triss_merigold6
06.06.09, 18:45
Ofertę polityczną rządzących i opozycji w różnych zestawach
obserwuję od 20 lat, "polityka prorodzinna" (cokolwiek to znaczy)
jest jednym z topowych haseł i zawsze przed wyborami się pojawia na
sztandarach. A potem znika w niebycie.
I szlag mnie trafia, bo państwo/samorządy takiemu obywatelowi jak ja
nie oferuje nic poza wkurwem. Takiemu średniemu średniakowi co nie
łapie się na MOPS a pełnoetatowa niańka byłaby sporym wydatkiem.
Standard porodowy ludzki mogę mieć jak zapłacę, żłobek na wielkim
osiedlu nadal jeden, bitwa o przedszkole, becikowe to śmiesznawa
kwota, odliczenie od podatku też nie powala wysokością. Żeby mieć
szybko wizytę u specjalisty płacę rynkowo, leki dziecięce też nie są
dotowane specjalnie (jak w cywilizowanych państwach skandynawskich),
ochrona kobiety matki na rynku pracy jest żadna.
I w zestawieniu z hasłami o zapaści demograficznej, werbalnych
zachętach do rozmnażania etc. to IMO nie ok.