Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wymówek

    • kpaxxx Rodzinę trzeba sznować ... 04.05.09, 12:14
      Mamma, czy byłoby Ci miło gdyby twój mąż stwierdził że już nie będzie chodził na
      niedzielne obiadki do Twoich rodziców ?

      Moim zdaniem jeśli kochasz męża powinnaś te kilka razy w roku zacisnąć zęby i
      dobrze się z nim bawić.

      A tak w ogóle to powinniśmy się cieszyć że w Polsce są jeszcze miejsca gdzie
      ludzie żeby dobrze się bawić nie potrzebują eleganckiego lokalu, znanego zespołu
      wyszukanych potraw ... Dla mnie wiejskie wesele jest okazją żeby pojeść
      wspaniałych wiejskich wędlin, napić się dobrej księżycówy, posłuchać jak babcie
      śpiewają swoje przyśpiewki ... no ale ja jestem innym człowiekiem niż Ty...
      • pancwynar Re: Rodzinę trzeba sznować ... 04.05.09, 13:28
        faktycznie jesteś..

        > A tak w ogóle to powinniśmy się cieszyć że w Polsce są jeszcze
        miejsca gdzie
        > ludzie żeby dobrze się bawić nie potrzebują eleganckiego lokalu,
        > znanego zespołu wyszukanych potraw ...

        błędna teza i chybione wnioski

        wesele z samej definicji dla niektórych jest "niefajną" imprezą i
        niezależnie czy jest to wersja dla śmietanki vel elity czy dla
        plebsu vel ludu...

        uczepiliście się tej 'warszawki' przechodząc zupełnie koło meritum
        postu...
    • troll_bagienny Pocieszę cię - może być gorzej! 04.05.09, 12:31
      Ja w tym roku byłem na tzw. inteligenckim weselu, zorganizowanym
      przez dwoje wykształciuchów, a przesłanie było jasne:
      pokażemy "chamstwu", jak się "kulturalni ludzie" (vel "elita")
      bawią. Wesele było bez alkoholu, wodzirej to jakiś oszołom, który
      serwował muzę w stylu "Tango Milonga" i z marnym efektem próbował
      nauczyć uczestników imprezy tańców staroirlandzkich,
      starofrancuskich i innych tego typu wygibasów. Było przeraźliwie
      nudno, a wcześniej jeszcze trzeba było przeżyć 2,5-godzinną mszę w
      jednym z eksponowanych kościołów warszawskich (czyt.: na Starówce).
      Wolę już gości w stylu podpitych "wujków Józków" niż nabzdyczone
      stare panny i sztywnych kawalerów, słowem: młodzi ludzie z manierą
      starych pierdołów, którzy na dodatek są takimi snobami, że gęstość
      atmosfery uniemożliwia swobodne oddychanie. Wszystko było tak do
      bólu dopracowane i w ogóle "ą" i "ę", że garstka tzw. normalnych
      gości była zniesmaczona. A starszym ludziom było po prostu przykro
      zwłaszcza, że państwo młodzi wraz z rodzicami nie zadbali nawet o
      miejsce do siedzenia dla wszystkich, imprezka była w formie tzw.
      szwedzkiego stołu i parkietu do tańca, tyle że tańczyć się nie
      bardzo dało, bo nie było przy czym. Wyglądało to też trochę jak bal
      dla przedszkolaków, na którym od czasu do czasu prowadzący beształ
      uczestników, że nie dość dobrze się bawią lub też nie dość szybko
      opanowują kolejne kroki "taneczne". Impreza całonocna, ale tylko
      zimne przekąski, w sumie - kompletna "dupa". Przy czymś takim zabawa
      w remizie z muzyką disco polo to ubaw po pachy i wyżerka na całego.
      I pewność, że większość gości jednak dobrze się bawi.
      • kari1971 Re: Pocieszę cię - może być gorzej! 04.05.09, 13:00
        Ja tez nie lubie wesel. I to czy sa organizowane na wschodzie,
        zachodzie, w miescie czy na wsi nie ma znaczenia.
        Cała impreza po prostu za długo trwa. Jesli slub jest kolo 16
        godziny to samo wytrzymanie choćby do połnocy jest juz meczace. A
        jak trzeba jeszcze z daleka dojechac to juz w ogole masakra...
        Zwróccie uwage ze na sylwestra idzie sie na 20 godzine....

      • pancwynar Re: Pocieszę cię - może być gorzej! 04.05.09, 13:30
        współczuję...
        ale czemu siedziałeś tam cała noc?
        jak mi coś nie smakuję to wypluwam;
        jak mi się gdzieś nie podoba to wychodzę...
        • troll_bagienny Re: Pocieszę cię - może być gorzej! 04.05.09, 14:52
          Siedziałem, bo byłem (serio!!!)ciekawy, jak się potoczą wypadki.
          Poza tym, co najważniejsze, byłem uwiązany koniecznością
          odtransportowania do domów niektórych biesiadników, którzy uważali,
          że nie wypada wyjść w trakcie imprezy. Wolę "szczere" imprezy
          wiejskie albo na wiejską modłę, ale z muzyką i alkoholem
          niż "pseudointelektualne" pokazówki zakompleksionych pszenno-
          buraczanych wykształciuchów, którzy brzydzą się swoich korzeni.
    • swintushek Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 04.05.09, 13:20
      złam nogę.
      wszystko inne będzie traktowane jak wymówka.
    • lekomanek Cierpienie uszlachetnia 04.05.09, 13:35
      Niestety w moim przekonaniu poinnaś chodzić z mężem na wesela i
      cierpieć w milczeniu. Dla rodziny jest to ważny dzień i nie wypada
      abyś ostentacyjnie bojkotowała wesela. W życiu nie mamy samych
      przyjemności. Jeżeli nie lubisz wesel potraktuj je jako obowiązek,
      smutny ale obowiązek i z uśmiechem na ustach przy mężu na parkiet
      marsz. Natomiast powinnaś wymóc na mężu aby w dniu następnym to on
      wstał i zajął się dziećmi. "Chcesz kochany abyśmy bawili się razem
      to przejmij część moich obowiązków" Powodzenia
    • christina38 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 04.05.09, 14:00
      Myślę,że nawet jeśli faktycznie nie lubisz tych imprez, to odmówic
      nie wypada. Zrobisz przykrośc młodej parze, jej rodzinie, mężowi i
      pewnie jeszcze kilku osobom. No chyba co tydzień nie jeździcie na te
      wesela i raz na jakiś czas możesz się "poświęcic". A co by bylo,
      gdybyś postarała się raz i potańczyła ze swoimi dziecmi i mężem...
      Trzeba trochę optymizmu, nawet jak się idzie na weselewink Ciesz się,
      że nie masz gorszych problemów!
    • annan11 [...] 04.05.09, 14:38
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • makakson Jak dama się odezwie, to aż miło posłuchać... 04.05.09, 15:01
        Troszkę kultury wobec ludzi którzy myślą inaczej niż Ty!
    • tangerka A ja cię doskonale rozumiem, też tak mam! 04.05.09, 14:40
      A nawet gorzej bo kandydatów do ślubów i wesel mam sporo zarówno w
      swojej jak i w męża rodzinie. Jeżeli o mnie chodzi to najbardziej
      żal mi kasy, bo zwłaszcza w mojej rodzinie jest zwyczaj dawania
      kosztownych prezentów a jak i nie ma, to jest obraza. Więc na wesele
      trzeba wydać sporo pieniędzy, ok. 2000 PLN a jak ktoś jest dobrze
      sytuawany (jak my) to oczekuje się nawet wiecej. W ten sposób przy
      średnio 3 weselach w roku wydać można do 10 000 PLN na prezenty a
      jak się doliczy "koszty reprezenacji", czyli ciuchy, fryzjera itp.
      to grubo wiecej. Dlatego ostanio oboje z mężem otwarcie odmawiamy
      udziału bo faktycznie wolimy wyjechać za to na wycieczkę na Bali niż
      uczestniczyć w wątpliwej zabawie nawet jak odbywa się w pieknym
      dworku a nie w remizie. Nie mamy skrupułów bo sami żadnego wesela
      nie robiliśmy chociażby dlatego, że mamy tylko slub cywilny co
      zgorszyło znaczną część rodziny i już się szykowali żeby nam odmówić
      demonstracyjnie udziału w uroczystości, kiedy ich zawiedliśmy w
      ogóle nie zapraszając. Ponadto nigdy się dobrze nie bawimy na takich
      imprezach nawet jak gospodarze starają się o dobrą oprawę i menu, to
      i tak pozostaje kiepskawa zabawa z tłumem rzadko widywanej rodziny,
      z którą mamy niewiele wspólnego, mnóstwo taniej zwykłej wódki,
      której nie pijemy, jedzenie czasem lepsze, ale częściej gorsze w
      rodzaju schabowy i flaki popijane barszczykiem - nie umiemy się tam
      odnaleźć i męczymy się kilka godzin pląsając po parkiecie
      do "majteczek w kropeczki" i w końcu wracamy zmęczeni i wściekli.
      I nie ma to nic wspólnego z naszym snobizmem, bo często państwo
      młodzi to ludzie mieszkający w stolicy, pracujący w korporacjach,
      sytuowani nawet lepiej niż my a i tak nie wiedzieć dlaczego
      obstający przy takiej archaicznej formie świętowania swego
      małżeństwa. Myśmy pojechali w podróż poślubną na Sycylię i wszystkim
      to polecam - wrażenia o wiele fajniejsze niż z największego nawet
      wesela a nie angażuje się w to krewnych, nie spędza się roku na
      przygotowaniach, może nawet być tańsze wziąwszy pod uwagę rozmach
      dzisiejszych wesel. Dlatego radzę ci otwarcie mówić, że nie lubisz
      takich imprez i nie stać cię na prezent - odczepią się.
      • geehee mnie już nie zapraszją, odczepili się po 3 odmowie 04.05.09, 15:03
        i mam spokój od wesel i nie muszę wydawać na prezenty czygo również
        szczerze nienawidziłam! Ja akurat jestm skromnie sytuowaną osobą i
        wszelkie wydatki starannie planuję, nie mam luzu finansowego,
        samotnie wychowuję dziecko, wiec nie stać mnie na duże ekstra
        wydatki zwłaszcza jak pojawiają się nagle tak jak zaproszenia na
        wesele. Dlatego też kiedyś chciałam odmówić udziału motywując to
        tym, iż zwyczajnie nie mam za co, ale zostałam przekonan że przecież
        nie o drogie prezenty chodzi tylko o rodzinną uroczystość.
        Uwierzyłam, kupiłam skromny upominek, poszłam w starej kiecce. I
        przeżyłam koszmar, bo na tle wyfiokowanych kuzynek wyglądałam jak
        podkuchenna a po weselu dowiedziałam się, że nie wypada przychodzić
        z takim tanim badziewiem, które nawiasem mówiąc, dla mnie tanie nie
        było. Problem w tym, że rodzina uważa mnie za krezuskę tylko z tej
        racji, że mieszkam w stolicy i pracuje w znanej firmie, nie
        przyjmując do wiadomości, że mój standard finansowy jest dużo niższy
        niż im się wydaje. Dlatego teraz mówię nie i już, ostatnio nawet
        przestali brać mnie pod uwagę planując wesela, z czego jestem
        zadowolona, bo odpada mi krępujące tłumaczenie się, że wyjeżdżam, że
        nie mam kasy, że chora jestem itp. A na weselach też dobrze się
        nigdy nie bawiłam chociażby dlatego, że jestem sama więc zazwyczaj
        nie mam z kim tańczyć, bo wszyscy sparowani, a swoich partnerów
        pokazywać tam nie chcę aby uniknąć głupich komentarzy wścibskich
        ciotek. A zaoszczędzone pieniądze wydaję na swoje przyjemności i mam
        z tego satysfakcję, z wesel niestety nie.
      • nafnaf4 Re: A ja cię doskonale rozumiem, też tak mam! 04.05.09, 15:15
        Ja początkowo tez nie lubiłam wesel, ale zaczęłam to traktować jako okazje do
        spotkania z rodziną której dawno nie widziałam, a nie wszyscy są tacy straszni
        więc jest z kim pogadać smile
        Sama wychodzę za mąż w sierpniu i wolałabym żeby na ślubie i na weselu było u
        mnie mniej osób ale za to takie, które miały ochotę przyjść i nie są tu za karę.
        Nie będę się obrażać jeśli ktoś mi odmówi i nie będę oczekiwać zaświadczenia
        lekarskiego smile
        Natomiast jeśli chodzi o sytuację autorki wątku to ja bym szczerze pogadała z
        mężem. Może uda Ci się ustalić, że nie chodzisz na wszystkie wesela, lub że
        wcześnie wychodzicie. Jednak obawiam się, że mąż jest bardzo przywiązany do tych
        tradycji i powinnaś zacisnąć zęby i iść razem z nim.
        • nospam-net a mnie dziwi ze wszyscy cię namawiają do poświęceń 04.05.09, 15:40
          do zaciskania zębów i do robienia dobrej miny do złej gry w
          imię "obowiązków rodzinnych"! Co to za obowiązek udział w weselu
          zapewne dalekich krewnych, rzadko widywanych i dlaczego ich
          zadowolenie ma być ważniejsze niż twoje samopoczucie? Skąd w ogóle
          pomysł, że "nie wypada odmawiać" zaproszeniu na wesele, pierwsze
          słyszę o czymś takim? Czyli jak mnie zaproszą, to żeby nie zrobić
          młodym przykrości mam zrujnować własne życie, wziąć kredyt, oblać
          egzamin albo iść z gorączką, bo tak wypada? Zawsze myślałem że
          wesele jest dla chetnych a nie dla ludzi spędzonych poczuciem
          obowiązku, którzy męczą się jak na galerach. Jeżeli twój mąż tego
          nie rozumie, to chyba kiepsko się dopasowaliście mimo 12 lat razem,
          powinien zrozumieć chociaż to, że nikogo nie sposób zmusić do
          zabawy, której nie czuje albo przynajmnie odciążyć cię w obowiązkach
          domowych abyś miała siłe wykrzesać z siebie jakąś radość na tę
          okoliczność. Bądź twarda i jasno mów, że nie czujesz ducha takich
          imprez, prawda jest zazwyczaj najbardziej skuteczna.
          • srebrno-listka Re: a mnie dziwi ze wszyscy cię namawiają do pośw 05.05.09, 10:26
            śmiej się, niektórzy mają takie podejście. Za jakiś czas mam ślub (i wesele)
            brata. Rodzina bliska, wydawałoby się, można rozmawiać, zrozumieć. Ani ja, ani
            mój mąż wielkich imprez nie lubimy, ale byliśmy gotowi iść, bo to bliska
            rodzina. Rzecz tylko, że następnego dnia mam 2 egzaminy, dzień później kolejne
            3. Prócz tego pracuję - niestety, zazwyczaj po 10-12 godzin dziennie + zaoczne
            studia. Jestem więc mocno przemęczona. A co mi powiedział brat? Ano, że jak
            wyjdziemy wcześniej to się obrazi. Na moje niesmiałe "egzamin.." powiedział
            tylko, że go to nie obchodzi... może to miał być żart, ale zabrzmiało mało
            fajnie. Jasne, jak się nie przygotuję wcześniej to dzień przed mnie nie zbawi,
            ale tak to będę po weselu jechać na egzamin (co znaczy, że alkoholu pić nie
            będę) i pisać dwa egzaminy po nieprzespanej nocy.
    • andrze.r Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 04.05.09, 15:03
      Nie cierpię wesel wolę sobie posiedzieć w fotelu i poczytać sobie ksiązkę obżarstwo pijaństwo itd a potem kac i niewyspani
      • rhumbakuba Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 04.05.09, 15:37
        Też nie cierpię wesel - małżonek wiecznie wypija o jednego za dużo,
        koszty, itp. Mimo to jeżdżę bo: małżonek raz puszczony w ruch będzie
        puszczał się stale (zawsze znajdzie się samotna, która go zrozumie -
        w przeciwieństwie do nieobecnej na weselu żony), szkoda energii na
        wywoływanie konfliktu we własnym domu (mąż uwielbia wesela i nie
        rozumie, że ktoś niekoniecznie), ostatecznie człowiek jest stworem
        stadnym i jako takie potrzebuje wsparcia tego stada (nie zawsze
        bierzemy udział w weselach, w rodzinie zdarzają się też pogrzeby),
        za parę lat córki powychodzą za mąż (przyda się jakaś rodzina na ich
        weselu - przyniosą prezenty). Podsumowując - małżeństwo to wieczny
        kompromis - także w przypadku upodobań weselnych, od czasu do czasu
        trzeba ustapić, żeby zyskać coś w zamian. Moja rada: jeśli nie można
        robić tego co się kocha - nie chodzić na wesela, to trzeba kochać co
        się ma czyli chodzić, bawić się, zanosić prezenty, ponosić koszty.
        Ostatecznie wesele w rodzinie nie zdarza się regularnie co tydzień,
        przez cały rok. Więcej optymizmu doradzam.A jeżeli już całkowicie
        nie możesz znieść wesel to na następnym urżnij się w trupa, zatańcz
        na stole młodych,zrób striptease - wysmaruj tortem młodego i zacznij
        zlizywać - gwarantuję, że nikt Cię na żadne wesele nie zaprosi, a
        Twój małżonek (jeśli nie wpadnie na genialny pomysł i nie rozwiedzie
        się z Tobą z powodu niezgodności charakterów) nie będzie więcej
        ryzykował. Pozdrawiam i życzę miłej zabawy wink)
    • ugenwillla dużo ludzi pisze o kasie 04.05.09, 15:55
      i dzisaj rzeczywiście jest to problem, bo jak ludzie się zapożyczą
      na wesele, to oczekują że goście przynajmniej połowę splacą
      przezentami a jeszcze lepiej "kopertami". Natomiast z punktu
      widzenia gościa udział w weselu jest kosztowny i są to pieniądze
      wydane nieefektywnie, zwłaszcz jeżeli chodzi o jakąś dalszą rodzinę
      bez związków uczuciowych, znaną czasem tylko z wesel i pogrzebów.
      Trzeba zainwestować odpowiednią kwotę w kopertę, ubrać się, uczesać,
      kupić kwiaty, wynająć taksówkę na powrót, czasem opłacić hotel,
      przejazd itp. - w najbardziej oszczędnym wariancie co najmniej
      kilkaset zł. A za taką kasę można sobie zapewnić rozrywkę w dobrym
      klubie z ekskluzywnym menu i driknami i jeszcze pewnie zostanie.
      Więc ja ostatnio obserwuję, że z wesel zaplanowanych na 100 osób
      robią się imprezy 60 - osobowe, bo goście zwyczajnie nie dopisują
      nawet jak potwierdzą przyjazd. Ludzie rezygnują bo związki rodzinne
      dzisiaj już nie są w cenie a na wydanie kasy każdy ma dziś więcej
      pomysłów niż możliwości.
      • srebrno-listka Re: dużo ludzi pisze o kasie 05.05.09, 10:33
        Koszty - oprócz ew prezentów można ściąć. do fryzjera nie idę, bo umiem się sama
        uczesać. Poza tym, jak większość fryzjerów widzi włosy dłuższe niż do ramion to
        dawaj łapać za nożyczki. wara od moich z nożyczkami.
        Więc koszt odpadł. Jadę samochodem, po prostu nie będę pić alkoholu i tyle,
        żadne poświęcenie, i tak pewnie nie wypiłabym więcej niż toast szampanem, z
        obrzydzeniem zresztą, bo szampan nie należy do moich ulubionych trunków. wódki
        nie pijam.
        Za taksówkę płacić więc tez nie będę, przy wcześniejszych wyjściach hotel także
        nie jest konieczny.
        Raz sukienkę mogę sobie kupić (Allegro to świetne źródło) i będę mieć na
        następne wyjścia. A zdanie innych, że jakoby nie wypada pojawiać się dwa razy w
        tej samej kreacji mam w poważaniu. Jak na mnie tyczy się to WYŁĄCZNIE sukni
        ślubnej wink
        Więc pozostaje tylko prezent/koperta.
    • iamhier Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 04.05.09, 16:39
      Tez mi super-nowosc.....
      godna dzisiejszych solenizantow.....
    • framp to szerszy problem zmian spełecznych ... 04.05.09, 17:27
      kiedyś wesele było jedną z niewielu okazji do zabawy, więc wszyscy
      się weselili, dziś wśród tylu rozrywek wesele już nie jest takie
      atrakcyjne, każdy w promieniu kilku kilometrów ma tyle miejsc gdzie
      można iść się bawić, tańczyć, jeść, pić, że głowa boli od wyboru,
      chodzi się tam gdzie nam się podoba muzyka czy menu czy towarzystwo,
      a na weseluwyboru nie ma, wszyscy bawią się tradycyjnie ...??
      kiedyś prezenty pełniły istotną rolę w wyposażaniu państwa młodych
      na przyszłe gospodarstwo i nikt się nie uchylał, bo wiedział że sam
      też dostał i dzięki temu miał czym jeść i na czym spać, a każdy
      dawał to co miał, to co potrafił zrobić, wyhodować, dzisiaj to już
      tylko forma chciwości ze strony mlodych i ich rodziców a ze strony
      gości kłopot co tu wymyślić zamiast 6 serwisu obiadowego i 4 zegara,
      no i finansowy ból głowy ...??
      kiedyś wesela gromadziły jakąś małą blisko ze sobą żyjącą
      społeczność, wieś, rodzinę, sąsiadów, czyli ludzi połączonych
      różnymi więzami, czesto się widująch, wspierających się, nawet
      finansowo, z jednego kręgu społecznego, a jak ktoś przyjeżdżał z
      daleka to tym wieksza była radość z spotkania, dzisiaj wesele
      gromadzi najróżniejszych obcych zazwyczaj sobie ludzi żyjących w
      różnych światach, o innej kulturze, tradycjach, sposobach zabawy,
      spotykających się incydentalnie, nie utrzymujących bliskich więzi
      nawet jeżeli są rodziną i oczekuje od nich że się będą wspólnie
      świetnie bawić, efekt - dwie rodziny okopane w różnych częściach
      sali, grupki odszczepieńców siedzących samotnie, niezadowoleni
      wymykający sie po godzinie ....??
      kiedyś wesele było okazją do wyżerki i wypitki na co dzień
      niespotykanej, wiec ludzie jedli i pili na zapas, cieszyli się
      jedzeniem, bo zazwyczaj jadali mało i skromnie a wesele czy święta
      było okazją do kulinarnych szaleństw, dzisiaj jedzenia mamy w
      nadmiarze, nikt nie jest głodny, wszystcy na co dzień jedzą to co
      chcą i lubią, piją takie trunki jaki im smakują, wódka jest passe,
      więc pod tym względem wesela też nie są atrakcją ...??
      kiedyś ludzie mieli jeden świąteczny strój na wiekszość życia i w
      nim chodzili na ważne uroczystości, w tym wesela, wiec odpadał
      koszt "reprezenatacji" i inwestycja w nowe ciuchy i "oprawę", nikt
      się nie zastanawiał specjalnie nad strojem poza bogatymi elegantkami
      a tych było niewiele, tylko szedł w tym co zawsze i dobrze wyglądał,
      dotyczyło to też państwa młodych, nikt się nie rujnował na sukienkę
      dziś już same przygotowania do tego dnia wydają się przerażające,
      ilość zabiegów i zakupów przed ślubem zakrawa na absurd, kosztuje
      majątek i urasta do rangi clou uroczystosci a gości zaprasza się po
      to aby mogli podziwiać pańswta młodych, którzy im mniej przypominają
      tych ludzi, jakimi są na co dzień,tym lepiej, goście oczywiście nie
      pozoastają w tyle i też inwestują w wygląd, bo przecież trzeba się
      pokazać, w wielu weselach właściwie tylko o to chodzi, reszta to już
      sczegół ...
      i z tych wszystkich powodów wesela się już trochę dzisiaj przeżyły,
      ale dla wielu ludzi to forma tradycji albo okazja do zabłyśnięcia
      przed rodziną i znajomymi ukrywana pod eufemizmem "spotkania z
      rodziną", wiec nic dziwnego że coraz wiecej ludzi zamiast się bawić
      odczuwa dyskomfort i nie chce w tym uczesticzyć ...
      • iamhier Re: to szerszy problem zmian spełecznych ... 04.05.09, 17:50
        ale ja mam czym blyszczec i nie chce blyszczec
      • triss_merigold6 Super podsumowanie 04.05.09, 17:57
        Tak poza wszystkimi innymi argumentami to naprawdę mam sporo
        bardziej konstruktywnych pomysłów na wydanie minimum 500 zł niż
        wyjazd do innego miasta na wesele dawno niewidzianej kuzynki. W
        tygodniu mam ciężką orkę w pracy więc weekend i każdy wolny dzień
        słuzy do odpoczynku i spędzania czasu z dzieckiem i partnerem,
        wesele nie mieści się w moich kategoriach odpoczynku.
      • jorn Re: to szerszy problem zmian spełecznych ... 04.05.09, 18:25
        A ja też wesel nie lubię i zwykle się na nich męczę, choć w sumie
        nie wiem, dlaczego. Na pewno nie chodzi o koszta, bo u mnie w
        rodzinie nie ma parcia ani na to, żeby koniecznie przyjeżdżać na
        wesele do kuzyna ósmego stopnia, którego się w życiu 3 razy
        widziało, albo i nie, więc chyba nigdy nie byłam na więcej niż dwóch
        w roku, ani nie ma też parcia na drogie prezenty (a w każdym razie
        nigdy nie słyszałem, żeby ktoś kogokolwiek obgadywał, że koperta
        była za cienka). Nie wiem też, dlaczego kilka na kilku weselach
        bawiłem się dobrze, bo jakoś nie zauważyłem znaczących różnic, a
        jednak tu się męczyłem, a tam wprost przeciwnie.

        Z drugiej strony, wesela – obok pogrzebów – są jednymi z nielicznych
        okazji do spotkania z krewnymi rozrzuconymi po świecie. Dlatego u
        bliskich krewnych i przyjaciół zwykle się pojawiam, żeby po prostu
        pogadać, a samą imprezę traktuję jako koszt tej okazji. I to mimo,
        że nie mam nawet za bardzo możliwości wcześniejszego zmycia się z
        takiej imprezy, bo zwykle robię za rodzinnego kierowcę (nie lubię
        wódki, a z innymi alkoholami zwykle jest krucho), a rodzinę
        mam "weselolubną".

        Nie rozumiem natomiast ludzi, którzy się tak strasznie oburzają na
        to, że ktoś wesel może nie lubić. Tak trudno zaakceptować fakt, że
        ktoś ma inne zdanie na ten temat?

        Pozdrawiam
      • kyyriad trafne spostrzeżenia 04.05.09, 18:45
        dodam jeszcze, że istnieje jeszcze problem z rodzajem ślubu - utarło
        się że wesele towarzyszy tradycyjnemu ślubowi kościelnemu i nie
        wypada w takiej sytuacji go nie robić, natomaist osoby zawierające
        ślub cywilny, a takich dzisiaj coraz wiecej, są z tego obowiązku
        zwolonione, wystarcza im wystawny obiad, garden party czy grill dla
        przyjaciół. i tu też przebiega linia demarkacyjna pomiedzy
        tradycyjnym konserwatywnym społeczeństwem ludzi przywiązanych do
        wiary katolickiej mieszkającymi zazwyczaj na prowincji a
        nowoczesnymi postępowymi ludżmi z wielkich miast, ateistami
        oderwanymi od korzeni, żyjącymi wedle własnych zasad, obywateli
        świata i Europy nie przejmującymi się opinią rodziny i księży
        katolickiech. I zazwyczaj jedni uczestnicząc w weselu tych drugich
        są niezadowoleni i mają wszystko za złe, trudno im dogodzić i
        usatysfakcjonować, bo każdy własną formę zabawy uważa za lepszą.
      • aandzia43 Enklawy starych wartości? 05.05.09, 12:39
        > kiedyś wesela gromadziły jakąś małą blisko ze sobą żyjącą
        > społeczność, wieś, rodzinę, sąsiadów, czyli ludzi połączonych
        > różnymi więzami, czesto się widująch, wspierających się, nawet
        > finansowo, z jednego kręgu społecznego, a jak ktoś przyjeżdżał z
        > daleka to tym wieksza była radość z spotkania,

        No właśnie. Jeśli i dzisiaj wesele ma miejsce w rodzinie może nie
        tyle blisko z soba zyjącej aktualnie, ale bardzo silnie nadal
        związanej emocjonalnie, to jest ono niepowtarzalną okazją do
        przyjemnego spotkania się w swoim gronie. Bo odległości, różny styl
        życia, codzienna bieganina wykluczają takie spotkania z przyczyn
        innych niż pogrzeb czy właśnie wesele. Bywałam na weselach w takich
        właśnie rodzinach. W dodatku były to rodziny bez problemu
        alkoholowego, skłonności do awantur i rodziny po prostu potrafiące
        sie świetnie bawić. Wspólnie, bez względu na to czy ktoś ma 10 czy
        70 lat. Wszyscy dobrze tańczący, większośc potrafiła pięknie śpiewać
        (repertuar na pewno przekraczający sakramentalną pierwszą zwrotką
        szła dzieweczka do laseczkawink, a ilość kwasów i nadęcia minimalna
        (w każdym razie niezauważalna).
    • stara_dominikowa Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 04.05.09, 17:52
      Ach, jak ja nie lubię weselsmile Rozumiem ból!

      Nie ma co rozpaczać - wystarczy zrozumieć, że to dla kogoś bardzo ważna chwila
      którą celebruje jak umie i cieszyć się z nim. A jak? Miej góra dwie klasyczne
      dyżurne kiecki do modyfikacji stroju dodatkami, fryzjera w dniu wesela sobie
      odpuść a prezenty kupuj w cenie na którą cię stać. Zaraz po północy zniknij po
      angielsku i idź spać, w razie potrzeby nawet wcześniej - małe dzieci to świetna
      wymówka - a chłopu dać się ubawić jak lubi - po pachy.

      Trochę luzusmile
    • tsoprano a ja lubie wesela 04.05.09, 18:15
    • terion OT: o co chodzi z tą sukienką 04.05.09, 22:52
      O co chodzi z tymi sukienkami weselnymi? Czy na każde TRZEBA kupowac nową, bo ta poprzednia noszona raz, pół roku czy rok wcześniej na innym weselu uległa "mentalnemu zużyciu"?
      I to samo z butami..
    • wojgall [...] 04.05.09, 23:50
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • blavatka Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 01:08
      Czarny humor... Swoją nieobecność uzasadnij traumą po wydarzeniach w
      Turcji.
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6570809,Turcja__41_osob_zabitych_w_zamachu.html
    • 50m Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 09:20
      ostatni powód ktory podalas u ciebie powinien byc jako pierwszy,
      poprostu jestes SKĄPA!!! dlatego wymyslasz sobie inne wymowki zeby
      nie dawac kasy ...a jak bylo u ciebie na weselu? Dawali ci kase w
      kopertach?
    • yggdrasill Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 09:49
      Droga Autorko wątku, widziałam na kilku weselach pary z niemowlakami-
      nie mieli z kim zostawić, więc brali dzieciaki ze sobą i dzięki
      temu mieli wymówkę, żeby szybko dać nogę. Chyba, że taki mały glut
      na tego kalibru imprezie to jednak mission impossible- nie wiem,
      sama nie mam dziedci wink Ale może warto taką opcję rozważyć?
      Pozdrawiam
    • mmena Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 10:16
      Sama sobie stwarzasz problemy.
      Nie lubisz zarywac nocy? To nie zarywaj. Idziesz na wesele,
      zostajesz do 22.00 czy 23.00 i wracasz. Nikt ci nie kaze siedziec
      cala noc.
      Wiekszosc osob decydujacych sie na wesele przezywa je. I nie ma
      znaczenia czy sa ze wschodu, czy z Wwy.
      Musisz zaplacic kupe kasy???? A po co??? Sukienke bierzesz te sama,
      fryzure robisz sama, a prezent nie musi byc przerazajaco drogi.
      Ty nie mozesz wytrzymac? Biedna to jest rodzina twojego meza.
      Najwazniejszy dzien w zyciu nowozencow, a tu przyjezdza babsko i od
      wejscia strzela focha.
      • komorka25 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 12:00
        mmena napisała:

        > Sama sobie stwarzasz problemy.
        > Nie lubisz zarywac nocy? To nie zarywaj. Idziesz na wesele,
        > zostajesz do 22.00 czy 23.00 i wracasz. Nikt ci nie kaze siedziec
        > cala noc.

        Gratuluje poczucia humoru. Nie wiem jak sobie wyobrażasz wyjście z
        weselnej imprezy odbywajacej się w jakimś "domu weselnym" na
        prowincji (nawet tylko kilka-kilkanascie kilometrów od wiekszego
        miasta) jeśli się mieszka kilkaset kilometrów dalej (albo wręcz na
        drugim końcu Polski) a jakiś nocleg jest zarezerowany w tymże
        większym mieście. Iść za daleko, podjechac nie ma czym, zostają
        taksówki - wiesz ile kosztuje przejazd poza miastem w nocy?


        > Wiekszosc osob decydujacych sie na wesele przezywa je. I nie ma
        > znaczenia czy sa ze wschodu, czy z Wwy.

        Owszem, niektórzy z zacisniętymi zębami w imię dobrych stosunków
        rodzinnych, a rodzina i tak d... obrobi.

        > Musisz zaplacic kupe kasy???? A po co??? Sukienke bierzesz te
        > sama, fryzure robisz sama, a prezent nie musi byc przerazajaco
        > drogi.

        Taaa. sukienka ta sama może byc najwyżej 2 razy i to w pewnym
        odstępie czasu, trzeba na to wesele dojechać i z niego wrócić
        (często bywa daleko i drogo), przerażająco drogi prezent byc nie
        musi - ale ile to nie jest "przerażająco"; obawiam sie, że 200 zł
        raczej w rachube nie wchodzi, raczej od 500 w górę.

        > Ty nie mozesz wytrzymac?

        To nie takie dziwne. Można o wiele racjonalniej wydać kase i spędzić
        czas milej.

        > Biedna to jest rodzina twojego meza. Najwazniejszy dzien w zyciu
        > nowozencow, a tu przyjezdza babsko i od wejscia strzela focha.

        Oooo, znawczyni sie odezwała. "Babsko" występuje może wtwojej
        rodzinie. Kobieta nie ma po prostu ochoty na spędzanie kolejnej nocy
        na "zabawie" (cudzysłów zamierzony, bo nie każdego musi akurat
        wesele bawić), wydawanie niepotrzebnie kasy, słuchanie nedznej
        muzyczki, głupie zabawy i owcipy, a ty od razu w tym focha widzisz.
        Współczuje gustu.
      • sylwia.ra Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 12:14
        to nie foch, tylko po prostu INNY GUST
    • odzim22 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 05.05.09, 11:15
      Mam podobne odczucia jeżeli chodzi o bywaniu na weselach. W moim
      przypadku najlepszą wymówką byłą praca, zawsze miałem ważne zlecenie
      na ten wieczór (jestem realizatorem dźwięku), skontraktowane zanim
      dostałem zaproszenie, żeby uniknąć gadania. Oczywiście zostało mi to
      pare razy wyrzucone, ale kwituje to zawsze krótkim "cóż zrobić taki
      mój zawód". Idąc za tym przykładem poszukałbym wymówki związanej z
      twoją pracą/profesją czyli zlecenie/kurs/wyjazd służbowy itp.
      Teraz co prawda nie jest to już takie traumatyczne przeżycie jakim
      było za czasów kawalerskich, bo nikt nie ciągnie mnie do debilnych
      zabaw, nie próbuje mnie swatać z "dobrą koleżanką panny młodej", ani
      nie zachęca do czynnego udziału w chamskich wstrząsach. Jednak mając
      do wyboru np. weekend nad morzem i wesele zawsze wybiorę to
      pierwsze. Opcja przyjemniejsza i o wiele bardziej ekonomiczna.
    • bubster Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 06.05.09, 11:57
      A może byś się źle poczuła? teraz świńska grypa panuje - jak
      znalazł smile

      A jak się nie da, to pojedź, udaj że o 22 już jesteś bardzo pijana -
      bo wesele takie dobre - i idź spać smile
      • ledzeppelin3 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 08.05.09, 15:28
        Rozumiem, współczuję, z rodziną poradziłabyś sobie (co za problem być "snobką
        warszawską co nie lubi robienia kupy w sławojce"- dla mnie żaden, mogę sobie
        być, tak juz mam że mi wisi opinia ogółu)- jedyny problem to mąż, co go zapewne
        wzruszają takie suodkie imprezki
        No nie wiem, może ustal że na co drugie jedziecie, albo mu zrób superlaskę
        zamiast wesela, albo udaj biegunkę
        Taki mąż wzruszajęcy się rodziną to pech jak słowo daję

        A i nie przejmuj się "równymi dziewuchami" co się w tym wątku na snobki
        warszawskei oburzają
        Niewydymane są i tyle, albo muszą całe zycie wchodzić w doopę rodzince i żebrać
        o akceptację wszystkich
        Tez byłabym wściekła, gdybym tak musiała
        • gryzelda71 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 08.05.09, 15:37
          Masz rację.Mężem się będzie przejmować.On wszak teraz ma NOWĄ LEPSZĄ rodzinę do
          starej wara musmile
          • ledzeppelin3 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 08.05.09, 16:54
            Mamy problem z czytaniem? Toż właśnie piszę, że jedyne, czym ma się przejmować
            to wzruszony małżon
            Superlaska, kompromis, te rzeczy
            • gryzelda71 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 08.05.09, 16:57
              No wiesz nie wszystko da się dupa załatwić.
              • ledzeppelin3 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 08.05.09, 19:09
                No wiesz, akurat laska to nie dupą tongue_out
              • bubster Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 12.05.09, 14:52
                100 punktów za komentarz
    • 2.gaga Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 10.05.09, 22:24
      Przepraszam,nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi,ale problem nie
      jest tak bardzo poważny,więc sobie darowałam. Piszę ,to co od
      pierwszej chwili pomyślałam: Po co się wykręcasz? Powiedz
      otwarcie ,że Cię takie imprezy męczą,niech mąż idzie sam lub nawet z
      Tobą ,należy złożyć życzenia,nawet dajcie prezent i koniec imprezy.
      Na początku pogadają ,potem się przyzwyczają.Inaczej na jedno wesele
      pójdzież ,na drugie nie i będzie zgrzyt w rodzinie.Pogadaj z
      teśiową,może Cię zrozumie i stanie po Twojej stronie.Odwagi!
      • zosik1982 A Warszawa to nie lezy na "zacofanym Wschodzie" ?? 10.05.09, 23:50
        A Warszawa to chyba juz poludniowy-zachod Polski hehehe
        Dawno sie tak nie usmialam smile
        A zasada zastaw sie a postaw sie to typowo SlASKA zasada smile
    • pasiol2 [...] 29.05.09, 10:38
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • beti222 Re: Nie lubię chodzić na wesela!! Już brak mi wym 29.05.09, 12:55
        Też kiedyś nie lubiłam wesel, mój mąż również. Chodziliśmy na wesela, bo
        wypadało, zmywaliśmy się około północy i wszyscy byli zadowoleni smilesmile Wszystko
        do czasu kiedy my postanowiliśmy się pobrać. Na początku postanowiliśmy, że
        wesele będzie bez konkursów. Zero konkursów i koniec. Tak było postanowione.
        Uprzedziliśmy również orkiestrę aby nie zmuszała świadków do całowania się i tym
        podobnych rzeczy. Orkiestra jednak uświadomiła nam, że goście będą się kiepsko
        bawić bez konkursów. Długo nie dawaliśmy się przekonać, ale w końcu ustaliliśmy
        dwie zabawy mogą być, ale takie, które nie naruszają intymności (jajka przez
        nogawki, kolanka itp.) i tak też było. Na weselu było 90 osób, większość mniej
        więcej w naszym wieku. U nas w rodzinie jest sporo ludzi w tym wieku plus nasi
        przyjaciele. Wszyscy aż rwali się do zabawy (byliśmy zaskoczeni, bo większość
        podobnie jak my za weselami nie przepada). Wesele trwało do białego rana, gości
        nad ranem było jeszcze sporo, byliśmy miło zaskoczeni. Cieszyliśmy się bardzo
        patrząc na ludzi dobrze bawiących się na naszym weselu, bo to jednak ludzie,
        których kochamy i zależało nam na tym aby atmosfera była sprzyjająca dobrej
        zabawie. Jak miło nam było kiedy przez kilka kolejnych dni odbieraliśmy telefony
        od rodziny i przyjaciół, że bawili się świetnie, że nawet nie przypuszczali, że
        będzie taka zabawa, że nie lubili wesel, a na tym wyjątkowo fajnie było. Od
        tamtej pory chodzę na wesela i nastawiam się do nich pozytywnie, bo wiem jakie
        to ważne dla młodej pary. Już nie mamy problemu z weselami, chodzimy i bawimy
        się jak umiemy najlepiej smilesmile
Pełna wersja