frankie4
09.12.03, 11:54
Wprowadziliśmy się do budynku, w którym mieszka tylko 6 rodzin dwa miesiące
temu. Sąsiedzi mieli być mili, porządni i kulturalni – wg zapewnień
poprzedniego właściciela – a tu same porażki.
Dwa mieszkania na piętrze, nieduży fragment korytarza. Sąsiedzi z naprzeciwka
notorycznie składają tam gazety. Nie było dnia żeby tam nic nie leżało. Jak
urasta sterta do ok. metra trochę zabierają, ale nie wszystko i dokładają
więcej. Gdy grzecznie poprosiliśmy, aby swoje śmieci trzymali w domu
usłyszeliśmy, że chcemy zmieniać panujące od 10 lat zwyczaje, jako nowi nie
mamy do tego prawa – w ogóle jesteśmy konfliktowi.
I tak rośnie kupka gazet raz więcej raz mniej – i co – wystarczy niedopałek.
A pojemnik na papiery stoi 30 metrów od budynku. Bez komentarza.
Okazało się że jesteśmy konfliktowi nie tylko dla sąsiadów z piętra ale też
dla tych z góry. Mamy sześć miejsc parkingowych dla budynku. Jedno na jedno
mieszkanie. My nie mamy samochodu, ale gdy przyjeżdża mój ojciec to wtedy tam
parkuje. I zrobił się z tego duży problem – został przegoniony. I
nieprawdziwe informacje, że poprzedni właściciele nie partycypowali w
kosztach (znamy dokładnie historię budowy tego parkingu od poprzednich
właścicieli, mamy również ich identyfikator) – a prawda jest taka, że Ci
właśnie sąsiedzi mają kilka samochodów, które tam stawiają – i jeszcze ich
pogardliwy tekst – jak sobie kupisz samochód to stawiasz. I znowu to samo –
jesteście nowi, wykłócacie się, konfliktowi – nawet gazety sąsiadów nam
przeszkadzają.
Sama nie wiem po co to piszę drogie EMAMY, chyba żeby to z siebie wyrzucić,
tak mnie to wszystko przybiło. Nigdy z nikim nie miałam konfliktów. Czy tak
musi być że gdy ktoś wprowadza się później nie ma racji. I dlaczego mam
przyjmować zasady będące zaprzeczeniem prostego porządku. Chciałabym mieć
dobry kontakt z sąsiadami, ale czy kosztem wciskania sobie kitu i
przyjmowania tego z uśmiechem. Mam nadzieję, że to tylko złe dobrego początki.