mamma1975
28.04.09, 06:52
Witajcie,
Mój mąż ma baaaardzo dużą rodzinę (8-ro rodzeństwa), a każdy ma 0d 2 do 4
dzieci i te dzieci są właśnie na etapach pobierania się. oj.....a ja zawsze
odkąd pamiętam nie lubiłam wesel, na ślub mogę iść, ale impreza weselna j dla
mnie męczarnią.
1. nie lubię zarywać nocy, bo potem następnego dnia i kilka następnych jestem
nie do życia(mamy 2 małych dzieci, których nie mamy z kim zostawić, ani
podrzucić, żeby nast dnia się wyspać). Tak więc wesele kończy się dla nas np
o 3 ja idę spać i o 6 wstaje córka.
2. rodzina męża pochodzi ze wschodu, a tam chyba taki zwyczaj, że wesele to
największa świętość, impreza w style "zastaw się a postaw się" i oni baaaardzo
to przeżywają i zupełnie nie mogą zrozumieć że ktoś nie przeżywa
3. wolę imprezy typu kino, teatr, knapa, do kulturalnej godziny, a nie spęd
200 ciotek w sali weselnej (czytaj remizie) gdzie siedzę na drewnianych
ławkach, muzyka gra tak że nie słychać własnych myśli, od tańca kurzy się na
jedzenia które stoi na stołach.... oj...
4. za kilka godzin miernej "zabawy" muszę zapłacić naprawdę kupę kasy-
prezent, jakaś sukienka, buty, fryzjer...itp znam mnóstwo dużo fajniejszych
sposobów na wydanie takiej kasy...
I zawsze u nas w domu są o to afery, ja nie chcę iść, mąż zupełnie n ie
rozumie i obraża się, a rodzina to już w ogóle nie rozumie, bo jak to Pani z
W-wy (ja akurat urodziłam się w W-wie) nie chce uczestniczyć w największej
imprezie rodzinnej. I tak jest od jakiś 12 lat(tyle j małżeństwem).
Na ostatnich 2 weselach nie byłam, mąż był z synem, tłumaczyłam to tym że
córka miała kilka miesięcy i ssie cyca. I kupili to, ale teraz znowu 2 wesela.
LUdzie ja tego nie wytrzymam!!!!!!! Poradzcie co robić.