Co je wspólne, je niczyje

13.05.09, 16:37
i można to dowolnie zniszczyć.
Taką mam refleksję po wieloletniej pracy z dziećmi.
Dzieciątka swoich flamastrów/długopisów/gumki/klocków czy czego tam jeszcze
bronią jak lwy, są gotowi zabić za zgubienie choćby skuwki od pisaka i
skrupulatnie sprawdzają stan piórnika.
Dobra. Rozumiem.
Natomiast własność wspólna, szkolna, może być rozsiewana dowolnie, niszczona,
deptana, porzucana, psuta. Dla dzieci 'wspólne' oznacza 'niczyje', a nie
'nasze'. Żadnego choćby cienia zażenowania z powodu połamanych, podeptanych
klocków czy pisaków. Gdyby ktoś próbował przedziurawić piłkę Stasia, Staś
dostałby spazmów i zadzwonił do matki, ojca, babki i na policję; po jakimś
czasie widzę tego samego Stasia dziubiącego cyrklem w piłce szkolnej.
Żeby to były przypadki osobnicze, ale to dzieci dbające o rzeczy szkolne są
wyjątkami.
Skąd to się, kurna, bierze?
    • zocha16 Re: Co je wspólne, je niczyje 13.05.09, 16:42
      z braku szacunku do rzeczy - myslę, że wynosi sie to z domu
      • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 13.05.09, 16:43
        I to mię się nie podoba uncertain
        Nie chcę chuchania i dmuchania na każdy flamaster, ale nie widzę konieczności
        łamania go i deptania po nim.
    • mathiola Re: Co je wspólne, je niczyje 13.05.09, 16:46
      Przecież to już we własnej podstawówce słyszałam. I jest to święta prawda. Skąd
      się bierze? No właśnie stąd - jest NICZYJE. Tak jak kosze na śmieci na ulicy,
      wiaty przystankowe, ściany budynków, latarnie.... Nie moje, nie kolegi, to można
      zniszczyć. Drugie postawią.
    • fajka7 Z domu, a skad? 13.05.09, 16:50
      Przeciez swietnie sie ma u nas podejscie do spraw powiedzmy
      publicznych, ze zajmuja sie nimi ONI. I te rzeczy, o ktorych piszesz
      sa ich. A ich nie lubimy, bo maja lepiej od nas z cala pewnoscia i
      nie chca dac. A jak dadza, to za malo, wiec trzeba ich ukarac, np.
      zniszczyc, niech zobacza, gdzie ich mamy. I niech szybko daja
      nastepne, bo nam sie nalezy.
      • kropkacom Re: Z domu, a skad? 13.05.09, 16:59
        Nie mam spostrzeżeń z polskiej szkoły ale ja akurat widzę że w przedszkolu
        dzieci szanują wspólne rzeczy. No i w naszej restauracji gdzie wystawione są
        wspólne (czyt. niczyje smile ) zabawki nadal leżą w dobrym stanie już któryś sezon.
        Podobnie u doktorki.
        • ledzeppelin3 Re: Z domu, a skad? 13.05.09, 17:45
          Zaczyna się od łamania niczyjej kredki
          Potem wywala się śmieci do niczyjego lasu
          Nie kupiło się tego za pieniążki, więc jest niczyje
          Drugiej Szwecji to u nas i za 50 lat nie będzie
          Muszą wymrzeć wszystkie pokolenia komusze i wychowane przez nie
          dzieci
          • drie Re: Z domu, a skad? 13.05.09, 19:13
            Muszą wymrzeć wszystkie pokolenia komusze i wychowane przez nie
            dzieci

            Nie zgodze sie. Moi rodzice i dalsza rodzina wychowali sie w
            komunie. Mienie "niczyje" szanuja jak swoje. I nas - dzieci nauczyli
            tego samego. Od malego zbieralam papiery w kieszen jesli kosza nie
            bylo obok, tak jak i teraz zbieram kupy po psie (nie w kieszen wink)

            Jest to tylko i wylacznie kultura osobista, a raczej jej brak.
            Wyniesiony z domu. Zle podany przyklad.
            • kawka74 Re: Z domu, a skad? 13.05.09, 19:20
              Może i tak, ale to oznaczałoby, że w moim miejscu pracy uczą się niemal
              wyłącznie dzieci bez kultury osobistej uncertain
              Rodzice większości z nich wydają mi się raczej przyzwoici, nie posądziłabym ich
              o takie wychowywanie dzieci, a raczej tego wychowania brak. A tu zonk.
              • leli1 Re: Z domu, a skad? 14.05.09, 07:20
                ale do tego dochodzi jeszcze pewien wzorzec zachowania bardzo charakterystyczny dla grupy, niekoniecznie dzieci. Jesli jeden tak robi, drugi, to i nastepny bedzie tak robil bo moze "nie wypada" inaczej. Wiec tak naprawde w takiej grupie wystarczy kilka dzieciakow bez tej kultury osobistej, a reszta naśladuje.

                To tak jak z odpowiedzialnością. jesli ktos, załóżmy w pracy, jest za cos konkretnego odpowiedzialny, to pilnuje sprawy jak oka w glowie, ale jesli odpowiedzialny jest np. cały wydział, to juz zazwyczaj sprawy maja sie źle, bo jak wszyscy odpowiedzialni, tzn nikt.
                • kawka74 Re: Z domu, a skad? 14.05.09, 09:27
                  W tym wieku zależność od grupy rówieśniczej jeszcze nie jest tak wysoka, większe
                  jest uwielbienie dla pani wychowawczyni, a zakazy i nakazy jeszcze się respektuje.
              • lila1974 Kawko 15.05.09, 10:25
                Dbam o "nie moje" jak cholera - papierki? Prędzej by mi ręka uschła niż
                przysłowiowy papierek wylądował na ulicy.
                Podobnie wychowuję dziewczynki, kładąc duży nacisk na to ... ale jeszcze pewnie
                trochę pracy przede mną, jak obserwuję swoje dziewuchy.

                Na razie nabożnej czci nie wykazują tongue_out
            • daga_j Re: Z domu, a skad? 15.05.09, 14:04
              O zgadzam się z Tobą.
              Ja wręcz uczyłam córkę większego szacunku do książek z biblioteki, bo to nie
              nasze, tylko muszą być oddane w dobrym stanie, jak swoją podrze to trudno, ale
              taką z biblioteki..
    • somebody1234 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 08:49
      Jak to skad? Z domu się bierze...rodzice przykład dają, w domu wymuskane
      wysprzątane a wyjdzie np taki ojciec na podwórko papieros w rękę a potem rzuca
      niedopałek na chodnik . Ja często pytam czy w domu też pan tak na dywan rzuca, z
      reguły robi się głupio i tyle.
      Poza tym ja myślę że to też po części relikt czasów kiedy wszystko się wszystkim
      należało , za darmo mieszkania, wczasy, obiady itp.
      No i często te darmowe mieszkania (szczególnie te części typu klatki podwórka
      itp) były zdewastowane bo właściwie ludzie mieli w głowach taką teorię że to i
      tak nie ich więc po co dbać.
      No ale powoli się to zmienia szczególnie na osiedlach gdzie za mieszkania płaci
      się ciężkie pieniądze, sama mieszkam na takim nowym osiedlu i mimo że osiedle ma
      parę lat ...jest jak nowe, bo wszyscy mają świadomość że jak coś zdewastują to
      potem...sami za to zapłacą więc jakoś szkoda chyba...no i przyznam że i
      dzieciaki na placu dbają o swoje-wspólne dobro, no i dobrze ...
      • gryzelda71 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 09:41
        somebody1234 napisała:

        > Jak to skad? Z domu się bierze...rodzice przykład dają, w domu wymuskane
        > wysprzątane a wyjdzie np taki ojciec na podwórko papieros w rękę a potem rzuca
        > niedopałek na chodnik

        Cała prawda.Rodzice dbają tylko o to,co we własnych 4 kątach,dzieci patrzą i
        naśladują.W większości przypadków to po prostu niemyślenie,jak z tym
        niedopałkiem,a nie jakąś złośliwość nastawiona na celowe działanie.
        Chociaż trochę się to zmienia,bo mam za oknem wypasiony plac zabaw już 3 rok i
        tylko drobne naprawy wynikające z użytkowanie są czynione.
        • maroco1977 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:22
          Ja tez z doby komunizmu, nigdy nic nie niszczylam swiadomie, nie wybijam szyb na
          przystankach, nie przewracam koszy, ba nawet po pijaku mi to nigdy do glowy nie
          przyszlo.Co do niedopalkow to zalezy czy jest kosz czy przez nasteony km go nie
          ma.nie bede tachac km niedopalka w rece, bo nie ma kosza wtedy wyrzucam w jakies
          mniej widoczne miejsce.nie bede latac z workiem niedopalkow, bo koszy nie ma
    • figrut Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 09:23
      Z wychowania bierze swój początek, z psychozy tłumu idzie dalej.
      Paradoksalnie w takich momentach kiedy widzę poniszczone wszystko dookoła, marzy
      mi się powrót do komuny uncertain
    • lola211 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 09:29
      Dzieci trzeba nauczyc poszanowania dóbr, od tego sa rodzice oraz
      SZKOŁA.Widocznie ani rodzice ani instytucja tego nie potrafia.
      • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 10:20
        Szkoła ma wspierać rodziców w wychowywaniu, a nie odwalać za nich robotę. Jeśli
        nie ma w czym wspierać, można wszelkie akcje wychowawcze pod tramwaj podłożyć.
        Dziwi mnie, że tego nie wiesz.
        • leli1 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 13:16
          szkoła wspomaga wychowanie jak najbardziej, ale te zachowania o których piszesz mogą sie uwidaczniac tylko i wyłącznie poza domem, wiec taki rodzic może żyć w totalnej nieświadomości co jego latorośl wyprawia. Tak jak i wiele innych zachowań, które są charakterystyczne właśnie dla grupy (czapiam sie tej grupy, bo widze nawet zależność od tego co robią/mówią nawet przedszkolaki, mimo współistniejącego uwielbienia do pań smile, a co dopiero jesli jest to szkoła. Nie ma silnych, ale takie dzieciaki sa baaardzo podatne na wpływy i to czego w zyciu nie zrobiłyby będąc solo, w grupie jak najbardziej zrobic mogą, chocby w celu zaistnienia). Szkoła powinna w takich wypadkach jak najbardziej wkroczyc ze swoja funkcja wychowawczą, albo bezposrednio, albo posrednio poprzez zgloszenie problemu rodzicom.
          Niestety, dopóki pani przedszkolanka mi nie powiedziala, ze moje dziecko mowi brzydkie slowa, zylam w przekonaniu ze ich nie uzywa, bo nie zna, bo niby skąd, a jednak!! I z domu nic nie wyniósł w tym względzie bo moje najgorze przekleństwo to kurka wodna. Dopiero po zgłoszeniu problemu mogłam w tym temacie zacząć uświadamianie młodego.
          • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 20:47
            A nie, no, wiadomo, że rodziców się informuje, dla mnie to oczywista oczywistość.
            Co do różnych negatywnych zachowań, co ciekawe, występy w samotności zdarzają
            się wcale nie rzadziej, niż działania grupowe.
        • lola211 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 09:52
          A mnie dziwi, ze nie rozumiesz prostego przekazu- tu pole do popisu
          maja i rodzice i SZKOŁA.Nie napisalam prezeciez , ze to działka
          tylko i wylacznie systemu oswiaty.
          Piszesz o wspieraniu, czyli konkretnie czym?



          • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:05
            Lola, skup się.
            Jeśli dziecko nie jest w domu, który jest PIERWSZY w kwestiach wychowawczych,
            uczone, że szanuje się nie tylko to, za co tatuś z mamusią zapłacili, to co może
            w tej kwestii zdziałać szkoła? Dziecko otrzymuje sprzeczne przekazy, nauki,
            które nijak nie dają się ze sobą pogodzić, a szkoła, jako instytucja drugorzędna
            w kwestiach wychowawczych, ma mniejszą siłę oddziaływania. W takich wypadkach
            nie ma 'rodziców I szkoły', są rodzice, a potem długo długo nic.
            • lola211 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:12
              Ale skad te twoje załozenie, ze jest tego wlasnie uczone? Albo czego
              nie jest uczone?
              Bywa, ze rodzic bedzie przykladem swiecil, tłumaczyl, zadnych takich
              zachowan nie zaobserwuje, a dziecko w szkole bedzie sie zachowywac
              inaczej.Bo rodziców nie ma, bo rowiesnicy tak robia, itd.
              Za bardzo wierzysz widze w moc sprawcza rodziców.





              • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:17
                Obie mamy problem z wiarą - Ty za bardzo wierzysz w moc sprawczą szkoły.
                Nie wiem, czy dziecko jest uczone, może po prostu jest obciążone genetycznie.
                • maroco1977 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:27
                  jak czytam o teorii, ze jak rodzic bandyta to dziecko tez, bo w genach ma to mi
                  sie slabo robi.kawka zlituj sie, wiadomo nie od dzis,ze myszy harcuja gdy kota
                  nie czuja, podobnie z dziecmi, rodzicow nie ma, hulaj dusza piekla nie
                  ma.wszystko moze byc wyniesione z domu ale nie musi, zalezy od cech osobniczych
                  dziecka, jak bardzo jest podatne na wplywy innych, ktore wzorce wydaja mu sie
                  lepsze itd.
                  • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:29
                    To była ironia.
                • lola211 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 11:16
                  Złudzen co do szkoly to juz sie wyzbylam, spoko.
                  Na l.polskiego pani podejmuje tematy wlasciwego zachowania, w domu
                  dziecko jest uczone co i jak.
                  Co nie zmienia faktu, ze nie recze, iz dziecko poza domem czegos nie
                  zniszczy.
                  Na razie poki co zostala 2 lata temu ukarana z kolezankami na
                  zielonej szkole za wyrwane drzwi z futryny.Twierdzi ze to kolezanka
                  tak walnela drzwiami, ze sie po prostu rozpadły.
                  W ferworze zabawy moglo sie tak stac.Pytanie- gdzie opieka byla,
                  pozwalajac dzieciom na takie harce?
                  Czy sadzisz, ze to oznacza, iz dziecko nie jest nauczone wlasciwego
                  obchodzenia sie z drzwiami i wyrywa je jak leci;P?

                  Znam dzieci -dewastatorów, wywodza sie głownie z rodzin o niskim
                  statusie.Maża po ławkach, scianach, smieca, brudza.No ale wiekszosc
                  jest normalna.Ale jak zachowuja sie w szkole, to nie mam pojecia.
        • lila1974 SZKOŁA 15.05.09, 10:28
          Idę o zakład, że z mojej podstawówki tego "papierka" nie rzuci NIKT - tak nas
          wytrenowała nasza wychowawczyni 1-3 tongue_out
    • gku25 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 09:31
      Z domu niestetysad
    • kali_pso Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 20:18


      he,he..ano widzisz mamusie nauczyły że swego trzeba bronić, bo to
      MOJE i tylko MOJE i już- chować zabawki na czas przyjścia gości
      itp.winkP
      To jest kolejny przykład na to, jak nic się w narodzie nie zmienia -
      nie ma poszanowania dla dobra wspólnego bez względu na system jaki
      panuje w krajuwinkP
      • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 20:42
        Dzieciątka bronią tego, za co zapłacili ich rodzice. Może trzeba im uświadomić,
        że za to, co niszczą, również płacą ich rodzice, z tym, że nie bezpośrednio...?
        • amilos Re: Co je wspólne, je niczyje 14.05.09, 23:09
          a może jednak bezpośrednio? kara finansowa najczęściej działa motywująco -
          zapłaci za zabawkę zniszczoną - to ta nowa będzie już "jego", a nie niczyja,
          może rodzice zmieniliby podejście do własności wspólnej, gdyby mieli finansować
          pomoce szkolne, u nas tak to funkcjonuje (składka miesięczna, z tego kupujemy
          pomoce)
          • lila1974 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:32
            Coś w tym jest.
            W zerówce często znosiłam do domu zabawki, które uległy zepsuciu. (Tak, często,
            że mój tata w końcu powiedział:
            - Lila jak pani pyta, dzieci a który tatuś? To ty tak szybko łapki nie podnoś." tongue_out )

            I wiesz, ze ja potem autentycznie te zreperowane rzeczy traktowałam nabożnie -
            tatuś MÓJ tatuś zreperował, mam obowiązek dbać i innych pilnowac! smile
            • maroco1977 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:36
              usmialam siebig_grin fajny tatobig_grini co nadal podnosilas lapke, ze tata zreperuje?big_grin
              • lila1974 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 10:47
                Podejrzewam, że tak, bo kto mógł to zrobić lepiej? ;/
                • leli1 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 11:07
                  jeszcze o papierkach.
                  Jakos nie przypominam sobie abym mojego młodego uczyła wyrzucać papierki do kosza a jednak to robi....może ma to w genach smile, co wiecej, jak wpada na plac zabaw to pierwsze co zaczyna sprzątać, także papierki wyrzucone przez dorosłych.
                  Tak więc mysle sobie, że to jednak cecha osobnicza.
                  Tak samo jak brak poszanowania dla rzeczy/zabawek itd.....
                  Niestety moj mlody chyba takze w genach taką przypadłośc ma. Nie szanuje zabawek, ale generalnie, czyli swoich także. Jak sie bawi to na żywioł, czyli jak trzeba sie zderzać autami to robi to z cała pasją, hulajnoga i rower poobijane ze wszystkich stron, bo on nie oprze rowera o coś, tylko nim rzuci tam gdzie stoi. Tak samo albo podobnie zachowuje sie w przedszkolu, czego sygnały mam. I słusznie, że je mam bo mogę zareagować, co czynię. Tyle że powiem szczerze bez większego efektu.
                  Naprawde kawko tłumaczę mojemu dziecku, że trzeba szanować, próbuje przemówić do jego empatii, opowiadając łzawe historyjki smile o zniszczeniu przez kogoś jego ulubionej zabawki i co wtedy by czuł, w domu i poza nim jakoś szczególnie nie widzę naszego braku poszanowania do rzeczy, czyli negatywnego wzorca młody nie dostaje, a jednak nie szanuje.
                  Bo jak sie bawi to na całego, a jak ich jest więcej to istny szał, a jak nikt nie zwraca uwagi (czyli nie ma obok mamy albo pani wych.), to juz w ogole hulaj dusza.
                  Nie jestem psychologiem wiec trudno mi powiedziec z czego to się bierze, ale jesli chodzi o kwestię wychowawczą to nie mam sobie nic do zarzucenia (rzecz jasna mowimy o tym konkretnym przypadku braku poszanowania, bo w innych kwestiach pewnie mozna by sie cos znalazlo smile ), dziecko dostaje prawidłowe wzorce, wie ze nie wolno niszczyc, jest upominany kiedy to robi, a jednak to jest jakby silniejsze smile))
                  • kawka74 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 11:09
                    Twój syn jest, o ile się nie mylę, w przedszkolu, a ja piszę o uczniach podstawówki - nie ten etap rozwojowy. Co uchodzi w przedszkolu, nastolatkowi już chyba nie za bardzo.
                    • leli1 Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 11:34
                      kurcze, ale ja sie boje ze mu tak zostanie smile)
                      Bo tak-ja to byłam zawsze taka akuratna, broń Boże jakbym cos zepsuła i strasznie mnie stresują takie sytuacje i dlatego próbuje mu wpoić pewne zasady poszanowania własnosci smile, mój szanowny czasem bardziej papieski od papieża, a młodziak sie zapowiada na niezły huragan.
                      A potem panie w szkole będą myslec ze brak wychowania w domu i dlatego psuje wink
                      Juz kiedys jak go odbierałam z dyżurnego przedszkola (gdzie nikt nas nie znal) to sie zebrała cała świta (kucharki/sprzątaczki) i nas oglądała, a na drugi dzien sie od pani dowiedzialam, ze przyszły zobaczyc tą patologię (czyli mnie) po tym jak moj młody sypnął wiązanką niecenzuralnych słów, których to jak pisałam wczesniej u nas sie nie używa.
                  • figrut Re: Co je wspólne, je niczyje 15.05.09, 11:53
                    > jeszcze o papierkach.
                    > Jakos nie przypominam sobie abym mojego młodego uczyła wyrzucać papierki do kos
                    > za a jednak to robi....może ma to w genach smile, co wiecej, jak wpada na plac zab
                    > aw to pierwsze co zaczyna sprzątać, także papierki wyrzucone przez dorosłych.
                    > Tak więc mysle sobie, że to jednak cecha osobnicza.
                    To raczej nie cecha osobnicza, a wynik wychowania i obserwacji dziecka. Moi
                    nauczeni są zbierania papierków, bo ich matce na łeb padło od kiedy szwedzką
                    czystością i dbaniem o porządek się zachwyciła. Nie potrafię przejść obok
                    śmiecia leżącego na chodniku nie podnosząc go jeśli kilkadziesiąt metrów dalej
                    wiem, że na kosz się natknę. Młodzi też nie potrafią. Wzbudzam tym nie małą
                    sensację kiedy podnoszę papierki po lodach i chipsach, czy też pudełka po
                    papierosach. Kiedyś pewien pan widząc mnie podnoszącą śmiecia z chodnika
                    powiedział "pani, tam nic nie ma, to tylko śmieć". Ludziom nie chce się w głowie
                    mieścić, że podnoszę śmieci aby wyrzucić do kosza i to w dodatku nie są MOJE
                    śmieci. Moja torebka i kieszenie czasami przypominają popielnicę. Niestety
                    obawiam się, że moi synowie gdy jeszcze podrosną, przestaną zbierać śmieci z
                    chodników z bardzo prostego powodu - rówieśnicy będą się z nich śmiali, bo to
                    dziwne u nas jest. Mam tylko nadzieję, że swoje będą wyrzucać nadal do kosza.
                    Tęsknię czasami za komuną, bo pamiętam czyny społeczne w mojej rodzinnej wsi. Do
                    tej pory na placu zabaw nikt nie tknie siatki do siatkówki aby ją uszkodzić, bo
                    co prawda siatki mieszkańcy nie kupili, ale pan Władzio z panem Czesiem nieźle
                    się namęczyli, żeby ją porządnie naciągnąć. Nikt nie wyrwie desek z karuzeli, bo
                    pan Halinka z panem Frankiem te deski malowali, żeby karuzela ładnie wyglądała.
                    Broń Boże ławkę wywrócić do góry nogami. Tam nasz blokowy stolarz w czynie
                    społecznym wymieniał deseczki wcześniej je ładnie heblując. Do tej pory raz do
                    roku choć komuny już nie ma, organizowane są prace społeczne w mojej rodzinnej
                    wsi i o dziwo nie ma tam śmietnika na chodnikach, poprzewracanych koszy na
                    śmieci, pokradzionych desek z placu zabaw i połamanych drzew.
Pełna wersja