attka
04.05.09, 11:51
piszę, aby się Wam trochę pożalić. Gdyby mnie ktoś zapytał co było najcięższe
w tej ciąży to chyba musiałabym powiedzieć że kontakty z moją matką. Nie
potrafi się pogodzić z tym, ze jestem osobą dorosłą i samodzielną i że mam
prawo decydować w kwestii swojego dziecka. A niestety mam wrażenie, ze moja
matka stosuje zasadę - "babcia jest bardzo ważna, a nawet ważniejsza od
matki". Od samego początku próbuje mną kierować i zarządzać sprawami
dotyczącymi ciąży i dziecka. Mimo, iż rodziła mnie 30 lat temu (jestem
jedynaczka) to jest przekonana, ze wszystko wie najlepiej i powinnam jej w
100% słuchać, w ogóle najchętniej to by mi sama całą wyprawkę kupiła, bo "ona
wie najlepiej" (pomijam już fakt, że jakby mogła to by kupowała tą wyprawkę
już na samym początku ciąży - "na wszelki wypadek"). Mało tego - obraża się
jak mam inne zdanie niż ona i oczywiście moje "inne zdanie" na pewno oznacza,
że się mylę, bo nie ma możliwości aby ona nie miała racji. Teraz znowu
obraziła się o kupowanie ubranek. Ponieważ muszę leżeć to poprosiłam ją aby
kupiła ubranka (tylko to mi już zostało), ale przygotowałam jej konkretną
listę - ile czego. Zrobiłam to po to aby nie zostać zasypana mnóstwem
ciuszków, których mały nawet nie zdąży ubrać. Oczywiście obraziła się, ze jej
narzucam ilość, zwłaszcza, że wg niej lepiej kupić za dużo niż za mało
(zapomina, że w dzisiejszych czasach jeżeli czegoś zabraknie, to po prostu mój
mąż podejdzie do sklepu i kupi, nie trzeba robić zapasów). Jakakolwiek próba
wymiany argumentów kończy się fiaskiem, bo oczywiście "ja nie mam prawa się znać".
Mój mąż mnie wspiera i mówi, że w ten sposób wytaczam granice, co będzie
bardzo ważne po narodzinach małego. Ale mi już to jej ciągłe obrażanie
wychodzi bokiem. Lekarz mi mówi, że w moim stanie nie powinnam się denerwować
- niestety do mojej matki to nie dociera
nic, wyżaliłam się