będzie.Czy moja synowa tez tak będzie o mnie złe myśleć,mówić,pisać.Znam ja już piec lat,to nie ja będę z nią żyła,ona jest zona mojego syna.Mnie nikt nie wybierał męża i ja synowi nie wybierałam zony,ich życie i sami muszą sobie radzić jak poproszą o pomoc to pomogę.Nie musi mówić do mnie czy do mojego męża "mamo,tato" ona ma już rodziców.Sama nie wiem jak mam postępować żebym nie została tą "wredną,starą teściową"A jak układały się wasze wzajemne relacje przed ślubem.
        • karra-mia Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 08:10
          a ja myślę, że już samo twoje podejście dużo mówi o tym, jaką jesteś
          teściową. Moja widzisz nie potrafiła pogodzić się z tym, że jej syn
          śmie zamieszkać z własną żoną na swoim, że chcemy wychowac dziecko
          sami, że nie będzie on u niej mieszkał w tygodniu i takie tam.

          Ważne jest to, co piszesz, że jak poproszą o pomoc, to pomożesz, ale
          sama się wpychać nie będziesz - to ważne, bo najgorsze to
          uszczęśliwianie kogoś na siłę.
      • amanda-pl Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 08:39
        Wazne tez jest z kim ozeni sie syn
        • guderianka Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 09:23
          Przez naszą asertywność teściowa od roku nie widziała wnuczek. Mnie
          również-ale nie o mnie chodzi. Odkąd przesadziła ze swoim
          narzucaniem własnego zdania i żądaniem byśmy postępowali tak jak ona
          chce-przestała być kimś o kogo uczucia chcę walczyć. Próbowałam
          rozmawiać, tłumaczyć-nie udało się. Więc odpuściłam. Teściowa nie ma
          mojego nr telefonyu, nie kontaktuje się z nią. Trochę mi szkoda bo w
          czasach gdy nie musieliśmy podejmować pewnych wyborów (niezgodnych z
          jej światopoglądem ) było między nami naprawdę fajnie. Teraz nie
          jest i..to nie moja bajka. Na szczęście mam mamę, z którą jestem w
          bliskim kontakcie, przyjaźnimy się. A mój M lubi swoją teściową i są
          między nimi ciepłe relacje. (Mama nie narzuca swoich poglądów w
          przeciwnieństwie do T, nawet gdy są skrajnie różne od jej własnych,
          utrzymuje ciepły zdrowy dystans, nie pytana nie daje złotych rad smile
          • amanda-pl Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 21:49
            A mój M lubi swoją teściową i są
            > między nimi ciepłe relacje.

            Jestes tego pewna.
            Faceci w przeciwienstwie do bab potrafia udawac ze cos lubią,tak dla swietego
            spokoju.Nie wmawiaj sobie ze to prawda.
            • guderianka Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 08:19
              W przeciwieństwie do Ciebie-wiem, jakie są relacje ponieważ je
              obserwuję smile No-chyba że ty jesteś członkiem mojej najbliższej
              rodziny i wiesz lepiej ode mnie jak jest ? wink
              p.s. mój ś.p. tata miał świetne relacje ze swoją teściową -odkąd
              związał się z mamą aż po śmierć babci. Zresztą nie tylko on-był
              jednym z bodajże 8zięciów-i wszyscy babcię uwielbiali.
              Myślę-na podstawie obserwacji życia realnego i tego co jest opisane
              w necie-że teściowe ze strony żon są lepszymi teściowymi, może
              dlatego że łatwiej jest im pogodzić się z "odejściem" dziecka bo od
              małego są do tego przygotowywane ?(pokutujące u nas :syna wychowuje
              się dla siebie a córkę dla świata)?
              • amanda-pl Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 09:43
                i wszyscy babcię uwielbiali.

                Sama widzisz ze tesciowa ze strony żony mozna nawet "uwielbiac" a tesciowa ze
                strony męza do bolu "nienawidzić" ale tak rylko potrafi kobieta
                kobiecie.Zawisc,zazdrosc,dominacja bo to ja teraz tu rzadze,bo to ja jestem
                najwazniejsza,bo to moj facet a nie tesciowej,żałosne

                -że teściowe ze strony żon są lepszymi teściowymi, może
                > dlatego że łatwiej jest im pogodzić się z "odejściem" dziecka bo od
                > małego są do tego przygotowywane

                Jak sie czyta takie herezje to robi sie mdło.
                • guderianka Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 09:55
                  Zawisc,zazdrosc,dominacja bo to ja teraz tu rzadze,bo to ja jestem
                  > najwazniejsza,bo to moj facet a nie tesciowej,żałosne

                  Masz rację, takie uczucia często wyzierają z wielu wypowiedzi. Nie
                  rozumiem jednak nadal dlaczego przypisujesz je mi ?

                  Jak sie czyta takie herezje to robi sie mdło.

                  Dlatego napisałam, że takie osądy "pokutują". Obecne teściowe (60-
                  70latki )to pokolenie wychowane właśnie w takim duchu. Młodsze-są
                  już zazwyczaj inne
    • lila1974 Re: teściowa jak zwykle... 18.04.09, 09:37
      Dla mnie nie ma znaczenia, czy to teściowa, czy matka, czy koleżanka
      w pracy, czy wykładowca na uczelni, czy pani w okienku na poczcie -
      staram się do każdej osoby odnosić życzliwie.

      Natomiast w obliczu jakiejś nieprzyjemności stawiam na konstruktywne
      porozumiewanie się bez osobistych wycieczek i chowania urazy.

      Mam to szczęście, że mama mojego męża jest osobą mądrą,
      niekonfliktową i skromną. Gdyby los postawił mi na drodze inny typ
      człowieka, to wiem, że stać by mnie było na aertywność ... daleką od
      chamstwa. Niestety, dość często wyziera to z postów, że asertywność
      to takie piękniejsze określenie na zwykłe chamstwo.

      Mam również swiadomość, że nawet "świnia nie teściowa" jest czyjąś
      matką, że ten ktoś darzy ją uczuciem i jest mu przykro, gdy małżonek
      pozwala sobie na wieczne utyskiwania i niewybredne komentarze.
      • toniesamowite guderianko 18.04.09, 21:00
        a ja uwazam,ze Twoj maz to idota- pozwolil Ci na odsuniecie wnukow
        od babci.To Ty mialas konflikty z tesciowa,a nie Twoje
        dzieci...zenada.
        A tak na marginesie -zone zawsze mozna zmienic na nowszy model,a
        matke ma sie tylko jedna.
        • guderianka Re: guderianko 19.04.09, 08:22
          Myślę, że błędnie interpretujesz.
          To nie Ja miałam konflikt z teściową-ale MY. I to nie JA odsuwałam
          dzieci. To T zwróciła wszystkie dziecięce rzeczy, które były w jej
          domu (majteczki, kredki, ubranka itp). Dzieci wysłały kartkę na
          dzień babci-i spotkało się to z krytyką..Z kolei w dzień urodzin
          wnuczki przyszedł sms z życzeniami dla...męża-bo urodziny dziecka to
          święto rodziców..
          Jak napisała erin-mi T jest cudownie obojętna. To nie ja stawiam
          warunki..
          > A tak na marginesie -zone zawsze mozna zmienic na nowszy model,a
          > matke ma sie tylko jedna
          Oczywiście -to prawda. Oczywista oczywistość. Ale jaki ma związek z
          moim postem?
        • e_r_i_n Re: guderianko 19.04.09, 08:43
          faktycznie, idiota, ze postawil spokoj RODZINY (w sensie zony i
          dzieci) ponad relacje z toksyczna tesciowa. Widac w jego ocenie wina
          i odpowiedzialnosc byla dosyc jasna.
          Ale tak, zapomnialam, w koncu faceci to sa takie bezwolne lalki,
          ktore zona moze odsunac od rodzicow, wredna suka (czyli druga zona)
          na sile zabrac od pierwszej, idealnej itd.
          Czesciej jednak facet wlasnie staje po stronie matki (albo sie w
          ogole nie angazuje), co jest przyczyna klopotow w zwiazku, niz zona
          odciaga meza od rodzicow.

          toniesamowite napisała:

          > A tak na marginesie -zone zawsze mozna zmienic na nowszy model,a
          > matke ma sie tylko jedna.

          W zwiazku z tym nie nalezy sie w ogole w malzenstwie starac?
          • guderianka Re: guderianko 19.04.09, 08:48
            > Ale tak, zapomnialam, w koncu faceci to sa takie bezwolne lalki,
            > ktore zona moze odsunac od rodzicow, wredna suka (czyli druga
            zona)
            > na sile zabrac od pierwszej, idealnej itd.

            No właśnie..
            Mało tego erin- a małżeństwo w takim związku nie jest partnerstwem i
            nie ma wspólnych decyzji, tylko zawsze ONA ta zła dominującą i
            nakazująca i ON biedny misiu posłusznie wykonujący polecenia..
            • thaures Re: guderianko 19.04.09, 09:30
              Zawsze jak czytam o kłopotach z teściowymi chciałabym poznać też jej zdanie na
              temat tych kłopotów. Pewno wiele z synowych zdziwiłoby się.. Na razie większość
              synowych jest cacy, a teściowe są bee.. Podejrzewam,że przy takiej konfrontacji
              wiele mogłoby się zmienić.
              Mam teściową już 17 lat, lubi wszystko wiedzieć, powiedzieć co mysli na jakiś
              temat, ale robi to, bo martwi się o nas i chce jak najlepiej. Pamiętam jak
              dzieci były małe, dzwoniła rano i jakby od niechcenia mówiła,że zimno, żeby się
              ciepło ubrać.. Kiedyś jej to powiedziałam -pośmiałyśmy się, ale żeby traktować
              ją jak wroga? Wychowała swoich synów na super mężów- czy może więc być tak złą
              kobietą? Poza tym zawsze jak mi czymś teściowa podpadła to pytałam się czy moi
              rodzice nie podpadają mojemu mężowi- wychodziło mi że zdecydowanie częściej. Ale
              zawsze ich traktuje z szacunkiem.
              Wierzę,że są teściowe jak ze złych kawałów, ale aż tak dużó??
              • guderianka Re: guderianko 19.04.09, 09:59
                > Zawsze jak czytam o kłopotach z teściowymi chciałabym poznać też
                jej zdanie na
                > temat tych kłopotów

                Ja znam. Niestety sad
                Aczkolwiek wiem co masz na myśli-ocena sytuacji może wyglądac
                inaczej gdy wyraża ją "ta druga" strona.
                Czy teściowych ze złych kawałów jest dużo-jak pokazuje nawet forum-
                tak. A czyja to "wina". Pewnie w każdym przypadku chodzi o co
                innego, inne jest zarzewie konfliktu, inni ludzie i ich zachowania.
                Fajnie, że twoja T jest inna . Pogratulować wam obu smile
              • opal1977 Re: guderianko 19.04.09, 22:21
                Wiesz, ja miałam okazję kiedyś poznać zdanie pewnej teściowej na jej relacje z
                synową i synem. Więc ona się nie wtrąca, żyją jak chcą, nie narzuca się, mimo,
                że mieszkają w jednym domu - młodzi na piętrze, to nie ma żadnych konfliktów.
                Myślałam wtedy: chciałabym mieć taką teściową. Traf chciał, że jakiś czas
                później poznałam jej synową i miałam okazję zobaczyć jak te relacje faktycznie
                wyglądają. I z opowieściami owej teściowej niewiele miały wspólnego. Robiła
                wszystko, żeby skłócić syna z żoną. Jeźdźiła codziennie! do niego do pracy,
                mimo, że mieszkali w jednym domu. Zawsze musiała pierwsza znać ich plany i
                starała się je pokrzyżować. Dla mnie wyglądało to tak, jakby chciała zająć
                miejsce swojej synowej. W każdym bądź razie, małżeństwo niedawno się rozpadło i
                owa pani miała w tym swój udział.
                • guderianka Re: guderianko 20.04.09, 20:10
                  szkoda..sad
          • toniesamowite Re: guderianko 19.04.09, 12:21
            odnosnie trwalosci zwiazkow mam pytanie do erin- czy jestes pierwsza
            kobieta , ktorej Twoj maz slubowal milosc i wiernosc az po grob?
            • nutka07 Re: guderianko 19.04.09, 12:30
              A jest jakas roznica?
              Chodzi o wchodzenie w zwiazki z mysla zmiany partnera. Chyba kazdy ma
              swiadomosc, ze zwiazek moze sie zakonczyc ale nie musi.
              • toniesamowite Re: guderianko 19.04.09, 12:55
                nie pisalam,ze powinno sie wchodzic w nowe zwiazki z mysla o zmianie
                partnerawink))))
                Pisze,ze partnera zawsze mozna zmienic na innego,co najczesciej sie
                dieje po paru (czy kilkunastu) latach malzenstwa.
                • nutka07 Re: guderianko 19.04.09, 13:00
                  To chbya swiadczy na korzysc malzenstwa wink z rodzina juz gorzej, mozesz miec
                  przyszywana smile
                  • toniesamowite Re: guderianko 19.04.09, 13:13
                    taksmile jesli tak na to spojrzec to faktycznie instytucja malzenstwa
                    wygrywawink jak cos nie pasuje to sie z ukladu wypisujewink z rodzina
                    juz tak nie mozna...
            • e_r_i_n Re: guderianko 19.04.09, 14:31
              Fuck, mi nie ślubował w ogóle.
              Pewnie dlatego tak nam dobrze razem wink
              A w temacie watku i mojej wypowiedzi to jak to sie ma, jesli mozesz?
        • umasumak Re: guderianko 19.04.09, 10:30
          toniesamowite napisała:

          > A tak na marginesie -zone zawsze mozna zmienic na nowszy model,a
          > matke ma sie tylko jedna.

          Tego argumentu nie lubię. Mam nadzieję, ze nikt wchodząc w poważny związek, nie
          zakłada, że kiedyś zmieni partnera. W sytuacji, gdy druga połówka jest poddawana
          przykrej konfrontacji z teściami, nie powinno się stosować metody strusia, żeby
          tylko nie urazić mamo-taty, ale zająć stanowisko jak najbardziej dające do
          zrozumienia, że: oto właśnie drodzy rodzice, tworzę rodzinę z tym panem/panią
          i proszę go/ją traktować sprawiedliwie, ponieważ inne zachowanie jest nie do
          przyjęcia.
          • amanda-pl Re: oj,oj 19.04.09, 11:11
            oto właśnie drodzy rodzice, tworzę rodzinę z tym panem/pani
            > ą
            > i proszę go/ją traktować sprawiedliwie, ponieważ inne zachowanie jest nie do
            > przyjęcia.[/b]
            >

            Sprawiedliwie tzn jak?bo ze sprawiedliwoscia bywa roznie,ludzie nie potrafia
            przyznawac sie do błędów i ta czasem wredna tesciowa majac racje nie sposob by
            ja ktos wysluchal i jedyne co mozliwe to albo przemilczy problem albo pociagnie
            temat zaczyna sie kocioł.W jakiej sytuacji pozostaje syn tesciowej a mąz
            synowej.Jakie ma zajac stanowisko?Jesli po sprawiedliwosci stanie za matka to
            kicha w małzenstwie,jesli za żona to co relacjami rodzinnymi.Wniosek z tego ze
            sytuacja owego pana jest na tyle niekomfortowa ze nalezy olewac babskie fochy po
            jednej i po drugiej stronie.One nawet sa w stanie wywołac wojne i wciagac w nia
            faceta.On ma wybierać,fajna sprawa.
            • umasumak Re: oj,oj 19.04.09, 11:24
              Sprawiedliwie, to znaczy sprawiedliwie.
              Jeżeli obie panie zaćmi, to już insza inszość, ale to nie jest wystarczający
              powód do tego, żeby mąż/syn chował głowę w piasek.
              • toniesamowite swiete synowe 19.04.09, 11:46
                uma-a jesli obie panie zacmi,to czy to jest wystarczajacy powod,zeby
                zabronic tesciowej kontaktu z wnukami???
                wezcie moze ochloncie nieco.
                Facetem jest latwo sterowac, jesli zonka mu codziennie glowe suszy i
                wmawia to i tamto, to dla swietego spokoju sie z nia zgodzi.

                guderianka napisala:
                "Przez naszą asertywność teściowa od roku nie widziała wnuczek. Mnie
                również-ale nie o mnie chodzi."

                jak skomentowac takie zachowanie? gdzie tutaj asertywnosc? to raczej
                podlosc
                • guderianka Re: swiete synowe 19.04.09, 12:45
                  Wyjaśniam-bo faktycznie kto nie zna sytuacji nie będzie wiedział o
                  co chodzi.
                  Przez naszą asertywnośc czyli :teściowa zażądała byśmy przestali się
                  widywać z teściem i jego nową partnerką oraz by dzieci w ogóle nie
                  przebywały w pobliżu tej kobiety. Powiedziała też, że jej noga w
                  domu naszym nie postanie jeśli tamta kobieta będzie bywac w naszym
                  domu. Słowo stało się ciałem. My nie chcieliśmy/nie chcemy
                  zawieszać/rezygnować z dobrych relacji z teściem/ojcem/dziadkiem bo
                  tak chce T. Oto nasza asertywność. W zamian za to T nie odwiedza
                  nas, nie zaprasza, nie obchodzi z nami świąt.
                  • toniesamowite Re: swiete synowe 19.04.09, 12:53
                    a to co teraz napisalas,calkowicie zmienia postac rzeczy.Wczesniej
                    wygladalo to tak jakby przez Twoje zle kontkty z tesciowa wnuki
                    zostaly odsuniete od babci.
                    • guderianka Re: swiete synowe 19.04.09, 12:56
                      Bo dla mnie to oczywiste co się u nas dzieje -a próbując to opisywać
                      skrótem bez wywlekania niesmacznych historii- nie jestem dobrze
                      rozumiana.Dodam że bardzo lubiłam moją teściową-dogadywałyśmy sie,
                      gadałyśmy do nocy, łaziłyśmy na babskie zakupy. Jest naprawdę
                      fantastyczną osoba-ciepłą, hojną, z poczuciem humoru. Ale ma jedną
                      wadę :kto nie jest z nią jest przeciw niej. Pierwszy raz odczułamm
                      to/odczuliśmy gdy kilka lat temu kazała mojemu M (wtedy jeszcze nie
                      M )wybierać między mną i dzieckiem (z mojego pierwszego małżeństwa)
                      a ..sobą.Tak,tak..Podły szantaż emocjonalny, urwany na ponad rok
                      kontakt, potem przeprosiny. Teraz sytuacja się powtarza-tyle że
                      wymogi inne.. sad
              • amanda-pl Re: oj,oj 19.04.09, 12:13
                ale to nie jest wystarczający
                > powód do tego, żeby mąż/syn chował głowę w piasek.

                Zalezy gdzie lezy ta sprawiedliwosc czy po stronie żony czy matki.Zadna opcja
                dla mężczyzny nie daje gwarancji spokoju i najlepiej by trzasnął drzwiami.Czasem
                chowa głowe w piasek by miec w domu swiety spokoj.Niechby spróbował stanac za
                sprawiedliwoscia ktora siega strony matki to co by sie okazało?awantura w
                domu,osobne łózko,zimna płyta i jazgot na forum o ktorym na szczescie nie wie
                jak zonka bluzga matkę.Ja do konca juz nie jestem pewna czy na tym swiecie jest
                jeszcze sprawiedliwosc,obowiazuje tylko prawo pięsci .Im silniejsza w buzi
                tymbardziej daje sobie radę.Czy o to chodzi by zakladac rodzine i juz wychodzic
                z załozenia ze ttesciowa ktora nie spełnia okreslonych warunków to totalny
                wróg.Zmienicie zdanie jak same znajdziecie sie w tej sytuacji.Madra ta co ma córki.
            • guderianka Re: oj,oj 19.04.09, 12:41
              Jakie ma zajac stanowisko?Jesli po sprawiedliwosci stanie za matka to
              > kicha w małzenstwie,jesli za żona to co relacjami rodzinnymi

              Myślę, że błędem w twoim rozumowaniu jest to, iż uważasz że mąż
              powinien stawać po czyjeś stronie. On nie ma bronić racji ani żony
              ani matki-ale swoich własnych.
              Inna sprawa, że jego własne będą zbieżne z matczynymi lub żonimi
              • amanda-pl Re: oj,oj 19.04.09, 13:35
                Ja mysle ze to nie faceci maja problemy a jedynie kobiety,to one szukaja
                najdrobniejszego powodu by by powstal problem,by pokazac swoja ważnośc.Wtedy
                stawiaja faceta pod murem i patrza jak sie zachowa czyja strone przyjmie.Nie
                wazne tez by było sprawiedliwie,wazne jesli jest żonaty by byl po stronie
                żony."Przeciez to ona zawsze ma racje".Nie chce mi sie szukac ale zacytowałam
                wypowiedz z watku
                • umasumak Re: oj,oj 19.04.09, 14:35
                  amanda-pl napisała:
                  Nie
                  > wazne tez by było sprawiedliwie,wazne jesli jest żonaty by byl po stronie
                  > żony."Przeciez to ona zawsze ma racje".Nie chce mi sie szukac ale zacytowałam
                  > wypowiedz z watku

                  Po raz kolejny przekonuje się, że sama wypowiedź napisana na forum to nic, w
                  porównaniu z tym, na ile sposobów może być zinterpretowana wink
                • guderianka Re: oj,oj 19.04.09, 17:48
                  Wiele racji w tym co piszesz. Ale z drugiej strony-czy w normalnym
                  zdrowym i partnerskim związku gdy żona czuje się "ważna", kochana
                  itp - ma potrzebę udowadniania swej pozycji? Raczej nie. Mam
                  wrażenie, że na siłę usiłujesz wybielić facetów, bo przedstawiasz
                  tylko negatywne zachowania kobiet.
                  • amanda-pl Re: guderianka 19.04.09, 19:14
                    Mam
                    > wrażenie, że na siłę usiłujesz wybielić facetów, bo przedstawiasz
                    > tylko negatywne zachowania kobiet.

                    To nie jest tak.Twoje wrażenie to jedno a zachowanie kobiet wowczas kiedy
                    zostaja juz żonami to drugie.Nie oceniaj moich spostrzeżen na podstawie swojego
                    zwiazku.Napewno jest normalny i niczego nie musisz.Ja tez tego nie robię.Ale
                    napewno nie jest ci obce,bo zyjesz wsrod ludzi(kobiet)i ja tez i co niektore
                    potrafia.Byc moze mam złe doswiadczenia i stad te moje wywody co nie oznacza ze
                    wszystkie robia to samo ale większośc.Faceci tez sa zli ale w innym
                    wydaniu,mozemy i o tym podyskutowac.W tym konkretnym przypadku to kobieta
                    kobiecie funduje takie piekło a facet ma za zadanie wybierac,i jakby nie wybrał
                    zawsze bedzie żle.
                    • toniesamowite Re: guderianka 19.04.09, 20:10
                      zgadzam sie z Toba amanda-tez mam takie doswiadczenia i
                      obserwacje,ze to baby (bo inaczej nie nazwe tego typu osob) same
                      skacza sobie do oczu.Jest walka o wladze, o zaznaczanie swojego
                      terytorium i proby sklocenia meza z jego rodzina.
                      • amanda-pl Re: guderianka 19.04.09, 21:56
                        toniesamowite napisała:

                        Jestes chyba jedyna osoba ktora poprze moje spostrzeżenia.Inne nie chca badz
                        robia własnie to o czym piszemy.Pod prawda trudno im sie podpisać.Pozdrawiam
                    • guderianka Re: guderianka 20.04.09, 20:08
                      Ja oceniam twoje wypowiedzi na podstawie...twoich wypowiedzi smile
                      • amanda-pl Re: guderianka 21.04.09, 08:49
                        > Ja oceniam twoje wypowiedzi na podstawie...twoich wypowiedzi smile

                        Jesli to tyczy mojej osoby to radze nie robic z siebie autorytetu
                        forumowego,radze oceniac problem zawarty w załozonym watku a nie wypowiedzi innych.
    • nutka07 Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 12:58
      Dziewczyny wrzucacie wszystko do jednego wora i mieszacie.

      Przeciez ile osob tyle sytuacji i zachowan. Kobiety, ktore nie doswiadczyly
      faktycznie toksycznej tesciowej beda lagodniejsze w ocenie.
      Ja naprawde chcialabym, zeby z moja tesciowa mi sie ukladalo. Mialam kiedys
      przyjaciolke w pracy, ktora w sumie moglaby byc moja tesciowa. Wierze, ze w
      razie konfliktu mozna by z nia normalnie, kulturalnie porozmawiac. Dojsc do
      porozumienia, nawet w odmiennych kwestiach.

      Niestety u mnie jest jak jest. Na poczatku tez zabraklo mi asertywnosci. O pewne
      sprawy mam tez zal do meza. O brak reakcji.

      Moje tesciowa pije. Wiedzialam o tym nim przyjechalam tu do meza. Podczas
      jednego z przyjazdow tesciowa na mnie naskoczyla. Chodzilo o picie. Maz
      zareagowal i stanal po mojej stronie. Matke odwiozl do domu. Obserwujac go
      myslalam, ze jest ponad to, ze ma dystans i zdrowe podejscie. Niestety mylilam
      sie bardzo.
      Sama jestem z domu, gdzie naduzywano alkoholu. Mozna by napisac, ze ksiazkowy
      przyklad. Myslalam, ze jest kilka poziomow wyzej ode mnie jezeli chodzi o
      relacje z toksycznymi rodzicami. No coz nie jest tak.

      Kilka dni temu rozmawialismy na temat alkoholizmu jego mamy. Moj maz stwierdzil,
      ze my tez pijemy piwo! A jezeli nam sie zdarzy upic to jest to to samo co u jego
      matki! 34letni mezczyzna. Nie wierzylam wlasnym uszom. Do dzis nie moge tego
      pojac, na dodatek tlumaczy ja i jej picie.

      Ja kompletnie nie radze sobie z ta sytuacja. Jak jest dobrze to sie normalnie
      widujemy, ja do niej dzwonie, opowiadam jej odzieciach itd. ona dzwoni, jezdzimy
      na obiady, ona przychodzi do nas. Ale zawsze jest cos nie tak, ZAWSZE!

      Zdarzylo sie tak pare razy ze wchodzimy do niej a ona po alkoholu, ja sie czuje
      wtedy jakbym doslownie w leb dostala. Moj maz wtedy mowi, ze nie wiedzial albo
      nie byl pewien. Wydzwania do mnie jak wypije. Ja przestaje odbbierac i wtedy sie
      zaczyna jazda.

      Maz oczekuje, ze ja mam jej to sama powiedziec. Ja nie chce bo bedzie jeszcze
      gorzej. Ona w taki sposob manipuluje rozmowa, ze jakies bzdury z tego wychodza.
      Jak tu ktos wyzej napisal jestem ta wredna suka co jej ogranicza kontakty z
      synem. Ostatnio mu to powiedziala. Maz twierdzi, ze odpowiedzial, ze ma winy nie
      szukac we mnie.

      Co do konfrontacji. Nie chce do niej doprowadzac. Bylam swiadkiem jak przez
      telefon opowiadala, ze malo co niezajeb... (jej slowa) swojej drugiej synowej
      (tu tez padly epitety) tylko syn ja zlapal. Z taka osoba niestety ale nie da sie
      logicznie porozmawiac.
      • toniesamowite Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 13:10
        nutka-czy tesciowa,czy matka,czy ciotka- to problem z alkoholizmem
        (to co opisujesz).Znam to,bo mam ciotke alkoholiczke,tez nie
        odbieram od niej telefonow po godzinie 22ej,bo wiem,ze dzwoni pijana
        i bedzie mi nadawala zle na swoja rodzine.Musisz sie twardo trzymac-
        kontakty z dziecmi,po uprzednim sprawdzeniu czy jest trzezwa-dzwon
        zanim do niej pojedziecie,jesli jest wstawiona nie przyjezdzaj.Tak
        samo jesli ona ma Was odwiedzic.Nie wyleczysz jej z choroby,ale
        mozesz chronic swoje dzieci.
        • nutka07 Re: teściowa jak zwykle... 19.04.09, 13:19
          Ja wiem o tym. Tylko widzisz ja jestem z tym sama. Robiac tak, chroniac siebie i
          dzieci jestem ta 'suka'. Do tego moj maz mnie doslownie powalil na ziemie
          ostatnia rozmowa. Niby rozumie, przyznaje mi racje ale... Jest presja ze strony
          jego matki i brata.


          Ostatnio sobie ulalam w watku o samotnych swietach:

          Ja na poczatku sie nie odzywalam jak tesciowa probowala mnie rozstawiac w moim
          domu. Wszystko mowi tonem rozkazujacym. Kiedy zaczelam jasno mowic, ze ma czegos
          nie robic to kombinuje dopoki nie postawi na swoim. Idzie np. do mojego meza i
          mowi mu o danej sprawie i jak on ma to zrobic!

          Teksty kierowane do mnie:
          Wez podlej te kwiaty!
          Wylej ta wode z tego kwiata!
          Impreza u nas w domu, przychodzi znajomy X. Z mezem siedzimy obok siebie (wtedy
          chlopakiem, ale mieszkalismy juz dawno ze soba) ona do mnie siadaj tam! wskazuje
          miejsce w drugim rogu pokoju, bo X tu usiadzie! (odmowilam)
          Szykujemy impreze, znajoma wpadla o 15 zapraszalismy od 17. Ta dobija mi sie do
          lazienki i mowi, ze mam wszystko szybko robic bo to we mnie uderzy a nie w nia,
          ze wszystko nie jest gotowe! Ton rozkazujacy.
          Wpada do nas wchodzi do lazienki lapie gazety i rzuca do przedpokoju do wyrzucenia!
          Pretensje, ze ja z mezem jezdzimy wspolnie na kawe a ona nie!
          Pretensje o wyjazdy do Ikei!
          Mielsmy okres, ze chodzilismy spac o 3-4 godz. czasem pozniej. Dzwonila dzien w
          dzien o 8-9godz. i komentarz, ze spimy do 12! Telefonow kilka z rana. Jak
          slyszalam dzwonek to mialam ochote wyrzucic telefon przez okno.
          Wydzwania do mnie pijana i udaje trzezwa. Po kilku takich telefonach przestaje
          odbierac. Pojawiaja sie pretensje, ze nie odbieram.
          Obrazala sie o nasze wspolne wyjazdy do Polski bez niej. Za ktoryms razem (przed
          naszym wyjazdem) przestala odbierac telefony, maz sie do niej do mieszkania
          dobijal czy nic jej sie nie stalo. Ona nie odbiera telefonow bo kto do niej
          bedzie dzwonil!
          Miala pretensje do mnie o to, ze jej sie nie zwierzam! Ze nie wie o mnie nic.
          Mowie, ze mam przyjaciolki, z ktorymi sie kontaktuje. Odpowiada, ze one nie maja
          pojecia jak to sie zyje za granica i mnie nie zrozumieja(??).
          Przez pierwsze 5 miesiecy ciazy slowem sie o nic nie zapytala ani mnie ani meza.
          Bywalismy u niej 2-3 razy w tyg.
          Wieczne pretensje, ze nie ma sie dla niej czasu. Jak bywamy kilka razy w
          tygodniu to znowu pretensje o cos innego. Najlepsze jest to, ze jak sie widzimy
          to ja z nia caly czas rozmawiam. Ona ze swoim synem prawie wcale. Chyba, ze ma
          jej jakies papiery z urzedu przetlumaczyc.
          Na podsumowanie jest alkoholikiem.
          Obecnie sytuacja wyglada tak, ze to ja jestem ta zla. Ograniczam jej kontakty z
          synem (??), maz ponoc siedzi u mnie pod pantoflem (to mnie rozbroilo).
          Przykladow mozna by jeszcze niestety mnozyc.

          Ja mialam z nia konfrontacje i niestety wyszlo fatalnie. Zaczela mnie oskarzac,
          najezdzac na mnie sugerowac, ze nawet znajomi meza dziwili sie jaki on jest
          dziwny(??). Najgorsze w tym wszystkim, ze maz to slyszal. On twierdzi, ze sie
          nie wsluchiwal w nasza rozmowe. Rozmawialysmy przez telefon. Maz byl wtedy u
          niej. Nie wytrzymalam tego i sie rozlaczylam. Po kilku tygodniach zadzwonilam
          sama ze wzgledu na corke. Bylo ok a potem znowu to samo. Kolejka gorska.
          Powiedzialam, ze wiecej nie zadzwonie.
    • julcia_kulcia123 Re: teściowa jak zwykle... 20.04.09, 12:53
      Niektór mamy piszą z dziką satysfakcją że odizolowały swoje dzieci
      od tej wstrętnej teściowej a ja znam kilka takich przypadków że te
      wstrętne teściowe wcale się tym nie przejmują tak bardzo.Przecież
      jeżeli synowa zionie jadem do teściowej to ten wnuczek będzie taki
      sam przecież tego go nauczy mamusia.Więc na co ma liczyć babcia na
      szcunek od wnuczka?Wątpie.
    • bri Re: teściowa jak zwykle... 20.04.09, 13:02
      Asertywność nie oznacza kłótliwości. Wręcz przeciwnie, jest to
      właśnie metoda na informowanie o swoich granicach bez niepotrzebnej
      agresji.
    • fajka7 Re: teściowa jak zwykle... 20.04.09, 22:42
      "asertywna kobieta nie
      > powinna się jednak bać, że brak jakiegoś porozumienia z
      teściową,obróci się
      > przeciwko niej? "

      Osoba asertywna nie funkcjonuje w ten sposob tzn. bojac sie. Bojac
      sie relacji miedzyludzkich, nawet tych z osobami trudnymi.
      To po prostu zupelnie inaczej dziala. Prawidlowo stawiane
      granice zwyczajnie sie sprawdzaja i tak naprawde uklady z ludzmi
      funkcjonuja lepiej i wygodniej, gdy poodcina sie wszystkie
      skomplikowane ogony - jakies gierki, aluzje, niedomowienia itd. Tam
      gdzie jest prawdziwa asertywnosc nie ma miejsca na takie rzeczy, bo
      je asertywnosc po prostu dusi w zarodku.
      Do tego, a moze przede wszystkim, osoba prawdziwie zyciowo
      asertywna - w tym wypadku kobieta - nie jest asertywna wybiorczo,
      czyli wylacznie w stosunku do jakiejs przykladowo natretnej czy
      zaborczej tesciowej. Ona jest asertywna w ogole i partner, z ktorym
      zyje to nie jest przypadkowy dupek i mamisynek, ktory nagle w
      kontakcie z mamusia zaczyna sprawiac klopoty jak szczeniak. Kobieta
      asertywna znacznie wczesniej ma sprawdzone i ustalone z partnerem
      kluczowe dla zwiazku schematy i pewne niespodzianki po prostu jej
      nie spotykaja lub zdarza sie tych rozczarowan i trudnych chwil
      znacznie mniej. Jej zwiazek moze sie rozbic o duze kryzysy, o
      nieoczekiwane zawirowania, ale nie o zwykla codziennosc polegajaca
      na tym, ze jej tesciowa do pokoju wchodzi bez pukania, a maz nie
      reaguje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja