Być wiecznym dzieckiem....

15.05.09, 08:37


Tak mi się nasunęło po wątku Mimki( o mamusi, która sobie ulała).

Wielokrotnie drazniło mnie, kiedy mój ojciec mówił :" Dla mnie
zawsze będziesz dzieckiem". Drażniło mnie, bo to zdanie ma dla mnie
podtekst- zawsze będziesz dzieckiem, więc mogę cię strofować,
upominać, karać, mieć pomysły na twoje zycie, nawet jak będziesz
dorosła. I tak w moim przypadku jest/było. Wydaje mi się, że gro
problemów na linii rodzice-dzieci bierze się własnie z tego poczucia
zawłaszczenia, że do końca zycia nie daja niektórzy uwolnic się
drugiej osobie z tego bycia tylko i jedynie DZIECKIEM, a nie nie
DOROSŁYM. Z dorosłym przecież inaczej się rozmawia, dorosłego się
szanuje( najczęściejwink, DZIECKU mozna powiedzieć, że ma robic tak i
tak, bo inaczej mamusia czy tatuś focha strzeli i sie pogniewa.


Co myślicie? Zmykam teraz do pracy, ale ciekawa jestem Wszych opinii.
    • nangaparbat3 Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 08:46
      Mnie podobne myśli naszły przy moim wlasnym watku o corce w ciąży zagrażajacej
      jej zyciu - choc w tamtej sytuacji to sie chyba jednak komplikuje.
      Moja blogoslawionej pamieci babcia mawiała "dopoki zyje, moje dziecko zawsze
      bedzie dzieckiem".
      Myślałam sobie wtedy - wiec jedyny sposob, by stac sie dorosłym czlowiekiem,
      to.......
    • echtom Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 09:07
      Zawsze jest się "dzieckiem" w sensie więzi emocjonalnej. Formy
      relacji powinny się zmieniać z wiekiem. Szkoda, że niektórzy rodzice
      tego nie rozumieją uncertain
    • sir.vimes Ja mam odwrotnie 15.05.09, 09:29
      "dla mnie zawsze będziesz dzieckiem" znaczy wg mnie - zawsze otrzymasz tyle
      wsparcia ile umiem dać, zawsze cię wysłucham, jeśli spytasz o radę nie powiem
      "radź sobie sama", możesz przy mnie płakać, możesz odsłonić wszystko a ja to
      wezmę na klatę.

      I taki sygnał jest fajny, warto wiedzieć, że tak jest, że można strzelić mamie
      focha jak 6 latek i wypłakać jak nastolatka. Że mimo, iż wszyscy jesteśmy
      dorosłymi ludźmi jest gdzie wypuścić swojego wewnętrznego bachora, żeby się
      wybiegał i wyjęczał do woli. Nie trzeba korzystać, ale fajnie wiedzieć, że się
      możesmile
      • tafasola Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 09:33
        Oj tak to by było pięnie... Takie coś chciałabym dac moim dzieciom.
        U mnie w rodzinie przekaz był jak w wypowiedziach powyżej + radź
        sobie sama; niech dzieci nie licza, że będziemy odpowiadali za ich
        głupstwa; jak popełnisz głupstwo to nie przychodź do mnie z płaczem;
        jesli pomagam to oczekuję, że zrobisz tak jak ja chcę... ale
        oczywiście zawsze będziesz dzieckiem, tatuś/mamusia tak z miłości,
        martwimy się itp.
        To bardzo obciążające i bardzo częste.
        • sir.vimes Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:16
          "Oj tak to by było pięnie... Takie coś chciałabym dac moim dzieciom."

          Ja tak mam w rodzinie i bardzo pracuję nad sobą by umieć za x lat przekazać to
          dalej, swojej córce. Mam nadzieję, że będę w stanie.
      • mim288 Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:22
        Nie do końca wiem, czy taki fajny ten sygnał. Czlowiek musi w pewnym
        momencie otrzymac proste przesłanie : "radź sobie sam, wydoroślej" -
        inaczej zostanie dzieckiem, a kiedys niestety zostaje sie bez
        rodziców. Lepiej otrzymać taki przekaz, gdy rodzice jescze są i w
        razie, gdy powinie sie noga w samodzielności mogą jednak pomóc. Ja
        moich rodziców cenię wlaśnie dlatego, że potrafili powiedzieć
        (pewnie wbrew rodzicielskim pokusom, by widzieć we mnie "małą
        córeczkę") "radź sobie sama" (wiedzieli, że mogę, dam radę, tylko
        muszę się "zebrać w sobie").
        • tafasola Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:27
          Ja to widzę inaczej. Bez związku z dorośleniem. A raczej jako wyraz
          obopólnej wolności.
          Coś jak dobrzy, niezawodni przyjaciele - wiesz, że staną za Tobą
          murem jakby co, ale też nie oczekujesz, że będa ponosić za ciebie
          jakakolwiek odpowiedzialność. Nie obarczasz ich problemami, nie
          czekasz na rady. Ale wiesz, po prostu wiesz, że jak będzie źle, to
          będą przy tobie, nie czekając na wdzięczność. Wypłaczesz się,
          wykrzyczysz, potem zrobisz swoje a oni twojej słabości nie
          wykorzystają.
          No ja tak mam z teściową.
          • echtom Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:35
            > No ja tak mam z teściową.

            Ciekawe, skąd to się bierze, że niektóre kobiety lepiej się dogadują
            z teściowymi niż z własnymi matkami? smile
            • tafasola Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 11:08
              Nie mam pojęcia, też się zastanawiałam.
              Inna rzecz, że mój mąż tez się lepiej dogaduje ze swoją mama niż
              moją smile
              ja to kładę na karb przypadku. Charakter, upodobania, są w dużym
              stopniu przyadkiem, splotem jakis cech, które niekoniecznie
              dziedziczy się po rodzicach.
              I akurat może się tak zdarzyć, że chraktery bardziej podpasują na
              linii teściowa-synowa niż mama-córka.
              Co nie znaczy, że my z teściową to zawsze buzi buzi i słodziutko.
              Kłocimy się, miewamy fochy i niesnaski. Ale jakos tak normalnie.
          • sir.vimes bardzo fajnie napisałaś 15.05.09, 10:39
            Wypłaczesz się,
            > wykrzyczysz, potem zrobisz swoje a oni twojej słabości nie
            > wykorzystają.
        • echtom Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:32
          > Czlowiek musi w pewnym momencie otrzymac proste przesłanie : "radź
          sobie sam, wydoroślej" -

          Ja daję moim córkom taki przekaz, z zastrzeżeniem, że będę im
          pomagać do końca studiów, a zawsze w przypadkach losowych. Czyli
          konkretnie: pójdą na studia - będę je utrzymywać, nie pójdą -
          zakręcam kurek z kasą. Podobnie przy ich dzieciach - chętnie pomogę,
          ale niech nie liczą na to, że zrezygnuję z własnego życia, by zostać
          etatową nianią własnych wnuków. Zapowiadam się na świetną asertywną
          teściową i babcię wink
          • sir.vimes Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:42
            Ale to o czym piszesz, Echtom, to pomoc ekonomiczna - pieniądze, twój czas,
            twoja praca - mi chodzi o coś co chyba masz we krwi tzn pomoc rozumianą jako
            bycie obok gdy trzeba. Nawet jeśli jest się 400 km dalej i ma tylko email do
            dyspozycji. Akurat jeśli chodzi o ciebie nie wątpię, ze dajesz i będziesz dawać
            to swoim córkom.
        • sir.vimes Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:39
          Ja nie lubię ostrych cięć. Człowiek sam dochodzi do momentu w którym pewnych
          rzeczy nie potrzebuje i nie trzeba go tego uczyć łomem po głowie. Nie trzeba
          pokazywać "jak to będzie gdy nas nie będzie" jeżeli jeszcze jesteśmy.

          Sygnał "koniec z wszelkim wsparciem" jest IMO najgorszą rzeczą jaką dziecku
          można zrobić.

          Zresztą, chyba mylisz wsparcie ekonomiczne czy pomoc w czymś z wsparciem
          emocjonalnym , które zakłada np. "kojące mruczenie" gdy dziecko zwierza się z
          np. utraty pracy a w żadnym razie nie zakłada rozwiązywania problemu za dziecko.

          Sygnał "wydoroślej, rozwiązuj sama swoje problemy" nie jest tożsamy z sygnałem
          "ściana, brak wsparcia, spadówa, nie chcę o tym słuchać, nie chcę cię
          przytulić". Jest dużo bardziej podobny do sygnału "nadal jesteś moim dzieckiem i
          zarazem cieszę się, że dorosłaś".

          No i - last but not least - w pewnym momencie ta możliwość wspierania dorosłego
          dziecka staje się wielkim pozytywem w życiu starszych ludzi. Jeżeli z wózka
          inwalidzkiego i za pomocą trąbki do słuchania nadal mogę cokolwiek zrobić dla
          mojego dziecka - choćby pogłaskać po 50 letniej buzi - znaczy, że jestem kimś
          sprawczym, potrzebnym.
          • echtom Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 10:52
            > Sygnał "koniec z wszelkim wsparciem" jest IMO najgorszą rzeczą
            jaką dziecku można zrobić.

            Chyba nie do końca zrozumiałaś intencje autorki. Dalej pisze
            wyraźnie:

            "Lepiej otrzymać taki przekaz, gdy rodzice jescze są i w
            razie, gdy powinie sie noga w samodzielności mogą jednak pomóc
            "

            To taki przekaz: "Nie jestem już twoim opiekunem, ale zawsze będę
            twoim przyjacielem"

            Dla mnie to bardzo zdrowe podejście. Nie dopuszczam scenariusza, że
            moje dorosłe dzieci beztrosko zrzucą na mnie część odpowiedzialności
            za swoje życie, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym odmówić pomocy
            w sytuacji awaryjnej.
            • sir.vimes Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 11:02
              Ale w takim razie nie wiem czemu autorka postu odnosi się do mojej wypowiedzi.
              Daleka jestem od mniemania, ze rodzic ma być OPIEKUNEM dorosłego dziecka. Wręcz
              przeciwnie.

              > Chyba nie do końca zrozumiałaś intencje autorki.

              Nie dopuszczam scenariusza, że
              > moje dorosłe dzieci beztrosko zrzucą na mnie część odpowiedzialności
              > za swoje życie

              Ja też w żadnym razie nie uznaję takiego scenariusza za pozytywny i właściwy.
              • echtom Re: Ja mam odwrotnie 15.05.09, 11:27
                Czyli w sumie chodzi o to samo, tylko trochę inaczej rozkładamy
                akcenty smile
    • kawka74 Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 09:40
      Podtekst może być dwojaki - albo 'jesteś moim dzieckiem, jesteś dla mnie
      ważny/a, zawsze będę cię wspierać', albo 'jesteś dzieckiem, więc jesteś mało
      kumata i nie umiesz samodzielnie podejmować decyzji, a jeśli już podejmiesz, to
      będą złe, więc ja za ciebie pomyślę, zadecyduję, powiem". O ile pierwsze jest
      super, o tyle drugie jest nie do przyjęcia.
      Moja mama miała pół na pół. Ojciec nie ma wcale, ani nie chce mnie wspierać, ani
      nie chce mną dyrygować (i chwała Panu), obecne relacje z rodzinnymi nie mają nic
      wspólnego.
      Straszne jest to upupienie dorosłego człowieka i straszne jest to, jak wielu
      dorosłych daje się upupić.
      • tafasola Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 09:49
        O! Upupienie! Znakomite określenie.
        Nawet jeśli nie dajesz się upupiać, to upupiający tak łatwo nie
        odpuszczają... Oj nie...
        • kawka74 Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 10:09
          > O! Upupienie! Znakomite określenie.

          Pogratulować Gombrowiczowi smile
          • tafasola Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 10:18
            kawka74 napisała:

            > > O! Upupienie! Znakomite określenie.
            >
            > Pogratulować Gombrowiczowi smile

            Zawsze jakoś to upupienie bardziej abstrakcyjnie pojmowałam, o ile
            ktoś rozumie, o co mi chodzi.
            A tu prosze, do mojej skrzeczącej rzeczywistości pasuje jak ulał,
            jak ulał!
            Ale mam radochę.
        • carriegirl Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 13:47
          > Nawet jeśli nie dajesz się upupiać, to upupiający tak łatwo nie
          > odpuszczają... Oj nie...
          Oj tak, tak! Moja teściowa nim rodzina nam się powiększyła w czasie
          odwiedzin u niej wołała nas na obiad :" Dzieci obiad", wkurzało mnie
          to jak diabli. Nawet nam czekolady dawała na dzień dziecka, ale mąż
          naszczęscie to z nią wyjaśnił. Teraz ma wnuki i na nich
          się 'wyżywa' wink
    • aluc Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 10:43
      każdy czyta to, co chce przeczytać

      dla mnie to określenie relacji, w której zawsze będą nas łączyły
      więzy obiektywne - przyjacielem/mężem czy żoną można przestać być,
      natomiast nie przestaje się być dzieckiem swojego rodzica i wajs
      wirsa

      co dla mnie w zasadniczy sposób wpływa również na treść tej relacji,
      która nigdy nie będzie taka sama jak relacja pomiędzy dorosłymi
      przyjaciółmi, bo jest oparta na pewnego rodzaju społecznym przymusie
      wink, a nie absolutnie wolnym wyborze - bez względu na to, jak bardzo
      jest dla mnie ważna i satysfakcjonująca

    • deodyma Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 12:59
      ja mam 34 lata i gdy moja mama mowi do mnie i do brata, ktory ma 27
      lat, ze dla niej zawsze bedziemy dziecmi, nie drazni mnie to.
      w sumie to racja, bo czy ja bede miala 40 lat, czy nawet 50 lat, to
      zawsze bede dla niej dzieckiemsmile
      tak samo gdy moj syn bedzie kiedys mialo 30-40 lat, tez zawsze
      bedzie dla mnie dzieckiem, o ile doczekam tego oczywisciesmile
      i niezaleznie od tego, ile bede miala lat a zrobie cos zle, moja
      matka ma pelne prawo mnie strofowac, zwrocic mi uwage, co wcale nie
      znaczy, ze mnie nie szanuje.
    • lola211 Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 13:04
      Moja córka zawsze bedzie moim dzieckiem, co oznacza, ze bede ja
      kochac jak kocha sie tylko dziecko , a nie zawlaszczac, kazac
      itp.Dla mnie ma to taki sens.
    • szyszunia11 Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 14:04
      kali_pso napisała:

      Z dorosłym przecież inaczej się rozmawia, dorosłego się
      > szanuje( najczęściejwink, DZIECKU mozna powiedzieć, że ma robic tak i
      > tak, bo inaczej mamusia czy tatuś focha strzeli i sie pogniewa.
      >

      smutne to ale niestety czesto prawdziwe. A przeciez gdyby od najmlodszych lat zycia dziecko bylo SZANOWANE, a rodzice nie strzelali fochow, to moze wcale nie tak bardzo chcialoby dorosnac?wink
      nota bene Twoj tytul watku przypomnial mi, ze ja sama chce po trosze byc wiecznym dzieckiem, ale oczywiscie nie w sensie podleglosci rodzicom czy niedojrzalosci a raczej pewnej - nazwijmy to umownie - spontanicznosci. Zanim urodzilo sie moje dziecko - plakalam mezowi w rekaw, ze jako mama to ja juz chyba strace to ukryte dziecko -czesc mnie samej. Na szczescie nic takiego sie nie stalosmile
      • bi_scotti Re: Być wiecznym dzieckiem.... 15.05.09, 14:23
        Moje dzieci juz sa wlasciwie dorosle ale chyba nigdy Im nie
        powiedzialam, ze "zawsze beda dla mnie dziecmi" wink Jezeli juz cos w
        tym guscie to raczej takie droczenie sie "jestes ciagle moja mala
        coreczka/malym syneczkiem" chociaz ja juz od dawna jestem najnizsza
        w rodzinie.
        Ale w duszy, w myslach, w sercu to Oni sa dla mnie "dziecmi", czego
        nie nalezy mylic z "dziecinni" czy "infantylni". To jest raczej to
        wewnetrzne poczucie, ze na wezwanie ktoregokolwiek z Nich, gdyby
        ktoremukolwiek dziala sie krzywda ja przelece kontynent zeby pomoc.
        To jest to tez to poczucie, ze jesli ktores cos spieprzy, zrobi zle
        czy nawet bardzo zle to ja, chcac niechcac, zawsze bede miec jakies
        tam poczucie winy, ze widocznie zle wychowalam, czegos nie
        dopatrzylam. Oczywiscie, racjonalnie rzecz ujmujac, kazdy dorosly
        bierze na siebie odpowiedzialnosc za swoje czyny ALE nawet tego nie
        mowiac, to poczucie odpowiedzialnosci za czyny moich dzieci we mnie
        jest. Ma to tez, na szczescie i druga strone, Ich sukcesy sa "moimi"
        sukcesami smile Tez o tym nie mowie ale w serduchu orkiestra gra!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja