Dziecko w lokalu - z innej strony

31.05.09, 01:42
Mam kuzyna, który wyruszył w świat (do Wielkiej Brytanii) w poszukiwaniu
szczęścia. Jest kelnerem w restauracji hotelowej, w takim markowym hotelu.
Przyleciał ostatnio do Polski w odwiedziny, a że jest chrzestnym jednego z
moich dzieci, to i nasza rodzina znalazła się w planie wizyty.
Zaprosił dzieci (oraz mnie i Wróbla) na lody do kawiarni.
Moja czteroletnia córeczka zalicza się do tych żywych dzieci, które usiedzą w
miejscu maksimum 10 minut, więc ciężko mi było utrzymać ją w jakimś
cywilizowanym zachowaniu i ledwo skończyła swoje lody, wyszłyśmy na zewnątrz.
Wracając do domu, westchnęłam kuzynowi, że jestem na razie skreślona w tej
kawiarni, a on popatrzył na mnie dziwnie i powiedział: "Przecież się starałaś".
Od słowa do słowa, opowiedział mi, jak to wygląda od strony personelu, bo jego
hotel jest nastawiony na rodziny z dzieckiem. W restauracji są wysokie
krzesełka dla maluszków i poza kartą mają czekoladę na gorąco.

I powiedział mi tak: jak rodzice pozwalają, żeby dziecko robiło syf przy
stole, albo żeby łaziło po całej sali, to oczywiście nic nie mogą zrobić (poza
zwróceniem uwagi, że łażenie może być DLA DZIECKA niebezpieczne, bo noszą
gorące rzeczy), ale zapamiętują. Ale jak rodzice próbują jakoś nad dzieckiem
zapanować i widać, że jest im głupio, że mają dzikusa/łazęgę/bałaganiarza, to
personel jest taki, że do rany przyłóż. I pomoże w miarę możliwości. A takim,
co myślą, że jak płacą, to dziecko może wszystko, nie ułatwiają niczego.
"Gorąca czekolada?" - "Przykro mi, akurat nie ma, może jutro". I inne
drobiazgi. Wszystko zgodnie z procedurą. Ale jak rodzic raz ruszy się za
maluchem, który wywędruje, to co drugi raz może posiedzieć, bo obsługa go zastąpi.

Powiem, że mi ulżyło trochę, jak to usłyszałam.
    • moofka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 05:40
      > I powiedział mi tak: jak rodzice pozwalają, żeby dziecko robiło syf przy
      > stole, albo żeby łaziło po całej sali, to oczywiście nic nie mogą zrobić (poza
      > zwróceniem uwagi, że łażenie może być DLA DZIECKA niebezpieczne, bo noszą
      > gorące rzeczy), ale zapamiętują. Ale jak rodzice próbują jakoś nad dzieckiem
      > zapanować i widać, że jest im głupio, że mają dzikusa/łazęgę/bałaganiarza, to
      > personel jest taki, że do rany przyłóż.

      od zawsze wiadomo, ze za swoje dzieci nalezy sie wstydzic, glosno im to mowic i
      im publicznie uszu nacierac oraz skutecznie i widowiskowo dyscyplinowac
      wowczas zyskujemy aprobate otoczenia i miano skutecznego rodzica
      i nawet czekolada sie znajdzie
      • azerus Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 09:13
        tia jasne jasne
        to lepiej od czasu do czasu lekko karcącym tonem zwrócic uwagę "smarkowi": Zosiu
        nie kop pana bo się spocisz...
        • ewma Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 09:53
          Często jestem u rodziców mieszkających w innym kraju i tam w
          restautacjach dzieci robią co chcą.
          Byłam w szoku gdy to zobaczyłam po raz pierwszy i byłam pewna ,że
          zaraz obsługa wywali rodziców wraz z dziećmi ......... a kelner
          przynosi im bloki ,kredki i książeczki.

          Byli w szoku gdy moja wóczas 4 letnia córeczka siedziała
          grzecznie ,ewentualnie pobawiła się w kąciku dla dzieci.

          Ale czasami szlag mnie trafia gdy rodzice nie reagują na dziecko
          pełzające pod moim stolikiem ....
    • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 10:27
      Chwileczke, czy chodzenie po sali, nie bieganie i wydawanie dzikich wrzaskow,
      ale zwyczajne chodzenie bez zaczepiania innych gosci to juz przejaw zdziczenia?
      Nie wiedzialam o tym. A przygladanie sie innym ewentualne zagadanie to juz
      zaczepianie, ktore moze przeszkadzac innym? I co to jest robienien syfu przy
      stole? Rzucanie jedzeniem ? czy wchodzi w to przypadkowe rozlanie wody na
      stole, zabrudzenie obrusa jedzeniem lub nakruszenie kolo stolika?Moj trzylatek
      od urodzenia jest czestym gosciem w restauracjach i potrafi wysiedziec juz
      sporo, sidzi grzecznie przy stole kiedy posilek jest podany ale w przerwach
      miedzy podaniami chodzi sobie po sali, czasami zawrze jakas znajomosc ale ktos
      musi go do tego zachecic, sam na pewno nie dosiadzie sie do cudzego stolika,
      chyba ze przez pomylkewink Kiedy mial rok byly wpadki, ze probowal
      siegnac po cos np. bulke na stoliku obok ktorego wlasnie przechodzil lub
      zainteresowal sie torebka jakiejs pani itp. ale juz od dawna tych rzeczy nie
      robi bo wie ze nie mozna ale o zwykle chodzenie nigdy go nie upominalam.
    • kali_pso Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 11:14

      Ale jak rodzice próbują jakoś nad dzieckiem
      > zapanować i widać, że jest im głupio, że mają
      dzikusa/łazęgę/bałaganiarza, to
      > personel jest taki, że do rany przyłóż



      Myślę, że warto zachować złoty środek. Nie przepraszać za samo
      istnienie dziecka ale nie udawać, że nas nie ma, kiedy dzieciak
      wkłada ręce w jedzenie innych ludzi, czy bawi się, wyrzucając
      posiłek na podłogę lub rozmazując go na obrusie. I tyle. Jak w
      życiu. Tyle, że to trudne- ludzie często mają nastawiony radar na
      odczucia otoczenia i będa kajać się za każdy głośniejszy smiech
      własnego dziecka lub przeciwnie, stosują metodę :" Mnie się nalezy i
      mojemu dziecku też" i w doopie mają innych ludzi.
    • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 11:41
      wroblica_cwir_cwir napisała:
      > A takim,
      > co myślą, że jak płacą, to dziecko może wszystko, nie ułatwiają
      niczego.

      Tiaaaaaaaaaa...chcialas powiedziec ze twoj kuzyn to tak robi big_grin i
      leniwy personel polski smile. Milam okazje sie z takim zetknac...na
      chama obmawial klientow miedzy soba myslac ze nikt ich nie rozumie
      bo po polsku gadaja. I nie chodzilo akurat o dzieci, ale np o cycki
      klientki lub makijaz.
      Wracajac do dzieci...tam gdzie bywalam nie tylko za granica ale w
      Polsce rowniez jakos dziwnie personel byl bardzo pomocny (moze
      dlatego ze goracej czekolady nigdy nie zamawialam big_grin)

      > "Gorąca czekolada?" - "Przykro mi, akurat nie ma, może jutro". I
      inne
      > drobiazgi. Wszystko zgodnie z procedurą. Ale jak rodzic raz ruszy
      się za
      > maluchem, który wywędruje, to co drugi raz może posiedzieć, bo
      obsługa go zastąpi.

      A powinien zastepowac??? NIe, powinien wykonywac swoje obowiazki
      szybko, sprawnie i uprzejmie, tego od personelu oczekuje. A rozlanie
      soku czy naktuszenie moze sie zdarzyc kazdemu, rozumiem ze wtedy
      kuzyn robi bure takiemu panu i miotle daje do sprzatania wink.
      Zapewniam cie ze od dzieci o wiele gorsi sa pijani klienci,
      zwlaszcza polscy i nie za granicami tylko ale w Polsce smile
      • avvg Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 12:51
        > Zapewniam cie ze od dzieci o wiele gorsi sa pijani klienci,
        > zwlaszcza polscy i nie za granicami tylko ale w Polsce smile

        Być może tak, ale szkoda, że nie widzisz podstawowej różnicy między
        pijanym klientem a dzieckiem (poza gabarytami). Otóż dopóki nawalony
        gość jest zazwyczaj dorosły i dopóki nie jest nawalony do
        nieprzytomności, teoretycznie decyduje sam o sobie, o dziecku
        decydują rodzicesmile I to oni są od użerania się z nimi, a nie
        obsługa. Obsługa ma co robić - chociażby właśnie rozkoszować się
        kontaktem z pijanymi gośćmi. Chociaż tam, gdzie bywają pijani
        goście, zazwyczaj nie ma rodzin z dziećmismile
        • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 00:36
          avvg napisał:
          > Otóż dopóki nawalony
          > gość jest zazwyczaj dorosły i dopóki nie jest nawalony do
          > nieprzytomności, teoretycznie decyduje sam o sobie, o dziecku
          > decydują rodzicesmile I to oni są od użerania się z nimi, a nie
          > obsługa.

          Alez przeciez ja to napisalam. Rodzice nie obsluga
          ...przeczytaj raz jeszcze smile

          > Obsługa ma co robić - chociażby właśnie rozkoszować się
          > kontaktem z pijanymi gośćmi.

          I o ile w ostatecznosci rodzicom mozna zwrocic uwage ze dla dziecka
          moze byc miejsce w kominku niebezpieczne smile to z pijanym chcac nie
          chcac personel musi sie uzerac big_grin

          > Chociaż tam, gdzie bywają pijani
          > goście, zazwyczaj nie ma rodzin z dziećmismile

          Tia....ostatnio bylam w restauracji wynajetej przez rodziny - 3
          komunie wiec teoretycznie nie powinno byc pijanych...a byli smile i byl
          to zupelny srodek dnia
    • lolinka2 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 12:56
      w temacie, zdarzenie z wczoraj

      po pikniku naukowym poszliśmy z dziećmi zjeść obiad w jednej z
      restauracji na Starówce. Nasze dzieci głos mają niezwykle donośny i
      generalnie zwiercone są - ale udało się wyłożyć (zwłaszcza młodej, 3
      lata), że to miejsce publiczne, że państwo - inni goście - przyszli
      tu, żeby zjeść spokojnie swój obiad i mają prawo do jedzenia w
      spokoju, bez jej krzyku czy biegania. Zjedliśmy w b. miłej atmosferze
      (chociaż mnie, nie lubiącej krzyku, gdzieś z tyłu głowy i tak
      kołatała się myśl, że te moje dzieci to takie głośne są...).

      Gdy wychodziliśmy, pozbawiłam się złudzeń. Weszła kolejna para,
      dzieci na oko w tym samym wieku. Jeszcze dobrze nie weszli, młodsza
      potomkini runęła długą prostą na ziemię w awanturze o coś tam...
      starszy potomek tonem nie znoszącym sprzeciwu na 130 db zażądał tego
      i owego, i w obliczu nie zaspokojenia żądań terrorysty w ciągu pięciu
      sekund (usiąść musieli przecież...) poszedł w ślady siostry...

      I wtedy poczułam, że te nasze wysiłki wychowawcze wcale nie poszły na
      marne, a sympatia personelu, którą odczuliśmy, niekoniecznie była
      sztucznie wyuczona...
    • uullaa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 13:14
      Wróblico, a dla ciebie twój kuzyn jest wszechwiedzący czy jak? Sam o
      sobie opowiadał i o swoim miejscu pracy. I tyle. Po co uogólniasz?
      Może gdzie indziej mniej złośliwi i bardziej profesjonalni kelnerzy
      pracują, a nie tacy co chcą wychowywać dorosłych ludzi. Jak dla mnie
      to twój kuzyn mściwą mendą jest. Dzieci pewnie będzie miał właśnie
      hałaśliwe. Taki life.
    • aluc Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 13:27
      podobno statystycznie największe napiwki zostawiają właśnie rodzice z
      małymi dziećmi, z poczucia winy wink zatem ergo starać się warto, a im
      dzieci bardziej rozrabiają, tym bardziej warto wink

      • kiraout Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 13:42
        Jestem tego samego zdania, co kuzyn autorki. Postawa roszczeniowa i puszczanie
        dziecka luzem, "niech się nabiega, czy zajmie sobą, a ja w tym czasie sobie
        podjem" nie są moimi ulubionymi w restauracji.
        Takich rodziców jest całe mnóstwo. Sytuacja diametralnie zmienia się na
        pozytywną, jak mam koło siebie również absorbującą rodzinę,ale gdzie rodzice
        starają się zapanować nad swoimi dziećmi.

        Dziecko po jakimś czasie przyzwyczaja się do zasad, jakie panują w takich
        przybytkach.
        A Anglii mniej więcej co tydzień chodzimy ze znajomymi do restauracji z dziećmi
        własnie. te częste wychodne przyzwyczaiły nasze dość krnąbrne maluchy do tego,
        ze jednak tam powinny się opanowywać. Dużo daje przykład innych dzieci.
        • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 14:13
          >puszczanie
          >dziecka luzem, "niech się nabiega, czy zajmie sobą, a ja w tym czasie >sobie
          >podjem" nie są moimi ulubionymi w restauracji.

          Tak wlasnie jest, mojego dziecka nie musze przywiazywac do krzesla, zeby zjesc
          obiad i potrafi sie ono zajac soba na czas mojego posilku tak samo jak w domu
          zajmie sie soba kiedy musze ugotowac czy posprzatac, miedzy innymi tego uczymy
          nasze dzieci wiec co w tym zlego, ze w restauracji na pewnych warunkach dostaje
          swobode ruchu. Moj syn wlasnie dzieki temu ze puszczony luzem wie, ze nie mozna
          biegac, krzyczec, wlazic pod cudze stoliki, wchodzic do kuchni, schodzic z drogi
          kelnerowi, pchac rak na stoliki innych ludzi i dotykac cudzej wlasnosci itd. A
          ze sie troche pokreci po sali i poprtzyglada innym, to co w tym zlego moze mi
          ktos uswiadomi bo naprawde nie rozumiem?
          • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 18:56
            Spróbuję, choć jestem świadoma, że znakomita część emam ma hm klapki na oczach
            jesli chodzi o dzieci.
            Maluch 2,3,4,5 letni a czasem i starszy jest Z NATURY RZECZY CIEKAWY ŚWIATA I
            RUCHLIWY. W restauracji, zreszta także przy stole u cioci na imieninach, po dość
            krótkim czasie zaczyna się nudzić. A jak sie nudzi to staje się coraz bardziej
            aktywny. I nie jest to ani naganne ani nienormalne. I jeśli chodzi po mieszkaniu
            cioci, przygląda się rybkom w akwarium itd to może nie wzbudzać to entuzjazmu
            cioci, która w najgorszym razie drugi raz nie zaprosi na imieniny. Gorzej gdy
            maluch zaczyna krążyć po restauracji wśród OBCYCH LUDZI, weźmie do ręki (
            niekoniecznie czystej) torebki pani siedzącej pod oknem, wejdzie pod nogi
            kelnerowi - nie z własnej winy, cos rozleje, pociagnie za obrus itd. Obcy
            ludzie, którzy przychodzą do restauracji nie muszą lubic dzieci, szczególnie
            cudzych dzieci. Moga chciec posiedziec w spokoju, mogą chcieć we względnym
            komforcie prowadzić rozmowy służbowe, mogą bać się, ze za chwilę na nowej
            sukience albo garniturze wyląduje zupa albo drugie danie z sosem.
            A potem .... rodzice uważają, że winni inni: kelner, bo nie dopilnował,
            poszkodowani, bo maja pretensje, a przecież to TYLKO DZIECKO.
            Tak jak nie powinno sie chodzić w klapkach do teatru, tak i nie zabierać małych,
            ruchliwych z natury rzeczy dzieci do restauracji. Naprawdę czas szybko biegnie i
            gdy dziecko ma 7-8-9 lat potrafi sporo zrozumiec i zachowywać się adekwatnie do
            miejsca. Pod warunkiem, że ma mądrych rodziców i jest wychowywane.
            • anulka.p Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 19:22
              protozoa napisała:

              Moga chciec posiedziec w spokoju, mogą chcieć we względnym
              > komforcie prowadzić rozmowy służbowe,

              A ja mogę przyjść z własnym dzieckiem do restauracji i naprawdę nie
              będę czekać aż skończy 8(?) lat.
              Moj na niecałe 5, normalnie chodzimy, widzimy wiele rodzin z małymi
              dziecmi, w życiu nie widziałam, żeby jakieś dziecko wyrwalo komuś
              torebkę (??), czy wylało coś na kogoś. Jeśli już to tylko na siebiewink
              • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 20:17
                Pewnie, że możesz, policja nikogo nie ściga z tego powodu, a bramkarze nie
                wyrzucają.
                Jest jednak cos takiego jak liczenie się z innymi ludxmi, którzy niekoniecznie
                muszą lubic towarzystwo cudzych dzieci.
                Czy wiesz dlaczego powstają takie własnie wątki? Nie dlatego, ze ktos miał takie
                widzimisie, tylko dlatego, ze dzieci są uciążliwymi gośćmi. Sama widziałam jak
                2-3 letni malec pociągnął za obrus i niewiele brakowało a zawrtośc stołu
                wylądowałaby na podłodze brudząc przy okazji wszystko w promieniu 2 metrów.
                Czasem zastanawiam się czy istnieje jeszcze cos takiego jak wychowywanie dzieci?
                Czy też wszystko z definicji im się nalezy, bo.....są dziecmi. A więc mogą łazic
                w butach po siedzeniach w komunikacji miejskiej ( to, że ktos siądzie i za
                chwilę się ubrudzi, nie ma znaczenia, wszak to TYLKO dziecko), moga jeździć w
                hipermarketach w wózkach na zakupy ( co komu przeszkadzają brudne buty DZIECKA),
                mogą wrzeszczeć w restauracjach "uprzyjemniając" spotkania innym - bo MAJĄ
                PRAWO, mogą brac do rączek w sklepach i oblizywać wszelkie możliwe produkty
                spozywcze, a zwrócenie uwagi MATKOM I DZIECIOM jest odbierana jako przejaw
                nietolerancji.
                W samolotach moga dowolnie kopac pasażera z przodu, bo są przecież DZIECMI, a w
                przychodniach biada temu, kto nie przepuści MATKI I DZIECKA ( o kolejkach, nawet
                tych 2 osobowych nie osmielam sie wspomnieć).
                Tak, dzieci nie są wychowywane. I dzieje się to pewnie dlatego, ze także ich
                rodziców nikt nie wychowywał. Szło się jak burza do przodu z przekonaniem, ze
                "sienależy".
                Smutne, ale gó...e dla tych niewychowywanych. Tego typu lekcje sa o wiele
                bardziej bolesne gdy dają je obcy ludzie.
                • baetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 23:33
                  Wyobraźcie sobie dziecko, które całe życie siedzi w domu ew. na placu zabaw,
                  żeby "nie przeszkadzać" dorosłym i nagle w wieku 9 lat udaje się do restauracji
                  ... chyba wtedy właśnie zaczną się problemy.
                  PS. Pracowałam w restauracji kilka lat i wkurzyłam się tylko raz, bo rodzice
                  pozwalali dziecku pełzać prosto w drzwiach wejściowych i na moje delikatne próby
                  dania im tego do zrozumienia reagowali przewracaniem oczyma "jaka ona okropna"
                • ma_dre Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 16:01
                  dziecko to nie TYLKO dziecko ale TEZ czlowiek.
                  jako czlowiek moze zachowywac sie dobrze lub zle, samo bycie dzieckiem nie
                  stanowi problemu. Sama widzialam jak dorosli bez towarzystwa dzieci zachowywali
                  sie nagannie, w samolocie kopali w siedzenie pasazera z przodu, kladli nogi na
                  siedzeniu w autobusie, otwierali opakowania produktow spozywczych w sklepach,
                  odkladajac na polke po napoczeciu, zachowywali sie halasliwie i uciazliwie dla
                  otoczenia... przyklady mozna mnozyc. To nie dziecko stanowi problem, tylko braki
                  w dobrym wychowaniu rodzica. Postawa "ja place i mi sie nalezy" to przejaw
                  chamstwa. Wychowanie dziecka zaczyna sie od urodzenia, nie od 7-8-9 roku zycia.
                  Im wczesniej, tym lepiej. Moje dzieci nie stanowia zagrozenia dla otoczenia w
                  miejscu publicznym, tak samo jak ja.
            • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 21:25
              protozoa napisała:



              > maluch zaczyna krążyć po restauracji wśród OBCYCH LUDZI, weźmie do ręki (
              > niekoniecznie czystej) torebki pani siedzącej pod oknem, wejdzie pod nogi
              > kelnerowi - nie z własnej winy, cos rozleje, pociagnie za obrus itd. Obcy
              > ludzie, którzy przychodzą do restauracji nie muszą lubic dzieci, szczególnie
              > cudzych dzieci.

              Protozoa, moj syn nigdy by sie nie nauczyl, ze nie wolno sciagac obrusa i bawic
              sie torebka obcej pani gdyby choc raz tego nie sprobowal zrobic. Kiedy mial rok
              to nie puszczalam go samego i chodzilam krok w krok, teraz juz tego nie musze
              robic, wystarczy, ze mam go caly czas na oku. Jesli widze, ze zaczyna
              przeszkadzac innym to upominam jesli nie skutkuje to sadzam przy stole.
              Zaznaczam, ze przeszkadzanie dla mnie to nie jest porzygladanie sie i
              powiedzenie czesc lub pokazanie zabawki. W ten sposob maly sie uczy jak ma sie
              zachowywac wsrod ludzi. Moze ty izolowalas swoje dzieci w ten sposob od
              spoleczenstwa i uczylas jak sie maja zachowac w miejscach publicznych pokazujac
              ksiazeczki tak ze znaly restauracje, kino itp tylko z teorii, mnie to nie
              odpowiada i nie znaczy ze mam klapki na oczach.

              Moga chciec posiedziec w spokoju, mogą chcieć we względnym
              > komforcie prowadzić rozmowy służbowe, mogą bać się, ze za chwilę na nowej
              > sukience albo garniturze wyląduje zupa albo drugie danie z sosem.

              No jesli ktos sie boi ze krecacy sie po sali spokojnie 3 latek, przygladajacy
              sie gosciom i obrazkom na scianach ale poza tym nie zaklocajacy spokoju moze byc
              takim zagrozeniem to juz jest jakas fobia i ja nie mam zamiaru tylko dlatego
              dziecka nie zabierac bo ktos ma wyimaginowane obawy .

              gdy dziecko ma 7-8-9 lat potrafi sporo zrozumiec i zachowywać się adekwatnie do
              > miejsca.

              To bardzo pozno. Tak to jest jak sie uczy dzieci tylko teorii. Zapewniam cie, ze
              odpowiednio uczone dziecko potrafi sie zachowac w restauracji o wiele wczesniej.
              Poza tym, czy wyscie nigdy nie wyjezdzali na zadne wakacje, weekend lub chociaz
              wycieczke jednodniowa dopoki dzieci nie skonczyly 7 lat?
              • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 31.05.09, 23:46
                > Zaznaczam, ze przeszkadzanie dla mnie to nie jest porzygladanie
                sie i powiedzenie czesc lub pokazanie zabawki.

                Dla Ciebie nie jest. Dla innych owszem, może być.
                • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 01:56
                  Przeszkadza ci kiedy ktos sie na ciebie patrzy z odleglosci 1,5 metra? Lub ktos
                  obcy obcy powie dzien dobry na ulicy? Zwlaszcza jesli to np. 2letnie dziecko? No
                  bez przesady, to jeszcze mam dziecku zawiazac oczy zeby sie nie przygladalo
                  ludziom a moze mam mu powiedziec, ze nie wolno patrzyc na innych, tego jeszcze
                  nie bylo. A jesli sie przyglada w parku lub w kolejce do kasy tez ci
                  przeszkadza? A jak otworzy buzie do obcej osoby to porwac i uciec i moze jeszcze
                  przepraszac? Ludzie, zastanowcie sie co wypisujecie. Proponuje zaczac sie leczyc
                  lub samemu izolowac od spoleczenstwa, skoro zycie w skupisku jest takie uciazliwe.
                  • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:07
                    Nie dramatyzuj. Pisałaś post wyżej, że dziecko mówi ludziom w
                    restauracji "Dzień dobry" i pokazuje im swoje zabawki - to naprawdę
                    może irytować (lubisz, jak ktoś obcy odrywa Cię od rozmowy?). Nie
                    oznacza to jednak, że rzucę sie na takowe dziecko z widłami czy
                    wyzwę je od najgorszych.
                    • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:26
                      wiesz co, jesli jestes tak zajeta rozmowa to nawet nie zwrocisz uwagi, ze jakies
                      dziecko prechodzac kolo twojego stolika powie dzien dobry i pokaze samochodzik i
                      ze to jest skierowane akurat do ciebie. Nie martw sie ja wiem co robi moje
                      dziecko i potrafie zrozumiec kiedy sie naprzykrza innym ale przygladanie sie i
                      jednorazowa proba nawiazania kontaktu jeszcze sie w to nie wlicza.
                      • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:32
                        > wiesz co, jesli jestes tak zajeta rozmowa to nawet nie zwrocisz
                        > uwagi, ze jakies dziecko prechodzac kolo twojego stolika powie
                        dzien dobry i pokaze samochodzik

                        Zwrócę, mam zeza wink I pewnie się do dziecka uśmiechnę, modląc się w
                        duchu, by nie złożyło mi tego samochodzika na podołku.
                  • crises Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:13
                    Mnie na przykład przeszkadza, jak w małej, ciasnej knajpce jakieś
                    dziecko biega jak obłąkane dookoła mojego stolika. Albo, co gorsza,
                    jeździ po restauracyjnym ogródku na rowerku (autentyk). Drażni mnie
                    to, rozprasza i przeszkadza w rozkoszowaniu się spokojną rozmową w
                    miłym towarzystwie (a jest to drugi pod względem ważności cel moich
                    wizyt w knajpach, zaraz po żarciu).

                    Sklep, kolejka do kasy, ulica - to nie są miejsca, do których się
                    udajemy dla przyjemności, chłonąć atmosferę i napawać się chwilą.
                    Natomiast knajpa - tak. Na ulicy można do mnie zagadywać, zaczepiać,
                    podchodzić. Normalna sprawa. W knajpie domagam się poszanowania dla
                    mojej prywatności i komfortu i nie życzę sobie. Spokój ma prawo mi
                    zakłócać jedynie kelner, a i to w sposób jak najbardziej dyskretny.
                    • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:36
                      Nie pozwalam biegac dziecku nawet w przestronnej i pustej sali.
                      Ja tez sie domagam komfortu ale na litosc boska nie robie tragedi jesli zagada
                      do mnie obce dziecko, najwyzej zignoruje i tyle.
                      Kolejna ofiara roszczeniowych dzieciatych z zepsutym wieczorem w knajpie bo na
                      kilka sekund stala sie obiektem zainteresowania jakiegos dulatka
                      • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:47
                        > nie robie tragedi jesli zagada do mnie obce dziecko

                        Między stwierdzeniem, że coś jest irytujące, a robieniem z tego
                        tragedii, jest pewna przepaść.
                        • moofka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:56
                          sa kraje, gdzie ludzie usmiechaja sie do siebie na ulicy i potrafia nieznajommu
                          grzecznosc zrobic
                          w kraju buraka i ziemniaka sfrustrowanych smutnych ludzi irytuje dziecko
                          mowiace dzien dobly i pokazujące samochodzik
                          smętnie jest i smętnie będzie uncertain
                          • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:06
                            W kraju buraka i ziemniaka niektórzy bardzo lubią wyolbrzymiać i
                            uogólniać. I wyciągać z czapy wzięte wnioski. Bywa smile
                            • moofka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:14
                              podajesz je na tacy - nikt ich nie wyciaga
                              slowo irytuje zostalo uzyte dokladnie przez ciebie sama
                              jaki zatem wniosek nalezalo z tego wyciagnac?
                              • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:17
                                Nie wiedziałam, że to, że irytuje mnie, gdy ktoś mi się wtrynia w
                                rozmowę (ktoś, nie musi to być dziecko z samochodzikiem), oznacza,
                                że nie pomogę komuś w potrzebie oraz że jestem smutna i sfrustrowana.
                                • moofka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:23
                                  angazetka napisała:

                                  > Nie wiedziałam, że to, że irytuje mnie, gdy ktoś mi się wtrynia w
                                  > rozmowę (ktoś, nie musi to być dziecko z samochodzikiem), oznacza,
                                  > że nie pomogę komuś w potrzebie oraz że jestem smutna i sfrustrowana.

                                  ale oczywiscie ze nie
                                  rozpieraz cie szczesliwosc, zyczliwosc, milosc blizniego i radosc zycia
                                  tylko ten pieprzony dwulatek z autkiem irytuje
                                  • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:37
                                    Irytują mnie, jakby to ładnie ująć, zbędne bodźce. Co nie znaczy, że
                                    te bodźce jem na surowo. Irytację - do pewnego poziomu - zachowuję
                                    zaś dla siebie.
                                    A jesli uważasz, że osoba, któr nie odnosi się z absolutnym
                                    zachwytem do dwulatka, jest czarownicą - Twój problem.
                                    • moofka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:42
                                      nie o zachwycie jest dyskusja
                                      a o irytacji i przeszkadzaniu
                                      ja nie postuluje zachwytu nad kazdym napotkanym malolatem, mnie zadziwia to
                                      drugie w kontekscie malego dziecka
                            • dorcia1234 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:19
                              byliśmy jakiś czas temu w lokalu, moja panna zajęta rysowaniem, inne dziec, przy stolikach grzecznie zajęte zabawą ( akurat w tej restauracji na stołach leżały kartki papieru i stały kredki, oraz były zabawki dla dzieci w kąciku). Generalnie przekrój wiekowy od 1 do 8 lat. Powiem wam, że nie było słychać dzieci, natomiast zestaw 2panów + 2 panie niestety tak....
                        • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:56
                          Owszem, a ja widze roznice kiedy ktos stwierdza, ze cos go irytuje i drazni a
                          "domagam sie", "nie zycze sobie", "zaklocanie spokoju", poszanowanie
                          prywatnosci" itp. dramatyczno-patetyczne-nieadekwatne moim zdaniem do opisanej
                          sytuacji sformulowania uzyte przez Crises. To juz chyba nie jest zwykla irytacja.
                      • crises Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 12:44
                        Ależ nie robię z tego tragedii, tak samo jak nie robię tragedii z
                        tego, że wczoraj siedziałam w kinie koło jakiegoś buca, który
                        przywlókł chyba ze 2 wiadra popkornu i wpieprzał je mlaskając przez
                        bite 2 h. Zdarza się. Buce zdarzają się wszędzie.

                        Aczkolwiek milej byłoby, gdyby się nie zdarzało, bo takie sytuacje
                        obniżają mi jakość korzystania z atrakcji, na które wydałam MOJE
                        pieniądze i na które przeznaczyłam MÓJ czas.
                        • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 11:12
                          dwugodzinne mlaskanie w kinie to dla ciebie jest cos co mozna porownac do
                          powiedzenia 'czesc' przez obce dziecko w knajpie?
                          Proba nawiazania kontaktu trwajaca kilka sekund rzeczywiscie tak bardzo "obniza
                          jakosc korzystania z atrakcji na ktore wydalas TWOJE pieniadze i TWOJ czas?
                          przepraszam ze tak bezczelnie przepisuje twoje wypowiedzi ale mnie po prostu
                          smieszy, ze ktos moze podchodzic do takich sytuacji z az taka powaga i
                          dramatyzmem ale to dlatego ze w realu nigdy sie z tym nie spotkalam
                        • ma_dre Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 15:48
                          idac twoim tropem to w zasadzie nie powinnam miec wyrzutow sumienia jesli moje
                          dziecko zakloci ci spokoj w restauracji bo jak JA ide do restauracji z MOIMI
                          dziecmi to jest to MOJ czas, MOJA przyjemnosc i MOJE PIENIADZE! Czyli w
                          sumie kazdy dba o wlasna dooope.
                          • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 21:31
                            > idac twoim tropem to w zasadzie nie powinnam miec wyrzutow
                            sumienia jesli moje dziecko zakloci ci spokoj w restauracji bo jak
                            JA ide do restauracji z MOIMI
                            > dziecmi to jest to MOJ czas, MOJA przyjemnosc i MOJE PIENIADZE
                            !

                            A nie. Bo Twoja wolność kończy się tam, gdzie się zaczyna wolność
                            innych.
                • kali_pso Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 07:50


                  Zarówno zbyt wyluzowanym rodzicom, jak i przewrażliwionym histerykom
                  po drugiej stronie barykady, mówię stanowcze NIEwinkP
                • ledzeppelin3 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:12
                  > Dla Ciebie nie jest. Dla innych owszem, może być.

                  To mają problem.
                  • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:18
                    A Ty uwielbiasz, jak ktoś obcy przyłazi do Twego stolika i oczekuje
                    zainteresowania?
                    • ledzeppelin3 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:20
                      Dzieci mi nie przeszkadzają. Tak jakoś mam.
                    • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:47
                      Normalnie histeria, uwazaj, bo jeszcze sie nie daj bog przysiadzie do twego
                      stolika. To po co sie w ogole usmiechac do takiego dziecka i udawac sympatyczna
                      skoro potem wydziwiasz na forach jakie to szwendajae dzieci sa irytujace? Nie
                      ukrywaj swojej irytacji i nie sil na przyjazny usmiech to na pewno zadnen
                      kilkulatek sie do ciebie nie zblizy nawet na odleglosc kilku metrow.
                      • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 14:14
                        Czyli, jak pisałam wcześniej, uważasz, że osoba, która nie zachwyca
                        się dwulatkiem przychodzącym do jej stolika, jest wredną małpą oraz
                        czarownicą. Twój problem.
                        Uśmiecham się do dziecka, bo nie mam interesu w byciu nieuprzejmą i
                        z reguły się do ludzi uśmiecham. Że nie dążę do bliskich kontaktów z
                        większością z nich, w tym z dwulatkami, to inna sprawa.
                        • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 14:56
                          To chyba ty mi zarzucalas, ze nie widze przepasci miedzy rytacja a robieniem
                          tragedii? No coz przyganial kociol garnkowi: albo zachwyt albo czarownica. Jesli
                          ktos obojetnie potraktuje mojego syna to nie znaczy, ze jest nieuprzejmy. Jesli
                          ja sie usmiecham do kogos to tez nie znaczy ze mam ochote wyskoczyc znim na kawe
                          ale licze sie z tym, ze moj usmiech moze zachecic do zagadania. A dzieci to
                          norma,ze moga usmiech odebrac jak zachete ale rozumiem, ze ciebie to nie musi
                          obchodzic, bo to jest bez znaczenia czy ktos ma lat 2 czy 32.
                          A tak na marginesie, to czy czesto ci sie narzucaja obce dzieci bo mam wrazenie
                          ze nie mozemy dojsc do porozumienia bo sytuacje opisane przeze mnie nie ci znane
                          z praktykismile
                          • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 16:12
                            > A dzieci to norma,ze moga usmiech odebrac jak zachete ale
                            rozumiem, ze ciebie to nie musi
                            > obchodzic, bo to jest bez znaczenia czy ktos ma lat 2 czy 32.

                            Czy mam zatem podchodzącemu do mnie dziecku pokazywać język? Zabijać
                            je wzrokiem?

                            > A tak na marginesie, to czy czesto ci sie narzucaja obce dzieci

                            Nawet często, o dziwo. Najczęściej w pociągach.
            • ledzeppelin3 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 11:01

          • dzika41 Franczi 31.05.09, 19:48
            podejrzewam że się z Kirkaut (z którą ja się zgadzam) niezrozumiałaś.

            Moj syn wlasnie dzieki temu ze puszczony luzem wie, ze nie mozna
            > biegac, krzyczec, wlazic pod cudze stoliki, wchodzic do kuchni, schodzic z drog
            > i
            > kelnerowi, pchac rak na stoliki innych ludzi i dotykac cudzej wlasnosci itd.

            I właśnie o to chodzi.
            Nikt tu nie mówi o przywiązywaniu dziecka do krzesła.
            Niech dziecko wie jak ma się zachować.
            Jasne że czasem coś rozleje, rozchlapie albo krzyknie wszak to tylko dziecko.

            Ja zrozumiałam Twą przedmówczynię właśnie w ten sposób.
            • toniesamowite Re: Franczi 31.05.09, 20:49
              mieszkam w Irlandii i tu normalne jest,ze chodzisz z dziecmi do
              restauracji czy pubow.To mi bardzo odpowiada,bo nie lubie siedziec w
              domu i czesto gdzies razem wszyscy wychodzimy.Dzieci sa mile
              widziane w lokalach- moj maly nie raz dostawal od kelnerow lizaki
              czy ciastka.
          • kiraout Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 01:04
            Ale mi chodzi o takich rodziców, którzy po wejściu do restauracji przestają
            przyznawać się do własnych dzieci wink Jest im obojętne gdzie te chodzą i co
            robią, szczególnie jak dzieci mają tendencję do rozrabiania. Nie wiem, czego
            tacy rodzice oczekują, że obsługa będzie się nimi zajmować aż zjedzą, napiją się
            i pogadają? Obsługa nie niańki.
            Inna rzecz, jak dziecko się uczy bywać w takich miejscach i choć krnąbrne, jest
            sterowane przez rodziców. To insza inszość smile
    • deela Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 08:57
      ojej polska to jednak wies nie?
      straszne straszne
      ze tez nie ma wysokiego krzesla dla 4 LATKA
      bydlo i inna nierogacizna a nie lokal
      a ty nie potrafisz zapanowac nad 4LATKIEM tak zeby usiedzial jednak na dupie
      parenascie minut?
      rozumiem ze nie ma ADHD?
      4 latek to nie dwu latek wiec nie przesadzaj ze troje doroslych nie moze
      wyklarowac tak duzemu dziecku ze ma posiedziec
    • joanna29 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 10:04
      Kiedy moje dziecko było takim etapie, że po 10 min zaczynało płakać
      i szalec z nudów, to chodzenie do lokali sobei darowałam. Jeżeli
      dziecko ciągnie mnie czy idzie samo zobaczyć rybki, światełka czy
      kucnie (jest za szklaną scianą) to mu pozwalam i nie widzę w tym nic
      złego. Nawet jak przez pół sali zawoła "zobacz jakie ta ryba ma duże
      oczy" albo "a pan za duzo soli dodał" to tez uważam, że jest ok.
      Czasem ludzie za duzo wymagaja od dzieci, a od siebie to nic.
      Wczoraj na obiedzie w lokalu stolik obok siedzieli ludzie i co
      drugie słowo na cały lokal był "kr...", "pie..." "to h.." . Wolę,
      już dziecko marudę niz takiego dorosłego z "bogatym" językiem.
    • mariolka99 Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 10:21
      Przyjaciółka, nim się dorobiła 2 potomków, potrafiła w kinie
      podstawic nogę biegającemu z krzykiem kilkulatkowi, bo zwracanie
      uwagi rodzicom nie skutkowało.
      Teraz jej młode do najcichszych nie należą, zdarza jej się nie
      reagowac, na pytanie "dlaczego" zastanowiła się ostatnio i
      stwierdziła że próg tolerancji na bieganie i hałasowanie jej się
      podwyższył wink Nie słyszy zwyczajnie smile
      Ale nadal rozumie że ktoś chce w spokoju zjeść obiad, niekoniecznie z
      wpatrzonymi oczami cudzego dziecka, i w lokalach pilnuje młodych w
      dwójnasób.
      • kropkacom Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 10:38
        > gdy dziecko ma 7-8-9 lat potrafi sporo zrozumiec

        Nie uważam żeby trzeba było czekać aż tak długo z wychodzeniem z dziećmi w
        miejsca publiczne.

        mariolka99 napisała:
        > Ale nadal rozumie że ktoś chce w spokoju zjeść obiad, niekoniecznie z
        > wpatrzonymi oczami cudzego dziecka, i w lokalach pilnuje młodych w
        > dwójnasób.

        Też swoje pilnuje i na tym koniec. Jak komuś przeszkadza sama obecność dzieci to
        już jego problem.
        • ledzeppelin3 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 11:17
          Widać korzenie chłopsko-pańszczyźniane w narodzie
          Inteligencja i elity wytrzebione przez II wojnę i 50-letnią okupację radziecką,
          co widać i słychać
          Zostali potomkowie chłopów, dla których dziecko nie było człowiekiem
          A przydawało się w obejściu, jak kończyło 8-9 lat i mogło gęsi popaść i mniejsze
          dziecka poniańczyć
          50 lat trzeba, żeby coś się zmieniło
          • crises Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 12:51
            Dla elit też nie było, oddawano je niańkom. Doucz się.
            • ledzeppelin3 Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 14:56
              Spadaj, to po pierwsze.
              Po drugie- pogląd, że dziecko jest człowiekiem i ma takie same prawa jak reszta
              społeczeństwa, zaczał się kształtować w XX wieku dzięki twórcom psychologii.
              Doucz się, kim byli, skąd się wywodzili i jak byli kształceni oraz w jakich
              kręgach wywarli wpływ.
              • crises Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 18:59
                > Spadaj, to po pierwsze.

                Zmuś mnie. Fabricati diem, pvnc.

                > Po drugie- pogląd, że dziecko jest człowiekiem i ma takie same
                > prawa jak reszta społeczeństwa, zaczał się kształtować w XX wieku
                > dzięki twórcom psychologii.

                O, to już nie dzielimy według warstw społecznych, tylko lecimy po epokach?
                Postęp, panie dzieju. Jeszcze trochę i może jednak zabłyśniesz znajomością
                wspomnień elit wychowywanych w międzywojniu, które wychowywały - no cóż, mamki,
                nianie i guwernantki. Poczekam, mam czas.
          • protozoa Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 13:01
            W inteligenckich (sic!) domach dzieci WYCHOWYWANO. Znały swoje miejsce,
            widziały, że nie na wszystko mogą sobie pozwolic, nie wszystko im wolno.
            W rodzinach o chłopsko-pańszczyznianych korzeniach widać gołym okiem kompleks:"
            Ja musiałem paść gęsi i niańczyć Józka więc mojemu wnukowi/synowi wszystko wolno."
            • kropkacom Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 13:18
              protozoa, WYCHOWUJ sobie swoje dzieci jak chcesz. Na moje możesz nosa z dziećmi
              z domu nie wystawiać. Też mam bliźniaki i wychodziłam z nimi swobodnie już w
              wieku trzech lat. Nie wchodziły nikomu na głowę poza mną i tragedii nie było ale
              może też dlatego że wiedziały jak się zachować.
              • kropkacom Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 13:23
                Oczywiście jak dzieci były w wieku trzech lat smile
              • protozoa Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 13:24
                Kropka, moje dzieci zwiedziły pół świata, na obozach, z nami, z dziadkami, teraz
                po maturze wyjechali w większym gronie na podróż po Europie. Na wszystko jest czas.
                • kropkacom Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 01.06.09, 13:32
                  > Kropka, moje dzieci zwiedziły pół świata,

                  I super. Moje dzieci umiały usiąść w kawiarni i ciacho zjeść kiedy Twoje jeszcze
                  siedziały w czterech ścianach czy na placu zabaw.
            • ma_dre Re: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) 02.06.09, 16:15
              to ty masz komlpeks... daj sobie spokoj z analizami socjologicznymi bo sa
              plytkie i nietrafne. Wywodze sie wlasnie z rodziny chlopsko panszczyznianej, ale
              nie zauwazylam w moim otoczeniu opisanej przez ciebie postawy. Byc moze jest
              wlasnie odwrotnie? Yntelygencja na wszystko moze sobie pozwolic, bo przeciez
              jest o taaaakie niebo lepsza, a plebs to powinien cieszyc sie ze panca raczy z
              gory spojrzec i da sobie buty wypucowac?
    • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 13:22
      Gdyby dziecko dotknęło mojej torebki byłabym naprawdę niemiła. Gdyby zniszczyło
      mi sukienkę np. wylało zupę mama musiałaby ja odkupić ( tak odkupić).
      Mamy są zbulwersowane gdy na placu zabaw z założenia przeznaczonym dla dzieci
      pojawiaja sie nastolatki, i te same mamy wpychają dzieci do restauracj, w której
      jest miejsce dla normalnie zachowujących sie ludzi.
      Nie wiem czy ktoś kto wybierze sie np. na romantyczną randke do restauracji
      będzie zachwycony gdy 2 latek będzie mu wtykał samochodzik.
      Nie jestem przekonana, że rodzice, którzy zoostawili w domu swoje dziecko i
      poszli do restauracji po to, by odpocząc od szczebiotu "mama daj autko" bedą
      szczęśliwi, że atakuje ich ( może ostre słowo) cudzy dwulatek.
      I czy tenże maluch wzbudzi zachwyt ludzi, którzy w restauracji negocjują warunki
      umowy. Szczególnie gdy połozy tłustą łapkę na np. akcie notarialnym.
      A co wrażliwszym ( na wszelki wypadek uprzedzam uwagi - ja do nich nie należę),
      apetyt może bardzo skutecznie odebrać plucie przy sąsiednim stoliku lub wyznanie
      "mamo chce kupę".
      Nikt nie może miec pretensji do dzieci, ze są ciekawe świata, ruchliwe, zachwuja
      się nieadekwatnie do sytuacji. Mozna i trzeba miec pretensje do dorosłych.
      Ktos pytał jak wychowywałam swoje dzieci. Ano tak, ze w domu(!!!!!!) naszym,
      moich rodziców, teściowej jadło sie przy ładnie nakrytym stole, a rodzinne
      uroczystości wręcz celabrowało współnie z dziećmi. Dzieci widziały jak my sie
      zachowywaliśmy i jeśli cos stłukły, rozlały to nikomu to nie przeszkadzało.
      Na wakacje do , chyba 6 roku życia, jeździliśmy do domu moich rodziców 23 km od
      centrum Warszawy. Byłam też w Gdańsku na WYRAŹNE ZAPROSZENIE stryja mojego męża,
      UPEWNIWSZY SIĘ, ŻE DZIECI BEDĄ PRZEZ WSZYSTKICH MILE WIDZIANE.
      Jeździlismy własnym samochodem, bo było wygodniej, lepiej i nie krępowaliśmy się.
      Chodziliśmy także do kina - spektakle dla dzieci, do filharmonii - na 'ciocię
      Jadzię", do teatru - na spektakle dziecięce. Bywaliśmy w muzeach - są ekspozycje
      dla najmłodszych, gdzie takie a nie inne zachowania nikogo nie dziwią, w zoo j.w.
      A, zapomniałam, byłismy na Mazurach razem z moja kuzynką w jej domku letniskowym
      razem jej córeczką w wieku mniej więcej moich synów. Też wiedziałam, ze dzieci -
      ruchliwe i ciekawe mogą do woli wyszaleć się na zamkniętym terenie nikomu nie
      wadząc.
      To nie dzieciom potrzebna jest restauracja!!! Dzieci z takim samym
      zainteresowaniem chłoną slimaka, biedronke, liście ruszające się na wietrze itd,
      tylko TRZEBA POŚWIĘCIC IM CZAS I WSZYSTKO CIERPLIWIE WYJAŚNIAĆ, a na to brak
      czasu/ochoty/samozaparcia. Lepiej zabrać do knajpy i mieć z głowy chociaż na
      kwadrans.
      Wychowanie jest trudną sztuką i , niestety, niewiele osób ją posiada.
      • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 13:30
        > Gdyby dziecko dotknęło mojej torebki byłabym naprawdę niemiła.

        Ty jesteś ogólnie jakaś niemiła smile Ale to chyba jakiś mianownik który łączy
        osoby z takimi poglądami jak Twoje. Ja tam nie robię pufy z buzi bo mnie dziecko
        dotknęło. Ale wierze ze tak można żyć.

        > Ktos pytał jak wychowywałam swoje dzieci. Ano tak, ze w domu(!!!!!!) naszym,
        > moich rodziców, teściowej jadło sie przy ładnie nakrytym stole,

        Tak jak pisałam wychowuj jak chcesz mi to nie przeszkadza smile
      • paszczakowna1 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 13:44
        > To nie dzieciom potrzebna jest restauracja!!!

        Dzieci jeść nie muszą?

        Wydaje mi się, że masz dość osobliwy pogląd na to, czym restauracja jest. Otóż, moim zdaniem, restauracja nie jest:

        a) świątynią,
        b) przybytkiem kultury,
        c) klubem biznesowym.

        Jest natomiast miejscem, do którego przychodzi się w celu spożycia posiłku. Jeśli jest konieczność ( np. jest się z dziećmi w obcym mieście) - przychodzi się z dziećmi.

        Bywałam w restauracjach w bardzo wielu krajach europejskich, i jakoś poza Polską nie natknęłam się na koncepcję, że restauracja jest miejscem szczególnej celebry, gdzie ludzie porozumiewają się pełnym czci szeptem, a dzieci przeszkadzają w odprawianiu obrzędu. Przypuszczam, że wywodzi się to z czasów, gdy do restauracji chodziło się kilka razy w życiu przy wielkich okazjach, ale doprawdy, to nie jest norma.
        • crises Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 14:30
          >Jest natomiast miejscem, do którego przychodzi się w celu spożycia
          >posiłku.

          Zależy jaka. Bar mleczny, istotnie. Wyłącznie.

          Splendido czy Belvedere - raczej miejscem miłego spędzania czasu. I
          tak, przybytkiem kultury oraz klubem biznesowym, również.
          • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 14:53
            > Splendido czy Belvedere - raczej miejscem miłego spędzania czasu.

            Chyba lansem dla warszawki smile Ale ok ja tam wolę inne klimaty. Oczywiście zaraz
            napiszesz o barze mlecznym tak jakby nic pośredniego nie istniało smileA tak z
            ciekawości ile tych dzieci biega po Belvedere dziennie?
            • crises Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 09:58
              kropkacom napisała:

              > Chyba lansem dla warszawki smile

              Warszawka się w Splendido lansuje? To ma, kurna, trochę daleko.

              > Ale ok ja tam wolę inne klimaty. Oczywiście zaraz
              > napiszesz o barze mlecznym tak jakby nic pośredniego nie
              > istniało smile

              Między barem mlecznym a Belvedere, owszem, istnieje jeszcze masa
              innych możliwości, a więc im dalej od baru mlecznego, a bliżej
              Belvedere, tym dzieci są mniej mile widziane. O ile nie mam nic
              przeciwko dzieciom zalegającym na podłodze w nieformalnej, rodzinnej
              knajpeczce bez zadęcia, gdzie po prostu wpadam coś szybko zjeść, nie
              życzę sobie kontaktów z obślinionymi rączkami i wycia zmęczonych
              niemowląt o 21:30 w eleganckiej restauracji, gdzie idę święcić z TŻ
              rocznicę albo gdzie zabieram na kolację przy świecach najlepszego
              przyjaciela z okazji ukazania się mojego dzieła.

              > A tak z
              > ciekawości ile tych dzieci biega po Belvedere dziennie?

              Wiem, ile biega bo Blue Cactusie (w którym bywam najczęściej). ZA
              DUŻO.
              • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:12
                > Warszawka się w Splendido lansuje? To ma, kurna, trochę daleko.

                Myślałam o Belvedere. Splendido nie mówi mi nic smile

                > Między barem mlecznym a Belvedere, owszem, istnieje jeszcze masa
                > innych możliwości, a więc im dalej od baru mlecznego, a bliżej
                > Belvedere, tym dzieci są mniej mile widziane.

                To nie o to chodzi że są mniej mile widziane ale o to że tam się z dziećmi
                rzadko chodzi. Jak mam wybór (lubię mieć wybór) to idę tam gdzie ludzie chodzą
                coś zjeść i spędzić miło czas niekoniecznie w ciszy kościelnej. Okrutna prawda
                jest taka że restauracje są dla ludzi a nie na odwrót. A dzieci to też ludzie.
                Oczywiście przyjmuje do wiadomości że nie wszyscy ludzie sięgają ideału . No cóż
                to tylko życie smile
                • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:24
                  I jeszcze podkreślę, restauracja (zwłaszcza w dzień) to miejsce gdzie przede
                  wszystkim się je, spożywa pokarmy a nie delektuje się ciszą. Tylko że Polacy
                  generalnie jedzą w domu a do restauracji chodzą na lansa i od święta. Więc może
                  tu jest pies pogrzebany.
                  • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:28
                    > I jeszcze podkreślę, restauracja (zwłaszcza w dzień) to miejsce
                    gdzie przede wszystkim się je, spożywa pokarmy a nie delektuje się
                    ciszą.

                    Ktoś tu żądał ciszy?
                    • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:33
                      Nie wiem czy ktoś dosłownie ale wszystko się do tego sprowadza. Czy na przykład
                      przeszkadzały by ci zbyt głośne rozmowy dorosłych tak jak chwilowy płacz
                      dziecka? Wywalenie się na stół pianego klienta? Ludzie generalnie są uciążliwi.
                      • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:37
                        > Czy na przykład
                        > przeszkadzały by ci zbyt głośne rozmowy dorosłych tak jak chwilowy
                        płacz dziecka?

                        Jeśli płacz byłby chwilowy, a rozmowy ustawiczne - to jasne, że
                        rozmowy bardziej. Dobre wychowanie wymaga, by sie nie drzeć w
                        miejscac publicznych i to jest chyba dość oczywiste.
                        • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:43
                          > Dobre wychowanie wymaga, by sie nie drzeć w
                          > miejscac publicznych i to jest chyba dość oczywiste.

                          Nie zawsze i nie dla wszystkich. Dorośli też potrafią być kiepsko wychowani i to
                          dopiero jest porażka.
                          • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:45
                            > Dorośli też potrafią być kiepsko wychowani i to dopiero jest
                            porażka.

                            Trudno się nie zgodzić.
                            • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:50
                              > Trudno się nie zgodzić.

                              No trudno. I to jest sedno problemu, dużo widzi tylko te dzieciory co im
                              przeszkadzają a nie widzi że sam z kulturą trochę na bakier. Ja przeszkadzające
                              dzieci traktuje jako tą samą kategorię co przeszkadzający dorosły (chociaż wiem
                              że dziecko ma szanse wyrosnąć z tego).
                              • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:59
                                > Ja przeszkadzające
                                > dzieci traktuje jako tą samą kategorię co przeszkadzający dorosły

                                Nie no, od dorosłego można wymagać więcej, bo - teoretycznie -
                                wszstko rozumie i wie, jakie są normy społeczne. Dziecko nie wie (co
                                nie znaczy, że w pierwszym odruchu irytuje mniej).
                • wieczna-gosia Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:48
                  > Myślałam o Belvedere. Splendido nie mówi mi nic smile

                  kropka nie wbijaj noza w serce wroclawskich snobow......
              • rodriga Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 15:56
                > Wiem, ile biega bo Blue Cactusie (w którym bywam najczęściej). ZA
                > DUŻO.

                Jeśli lansujesz się na Blue Cactus, to warto podkreślić, że do Belvedere mu mocno daleko.
                Polecam zmienić miejsce wypraw, bo BC jest właśnie otwarty na małych gości, w ten sposób się reklamuje. Co najmniej nierozsądnym z Twojej strony jest oczekiwać, że w restauracji rodzinnej nie będzie dzieci.
      • majenkir Re: 01.06.09, 13:54
        protozoa napisała:
        > Gdyby dziecko dotknęło mojej torebki byłabym naprawdę niemiła.
        Gdyby zniszczyło
        > mi sukienkę np. wylało zupę mama musiałaby ja odkupić ( tak
        odkupić).

        Powiedz mi, jakim cudem dzieciak przy INNYM stole moze wylac zupe
        na TWOJA sukienke.....
        • angazetka Re: 01.06.09, 14:10
          Dzieciak siedzący przy innym stole faktycznie nie wyleje, ale ten
          chodzący po sali ma na to spore szanse.
          • aluc Re: 01.06.09, 14:11
            chodzący po sali z zupą????
            • angazetka Re: 01.06.09, 14:18
              Ciągnący za obrus przy stoliku, na którym stoi talerz z zupą?
              • franczii Re: 01.06.09, 14:34
                a powiedz szczerze ile razy ci sie cos takiego zdarzylo?
                Mnie nigdy, ale rzeczywisciegdyby sie zdarzyloto bylabym wkurzona na rodzicow.
                Tylko, czy kazdego kilkulatka spokojnie krecocego sie po restauracji
                podejrzewasz o to ze zaraz zacznie sciagac obrus ztwojego stolika?
                • angazetka Re: 01.06.09, 16:10
                  > a powiedz szczerze ile razy ci sie cos takiego zdarzylo?

                  Mnie nigdy, raz byłam świadkiem.

                  > Tylko, czy kazdego kilkulatka spokojnie krecocego sie po
                  restauracji podejrzewasz o to ze zaraz zacznie sciagac obrus
                  ztwojego stolika?

                  Jasne, że nie, inaczej chyba bym się takich przybytkach nie
                  pojawiała wink
            • moofka Re: 01.06.09, 15:42
              aluc napisała:

              > chodzący po sali z zupą????

              latajacy
              jak karlsson z dachu
              leje nie tylko zupe na suknie
              ale moze i kupe na glowe uwalic
              co rzecz jasna moze zirytowac tongue_out
      • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 14:29
        Protozoa twoja sztuka wychowania dzieci to jest sztuka unikowsmile Twoje dzieci
        nikomu sie nie naprzykrzyly i nikomu nie zrobily szkod bo im nie dalas okazji
        wiec nie pisz ile to CZASU I CIERPLIWOSCI WLOZYLAS W WYJASNIANIE I TLUMACZENIE .
        Moj trzylatek nigdy nikogo nie pobrudzil, nic nikomu nie zatluscil, nikogo nie
        oblal i poza przypadkowym straceniem filizanki z naszego stolika nie narobil
        zadnych szkod a mial ku temu mnostwo okazji ale ja wlasnie wyjasnialam i
        tlumaczylam i wklozylam w to sporo wysilku, wymagam i pilnuje a nie unikam i
        ograniczam kontakty ze swiatem. I nie wtyka nikomu zabawek, czytaj uwaznie,
        owszem moze probowac zwrocic na siebie uwage poprzez przygladanie sie, pokazanie
        zabawki i powiedzenie "czesc", co tez zreszta bulwersuje niektore pnie w tym
        watku, ale na tym zaczepki sie koncza zwlaszcza jesli "zaatakowany obiekt" nie
        reaguje i nie zacheci do dalszych kontaktow. A naprzykrzac sie nie pozwole. Nie
        podzielam tez twojej koncepcji spedzania wakacji moze dlatego,ze nie mam domku
        letniskowego w podwarszawskiej wsi, zreszta mnie glusza nie odpowiada a
        posiadanie malych dzieci to nie powod zeby sie na nia skazywac. Zdarza mi sie
        podrozowac samolotem bo jest szybciej i dzieki temu moj syn mial okazje poznac
        dziadkow, i jakos moje dziecko nigdy nie kopie fotela przed soba bo mu na to
        nie pozwalam a nie dlatego, ze nigdy samolotem nie lecialo.
        Tak wiec wychowuj sobie tak, jak chcesz,miej swoja koncepcje ale nie sugeruj
        zes posiadla "trudna sztuke wychowywania" bo to smieszne.

        Acha, zarowno mnie jak i moim dzieciom restauracja jest jak najbardziej
        potrzebna nie do wybiegania sie tylko do zjedzenia tam posilku jakbys nie
        wiedziala.
      • lacitadelle Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 15:22
        > Gdyby dziecko dotknęło mojej torebki byłabym naprawdę niemiła. Gdyby zniszczył
        > o
        > mi sukienkę np. wylało zupę mama musiałaby ja odkupić ( tak odkupić).

        Nie wiem czy ktoś kto wybierze sie np. na romantyczną randke do restauracji
        > będzie zachwycony gdy 2 latek będzie mu wtykał samochodzik.
        > Nie jestem przekonana, że rodzice, którzy zoostawili w domu swoje dziecko i
        > poszli do restauracji po to, by odpocząc od szczebiotu "mama daj autko" bedą
        > szczęśliwi, że atakuje ich ( może ostre słowo) cudzy dwulatek.
        > I czy tenże maluch wzbudzi zachwyt ludzi, którzy w restauracji negocjują warunk
        > i
        > umowy. Szczególnie gdy połozy tłustą łapkę na np. akcie notarialnym.
        > A co wrażliwszym ( na wszelki wypadek uprzedzam uwagi - ja do nich nie należę),
        > apetyt może bardzo skutecznie odebrać plucie przy sąsiednim stoliku lub wyznani
        > e
        > "mamo chce kupę".

        A powiedz, przytrafiła Ci się kiedyś którakolwiek z tych sytuacji? Mnie to
        wygląda normalnie na fobię jakąś, ale rozumiem, sama się boję pająków, bo może
        mi taki spuścić się (bez aluzji wink ) z sufitu na głowę i śmiertelnie ukąsić...

        Na pewno nie pozwolę, by moje dziecko kiedyś wzięło udział w podobnej akcji albo
        by biegało i krzyczało w restauracji (chyba, że jest specjalnie przeznaczona dla
        dzieci), ale jeżeli komuś sama obecność dzieci w przybytku kultury i biznesu
        zakłóca restauracyjny rytuał, to już jest tylko i wyłącznie jego problem.
        • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 17:13
          Żyję na tym świecie prawie 44 lata, więc zdarzyło mi się kilka sytuacji ,
          niezbyt miłych, z uroczymi dziecmi w roli głównej.
          1. W samolocie. Miałam watpliwą przyjemnośc siedzenia przed 3 latkiem. Podróz na
          szczęście tylko do Paryża, a więc nieco ponad 2 godziny. I przez prawie cały ten
          czas 3 latek z upodobaniem kopał w fotel. Po godzinie nieśmiało zwróciłam uwage
          i usłyszałam, że to przeciez dziecko!!!!!!!!! Przysięgam, że gdyby podróz trwała
          dłużej dałabym temu dziecku popalic. Tak, że matka pożałowałaby wejścia na
          pokład. I wszystko działoby się zgodnie z prawem, grzecznie.
          2. W restauracji. Wbrew temu co ten czy ów usiłuje mi wmowić bywam w nich. Przy
          sąsiednim stoliku siedziało 4 panów, prowadzili, chyba jakies rozmowy handlowe.
          Na SWOIM STOLIKU rozłozyli papiery. I jeden z tych dokumentów został pognieciony
          ( trwało to może 2 sekundy) przez puszczonego samopas 2 latka. Facet był
          wściekły, doszło do bardzo ostrej wymiany zdań.
          3. Latający po sali maluch został na moich oczach ochlapany przez kelnera, bo
          ten musiał gwałtownie wyhamować. Przy okazji dostało sie innemu klientowi.
          4. Kilka lat temu pewna mama nie miała co zrobic z dzieckiem ( 2-3 letnim) i
          zabrała go na wywiadówke. Ten zaczął się drzec. Zdezorganizował zebranie, bo
          mamuśka ani myślała wyjść.
          Nie przeszkadzają mi dzieci o ile zachowują się tak jak inni użytkownicy róznych
          przybytków: gastronomicznych, kulturalnych itd. Ale najczęściej tak nie jest.
          Dzieci są zywe, ruchliwe i nie mozna od nich wymagac siedzenia w spokoju i
          ciszy. Można jednak wymagac od rodziców poszanowania praw innych ludzi.
          Dorosły tez może uprzkrzyć życie rodzicom małych dzieci i samym dzieciom. Bez
          naruszania prawa. A jesli rodzicom małych dzieci coś nie odpowiada to już jest
          to ich problem.
          • paszczakowna1 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 23:36
            > 1. W samolocie. Miałam watpliwą przyjemnośc siedzenia przed 3 latkiem. Podróz n
            > a
            > szczęście tylko do Paryża, a więc nieco ponad 2 godziny. I przez prawie cały te
            > n
            > czas 3 latek z upodobaniem kopał w fotel. Po godzinie nieśmiało zwróciłam uwage
            > i usłyszałam, że to przeciez dziecko!!!!!!!!! Przysięgam, że gdyby podróz trwał
            > a
            > dłużej dałabym temu dziecku popalic.

            Ale to wina linii lotniczych. Żadna, dosłownie żadna nie umożliwia przewozu
            dziecka w luku bagażowym. Nawet w opakowaniu. sad Niemowlę na upartego
            zakneblujesz, owiniesz szczelnie i przewieziesz jako bagaż podręczny, ale co
            zrobić z trzylatkiem?
            • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:21
              > Ale to wina linii lotniczych. Żadna, dosłownie żadna nie umożliwia
              przewozu dziecka w luku bagażowym. Nawet w opakowaniu. sad

              Czyli uważasz, że trzylatek ma prawo kopać siedzenie pasażera przed
              nim i nie da się z tym nic zrobić (np. zająć dziecko czyms innym)?
              Rozkosznie.
              • paszczakowna1 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:42
                > Czyli uważasz, że trzylatek ma prawo kopać siedzenie pasażera przed
                > nim i nie da się z tym nic zrobić (np. zająć dziecko czyms innym)?
                > Rozkosznie.

                A skąd! Z postu pani protoza wynika jasno, że w samolocie w ogóle się dziecko -
                takie ruchliwe i w ogóle - znaleźć nie powinno (podobnie jak w restauracji i na
                wywiadówce, a może bardziej, bo na pierwszym miejscu). I słusznie, wszak można
                wysłać frachtem.
                • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 13:20
                  Czy macierzyństwo przysłoniło Ci realne spojrzenie na świat?
                  Co zawinił człowiek, który wykupił bilet loniczy i przez ponad 2 godziny jest
                  kopany w tylna część ciała? Czy za swoje pieniądze nie ma on juz prawa do
                  spokojnej podrózy a próba wypicia kawy może spowodować to, że na ubraniu
                  znajdzie się potęzna plama?
                  Powtarzam, nie jest to wina dziecka, bo z natury jest żywe, może sie nudzić itd.
                  JEST TO WINA MATKI, KTÓRA NIE WIDZI NIC ZŁEGO, ZE J E J DZIECKO JEST UCIĄŻLIWE
                  I PO PROSTU PRZESZKADZA. Jeśli podrózuje to powinna stanąć na uszach i tak zająć
                  dziecko, aby nie stanowiło udręki dla innych pasżerów.
                  Restauracja - to samo. Problem jest, czy Ci się to podoba czy nie. Dzieci nie sa
                  mile widziane i od czasu do czasu zdarzy się ktos kto mało przyjemnie zareaguje.
                  A wtedy ematki widzą w nim co najmniej wampira.
                  Na wywiadówki ludzie tez nie przychodzą po to, aby słuchac ryku cudzych dzieci,
                  tylko porozmawiać z wychowawcą o sprawach szkoły. I jeśli dziecko jest spokojne
                  to nikt nie ma pretensji, jesli zaczyna wyć - matka powinna NATYCHMIAST OPUŚCIĆ
                  SALĘ i przeprosić.
                  Przykladów jest mnóstwo.
                  Matka przychodzi z dzieckiem do lekarza. Tylko to nie dziecko a ona jest
                  pacjentka. Dziecko zaczyna chodzić po gabinecie, dotykac , czasem drogiego
                  sprzętu. Kto będzie odpowiadał - także materialnie -gdy popsuje?
                  No przeciez nie matka, bo to TYLKO DZIECKO.
                  • mariolka99 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 15:42
                    protozoa napisała:


                    >MATKI
                    >ematki
                    >matka
                    >matka
                    >matka


                    No może ja się nie znam, ale do tej pory myślałam że dzieci mają też
                    ojców...
                    • toniesamowite Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 19:52
                      protoza:
                      Restauracja - to samo. Problem jest, czy Ci się to podoba czy nie.
                      Dzieci nie sa
                      mile widziane i od czasu do czasu zdarzy się ktos kto mało
                      przyjemnie zareaguje.
                      _______
                      wybacz-ale na jakim Ty swiecie zyjesz?smilesmiac mi sie chce jak czytam
                      to co piszesz.Dzieci sa niemile widziane w restauracji?czyli ze co?
                      ze restauracje sa skierowane na klientow singli? najlepiej
                      bezdzietnych?wink)))moze Ci sie myla puby z restauracjami? jasne
                      jest,ze jak idziesz na drinka wieczorem to wolisz przebywac w
                      towarzystwie doroslych,ale idac do restauracji mozesz spotkac
                      rowniez rodziny z dziecmi-to nic strasznegowink)))
                  • delecta Re: protozoa, czym dłużej czytam Twoje posty, 02.06.09, 17:10
                    tym więcej Ci racji przyznaję.
                  • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:45
                    protozoa napisała:
                    > Powtarzam, nie jest to wina dziecka, bo z natury jest żywe, może
                    sie nudzić itd
                    > .
                    > JEST TO WINA MATKI, KTÓRA NIE WIDZI NIC ZŁEGO, ZE J E J DZIECKO
                    JEST UCIĄŻLIWE
                    > I PO PROSTU PRZESZKADZA. Jeśli podrózuje to powinna stanąć na
                    uszach i tak zają
                    > ć
                    > dziecko, aby nie stanowiło udręki dla innych pasżerów.


                    Choc nie zgadzam sie protozoa i z magicznym wiekiem 7 lat to akurat
                    z powyzszym jak najbardziej.
                    Mialam watpliwa przjemnosc leciec kiedys z taka mamuncia. Na cale
                    szczescie siedziala przed nami, ale bardzo wspolczulam tym co
                    siedzieli przed nimi. Mamuncia leciala z 2 dzieciorow i do tego
                    dziadek dzieciakow, ojciec mamunci. Jedno bylo ponizej 2 lat bo nie
                    mialo miejsca, strzelam ze jakies 18-20 mies i drugie dziecko mniej
                    wiecej 3 latek. Jedno wylo i darlo sie histerycznie caly czas,
                    drugie z nudy kopalo krzesla, potem wylo, rzucalo sie jak opetane.
                    Mama procz soczku (wtedy jeszcze mozna bylo napoje do woli wnosic) i
                    jakis chrupek nie miala nic, zadnej zabawki, zadnej ksiazeczki,
                    zadnego dlugopisu by chociaz pomalowaly gazete czy co tam za fotel
                    wlozone. Nic a nic czym mogly by sie dzieciaki zajac. Starszemu caly
                    czas oferowala picie i jedzenie, mlodszemu ciagle mowila ze jest
                    spiace i ze chce mu sie spac, a dziecko bynajmniej nawet zamiaru
                    przymknac oka nie mialo. W koncu chyba juz byla sama zdesperowana,
                    bo rozpaczliwie do ojca zaczela jeczec: no co ja mam z nimi zrobic,
                    co ja mam zrobic.
                    Nie tylko ja ale i chyba wszyscy wokol byli wk..wieni bo co chwile
                    lecialy komentarze, uwagi i bynajmniej nie o dzieciach tylko o
                    durnej matce, jej nieudolnosci itd.
                    A dzieci dalo sie zabawic, moj M zaczal im kukac zza fotela, ktos
                    dal olowek, ktos jakas malowaneke i pod koniec zaczal byc spokoj.
                    Niestety mamuncia byla cala droge nadasana, ze ktos smie jej zwracac
                    uwage, bo to w koncu tylko dzieci. I faktycznie..moze ludzie
                    popatrzyli by laskawszym okiem gdyby widzieli ze ta mama jest
                    przygotowana...a ona niestety byla udzielna ksiezna. To byl
                    najgorszy lot w moimzyciu i przetrwalam tylko dlatego ze mialam
                    sluchawki z glosna muzyka na uszach smile

                    Latam dosyc sporo, dzieci wiadomo lataja i sa rozne, jedne anioly,
                    drugie placza. Wiekszosc rodzicow stara sie nad tym jakos
                    zapanowac,ma jakies zestawy zabawkowe, sama tez latam z 2 latkiem i
                    wiem ze tlumow nie znosi wiec moze ryczec na ta okazje, ale mam i
                    ksiazki, i tablice do malowania, i jego ulubione zabawki, balony do
                    dmuchania i banki mydlane w miniaturowym opakowaniu. I naprawde da
                    sie zapanowac..tylko trzeba nieco ochoty.
                    • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:55
                      > wiem ze tlumow nie znosi wiec moze ryczec na ta okazje, ale mam i
                      > ksiazki, i tablice do malowania, i jego ulubione zabawki, balony do
                      > dmuchania i banki mydlane w miniaturowym opakowaniu.

                      A konika na biegunach nie wozi w podręcznym? Ja też miałam jakieś tam gazetki na
                      drogę ale Ty to już chyba przeginasz. Jakby te banieczki pasażerom przeszkadzały
                      to co byś powiedziała?

                      Picie można brać na pokład ale dopiero kupione po odprawie.
                      • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 00:59
                        kropkacom napisała:
                        > A konika na biegunach nie wozi w podręcznym? Ja też miałam jakieś
                        tam gazetki n
                        > a
                        > drogę ale Ty to już chyba przeginasz. Jakby te banieczki pasażerom
                        przeszkadzał
                        > y
                        > to co byś powiedziała?

                        Idac twoim tokiem myslenia to moze jakiemus babsztylowi przeszkadzac
                        mama ogladajaca z CICHYM dzieckiem bajeczki big_grin
                        I co ci do tego czy przesadzam z zabawkami czy nie? Ja z tych co
                        woli miec na zapas niz rozkladac rece i glowic sie co robic bo
                        dziecior nie chce "jakiejs tam gazetki", a ty w zanadrzu juz nic nie
                        masz procz durnej miny big_grin. Wiem, w epoce drogiego bagazu, niektorym
                        zal d...sciska kiedy musza zmarnowac 1kg na zabawki dla dziecka
                        zamiast bardziej wartosciowych dupereli jak kielbasa czy papierosy
                        bo w PL taniej big_grin.
                        Tamta mama myslala widocznie podobnie jak ty ze soczek i chrupka
                        wystarczy i sie przejechala.
                        Co do banieczek...wyobraz sobie ze nie przeszkadzaly bo nie
                        urzadzalam kinderbalu w calym samolocie tylko na swoich rzedzie,
                        banki nie wychodzily ani do tylu ani do przodu i mam nadzieje ze
                        rozumiesz slowo miniatura - banki byly malutkie :p
                        • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 08:37
                          > I co ci do tego czy przesadzam z zabawkami czy nie? Ja z tych co
                          > woli miec na zapas niz rozkladac rece i glowic sie co robic bo
                          > dziecior nie chce "jakiejs tam gazetki", a ty w zanadrzu juz nic nie
                          > masz procz durnej miny big_grin.

                          Ależ Ty się denerwujesz smile Ta jakaś tam gazetka starczyła a i tak część podróży
                          dzieci po prostu przespały.

                          > Wiem, w epoce drogiego bagazu, niektorym
                          > zal d...sciska kiedy musza zmarnowac 1kg na zabawki dla dziecka
                          > zamiast bardziej wartosciowych dupereli jak kielbasa czy papierosy
                          > bo w PL taniej big_grin.

                          Wiesz, jak patrzyłam co ludzie upychali jako bagaż podręczny to oczyma wyobraźni
                          widzę te Twoje zabawkowe pakunki i jak stewardesa je łokciem upycha w schowku.
                          Ja wzięłam dla dzieci coś małego (to co wiedziałam że je zajmie) a nie pół
                          pokoju dziecięcego. Zwłaszcza że jak wiesz (skoro latasz) przez część podróży i
                          tak nie możesz się odpinać z pasów, iść do schowka czy nawet posiadać większych
                          przedmiotów przy sobie.
                          • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 10:25
                            kropkacom napisała:
                            > Ta jakaś tam gazetka starczyła a i tak część podróży
                            > dzieci po prostu przespały.

                            To masz widac nudziarskie dzieci wink lub latasz tylko nocami, lub
                            tylko na krotkich trasach bo ja zebym nie wiem jak sie sprezyla to
                            moje dziecko przez np 6 godzin lotu w dzien spac za cholere nie
                            bedzie. Max 2 lub 1.5, zostaje jeszcze 4 do zagospodarowania, poza
                            tym jeszcze czas po odprawie tez czyms dziecia trzeba zajac gdyby mu
                            sie samoloty przez okno nie podobaly smile
                            > Wiesz, jak patrzyłam co ludzie upychali jako bagaż podręczny to
                            oczyma wyobraźn
                            > i
                            > widzę te Twoje zabawkowe pakunki i jak stewardesa je łokciem
                            upycha w schowku.

                            W zyciu mi niczego stewardesa nie upychala do schowka. Radze sobie z
                            tym doskonale sama smile. I faktycznie jak masz tylko doswiadczenia z
                            kielbasa, papierosami i torba ktora wazy wiecej niz ty sama, bo tacy
                            tez sie zdarzaja to faktycznie wyobraznia moze ci tak dzialac smile
                            Bogu dzieki ze linie w koncu zaczely przestrzegac przepisow
                            dotyczacych 1 torby i wagi owej, wiec coraz mniej smialkow sklonnych
                            placenia slono za durne pakuneczki i nadbagaz big_grin

                            > Ja wzięłam dla dzieci coś małego (to co wiedziałam że je zajmie) a
                            nie pół pokoju dziecięcego.

                            Widocznie tez masz mikroskopijny lub ubogo urzadzony pokoj dzieciecy
                            skoro 2-3 ksiazeczki, tablica do malowania formatu A4, paczka
                            dmuchanych balonow, kilka resorakow i miniaturowy zestaw baniek
                            mydlanych zajmuje ci pol pokoju big_grin big_grin big_grin

                            > Zwłaszcza że jak wiesz (skoro latasz) przez część podróży i
                            > tak nie możesz się odpinać z pasów, iść do schowka czy nawet
                            posiadać większych
                            > przedmiotów przy sobie.

                            No wlasnie ...opierasz sie na tym ze ty czesto latasz do tego
                            schowka i stad moze ci sie wydawac ze wszyscy tak maja. Nie,
                            kochaniutka, chyba raz zdarzylo mi sie leciec do tego schowka, po
                            sweter lezacy na wierzchu bo bylo mi zimno. Od tamtej pory sweter
                            mam tez zawsze pod reka smile No i wiesz...jest tez miejsce na bagaz
                            pod krzeslami i spokojnie zmiesci sie tam maly lub nawet spory
                            plecak z rzeczami dla dziecka. Jak sie ma 3 krzesla to sporo pod
                            nimi mozna zmiescic, nawet dmuchanego konia na biegunach jak by sie
                            uparl big_grin.
                            To "pol pokoju" ktore taszcze miesci sie w dziecinnym plecaczku,
                            banki w kieszeni, torebka balonikow tez w kieszeni. Co nie miesci
                            sie w dziecinnym plecaczku miesci sie w mojej torbie lacznie z
                            gazeta dla mnie. Zapewniam cie ze ja z "polowa pokoju dziecinnego"
                            mam mniej klamotow niz niejedna mamcia bez niego big_grin
                            • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 10:38
                              > To masz widac nudziarskie dzieci wink
                              > I faktycznie jak masz tylko doswiadczenia z
                              > kielbasa, papierosami i torba ktora wazy wiecej niz ty sama, bo tacy
                              > tez sie zdarzaja to faktycznie wyobraznia moze ci tak dzialac smile

                              Ani nie mam nudziarskich dzieci, ani nigdy nie przewoziłam papierosów czy
                              kiełbasy. Przewożenie masy zabawek w bagażu podręcznym niekoniecznie jest mądre,
                              pożądane przez współpasażerów itd. Ale oczywiście (i teraz możesz odetchnąć) cel
                              uświęca środki. Ogólnie czepiam się tylko tego w Twoich wypowiedziach że
                              oceniasz innych bardzo pochopnie bo jeśli komuś dziecko w samolocie się rozbeczy
                              to Twoim zdaniem będzie zawsze niedopiekowane i nieodpowiednio (zbyt mała
                              ilością zabawek smile ) zajęte. Amen.
                              • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:04
                                kropkacom napisała:
                                > Przewożenie masy zabawek w bagażu podręcznym niekoniecznie jest
                                mądre, pożądane przez współpasażerów itd.

                                Ze co???? surprised??? Madre??? Pozadane przez pasazerow??? Ekran sobie
                                splulam...kropkacom niepozada w moim bagazu podrecznym zabawek!!!!!
                                Od kiedy to wspolpasazerowie maja cos do gadania co ma byc w moim
                                podrecznym a co nie???
                                O ile mnie pamiec nie myli tylko rzeczy niebezpiecznych nie mozna
                                przewozic w bagazu podrecznym, skoro dla ciebie zabawki to ta
                                kategoria to wyrazy wspolczucia. Naprawde nie wiem co ty za zabawki
                                swoim dzieciom kupujesz. wink
                                Czlowiek sie uczy przez cale zycie...nigdy nie sadzilam ze ktos moze
                                miec cos przeciwko zabawce w postaci resoraka czy ksiazeczce surprised w
                                bagazu podrecznym (kurcze...az dziw ze mnie przepuscili big_grin)
                                Ale jak juz mowilam ty to ta kategoria co niczego dla dziecia nie
                                wezmie do zabawy, do picia czy zjedzenia nawet na niedlugiej trasie
                                w pociagu czy autobusie, bo zaklada ze dziecko bedzie aniolem lub
                                bedzie spalo a potem robi glupie miny do wszystkich wokol z
                                dzieckiem wlacznie na wycie znudzonego potomka. Zwyczajnie nie masz
                                zadnego planu awaryjnego.
                                Ja ta druga kategoria...wole miec 2 zabawki za duzo i nich sie nie
                                przydadza niz o 1 za malo big_grin

                                > jeśli komuś dziecko w samolocie się rozbeczy
                                > to Twoim zdaniem będzie zawsze niedopiekowane i nieodpowiednio
                                (zbyt mała ilością zabawek smile ) zajęte.

                                Nie...dziecko czasem moze beczec w autobusie, samolocie, pociagu -
                                (moj tez czasem beczy)...kwestia co mamuncia ma temu dziciakowi do
                                zaoferownia procz ponoszenia na raczkach lub kopania fotela tudziez
                                wmawiania dzieciakowi ze chce spac big_grin
                                • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:09
                                  > Ze co???? surprised??? Madre??? Pozadane przez pasazerow??? Ekran sobie
                                  > splulam...kropkacom niepozada w moim bagazu podrecznym zabawek!!!!!
                                  > Od kiedy to wspolpasazerowie maja cos do gadania co ma byc w moim
                                  > podrecznym a co nie???

                                  Ale Ty się podniecasz smile Piłkę też bierzesz żeby sobie dziecię pograło? A nie ty
                                  masz balony smile No dobra, już Cie nie prowokuje bo zejdziesz tu na zawał.

                                  > Nie...dziecko czasem moze beczec w autobusie, samolocie, pociagu -
                                  > (moj tez czasem beczy)...kwestia co mamuncia ma temu dziciakowi do
                                  > zaoferownia procz ponoszenia na raczkach lub kopania fotela tudziez
                                  > wmawiania dzieciakowi ze chce spac big_grin

                                  To Twoich metod nie można oceniać a Ty innych możesz? Nieładnie smile
                                  • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:21
                                    kropkacom napisała:
                                    > Piłkę też bierzesz żeby sobie dziecię pograło?

                                    Nie, pilki nie zabieram, rowerka rowniez, konia nie mam i tez nie
                                    biore, i pudla lego tez nie big_grin
                                    Czytala co zabieram??? Kuma tresc???...Jak nie to wytlumacze: rzeczy
                                    ktore zabieram sa do zajec siedzacych

                                    > To Twoich metod nie można oceniać a Ty innych możesz? Nieładnie smile

                                    Jesli twoje metody (czyzby bezzabawkowy wychow wink???) powoduja ze
                                    twoj dziecior jest uciazliwy dla otoczenia a ty masz to w d... i
                                    przewracasz oczami i twierdzisz ze to tylko dziecko to tak,
                                    krytykuje big_grin
                                    • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:25
                                      Moje dzieci były grzeczne w samolocie. Przez większość czasu spały. Tak, nie
                                      zaryzykowałbym zabawy w samolocie balonem.
                              • madami Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 13:19
                                Kropkacom - ale się zagalopowałaś w tej swojej naciąganej argumentacji wink
                                Normalnie mam ubaw po pachy wink Hanalui bezsprzecznie wygrywa.
                                • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 13:57
                                  > Hanalui bezsprzecznie wygrywa.

                                  A to jest jakiś wyścig? Nie podoba mi się to co pisze Hanalui bo ocenia inną
                                  matkę tylko dlatego że jej dziecko ryczało. No przepraszam są rożne dzieci,
                                  rożne sytuacje. Poza tym nie podoba mi się język typu: dziecior, mamuncia,
                                  jakieś kropeczki. No i niezaprzeczalnie dziwi mnie wobec tego wnoszenie na
                                  pokład samolotu balonów czy baniek. Tylko nie tłumaczcie mi że ten balonek to
                                  tylko odbijany nad główka dziecka i miniaturka. To akurat można uznać za
                                  czepialstwo z mojej strony smile
                                  • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 14:44
                                    kropkacom napisała:
                                    > Nie podoba mi się to co pisze Hanalui bo ocenia inną
                                    > matkę tylko dlatego że jej dziecko ryczało. No przepraszam są
                                    rożne dzieci, rożne sytuacje.

                                    No coz...jak juz pisalam pewnie tlumaczysz zawsze swoja nieudolnosc,
                                    glupote i brak planu awaryjnego w wypadku kiedy dziecko nie zamierza
                                    byc aniolem lub spac tym ze dzieci sa rozne i to tylko dzieci big_grin


                                    > Poza tym nie podoba mi się język typu: dziecior, mamuncia,
                                    > jakieś kropeczki.

                                    A pewnie...lacznie z tym co mam w bagazu podrecznym. Natepnym razem
                                    wysle ci liste do akceptacji smile

                                    > No i niezaprzeczalnie dziwi mnie wobec tego wnoszenie na
                                    > pokład samolotu balonów czy baniek.

                                    A widzisz personel pokladowy nie mial nic przeciw, no szok. surprised
                                    Miniaturowa banka mydlana rozpryskujaca sie na dloni mojego dziecka
                                    narzedziem zagrazajacym zyciu big_grin. Mydla w plynie w lazienkach tez
                                    powinni zakazac????
                                    A...te balony to nienadmuchane wnosilam, moglam pociac na paseczki
                                    szybciutko powiazac i dusic pasazerow big_grin, fantastyczne narzedzie
                                    zbrodni big_grin. Swoja droga zawsze je mam ale akurat nigdy nie bylo
                                    czasu ich w samolocie uzyc, za to na lotnisku sie przydaja wink

                                    > Tylko nie tłumaczcie mi że ten balonek to
                                    > tylko odbijany nad główka dziecka i miniaturka. To akurat można
                                    uznać za czepialstwo z mojej strony smile

                                    A widzisz tak wymyslasz i tylko najprostszy sposob uzycia balonu
                                    wymyslilas. Nie kochaniutka...baloniki moga byc do dmuchania i
                                    wypuszczania z nich powietrza, do malowania po baloniku, mozna do
                                    nich wsypac odrobine pokruszonego styropianu, potrzec o spodnie i
                                    patrzyc jak sie styropianki do naelektryzowanej czesci przesuwaja,
                                    mozna przebijac baloniki (to akurat nie w samolocie), mozna kupic
                                    specjalne baloniki tzw balony do modelowania i robic z nich
                                    kwiatuszki, czapeczki, miecze ...i wiele innych, ale kochaniutka
                                    trzeba chciec big_grin
                  • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 08:42
                    Problem jest, czy Ci się to podoba czy nie. Dzieci nie s
                    > a
                    > mile widziane i od czasu do czasu zdarzy się ktos kto mało przyjemnie zareaguje
                    > .

                    Zastanawia mnie to, ze o istnieniu tego problemu dowiedzialam sie na forum
                    internetowym. A w swiecie rzeczywistym nigdy nie zdarzylo sie, zeby dzieci moje
                    byly gdzies zle widziane, zebym spotkala sie z fochem bo przyprowadzilam dzieci
                    w jakies miejsce publiczne, jechalam autobusem lub wynajelam pokoj w hotelu
                    nikt nigdy nie pozwolil sobie nieprzyjemnie zareagowac na moje dziecko. Na
                    szczescie wiekszosc ludzi pewne sytuacje jest w stanie zrozumiec i wytrzymac,
                    nie pisze tu twoich przykladach wielogodzinnych wrzaskow i kopania innych bo
                    akurat takich nie mialam choc zeby syn nie kopal pasazera przed soba musialam
                    przez 2 godziny uwazac i upominac. Ale inne sytuacje owszem byly: bylo wycie
                    w autobusie i nie potrafilam dziecka uspokoic bo uparlo sie na cos na co nie
                    moglam pozwolic i wspolpasazerowie wcale nie zareagowali nieprzyjemnie wprost
                    przeciwnie probowali pomoc zabawic czyms malego, bylo pociagniecie obcej osoby
                    za kurtke w kasie przede mna, byly proby przepychania sie i rowniez nic sie nie
                    stalo przeprosilam pania i potem go bardziej pilnowalam a pani tez zamiast byc
                    niemila to jeszcze zaproponowala ze nas przepusci, byla proba dobrania sie do
                    torebki lub gazety polozonej na krzeselku w lotniskowej poczekalni i tez nic sie
                    nie strasznego nie wydarzylo rowniez przeprosilam i syna pilnowalam zeby wiecej
                    tego nie robil, bylo publiczne i wcale nie najcichsze poinformowanie o potrzebie
                    fizjologicznej, bylo spiewanie (normalnym glosem ale slychac bylo ) w samolocie
                    przy ladowanu, bylo usmiechanie sie i robienie min do restauracyjnych gosci i
                    jakies inne niefizyczne proby nawiazania znajomosci i jakos nikt nidgy niemilo
                    nie zareagowal i nikt sie nie puszyl, ze sobie nie zyczy aby obce dziecko mu sie
                    przygladalo lub powiedzialo czesc bo on tu wydal kase na rozrywke, wrecz
                    przeciwnie wiekszosc doroslych zagaduje do krecacych sie dzieci (ale to moze
                    dlatego, ze nie mieszkam w Polsce). Nawet kelner nigdy nie wyrazil
                    niezadowolenia choc niewatpliwie musi bardziej uwazac kiedy w sali sa dzieci i
                    ma wiecej sprzatania podzieciatych gosciach . Tak wiec zastanowcie sie kobiety
                    czy rzeczywiscie taki problem istnieje z tymi dziecmi czy to wy taki macie i
                    probujecie wmowic ze caly swiat tez tak ma.
                    • madami Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 13:32
                      Ja widać na powyższych przykładach opisanych przez ciebie zawsze robisz co w
                      Swojej mocy aby dziecko zachowywało się należycie, podejmujesz odpowiedni kroki
                      wychowawcze więc otoczenie widząc Twoje wysiłki zwykle reaguje pozytywnie. Nie
                      ma się co dziwić.

                      Problem powstaje gdy rodzic nie podejmuje żadnych kroków, gdy dziecko puszczone
                      jest samopas i jest uciążliwe dla innych a dorosły zajmuje się jedynie swoją osobą.

                      Warto też uświadomić sobie, że świat jest różnorodny, ludzie są różni i różnie
                      się zachowują. Jeżeli nie doświadczyło się czegoś na własnej skórze nie znaczy
                      to, że owo zjawisko nie istnieje wink
              • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 11:04
                Protozoa: 44 lata i kilka incydentow z dziecmi. Wychodzi z grubsza co 2,5 roku
                odkad Protozoa osiagnela pelnoletnosc. Chocby sie uprzec to nie wyjdzie czesciej
                chyba ze Protozoa szlachetnie puscila cos w niepamiec, o co trudno mi ja
                podejrzewac, ale naturalnie moge sie mylic. Na podstawie tych kilku zdarzen
                Protozoa stwierdzila, ze sama obecnosc dziecka w miejscu publicznym swiadczy o
                buractwie, braku kultury i rodzicielskiej niezdolnosci do wychowywania oraz
                proponuje izolowanie i trzymanie w gluszy do ukonczenia min. 7 roku zycia i to
                wedlug niej jest dowodem na to, ze rodzic posiadl trudna sztuke wychowania
                dziecismile
          • rodriga Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:55
            protozoa napisała:

            > 2. W restauracji. Wbrew temu co ten czy ów usiłuje mi wmowić bywam
            w nich. Przy sąsiednim stoliku siedziało 4 panów, prowadzili, chyba
            jakies rozmowy handlowe. Na SWOIM STOLIKU rozłozyli papiery. I jeden
            z tych dokumentów został pognieciony ( trwało to może 2 sekundy)
            przez puszczonego samopas 2 latka. Facet był wściekły, doszło do
            bardzo ostrej wymiany zdań.

            No to żenada. Ja akurat uważam za mocno niesmaczne robienie biura z
            restauracji. ROZMOWY biznesowe PROWADZI się w takich miejscach, ale
            dyskretnie, tylko przy drugim daniu wink i bez papierzysk na stole.
            Chyba, że był to bar mleczny, wtedy wolna amerykanka i faktury na
            stół.

            > Nie przeszkadzają mi dzieci o ile zachowują się tak jak inni
            użytkownicy róznych
            > przybytków: gastronomicznych, kulturalnych itd. Ale najczęściej
            tak nie jest.

            I dobrze, że przynajmniej to zauważyłaś. Bo, o dziwo, każdy z nas
            jest inny, a przestrzeń społeczna z natury rzeczy nie jest prywatna.
            Czy do restauracji mają Twoim zdaniem wstęp jedynie zdrowi,
            uśrednieni w zachowaniach klienci? A co z siorbiącym staruszkiem? A
            co z osobami z Downem, które nie zawsze zachowują się tak, jak byś
            sobie tego życzyła (czyli odstają od normy)? Co z osobą na wózku,
            która przeszkadza w bardziej swobodnym przechodzeniu pomiędzy
            stolikami?

            Bo postulat wydzielenia miejsc publicznych dla niektórych grup
            śmierdzi na odległość dyskryminacją. Takich poglądów należy się
            wstydzić, a nie machać nimi jak sztandarem.
            • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:59
              > Ja akurat uważam za mocno niesmaczne robienie biura z restauracji.

              I dlatego wolno niszczyć dokumenty kogos, kto uważa inaczej?
              • rodriga Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 00:04
                A z czego wyciągasz taki wniosek?
                Nie, nie wolno. Ale jak się zniszczą, to nie ma co robić
                nieziemskiej awantury.
                Bliskość zupy może średnio wpływać na ważne papiery, co warto mieć
                na uwadze tachając je do knajpy i kładąc między kotletem a
                barszczem.
                • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 00:14
                  > Nie, nie wolno. Ale jak się zniszczą, to nie ma co robić
                  > nieziemskiej awantury.

                  Bo? To chyba dość normalny odruch, gdy ktoś niszczy twoją własność.

                  > Bliskość zupy może średnio wpływać na ważne papiery,

                  A tu zawiniła zupa? wink
                  • rodriga Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 00:24
                    Jeśli dorosły nie potrafi pohamować odruchów i urządza awanturę w
                    restauracji, no przybytku publicznym bądź co bądź, to czego wymagać
                    od dziecka?
                    Ok, niefajnie, że dziecko wylało zupę. Ale gdzie ma głowę duży pan,
                    który rozkłada ważne papiery na stole z jedzeniem? Nie dosyć, że
                    robi z przybytku miłych rozmów, randek i ciszy wink ordynarne biuro,
                    to jeszcze wrzeszczy.
    • aluc jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 14:08
      ...wy się stołujecie????

      te dzieci wylewające zupę na kolana ludzi przy innych stolikach, te
      tłuste łapy na ważnych dokumentach, te niemowlęta raczkujące między
      nogami, brrrrr

      serdecznie wam współczuję, sama bym nie wytrzymała takiego cyrku

      dziwi mnie tylko jedno - jadam w restauracjach kilka razy w
      tygodniu, w tym w połowie przypadków z moimi kilkuletnimi dziećmi, i
      jakoś tego wszystkiego nie widuję, chociaż małych dzieci w tych
      miejscach widuję zatrzęsienie

      klapki mam na oczach czy cóś?
      • majenkir Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 14:21
        Hehe, tez sie zastanawiam.
        Moje dzieci sa zabierane do restauracji od urodzenia, synowi
        czasami zdarza sie przewrocic WLASNA szklanke i oblac WLASNE
        spodnie (taka lamaga jest i juz). Nie zanotowalam zadnych
        ekstremalnych zachowan ze strony innych dzieci, a chodzimy dosc
        czesto (srednio raz w tygodniu) wiec porownanie mam.
      • franczii Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 14:37
        nie tylko sie tam stoluja ale je nawet wybieraja na miejsce romantycznych randek
        i spotkan byznesowych.
        • ledzeppelin3 Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 16:35
          Właśnie o to chodzi. Nikt nie mówi o puszczaniu dzieci samopas. Ale osobiście
          nigdy nie widziałam akcji typu oblanie zupa starszej pani. Takie rzeczy piszą
          ludzie, którzy ostatni raz w knajpie byli x lat temu, bo to zwyczajnie się nie
          zdarza. Są knajpy z miejscami dla dzieci i w okolicy takich miejsc bywa głośno.
          Ale pary bez dzieci nie dostają tam stolików.
          Natomiast dyskryminowanie dzieci i zapędy do usuwania ich z przestrzeni
          publicznej typu restauracje, pociagi itp uwazam za równie karygodne co
          dyskryminację mniejszości narodowych, dyskryminację rasową i tepe.
          • angazetka Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 16:40
            > Ale osobiście
            > nigdy nie widziałam akcji typu oblanie zupa starszej pani. Takie
            rzeczy piszą
            > ludzie, którzy ostatni raz w knajpie byli x lat temu, bo to
            zwyczajnie się nie zdarza.

            Założysz się? Byłam świadkiem sytuacji z wylaną zupą. Z rok temu w
            pociągu dziecko oblało mnie colą, uprzednio nią wstrząsając.

            > Natomiast dyskryminowanie dzieci i zapędy do usuwania ich z
            przestrzeni publicznej typu restauracje, pociagi itp uwazam za
            równie karygodne co
            > dyskryminację mniejszości narodowych, dyskryminację rasową i tepe.

            I słusznie uważasz. Dziecko (jako takie) w przestrzeni publicznej ma
            prawo być jak każdy, byleby nie zakłócało korzystania z tej
            przestrzeni innym. To samo dotyczy osoby dorosłej.
          • majenkir Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 16:40
            ledzeppelin3 napisała:

            > Natomiast dyskryminowanie dzieci i zapędy do usuwania ich z
            przestrzeni
            > publicznej typu restauracje, pociagi itp uwazam za równie
            karygodne co dyskryminację mniejszości narodowych, dyskryminację
            rasową i tepe.

            A nam w Szwajcarii kiedys kazali sie przesiasc do innego wagonu w
            pociagu...
            • ledzeppelin3 Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 18:13
              Kto kazał?
              "władze" pociągu?
              Mogłaś wytoczyć im proces. Byłabyś bogata kobietą wink
              • aluc Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 01.06.09, 18:17
                kiedy byłam w Norwegii z nieletnim jeszcze w wózku, byłam za każdym
                razem kierowana przez obsługę do wagonu dla rodziców z dziećmi i
                prawdę mówiąc nie miałam nic przeciwko temu - miejsca do postawienia
                woza przynajmniej było duuuuużo
                • wieczna-gosia Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 02.06.09, 10:38
                  to oni tam maja WAGON dla rodzicow z dziecmi??? wooow smile

                  Osobiscie nie mam nic przeciwko lekkiej segregacji- tylko oczekuje ze wszystko
                  bedzie z glowo. Jesli mam knajpe dziecio friendly z fajnym jedzeniem, to
                  oczywiscie ze pojde tam.

                  Ale z drugiej strony na swiecie coraz wiecej rzeczy robie sie z dziecmi- po
                  prostu coraz wiecej ludzi znajduje przyjemnosc w wycieczce w Londynie z
                  dziecieciem. Ono nie zapamieta- niewazne- bedzie sie cudnie bawic, a ja
                  zapaietam frajde podrozy z dzieckiem.

                  Pamietam jak w zeszlym roku przejechalam 6 godzin PKSem z dzieckiem na kolanach
                  bo miejsc nie bylo. Kolo mnie jakis nieszczesnik jechal, dziecko sie wiercilo,
                  ale ogolnie czulam sie strasznie. Po czym na koniec facet powiedzial ze mlody
                  bym bardzo grzeczny, a ja doszlam do wniosku ze po lekturze takich watkow
                  wyobraznia za mocno mi pracuje, a przeciez wiekszosc ludzi jest jednak
                  normalnych i na dzieci reaguje normalnie.
                  • aluc Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 02.06.09, 10:47
                    mają mają

                    reszta faszystowskich pomysłów już niekoniecznie mi się tam podoba,
                    ale akurat wagon jest kul smile
                    • joanna29 Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 02.06.09, 13:29
                      W nas w Polsce sa również przedziały dla rodziców z dziećmi, ale nie
                      są one dla segregowania ludzi. Takie przedziały są w wagonach dla
                      nie palacych i dla zapewnieniea miejsca rodzicom i dzieciom w
                      przeładowanym pociagu. Są to wagony zamykane i konduktor je otwiera
                      dla rodzin, a jak siedzi w nich ktos bezdzietny to wyprasza.
                      • wieczna-gosia Re: jesósmario, w jakich koszmarnych miejscach... 02.06.09, 21:33
                        joanno ja wiem ze u nas sa wagony, z otwieraniem bywa roznie z wypraszaniem tez
                        bywa roznie. Ale oni tam maja caly WAGON.....
              • majenkir Re: 02.06.09, 18:04
                ledzeppelin3 napisała:
                > Kto kazał?
                > "władze" pociągu?
                > Mogłaś wytoczyć im proces. Byłabyś bogata kobietą wink

                Facet od biletow wink.
                A co do procesu, to nie wiem - moze tam takie zwyczaje. Wagon, do
                ktorego sie wladowlismy wraz z przychowskiem byl
                oznakowany "quiet", wiec miejscowi pewnie wiedza, gdzie ich
                miejsce wink.
    • volta2 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 01.06.09, 23:38
      bardzo rzadko się z protozoą zgadzam, ale dziś tak.
      często płacę opiekunce za zajęcie się moimi dziećmi, a sama w
      spokoju z mężem udaję się na romantyczną kolację.

      i jak widzę, że spędzę wieczór w towarzystwie cudzych dzieci- to
      wcale mnie to nie cieszy.
      fakt, że nie zdarza mi się to często - bo wybieramy restauracje
      raczej dzieciom nieprzyjazne, ale ...

      a dziecko na wywiadówce to też "skandal", szczególnie takie ryczące,
      bo ciche i niedające się zauważyc jakoś mniej irytuje.
      • azile.oli Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 10:45
        Myślę, że najlepsza byłaby tu zasada złotego środka. A więc przede
        wszystkim rozwaga rodziców. Każdy z nas wie, jaki temperament ma
        jego dziecko i w związku z tym decyduje, czy może udać się z nim do
        restauracji i w jakim stopniu może być to uciążliwe dla samego
        rodzica, dziecka, wreszcie innych, przebywających tam osób. Nie
        uważam, aby dzieci należało izolować, powinny się uczyć, jak
        zachowywać się w pewnych miejscach. Moje dzieci potrafiły usiedzieć
        w czasie posiłku przy stole nie biegając i nie wrzeszcząc długo
        przed 6-tym rokiem życia, tyle, że tak zachowywały się również w
        domu. Nie przedłużałam wizyty w restauracji poza konieczne minimum,
        bo dla dziecka to średnia rozrywka. Nie pozwalałam łazić między
        stolikami,bo to nie plac zabaw. Osobiście nie przeszkadzają mi
        dzieci w lokalach, chyba , że są wybitnie absorbujące (wrzeszczą,
        biegają), nie zachwyca mnie też dziecko, które opiera się na moim
        stoliku i jeździ samochodzikiem (nie wymyślam, częste jest, że
        dziecko w jakiś sposób zaczepia po kolei wszystkie osoby (chodzi od
        stolika do stolika), a mamusia tylko zerknie od czasu do czasu (albo
        i nie). Dlatego nie ma się co dziwić, że rodzice, którzy zwracają
        uwagę na zachowanie własnych dzieci w restauracji są dużo lepiej
        postrzegani przez obsługę i innych gości niż ci, którzy na wszystko
        pozwalają. No, niestety, mój punkt widzenia na temat dzieci w lokalu
        był taki sam, gdy nie miałam dzieci, gdy miałam małe i gdy mam już
        duże. Jeśli tylko widziałam , że dziecko jest znudzone, śpiące,
        zmęczone natychmiast wychodziliśmy. Nie rozumiem po co przesiadywać
        nad kawą gdy dziecko zaczyna rozrabiać. A mnóstwo jest takich
        rodziców. Tak zagadani, że nie zwracają uwagi, bo przyzwyczajeni do
        zachowań malucha.
        I volta też ma rację - należałoby się też zastanowić nad godziną, o
        której udajemy się z dzieckiem do restauracji. To, że jemu nie chce
        się spać o 22 nie znaczy, że należy je zabierać do tego typu miejsc.
        • mariolka99 azile.oli 02.06.09, 11:47
          Chwała Ci za te mądre słowa smile
        • ledzeppelin3 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 21:55

          ależałoby się też zastanowić nad godziną, o
          > której udajemy się z dzieckiem do restauracji. To, że jemu nie chce
          >


          Ale to jest chyba oczywiste
          Ja cały czas pisze o szacunku dla ludzi, jakimi są dzieci
          Jak się dziecko szanuje, to się go nie zabiera do knajpy o 22
          Albo gdy jest zmęczone
          Jak się dziecko szanuje, to ono będzie szanować innych ludzi
          A jak od zarania jest przeszkadzającym gnojkiem, z którym się nie nalezy liczyć,
          to tak mu juz na zawsze zostanie

          A restauracja i basen- gdzie lepiej można dziecko uczyć szacunku do innych, jak
          nie w przestrzeni publicznej?
          • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:08
            Na pewno nie w sytuacji, gdy dziecko jest przekonane, ze wszystko mu wolno z
            racji tego, ze jest dzieckiem.
            Każdy!!!! powinien znac swoje miejsce w szeregu. Zapewniam Cię, ze dziecko
            kopiące przez cała podróz fotel siedzącego z przodu pasażera nigdy nie nauczy
            się szanować innych.
            Widać to zresztą po Waszych wypowiedziach.
            • iwles Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:21

              protozoa napisała:

              > Każdy!!!! powinien znac swoje miejsce w szeregu



              strasznie to zabrzmiało...... brrrrrr..........
              • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:25
                Zabrzmiało jak zabrzmiało, ale sens był chyba taki, że każdy
                powinien wiedzieć, co wypada, a co nie (a za małe dziecko powinni
                wiedzieć rodzice).
                • iwles Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:28


                  No widzsz,
                  a ja zrozumialam to tak, że gdyby to protozoa waliła w fotel
                  siedzącego przed nią dziecka - to byłoby to zgodne z trzymaniem się
                  szeregu.
                  • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:11
                    Bardzo Cię proszę nie doszukuj sie nieprawdziwych treści w tym co napisałam, bo
                    niedługo przeczytam, że w wolnej chwili podżynam gardła dzieciom.
                    Każdy!!!! powinien zachowywać się adekwatnie do miejsca/sytuacji. Wiek nie
                    usprawiedliwia przeszkadzania innym. Sprawą rodziców jest albo zapanowanie nad
                    dziecmi albo nie zabieranie ich w miejsca, w których mogą przeszkadzać.
                    Czy chciałabyś dostać od staruszka laską po głowie, bo....to tylko staruszek,
                    może miec demencję? Z pewnością nie. A gdyby ten staruszek uderzył Twoje dziecko
                    pewnie gotowa byś była go zabić.
                • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 22:30
                  Przecież nikt nie twierdzi że fajnie jest być kopanym w plecy. Odwrócić się,
                  poprosić rodziców o to żeby dziecko nie kopało i po bólu. Może oni naprawdę nie
                  wiedzieli ze to tak czuć smile Bywa ...
                  • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:13
                    Ależ ja grzecznie po godzinie kopania, czego nie mogla nie zauważyc mama,
                    poprosiłam o spowodowanie, żeby dziecko nie kopało mnie w plecy. I co
                    usłyszałam? PRZECIEŻ TO DZIECKO!!!!!!!!!
                    • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:17
                      Już widzę jak wytrzymujesz godzinę kopania czyli średnio w to wierzę smile
                      • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:20
                        To juz jest wyłacznie Twój problem. Piszę tak jak było, nie mam zwyczaju
                        kolloryzować ani pokazywać świata w barwach cukierkowych i polanego lukrem.
                      • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 23:58
                        Fakt, ja bym wytrzymała plus minus pięc minut.
                        • azile.oli Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 08:35
                          Pomijając już fakt, że kopanie w fotel może komuś przeszkadzać , to
                          nie widzę powodu, aby temu dziecku wogóle pozwalać kopać fotel.
                          Chyba chcemy nauczyć dzieci cywilizowanych zachowań, a kopanie
                          fotela do nich nie należy. Rozwaliła mnie wypowiedź, że mamusia nie
                          wiedziała, że kopanie ''czuć''. Nawet, gdyby nie było czuć, to fotel
                          nie służy do kopania i tyle.
                          • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 08:40
                            > wiedziała, że kopanie ''czuć''. Nawet, gdyby nie było czuć, to fotel
                            > nie służy do kopania i tyle.

                            Ja wiedziałabym że przeszkadza ale znając ludzi (bo są różni) może być inaczej.
                            Nie wszyscy są idealni. smile Zamiast cierpieć niby te godzinę (?) odwróciłabym się
                            zwróciła uwagę od razu.
                            • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 10:36
                              kropkacom napisała:
                              >Zamiast cierpieć niby te godzinę (?) odwróciłabym się
                              > zwróciła uwagę od razu.

                              I co bys zrobila gdybys uslyszala ze to tylko dzieci smile i kopanie
                              trwalo nadal???
                              Wyszarpalabys dzieciaka z mamusia wlacznie za wlosy, zaczela sie
                              histerycznie drzec, zaczelabys kopac owa mamusie, poszlabys na
                              skarge do personelu pokladowego, kazalabys im wysiasc nad
                              oceanem smile????
                              No co bys zrobila kiedy mamuncia ma w d... i kopanie jest jedyna
                              rozrywka ktora mamuncia moze dzieciakowi zaoferowac bo "jakas tam
                              gazetka" juz sie znudzila, spac sie nie chce, siedziec na d...
                              trzeba, a jak dziecko kopie to przynajmniej cicho
                              siedzi big_grin???????????
                              • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 10:40
                                > I co bys zrobila gdybys uslyszala ze to tylko dzieci smile i kopanie
                                > trwalo nadal???

                                Poszłabym do stewardesy. Tak jak robię gdy mi ktoś w samolocie przeszkadza (a
                                najczęściej są to dorośli).
                                • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:09
                                  kropkacom napisała:

                                  > > I co bys zrobila gdybys uslyszala ze to tylko dzieci smile i kopanie
                                  > > trwalo nadal???
                                  >
                                  > Poszłabym do stewardesy. Tak jak robię gdy mi ktoś w samolocie
                                  przeszkadza (a
                                  > najczęściej są to dorośli).

                                  Tiaa...wiec jednak dzieciaki nie sa najbardziej uciazliwym
                                  towarzystwem big_grin
                                  Tak...na doroslych mozesz isc...dzieciakowi niestety stewardesa nic
                                  nie zrobi jesli wyje i kopie, nawet jesli zwroci im uwage, obawiam
                                  sie ze mozesz miec przyjemne kopniaczki w plecy...a po 50 razy latac
                                  nie bedziesz big_grin
                                  • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:13
                                    > Tiaa...wiec jednak dzieciaki nie sa najbardziej uciazliwym
                                    > towarzystwem big_grin

                                    No, nie są. Dorośli są bardziej upierdliwi. Popatrz w lustro.

                                    > Tak...na doroslych mozesz isc...dzieciakowi niestety stewardesa nic
                                    > nie zrobi jesli wyje i kopie,

                                    A dorosłego co? Pobije? smile Zwrócenie uwagi przez stewardesę działa bardziej
                                    dyscyplinująco na wszystkich wiec i na rodziców też (i na starsze dzieci).
                                • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:14
                                  kropkacom napisała:
                                  > Poszłabym do stewardesy.

                                  Aaa....i mysle ze musisz sama byc niezmiernie uciazliwa we
                                  wsoplzyciu i na dodatek pieniaczka smile
                                  Zdarzylo mi sie leciec kolo pana ktory zalewal strach przed lataniem
                                  piersiowkami, walilo wokol niemilosiernie alkoholem, w oparam mozna
                                  sie bylo upic, fakt siedzial cicho.
                                  Innym razem za nami byla imprezka...do glowy by mi nie przyszlo
                                  latac do stweardesy (przedszkole i szkolke skonczylam jakis czas
                                  temu). Pot to sa wynalazki cywilizacji w postaci IPodow,MP3 czy
                                  innych by sie odciac big_grin
                                  • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:20
                                    Czy Ty masz dobrze w głowie? Nie napisałam że latam ze wszystkim do obsługi.
                                    Napisałam że jakby mi coś mocno przeszkadzało to bym poszła zamiast robić
                                    awanturę. Sama się aż pienisz w tej rozmowie.
                                    • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:38
                                      kropkacom napisała:

                                      > Czy Ty masz dobrze w głowie? Nie napisałam że latam ze wszystkim
                                      do obsługi.
                                      > Napisałam że jakby mi coś mocno przeszkadzało to bym poszła
                                      zamiast robić
                                      > awanturę. Sama się aż pienisz w tej rozmowie.

                                      Zabuniu kropuniu...jakby ci to powiedziec. Malo rzeczy mnie rusza.
                                      Wyjace i kopiace dziecko w samolocie gdzie myslalam ze mnie szlag
                                      trafi nie spowodowalo ze pomyslalambym nawet by isc z tym problemem
                                      do obslugi. Z przedszkola wyroslam juz dawno, a czyste lenistwo nie
                                      pozwala mi ruszyc d..., wole wlaczyc muzyczke big_grin (By the way,
                                      personel akurat sam "slyszal" problem i przyniosl malowanki big_grin)
                                      Ale skoro to ci przyszlo do glowy to mysle ze dosyc czesto latasz
                                      wlasnie z pie...mi na skargi, bo pan glosniej gada, czesciej
                                      chodzi do kibelka i musisz wstawac, bo dziecko spiewa lub placze big_grin
                                      • kropkacom Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:50
                                        > Zabuniu kropuniu..

                                        Idź na spacer, ochłoń bo klawiatura może i cierpliwa ale jednak.

                                        > Malo rzeczy mnie rusza.
                                        > Wyjace i kopiace dziecko w samolocie gdzie myslalam ze mnie szlag
                                        > trafi nie spowodowalo ze pomyslalambym nawet by isc z tym problemem
                                        > do obslugi.

                                        Czyli taka forumowa pieniaczka jesteś. Krytykujesz matkę że źle się dziećmi
                                        zajęła a jednocześnie znosisz to w imię żeby przedszkola nie robić. Ok. Mi tam
                                        ryk dziecka nie przeszkadza i nie wiem czy kopanie w fotel bo nigdy nikt mnie
                                        nie kopał. I po co w ogóle piszesz tym wątku? Żeby pochwalić się jaka to super
                                        mama jesteś?
                                        • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 12:04
                                          kropkacom napisała:
                                          > I po co w ogóle piszesz tym wątku? Żeby pochwalić się jaka to super
                                          > mama jesteś?

                                          A ty po co???
                                          Bo jak widze nawet zatracilas o czym jest watek. Zaatakowalas mnie
                                          ze "pol pokoju dziecinnego" biore zeby moje dziecko nie ryczalo, po
                                          czym przestalo ci sie nawet podobac ze smiem to przewozic w bagazu
                                          podrecznym bo to niemodre i przez ciebie (chyba tylko ciebie)
                                          niepozadane. Nadal nie kumam czemu i niemadre, i niepozadane.
                                          Jak dla mnie to juz sama nie wiesz o co chodzi: matki niezajmujace
                                          sie dzieciorami zle, zajmujace sie tez zle...to co w takim razie
                                          proponujesz. Rozumiem zakaz przebywanie dzieci w miejscach
                                          publicznych big_grin
                                  • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:30
                                    > Innym razem za nami byla imprezka...do glowy by mi nie przyszlo
                                    > latac do stweardesy (przedszkole i szkolke skonczylam jakis czas
                                    > temu). Pot to sa wynalazki cywilizacji w postaci IPodow,MP3 czy
                                    > innych by sie odciac big_grin

                                    Nie rozumiem. Nie używam ipodów i mp3 - nie lubię słuchać muzyki.
                                    Jakby pasażerowie za moimi plecami robili imprezkę, poszłabym do
                                    stewardessy, bo mam prawo lecieć względnie komfortowo.
                                    I czy wezwanie policji do głośnej imprezy w bloku też uważasz za
                                    zachowanie rodem z przedszkola?
                                    • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 11:47
                                      angazetka napisała:
                                      > Jakby pasażerowie za moimi plecami robili imprezkę, poszłabym do
                                      > stewardessy, bo mam prawo lecieć względnie komfortowo.

                                      Fakt...zle to nazwalam, troche glosniejsze smiechy i gadania,
                                      wszystko w dopuszczalnej normie...z tym ze CISZY nie bylo big_grin
                                      Personel przechodzil wiele razy i nie zwracal na nich uwagi, nikomu
                                      chyba tez nie przeszkadzali smile

                                      > I czy wezwanie policji do głośnej imprezy w bloku też uważasz za
                                      > zachowanie rodem z przedszkola?

                                      Po 22 tak mozna wezwac, wczesniej nie. Zwykle jednak mieszkalam w
                                      przywoitych miejscach i imprezy jesli byly to sasiedzi byli
                                      uprzedzani.
                                      Moze stad nie mam doswiadczen w wzywaniu, bo kulturalnych sasiadow
                                      miewalam, nie pamietam tez bym kiedykolwiek radiowoz widziala u
                                      sasiadow big_grin
                                      • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 12:03
                                        > Fakt...zle to nazwalam, troche glosniejsze smiechy i gadania,
                                        > wszystko w dopuszczalnej normie...z tym ze CISZY nie bylo big_grin

                                        No to faktycznie źle to nazwałaś. Rozmowa i śmiech to jeszcze nie
                                        imprezka, do której trzeba wzywać pomoc.

                                        > Moze stad nie mam doswiadczen w wzywaniu, bo kulturalnych sasiadow
                                        > miewalam, nie pamietam tez bym kiedykolwiek radiowoz widziala u
                                        > sasiadow big_grin

                                        A widzisz, ja miałam mniej szczęścia. A głośne imprezy zdarzają się
                                        nie tylko w melinach.
                                        • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 12:23
                                          angazetka napisała:

                                          > > Fakt...zle to nazwalam, troche glosniejsze smiechy i gadania,
                                          > > wszystko w dopuszczalnej normie...z tym ze CISZY nie bylo big_grin
                                          >
                                          > No to faktycznie źle to nazwałaś. Rozmowa i śmiech to jeszcze nie
                                          > imprezka, do której trzeba wzywać pomoc.

                                          No nie wiem czy nie trzeba smile. Kropkacom ma waty co do zabawki w
                                          bagazu podrecznym, tablicy do malowania formatu A4 ktore moje
                                          dziecko ma na kolanach i malujac po niej moze wydawac szurajace
                                          dzwieki. Nie wiem czy do mnie by obslugi nie wzywala, bo halas to
                                          robi.

                                          Odkad samolot zaczal byc w zasiegu reki przecietnego obywatela PL,
                                          gdzie powiedzmy raz na kilka lat conajmniej mozna sie gdzies
                                          przeleciec, niektorzy traktuja go jak dalekobieznego PKSa gdzie
                                          sobie trzeba balange robic z polewankiem i spiewaniem, druga
                                          kategoria to ci, co mysla ze to luksusowy high class ekspress do
                                          ktorego trzeba sie odstrzelic i z nabozna cisza i przejeciem
                                          kontenplowac big_grin, wiec kazdy kto ten luksus moze zaklocac jest be smile
                                          Sa tez i tacy dla ktorych to zwyczajny srodek transportu i nic
                                          wiecej big_grin, tak jak dla niektorych restauracja to miejsce gdzie sie
                                          je a nie swiatynia w ktorej nalezy byc cicho smile

                                          > A widzisz, ja miałam mniej szczęścia. A głośne imprezy zdarzają
                                          się nie tylko w melinach.

                                          Zdarzaja sie...ale wystarczy ze sasiedzi kulturalni i uprzedza smile
                                          Swinia nie jestem i nie do glowy by mi nie przyszlo to robic skoro
                                          mowili. Poza tym jesli raz na jakis czas taka impreza...mozna jak
                                          dla mnie przebolec, nigdy nie wiadomo czy jutro przypadkiem u mnie
                                          takiej nie bedzei smile
                                          • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 12:29
                                            > Sa tez i tacy dla ktorych to zwyczajny srodek transportu i nic
                                            > wiecej big_grin, tak jak dla niektorych restauracja to miejsce gdzie sie
                                            > je a nie swiatynia w ktorej nalezy byc cicho smile

                                            I samolot, i restauracja to miejsca publiczne, gdzie nalezy się
                                            zachowywać po prostu kulturalnie i nie zakłócać życia innym.

                                            > Zdarzaja sie...ale wystarczy ze sasiedzi kulturalni i uprzedza smile
                                            > Swinia nie jestem i nie do glowy by mi nie przyszlo to robic skoro
                                            > mowili

                                            O matko, jak sąsiedzi uprzedzą, to w ogóle nie ma sprawy przecież.
                                            • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 13:16
                                              angazetka napisała:
                                              > I samolot, i restauracja to miejsca publiczne, gdzie nalezy się
                                              > zachowywać po prostu kulturalnie i nie zakłócać życia innym.

                                              A to bez 2 zdan, tylko ze dla jednych kultura jest nabozna cisza
                                              zarowno w restauracji jak i samolocie, a dla mnie ani rozmowy i
                                              smiechy, ani placzace przez chwile dziecko i probujacy zapanowac nad
                                              tym rodzic brakiem kultury nie jest.

                                              Moze tez dlatego ze mieszkam w wielokulturowym miejscu i przywyklam
                                              ze jedna nacja jest glosniejsza, inna bardziej brudzi przy
                                              stolikach, a u innej siorbanie i jedzenia lapkami miesci sie w
                                              normach kultury, u innej puszczenie baka w miejscu publicznym jak
                                              restauracja jest tym samym co smarkniecie lub kaszlniecie smile. A...i
                                              mowie caly czas o doroslych ludziach, nie o dzieciach bynajmniej.
                                              Wiem...dla niektorych moze to byc szokujace, ale niestety nie
                                              wszedzie kroluje "polska kultura" big_grin
                                              • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 15:49
                                                > Wiem...dla niektorych moze to byc szokujace, ale niestety nie
                                                > wszedzie kroluje "polska kultura" big_grin

                                                Serio? No zobacz, Amerykę odkryłaś... BTW czy wielokulrowość
                                                oznacza, że należy się zachwycać osobnikami ryczącymi przy sąsiednim
                                                stoliku lub puszcząjącymi bąki?
                                                • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 16:27
                                                  angazetka napisała:
                                                  > BTW czy wielokulrowość
                                                  > oznacza, że należy się zachwycać osobnikami ryczącymi przy
                                                  sąsiednim
                                                  > stoliku lub puszcząjącymi bąki?

                                                  A dokladnie w ktorym zdaniu mowie zeby sie tym zachwycac???

                                                  Chcialam tylko nadmienic ze zyjac w wielokulturowym spoleczenistwie
                                                  mozesz przywyknac do nieco odmiennych i dziwacznych zachowan i
                                                  zupelnie po pewnym czasie nie zwracac uwagi (w innym wypadku
                                                  musialabym caly czas latac na skragi do kelnerow, personelu
                                                  pokladowego w samolotach, przestac chodzic do pewnych sklepow czy
                                                  knajp, omijac niektore ulice smile), tak jak np nauczycielki w szkole
                                                  po czasie nie slysza az tak bardzo halasu dzieci jak ktos kto z nimi
                                                  doczynienia nie ma.
                                                • hanalui Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 16:31
                                                  angazetka napisała:
                                                  > BTW czy wielokulrowość
                                                  > oznacza, że należy się zachwycać osobnikami ryczącymi przy
                                                  sąsiednim
                                                  > stoliku lub puszcząjącymi bąki?

                                                  Swoja droga co w takim razie robisz jak przechodzacy pan nagle
                                                  piernie kolo twojego stolika gdzies np w Hiszpanii??? Robisz mu
                                                  bure, wzywasz kelnerow???
                                                  Co robisz jak we Wloszech stolik przy stoliku ktos sie przekrzykuje,
                                                  halasuje i z smiertelna cisza nie delektuje sie swoim zarciem??? big_grin
                                                  Pioruny masz w oczach i chodzisz ich upominac??? smile
                                                  • angazetka Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 16:46
                                                    Aż gałęzie opadają...
    • ma_dre Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 15:32
      mieszkam we Francji i mam wrazenie ze tutaj dzieci sa pelnoprawnymi klientami w
      restauracjach. Dosc Czesto zdarza nam sie z mezem zabierac dzieci do
      restauracji, gdyz uwazamy to wszyscy czworo za przyjemny sposob spedzenia czasu,
      nie widze powodu zostawiania dziatwy w domu, kiedy mama z tata chca zjesc cos
      smacznego w lokalu...
      Restauracyjne wyjscia apraktykujemy od najmlodszych lat naszych dzieci, kiedy
      jeszcze ledwo siedzialy w wysokich krzeselkach. Oczywiscie poczatkowo zadowalaly
      sie dziobaniem w naszych talerzach, teraz kazdemu zamawiamy osobne menu, wiadomo
      z wiekiem potrzeby dziecka rosna. Poczatkowo bylo dosc sportowo, trzeba bylo za
      nimi biegac, zabawiac je, okielznac chec zwiedzenia kuchni, zaplecza i niinych
      pomieszczen niedostepnych dla klienta... Nigdy nie spotkalam sie z nieprzyjemnym
      przyjeciem przez obsluge. Do rodzica nalezy przekazac potomstwu wszelkiej wiedzy
      na temat zycia, w tym rowniez tej, jak zachowa sie w restauracji... Niestety
      niektorzy dorosli sami nie posiadaja tej wiedzy, wiec nie ma sie czemu dziwic,
      jesli dziecko zachowuje sie okropnie.
      Naszla mnie taka refleksja dwa dni temu, bo akurat na dzien matki bylismy na
      kolacji w restauracji, ze rodzinne wyjscia staja sie na prawde przyjemne, mimo
      ze jedno z moich dzieci jest uposledzone, co nie przeszkadza mu zachowywac sie
      grzecznie.
      Jego obecnosc w polskiej restauracji pewnie wzbudzilaby zgroze, skoro nawet
      zdrowe dzieci spotykaja sie z nieprzychylnym przyjeciem.
      • dzagreus Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 02.06.09, 19:15
        Najlepszy jest złoty środek, ale jeżeli już jesteśmy przy temacie
        przeszkadzające dziecko w restauracji tudzież w autobusie, to tak moi państwo
        sytuacje, w których rodzice, ba nauczyciele tłumaczą niesforne zachowanie
        podopiecznych ALE PRZECIEŻ TO TYLKO DZIECKO! nie należą wcale do rzadkości. Nie
        tak dawno byłam ze znajomą w kinie, chciałyśmy sobie uciąć pogawendkę w kinowej
        kawiarence.
        Po jakim czasie dołączyła do nas szkolna grupa dzieci. Przekrzykiwanie, tak że
        nie dało się słowa usłyszeć. W końcu koleznaka się zirytowała i zwróciła się do
        nauczycielek, czy zechciały by uciszyć dziatwy, bo w tym hałasie nie można ani
        spokojnie rozmawiać, ani wysiedzieć. Na co oburzona nauczycielak, odparła ale to
        są przecież dzieci! To niech pani tu się przysiądzie i posłuch jaki jest hałas.
        I odziwo po krótkiej, gorącej wymianie zdań, nauczycielka ruszyła dupę i co? I
        dało się uciszyć uczniów.
        • kawka74 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 10:54
          Nauczyciele mają inny próg tolerancji na hałas wink
          Kiedy jadę autobusem z dzieciakami, słyszę normalny szmer rozmów (czasem któreś
          podniesie głos, ale jest przywoływane do porządku), ale inni pasażerowie,
          wnioskując po mimice, są udręczeni. I nie dlatego, że to banda nietolerancyjnych
          chamów, tylko dlatego, że nie mają przyjemności przebywać z taką masą dzieci
          pięć dni w tygodniu po kilka, kilkanaście godzin. Kwestia przyzwyczajenia.
          • azile.oli Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 12:52
            To też prawda. Choć pracuję z młodzieżą, to jednak poziom decybeli ,
            wydawany przez dzieci w podstawówce podczas przerw powodował, że
            dostawałam gęsiej skórki. A byłam tam powiedzmy kilkanaście minut.
            Natomiast uczący tam nauczyciele funkcjonują zupełnie normalnie.
            Przyzwyczajeni.
    • protozoa Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 17:36
      No to już miałyśmy w tym wątku prawie wszystko i pochodzenie, i wielokulturowość
      i zawartość pokoju dziecinnego i podróże podniebne. No i oczywiście cale mnóstwo
      osobistych wycieczek. Ale czy o to chodziło?
      Chyba jednak nie.
      Nie sposób przekonać matek-lwic, że nie każdy musi zachwycać się ich
      dziecięciem, znosić jego kopanie, wrzaski, zaczepianie. I to co jest
      fantastyczne dla mamy/cioci/babci może być nieprzyjemne dla innych ludzi. Trudno
      wymagać od dzieci idealnego zachowania, można natomiast wymagac od dorosłych
      poszanowania praw innych , w tym także obcych ludzi w
      kawiarni/restauracji/samolocie itd.
      Ruszanie cudzych rzeczy jest niedopuszczalne!!! I nie ma znaczenia czy ruszający
      moja torebke na 2 lata czy 32. Nie wolno i już.
      Ale tego nie zrozumieją forumowiczki mające mózg wyprany przez macierzyństwo w
      złym tego słowa znaczeniu. Dzieci trzeba kochać mądrze.
      • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 18:53
        O tym ruszaniu to chyba do mnie pijesz bo zdaje sie tylko ja w tym watku o tym
        napisalam. Oczywiscie ze ruszanie cudzych rzeczy jest niedopuszczalne i ja
        nigdzie nie twierdze, ze dziecku wolno dotykac cudza wlasnosc wiec daruj sobie
        te uwagi o wypranym mozgu. Moze sie jednak zdarzyc, ze male dziecko probuje
        siegnac reka i dotknac cudzej rzeczy, zlapac kogos za kurtke i czasami uda mu
        sie zamiar zrealizowac bo czasami matka ktora tez jest czlowiekiem mimo
        najlepszych checi nie zdazy zareagowac nawet bedac tuz obok. Wtedy taka matka
        przeprasza i robi wszystko, zeby sie to nie powtorzylo. Jest to chyba
        najnormalniejsza pod sloncem rzecz. Ja bylabym (i uzywam przypuszcajacego trybu
        bo nigdy nie musialam sluchac zadnych gorzkich slow i przeprosiny wystarczaly)
        nawet w stanie przelknac jakies upomnienie ale poza tym i uwazniejszym
        pilnowaniem dziecka co jeszcze moge zrobic? Doroslemu i kulturalnemu czlowiekowi
        moze sie zdarzyc puscic niechcacy baka, zagapic i zderzyc z kims w drzwiach,
        nadepnac komus na stope, wytracic komus cos z reki itp. Uwazam, ze to mniej
        wiecej ten sam kaliber wpadki i "krzywdy" smile Sa to rzeczy, ktore sie zdarzaja
        codziennie wsrod cywilizowanych osob, nikogo nie szokuja i wychowana osoba wie
        jak sie wtedy zachowac. Nie wiem czego ty oczekujesz w sytacji jesli ktos cie
        niechcacy potraci lub wytraci cos z reki, ale podejrzewam, ze nie oczekujesz nic
        poza zwyklymi przeprosinami, zapytaniem, czy wszystko w porzadku, pozbieraniem
        wytraconych przedmiotow itp. Natomiast dlaczego mi sie wydaje wnioskujac po
        okrzykach w poscie, ze od matki dziecka, ktore dopuscilo sie strasznego czynu
        dotkniecia cudzej torebki czy plaszcza oczekujesz duzo wiecej, pokuty, izolacji
        i sama nie wiem czego jeszcze.
        • estelka1 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 03.06.09, 22:22
          Franczii, poruszyłaś bardzo istotną kwestię, która mamom - lwicom
          niestety nie przychodzi do głów. Mam tu na myśli panowanie nad
          zachowaniem dzieciaczka i przeproszenie, gdy coś spsoci, próbuje
          zagadać, czy zaczepiać. Ale jakoś cieżko zaakceptować mi sytuację,
          kiedy dzieciątko biega po sali w restauracji, jak opętane i do tego
          wrzeszczy. No wtedy łatwo o wpadki typu zniszczone dokumenty,
          poplamiona sukienka sąsiadki itd. A to dla mnie sytuacje, które nie
          powinny mieć miejsca i chyba mimo wszystko nie byłabym najmilsza dla
          rodziców. DLA RODZICÓW, podreślam
          • franczii Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 04.06.09, 00:12
            Ale jakoś cieżko zaakceptować mi sytuację,
            > kiedy dzieciątko biega po sali w restauracji, jak opętane i do tego
            > wrzeszczy.

            Mnie nie jest ciezko zaakceptowac. Ja tego po prostu nie akceptuje i nie
            pozwalam na bieganie po restauracji i wrzeszczenie i tyle. Czy to tak trudno
            zrozumiec? Ale we wczesniejszym poscie chodzilo o odpowiedz na inne zarzuty. Co
            do przepraszania to zawsze to robie jesli moje dziecko cos nabroi (choc to
            naprawde zbyt wielkie slowosmile. Ale nie za zagadanie do kogos obcego bo to juz
            przesada. Bylabym w stanie zrozumiec czyjas zlosc gdyby w jakis sposob doszlo do
            wyrzadzenia szkod przez moje dziecko, co nigdy nie mialo miejsca i jak kazdy
            cywilizowany czlowiek staralabym sie szkode powstala z mojej winy naprawic lub
            jakos wynagrodzic.
            • estelka1 Re: Dziecko w lokalu - z innej strony 04.06.09, 00:38
              Wam wrażenie, że odebrałaś mojego posta, jako osobistą wycieczkę smile
              Jeśli tak, to niepotrzebnie smile Jeśli mylę się w tym momencie, to
              przepraszam.
              A wracając do uciążliwych dzieci... no cóż, dziecko jest dzieckiem i
              dopiero uczy się funkcjonować w społeczeństwie. O ile 2-3, czy nawet
              7 latka trudno winić za niektóre niekoniecznie "cywilizowane"
              zachowania, to rodziców i owszem. Nie znaczy to jednak, że małemu
              dziecku wolno wszystko. W zachowanie dzieci w ich rodzinnych domach
              nie wnikam. Ewentualnie pomyślę to i owo, ale na myśleniu się
              kończy. Ale moja tolerancja w miejscach publicznych jest znacznie
              mniejsza. Nikt, czy to dorosły, czy dziecko nie ma prawa być
              uciążliwy dla innych i powinien uszanować to, że każdy ma prawo do
              świętego spokoju. Oczywiście biorę poprawki na chorobę, czy
              upośledzenie umysłowe, nie mniej oczekuję, ze opiekun tego dziecka
              zainterweniuje, o ile dziecko będzie komuś przeszkadzać.
              Podobnie jak Ty franczii uważam, ze zagadanie do kogoś obcego nie
              jest przestępstwem, ale z drugiej strony, czy coś mi ubędzie, jak
              przeproszę za moją małą gadułę i upewnię się, że osoba "upatrzona"
              sobie przez moje dziecko, życzy sobie rozmawiać z nim? Ostatecznie w
              przyszłości i tak dziecko będzie musiało przyswoić sobie formułki
              typu "przepraszam, chciałabym coś wtrącić", czy "przepraszam, mam
              pytanie do Pana".
              Ja osobiście nie spotkalam się z brakiem życzliwości wobec mojej
              córki, ale też z żelazną konsekwencją przestrzegałam zasady, że moje
              dziecko to przede wszystkim moja sprawa i nie ma prawa być ono
              uciążliwe dla innych. Wyjątek stanowiły sytuacje na które nie do
              końca miałam wpływ, typu choroba i marudzenie z powodu gorączki. Ale
              wówczas młoda dawała popalić co najwyżej pacjentom czekającym w
              kolejce do lekarza, czy taksówkarzowi, który wiózł nas do
              przychodni. Jeszcze raz pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja