karolcia44
21.05.09, 20:30
Siedzę sobie przy kompie, mąż kąpie małego (później jedzie na siłkę)
a tu domofon. Sąsiad z naprzeciwka drze mi się przed płotem, że mamy
natychmiast przestawić samochód bo kobieta chce sobie otworzyć okno
i co my sobie w ogóle myślimy....Odłożyłam słuchawkę w szoku, nic
się nie odezwałam. Rozumiem, że może przeszkadzać parkowanie
bezpośrednio pod oknami ale: niedawno zrobiono nam chodnik po naszej
stronie na całej ulicy i są za wysokie progi aby parkować, po
drugiej stronie nie ma wcale chodnika tylko jest taki skrawek trawki
i zaraz dom i łatwiej tam parkować bo ulica jest wąska i mijające
samochody mogą wtedy łatwiej przejechać, a przede wszystkim
jesteśmy tutaj "nowi" i czy sąsiad nie mógł normalnie w rozmowie
nas poprosić o nie parkowanie? Parkujemy tam, gdy zaraz, któreś z
nas dalej gdzieś jedzie a wjazd na podwórko mamy b.wąski i jest tak
łatwiej. Czy nie można było tego załatwić grzeczniej? Jestem
spokojną osobą i nienawidzę takich awantur...Mnie z kolei wkurza, że
tak parkują niektórzy na chodniku, że nie mogę wózkiem przejechać i
wychodzę na jezdnię albo zaparkują po obu stronach i w ogóle nie
można przjechać ulicą samochodem (powinna być jednokierunkowa). Ale
chodnik też nie jest szeroki i chociażby dlatego uważam, że
parkowanie powinno być z drugiej strony. Sąsiad ma niestety niezbyt
fortunnie położony dom. Mimo wszystko czy tak trudno kulturalnie
porozmawiać? A tak na marginesie czy są jakieś przepisy, które
zabraniają takiego stawiania pojazdów? Boję się, że facet mnie
gdzieś dorwie na ulicy i zrobi mi awanturę...