mamatomama
20.04.09, 01:05
byłam dzisiaj na randce z moim mężem
z okazji 11 rocznicy slubu
to taka tradycja, ze rocznica to świeto i pomimo ze na codzień zagonieni to na
rocznce solidna randka i tylko dla siebie etc...
rocznice mieliśmy co prawda tydzień temu ale były święta, więc świąteczne
sprawy i poza tym miałam okres, więc nasze święto przełożyliśmy na "zatydzień"
plan był taki,że idziemy na kolację, potem teatr, potem sami w - nazwijmy to
pracownią- miejsce gdzie mąż w dzień pracuje, ale gdzie jest kanapa, kominek,
sprzęt grający, zapas wina, nikt nie przeszkadza
wiecie jak to jest w tzw. dobrych małżenśtwach - jest różnie, są momentami
kwasy, kryzysy - ale generalnie minusy nie przesłaniaja nam plusów
ostatnio było różnie - oprócz tych radosnych niewątpliwie i fajnych momentów
było też kika spraw, za które mąż mój miał solidnie przeprosić tzn. przeprosił
tak sobie a ja miałam wybaczyć ale liczyłam, że randka to ugruntuje
a w sexie jest też różnie, w domu z dzieciami "po kryjomu", w pracowni ok,
znienacka, niespodziewanie i po wariacku - fantastycznie
ale genaralnie to ja chcę bardziej
wczoraj rano dzieciaki zajęte zabawą to my leniwie zabieramy się do dzieła ale
jak już było fajnie to starszej poleciała krew z ucha (kiedy w końcu przestaną
się kłócić?,w poniedziałek zapisać do laryngologa)więc do nas z rykiem, więc
nie dało się zbyć byle odczepką. daliśmy spokój ale mój stary groził mi, że
jutro wieczorem dokończymy, że mi nie podaruje,(zresztą przez cały tydzień mi
"groził") ok ok
życie nam się jakoś toczy ale zawsze te nasze doroczne wyjscia przynajmiej
zobowiązywały do tego aby się spiąć i być w ten jeden wieczór stopień wyżej -
ponad codzienność
zawsze gdy wychodziliśmy z domu widziałam w jego oczach zachwyt i apetyt na to
co się wydarzy, sprzedawaliśmy dzieci byle komu, gdy nie było fachowej opieki
nie odpuszczaliśmy
na początku tygodnia nie było jeszcze wiadomo, gdzie pójdziemy, w końcu
zamówiłam bilet w teatrze niedaleko jego pracy i prosiłam, by je odebrał. nie
miał czasu/okazji przez 3 dni. w końcu przedarłam się przez miasto i sama je
odebrałam/zapłaciłam
dzisiaj rano pojechaliśmy z dziećmi na działkę, zrobiliśmy ognisko, piekliśmy
kiełbaski (ja nie jadłam właściwie nic, bo po przyjeźdźie mieliśmy iść
przecież na tą kolaję)
wróciliśmy do domu, szybkie prysznice, przekazanie potomstwa dziadkom, szybkie
robienie się na bóstwo (w miarę możliwości,choć peelinguję i depiluję ciało
swe już od tygodnia)
jedziemy do miasta i okazuje się,że mój stary nie chce jechać do knajpy bo nie
jest głodny bo się najadł na ognisku - ja jestem głodna potwornie
dojeżdżamy więc do teatru dużo za wcześnie. idziemy więc na spacer. sugeruję
Mc drive dla mnie, co zostaje odczytane jako cyniczny żart
na spacerze rozmowa o dupie maryni
spektakl ok ale przed spektaklem idę jeszcze do wc. wracam a mój stary
wpieprza sernik i kawkę bo nabrał ochoty. na stoliku stoi jeszcze woda -
dzięki za tyle - wypijam prawie całą, bo mój stary prosi bym nie wypijała
całej bo ma ogromne pragnienie (czyli nie była dla mnie)
po spektaklu liczę na tą pracownię - nie nażarłam się, więc jestem
płaskobrzucha, chętna na wino, ale okazuje się,że mój stary zgłodniał
- to co idziemy coś zjeść?
- o 22.00? nie wiem, czy znajdziemy miejsce, gdzie nam coś podadzą.
- to zamówmy na wynos i jedźmy do domu (dom=nieuśpione dzieciaki)
- a do pracowni? mieliśmy jechać do pracowni
- tia, ale tam jest straszny bałagan (zawsze jest - przyp. autorki)
a poza tym tam jest strasznie zimno (dlatego zawsze rozpalamy kominek przyp. aut)
- ok, jedźmy do domu, nie nie chcę jechać po żadne żarcie na wynos
w domu oczywiście nieuśpione dzieciaki, wymuszone uśmiechy i "czułe"
pożegnania/podziękowania dla dziadków za cudowny wieczór. usypianie dzieciaków,
nalewam sobie winka i palę na balkonie(przymrozki???) na pusty żołądek
mój stary czyta jakąś przypadkową gazetę, myje zęby i idzie spać
to ja już wolę nie chodzić na randki... a jutro pewnie jak gdyby nigdy nic...